kora3
13.02.11, 23:43
Niektórzy faceci mnie zdumiewają, jak w tytule. Nie twierdze, ze nie ma takich kobiet, ale kobiety chyba (jeśli się myle, niech mnie kto poprawi) rzadziej maja tendencje do narcyzmu i totalnego braku krytycyzmu wobec siebie. Ostatnio poznałam pewnego faceta, można powiedziec półzawodowo. Przedstawiła mi go kolezanka, w racji faktu, ze miał w zasadzie on interes do mnie, ok. Mam dość luźny sposób bycia, poniekąd pewnie zwiazany w zawodem. Nie ma tu na myśli jakiś przypadkowych kontaktów seksualnych, ale otwartość w rozmowach z ludźmi, łatwość nawiązywania relacji, w tym co robię to raczej zaleta – żeby całkiem jasnosc była, chodzi o niestwarzanie sztucznego dystaansu z osobą, która ma problem i chce go przedstawić, nic wiecej.
Gosc opowiedział w czym rzecz u zawodowo było to interesujące. Wymieniliśmy nr telefonów.
Tak się złozyło wszelako, ze nazajutrz spotkalismy się na imprezie ogólnej, kulturalnej. Po niej z grupa znajomych poszlismy na kawe, on także bo grupka była spora, a w niej osoby jemu znane. Facet jest w moim odczuciu b. przecietny. Owszem dosc przystojny, ale ogólnie, jak dla mnie – mało interesujacy z racji osoboscowsci. Pomijam tu fakt, ze jestem zajeta, no tego gosc wiedziec nie musi.
Nie dałam mu zadnego powodu, żeby sadził, ze jestem zainteresowana nim, jako mezczyzną. Jeśli nawet przy pierwszym spotkaniu mój luźny stosunek do niego odczytałby niewłasciwie (czyli jako zainteresowanie tego rodzaju) to podczas drugiego miał okazje widzieć, jak zachowuje się w stosunku do innych ludzi, mniej czy bardziej znajomych i „załapać” ze taki mam sposób bycia. Ale chyba nie załapał, albo, co wydaje mi się z racji jego zachowania bardziej prawdopodobne, ma się za kogos na kogo kobiety lecą (nie wykluczam, ze jakies leca, a – nie) i mój brak odzewu na jego „podryw” odbiera jako „gre”, udawanie niedostepnej na polu d-m. Wiem to stad, ze ...sam mi to powiedział. Dokładnie, po kolejnej próbie z jego strony umówienia się solo i mojej odmowie, powiedział coś takiego, ze on rozumie, ze ja „ udaje niedostępną, ale on przecież WIDZI, ze mi się podoba”. Gdzie, jak widzi, skoro ja tego nie widzę, nie pojmuję.
Powiedziałam wprost, ze niewłasciwie interpretuje moje zachowanie. Również wprosy powiedziałam, ze nie mam zwyczaju prowadzic takich „gier”, a jego lubie na tyle, na ile można lubić malo znaną osobę i na tym koniec. Poinformowałam go też, bez dzczegółowego pisu jakiego bo po co, ze jestem w zwiazku i nie szukam jakiś znajomosci damsko-meskich, chyba ,ze idzie o kolezenstwo, ale nie dotarło. Facet jest nadal przekonany, ze interesuje się nim , tylko „udaję niedostepna”. Nie jest to jakiś problem, bo już umiem sobie poradzic z taka sytuacją. Tylko po prostu zastanawiam się, dlaczego proste, szczere postawienie sprawy do gościa nie dociera? Jak trzeba być zadufanym w sobie u pozbawionym samokrytycyzmu, żeby proste wyjaśnienie nadal interpretowac po swojemu, bo JEMU się wydaje, ze jest taki interesujący, ze kobieta może jedynie UDAWAC ze on jej nie interesuje? Facet ma malo co po 40 jest z wyglądu dla mnie do przyjęcia (czyli żaden towar eksportowy, ale nie trzeba zakrywać gazetą), z tego co się zwierzył, rozwiedziony, nie wiem czy się z kimś spotyka, nie interesuje mnie to. Cały zcas mówi wyłacznie o sobie, swoich zaintesowaniach, oczekiwaniach itd. Co jest nużace. Nie wiem czy sa take kobiety, ale ten typ, o ile wczsniej miałam go za nego egocentyucznego goscia, zaczał we mnie budzic autentycza niecheć.