Dodaj do ulubionych

Czy mąż żałuje czegoś...?

30.03.11, 13:23
Mój mąż żałuje, że się ze mną ożenił. czuje to, nie mówi mi tego, ale to wiem. Chyba nie do końca przemyślał tą decyzję, lub nie wiedział na co się decyduje, mimo, że jesteśmy po 30.
Jestem w ciąży, ale to nie był powód do slabu, planowaliśmy już go wcześniej, byliśmy zaręczeni tylko przełożyliśmy go parę miesięcy wcześniej.
Jestem zdołowana konkretnie. Nie pracuję w ciąży z powodu dojazdów do pracy - 100km, bo zamieszkaliśmy razem.To pomysł męża. Nie zarabiam, mąż mi na wszystko daje - tzn.na jedzenie, bo o inne rzeczy go już nie proszę. nawet czasami nie jem obiadu, bo to wszystko takie drogie, ale maż tego nawet nie zauważa. Lub widzi, ale nie mówi. Jest mi tak strasznie smutno, myślałam, że okres ciąży będzie dla mnie czymś cudownym, ale tak nie jest. Przez moje problemy finansowe mąż poprosił, żebyśmy podpisali intercyzę. Ale zanim miałam problemy finansowe już o tym myślał na głos, jak tylko dowiedział się, że będzie lepiej zarabiał. Nie ufa mi? Gdyby to wynikło teraz, nie zdziwiłabym się, ale dokładnie pamiętam, jak o rozdzielności majątkowej wspominał dwa razy, jak tylko dostał lepszą ofertę pracy. bardzo mi to uwłacza.
Każdy temat dogadany jest zawsze z mamą, ojcem i siostrą, a potem ja się dowiaduje o jakiś decyzjach, nie bierze mnie pod uwagę w poważnych sprawach, im ufa, bo dla nich liczy się dobro jego - a nie moje, czy nasze. Codziennie rozmawiają po kilka razy dziennie. On jest na I miejscu. Może to i normalne. Teściowa kiedyś do mnie powiedziała, że on kupił mieszkanie jeszcze przed ślubem i jakby co (...?nie wiem co miała na myśli?) to teraz jest takie prawo w Polsce, że żona nie ma do niego prawa. Osłupiałam. Zakochana w swoim synku - jaki to on mądry, wykształcony, wszystko o wszystkim wie, ochy i achy. Najmądrzejszy i najpiękniejszy.Córeczka też. Oni wszyscy myślą, że skoro nie zarabiam teraz to już się rzucę na jego śmieszne pieniądze? czasami mam ochotę wyjść albo gdzieś wyjechać, czuję się jak intruz. jak po czymś takim mam powiedzieć mężowi, żeby dał mi na majtki,bo w 6 miesiącu nie mieszczę się w stare, albo farbę do włosów? Pewnie, że nie powiem, wstydzę się już teraz. Krępuję się poprosić o 10 zł, bo może odbierze to jak wyciąganie pieniędzy od niego. Dla nich liczy się dziecko - nie denerwuj się, pij, jedz...a ja nie istnieje. Kocham go bardzo, być może na prawdę na niego nie zasługuję, bo i czasami tak o tym myślę. Czuję się bardzo samotna, nie znam tu nikogo, siedzę sama w domu, sprzątam, gotuje, piorę, prasuje. Robię wszystko,ale już mam tego dosyć przez tego doła. To dziwne, być w małżeństwie, gdzie nie jest się traktowaną na równi. Nic nie mówię, bo nie ma sensu. przy podejmowaniu rozmowy na ten temat kończyło się stwierdzeniem, - że tak nie jest, wydaje mi się. czuje, że mąż się waha, że nie wie czy dobrze zrobił. Że nie jestem taka inteligentna jakby chciał, poznał nowe osoby w pracy - ja im nie dorównuję. Jestem nieatrakcyjna w ciąży, bo gruba, i jakoś w ogóle dziwnie wyglądam. Mąż jest dla mnie miły, ale ja czuje, że to nie to, on chyba żałuje.... a ja pokochałam go bardzo.
Obserwuj wątek
    • sztylet50 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 13:27
      Nie wiem, czy on żałuje, ale z tego co piszesz to wpędza cie w kompleksy i stąd cała historia. Zaniża twoją wartość, mimo, że może sobie z tego nie zdaje sprawy. Co do sprawy materialnej, to powinien widzieć, że nie jesteś nastawiona na jego zarobki, bo z tgo co piszesz to wcześniej nie zarabiał kokosów, a jak się poznaliście to pewnie tym bardziej. Powinien wiedzieć, że kochałaś go już wcześniej, a nie teraz. teraz to się oddalacie od siebie. Co do jego rodziny, to czy jego siostra tez zwierza mu sie bez ogródek??? trochę to chore, bo powinien wiedzieć, że nawet najlepsza siostra życzy najlepiej mu - a nie szwagierce. Nie zdziwiłbym się, jakby nakłaniała go do tego, by cie kiedyś opuścił....
      • max-mus-pl Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:03
        Och ci faceci... sami nie wiedza czego chcą. Głowa do góry! Skoro tak robi, taki mamusi syneczek, że ze wszystkiego się jej zwierza (brrr...nie zniosłabym) to niech ja poślubi;)
        Czy on myśli, że pieniądze to cały świat? Dlatego Cie od nich izoluje, bo mu ciągle mało?Zapewne nie masz też karty do wspólnego konta, a macie wspólne konto, jak w każdej normalnej rodzinie??????????
        Trudno ci będzie, Idź do pracy jak najszybciej, zaraz po macierzyńskim. Kosztem dziecka, ale jak bym tez nie wytrzymała
      • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:43
        >Nie pracuję w ciąży z powodu dojazdów do pracy - 100km, bo zamieszkaliśmy razem.To >pomysł męża.

        Szczerze mówiac , najgorsze co zrobiłaś tkwi własnie w tym zdaniu. Zdecydowałaś się poświcić swoje zycie zawodowe( które jakoś wygladało), przestać pracowac i wyniesc się na terytorium malzonka, ktore jest obsikane i ogrodzone przez matke, ojca i siostrę, a ty jesteś tam sama, bez pieniedzy i zadnej niezalzności, do tego w zaawansowanej ciązy. Ch...owo. Tak najkrócej mozna nazwać tę sytuację.

        Na szczescie sa też pozytywy - dopóki masz dzieciaka w brzuchu porozglądaja się na lokalnym rynku pracy, podzwoń , popytaj - tak, zeby wiedzieć , gdzie ewentualnie mozesz szukać pracy , kiedy już urodzisz.

        No i co najwazniejsze - musisz, absolutnie musisz jak najszybciej zakończyć tę sytuację. Tzn. bardzo szybko po urodzeniu dziecka znalezc prace, nie dac sie wpakować w 3 letnie siedzenie z małym, bo wtedy mozesz już z tego nie wyjsc - twoje poczucie własnej wartosci bedzie ci mówiło, ze nadajesz sie tylko jako stojąca przy szosie i bez swojego genialnego meza nie umiesz zrobić kroku. RATUJ SIE.
    • a_nonima Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:10
      Jesteś kobietą samotną. Mimo, że w związku to i tak czujesz się samotna.
      Nie wiem, czy jest wyjście z tej sytuacji.
      Ty sama nie wierzysz w siebie i trudno Ci będzie zaznaczyć swoja pozycję w rodzinie męża.
      MOże poważna rozmowa pozwoli wyjaśnić wątpliwości związane z relacjami w Waszym małżeństwie.
    • zamysleniee Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:14
      Skup się na sobie i dziecku. Psychicznie jak i fizycznie - jedz jak należy, a nie patrz że coś jest drogie itd. lub coś w tym stylu. Po narodzinach dziecka, może zmieni się coś na korzyść, a może nie. Jak nie, wtedy zaczniesz myśleć co zrobić, teraz myśl o swoim obecnym stanie i na tym się skup!
    • makwalz Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:20
      Dziwny ten mąż, chociaż mój w czasie ciąży też mnie nie wspierał, dlatego starałam się pracować jak najdłużej. Miałam kontakt z ludźmi w pracy i olewałam to jak on się zachowuje. Wyszło mi to na zdrowie, ale okresu ciąży - właśnie przez zachowanie męża - nie wspominam dobrze. Niestety.
    • tymczasowaola Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:24
      Myślę, że Twój mąż nie żałuje. Myślę, że przechodzicie kryzys, bo życie w małżeństwie jest trudniejsze niż sądziliście. Myślę że macie mnóstwo nieprzegadanych spraw (m.in. finanse). Myślę, że zujesz się samotna, pozbawiona własnego życia (bez pracy, rodzina i znajomi daleko - tak sądzę, skoro się wyprowadziłaś, zamknięta w czterech ścianach i z rodziną męża, zawsze przy was, zawsze chętną do radzenia i rozstrzygania).
      Musicie po prostu coś z tym zrobić, zawalcz o siebie w tym małżeństwie, postaw jakieś warunki, które pomogą Ci odzyskać choć część swojego dawnego życia, a mąż znowu zobaczy w Tobie swoją ukochaną i znowu obdarzy szacunkiem.
      • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:46
        Dziękuję za te odpowiedzi, podniosłam się na duchu dzięki Wam! Tak zrobię, będę się starała myśleć o sobie i dziecku i zrobię wszystko, żeby było nam lepiej. Mąż ma dużo pocieszycieli w postaci rodziny, ma z kim pogadać w pracy, radzi sobie z emocjami i uczuciami. Jakbym była u siebie też czułabym się pewniej, a tutaj....dwa pokoje i czekam do 19 aż wróci, żeby przez cały dzień pierwsze słowo zamienić.
        • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:48
          a pokoje i czekam do 19 aż wróci, żeby przez cały dzień pierwsze słow
          > o zamienić.

          O, kolezanko to juz robisz sobie sama na wlasne zyczenie! Miszkacie w jakeijś dzizy, najbliżsi ludzie są o 200 km? Robi się wiosna, rusz tyłek z domu , zagadaj do sasiadki, do babek z maluchami na spacerach, w piaskownicy - to za chwila moga być twoje kolezanki od wspolnych spacerow z dzieckiem!
    • kochanic.a.francuza Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:46
      Nic nie mówię, bo nie ma sensu.

      Milczec nie ma sensu. On i jego rodzina nie zdaja sobie sprawy jak Cie rania. Wutlumacz mu to. Nie bedzie latwo i nie licz, ze zrozumie od razu.
      Jestes jego zona i matka jego dziecka. Jesli Ty bedziesz zyla w osamotnieniu, nieszczesliwa i zrozpaczona, on tez na tym ucierpi. Niech sobie nie mysli, ze bedzie szczesliwy u boku pomiatanej zony. Ze jego dziecko sie bedzie dobrze rozwijalo.
      Pamietaj, ludzie szanuje Cie wtedy, kiedy masz sama do siebie szacunek i potrafisz im to pokazac.
      Opowiedz o tym incydencie z matka, powiedz, ze poczylas sie jak szmata, nic nie warta i ze jako nic nie warta odejdziesz, dziecko mu zostawisz albo wezmiesz cokolwiek.
      Wstydu facet nie ma. Wzial kobiete na utrzymanie i bredzi o intercyzie. Pakudna rodzina.

      Znalam dziewczyne, ktorej tez tak facet bredzil o intercyzie. Powiedzial, mu, ze nie bedzie rodzic dzieci komus, kto jej nie ufa i kto czai sie by w przyszlosci zostawic ja bez srodkow do zycia. Ta dziewczyna rowniez sie zdecydowala przeprowadzic i rzucic prace, zeby byc z nim.
      Na szczescie gosc sie zleflektowal i przestal bredzic, dzis sa w miare dobra para.
      A, i kochaj go sobie ale nie tak do konca. Moze jeszcze sie rozwinie w przyzwoitego meza, ale wiele od Ciebie zalezy. Powiedz, z znajdziesz sobie takiego, ktory podziekuje Bogu za Twoje oddanie i serce. Jak on tego nie docenai to niech idze do diabla, (poki jeszcze tej rozdzielnosci nie macie).
      • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 14:58
        Mamy już rozdzielność, ale jakbyśmy nie mieli to i tak po jego cokolwiek ręki bym nie wyciągnęła. Nie potrafiłabym wiedząc, że on to kupił, to chyba normalne. Ale teraz zdałam sobie sprawę, że już wcześniej o tym myślał, bo przy kupnie samochodu dla mnie (większość pieniędzy była jego,ale pomysł o zmianie samochodu -też jego, mi stary nie przeszkadzał) wpisał się jako współwłaściciel. Teraz to do mnie dotarło, że tak zachowują się ludzie, którzy na wszelki wypadek się zabezpieczają. Ale jaki "wszelki wypadek" ? No w naszym przypadku - rozejście się. Przygnębiające, że ktoś zapewnia, że cie kocha, a z drugiej strony myśli o "przyszłości' jakby coś nie wyszło. W dupie mam ten samochód, niech go se weźmie, im ma więcej, tym więcej nas dzieli.
        • gosia05 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 15:40
          mdzik-k, a dlaczego Ty nie dojadasz? Będąc w ciąży? To paranoja!
          Rozumiem, że wszystko drogie, ale to nie może być tak? Chodzi o to, że nie chcesz brać od niego kasy na jedzenie? To może niech on po prostu zakupy robi?
          Jakie mieliście ustalenia, kiedy przestałaś pracować - czy była mowa o tym, że będzie Cię przez ten czas utrzymywać?
          Musisz wyegzekwować kasę dla siebie - może się umówcie na jakąś sumę miesięcznie?
          ja tak miałam z moim facetem, kiedy przez jakiś czas nie pracowałam - dostawałam comiesięczne "kieszonkowe" na zakupy dla nas i na swoje wydatki. I nie musiałam się dzięki temu prosić, bo to też było dla mnie krepujące:(
          • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 15:58
            No ale widzisz, teraz to jest dla mnie jeszcze bardziej krępujące po tej intercyzie. Nie to może, że nie dojadam, tylko nie codziennie jem obiad, co drugi, trzeci dzień, a tak to jem różne kanapki czy tam inne dobre rzeczy. Wczoraj nie zostawił mi pieniędzy, a nie miałam nic dla niego na obiad, to poszłam i sobie wypłaciłam ze swojego konta, choć tam mam prawie wyliczone pieniądze na opłatę w tym miesiącu. Ale zrobiłam zakupy (dla siebie jakieś serki białe itp.) i w ciuchlandzie kupiłam sobie dwa staniki, (stare strasznie obciskają) i jeszcze bluzeczki. Nic nie powiedział, więc nie wiem co o tym myśli, ale na prawdę musiałam.
            Czekam na zaległe pieniądze z zusu, powinnam dostać niedługo, ale co z tego, tyle miesięcy jestem na jego utrzymaniu, że i tak mu wszystko dam, albo wydam na następny miesiąc na jedzenie. Ale przynajmniej wtedy będę kupowała co chcę.
            Jak zbudować zachowanie i przekazać mężowi, że on się dla mnie liczy, nie jego pensja?
            Przez moje problemy finansowe tracę męża? może przez ludzi, którzy utrudniają mi życie a sa i tacy. Dlaczego teraz mu nie dorównuję, a wcześniej jakoś było ok? Może i nie było, tylko nie mówił.sama nie wiem....ech.
            • lilianaliliana Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 16:37
              wiesz co, żeby nie było tak, jak kiedys u mojej siostry. Mąż zarabiał w tamtym roku 26 tys. miesięcznie, a ona 1600. Pan i władca. On dobra szkoła, dobra praca, jego rodzina na wysokich szczeblach. Tez ochy i achy wysłuchiwała od jego rodziny. Moja siostra całe serce poświęcała dla domu, męża i dwójki dzieci. Nie doceniał. Wszystkie decyzje konsultował z nią, ale i z rodzina - jak oni postanowili inaczej to przekonywał ja do swojej decyzji, ta miękła. Niby nic między nimi aż tak złego się nie działo, ale to, że miała tak niskie poczucie wartości - straciła pracę. tak jak ty musiała prosic o zakupy, za przedszkole, na inne wydatki. Spisali Intercyzę!!!!!!!!!!! Po co????? On chciał, co za debilizm!!! Wtedy zrobiło się nieco gorzej, mimo, że to dobry mąż. Ale ona niestety miała już doła i początki poważnej depresji i odrzucenia. Chodziła smutna, płakała jak byłyśmy same. Mąż tego nawet nie zauważył, tylko stwierdzał, że zrobiła się dziwna. Starałm sie jej pomóc, mówiła mi wszystko, ale ja nie potrafiłam. Wyprowadziła się od niego i to był dobry krok. Zobaczył jak łatwo stracić rodzinę i sie obudził.
              Niestety mój szwagier stracił pracę, wyszły jakieś machloje i wymienili caly pion. Od zaraz zwolnili. mimo, że mieli oszczędności, poczuł jak t jest bez pracy, mimo, że trwało to tylko 5 tygodni. potem dostał fajna pracę, znowu obrze płatną i co .... miał wypadek. leży już 4 miesiące w domu, żona wróciła by sie nim opiekować. Już rodzina zawiodła, została tylko ona, reszta tylko go odwiedza. Morał?
              Jeszcze nie wie co go w życiu czeka, jaka historia. Może Ty dostaniesz rewelacyjna pracę a on będzie na bezrobociu? Może (czego mu tfu tfu nie życzę) będzie miał wypadek, i będzie potrzebował twojej pomocy w duzo wiekszym stopniu niz ty potrzebujesz jej teraz od niego. On tego jeszcze nie wie, że przez takie rzeczy co robi traci ciebie, a skoro kochasz go jak piszesz, i widzę, że go kochasz - to nie ma nic cenniejszego.
              Zycie bywa brutalne.
            • vandikia Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:28
              To jest jakieś chore. Ma Ci zostawiac kasę co tydzień, w zaleznosci od tego ile zarabia, niech Ci zostawia 500zł albo 1000zł i bez wyliczania i rachunków. Albo powiedz mu, że wracasz do siebie i tyle dziecko i on i cała jego rodzina zobaczą.
              Nie gódź się na takie traktowanie, bo swoją uległością spowodujesz pogorszenie sytuacji. A obiad masz jeść codziennie.
            • zamysleniee Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:29
              Słuchaj, sama sobie tego dziecka nie zrobiłaś. Ok, możesz oszczędzać na sobie- tzn. obiad itd, ale na dziecku? Intercyza na tę chwilę, nie obejmuje dziecka. Poza tym co ma intercyza do wspólnego życia? Chyba obowiązuje po rozstaniu się i innych sytuacjach życiowych (aspekty prawne).
            • titta Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 21:00
              > Jak zbudować zachowanie i przekazać mężowi, że on się dla mnie liczy, nie jego
              > pensja
              Zaczac mowic. Bo niewykluczone, ze problem istnieje tylko w twojej glowie.
    • kdys Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 16:59
      Intercyza nie wpływa na to, że dziecko też jest twojego męża. Unoszenie się dumą i nie jedzenie obiadu w ciąży jest chore. Twój mąż ma prawo nie wiedzieć, że potrzebujesz nowej bielizny w 6 mcy ciąży, ale najwyższy czas go o tym poinformować i egzekwować jego udział w przygotowaniach do przyjścia na świat dziecka. Zaraz będziesz potrzebowała jeszcze całej masy rzeczy, a do tego najwyższy czas pomyśleć o wyprawce dla dziecka. Nie cierp w milczeniu, bo to niczego nie rozwiązuje! Matka Polska cierpiąca i poświęcająca się to jedna wielka bzdura. Nie warto. Wypisz sobie na kartce o czym chcesz porozmawiać z mężem, przeprowadź rozmowę, a potem domagaj się jego udziału. Jak przyjdzie na świat dziecko to też będzie zasłaniał się intercyzą a wszystko będzie na twojej głowie? Już w tej chwili czas to zmienić.
      • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:26
        Nie zasłania się intercyzą. po prostu ja zrobił, bo chciał. Tak się robi, jak się komuś nie ufa. Juz niedługo będę miała swoje pieniądze, więc go o nic nie będę prosiła, tzn, mówiła. Jak mu powiem, to on mi daje, ale nie chce ciągle mówić, że chce na to czy tamto. Nie widzi, że czegos nie potrzebuje - czy nie chce widzieć. Ze mam majtki za małe to zdążył zauważyć, że w spodnie sie wciskałam na siłę - też. Zrozum, nie potrafię mówić mu - daj mi na spodnie. Jestem na jego utrzymaniu i jeszcze narzekam.
        Po intercyzie zrozumiałam, że mi nie ufa, że liczy się z tym, że się rozejdziemy......to strasznie boli. Bardzo to boli.
        • 83kimi Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:29
          A czy ustaliliscie wczesniej kwestie finansow w Waszym zwiazku? Byly na ten temat jakies rozmowy przed slubem?
          • marzeka1 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:34
            Jak dla mnie cały ten układ + unoszenie się dumą i niedojadanie jest jakieś chore, mocno chore.
            Nie, intercyza nie musi oznaczać, że nie ufa. Nie jest złym rozwiązaniem, gdy wyraźna jest różnica majątkowa, ale wy w ogóle nie tworzycie związku, a tu dziecko w drodze.
            Zachowujesz się tak, jakbyście nie ustalili wcześniej żadnych zasad funkcjonowania RAZEM, ty też- jak będę miała pieniądze własne, to o nic nie poproszę, no chore to.
            • triss_merigold6 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:53
              Dla mnie to też chore.
              Para jest małżeństwem i intercyza nie zwalnia pana z zaspokajania potrzeb rodziny.
              Nieupominanie się o kasę jest błędem, a nie unoszeniem się honorem i ambicją.
            • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 17:55
              No bo nie ustaliliśmy finansów przed ślubem. Każdy zarabiał i nawet do głowy mi nie przyszło, żeby o tym rozmawiać. Nie unoszę się dumą - krępuje się mu mówąc o tym, czego potrzebuję, bo to JEGO pieniądze
              • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:01
                e unoszę się dumą - krępuje się mu mówąc
                > o tym, czego potrzebuję, bo to JEGO pieniądze

                A dziecko jest tylko twoje ? Bo mniej wiecej do takiej konkluzji zmierzasz...
                • triss_merigold6 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:06
                  W praktyce zapewne okaże się, że tak, dziecko jest jej... Juz ładnych parę tego typu historii widziałam w realu i czytałam o podobnych na forum.
                • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:15
                  No dobra, ale ona juz szykuje ładny grunt pod taką sytuacje - nie j3sc w ciązy, bo sie oszczędza pieniądze męża? Co to jest , jakis "Germinal" 2011?
              • triss_merigold6 No zesz... 30.03.11, 18:04
                TY się jednak zapoznaj dokładnie z Kodeksem Rodzinnym i Opiekuńczym. Intercyza nie zwalnia z obowiązku zaspakajania potrzeb rodziny, nie wyłącza obowiązku alimentacyjnego. Przestań się - dla własnego i dziecka dobra - fiksować na tym, że to on zarabia. W ciąży jesteś i musisz odżywiać się przyzwoicie, brać witaminy, robić badania, potem dojdą koszty utrzymania dziecka etc.
                Jestem w 24 tc i lekko mnie trzęsie na myśl, że sama sobie tak szkodzisz.
                Krótko i klarownie: potrzebne są W DOMU/na DOSTĘPNYM DLA CIEBIE KONCIE pieniądze na bieżące wydatki i pan niech się określi.
              • zamysleniee Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:21
                Piszesz, że krępujesz się męża prosić o finanse.
                A nie krępowałaś się wyjść za mąż i zajść w ciąże, skoro takie uczucia wywołuje mąż?
                Weź daj sobie kopa w cztery w końcu!
                No i głowa do gry :)
              • titta Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 20:54
                Jak tylko JEGO to u licha czyja ty jestes zona? Nie jego przypadkiem?
        • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:00
          >Ze mam majtki za małe to zdążył zauważyć, że w spodnie sie wciskałam na siłę - też. Zrozum, >nie potrafię mówić mu - daj mi na spodnie. J

          Nie wiem czy ci wiadomo, ale brzuch urosnie ci przez najbliższe miesiace najbardziej. Tak samo piersi. I co? Masz zamiar chodzić wtedy w przescieradle czy owinięta kołdrą? Skoro twoj małzonek zauwazył , ze wbijasz sie w coś na siłę to chyba wiesz, ze zauwazył, czyli jakos to skomentował? Dlaczego wtedy sie nie odezwałas i nie powiedziałaś , ze potrzebujesz kilku rzeczy z nowej garderoby - BO JEGO SYN/CÓRKA ROSNIE i co za tym idzie zmieniaja sie proporcje twojego ciała?
          To jest jakieś nienormalne, jakbyscie byli dwójką obcych sobie ludzi, którzy ze soba się przespali i zrobili dzieciaka...
          Jesli nei zaczniesz walczyć o swoje, to za chwile będziesz myc żeby solą , zbey nie zuzywac jego drogocennej pasty za 5,99 oraz uszyjesz sobie sukmaną z zasłony, zeby zakryć brzuch!

          Jest takie pojecie jak asertywnosc - powinnaś się go nauczyć - nie ejsteś w ciazy sama z sobą, ale z nim i nosisz WASZE dziecko, a zachowujesz się jakbys okradała z pieniędzy obcego czlowieka! Czy wy w ogóel ze soba rozmawiacie?
        • gosia05 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 21:31
          Hej!
          Porozmawiaj z nim!!!!
          Mój facet też dawał mi kasę, jak poprosiłam. Tylko wtedy. NIE DOMYŚLAŁ się, że ja się źle czuję z tym proszeniem. Po prostu. Niektórzy faceci tak mają. Kiedy zaczęłam rozmowę o tym, że mi niezręcznie powiedział, że w życiu nie wpadłby na to, że się z tym źle czuję, bo przecież jesteśmy RAZEM!
          Wtedy ustaliliśmy miesięczną kwotę, jeśli ją przekroczyłam - mówiłam mu i z przelewem nie było problemu.
          Nie unoś się dumą bo to nie ma sensu i odbije się na Waszych relacjach w przyszłości.
          Bądź uczciwa i powiedz, co Ci leży na sercu - jestem przekonana, że dojdziecie do porozumienia, Ty przestaniesz się negatywnie nakręcać - że on jest zły i nie myśli o Tobie=pewnie mu nie zależy.
          On może sobie nie zdawać sprawy. Tyle. Jak masz zbyt dużego sstresa w związu z rozmową - skrobnij mu list.
          Napisz, jak poszło.
        • titta Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 20:52
          Przy takim podejsciu to sie od razu lepiej rozwiedz. Oszczedzisz sobie wielu lat uzalania sie nad soba.
    • kadfael Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:01
      Czegoś tu nie rozumiem. Krepujesz sie własnego męża? ! Jakies robisz dziwne podchody, nie mówisz mu co myslisz, nie mówisz mu, że nie starcza Ci na jedzenie, o co chodzi?! Czy Ty jestes jakąs zoną Araba czy twój mąz to przemocowiec, czy co?
      • 83kimi Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:06
        Dokladnie, powinnas sie przemoc i szczerze z mezem porozmawiac. Bo sytuacja jest chora.
      • triss_merigold6 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:08
        Ściślej rzecz biorąc podpada to pod przemoc ekonomiczną.
      • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:08
        Nie nie nie. Mój mąż to dobry człowiek, rozmawiamy ze sobą - oczywiście.
        Po prostu oddalamy się od siebie. Nie bedę juz tak robiła, zrozumiałam, że to błąd. Dzidziuś nie może cierpieć przez mnie.
        • kadfael Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:12
          No nie. Dobrym człowiekiem, to on z cała pewnością nie jest. Przykro mi.
          • triss_merigold6 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:14
            Może pan przekalkulował, że tańsza uzależniona ekonomicznie żona niż rozwód i alimenty na kobietę z niemowlęciem i owo niemowlę.
        • triss_merigold6 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:12
          Nie sprowadzaj się przypadkiem - w rozmowie z mężem - do roli inkubatora. Nie przymieracie obydwoje głodem, mąż swoje potrzeby zaspakaja i Ty również masz pełne prawo do kupienia sobie nowych ciuchów, kosmetyków, skorzystania z fryzjera, dentysty, wyjścia do kina etc.
          • mdzik-k Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:15
            Ok, dzięki za odpowiedzi i podpowiedzi. Wszystko przemyśle i jakoś postaram się to zmienić jak najszybciej
            Kończę, bo maż niedługo przyjdzie, nie chcę, żeby zobaczył co tu piszę ;-)
            Pozdrawiam!!!
            • kadfael Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:18
              A dlaczego nie może zobaczyć? Boisz sie go? Coś jest w tym waszym małżeństwie grubo nie tak...:(
        • hermina5 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:18
          >Po prostu oddalamy się od siebie. Nie bedę juz tak robiła, zrozumiałam, że to błąd. Dzidziuś nie >może cierpieć przez mnie.

          Dzidzius...A ty? Ty w ogóle jeszcze zyjesz, istniejesz, czy tylko przepraszasz, ze zyjesz? Tobie majtki wpijaja się w tyłek, nie dzidziusiowi - rozmawiaj ze zwoim męzem jak kobieta, z którą wzial slub , a nie jak inkubator na dzidziusia!

          Nie widze cie, ale idę o zakład , z e mogłabym cię opisac przez net. To własnie dla takich kobiet jak ty sa kierowane te wszystkie kursy asertywnosci i radzenia sobie z zyciem.
          • marissa.555 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:32
            TO JEST TWÓJ MĄŻ! Nie wydawaj swoich ostatnich pieniędzy! Odważnie powiedz:zostaw mi jakąś kasę bo muszę sobie kupić to i to... Każdemu facetowi nie tylko twojemu tak się mówi, bo inaczej to myślą że nam nic nie potrzeba. Odwagi! Teściową i siostrą mężą nie przejmuj się. Jak jesteś wierząca pomódl się za męża! No i za dzidzię!
    • karmmi Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:32
      Sytuacja z kosmosu. Po to zakłada się rodzinę, żeby razem pchać ten wózek. Jakie prosić o pieniądze na jedzenie czy ubrania???????? Matko i córko. Komunikujesz czego Ci potrzeba i już. Żadnego skamlania, żadnej mowy dziękczynnej. To są NORMALNE sprawy. O wydatkach trzeba umiec rozmawiać i w domu i w pracy. Temat niewdzięczny, ale tego nie przeskoczysz. Nie rób z siebie ofiary i nie gloryfikuj tak swojego poświęcenia i niedojadania, kupowania za ciasnej bielizny w ciuchlandzie. To głupota a nie heroizm. Intercyza nie jest taka straszna. W razie jego kłopotów finansowych, Tobie komornik nie zajmie konta. Nie dramatyzuj.
      I jeszcze jedno. Masz do czynienia z facetem, uwierz, nie są tak domyślni jak Ci się wydaje. Potrzebuje prostych komunikatów, prawdopodobnie nie ma bladego pojęcia, że nie jesz obiadów bo wykombinowałaś, że będziesz matką polką udręczoną. Uśmiech na usta i kawa na ławę.
      • triss_merigold6 Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 18:39
        Żaden, ale to żaden facet nie doceni tego, że pani odmawia sobie farby do włosów, zakupu nowych rajstop, ubrania, kawy w kawiarni, nabycia książki czy innych tego typu rzeczy. Szacunek dla siebie i własnych elementarnych potrzeb należy spokojnie wyegzekwować zamiast upajać się swą szlachetnością i poświęceniem.
        • doral2 Re: Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 18:57
          a ja myślę, że to nie pan żałuje związku, tylko pani.

          pani się rozczarowała, bo nie płynie życie po jedwabiach, nie umie dogadać się z panem w kwestii łożenia na dom (np. comiesięczna, stała kwota, w ramach której pani się rządzić będzie).
          pani cały czas myśli w kategoriach twoje-moje, zamiast nasze i ma problemy z przestawieniem się na te "nasze".
          pani się wydaje, że skoro nie pracuje, to jej się nic od życia nie należy, a cały świat jest przeciwko niej.
          pani powinna zacząć pracować nad sobą i zmianą sposobu myślenia, a przede wszystkim dorośnięcia i nie doszukiwania się teorii spisku w relacjach z rodziną pana.
          skoro pan rozmawia z rodziną o swoich problemach, to pani winna się zastanowić dlaczego nie robi tego z nią i porozmawiać z panem o tym.

          pani ponadto niech poczyta nieco przepisów prawnych, a dowie się, że intercyza spisana PO ślubie rozdziela tylko to czego małżonkowie dorobią się po podpisaniu tejże.
          wszystko to co zostało wniesione do małżeństwa PRZED podpisaniem intercyzy jest wspólne, mieszkanie też i pani ma do niego pełne prawo.
          • zamysleniee Re: Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 19:16
            "Intercyza to małżeńska umowa, która wprowadza rozdzielność majątkową między małżonkami. Przy wspólności majątkowej mamy do czynienia z trzema majątkami: majątkiem osobistym żony, majątkiem osobistym męża i majątkiem wspólnym. W systemie rozdzielności majątkowej nie istnieje majątek wspólny"
          • zamysleniee Re: Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 19:25
            Wychodzi na to:
            Pani Jadzia ma pałac.
            Pan Józek ma kawalerkę.
            Biorą ślub, mieszkają w pałacu.
            Po rozwodzie Jadzia ma nadal pałac (bo miała przed ślubem), Józek ma nadal mieszkaniem (miał przed ślubem).
            W czasie małżeństwa dorobili się kiosku ruchu (Józek go wybudował). Po rozwodzie, kiosk jest dzielony. Chyba, że Józek i Jadzia podpiszą intercyzę, że kiosk jest jego - bo on go stworzył.
          • jop Re: Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 19:35
            >wszystko to co zostało wniesione do małżeństwa PRZED podpisaniem intercyzy jest wspólne, >mieszkanie też i pani ma do niego pełne prawo.

            Bzdura. Wspólne jest tylko to, czego się dorobili w małżeństwie przed podpisaniem intercyzy.
            • zamysleniee Re: Żaden ale to żaden facet 30.03.11, 19:39
              Dokładnie.
        • titta Re: Żaden ale to żaden facet 31.03.11, 21:10
          I jeszcze jedno: samo zelazo anemi nie wyleczy. Kanapki to nie jest wartosciowe zrodlo skladnikow odrzywczych. Dzidzius sobie poradzi, bo wyciagnie z ciebie co sie da. Za to ty zostaniesz ze zniszczonymi zebami, slaba wiatka skora, zniszczonymi wlosami, nerwica i zaburzeniami snu i innymi mniej widocznymi na zewnatrz problemami.
    • pompeja Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 18:45
      Nie będę powtarzać rad, które padły. Powiem Ci tylko - siły kobieto!



      Pozdrawiam Cię i przesyłam uścisk. Byłoby dobrze, gdybyś w tym momencie się uśmiechnęła :)
    • zawsze-soffie Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 19:54
      No tak, Twój mąż to zajebiaszczy człowiek, jeden z lepszych - taki mąż z górnej półki. Masz szczęście dziewczyno. Inny to by ci kazał żebrać pod biedronką. Dziękuj O NIEBIESKIEMU - u nas ksiądz proboszcze każdej, której mąż nie każe stać pod biedronką w wiadomym celu tak zaleca mówić.
    • 1-inna Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 30.03.11, 21:35
      Moje wnioski;po pierwsze-jesteś w ciąży,więc twój organizm zalicza rewolucję hormonalną i też ma wpływ na samopoczucie emocjonalne[nie napisałam psychiczne bo dziwnie brzmiało];po drugie -jesteś pewnie z tych honorowych co o kasę nie poproszą tym bardziej,że dano ci do zrozumienia,że od męża pieniędzy i innych dóbr masz się trzymać z daleka;a po trzecie-czujesz się samotna i zagubiona. Szczerze współczuję całej sytuacji.Myślę,że najlepsze co teraz możesz zrobić to chwilowo schować honor do kieszeni i jeść porządnie,bo wpędzisz siebie albo młode w jakieś chorubsko. Napisz chłopu na kartce co będzie ci potrzeba w najbliższym czasie z ubrań i.t.p niech się oswaja z tym ,że masz swoje potrzeby.Nie czekaj w oknie kiedy wróci,nawet jeśli nikogo tam nie znasz możesz robić inne rzeczy. Ja przeczytałam w ciąży wszystkie książki[no może połowę] jakie oferowała miejska biblioteka,przesadzałam kwiatki doniczkowe ,łaziłam na spacery i opalałam nos na słońcu i wszystko za free.A jak urodzisz to pomykaj w podskokach do pracy,jakiejkolwiek na początek.Z tym facetem czy bez niego musisz stanąć na nogi ,poczuć się pewnie i niezależnie materialnie dla siebie i malucha.Powodzenia.
    • akle2 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 01:27
      Taki stan nie będzie trwał wiecznie. Zawsze po porodzie i odchowaniu malucha przez kilka miesięcy, możesz (i powinnaś) wrócić do pracy. Rzeczywiście, proszenie się o każdy grosz musi być uwłaczające, zatem jeśli mąż nie zapewnia Ci środków na utrzymanie, będzie musiał zapewnić żłobek i przedszkole.
      Teraz spróbuj rozejrzeć się za jakąś telepracą, zleceniami zgodnymi z Twoim wykształceniem, możliwymi do wykonywania na odległość a niezbyt obciążającymi fizycznie.
      Z mieszkaniem niestety mają rację.
    • slodkie_malenstwo Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 10:19
      może i żałuje, kto go tam wie. Pewne jest że pelno ludzi niedojrzalych i rozwodow bedzie coraz wiecej :/ tylko kasa i kasa, no i seks, nic poza tym.
    • bonnie79 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 11:15
      tak sobie myśle - jak długo znaliście się przed zalegalizowaniem związku? był to związek na odległość? co z różnicą w poziomie wykształcenia? - wbrew pozromo moje pytania to nie wścibskoścv tylko chciałąbym zrozumieć Twój problem w nieco szerszej perspektywie...
      • jael53 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 11:44
        Sorry, nie rozumiem, jak do tego małżeństwa w ogóle doszło. Przecież z dnia na dzień facet się nie zmienił - wcześniej chyba też "wszystko uzgadniał ze swoją rodziną" itd. Mogę się domyślać, że wtedy "wyjaśnieniem" było: no, bo to jest rodzina, a m jeszcze nie jesteśmy małżeństwem.

        Sytuacja kobiety w tym małżeństwie jest o wiele gorsza, niż sytuacja gosposi - bo gosposia nie musi mówić, ile potrzebuje na prowadzenie domu (to jest uzgodnione) i nie musi prosić o wynagrodzenie. A jeśli do tego dochodzi, to zmienia pracodawców.
      • skinny_florida_bebe Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 11:44
        A intercyzy to się przed ślubem nie podpisuje?? a w trakcie... pierwsze słyszę...
        • jael53 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 11:51
          Rozdzielność majątkową można ustanowić w dowolnym czasie trwania małżeństwa. Coraz częściej ustanawia się ją od samego początku.
          • skinny_florida_bebe Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 11:58
            a no to wtedy intercyza to to samo co rozdzielność majątkowa? bo może ja po prostu mylę pojęcia. Ja zawsze myślałam, że intercyza to to samo co pre nuptial agreement(so called...pre- nup) , a rodzielność majątkowa po prostu z tego wynika. Dobrze myślę??
            • jael53 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 12:06
              Dobrze myślisz. Tyle że umowa przedmałżeńska (prenuptial agreement) ma w kraju dosyć skromne powodzenie - i nadal najczęściej ogranicza się do ustanowienia rozdzielności majątkowej.
              • mozambique Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 12:15
                a ja co raz czesciej mysle ze to zwykly troll - zostawila swietna prace i wyjechala do puszczy bialowieskiej, nie dojada, nie nosi majtek , spi na podłodze i czeka na tylko na slowa męza kóry jest dobrym czlowiekim i bardzo ją kocha
                • jael53 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 12:30
                  O, to Ci serdecznie winszuję optymizmu; też bym tak chciała. Niestety, takie osoby są na tym świecie. W każdym razie w ojczyźnie naszej ukochanej jest ich nadzwyczajny dostatek. Nie dalej, jak ostatniej jesieni "miałam wgląd" w tryb myślenia 30-latki, dojrzałej do rozwodu. W streszczeniu: dopóki nie pił, to był bardzo dobrym człowiekiem - u rodziców wszystko robił, pomagał siostrom; jak tylko powiedziałam, na co potrzebuje pieniędzy, to dał... No, nie chciał, żebym pracowała... no, to zawsze najpierw się z matką naradził; itp., itd. I ta "sielanka" trwała 2 lata; a małżeństwo - 8.
                  • mozambique Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 14:05
                    jak t
                    > ylko powiedziałam
                    , na co potrzebuje pieniędzy, to dał...

                    i pewnie jak go nie zasłużyła to sam z siebei nie bił ?
                    • jael53 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 18:59
                      No pewnie; dlatego "taki był dobry, jak nie pił". To się Polska powiatowa nazywa...
              • skinny_florida_bebe Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 12:22
                @jael53 dziękuję za wyjaśnienie:)
    • kochanic.a.francuza Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 13:39
      Zaraz, zaraz, jak Ty nie jesz obiadu to co on je?
      Wybierasz ze swoich oszczednosci (z ktorych robisz, jak piszesz oplaty) i go karmisz?
      Czyli bezrobotna kobieta w ciazy utrzymuje dobrze zarabiajacego meza, ktory jej nie szanuje?
      Swietnie!
      Powiedz mu, ze muz ostawiasz dziecko, wracasz do wlasnej miejscowosci i starej pracy, bo nie masz kasy na to dziecko, ani na siebie. On sytuowany to sobie poradzi.
      Takim jak Twoj maz trzeba z grubej rury, bo normalne "rozmowy" nie pomagaja. Tacy nie kumaja, ze cos jest nietak.
      Acha, po co nam piszesz, ze nie wyciagniesz reki po jego pieniadze? Powiedz to jemu i jego mamie. Przed nimi siedzisz jak trusia, nie pokazujesz wlasnego zdania, wiec mysla o Tobie to co im do glowy przyjdzie. No i mierza siebie Twoja miarka...
      No sprobuj chociaz zagadac i powiedz nam jak bylo.
    • titta Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 31.03.11, 20:50
      Po piersze: zacznij z nim normalnie rozmawiac. Nie "czuj" nie "domyslaj sie" tylko rozmawiaj. Mow jest tak i tak. I pytaj jak on widzi problem i jego rozwiazanie.
      Co to znaczy, ze ty masz problemy finansowe? Nawet jesli macie rozdzielnosc, to stajac sie malzenstwem twoje problemy sa rowniez jego problemami.
      Cos tu wyglada na to, ze ktos do tego malzenstwa nie dorosl. Nie koniecznie zreszta maz.
    • jendza1 Re: Czy mąż żałuje czegoś...? 03.04.11, 23:04
      Wiesz - nie masz innego wyjscia, i to dla dobra calej Waszej rodziny: Twojego, meza i malenstwa, ktore sie ma narodzic - MUSISZ z mezem o tym wszystkim porozmawiac.
      Moze nie o wszystkim na raz, moze trzeba wymyslec 'kolejnosc' sygnalizowania tego, co Cie boli, ale powiedziec mu musisz wszystko.

      Jesli maz uzgadnia sprawy, Was dotyczace, najpierw z mama, ojcem i siostra - to go spytaj, czy jest mezem mamy, ojca i siostry, czy Twoim?

      Jesli to maz chcial, zebys przeniosla sie do niego i zostawila swoja prace, bedac w ciazy, to bylo OCZYWISTE, ze nowej pracy w takim stanie nie znajdziesz.
      Czyli - utrzymuje WAs on. To znaczy - on jedynie zarabia pieniadze na 'zewnatrz'. A Twoja praca? Wiesz, ile kosztuje sprzataczka, praczka, kucharka, kobieta do lozka i nie wiem jeszcze, ile funkcji wykonujesz? A, i jeszcze surogatka/zastepcza mama czy jak to nazwiemy?
      Wiesz, ile 'na rynku' musialby zaplacic za te wszystkie 'uslugi'?
      I co - masz mu wystawic rachunek?
      I za 'straty moralne' tez, bo musialas przerwac prace i zostawic swoje dotychczasowe otoczenie, by wypelniac dla niego te wszystkie funkcje?
      Dziewczyno, co to znaczy 'przez moje problemy finansowe'? Inaczej spytam - kiedy one, te 'Twoje problemy finansowe' sie zaczely? BO jesli w momencie, gdy podjeliscie wspolnie z mezem decycje, ze przenosisz sie do niego, to to nie sa zadne 'Twoje problemy finansowe', a efekt WSPOLNIE podjetej decyzji. Za ktora WSPOLNIE sie odpowiada i tak tez ponosi konsekwencje.

      Ty jestes zona, niedlugo bedziesz matka. Jakiekolwiek proszenie meza o pieniadze, podporzadkowywanie sie podejmowanym przez niego (i jego rodzine) decyzjom jest absolutnie NIEDOPUSZCZALNE, bo zaprzecza w ogole temu, co stanowi o istocie malzenstwa.

      Ksiega Rodzaju pisze, ze opusci czlowiek ojca swego i matke swoja i zlaczy sie ze swoja zona. I z ta zona beda stanowic jedno.
      Przenioslas sie do meza, bo sie pobraliscie, taka decyzje podjeliscie oboje. Teraz jestes w ciazy i pracy w nowym miejscu nie znajdziesz. Zajmujesz sie hodowla malenstwa i domem, on zarabia pieniadze do domu. Tak sie aktualnie podzieliliscie obowiazkami.
      ALe jestescie JEDNYM. Przynajmniej powinniscie byc.
      W kwestii kasy - wspolne konto i Ty masz karte/pelny dostep do tego konta. I zadnego tlumaczenia, ze CI potrzebne majtki, biustonosz, prenatal czy folik. Kupujesz, co uwazasz za sluszne. Oczywiscie mozecie sie najpierw umowic, ze na dom mozecie przeznaczyc miesiecznie jakas konkretna kwote - i starasz sie panowac nad budzetem. To wszystko.
      Jednak WSPOLNIE decydujecie o calosci dochodow: ile odkladacie i na co itd.
      Oczywiscie mozesz 'zacisnac zeby', jak Ci co poniektorzy to tu radza, i natychmiast po porodzie pojsc do pracy, coby miec 'swoje' pieniadze. Tylko PO CO? Po co traktowac to jak 'wojne', licytacje, nie wiem, co jeszcze?
      Jesli jestescie malzenstwem, to po to, by sie kochac, szanowac, pomagac sobie nawzajem w zyciu i wspolnie poczac oraz wychowac dziecko/dzieci. A nie po to, by sobie nawzajem udowadniac, czyje na wierzchu.
      Tylko to trzeba robic RAZEM.
      I to musisz uswiadomic najpierw sobie, poukladac w glowie i w sercu, przemyslec. A potem przedstawic to mezowi.
      Walcz o Was, o wasze bycie-jednym, dla dobra calej juz trojki

      Napisz, co myslisz/czujesz/co sie wydarzylo...

      pozdrawiam i trzymam kciuki
      jendza
    • posh_emka Wiecie co ? 03.04.11, 23:52
      Jak czytam takie posty to się zastanawiam skąd się tacy ludzie biorą i czemu decydują się na zakładanie rodziny skoro bladego pojęcia nie mają o tym na czym "rodzina" polega.

      Nie wyobrażam sobie życia z kimś takim- jeśli faktycznie facet taki jest.
      Jak można nie ustalić- nie rozmawiać o takich rzeczach jeszcze zanim klamka zapadnie ....

      No i dziękuję - nie wiem komu- że mam męża, który rozumie pojęcie "rodzina", nigdy nie musiałam go prosić o pieniądze, nie mam żadnego ustalonego limitu wydatków miesięcznych choć przyznam, że poważniejsze zakupy konsultuję z nim, sam mi wręczył karty kredytowe, sam pierwszy zaproponował żebyśmy poszli do banku otworzyć wspólne konto- a to on jest tym na pieniądzach, którego ktoś chciałby pierwszy położyć łapę- tzn. zarabiał dwa razy tyle co jak się poznaliśmy no i teraz jak ja jestem w domu z dzieckiem i nie pracuję zawodowo.

      W głowie mi się takie historie nie mieszczą normalnie.
      • olewka100procent Re: Wiecie co ? 04.04.11, 00:58
        to że nie dojadasz to naprawde beznadziejny pomysł, on tego nawet nie zauważy a szkode sobie i dziecku tylko wyrządzisz . Druga sprawa jest taka że musisz zrozumieć że ,,instytucja małżeńska,, to nie tylko przyjemności ale też obowiązki i w tym wypadku na nim ciąży obowiązek aby cię utrzymać. Bój sie boga dziewczyno, toż to nie poważne . Wyobraź sobie niektóre żony które samochody dostają na urodziny a ty sie boisz poprosić o majtki
        • mdzik-k Re: Wiecie co ? 04.04.11, 12:58
          Już jestem po przemyśleniach i faktycznie macie rację, - że ja sobie krzywdę robię i dziecku. Zmieniłam to, jem normalnie i całą resztę mam gdzieś. Mówię na co mi trzeba, choć łatwo mi to przez gardło nie przechodzi. Rozumie, że macie inna sytuację i trudno to wam zrozumieć, ale gdyby nie fakt, że mąż wziął za mną rozdzielność i myślał już o niej dużo wcześniej - tez mi dało do myślenia i to mnie tak przystopowało. W tym momencie moje potrzeby stały się bardzo przyziemne. Padło tu określenie, że może jestem niedojrzała do związku, honorowa lub dumna. trochę tak, i jeszcze uparta na dodatek. Ale wierzcie mi, że przestaje się troszkę ufać mężowi, kiedy jest wszystko ładnie i pięknie, a on ci wyjeżdża o intercyzie. ja jakbym o tym pomyślała w stosunku do męża to bym nie była jego pewna albo bałabym się, że chce mnie okraść, no nie wiem. Rozumie, jak ktoś prowadzi interesy. Rozumie, jakby wypłynęło to teraz - jak mam problemy finansowe, ale on zaczął o tym mówić, jak tylko zorientował się ile będzie zarabiał. Dobra, nie ważne. poczytałam i zrozumiałam co jest najważniejsze. Właśnie takiego bodźca potrzebowałam, za co Wam bardzo dziękuje. Małżeństwo to małżeństwo, i nic tego nie zmieni, żadna intercyza
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka