Dodaj do ulubionych

Kwestia walki

06.04.11, 13:19
i nie ważne, o coś, o kogoś.
Zauważyłam u siebie dziwny objaw braku chęci do walki wychodząc z założenia, ze jeśli o coś muszę walczyć to znaczy, że to nie dla mnie. Czyli albo coś mi się należy i jest to właśnie dla mnie i walczyć o to nie muszę bo przychodzi z łatwością albo coś wymaga wysiłku, walki właśnie i wtedy odpuszczam idąc tokiem rozumowania, że jeśli miałoby to być dla mnie to by było i już.
Masło maślane ale wiecie o co cho.
Niedobrze, co?
Obserwuj wątek
    • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:23
      u mnie tak wygląda depresja. i ciągnie mi się to od zeszłych wakacji. wszystko mi zwisa i powiewa.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:24
        Nie wykluczam, choć innych objawów brak. Zastanawiam się tylko czy nie miałam tak od zawsze. Tzn. na pewno tak miałam jeśli chodzi o stosunkie międzyludzkie i związki. Nigdy nie walczyłam. Natomiast nie mogę sobie przypomnieć jak to było u mnie w innych sprawach.
    • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:25
      > Zauważyłam u siebie dziwny objaw braku chęci do walki wychodząc z założenia, ze
      > jeśli o coś muszę walczyć to znaczy, że to nie dla mnie.

      To może być też racjonalizowanie sobie ewentualnej porażki, ucieczka przed ewentualnym niepowodzeniem. Nie podejmujesz wyzwania, nie pracujesz na coś, nie starasz się tego zdobyć ze strachu i usprawiedliwiasz sie tym, że jeśli zapisane byłoby w gwiazdach, że byłoby ci przeznaczone, samo by do ciebie przyszło. Innymi słowy nie bierzesz odpowiedzialności za coś tylko zrzucasz ją na zewnątrz, na innych i na okoliczności.
      Dodatkowo: skoro tego nie mam, znaczy że to nie dla mnie.
      Ale jak miałoby się coś wydarzyć, skoro palcem nie kiwnęłaś, by to zdobyć lub chociażby sprowokować?
      Nie najlepiej.;)
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:29
        Zgadzam się z tobą. Może oprocz jednego. Nie czuję by to była kwestia strachu i nie czuję bym się jakoś szczególnie tym usprawiedliwiała. Już tłumaczę - to jakby kwestia chorej dumy - na zasadzie " nie, to nie" jeśli wiesz o co mi chodzi. Wcale nie mówię, że to lepiej tylko tłumaczę mechanizm.
        • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:32
          Nie znam szczegółów twojego życia, więc nie wiem.
          Ogólnie jednak upierałabym się przy strachu przed porażką, niepowodzeniem, odrzuceniem. To świadczyć może też o niskiej samoocenie.
          I rzeczywiście nie wiem czy tak jest w twoim przypadku.;)
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:38
            Z samooceną to u mnie jest tak, że raz wyżej raz niżej - nie przeczę. Ale czy jest wyżej czy niżej to działanie jest podobne więc chyba nie samoocenę tu chodzi.
            • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:50
              Samoocena wyżej, niżej ale może cały czas oscylować w granicach normy powiedzmy wysokiej lub niskiej. I nawet jeśli jest z wahnięciami to może być niska czy wysoka, prawda?
              Jeśli gra nie jest warta świeczki i nie walczysz, nie starasz się, bo skalkulowałaś zyski i koszty czyli podjęłaś świadomą decyzję to wszystko w porządku. Ale jeśli jedyną przesłanką jest jeśli mi się należy to samo się wydarzy, to jak wspomniałam jest raczej delegowaniem odpowiedzialności na zewnątrz. Tyle.;)
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:53
                Nie,nie
                Ja próżna jestem mi się wszystko należy!:) to nie tak
            • nagialeniedokonca Re: Kwestia walki 08.04.11, 07:54
              Nie wyobrażam sobie powodu dla którego miała byś mieć niską samoocenę
      • princessjobaggy Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:30
        > Ale jak miałoby się coś wydarzyć, skoro palcem nie kiwnęłaś, by to zdobyć lub chociażby sprowokować?

        Alez mozna kiwnac lekko, sprawdzic czy cos to zmieni. Jesli nie za bardzo, to czlowiek odpuszcza.
        • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:30
          I stąd pytanie, czy to dobrze czy źle
        • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:37
          W starterze było wyraźne założenie, że albo coś dzieje się ot tak czyli jest dla mnie, albo skoro coś się nie dzieje, znaczy nie jest dla mnie. Czyli nie ma kiwania palcem lekko, mocniej czy mocno a jest delegowanie odpowiedzialności na zewnątrz.;)

          Dobrze czy xle? To pytanie do autorki. Jeśli jest ona świadoma dlaczego postępuje tak a nie inaczej i robi to świadomie, i dobrze sie z tym czuje, nie czuje dyskomfortu ani żadnych braków czy przymusów, to znaczy że jej służy ta sytuacja. Ja jednak dostrzegam tu jakąś niepewność. ;)
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:39
            Niepewność pojawiła się z bodxca zewnętrznego jak zwykle:)
            Czyli, ja się czułam z tym dobrze ale ogół podpowiada - walcz!
            • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:48
              Otoczenie może zagrzewać cię do walki w dobrej wierze, bo widzi w czymś szansę dla ciebie. Ale ty nie jesteś po to, by spełniać oczekiwania innych. ;)
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:54
                ale oni mi siadają na ambicję i psyche
                • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:58
                  A więc samoocena... chciałam napisać. Pogoń ich ze swojej ambicji i psyche. A jak trzeba wyjaśnij, że nie potrzebujesz uganiać się za czymś, bo ci niepotrzebne. I sama zdecydujesz o co, kiedy i jak będziesz się starała. Obroń swoją pozycję. Twoja decyzja i twój wybór, a nie szaleństwo pod presją otoczenia.;)
                  • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:00
                    Jasne. Daje wpędzić się w poczucie winy zupełnie niepotrzebnie. Mięknę na starość normalnie.
                    • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:05
                      Wzmocnij pewność siebie. Wtedy będą mogli ci naskoczyć na pięty.;)
                      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:23
                        Sama wiesz jak to jest, masz jakieś tam zdanie na jakiś tam temat i jak ci mówi jedna osoba, że jest inaczej to jest ok, ale już przy szóstej osobie zaczynasz się zastanawiać.
                        • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:38
                          Wiem. Wiem bardzo dobrze. :| Staram się nie tracić celu sprzed oczu i wyznaczać granice. I cały czas pamiętać, kto jest sterem w moim życiu.
                          • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:39
                            Znaczy co jest sterem. I kto żeglarzem.
          • nagialeniedokonca Re: Kwestia walki 08.04.11, 07:55
            Ee, ale walka o coś, to nie to samo co czekanie aż samo się coś wydarzy przecież.

            Może działać, ale jeśli zobaczy, że nie działa to odpuszcza, raczej tak to rozumiem
            • ursyda Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:39
              dokładnie nagi,
    • facettt Kwestia walki - dobrze 06.04.11, 13:26
      ursyda napisała:

      > Niedobrze, co?


      dobrze.
      od pewnego czasu postepuje tak samo
      i takie kwestie jak nerwy, strata czasu, rozczarowania, porazki itd
      sie skonczyly.
      • princessjobaggy Re: Kwestia walki - dobrze 06.04.11, 13:27
        > od pewnego czasu postepuje tak samo
        > i takie kwestie jak nerwy, strata czasu, rozczarowania, porazki itd
        > sie skonczyly.

        O, to, to. U mnie wyglada to podobnie.
        • ursyda Re: Kwestia walki - dobrze 06.04.11, 13:30
          No właśnie a u mnie dochodzi jeszcze kwestia jakiejś chorej dumy, ze skoro muszę o to walczyć bo np. ktoś nie chce to ja mam to w dupie.
          • facettt Re: Kwestia walki - dobrze 06.04.11, 13:40
            ursyda napisała:

            > No właśnie a u mnie dochodzi jeszcze kwestia jakiejś chorej dumy, ze skoro muszę o to walczyć bo np. ktoś nie chce to ja mam to w dupie.

            normalna choroba "mlodziezowa" - ale najpozniej kolo 40-tki
            z tego sie wyrasta :)
            • ursyda Re: Kwestia walki - dobrze 06.04.11, 13:43
              koło czterdziestki to ja juz kolego mam i dopiero zaczynam chorować
              czyli późno dojrzewam
              • facettt banalnie 06.04.11, 13:48
                ursyda napisała:

                > koło czterdziestki to ja juz kolego mam i dopiero zaczynam chorować
                > czyli późno dojrzewam

                banalnie dodam, ze lepiej pozno, niz wcale :)
                a w koncu co za roznica - kiedy ?

                istotnie jest to, ze "tumiwisizm" i drugi biegun "zbozna chec walki"
                - kiedys sie jednocza i przechodza w trzezwa kalkulacje - czy walczyc o cos warto :)))
                • ursyda Re: banalnie 06.04.11, 13:54
                  no wlaśnie z załozenia mam tak, że nie warto
                  czyli - nie to nie
    • a_nonima Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:26
      Ursyda masz zdrowe podejście do życia.
      też chciałabym uważać, ze jezeli nie mogę czegoś mieć tzn, że mi się nie należy i po sprawie.
      A ja walczę mam wrazenie o wszystko.
      Jedyna walka, której nie żałuję to walka o dzieci.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:31
        A widzisz tego nie wzięłam pod uwagę. O dzieci walczyłabym jak lwica.
    • princessjobaggy Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:26
      Nie wiem czy niedobrze. Tez tak mam. Samo jakos z wiekem przyszlo. I nie walcze juz.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:32
        Mnie też się wydaje, że przyszło to z wiekiem. Ale czy to dobrze to nie wiem, bo może wersja ma rację (tam wyżej napisała).
        • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:39
          Nie, nie, nie. Ja tylko tak luźno piszę. Skoro ty się z czymś dobrze czujesz, nie odczuwasz straty ni napięcia,...:)
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:43
            Nie odczuwałam dopóki ktoś nie zadał mi pytania - dlaczego?
            • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:49
              ursyda napisała:

              > Nie odczuwałam dopóki ktoś nie zadał mi pytania - dlaczego?

              I jak odpowiedziałaś? Jak w starterze?;)
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:55
                Że dlaczego niby to ja mam walczyć?
                • wersja_robocza Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:06
                  ursyda napisała:

                  > Że dlaczego niby to ja mam walczyć?

                  I dodatkowo: ze dlaczego niby to o mnie mieliby nie walczyć?:D
                  • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:23
                    to był cios w splot słoneczny
    • tymczasowaola Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:27
      Dobra, odpuszczam Ci i się odzywam. Już nie musisz o to walczyć.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:33
        ;)
    • urko70 Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:31
      ursyda napisała:

      > Niedobrze, co?

      To zalezy w jakim natężeniu występuje i czego dotyczy.
      Co innego jesli dotyczy walki o kolejną JESZCZE lepiej płatną pracę, a co innego jęsli to dotyczy walki o należne Ci ale nie wypłacane wynagrodzenie lub walki o zdrowie.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:34
        Chyba chodzi mi o płytsze sprawy, o zdrowie chyba każdy walczy. O dzieci też. I o egzystencję.
        Ale np. w innych sprawach odpuszczam na zasadzie "nie, to nie"
        • urko70 Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:51
          Powiem tak, może pomoże, sama oceń wagę spraw które odpuszczasz. Jeśli nie sa one istotne to naprawdę szkoda energii.
          W moim odczuciu m.in. tym się charakteryzuje dojrzałość, że człowiek umie ocenić co istotne (i o to walczy) a co nie jest istotne.
          :)

          Był taki oto dowcip:
          na łace przy rzece pasły się dwa byki, jeden młody energiczny, potencjał mu uszami strzelał, a drugi dojrzały spokojny. Po drugiej stronie rzeki pasły się krówki. Młody byczek do starego:
          mlody - uch, szybko szybko, trzebe przeskoczyć rzekę i pobzykać którą z krówek, byle szybko bo uciekną...
          stary - spojnie, spokojnie, nie będziemy skakać tylko znajdziemy, płytsze miejsce, nie będzie ich gonić tylko podejdziemy, i nie bzykniemy którejś tylko bzykniemy wszystkie.

          Pisalem z pamięci.
          Spokojnie, powoli, bez specjalnej walki, można uzyskac więcej.
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:56
            to ja taki stary byk jestem:)
            • princessjobaggy Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:00
              > to ja taki stary byk jestem:)

              W takim razie po prostu nie daj sie tym malym byczkom i po problemie. ;)
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:24
                Właściwie to nie problem tylko chciałam zobaczyć jak to jest u innych, bo czasami czytam tu na forum rady typu - nie poddawaj się, walcz, bla bla bla a ja mam wtedy zupełnie inne zdanie. Odpuścić i już.
                • urko70 Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:16
                  ursyda napisała:

                  > Właściwie to nie problem tylko chciałam zobaczyć jak to jest u innych, bo czasa
                  > mi czytam tu na forum rady typu - nie poddawaj się, walcz, bla bla bla a ja mam
                  > wtedy zupełnie inne zdanie. Odpuścić i już.

                  A jak myslisz (stary byku) jaki jest przekrój wiekowy tych którzy tak wlasnie piszą? :)
                  • ursyda Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:38
                    heh:)
                    masz rację
                    • urko70 Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:49
                      :)
          • mumia_ramzesa Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:21
            urko70 napisał:

            > W moim odczuciu m.in. tym się charakteryzuje dojrzałość, że człowiek umie ocenić
            > co istotne (i o to walczy) a co nie jest istotne.

            Trzeba jeszcze ocenic na ile jest to realne.
            • urko70 Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:18
              mumia_ramzesa napisała:

              > urko70 napisał:
              >
              > > W moim odczuciu m.in. tym się charakteryzuje dojrzałość, że człowiek umie
              > ocenić
              > > co istotne (i o to walczy) a co nie jest istotne.
              >
              > Trzeba jeszcze ocenic na ile jest to realne.

              Co?
    • izabellaz1 Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:32
      Zależy o co. Jeśli zawsze i ze wszystkim ostatnio, to przyjeżdżaj na wutke, bo brak Ci motywacji :D
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:36
        no tak
        przeciez z alkoholizmem nie walczę;)
        • izabellaz1 Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:47
          A widzisz! Przybywaj i nie walcz :D
    • six_a Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:33
      eeetam, niedobrze.
      jakbyś czuła za każdym razem potrzebę udowadniania, że jesteś najlepsiejsza ze wszystkich i w każdej konkurencji, to by było niedobrze.

      mam dość podobnie, no może minus ta urażona duma. nie dla mnie konkursy, przetargi i koszenie innych w wyścigu połączone z satysfakcją z pierwszego miejsca.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:37
        no właśnie nie czuję takiej potrzeby
        a wszelka konkurencja wzbudza w mnie niesmak
        • six_a Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:40
          właaaaśnie, najlepiej niech sie pozabijajo, będzie więcej dla nas;)
          • irutxeta Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:51
            ursyda, a co miałaś konkretnie na myśli?
            co?
            jaka sytuacje?

            mam trochę podobne podejście,
            nie walczę, samo przychodzi,
            ale przychodzi bo dążę do czegoś z przyjemnością większą lub mniejsza,
            nie nazywam tego walka

            dla mnie walka to negatywne słowo,
            oznacza ze tak na prawdę czegoś nie chce i nie zależy mi na tym i na sile to próbuje zdobyć..
            • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:57
              a dla mnie słowo walka i że o coś muszę walczyć oznacza, ze to po prostu nie dla mnie (ale nie, że mi się nie należy) bo jesli to dla mnie (i nie jest to kwestia przeznaczenia) to walczyć o to nie muszę
              kurde nie wiem jak to wytłumaczyć:)
        • gocha033 czuje podobnie 06.04.11, 13:52
          ale tylko z tego prostego powodu, ze po latach walki osiagnelam wszystko, co chcialam i spokojnie moge spoczac na laurach :)))
      • izabellaz1 Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:52
        six_a napisała:

        > nie dla mnie konkursy, przeta
        > rgi i koszenie innych w wyścigu połączone z satysfakcją z pierwszego miejsca.

        Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo w tym temacie! :D
        • six_a Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:50
          w to akurat spokojnie można uwierzyć:)
    • tymczasowaola Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:52
      Więc mi się wydawało, że ja mocno o różne rzeczy walczę, na przykład teraz o jedna taką rzecz mocno walczę. ale wczoraj w rozmowie na ten temat ktoś okazał wielkie zdziwienie, bo powiedziałam, że gdybym usłyszała "Nie walcz więcej, juz nic z tego nie będzie" i gdyby to było takie definitywne "wypchaj się" to bym walczyć przestała. No i się dowiedziałam, że mi najwyraźniej nie zależy.
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 13:59
        Właśnie.
        Jak się przestaje walczyć to są zarzuty, że ci nie zależy.
        A to wcale nie tak. Jeśli trzeba walczyć to znaczy, że drugiej stronie nie zależy bo jakby zalezało to nie byłoby potrzeby walki, prawda?
        • tymczasowaola Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:12
          Otóż to. Jak się walczy o coś, na czym drugiej stronie nie zalezy to się samemu osobiście i z przytupem depcze własną godność.
    • potworski Proste= 06.04.11, 14:24
      Tak naprawdę to prawdziwą satysfakcję dają te rzeczy , które są właśnie wywalczone.
      Poza tym=tak jest życie poukładane - jak chcesz coś osiągnąć to walczyć musisz. Czekanie z założonymi rękami na cokolwiek to zwykła egzystencja a życie mamy tylko jedno. Przykłady można mnożyć=Kolumb, Gagarin, Lynch, potworski...
      • ursyda Re: Proste= 06.04.11, 14:26
        A co w przypadku jeśli rzeczy wywalczone nie dają satysjakcji? Po prostu im dłuższa walka tym mniej satysfakcji ze zwycięstwa?
        • ursyda i jeszcze 06.04.11, 14:29
          w ogóle nie działa na mnie motywacja w stylu: walcz - na pewno (lub) może ci się uda
          ale jak już mi ktoś powie:"to się nie może udać" to zmienia to zupełnie postać rzeczy (aha, ale tu wykluczam relacje męsko damskie - tu odpuszczam zawsze)
          • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 14:52
            A to ty potrzebujesz jakiejś zewnętrznej motywacji?=ktoś ci mówi powiedzieć tak lub tak, żebyś zaczęła działaś?
            Najlepsza motywacja to wewnętrzna motywacja=na zasadzie, że teraz wszystkim pokażesz.


            ursyda napisała:

            > w ogóle nie działa na mnie motywacja w stylu: walcz - na pewno (lub) może ci si
            > ę uda
            > ale jak już mi ktoś powie:"to się nie może udać" to zmienia to zupełnie postać
            > rzeczy (aha, ale tu wykluczam relacje męsko damskie - tu odpuszczam zawsze)
            • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 14:54
              Żebysmy nie wiem jak żyli to zawsze będzie jakaś zewnętrzna motywacja lub demotywacja.
            • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 14:59
              >Najlepsza motywacja to wewnętrzna motywacja=na zasadzie, że teraz wszystkim pokażesz.

              pszepszam, że się wtrancam, ale jeśli motywacją jest chęć pokazania innym, to motywacja jest zewnętrzna i ujowa z zasady.
              • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:00
                szczególnie jak w pewnym etapie życia to się chce tylko faka wszystkim pokazać
                • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:04
                  jak się ma samochód, to można.
                  tylko warto zadbać o nieczytelne numery
                  • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:07
                    ze wstydem przyznam, że raz mi się zdarzyło przykleić faka do szyby. Gość się bawił ze mną na ulicy wyprzedzając, zajeżdżając mi drogę, zwalniając i takie tam końskie zaloty. W końcu udało mi się go wyprzedzić i mijając pokazałam mu co o nim myślę. W życiu tak szybko nie jechałam.
                    • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:20
                      :) taaak. dwie sprawy: nieczytelne numery i szybka jazda;)
                      zapamiętam.

                      ja ze dwa razy pokazałam, ale się nie wstydzę, bo siem należało:)
                      • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:23
                        Ja to z tych nie pokazujących ale za to wrzeszczących:)
                        • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:27
                          ja nie wrzeszczę, bo mam szyby pozamykane, to własny wrzask by mnie rykoszetem trafił;)
                          • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:29
                            ja wrzeszczę tylko przy zamkniętych bo nie mam takiego auta żeby tak szybko spier...ć jakby usłyszeli co ja krzyczę:)
                            • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:51
                              czyli polecasz? :)
                              aaa, to może spróbuję, bo na migi to trzeba ręce odrywać i się człowiek dekoncentruje.
              • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 15:07
                Bo?

                six_a napisała:

                > pszepszam, że się wtrancam, ale jeśli motywacją jest chęć pokazania innym, to m
                > otywacja jest zewnętrzna i ujowa z zasady.
                • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:26
                  > Bo?
                  a) bo życie to nie teatrzyk, żeby inni klaskali.
                  b) bo np. innym mogą zwisać, i najczęściej zwisają, czyjeś osobiste sukcesy albo porażki.
                  c) bo przyjdą w końcu tacy inni, którym nie będzie można nic pokazać, i można tego nie znieść.
                  d) bobo.
                  • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 15:40
                    A jeśli ktoś właśnie postrzega życie jako teatrzyk, żeby inni klaskali? Jeśli np chce wszystkim coś udowodnić i chociaż tym ludziom może to faktycznie zwisać, to on jednak uważa, że zwisać im nie będzie i to go motywuje do działania? To w czym taka motywacja jest gorsza od jakiejkolwiek innej?


                    > > Bo?
                    > a) bo życie to nie teatrzyk, żeby inni klaskali.
                    > b) bo np. innym mogą zwisać, i najczęściej zwisają, czyjeś osobiste sukcesy alb
                    > o porażki.
                    > c) bo przyjdą w końcu tacy inni, którym nie będzie można nic pokazać, i można t
                    > ego nie znieść.
                    • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:44
                      ... jeśli tego kogoś to nie męczy
                    • wersja_robocza Re: i jeszcze 06.04.11, 15:44
                      Może dlatego, że jest z leksza niezdrowa i podyktowana próbą pokazania komuś czegoś. Nie wynika z wewnętrznej potrzeby powiedzmy polepszenia swojej sytuacji, z wewnętrznego chcę, tylko muszę komuś coś udowadniać?
                      • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 15:49
                        Co znaczy "niezdrowa"? Dlaczego niezdrowa?

                        wersja_robocza napisała:

                        > Może dlatego, że jest z leksza niezdrowa i podyktowana próbą pokazania komuś cz
                        > egoś. Nie wynika z wewnętrznej potrzeby powiedzmy polepszenia swojej sytuacji,
                        > z wewnętrznego chcę, tylko muszę komuś coś udowadniać?
                        • wersja_robocza Re: i jeszcze 06.04.11, 15:54
                          Bo szkodliwa. Hahaha :D Nie wynika z wewnątrz, nie ma chcę, tylko motywuje owo muszę, powinienem by zadowolić lub zdeklasować innych. Opiera się na rywalizacji a jedynym celem jest zwycięstwo (puchar UEFA cośtamcośtam). Częstokroć koszty przewyższają zyski takiego postępowania. To wyczerpuje psychicznie i fizycznie.
                          Czasem to może być dopingiem, o ile nie stanowi głównego bodźca do działania.
                          • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 16:13
                            Gdyby tak było jak piszesz to nie powstałby np Facebook i jedna z najbardziej spektakularnych fortun ostatnich lat.

                            wersja_robocza napisała:

                            > Bo szkodliwa. Hahaha :D Nie wynika z wewnątrz, nie ma chcę, tylko motywuje owo
                            > muszę, powinienem by zadowolić lub zdeklasować innych. Opiera się na rywalizacj
                            > i a jedynym celem jest zwycięstwo (puchar UEFA cośtamcośtam). Częstokroć koszty
                            > przewyższają zyski takiego postępowania. To wyczerpuje psychicznie i fizycznie
                            > .
                            > Czasem to może być dopingiem, o ile nie stanowi głównego bodźca do działania.
                            • wersja_robocza Re: i jeszcze 06.04.11, 17:51
                              potworski napisał:

                              > Gdyby tak było jak piszesz to nie powstałby np Facebook i jedna z najbardziej s
                              > pektakularnych fortun ostatnich lat.

                              Co znaczy gdyby tak było, to coś by nie powstało? Twierdzę tylko, że jeśli jedynym motywatorem jest chęć utarcia komuś nosa czy wyprzedzenie konkurencji to jest to wyczerpujące, bo wolę walki ktoś czerpie wręcz z negatywnych emocji. A nie że coś takiego nie ma miejsca albo z góry nie ma szans na sukces. Nie mieszajmy pojęć.
                    • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 15:46
                      > A jeśli ktoś właśnie
                      no nie wiem, kurde, klaszczących może zabraknąć i co wtedy? mogiła, panie:)
                      • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 15:51
                        Znaczy co?=epidemia cholery ma wykosić ludzkość? Trzeba było wcześniej powiedzieć to bym nie kupował w Kauflandzie całej zgrzewki wody mineralnej tylko jedną flaszkę.

                        six_a napisała:

                        > > A jeśli ktoś właśnie
                        > no nie wiem, kurde, klaszczących może zabraknąć i co wtedy? mogiła, panie:)
                        • ursyda Re: i jeszcze 06.04.11, 15:54
                          któregoś dnia mozesz stwierdzić, że nie o tych ci chodzi co klaszczą a ci co nie klaszczą już klaskać nie będą czy jakoś tak
                        • wersja_robocza Re: i jeszcze 06.04.11, 15:55
                          potworski napisał:

                          > Znaczy co?=epidemia cholery ma wykosić ludzkość? Trzeba było wcześniej powiedzi
                          > eć to bym nie kupował w Kauflandzie całej zgrzewki wody mineralnej tylko jedną
                          > flaszkę.

                          Jedna flaszka zawsze powinna być na stanie. Niezależnie od cholery 8)
                        • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 16:08
                          > Znaczy co?=epidemia cholery ma wykosić ludzkość?
                          nie chcę cię martwić, ale jeśli wierzysz w to że całą ludzkość obchodzi potworski, to pora zacząć się leczyć.

                          wracając do tematu. jak zabraknie z zewnątrz, będzie pusto. więc imo nie warto szukać motywacji na zewnątrz w ogóle. ale co kto lubi.
                          • potworski Re: i jeszcze 06.04.11, 16:16
                            Widocznie lekcje czytania ze zrozumieniem miałaś tuż po bardzo męczącym wuefie.
                            Przecież ci wyżej napisałem czarno na białym, że w tej kwestii nie jest istotne czy kogoś to faktycznie obchodzi czy nie, lecz to, czy motywowany w to wierzy.
                            Poza tym gdzie ja napisałem, że ludzkość ma obchodzić potworski?

                            six_a napisała:

                            > > Znaczy co?=epidemia cholery ma wykosić ludzkość?
                            > nie chcę cię martwić, ale jeśli wierzysz w to że całą ludzkość obchodzi potwors
                            > ki, to pora zacząć się leczyć.
                            • six_a Re: i jeszcze 06.04.11, 16:24
                              > Widocznie lekcje czytania ze zrozumieniem miałaś tuż po bardzo męczącym wuefie.
                              jeśli w to wierzysz, to nie wypada protestować.

                              >czy motywowany w to wierzy.
                              czyli zakładamy, że ten motywowany jest kompletnym świrem?
                              bo nawet narcyz musi widzieć uwielbienie, a nie tylko w nie wierzyć.

                              > Poza tym gdzie ja napisałem, że ludzkość ma obchodzić potworski?
                              no było o tym wyżej, między zgrzewką a butelką.
        • potworski Re: Proste= 06.04.11, 14:50
          To ch#uj=mówisz sobie, że przynajmniej wywalczyłaś. Osiągnęłaś więcej niż gdybyś siedziała na du#pie. Sam proces walki daje często satysfakcję niejednokrotnie większą od wielkości osiągniętego celu. Nie wszystko musi kończyć się zdobyciem Pucharu UEFA.

          ursyda napisała:

          > A co w przypadku jeśli rzeczy wywalczone nie dają satysjakcji?
          • ursyda Re: Proste= 06.04.11, 14:56
            I w tym sęk. Że tak sobie mówię - no przynajmniej wywlaczyłam i wmawiam sobie, że ma mi to dać satysfakcję, a nie daje.
      • mumia_ramzesa Re: Proste= 06.04.11, 14:40
        Zgadzam sie z Potworskim. Jak cos latwo przychodzi to sie tego nie ceni. Podane na tacy nie smakuje tak, jak zdobyte z trudem. Poza tym walka hartuje i jak sobie czlowiek poradzi iles razy w trudnych sytuacjach to pozniej juz byle co go nie ruszy.
        Ja jestem zaprawiona w walce, bo zawsze o wszystko musialam walczyc (poza mezczyznami) i zawsze mialam pod gorke.
        • chersona Re: Proste= 06.04.11, 14:46
          jesteście dla mnie prawdziwymi mężczyznami, tak, tak Ty mumio też. uwielbiam takie walczące jednostki. uwielbiam, że im się chce. kwintesencja mojego przeciwieństwa.
          • chersona Re: Proste= 06.04.11, 14:46
            Ty i Potworski, o Potworskim zapomniałam.
        • princessjobaggy Re: Proste= 06.04.11, 15:04
          > Jak cos latwo przychodzi to sie tego nie ceni. Podanena tacy nie smakuje tak, jak zdobyte z trudem.

          Kurcze, u mnie jest inaczej. Nie przypominam sobie, zebym w zyciu miala jakos specjalnie pod gorke (przynajmniej nie odbieram tego w ten sposob), a to, co osiagnelam, nadal mnie cieszy. Zreszta, nie przychodzi mi do glowy nic, co moglabym traktowac jako specjalne osiagniecie. Chociaz, teoretycznie, w porownaniu ze statystycznymi rowiesnikami osiagnelam wiele. Tylko, ze mi to zwisa, nie robie z tego czegos wiekszego niz jest. Za to ciesza mnie zupelnie male, pozornie nieistotne rzeczy.

          Kiedy juz zdarzalo mi sie o cos walczyc, najwieksza przyjemnosc sprawial mi etap samego dochodzenia do celu. W momencie osiagniecia go, radosc automatycznie pryskala.
          • ursyda Re: Proste= 06.04.11, 15:08
            princessjobaggy napisała:

            > >> Kiedy juz zdarzalo mi sie o cos walczyc, najwieksza przyjemnosc sprawial mi eta
            > p samego dochodzenia do celu. W momencie osiagniecia go, radosc automatycznie p
            > ryskala.

            w samo sedno
          • mumia_ramzesa Re: Proste= 06.04.11, 15:42
            > nie przychodzi mi do glowy nic, co moglabym traktowac jako specjalne osiagniecie. Chociaz,
            > teoretycznie, w porownaniu ze statystycznymi rowiesnikami osiagnelam wiele.

            Tu nie sa potrzebne specjalne osiagniecia i porownywanie sie czy konkurowanie z innymi ludzmi. Kazdy ma inne mozliwosci (zewnetrzne i wewnetrzne), wiec to co jednemu przychodzi latwo inny zdobywa przez krew, pot i lzy.
          • mumia_ramzesa Re: Proste= 06.04.11, 15:54
            > Kiedy juz zdarzalo mi sie o cos walczyc, najwieksza przyjemnosc sprawial mi etap
            > samego dochodzenia do celu. W momencie osiagniecia go, radosc automatycznie pryskala.

            To chyba jednak nie byla walka tylko dochodzenie. Sama walka przyjemna nie jest, natomiast po osiagnieciu celu mozna sie odprezyc i to jest przyjemne. Przyjemna jest tez satysfakcja, ze ma sie to co sie chcialo.
            • princessjobaggy Re: Proste= 06.04.11, 16:15
              > To chyba jednak nie byla walka tylko dochodzenie. Sama walka przyjemna nie jest
              > , natomiast po osiagnieciu celu mozna sie odprezyc i to jest przyjemne. Przyjemna jest tez satysfakcja, ze ma sie to co sie chcialo.

              Mialam na mysli przypadki walki. Po jej zakonczeniu okazywalo sie, ze wieksza satysfakcje sprawiala walka (mimo, ze, jak piszesz, przyjemna nie byla) niz sam rezultat.
        • soulshunter2 Re: Proste= 06.04.11, 20:15
          > Ja jestem zaprawiona w walce, bo zawsze o wszystko musialam walczyc (poza mezcz
          > yznami) i zawsze mialam pod gorke.

          a co ja mam powiedziec? Ledwo z chalupy wyjde po cokolwiek i juz mam pod gorke? No przewalone na calej linii.
          • mumia_ramzesa Re: Proste= 07.04.11, 16:37
            Ale za to z powrotem masz z gorki.
    • eat.clitoristwood Walka jest nie kul. 06.04.11, 14:24
      j.w.
      • chersona Re: Walka jest nie kul. 06.04.11, 14:44
        ale tu chodzi o walkę w szerszym tego słowa znaczeniu: że Ci na czymś zależy, że się o coś starasz. no więc ja też tego nie mam. przyjdzie, to przyjdzie, nie to nie. wsio rawno. i to nie jest kul.
      • irutxeta Re: Walka jest nie kul. 06.04.11, 14:52
        ale to właśnie chodzi o takie podejście do życia - ze robisz to co chcesz i nie nazywasz tego walka, a po prostu działaniem bez walki, gryzienia, wygryzania, podgryzania, proszenia się, wypraszania etc

        a jeśli rezygnuje z "walki" nie znaczy ze to mi się nie należy, ze nie zasługuję

        z perspektywy czasu - jak do tej pory mam to co chce i bez żadnej ekstremalnej walki
        po prostu przychodzi bo robię żeby przyszło
        nie rzucam się w spazmach walki - robię

        walka to tak jakby wbrew sobie
        • ursyda Re: Walka jest nie kul. 06.04.11, 14:57
          amen

          irutxeta napisała:

          > ale to właśnie chodzi o takie podejście do życia - ze robisz to co chcesz i nie
          > nazywasz tego walka, a po prostu działaniem bez walki, gryzienia, wygryzania,
          > podgryzania, proszenia się, wypraszania etc
          >
          > a jeśli rezygnuje z "walki" nie znaczy ze to mi się nie należy, ze nie zasługuj
          > ę
          >
          > z perspektywy czasu - jak do tej pory mam to co chce i bez żadnej ekstremalnej
          > walki
          > po prostu przychodzi bo robię żeby przyszło
          > nie rzucam się w spazmach walki - robię
          >
          > walka to tak jakby wbrew sobie
          >
        • mumia_ramzesa Re: Walka jest nie kul. 06.04.11, 16:03
          > ale to właśnie chodzi o takie podejście do życia - ze robisz to co chcesz i nie
          > nazywasz tego walka, a po prostu działaniem bez walki, gryzienia, wygryzania,
          > podgryzania, proszenia się, wypraszania etc

          Proszenie sie i wypraszanie nie jest walka! Nie jest tez konieczne gryzienie, wygryzanie
          podgryzanie i zagryzanie.
    • bijatyka Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:51
      Ja też wolę poleżeć
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:58
        e tam, leżeć to ja nie lubię
        lubię dzialać i w zasadzie lubię wlaczyć w słusznej sprawie ale jak są mi rzucane kłody pod nogi to się zaczynam zastanawiać czy ta sprawa to taka całkim słuszna jest
        • bijatyka Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:06
          A mnie się odechciało wszelakich walk, udowadniań i mojego na wierzchu. Nie chce mi się - ot po prostu.
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:09
            To jest to o czym piszę. Że na xuj się produkować skoro satysfakcji potem zero?
    • berta-live Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:55
      To szpagat poprzeczny też sam z siebie wyszedł, tak bez walki?
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 14:59
        to było działanie a i walka sama ze sobą a nie z kimś, to co innego, no
        • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:03
          no dobrze. więc jak się mają do tego nożyczki zawsze na swoim miejscu? przecież o to też trzeba zawalczyć i to jeszcze jak. a sama mi obiecałaś, że Mój, po miesiącu spędzonym z Tobą chodziłby jak w zegarku. więc jednak Ci się chce.
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:04
            Bo to mi wychodzi i o to zbytnio walczyć nie muszę. Gdybym musiała się użerać o te nożyczki to bym sobie inny dom i inną szufladkę znalazła.
            • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:08
              to zmienia postać rzeczy. jesteś więc zupełnie innym przypadkiem niewalczącym niż ja. bo mnie ani nie wychodzi, ani się nie chce.
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:10
                A mnie może własnie zbyt dużo rzeczy w życiu wychodziło i dlatego? I dlatego jak coś nie wychodzi to zaczynam odpuszczać? Sama nie wiem.
            • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:12
              o, to tak będę sobie tłumaczyć wychowawcze sukcesy moich koleżanek. nie to, że im się chce, że się starają i walczą tylko samo im tak jakoś wychodzi: że dzieci bez marudzenia kładą się spać, że robią porządek w swoim pokoju, że nie pyskują mamie, itd., itp.
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:14
                sukces wychowaczy to kwestia konsekwencji a nie ciągłej walki
                • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:17
                  więc dla mnie to samo.
                  • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:23
                    Spróbuj;)
                    • chersona Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:31
                      nie chcę nią być, ale powiem Ci, że łatwiej byłoby mi o tę konsekwencję w wychowaniu, gdybym była samotną matką. na szczegóły spuśćmy zasłonę milczenia.
                      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:33
                        Łapię chersona.
                        W takim razie musisz być konsekwenta na obu polach.
                        • mariuszg2 Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:36
                          ursyda napisała:

                          > Łapię chersona.
                          > W takim razie musisz być konsekwenta na obu polach.

                          nie można dwum panom służyć...zwłaszcza jak na jednego się spuszcza...zasłonę
    • mariuszg2 Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:24
      Kotku...wszystko jasne...wiadomo...należy Ci się...tak jak górnikom, pielęgniarkom, stoczniwcom, nauczycielom, lekarzom, mnie.... samotnie ciężko walczyć...więc następuje zniechęcenie..trzeba stworzyć grupę...nalepiej grupę trtzymająca wąłdzę i pieniądze...

      Nas jest np trzynastu..ja i moja dwunastnica... mamy na koncie już kilka udanych akcji samotażówych zwłąszcza jeżeli chodzi o wątrobę oraz mózg... w planach mamy rozsypywanie zboża na torach kolejowych przypinanie się łańcuchami do drzew, oraz dtrajk głodowy - oprócz płynów alkoholowych nie będziemy przyjmować żadnych posiłków a nie wykluczone, że będziemy je oddawać....
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:24
        Kotku?
        • mariuszg2 Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:29
          Ursydo ! Kobieto! Dziewczyno!
          • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:30
            No.
            Nie mam nic przeciwko bycia w grupie trzymającej władzę.
            • mariuszg2 Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:32
              Podejrzane...nic o pieniądzach nie wspominasz...
              • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:34
                Tam gdzie jest władza są i pieniądze, czyż nie?
                • mariuszg2 Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:37
                  Odwrotnie...kto ma pieniądze ten ma władzę
                  • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 15:41
                    same pieniądze nie zawsze dadzą władzę
    • best.yjka Tumiwisizm 06.04.11, 18:21
      nie jest zły
      Też tak miewam. Ale jak mi naprawę na czymś zależy, to trzymam się tego pazurami. Takie sytuacje zaliczyłam 3 razy w moim życiu. Chcę, to się poświęcę. Dla siebie, nie dla kogoś.

      Tak na serio, to twój przypadek wygląda na początki depresji. Trzymaj rękę na pulsie dziewczyno. Nie daj się. Trzymam kciuki :)
    • piataziuta Re: Kwestia walki 06.04.11, 18:24
      Ja zawsze byłam z tych walczących.
      Spotkałam faceta, wiecznie tylko walczyłam i walczyłam.
      Aż przyszedł moment kiedy potrzebowałam, żeby on o mnie powalczył.
      Niestety nie powalczył, bo uważał że skoro jest źle, to nie ma sensu się starać, ale... jak ja się postaram, to może on wtedy też (1.).
      Od tamtej pory nie walczę, zobojętniałam (2.).

      1. czy 2.?
    • moonogamistka Re: Kwestia walki 06.04.11, 20:19
      Nie wiem, czy niewazne, ja mam tak ze mi sie nalezy, jestem the best:) jak nie docenia to niech sp...:) I zamierzam dalej zyc z ta ideologia;))))
    • rzeka.chaosu Re: Kwestia walki 06.04.11, 20:23
      Ciekawy temat ci się objawił Óló.

      Nie wiem z czego taka postawa wynika u ciebie, moze zwyczajnie na niewielu sprawach ci zależy.

      Mnie do walki motywuje własnie fakt, że mi na czymś zależy. Z tym, że nie lubię iść po trupach do celu. Lubie wygrywać w uczciwej grze, robiąc wszystko jak trzeba i po kolei. I to jest wbrew pozorom mój bardzo słaby punkt. ;/

      I wysiłek poświęcony sprawie, którą zrealizuję pomyślnie zawsze owocuje poczuciem satysfakcji. Z kolei przegrana/niepowodzenia często mnie dołują i gdyby nie bliscy to pewnie poddawałabym się. :)
      • ursyda Re: Kwestia walki 06.04.11, 22:17
        Fakt, z wiekiem zależy mi co raz mniej na czymkolwiek
        • to.niemozliwe Re: Kwestia walki 06.04.11, 22:53
          Raczej tego nie zmienisz bez silnej wewnetrznej motywacji, niska sklonnosc do konfrontacji, ugodowosc, momentami ulegla biernosc, to cechy osobowosci. Jak widac inteligencja i urokiem osobistym zjednujesz sobie ludzi, wiec sobie dobrze radzisz.
          Mozesz miec sklonnosc do uzaleznien, poddawania sie popedom i slaba kontrole zasad moralnych ;-) , z drugiej strony nawet klotnia z Toba niesie w sobie pierwiastek ugody. :-)
          Mozesz ulegac latwej manipulacji, szczegolnie ze strony tych, ktorych kochasz lub uwazasz za "swoja" grupe, np. ludzi z pracy z ktorymi czesto i blisko wspolpracujesz.
          • ursyda Re: Kwestia walki 07.04.11, 21:06
            no przytkało mnie:)
            • to.niemozliwe Re: Kwestia walki 09.04.11, 06:15
              Stosowanie zasad asertywnosci pomaga zbytnio uleglym osobom w kompensacie ich naturalnego braku wytwalosci w dowodzeniu swoich racji. Jest cale spektrum sposobow na asertywne przyjmowanie komunikatow od innych i wyrazanie siebie w sposob nieofensywny, ale skuteczny.
              Co do konfrontancyjnosci, to sa ludzie, ktorzy szacunek do innych postrzegaja jako wymiar ich zdolnosci do konfrontacji. I wobec nich trzeba stosowac bardziej "bojowe" komunikaty. Po prostu taki jezyk rozumieja mimo tego, ze te sama tresc mozna podac lagodniej. Byc moze z Twojej naturalnej perspektywy, oni wydaja sie agresywni, podczas, gdy to Twoja wrodzona lagodnosc uksztaltowala lekko falszywa percepcje rzeczywistosci w tym zakresie? To kwestia autocentrycznego postrzegania swiata. Tego, ze "nasz" swiat pojec i emocji wydaje sie wlasciwy, naturalny i obowiazujacy. A tak nie jest, sa to raczej przenikajace sie swiaty rownolegle. Ale nie o tym watek :-) . Poszukaj w necie o pieciu prawach asertywnosci w praktyce Marshala Rosenberga i o metodzie punktowej oceny uzytecznosci konfrontacji w relacjach z innymi, ewentualnie o koncepcji aikido w relacjach, o umiejetnosci uchylania sie od emocjonalnych ciosow, ktore czesto w spokojne i lagodne osoby sa zadawane w celu narzucenia im swojego stanowiska.
              :-)
              • ursyda Re: Kwestia walki 10.04.11, 13:50
                O ile dobrze zacząłeś to teraz cię trochę poniosło.
                • ursyda Re: Kwestia walki 10.04.11, 13:56
                  Ale zaciekawiłeś mnie i zaczęłam grzebać w necie w poszukiwaniu Marshala Rosenberga, niestety znalazłam tylko ksiązki lub zapisy na kursy.
                  Takie to trochę sekciarskie, co?
                  • to.niemozliwe Re: Kwestia walki 11.04.11, 09:07
                    > Takie to trochę sekciarskie, co?
                    Niszowe :)
                    • ursyda Re: Kwestia walki 11.04.11, 13:17
                      E tam, niszowe, od paru dobrych lat już na wali - popatrz na goldenline:)
                      • to.niemozliwe Re: Kwestia walki 11.04.11, 16:55
                        Mozliwe, nie mam konta na goldenline. :-)
                        • ursyda Re: Kwestia walki 11.04.11, 20:35
                          Nie trzeba mieć żeby sobie poczytać rzeczy z forum. Tam jest nawet dyskusja o tych pięciu zasadach o których wyżej pisałeś.
                          No ale podrzucisz mi coś? Bo tak jak pisałam, sama nie znalazłam.
                          • to.niemozliwe Re: Kwestia walki 11.04.11, 22:01
                            Juz Ci podrzucilem i tematyke i autora, zreszta...jak widac ponizej postanowilas wprowadzic zamiar w czyn i korzystajac z uskrzydlajacej wyobraznie publiki zbluzgalas naloznice, co francuza lubi. Jak zauwazylas, juz mnie nieco ponioslo, wiec sie bede bardziej pilnowal ... ;-)
                            • ursyda Re: Kwestia walki 11.04.11, 22:19
                              Wiesz, ta co lubi francuza to ma do mnie żal, bo jej kiedyś uświadomiłam, ze jak meżczyzna mówi kobiecie, że używa ładnych perfum to niekoniecznie dlatego, że chce się z nią przespać. Bardzo jej się to nie spodobało bo to ona została tak skomplementowana. Wyszło na moje i od tej pory bardzo mnie nie lubi.
                            • kochanic.a.francuza Re: Kwestia walki 17.04.11, 18:32
                              Ulka nie potrzebuje rad jak zbluzgac innych, ona to robi systematycznie ale tylko w stosunku do ludzi,ktorzy, jak sie jej wydaje, sa slabi i glupi. ZTo taka reakcja na niemozliwosc poradzenia sobie z silniejszymi.
                              Ale doksztalc ja troche, Ulka tego potrzebuje. Jak sie zajmie prawdziwa walka o swoje to przestanie bluzgac na forum.
                              • ursyda Re: Kwestia walki 17.04.11, 20:07
                                Myślę, ze już możesz napisać o mnie licencjat. I w końcu go mieć.
    • krwawa_orlica Re: Kwestia walki 07.04.11, 21:10
      Mam tak samo, ale nazywam to, łatwym poddawaniem się.
      • ursyda Re: Kwestia walki 07.04.11, 21:12
        bo walka jest taka trochę,
        hmmm
        upakarzająca?
        • krwawa_orlica Re: Kwestia walki 07.04.11, 21:17
          No też tak sądzę.
          Ale co chwile słyszę, że brak mi ambicji i łatwo się poddaję.

          A ja nie chce się męczyć, walka mnie męczy, a ja lubię jak wchodzi jak w masełko, te, wychodzi. :D
    • zeberdee24 Re: Kwestia walki 07.04.11, 21:30
      No nie za dobrze - ja walczę do upadłego, chociaż nigdy nie mam całkowitej wiary w zwycięstwo i szykuję się zawsze na awaryjny plan w razie porażki, ale zawsze mi się wydaje że trzeba dany problem na wszystkie znane mi sposoby spróbować rozwiązać. Raz się udaje a raz nie, ale raczej się udaje:)
    • nagialeniedokonca Re: Kwestia walki 08.04.11, 07:51
      EEEE
      Jakby ci na czymś zależało to byś walczyła.

      Walka o coś na czym nam nie zależy to głupota i marnowanie energii
      • ursyda Re: Kwestia walki 08.04.11, 11:22
        No właśnie
        ale jest co raz mniej rzeczy na których mi naprawdę zalezy:)
        • urko70 Re: Kwestia walki 08.04.11, 12:07
          ursyda napisała:

          > No właśnie
          > ale jest co raz mniej rzeczy na których mi naprawdę zalezy:)

          Może to szansa na skupieniu sie na rzeczach naprawdę waznych? :)
    • iwona.ana1 Re: Kwestia walki 08.04.11, 08:05
      może to wiosenne przesilenie?

      czasami coś nabiera większej wartości jak się trochę o to powalczy :)
    • kochanic.a.francuza Re: Kwestia walki 08.04.11, 20:14
      Tak sie publicznie przyznawac, ze sie jest mamalyga?
      No bo to, co latwo przychodzi to kazdy glupi sobie zapewni. A jak juz trzea sie postarac, to juz jakies tlumaczenia, ze nie dla mnie? A dla kogo? To co wartosciowsze, dla innych a dla mnie ochlapy? A wiesz, nawet podejrzewalam, zes ten typ: boksowac sie z malolatami na forum-ursyda jak ryba w wodzie. Powalczyc o cos wartosciowego-ursyda mieknie: "To nie dla mnie".
      Bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. Tak jak myslalam.

      No i zachowanie w samochodzie, typowe dla niedowartosciowanych. Kto Cie tak urzadzil?
      • ursyda Re: Kwestia walki 10.04.11, 13:48
        No racja
        Mogłabym się postarać i ci tak dopie...ć, że ratunku mogłabyś szukać już tylko u weterynarza we Władywostoku ale widzisz, nie chce mi się. A wiesz dlaczego? Bo nie jesteś prawdziwym wyzwaniem. I w tym sęk. Nie zalezy mi na walce jeśli nie zależy mi na wygranej. A w tym przypadku jest tak wszystko jedno jak bardzo wszystko jedno moze w ogóle być. Podyskutować to mogłabym z kimkolwiek na tym forum. Z tobą już podyskutowałam, jesteś słaba merytorczynie i twoje argumenty po dwóch mało logicznych postach ograniczą się jak w ostatniej rozmowie do mego rzekomego celulitu, otyłości czy tłustych włosów. Dlatego, jak to
        radzi nick "to. niemożliwe" przekazuję ci informację w twoim języku. Uwaga!:
        s_p_i_e_r_d_a_l_a_j.
        Ponieważ, zdaję sobie sprawę, ze czegoś w tym przekazie możesz nie zrozumieć to dodam:
        na zawsze.
        • lekka_przesada Re: Kwestia walki 10.04.11, 23:33
          ursydo, zależało ci, zeby się odpie...ła i wyszło ci to GENIALNIE. Majstersztyk.
          • kochanic.a.francuza Re: Kwestia walki 11.04.11, 15:11
            Jakby jej zalezalo, to by nie odpisywala. Ale dala sie podpuscic. Jakie brzydkie slowa, a fe? No i gdzie ta klasa ursydy? i merytorzyczne argumenty? Gdzie???

            Tania przeciwniczka, ide spac.
            • ursyda Re: Kwestia walki 11.04.11, 15:17
              kochanic.a.francuza napisała:

              >
              > Tania przeciwniczka, ide spac.

              nikt nie zatrzymuje
              • urko70 Re: Kwestia walki 11.04.11, 15:30
                no to jesteś czy nie jesteś .....? bo widzę, że nadal walczysz... :)
                • ursyda Re: Kwestia walki 11.04.11, 15:34
                  etam
                  piszę w swoim wątku, co tu walczyć. I z kim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka