jasio63
04.02.11, 22:56
czesc dziewczyny,
glupia sprawa :/
Od 16 lat jestem zonaty. zona bardzo sie przez te lata zmienila i ostanie piec lat bardzo dawala mi w kosc. Kilka lat temu przestalismy ze soba sypiac. Mamy mlodego syna (15 lat) wiec przymykalem na wszystko oko, bo chcialem dzieciaka wychowac w miare zdrowej rodzinie. Zona kilka lat ostro pila, ale udalo mi sie ja namowic na AA i od roku jest trzezwa. Przez ten czas zrobila mi jednak pieklo z zycia.
Ale... poltora roku temu mialem slaby moment i bylem bliski podjecia decyzji o rozwodzie. I jak na zawolanie poznalem inna kobiete. Mlodsza ode mnie o kilka lat, niezalezna, piekna, z charakteru wydawala mi sie idealna. Zakochalem sie. Przez rok staralem sie ja do siebie przekonac, przekonywalem ja ze chce sie rozwiesc (i chcialem), poswiecalem jej kazda wolna chwile, w przyplywie slabosci nawet jej sie oswiadczylem. Zakochalismy sie w sobie. Mysle ze zona domyslala sie co sie dzieje, ale oboje staralismy sie sie zeby dziecko o niczym nie wiedzialo.
Zona nagle diametralnie sie zmienila. Stala sie taka jak na poczatku naszego malzenstwa. Nadal ze soba nie sypiamy, ale juz jest w miare dobrze. Przekalkulowalem wszystko i stwierdzilem, ze sprobuje odbudowac swoje malzenstwo. Powiedzialem to tej dziewczynie.
I wtedy jej kompletnie odbilo. Mowi mi, ze nigdy nie poszla by ze mna do lozka, gdybym nie planowal rozwodu, ze nigdy by sie nie zaangazowala, gdyby nie to co mowilem o zonie, zaczela do mnie wydzwaniac przypominajac mi kazde slowo, ktore jej mowilem, kazda obietnice. Musze na noc wylaczac telefon, bo wysyla mi smsy ze placze i ze to moja wina. Wiem, ze ja skrzywdzilem, ogromnie mi przykro, chcialbym to naprawic, ale nie wiem jak. To fajna dziewczyna i wiem ze zczasami przesadzalem i obiecywalem zbyt wiele, ale na prawde myslalem, ze podejme te decyzje o rozwodzie. Ale nie chce, zeby cierpiala. Nie wiem co zrobic. Poradzcie, co moge dla niej zrobic, zeby nie cierpiala...?