Dodaj do ulubionych

Do "kobiet kochających za bardzo"

28.03.11, 21:38
Kocham za bardzo...a właściwie przywiązuję się - zdefiniowane i zdiagnozowane:) (naleciałości z dzieciństwa, a teraz zalewanie uczuciami i przywiązywanie się do facetów, itp.) czy są tu również takie kobiety? czy terapia psychologiczna, antyuzależnieniowa coś wam dała? proszę darować sobie nieprzychylne komentarze - czekam tylko na odpowiedzi od wspomnianych kobiet...
Obserwuj wątek
    • bonnie79 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 00:26
      Są.....
      rozstanie 5 miesięcy temu, psychoterapia od okolo 4 miesięcy i o dziwo zaczyna działać....choć oczywiście to dopiero początek i jeszcze zapewne troche potrwa
    • akle2 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 00:35
      Ja sobie z tego typu emocjami poradziłam sama. Późno, bo późno, ale obyło się bez psychoterapii (no, raz byłam :>). Pomogły afirmacje, że teraz JA i MOJE potrzeby są tak samo ważne. Wrócił dobry humor, zaczęłam się tym bawić. I git.
      • nothing.at.all Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 12:32
        To gratlacje. Ja znam takie - radzą sobie samę, zaczęły chodzić na jogę, uspokoiły się i jest lepiej.
        • mariela1987 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 12:40
          ja kocham za bardzo ale nie uwazam żeby bylo to cos złego.

          Cierpialam bardzo przywiazując się do osob, które potem odchodziły ale z biegiem lat dwie z tych osób powiedziały że mi dziękują ,bo dałam im miłość ktorej nigdy od nikogo nie dostały i juz nigdy potem nie doświadczyły. To bylo piekne. Z drugiej strony jeżeli sie nie udaje to bardzo mnie to boli..
    • mahadeva Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 12:40
      kolejny wydumany problem
      ja kocham faceta, z ktorym jestem, ale co to niby ma znaczyc za bardzo? kocham go bardzo i juz :)
      • sumire Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 12:52
        nie taki wydumany. szczególnie pięknie uwydatnia się, gdy jedno rzuca, a drugie przez trzy lata nie potrafi się z tym pogodzić - lub gdy jedno zdradza, a drugie tłumaczy sobie, że to ono temu winne.
      • bonnie79 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 15:36
        To nie jest wydumany problem, więc powstrzymaj się od takich komentarzy....jeśli x razy wybaczyłaś zdradę i nadal uważasz, że to Twoja wina, jesli przełknęłaś kolejne kłamstwo pomimo faktu, że Pan został złąpany na gorącym uczynku i nie ma jak się wykręcić, jeśli ciągle tłumaczysz samej sobie, że biedny miś wcale nie jest taki zły - tylko to wina....i tutaj sobie wstaw włeściwą odp. to ok masz prawo się wypowiadać, jeśli nie to sobie daruj!!!
        • princessjobaggy Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 15:55
          Bonnie, to byl wieloletni zwiazek? Bo wiesz, im dluzej sie z kims jest, tym trudniej to wszystko walnac w cholere. Stad te tlumaczenia.
          • bonnie79 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 17:13
            Ponad 10 lat...
            • princessjobaggy Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 20:25
              10 lat to kawal zycia ('79 to Twoj rocznik?). Po tylu latach razem nie jest latwo nie kochac za bardzo. W koncu we dwojke spedzilo sie wiekszosc swojego doroslego zycia. Najwazniejsze, ze podjelas ostateczna decyzje, najgorzej jest tkwic w stanie zawieszenia.
    • varia1 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 12:53
      tak, ja kochałam za bardzo
      wysoką cenę zapłaciłam za wolność i za to że teraz jestem sobą
    • izabellaz1 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 13:01
      rp4 napisała:

      > - czekam tylko na odpowiedzi od wspomnianych kobiet...

      Czekaj.
    • salma75 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 13:53
      Chociaż artykuł, który Cię zainspirował podlinkowałabyś...
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,7051812,Kobiety_kochajace_za_bardzo.html
      • zmijka123 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 15:11
        Niestety znam to z praktyki. Pierwsza miłość i pierwszy związek. Bardzo się do niego przywiązałam i bardzo bolało. Oczywiście 3 lata się obwiniałam, że to moja wina. Wolę teraz nie ryzykować, za dużo to mnie kosztowało. Po prostu wybrałam życie singla, nie umiem odnaleźć się w dzisiejszych związkach.
        Myślę, że nie ma na to recepty. Każdy przeżywa to inaczej w zależności od wrażliwości. Psycholog czy tabletki nie pomogą, trzeba samemu to zrozumieć.
        • nothing.at.all Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 15:49
          Niektórzy nie radzą sobie sami, a i trudno to zrozumieć. uważam, że jeśli naprawdę nie daje się rady samemu to trzeba pójśc po pomoc, bo to poważny problem.
          Ja chyba też trochę kocham za bardzo...
    • rp4 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 17:05
      Masz szczęście, że jest to dla ciebie wydumany problem. Ale czytaj ze zrozumieniem - jeżeli nie wnosisz nic merytorycznego, nie musisz obnosić się ze swoim szczęściem.
      Dzięki, dziewczyny.
      Spotkałam parę osób na psychoterapii, ale każda jest "w trakcie", żadna po, to długi proces, tym bardziej że sprzężony z traumami z dzieciństwa, a to powiększa problem.
    • miastowa27 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 17:17
      ja mam to
      ale tylko jak się zakocham,bez wzajemności, i gonię tego króliczka, wtedy małpiego rozumu dostaję i nic nie dpociera do mnie
      ale generalnie nie zdiagnozowałam, więc leczyc psychiatrycznie się nie zamierzam, tylko raczej poczekam na takiego, co i we mnie się też tak zachoa jak ja w nim, moze się doczekam :):):)
    • krwawa_orlica Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 20:39
      Ja się nie zakochuje, bo zakochana to byłam raz, ale właśnie przywiązuje do tego stopnia, że nie umiem zostawić i wkurza mnie to. :/
    • sid-the-sloth Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 20:46
      Zdarzało się, kiedy byłam młodsza. Wyrosłam z tego, ale teraz mam w drugą stronę i jestem wieczną singielką, z przerwami na znajomości.
      • sid-the-sloth Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 29.03.11, 20:48
        Ale u mnie to nie tyle było "kocham za bardzo", tylko "koniecznie musi być tak jak sobie wyobraziłam" i jak nie było, to dramat, plus robienie sobie samej komplikacji.
        • ab13 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 04.04.11, 16:39
          Terapia trwa :(
          • male_pytanie Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 08:43
            zaraz przeczytam ten podlinkowany artykuł ale juz bez czytania wiem ze jestem kobieta kochajaco za bardzo i tylko kobiety które "to maja" wiedza o co chodzi. bo to nie jest po prostu wzajemna miłosc. to jest zazwyczaj miłosc jednostronna. zazwyczaj jest to milosc po miłosci. zwiazek sie rozpada albo probuje a my nie umiemy sie z tym pogodzic.
            moj facet probowal ze mna sie rozstac około 15 razy na przeciagu 5 lat.
            ale ja mu na to nie pozwoliłam, bo przeciez jest super i nie widze powodu dla ktorego powinnismy sie rozstac. on mowi "ale komu jest super? bo nie mnie", a ja ze przeciez mamy tyle wspolnych cudnych przezyc ze nie powinnismy tego niszczyc i dalej w to brnelismy.
            powinnam trafic na psychoterapie ale nie mialam pojecia gdzie szukac pomocy. no bo co? pojde do lekarza 1szego kontaktu i powiem zeby dal mi skierowanie do psychologa bo nie umiem odejsc? a na prywatna psychoterapie mnie nie stac.
            z czasem jego proby rozstania sie przestały byc miłe bo wiem ze juz nie mial siły, zaczał stosowac metody maksymalnego wkurzania mnie i to zaczelo odnosic skutek bo jak tlumaczył to nie chcialam sluchac, a jak bylam na niego wsciekla to sama rozwazalam odejscie.
            kupe czasu straciłam, moglam zyc inaczej ale wiem ze nie mial mi kto pomoc. znajomi mnie wspierali, a ja byłam slepa jak kret.
            jak wy sobie radzilyscie, gdzie szukałyscie pomocy?
            • hejterzyna ja znalazlem w 05.04.11, 10:45
              alkoholu
    • kasi.net Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 12:26
      mnie ten problem też dotyczy....i wiem, że jest to PROBLEM...bo będąc z kimś powinno się w dalszym ciągu pozostać sobą a ja...zmieniłam się i to dla niego, a on tego nie docenia...nie widzi ile poświęciłam (przeprowadzka do innego miasta, zmiana życia...) kocham go i uwielbiam spędzać z nim czas i szaleje jak nie ma dla mnie czasu (pracuje, studiuje itd) bo wtedy nie mam totalnie co ze sobą zrobić...i zatraciłam się w tym na tyle, że mam wrażenie, iż bez niego wszystko jest totalnym niczym i bezsensem...
      • wersja_robocza Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 12:40
        I jak sobie z tym radzisz?
        • kasi.net Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 12:49
          staram się znajdować inne zajęcia, spotykać się z innymi ludźmi jak on nie ma czasu...ale najgorsze jest to, że i tak najbardziej lubię być właśnie z nim...
          • wersja_robocza Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 12:53
            Dobry początek, ale nie uzależniaj siebie, swojego szczęścia, czasu i planów wyłącznie od niego. Nie znajdziesz w ten sposób spełnienia.
            Chyba już o tym wiesz, skoro wpisałaś sie w tym wątku.;)

            Na później... w tym wątku znajdziesz kilka linków do niezłych artykułów. Przeczytaj. Może coś ci dadzą.;)
            • kasi.net Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 13:09
              Jasne, że wiem ;) Tyle tylko, że czasem, ba! nawet bardzo często się nad tym nie panuje...i wiele razy np. zdarza mi się zmienić MOJE plany bo on ma inne, fakt, że takie uwzględniające mnie, ale mogłabym pokazać, że też potrafię sama coś sobie zorganizować...widać teorię mam dobrze opanowaną, z praktyką zdecydowanie gorzej jest...
              • wersja_robocza Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 13:19
                Na razie funkcjonuje twój rozum. Teraz czas na sprzężenie go z emocjami i czynami. To bardzo trudne, ale wykonalne. Cały czas pamiętaj o tym, jak chciałabyś funkcjonować i w momencie konfrontacji z sytuacją zamiast wracać na stare ścieżki, stare schematy wybieraj nową drogę.
                Niełatwo tak wyskoczyć ze starego toru i wejść na nowy, ale poradzisz sobie z tym na pewno. To kwestia podejmowania kolejnych prób i pamiętania o tym, co dla ciebie dobre. :)
                • rp4 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 05.04.11, 18:48
                  No cóż, ja już wiem, że prawie wszystko tkwi w naszym dzieciństwie...stosunki z rodzicami, deficyty przeróżnego rodzaju z dzieciństwa. a nadwielka miłość to tylko forma realizacji naszych zaburzeń z dzieciństwa...albo niskie poczucie wartości, depresja, itp. W sumie problem nie tyle tkwi w związku, co w nas samych i tego na co sobie pozwalamy. ja poszłam sama, prywatnie do psychologa który pracuje z kochającymi za bardzo. psych.określi czy rzeczywiście masz problem, czy to tylko zbyt silne zaangażowanie... Na razie zupełnie nie mam efektów ale może się pojawią....
                  Można zacząć od książki (wyszukaj w googlach) "Kobiety kochajace za bardzo" Robin Norwood
                  • ab13 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 10.04.11, 11:36
                    Nie mam już kasy na terapię ale do państwowego psychologa nie pójdę. Trzeba sobie radzić:(
                    • ab13 Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 17.04.11, 13:23
                      up
    • vatika Re: Do "kobiet kochających za bardzo" 17.04.11, 23:43
      Swietnie cie rozumiem, ja rowniez przywiazalam sie za duzo, do tego stopnia, ze dzis po 4 latach zwiazku zostalam tak zmanipulowana, ze mam ataki paniki, boje sie wyjsc z domu sama, nie mam znajomych i wlasciwie moj swiat opiera sie tylko na moim mezu, ktory ma mnie w dupie.

      Kocham go najbardziej na swiecie, oddalabym mu wszystko, i stracilam chyba wszystko. Moj maz mnie nie szanuje, bo wie ze ja go kocham i wybacze mu wszystko.
    • emi.toja Kochać za bardzo 26.04.11, 19:19
      rozumiem, bo przechodzę. Również przez trudności z dzieciństwa.... Poczytajcie na forum Depresja lub Psychologia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka