Dodaj do ulubionych

niezapowiedziane wizyty...

10.05.11, 23:55
jak oduczyć matkę podobnych praktyk?
zdarzyło się pierwszy raz- ok, powiedziałam, że nie życzę sobie więcej, i żeby mnie następnym razem uprzedzała o swoich planach.
mieszkam sama od kilku lat, jestem przed 30, często wpadają do mnie znajomi, koledzy, różni ludzie, których akurat niekoniecznie mam ochotę przedstawiać rodzicom. takie wizyty są dla mnie niezręczne (raz się zdarzyło o poranku, zastała mojego nowego faceta w slipkach w kuchni) i nie wiem jak jej to przetłumaczyć.
szczerze mówiąc to płakać mi się chce, bo nie rozumiem, jak można nie rozumieć takich podstawowych zasad kultury.
i wczoraj znów. nowy facet i matka z niezapowiedzianą wizytą, bo akurat była w pobliżu.
no żesz jasny gwint :(
już nie mam siły, ile razy można powtarzać, tłumaczyć, prosić???
jakieś skuteczne metody???
Obserwuj wątek
    • berta-death Re: niezapowiedziane wizyty... 10.05.11, 23:58
      Nie ma, matki są niereformowalne. Teściowe zresztą też. Wyprowadź się do innego miasta, najlepiej na drugim końcu kraju i będziesz mieć święty spokój.
    • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 10.05.11, 23:59
      am_i_lucky napisała:

      > jakieś skuteczne metody???

      nie otwierać, w mig zakuma
    • enith Re: niezapowiedziane wizyty... 10.05.11, 23:59
      Nie otwierać drzwi niezapowiedzianym gościom. Jak matka raz czy dwa postoi sobie jak ten kołek na twojej wycieraczce, szybko się nauczy zapowiadać.
    • tygrysio_misio Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:00
      matki zazwyczaj wiedza swoje... a jesli myslisz inaczej to znaczy, ze zle cos Ci przekazaly i nie nauczylas sie jak zyc w tej kwestii ;]

      nastepnym razem nie wpuszczaj
    • lusseiana Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:07
      Hmmm... a jak często Ty ją odwiedzasz? Bo jednak matka to matka, jeśli ma niedosyt kontaktu, to będzie Cię nachodzić pod byle pretekstem.
    • wersja_robocza Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:09
      Nie otwierać. A na pytanie o nieobecność powiedz, że nie otwierasz, kiedy nie jesteś umówiona.
      • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:11
        no ok, ta metoda się sprawdza, jeśli jestem sama. wtedy zresztą niezapowiedziana wizyta nie jest aż takim problemem.
        ale jak jestem z kimś, to wychodzę przecież na jakiegoś chama, skoro ktoś dzwoni/puka a ja nie otwieram? tym bardziej, że domofon otwiera sobie najczęściej sama...
        • wersja_robocza Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:17
          Jak ktoś sam sobie otwiera domofon?
          Poza tym powiedz mamie, poproś ją o zapowiadanie wizyt.

          Ja może dziwna jestem (ale okazuje się, ze moje mężostwo też), ale nie otwieram domofonu ani drzwi kiedy ktoś dzwoni, a nie jestem umówiona. Domokrążcom dziękuję. Moi goście natomiast się ze mną umawiają. Przynajmniej telefonicznie. Przynajmniej chwilę przed wdepnięciem, bo są w pobliżu.
          • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:28
            wystarczy znac kod...
            • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:49
              To zmień kod i tyle.
              • ma_dre Re: niezapowiedziane wizyty... 13.05.11, 16:31
                "To zmień kod i tyle." A jak zacznie do niej pisac listy? To co? Ma zmienic kod pocztowy? :-D
                Zmienic kod to jakas metafora? Da sie gdzies zmienic kod w domofonie osobiscie? Moze ja o czyms nie wiem?

                • wj_2000 Re: niezapowiedziane wizyty... 20.05.11, 22:23
                  Kod domofonu nie ma nic wspólnego z kodem pocztowym!!
      • bijatyka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:12
        Jak to matki do domu nie wpuszczać ??????? W jakich seminariach wyście się chowały ???? Oczywiście, że mamunię wpuszczać. A młody niech lata w ręczniku na biodrach.
        • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:16
          jasne...
          tylko wyobraź sobie, że jest wiele innych o wiele bardziej niezręcznych sytuacji i ZUPEŁNIE nieodpowiednich momentów na takie wizyty...
          • lusseiana Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:29
            Więc może przestań się przejmować? Może jak jej otworzysz przykryta w same prześcieradło, a za plecami facet będzie zbierał gacie z podłogi, to sama poczuje się niezręcznie i zacznie się zapowiadać? Wstydzisz się przed matką, jak nastolatka w bursie... Z jednej strony rozumiem, ale z drugiej - daj spokój, dorosła jesteś.
            • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:41
              wiesz, ja już to przerabiałam.
              moja matka idzie w zaparte.daję jej dyskretne znaki, że nie jestem sama, i żeby sobie poszła, ale ona nie! akurat chce coś pożyczyć (jak nigdy), akurat przyszła, żebym jej coś oddała, albo "niby" się ze mną umawiała (choć to nieprawda).

              ja to pół biedy, bardziej się przejmuje osobami obcymi (a zwykle trafia na facetów;)). to musi być mega niezręczne.
              • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 01:00
                No.. to mamy jasność - z pełną premedytacją matka chce mieć wiedzę jak żyjesz, w każdym najdrobniejszym szczególe. Gdyby mogła, to pewnie zajrzałaby Ci pod kołdrę.
                Akurat takie zachowanie jest chamskie, dlaczego więc masz opory przed nie wpuszczeniem "bo to chamskie"?
                Moim rodzicom raz powiedziałam (poprosiłam), by się zapowiadali Mamie się to nie spodobało, bo Ich dom od zawsze był (i jest) otwarty, jak przyjedziesz o 2 w nocy z drugiego końca PL to też się ucieszą - ale uszanowali. Czasem dzwoni, że jest w pobliżu, czasem dzwoni, że dopiero wybiera się do miasta - ale zawsze się zapowiada.
                Cóż... nie miałabym oporów olać człowieka, który mnie olewa (moje prośby) i do tego próbuje mną wstrętnie manipulować (umówione "nigdy").
          • bijatyka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:51
            Matka jest najważniesza !

            P.S. PJN ( Polska Jest Najśmieśniejsza)
        • wersja_robocza Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:19
          Moja matka jest zawsze u mnie mile widziana. Zawsze uprzedza o swoich wizytach. W sumie nawet teściowa też, bo sympatyczna. Nie mniej jednak bez zapowiedzi ani rusz.:P
          • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 00:28
            dziękuję, niezwykle pomocne i bardzo na temat.
    • bijatyka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 01:03
      Moja Mama ma do mnie zawsze wjazd. Kiedy chce i czy zapowiedziana czy nie...
    • ingeborg Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 01:20
      Jak ktoś wspomniał - nie otwierać. Tym łatwiej, że zna kod do domofonu, więc jak dzwoni to od razu do drzwi, więc możesz wyjrzeć przez wizjer i zobaczyć kto zacz. Jak mama to nie wpuszczać. Odwiedź ją na osłodę parę razy, ale jej samej nie wpuszczaj.
      • wj_2000 Re: niezapowiedziane wizyty... 20.05.11, 22:30
        ingeborg napisała:

        > Jak ktoś wspomniał - nie otwierać. Tym łatwiej, że zna kod do domofonu, więc ja
        > k dzwoni to od razu do drzwi,

        No nie wiem. U mnie, jak ktoś wybiera kod na dole, to w mieszkaniu jest pojedynczy "brzdęk". Więc wiem, że ktoś z bliskich (żona, mieszkający z nami wnuczek, ewentualnie któreś z dzieci czy ich małżonków) nadchodzi.
        Gdybym chciał udawać, że mnie nie ma, to miałbym czas wyciszyć radio i samemu sobie spokojnie usiąść by nie było mnie słychać.
        Dzwonek od razu do drzwi może się zdarzyć, gdy ktoś z wizytorów trafi na mieszkańca klatki wchodzącego do, czy wychodzącego akurat z budynku.
    • malamelania Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 08:00
      >powiedziałam, że nie życzę sobie więcej, i żeby mnie następnym razem uprzedzała o swoich planach.

      Nie pomogło? następnym razem powiedz dobitniej
      Zrób jej po prostu awanturę. O ile potrafisz....

      > szczerze mówiąc to płakać mi się chce, bo nie rozumiem, jak można nie rozumieć
      > takich podstawowych zasad kultury.

      To bardzo źle, że chce Ci się płakać, powinnaś być wk...na, że ktoś do tego stopnia Cię lekceważy i traktuje jak dziecko. Czy sprawa wizyt to jedyny taki problem w Waszych relacjach? Może w ogóle nie nauczyłaś dotąd matki, że jesteś już dorosła i nie ma prawa ingerować w Twoja prywatność?

      > już nie mam siły, ile razy można powtarzać, tłumaczyć, prosić???

      Walnąć pięścią w stół. ;)
      I zapowiedzieć, że nie będzie wpuszczana, kiedy sytuacja jest dla Ciebie krepująca.
    • prochottka1 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 08:43
      niech drzwi otwiera goly facet z pejczem w reku
      kolejnym razem facet w koronkowych damskich stringach

      100 % wiecej nie przyjdzie bez zapowiedzi
      • jej_torebka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:02
        czy ja wiem..
        ja bym była ciekawa kto w takim razie otworzy następnym razem :)
        • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:09
          dokładnie - matka nie musi miec takich kompleksow jak interlokutor powyzej
    • reniatoja Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 08:58
      A mnie Mama odwiedza wyłącznie niezapowiedziana ale tylko w snach. Zazdroszczę Ci problemu.
    • soulshunter2 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:01
      Ale jaktotak wlasnej matki do domu nie wpuszczac?
      Skuteczna metoda bedzie zainstalowanie kabelka elektrycznego do klamki, ktory bedzie wyprowadzony z induktora telefonicznego. Kiedy ktos szarpie za klamke, krecisz wtedy korbka a szarpiacy dostaje impuls aby zaprzestal szarpania. Bawilismy sie tak w szkole - qpa smiechu zawsze byla.
    • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:19
      > mieszkam sama od kilku lat, jestem przed 30,

      10 przed? To by nawet pasowało bo mama nie traktuje Cię jeszcze poważnie.
      Po prostu nie wierzę jak prawie dojrzała kobieta może się tak dziecinnie zachowywać.
      Twój ton również na to wskazuje "oduczyć matkę, nie życzę sobie, płakać mi się chce

      Dorośli ludzie, szczególnie w rodzinie rozmawiają ze sobą. Spokojnie, rzeczowo, bez emocji przedstawiają drugiej stronie swoje oczekiwania i emocje, prośby.

      Oczywiście zawsze możesz zrzucić matkę ze schodów bo masz kolejnego faceta, którego nie chcesz przedstawiać "matce".

      ;)
      • wersja_robocza Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:26
        Dorosli ludzie również się szanują nawzajem i robią masę różnych innych rzeczy świadczących o dojrzałości. Kto powiedział, że wszyscy robią to samo i są tak samo dorośli, np. szanują czyjś prawo do prywatności?
        • simply_z Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:36
          ciiii urko znow sie nadal jak indor.
          • wersja_robocza Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:42
            To nadęcie to jakiś znak rozpoznawczy chyba.
          • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:25
            simply_z napisała:

            > ciiii urko znow sie nadal jak indor.

            Nie widzę, żeby się nadął. Ma racje. Błąd tkwi w autorce wątku a nie w jej matce.
        • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:05
          Właśnie. I moim zdaniem powinno się poszukać przyczyny, przyczyny tego, że mama nie traktuje jej poważnie. Może to kwestia postawy, moze nie zerwanej pępowiny.
      • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:36
        zmieni swoje podejscie jak jej ktos brzuch nadmucha wtedy mamuniu pomoz albo wpadaj jak najczesciej hehe
        • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:40
          minasz napisał:

          > zmieni swoje podejscie jak jej ktos brzuch nadmucha wtedy mamuniu pomoz albo wp
          > adaj jak najczesciej hehe

          a kto powiedzial?
          gdy pojawilo sie na swiecie moje dziecko - byl to jedyny czas kiedy bylam gotowo opier..ic z gory do dolu za niezapowiedziane wizyty - w przeciwienstwie do innego czasu, kiedy zwyczajnie zwracam uwage
          tak ciezko ci pojac, zektos moze sobie zwyczajnie nie zyczyc niezapowiedzianych wizyt - bez wzgledu na to jak bardzo jest zmeczony dzieckiem; czy zarobiony?
          • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:46
            nie pisze o hordzie znajomych tylko o matce ktora przyjdzie i zajmie sie dzieckiem aby mozna wyskoczyc do kina - pik pik pik dotarło????????
            • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:51
              temat nie jest o proszeniu o pomoc tylko o NIEZAPOWIEDZIANYCH wizytach
              do ciebie z pewnością nie dotarło
              • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:57
                pik pik skoncentruj sie bo sama juz nie wiesz o co ci chodzi to kociokwik hehe
                • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:00
                  dziecko, MYŚL, to na prawdę nie boli
                  • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:03
                    fakt wspołczuje twemu dziecku mamusia ma problemy z emocjami
                    • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:08
                      Napraw swój problem z czytaniem lub poproś kogoś dorosłego, by Ci wytłumaczył na czym polega różnica między niezapowiedzianą wizytą a proszeniem o pomoc i czemu te dwie rzeczy się ze sobą nie łączą. Jeśli tego nie widzisz to bardzo współczuję Twoim rodzicom za to, że nie umieli przekazać Ci podstawowych wartości a także tego, że jeśli nadepną Ci na odcisk w jakiejkolwiek dziedzinie to mogą zapomnieć o Twojej pomocy w potrzebie - bo emocjonalnie nie wyrosłeś/aś.
                      O moje dziecko i emocje się nie martw, zajmij się własnym rozwojem póki jest na to czas, dyskutować trzeba umieć - sio do piaskownicy ;)

                      EOT
                      • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:10
                        i jak sie to ma do watku załozycielskiego ??????
                        hehehehe
                    • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:22
                      minasz napisał:

                      ... mamusia ma problemy z emocjami...

                      ... o, gdybyż tylko... :D:D
              • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:08
                To znaczy, że nie można napisać kiedy zmieni się jej nastawienie?
                • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:13
                  urko70 napisał:

                  > To znaczy, że nie można napisać kiedy zmieni się jej nastawienie?

                  To znaczy, że nijak ma się to do problemu autorki.
                  A u Ciebie też + 25? I czy nosisz białą bieliznę?
                  • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:21
                    nglka napisała:

                    > > To znaczy, że nie można napisać kiedy zmieni się jej nastawienie?
                    >
                    > To znaczy, że nijak ma się to do problemu autorki.

                    Nie o to pytałem.
                    • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:24
                      urko70 napisał:

                      >
                      > Nie o to pytałem.

                      Ale "to" otrzymałeś.
                      Teraz to Twój problem.
                      • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:36
                        piotr_57 napisał:

                        > urko70 napisał:
                        >
                        > >
                        > > Nie o to pytałem.
                        >
                        > Ale "to" otrzymałeś.
                        > Teraz to Twój problem.

                        :D
                    • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:31
                      urko70 napisał:

                      > Nie o to pytałem.

                      Wróżbiarstwo uprawiałam w pierwszych klasach szkoły podstawowej.
                      Rzeczy oczywistych tłumaczyć nie trzeba.
                      • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:45
                        nglka napisała:

                        > > Nie o to pytałem.
                        >
                        > Wróżbiarstwo uprawiałam w pierwszych klasach szkoły podstawowej.
                        > Rzeczy oczywistych tłumaczyć nie trzeba.

                        A jednak zgłaszałaś pretensję do wskazania możliwego czasu zrozumienia.
                        • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:49
                          Ad wróżbiarstwa odniosłam się do posta minasz.
                          Wróżbiarstwo wszelakie "bo ona kiedyś" "bo dopiero" - jest zwyczajnie bezpodstawne i tym samym bezsensowne.
                          Autorka kiedyś może się na matkę wypiąć dupcią, ew. rzucić się pod pociąg jutro z rana. Tyle, odnośnie przewidywania.
                          • nglka Powyższe do urko70 11.05.11, 10:50
                            źle się podpięłam
                            • urko70 Re: Powyższe do urko70 11.05.11, 10:53
                              Skoro tak piszesz....
                              niemniej mało to wiarygodne ponieważ zacytowałaś dokładnie moją wypowiedź.
                              • nglka Re: Powyższe do urko70 11.05.11, 10:57
                                urko70 napisał:

                                > Skoro tak piszesz....
                                > niemniej mało to wiarygodne ponieważ zacytowałaś dokładnie moją wypowiedź.

                                Tak. Z pewnością wszystkie Twoje wypowiedzi obleciałam jak trzeba, potem sobie którąś skopiowałam, losowo i zupełnie nieprzypadkowym przypadkiem trafiłam w "tai jak Twój".
                                Post wróżbiarski nr 3.
                                • urko70 Re: Powyższe do urko70 11.05.11, 11:28
                                  nglka napisała:

                                  > urko70 napisał:
                                  >
                                  > > Skoro tak piszesz....
                                  > > niemniej mało to wiarygodne ponieważ zacytowałaś dokładnie moją wypowiedź
                                  > .
                                  >
                                  > Tak. Z pewnością wszystkie Twoje wypowiedzi obleciałam jak trzeba, potem sobie
                                  > którąś skopiowałam, losowo i zupełnie nieprzypadkowym przypadkiem trafiłam w "t
                                  > ai jak Twój".

                                  Skoro odniosłaś się do mojej wypowiedzi to wytłumacz mi to prościej czemu potem twierdzisz, że odnosiłaś się do wypowiedzi kogoś innego?
                                  • nglka Re: Powyższe do urko70 11.05.11, 11:47
                                    Ano dlatego, że na gazecie wyskoczył błąd (dość powszechny) i moja wiadomość wstępnie pojawiła się na dole, podpięta od główny wątek. Gdy napisałam sprostowanie - post był uż prawidłowo umiejscowiony, natomiast odniesienie o błędzie nów było podpięte pod główny wątek. Gdy kolejna osoba napisała post - moje odniesienie również znalazło się już na właściwym miejscu.
                          • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:54
                            Zatem - jaki widzisz wiązek między szacunkiem do prywatności a prośbą o pomoc? Bo ja - doprawdy nie widzę związku.
                            Równie dobrze można włazić komuś do łazienki - bo skoro Jego prywatność się nie liczy to nie liczy się w ogóle. Do łóżka też można wleźć i sprawdzić jakiego partner ma dużego / małego.
                            A jak nie pozwolisz - to wynocha z mojego życia i nie przychodź w łąchę jak będziesz w potrzebie? :)
                            To post wróżbiarski nr 2.
                            • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:01
                              "Droga mamo, bardzo Cię proszę o pomoc w zajmowaniu się moim synkiem, czy możesz w ten piątek? Tylko nie zapomnij wcześniej się umówić.
                              A! I nie bierz do siebie tego, że ostatnio czekałaś przed moimi drzwiami i nie wpuściłam Cię do domu - przecież wiesz że niezapowiadanych niewpuszczam.

                              kochająca córka"
                              • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:04
                                "Droga mamo, jeśli masz ochotę mi pomóc, to zapraszam".

                                Czy to takie skomplikowane? Nie zechce / nie znajdzie czasu - to nie, nie będę tego rozpamiętywać, wypominać. Z resztą nie raz nie mogła - nie pomogła. Jak a nie mogłam to też nie pomogłam. Proste, naturale, bez niepotrzebnego dorabiania do tego ideologii.
                                • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:06
                                  nglka napisała:

                                  ...Proste, naturale, bez niepotrzebnego dorabiania
                                  > do tego ideologii....

                                  Mam wrażenie, że cały Twój świat jest bardzo prosty, by nie powiedzieć prostacki.
                                  >
                                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:08
                                    Masz rację. Masz wrażenie.
                                    Masz takie wrażenie przy postach 90% osób którym odpowiadasz, więc spoko, nie przejmuj się, biorę to na klatę ;)))
                                    • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:24
                                      nglka napisała:

                                      więc spoko, nie p
                                      > rzejmuj się,

                                      Ani mi to w głowie.

                                      biorę to na klatę ;)))

                                      A to już nie mój problem.
                                      >
                                • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 12:01
                                  nglka napisała:

                                  > "Droga mamo, jeśli masz ochotę mi pomóc, to zapraszam".

                                  ale gdybyś chciała tylko tak wpaść to musisz się zapowiedzieć, najlepiej z conajmniej dwudniowym wyprzedzeniem

                                  Fajne proszenie o pomoc... brzmi jakbyś robiła łaskę, że ktoś Ci pomoże.
                                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 14:23
                                    urko70 napisał:


                                    > ale gdybyś chciała tylko tak wpaść to musisz się zapowiedzieć, najlepiej z cona
                                    > jmniej dwudniowym wyprzedzeniem
                                    >
                                    > Fajne proszenie o pomoc... brzmi jakbyś robiła łaskę, że ktoś Ci pomoże.

                                    W jednym ze swoich postów wyraźnie napisałam, że wystarczy zadzwonić "hej, jestem w okolicy, mogę wpaść?". I już nie trzeba żadnych dopowiedzeń tworzyć. Komplikujesz jak możesz, zupełnie bezpodstawnie. I to też już pisałam świat nie jest czarno-biały.
                                    • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 14:38
                                      nglka napisała:

                                      > > ale gdybyś chciała tylko tak wpaść to musisz się zapowiedzieć, najlepiej
                                      > z cona
                                      > > jmniej dwudniowym wyprzedzeniem
                                      > >
                                      > > Fajne proszenie o pomoc... brzmi jakbyś robiła łaskę, że ktoś Ci pomoże.
                                      >
                                      > W jednym ze swoich postów wyraźnie napisałam, że wystarczy zadzwonić "hej, jest
                                      > em w okolicy, mogę wpaść?". I już nie trzeba żadnych dopowiedzeń tworzyć. Kompl
                                      > ikujesz jak możesz, zupełnie bezpodstawnie. I to też już pisałam świat nie jes
                                      > t czarno-biały.

                                      Zgadza się, nie jest czarnobiały ale to nie ja zapieram się rękami i nogami, ze jak ktoś się nei zapowiedział to nie ruszam tyłka do drzwi.
                                      Owszem, po kilkunastu postach nastąpiło zmiękczenie z uamwiania się z kilkuminutowe powiadomienie. Co nijak nie zmienia tego co powyżej "JWP łaskawie pozwoli sobie pomóc".
                                      • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 15:21
                                        urko70 napisał:


                                        > Zgadza się, nie jest czarnobiały ale to nie ja zapieram się rękami i nogami, ze
                                        > jak ktoś się nei zapowiedział to nie ruszam tyłka do drzwi.

                                        A to jest jakiś nakaz zrywania się z łóżka / odrywania od pracy / od kompa, dy dzwoni domofon? U mnie od 7 do 15 przynajmniej 5-6 razy dzwonią z ziemniakami, jajkami, ulotkami, propozycjami dot kablówki, wymiany drzwi itp. Jak się nie spodziewam to nie otwieram a listonosz klasycznie dzwoni zawsze 2 razy.

                                        > Owszem, po kilkunastu postach nastąpiło zmiękczenie z uamwiania się z kilkuminu
                                        > towe powiadomienie. Co nijak nie zmienia tego co powyżej "JWP łaskawie pozwoli
                                        > sobie pomóc".

                                        Ależ oczywiście, że zmienia bo to jak Ty odbierasz te słowa nie znaczy, że tak samo odbiera je moja matka, czy ja sama. Z resztą widać, że odbieramy je zupełnie inaczej. I w Twojej rodzinie to nie przejdzie - okej ale na Zeusa, nie przypisuj cech swojej rodziny innej rodzinie, bo u nas takie stawianie sprawy jest normalne i naturalne, nikogo to nie razi, nikt nie widzi problemu. Tyle.
                                        • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 15:55
                                          nglka napisała:

                                          > > Zgadza się, nie jest czarnobiały ale to nie ja zapieram się rękami i noga
                                          > mi, ze
                                          > > jak ktoś się nei zapowiedział to nie ruszam tyłka do drzwi.
                                          >
                                          > A to jest jakiś nakaz zrywania się z łóżka / odrywania od pracy / od kompa, dy
                                          > dzwoni domofon? U mnie od 7 do 15 przynajmniej 5-6 razy dzwonią z ziemniakami,
                                          > jajkami, ulotkami, propozycjami dot kablówki, wymiany drzwi itp. Jak się nie sp
                                          > odziewam to nie otwieram a listonosz klasycznie dzwoni zawsze 2 razy.

                                          "sorki mamcia, że stałąś pod moim domem ale przecież nie ma nakazu podchodzenia do domofonu więc skąd miałam wiedzieć, to co wpadniesz mi jutro przypilnować dziecka bo się koleżankami na ploteczki umówiłem?"

                                          > > Owszem, po kilkunastu postach nastąpiło zmiękczenie z uamwiania się z kil
                                          > kuminu
                                          > > towe powiadomienie. Co nijak nie zmienia tego co powyżej "JWP łaskawie p
                                          > ozwoli
                                          > > sobie pomóc".
                                          >
                                          > Ależ oczywiście, że zmienia bo to jak Ty odbierasz te słowa nie znaczy, że tak
                                          > samo odbiera je moja matka, czy ja sama. Z resztą widać, że odbieramy je zupełn
                                          > ie inaczej. I w Twojej rodzinie to nie przejdzie - okej ale na Zeusa, nie przyp
                                          > isuj cech swojej rodziny innej rodzinie, bo u nas takie stawianie sprawy jest n
                                          > ormalne i naturalne, nikogo to nie razi, nikt nie widzi problemu. Tyle

                                          Jassssssssne:
                                          "tato... jak chcesz to możesz mi umyć samochód, mamo jak masz chęć to odkurz mi chałupę"
                                          • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 16:18
                                            Widzę, że nie rozumiesz. Znów ze skrajności w skrajność.
                                            Tak, Twój świat jest idealny i jedyny właściwy, wszystko co odbiega od normy jest wypaczeniem i burzy więzi rodzinne :-)
                                            Dyskusja dalsza nie ma sensu, twoje klapki na oczach w tym przeszkadzają.
                                            • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 16:41
                                              Dziwnie reagujesz na praktycznie to samo co sama napisałaś. To tylko Twoje słowa.
                                              • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 16:44
                                                Nie. To Twoja nadinterpretacja, lubisz sobie dopowiadać co nie tylko ja zauważyłam, może warto się nad tym zastanowić?
                                                Po prostu nie rozumiesz o czym piszę i czytając co tworzy Twoja nadzwyczaj bujna wyobraźnia - nie spodziewam się, że fakt ten ulegnie zmianie.
                                                • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 00:26
                                                  nglka napisała:

                                                  > Nie. To Twoja nadinterpretacja

                                                  Twoje:
                                                  "Droga mamo, jeśli masz ochotę mi pomóc, to zapraszam".
                                                  Moje:
                                                  "tato... jak chcesz to możesz mi umyć samochód, mamo jak masz chęć to odkurz mi chałupę"

                                                  Gdzie Ty tu widzisz nadinterpretację?
                                                  Po prostu przeczytaj to co sama piszesz, najlepiej zanim wyślesz.
                                                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 00:43
                                                    urko70 napisał:

                                                    > nglka napisała:
                                                    >
                                                    > > Nie. To Twoja nadinterpretacja
                                                    >
                                                    > Twoje:
                                                    > "Droga mamo, jeśli masz ochotę mi pomóc, to zapraszam".
                                                    > Moje:
                                                    > "tato... jak chcesz to możesz mi umyć samochód, mamo jak masz chęć to odkurz mi
                                                    > chałupę"
                                                    >
                                                    > Gdzie Ty tu widzisz nadinterpretację?
                                                    > Po prostu przeczytaj to co sama piszesz, najlepiej zanim wyślesz.

                                                    A Ty pomyśl zanim wyklepiesz.

                                                    Nie porównuj samochodu do dziecka - moja mama z chęcią zajmuje się wnuczką - ciężko byłoby mi sobie wyobrazić, że mój tato z chęcią zajmie się samochodem jeśli samochód nie wymaga zajęcia się nim na czas mojej nieobecności - a umycia, czyli to kwestia wówczas mojego lenistwa i braku szacunku dla zdrowia i czasu ojca - kiedy to zajęcie się dzieckiem oznacza u mnie zajęcie się w tym czasie kwestią równie istotną. Dziecko - w przeciwieństwie do samochodu - nie zastygnie w miejscu i nie odczeka 4 godzin aż skończę robotę. Pisałam już wyżej, że rzeczy oczywistych nie trzeba tłumaczyć bo jeśli ich nie rozumiesz to znaczy, że coś z Twoim światopoglądem nie tak - i dałeś temu wyraz właśnie teraz - pokazując, że nie widzisz różnicy między priorytetem a lenistwem oraz dzieckiem a samochodem.
                                                  • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 08:48
                                                    Nie porównuję samochodu do dziecka ponieważ nie to było przedmiotem porównania. Tu istotną była forma proszenia o pomoc - a nie kogo/czego miała ona dotyczyć.

                                                    Na całą resztę Twoich wycieczek osobistych i rozważań nt dziecko/auto spuszczam uprzejme milczenie.

                                                    Ale powiem tak, w sumie to Twój poprzedni post to mnie ucieszył, naprawdę i szczerze. Ucieszył, ponieważ naprawdę może być tak, że CIę nie rozumiem, że nastąpiło zakłocenie w komunikacji. Bo przyznam szczerze, że już myślałem, że świat zwariował.

                                                    Podsumowując, powtórzę: fajnie, miło, uprzejmie i dobrze jeśli chodzi o organizację jest kiedy każdy kto do nas przyjdzie choćby kilka / kilkanaście min wcześnie da znać, że ma zamiar do nas przyjść. I to było, jest i będzie jasne, jaśniejsze od słońca (przynajmniej dla mnie). A skoro to jest oczywiste to nie ma sensu o tym pisać. Więc jeżeli ktoś wspomina o umawianiu się / zapowiadaniu się, jeśli ktoś oczekuje specjalnego umawiania się matki przed przyjściem do córki to ja tego nie rozumiem.
                                                    Przyznam, że nawet jeśli matka z jakichś przyczyn nie zadzwoniła wcześniej i "ośmieliła się" przyjść to nie wyobrażam sobie aby nie otworzyć jej drzwi w imię dawania nauczki. Ot takie moje różne traktowanie mamy i np sprzedawcy dywanów.
                                                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 14:36
                                                    urko70 napisał:

                                                    > Nie porównuję samochodu do dziecka ponieważ nie to było przedmiotem porównania.
                                                    > Tu istotną była forma proszenia o pomoc - a nie kogo/czego miała ona dotyczyć.

                                                    OK, niezrozumienie. Ponieważ wcześniej odniosłam się do Twojego przykładu (nawiązującego także do przykładu minasza) myślałam, że wałkujemy ten sam temat.
                                                    Niemniej jest tak, jak pisałam pod koniec swojej wypowiedzi. Forma jak forma - u nas tak właśnie się prośby wyraża, istotnie obustronnie i żadna ze stron nie widzi problemu.
                                                    Inną sprawą jest, że przykład akurat roszczeniowy i z nim się nie zgodzę (różnicę między priorytetem a niechciejstwem widzę dużą).


                                                    > Ale powiem tak, w sumie to Twój poprzedni post to mnie ucieszył, naprawdę i szc
                                                    > zerze. Ucieszył, ponieważ naprawdę może być tak, że CIę nie rozumiem, że nastąp
                                                    > iło zakłocenie w komunikacji. Bo przyznam szczerze, że już myślałem, że świat z
                                                    > wariował.

                                                    I myślę, że tak właśnie jest - że się nie zrozumieliśmy.

                                                    > A skoro to jest oczywiste to nie ma se
                                                    > nsu o tym pisać. Więc jeżeli ktoś wspomina o umawianiu się / zapowiadaniu się,
                                                    > jeśli ktoś oczekuje specjalnego umawiania się matki przed przyjściem do córki t
                                                    > o ja tego nie rozumiem.

                                                    Nie, nie pisałam o specjalnym umawianiu się tylko o podstawach s-v.
                                                    Rodzice raz zrobili niezapowiedzianą wizytę i dla mnie logiczne było by poprosić o to, by dzwonili następnym razem - nie po to, by się zapisać w terminarzu ale żebym np była w domu/ ogarnęła chatę (bo dla mnie to krępujące - mam w domu warsztat i czasem jest naprawdę bajzel), czy bym się chociaż ubrała, zamiast siedzieć w t-shircie i bokserkach a potem po wpuszczeniu rodziców do domu - będę latać między pokojem a łazienką. I nie pisałam tu o sytuacjach awaryjnych - jak się rodzicom auto w nocy zepsuło to nikt się nie zastanawiał nad wspomnianym lataniem między pomieszczeniami by się ubrać i jechać a potem odwieźć. Przy czym dalej jesteśmy na temacie konieczność vide "mam w d..e to, o co prosisz, będę przyjeżdżać kiedy chcę inie będę o tym informować" - a taką roszczeniową postawę można przypuszczać, że przedstawia mama autorki. I właśnie to mi się nie podoba.
                                                  • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 21:24
                                                    Jak mawiali starożytni Rosjanie "lepiej późno niż wcale" że sobie wyjaśniliśmy, że tak naprawdę pisaliśmy o tym samym.
                                                    :)
            • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:26
              minasz napisał:

              - pik pik pik dotarło????????

              Optymista:D:D
    • varia1 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:48
      a może cos więcej o waszej relacji? żeby znaleźć powód dla którego czuje się upoważniona traktować cię jak gó...arę...

      "bo ona taka jest" mnie nie przekonuje
      • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:17
        varia1 napisała:
        ... powód dla którego czuje się up
        > oważniona traktować cię jak gó...arę...

        Powód jest tylko jeden i znany od tysiącleci; pozwala sobie na to.
        >
        > "bo ona taka jest" mnie nie przekonuje
    • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 09:48
      U mnie wszyscy (dokładnie wszyscy) niezapowiedziani goście całują klamkę, bo jak nie jestem umówiona to nawet nie fatyguje tyłka do domofonu. Rzadko całują bo każdy chętny do takich wizyt nauczył się po jednym razie.
      Zwyczajnie jak ktoś się nie zapowiedział to nie otwierasz. Proste.
      • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:10
        A ja rodzinę traktuję jak rodzinę, a nie jak listonosza.
        • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:16
          urko70 napisał:

          > A ja rodzinę traktuję jak rodzinę, a nie jak listonosza.

          Ja też. Co nie znaczy, że nie potrafię powiedzieć, że "czasowo" zawieszam prawo do odwiedzin.
          Nie przypominam sobie by ktoś kogo tak potraktowałem nawiedził mnie. Wystarczy mieć opinię człowieka stanowczego i konsekwentnego.
          • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:29
            piotr_57 napisał:

            > > A ja rodzinę traktuję jak rodzinę, a nie jak listonosza.
            >
            > Ja też. Co nie znaczy, że nie potrafię powiedzieć, że "czasowo" zawieszam prawo
            > do odwiedzin.

            Nie chodzi o to co się potrafi. Chodzi o to, że inaczej powinno się traktować osobę obcą (przykład listonosza) a inaczej bliską (mama, córka). Takie mam zdanie ale oczywiście każdy jest inny i wiem, że są ludzie, którzy "w imię zasad" niewpuszczą córki do domu ...

            > Nie przypominam sobie by ktoś kogo tak potraktowałem nawiedził mnie. Wystarczy
            > mieć opinię człowieka stanowczego i konsekwentnego.

            To co pomaga w tzw. życiu zawodowym może być destrukcyjne w życiu prywatnym.
            • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:35
              urko70 napisał:

              Nie chodzi o to co się potrafi. Chodzi o to, że inaczej powinno się traktować o
              > sobę obcą (przykład listonosza) a inaczej bliską (mama, córka).

              A gdzie ja napisałem coś przeciwnego ??

              Takie mam zdani
              > e ale oczywiście każdy jest inny i wiem, że są ludzie, którzy "w imię zasad" ni
              > ewpuszczą córki do domu ...

              To nie ma znaczenia kogo dotyczy. Dom jest mój i mam prawo oświadczyć, że nie życzę sobie kogoś w nim widzieć. (powód jest już rzeczą zupełnie wtórną)
              >
              >
              > To co pomaga w tzw. życiu zawodowym może być destrukcyjne w życiu prywatnym.

              Moim zdaniem zbytnia pobłażliwość jest bardziej destrukcyjna dla rodziny niż (nawet) nadmierny rygoryzm.
              Ale to oczywiście tylko moje zdanie.
              • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:25

                > Nie chodzi o to co się potrafi. Chodzi o to, że inaczej powinno się traktować
                > o
                > > sobę obcą (przykład listonosza) a inaczej bliską (mama, córka).
                >
                > A gdzie ja napisałem coś przeciwnego ??

                A np tu poniżej "To nie ma znaczenia kogo dotyczy"

                > Takie mam zdani
                > > e ale oczywiście każdy jest inny i wiem, że są ludzie, którzy "w imię zas
                > ad" ni
                > > ewpuszczą córki do domu ...
                >
                > To nie ma znaczenia kogo dotyczy. Dom jest mój i mam prawo oświadczyć, że nie ż
                > yczę sobie kogoś w nim widzieć. (powód jest już rzeczą zupełnie wtórną)

                Nigdzie nie twierdzę, że właściciel domu nie ma prawa. Nazywam rzeczy po imieniu: takie stawianie sprawy to stawianie znaku równości pomiędzy akwizytorem, a matką.


                > > To co pomaga w tzw. życiu zawodowym może być destrukcyjne w życiu prywatn
                > ym.
                >
                > Moim zdaniem zbytnia pobłażliwość jest bardziej destrukcyjna dla rodziny niż (n
                > awet) nadmierny rygoryzm.
                > Ale to oczywiście tylko moje zdanie.

                Co innego zbytnia pobłażliwość, a co innego twarda stanowczość.
                • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:49
                  Tośmy sobie pogadali.
                  Na dzisiaj wystarczy :)
                • po-trafie Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 12:28
                  Nie znaku rownosci. Ale rodzina traci pewne przywileje jesli ich naduzywa.
                  Np. lubie kiedy moja mama do mnie dzwoni i chetnie z nia rozmawiam, odbierajac nawet bedac w pracy czy w drodze gdzies, bo wiem, ze zazwyczaj dzwoni kiedy faktycznie CHCE porozmawiac.

                  Ale gdyby dzwonila 3 razy dziennie, to byloby to naduzycie i przestalabym odbierac te telefony.

                  Podobnie z pozyczaniem pieniedzy, oczywiscie ze rodzina ma wieksze prawa niz obcy, ale jesli ich naduzyja, to sytuacja moze sie zmienic.

                  Podobnie ma sie sytuacja z prywatnoscia - daje swojej rodzinie dostep do prywatnosci, duzo wiekszy niz ludziom obcym jak listonosz, ale gdyby zaczeli go naduzywac regularnie mieszajac sie w moje sprawy i nie reagujac na prosby zaprzestania, dostep bylby ograniczony.

                  I adekwatnie z prawem do wpadania bez zapowiedzi - oczywiscie ze moga, jesli umieja sie zachowac (np nie wejsc, jesli wysylam sygnaly ze to naprawde nie jest dobry moment, a nie ciekawsko pchac do srodka) i uszanowac mnie i moja prywatnosc. Dotyczy to takze zrozumienia ze w jakims momencie wizyta nie jest dobra.
                  Gdyby bylo bardzo pozno, ja kolejnego dnia musialabym wstac i robic cos waznego, a moja mama by sie upierala ze chce u mnie wlasnie teraz wypic poznowieczorna herbate i obejzec film nie zwazajac na moje protesty, i sytuacja by sie powtorzyla mimo prosb i rozmow, to przestalabym ja wieczorem wpuszczac.

                  pamietam jak bylam w podstawowce, moi rodzice konczyli prace kolo 15 wiec obiad byl o 16, a starszawa ciotka mojego ojca miala w zwyczaju wpadac kolo 14 i robic obiad samej.
                  Gotujac rzeczy ktorych z siostra nie moglysmy jesc, nie informujac mojej mamy, tak ze robila niepotrzebne zakupy, ingerujac w jej plany posilkowe. I nie reagowala na tlumaczenia.
                  Takiej rodziny, czy wspomnianej w watku matki, ktora nie chce uslyszec ze czasem nie powinna wchodzic, albo ze - szczegolnie w godzinach porannych - moglaby zadzwonic zanim wpadnie (chocby juz bedac w okolicy), z calym szacunkiem i miloscia pozbawilabym prawa wpadania bez zapowiedzi.
                  Chocby ich nie wpuszczajac.
        • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:26
          Ja również rodzinę traktuję jak rodzinę. Nie wiem jaki to ma związek z przyjmowaniem niezapowiedzianych odwiedzin.
          • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:28
            sweet_pink napisała:

            Nie wiem jaki to ma związek z przyjmow
            > aniem niezapowiedzianych odwiedzin.

            Poważnie, nie wiesz ??
            • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:33
              Poważnie nie wiem.
              • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:40
                sweet_pink napisała:

                > Poważnie nie wiem.

                Pierwszy raz spotykam taki przypadek, który tego nie rozumie, ale nie jest to coś co mogłoby mnie zadziwić.
                • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:00
                  ...eh..miałam złudną nadzieję, że objaśnisz...eh...
                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:02
                    sweet_pink napisała:

                    > ...eh..miałam złudną nadzieję, że objaśnisz...eh...

                    Piotr?
                    Objaśnić?
                    Hehehehehe :)
                  • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:07
                    sweet_pink napisała:

                    > ...eh..miałam złudną nadzieję, że objaśnisz...eh...

                    Nie czuję potrzeby.
                    • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:15
                      A to zauważyłam. Jakbyś czuł to byś przecież wyjaśnił wyżej....tak tylko sobie zwerbalizowałam rozczarowanie.
          • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:43
            Z tego co piszesz wynika, że w tym względzie, niczym się dla Ciebie nie różni obwoźny sprzedawca od np. matki - jak się matka nie zapowiedziała do JWP to niech kwitnie przed drzwiami.
            • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:47
              urko70 napisał:

              - jak się matka nie zapowiedziała do JWP to niec
              > h kwitnie przed drzwiami.

              A jeśli szanowna mamencje złapało lekkie sranko w okolicach bytowania córeczki i nie miała głowy do zaanonsowania się, to ma robić po nogach? Ciekawe czy chociaż papier łaskawie przez okno rzuci?
              • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:50
                piotr_57 napisał:

                > urko70 napisał:
                >
                > - jak się matka nie zapowiedziała do JWP to niec
                > > h kwitnie przed drzwiami.
                >
                > A jeśli szanowna mamencje złapało lekkie sranko w okolicach bytowania córeczki
                > i nie miała głowy do zaanonsowania się, to ma robić po nogach? Ciekawe czy choc
                > iaż papier łaskawie przez okno rzuci?

                Trzeba być twardą i nie miękką - jak nie to nie, basta i kropka i nie ma zlituj.
              • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:51
                Oczywiście żyjemy w epoce kamienia łupanego, o telefonach nie słyszano. Chyba, że mamcię tak złapało, że jej mowę odebrało ale też i w takim stanie kodu sam nie wpisze. Więc?
                • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:56
                  A potem kupa forsy na badania "co jest przyczyną rozluźniania związków rodzinnych". Jak Ameryka to Ameryka.... pełną gębą!
                  • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:58
                    urko70 napisał:

                    > A potem kupa forsy na badania "co jest przyczyną rozluźniania związków rodzinny
                    > ch". Jak Ameryka to Ameryka.... pełną gębą!

                    I się okaże, że brak szacunku do prywatności i własnego życia.
                    • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:18
                      własnego zycia jakie to czeste u kobiet
                      tez mam takie panie w rodzinie ktore miały identyczne podejscie a potem mamo przyjezdzamy na obiad bo nie chce sie w weekend dla dzieci gotowac mamo pomoz bo dzieci chore i nie mam co zrobic mamo pozycz co ciekawe owe panie nagle zapominaja ze ich mamy tez moga miec zycie prywatne heheheh
                      • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:23
                        zcznij pobierac oplaty za swoje wrozby ;)
                        a gdy juz zrozumiesz gdzie bladzisz - powroc na forum
                        • minasz Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:33
                          gdzie tu wrózby nie uzywaj słow ktorych nie rozumiesz
                          to sa przykłady z zycia wziete wiec jak mozna nazywac cos wrozbami jak cos sie juz wydarzyło??????
                          • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:48
                            to ty chyba życia nie masz ;))))))
                    • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:35
                      nglka napisała:

                      > urko70 napisał:
                      >
                      > > A potem kupa forsy na badania "co jest przyczyną rozluźniania związków ro
                      > dzinny
                      > > ch". Jak Ameryka to Ameryka.... pełną gębą!
                      >
                      > I się okaże, że brak szacunku do prywatności i własnego życia.

                      No cóż... Twoja rodzina, Twoja sprawa, zaowocuje to w swoim czasie.
                      Ja wiem, że mogę wejść do domu moich rodziców kiedy tylko mi się żywnie podoba, oni wiedzą, że mogą przyjść do mnie kiedy tylko mają na to ochotę i nie muszą się zapisywać w kalendarzu.
                      Jedni robią z tego problem inni nie, jedni stawiają mury między sobą, a dziećmi czy rodzicami inni wolą mosty.
                      • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:40
                        Nie porównuj konieczności zadzwonienia 10 minut przed niezapowiedzianą wizytą (kochanie jestem w okolicy, jesteś w domu? bo wpadałbym na chwilkę) do zapisywania się w kalendarzu.
                        Mury to powstają jak któraś strona czuje się traktowana źle i bez szacunku, a nie jak miedzy ludźmi jest wzajemny szacunek dla ich czasu i prywatności.
                        • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:51
                          sweet_pink napisała:

                          > Nie porównuj konieczności zadzwonienia 10 minut przed niezapowiedzianą wizytą (
                          > kochanie jestem w okolicy, jesteś w domu? bo wpadałbym na chwilkę) do zapisywan
                          > ia się w kalendarzu.
                          > Mury to powstają jak któraś strona czuje się traktowana źle i bez szacunku, a n
                          > ie jak miedzy ludźmi jest wzajemny szacunek dla ich czasu i prywatności.

                          Nic dodać, nic ująć.
                          Ciekawam, czy wyżej dyskutujący panowie równie chętnie witają swoją rodzinę w drzwiach łazienki, kiedy akurat mają intymną rozmowę z toaletą? Dla Nich to taki mur jak dla mnie jego kompletny brak.
                          Życie nie jest czarno-białe i to, że nie lubię nieproszonych wizyt nie oznacza, że nie wpuszczę matki jeśli musi skorzystać z toalety napić się, cokolwiek - ALE jeśli MIMO PROŚBY będzie mnie nachodzić, to przestanę otwierać.
                          Bo tu nie chodzi o samą wizytę ale o brak szacunku dla cudzej prośby - czy to wizyta, czy to wybór bielizny. Nie ma znaczenia.
                        • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 12:52
                          sweet_pink napisała:

                          > Nie porównuj konieczności zadzwonienia 10 minut przed niezapowiedzianą wizytą (
                          > kochanie jestem w okolicy, jesteś w domu? bo wpadałbym na chwilkę) do zapisywan
                          > ia się w kalendarzu.

                          A nie nie nie różowieńka. Twoje:
                          "U mnie wszyscy (dokładnie wszyscy) niezapowiedziani goście całują klamkę, bo jak nie jestem umówiona to nawet nie fatyguje tyłka do domofonu."
                          nie mówi o kilku/kilkunastominutowym poinformowaniu "jestes w domu (?) zaraz wpadnę". Tu wyraźnie mówisz o umawianiu się, umawianiu a nie informowaniu, że za 10 min będę.
                          Co więcej jasno i wyraźnie piszesz i podkreślasz, ze dotyczy to wszystkich.

                          Niemniej co do tego powyżej to i owszem, fajnie jest jeśli czy córka czy matka da kilkanaście min wcześniej znać, że przyjdzie ale co innego zadzwonić zaraz wpadnę a co innego umawiać się.
                          • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 13:02
                            Widocznie jestem osobą elastyczną bo ze mną można umówić się 10 minut przed odwiedzinami. Jak ktoś dzwoni że chce wpaść, a mi nie pasuje to mogę zwyczajnie odmówić i tyle.
                            Jeśli mama dzwoni i mówi "mogę wpaść" a ja odpowiadam "wpadaj" to z automatu oznacza to ze jestem z nią umówiona. Proste.
            • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 10:59
              U mnie w rodzinie panuje zasada wzajemnego szacunku (i obejmuje ona wszystkich członków rodziny) jeśli moja mama nie okazałaby mi szacunku i nie uprzedza choć 5 minut przed wizytą to tym samym zwalnia mnie na dany moment z szacunku do niej i nie muszę jej wpuścić. Podobnie jak ona mnie gdyby mi odbiło nagle stawić się u rodziców.

              Moja mama różni się od sprzedawcy tym, że jest mile widziana, jest zapraszana i ugaszczana (na co nie może liczyć żaden domokrążca), ale fakt bycia matką nie zwalnia jej z elementarnego zachowania kultury wobec mnie i mojego partnera. Fakt że wymagam odpowiedniego zachowania wobec mnie zarówno od rodziny jak i znajomych nie czyni ze mnie JWP.
              • piotr_57 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:04
                sweet_pink napisała:
                >
                > Moja mama różni się od sprzedawcy tym, że jest mile widziana, jest zapraszana i
                > ugaszczana (na co nie może liczyć żaden domokrążca), ale fakt bycia matką nie
                > zwalnia jej z elementarnego zachowania kultury wobec mnie i mojego partnera. Fa
                > kt że wymagam odpowiedniego zachowania wobec mnie zarówno od rodziny jak i znaj
                > omych nie czyni ze mnie JWP.

                Skoro taka jesteś pewna kultury swojej mamy, to nie logicznym byłoby wpuścić ją i zapytać co jest przyczyna tak gwałtownej wizyty??/ Skoro jest tak dobrze wychowana i takie macie zasady ą, ę, to chyba musiała mieć bardzo ważny powód skoro te zasady łamie? To nie jest logiczne ?
                • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:13
                  Zasadniczo jeśli nie odbieram domofonu gdy nie jestem umówiona to nie wiem kto nim dzwoni..wiec nie wiem kto się dobija, czy mama, czy kumpel, czy gość z ulotkami, czy znowu któremuś z sąsiadów się źle guziki wcisnęło. Jakbym nagle olśnieniem nadprzyrodzonym zgadała, że to mama to bym wpuściła z przekonaniem, że pewnie świat się wali. W dodatku na ważny powód to moja rodzina ma klucze do mojego domu.
              • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:50
                > Podobnie jak ona mnie gdyby mi odbiło nagle stawić się u rodziców.

                Nie trzeba było długo czekać. Spotkać się z rodzicami, nawet nieoczekiwane to.... odbicie.

                > Moja mama różni się od sprzedawcy tym, że jest mile widziana, jest zapraszana i
                > ugaszczana (na co nie może liczyć żaden domokrążca), ale fakt bycia matką nie
                > zwalnia jej z elementarnego zachowania kultury wobec mnie i mojego partnera.

                W kwestii niewpuszczania niezapowiadanych niczym się nie różni.

                > Fa
                > kt że wymagam odpowiedniego zachowania wobec mnie zarówno od rodziny jak i znaj
                > omych nie czyni ze mnie JWP.

                Forsujecie przyjęcie nader oficjalnych stosunków z rodzicami. To rozluźnienie więzów rodzinnych, więzów które są, albo raczej powinny być mocniejsze niż więzy z kolegami.
                ALe OK - nie moja sprawa - Twoja sprawa.
                Powodzenia.
                • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:56
                  Urko, każdy ma inne zasady. To, że w moim domu formalnie się zapowiadamy nie oznacza, że panuje rozluźnienie więzów. Nie mierz wszystkiego przez pryzmat własnych norm.
                  Szanuję moją rodzinę i nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, by nie zadzwonić przed wyjazdem, czy są w domu i czy nie są zajęci. Mają prawo do własnego życia? Mają.
                  • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 13:19
                    nglka napisała:

                    > Urko, każdy ma inne zasady. To, że w moim domu formalnie się zapowiadamy nie oz
                    > nacza, że panuje rozluźnienie więzów. Nie mierz wszystkiego przez pryzmat własn
                    > ych norm.

                    To nie jest kwestia moich norm. To jest kwestia tego, że w tej konkretnej sytuacji traktujecie matkę jak obcą osobę (nie otwieram i koniec basta).


                    > Szanuję moją rodzinę i nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, by nie zadzwonić prz
                    > ed wyjazdem, czy są w domu i czy nie są zajęci. Mają prawo do własnego życia? M
                    > ają.

                    A mi nie przyszło by na myśl, żeby siedzieć w domu i nie otworzyć drzwi matce.
                    Ale oczywiście kazdy inaczej rozumie szacunek :)
                    • po-trafie Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 14:05
                      Jest wiele sytuacji w ktorej matka jest traktowana jak czlowiek obcy.
                      Np czytania adresowanych do mnie listow; patrzenia na to, jak uprawiam z kims seks; mycia zebow moja szczoteczka do zebow; moglabym tak dlugo wymieniac.

                      Jestem pewien poziom prywatnosci, czy wlasnej przestrzeni, w ktory ingerencja jakiejkolwiek bezposrednio nie zaproszonej do tego osoby jest nie do przyjecia. I to, ze jest moja mama nie upowaznia jej do tego, tak jak sam fakt tego, ze ja jestem jej corka, nie upowaznia mnie do grzebania w jej prywatnych rzeczach.
                      Po przekroczeniu pewnej granicy kazdy niezaproszony jest obcym.
                      • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 15:03
                        Ja jednak widzę ogromną różnicę pomiędzy nie wpuszczeniem niezapowiedzianej mamy do mieszkania, a niewpuszczeniem mamy do pokoju w którym akurat uprawia się seks czy też grzebanie w osobistych rzeczach.
                        • po-trafie Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 16:57
                          a jesli to mieszkanie jest nieduze i wlasnie uprawia sie w nim seks lub spozywa nago poseksowe sniadanie?
                          Ma sie momenty w zyciu ktore chce sie miec tylko dla siebie, lub dla siebie i wybranej osoby.
                          Mozna nie chciec zapraszac swojej mamy do uczestniczenia w tym momencie i wydaje mi sie ze powinna ona to zrozumiec.
                        • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 00:46
                          urko70 napisał:

                          > Ja jednak widzę ogromną różnicę pomiędzy nie wpuszczeniem niezapowiedzianej mam
                          > y do mieszkania, a niewpuszczeniem mamy do pokoju w którym akurat uprawia się s
                          > eks czy też grzebanie w osobistych rzeczach.

                          Idąc Twoim tokiem rozumowania:
                          "mamo, zrób sobie herbaty a ja muszę wrócić do pokoju, bo właśnie uprawiam seks"?
                          Bosko :)
                          • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 08:50
                            nglka napisała:

                            > urko70 napisał:
                            >
                            > > Ja jednak widzę ogromną różnicę pomiędzy nie wpuszczeniem niezapowiedzian
                            > ej mam
                            > > y do mieszkania, a niewpuszczeniem mamy do pokoju w którym akurat uprawia
                            > się s
                            > > eks czy też grzebanie w osobistych rzeczach.
                            >
                            > Idąc Twoim tokiem rozumowania:
                            > "mamo, zrób sobie herbaty a ja muszę wrócić do pokoju, bo właśnie uprawiam seks
                            > "?
                            > Bosko :)

                            Tu to bardzo pasuje to co jakiś czas temu słyszałem:
                            "kobiet nie powinno się próbować zrozumieć, kobiety powinno się kochać"
                            • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 14:42
                              urko70 napisał:

                              > Tu to bardzo pasuje to co jakiś czas temu słyszałem:
                              > "kobiet nie powinno się próbować zrozumieć, kobiety powinno się kochać"
                              To było żartobliwe odniesienie do sytuacji.

                              Ja po prostu nie wyobrażam sobie by będąc w miłosnej euforii - myśleć o tym że ktoś dzwoni do drzwi i zastanawiać się kto to może być. Nie wstaję i nie otwieram - niech dzwoni (chyba, że jestem umówiona ale wtedy oczywiście nie ma takich akcji i tym samym- dylematów).
                • sweet_pink Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 11:57
                  Moje stosunki z rodzicami nie są oficjalne. Moje stosunki z rodzicami są takie, że nikt nikogo nie stawia w sytuacji konieczności panicznego wkładania galotów, wyskakiwania z wanny czy upychania kochanków po szafach. Nie rozumiem w jaki sposób stosowanie elementarnego s-v w rodzinie ma osłabiać więzy rodzinne? Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie.
                  Dopisujesz sobie do wypowiedzi innych treści, których w tych wypowiedziach nie ma.
    • 10iwonka10 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 14:16
      Moze sie o ciebie martwi:
      Zmieniasz facetow jak rekawiczki czy tez ich tak przyprowadzasz na jedna noc:
      >>(raz się zdarzyło o poranku, zastała mojego nowego faceta w slipkach w kuchni) >>>
      >>>i wczoraj znów. nowy facet i matka z niezapowiedzianą wizytą, bo akurat była w
      pobliżu>>>

      >>Często wpadają do mnie znajomi, koledzy, różni ludzie, których akurat niekoniecznie mam ochotę przedstawiać rodzicom.>>>

      To co ty za znajomych masz ze sie ich wstydzisz przed rodzicami? Dealerow narkotykowcch?

      • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 14:45
        10iwonka10 napisała:

        > >>Często wpadają do mnie znajomi, koledzy, różni ludzie, których akurat
        > niekoniecznie mam ochotę przedstawiać rodzicom.>>>
        >
        > To co ty za znajomych masz ze sie ich wstydzisz przed rodzicami? Dealerow nark
        > otykowcch?

        Widocznie wstydzi się ich.
    • squirrel9 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 16:37
      A ja wychodze z założenia,ze zawsze warto rozmawiać. Gdyby mnie matka "nakryła" drugi a juz na pewno trzeci raz w moim mieszkaniu, w sytuacji niezręcznej, to po prostu bym z nią porozmawiała. Powiedziałabym, że jestem dorosła, mam swoje dorosłe sprawy i taka sytuacja jest na dłuzsża metę nie do przyjęcia. Głupio każdej ze stron a ona nawet jesli przyszła pogoadać to i tak nie pogadamy, więc lepiej by jednak ciut wcześniej zadzwoniła. Poza tym moze mnie nie być w domu.
      Gdyby mimo rozmów przychodziła, to w następnej podobnej mogącej prowadzić do konfrontacji sytuacji po prostu mnie nie byłoby w domu. Finito. Uprzedziłam.
      • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 22:58
        odpowiadając na wszystkie posty łącznie (a zainteresowanie wątkiem przerosło moje oczekiwania;)):

        jak ktoś się chce przyczepić i szukać dziury w całym - to znajdzie. ktoś przyczepił się do facetów, że to kolejny w slipkach- o mój Boże. używam skrótów do opisania sytuacji. to się zdarzyło na przestrzeni kilku miesięcy- teraz po raz kolejny, więc nie, nie sypiam z kim popadnie, zaspokajając ciekawość co poniektorych.

        a wracając do meritum: ja zawsze dzwonię, choćby 3 minuty przed, i pytam, czy mogę wpaść, czy nie przeszkadzam, czy rodzice nie mają innych planów, i nie ma to najmniejszego związku z budowaniem murów ani zapisywaniem się w kalendarzu na wizytę. ot zwykłe DOBRE WYCHOWANIE, moim zdaniem. rodzina czy nie rodzina- wpadanie z niezapowiadanymi wizytami to brak szacunku.
        przywoływanie nagłych sytuacji w których ktoś potrzebuje pomocy (ot choćby idiotyczny przez kogoś wskazany przykład konieczności skorzystania z toalety) nijak się nie ma do tematu, bo nie o takich sytuacjach rozmawiamy.

        co do niezapowiedzianych wizyt i osób które piszą że matka to matka i zawsze dla niej drzwi otworem: są jednak sytuacje, które mam ochotę dzielić z innymi, niekoniecznie z rodziną. są też takie sytuacje, gdzie nie ma miejsca dla znajomych, i to jest jasne.

        odpowiadając jeszcze na pytanie jak widzi to moja mama: ano właśnie tak, że to w ogóle żaden problem. bo ona JAKO MAMA, zawsze powinna mieć wstęp do mojego domu. NIE ROZUMIE i absolutnie do niej nie dociera, że moja prośba o uprzedzanie wizyt nie wynika z tego, że nie chcę jej widzieć, tylko z tego że mogę mieć inne plany, w których z wielu względów nie muszę jej uwgzlędniać.

        nie chce mi się wdawać w głupią dyskusję, ale jak ktoś nie widzi różnicy między budowaniem murów i prośbą o uprzedzanie choćby minutę przed że zamierza się wpaść z wizytą, to moim zdaniem ma duży problem.
        • nutka_re Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 00:00
          Czyli odpowiadając nic nowego nie wniosłaś, niestety :D
          • am_i_lucky Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 00:05
            temat wątku to pytanie o skuteczne sposoby- więc gdybym umiała sobie sama odpowiedzieć, zapewne by wątek nie powstał.
            • nutka_re Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 12:27
              Ale ty na końcu, po wszystkich tych odpowiedziach piszesz jakbyś była dalej na pozątku. Nie czytasz? nie rozumiesz pisanego? Po co zakładasz taki wątek jeśli w ogóle nie czytasz tego co inni odpowiadają na twoje "pytanie"? Masz ochotę dalej te waszehmmm, stosunki wałkować to wałkuj, tylo nie zawracaj doopy i nie pisz że pytanie postawiłaś.
        • oldbay Re: niezapowiedziane wizyty... 20.05.11, 23:14
          am_i_lucky całkowicie cię rozumiem.
          Wyraziłaś się jasno i zwięźle.
          I uważam, że masz rację.
          Te wszystkie komentarze nawiązujące do tego, że masz podejrzanych znajomych, ze sypiasz z kim popadnie... Ech ludzie... przestańcie!
          Czy na prawdę uważacie, że rodzice zawsze mają prawo traktować swoje dzieci JAK DZIECI, nawet kiedy te są już dorosłymi ludźmi?
          Przychodzi taki moment w życiu każdego rodzica, kiedy trzeba pozwolić dorosłym synom i córkom żyć swoim życiem.
          Wpaść z niezapowiedzianą wizytą? Proszę bardzo, czasem może się tak zdarzyć! Ale nie notorycznie. Chociaż dziś, w czasach telefonów komórkowych, maili, smsów itp niezapowiedziana wizyta jest już raczej wizytą na chama.
    • rotkaeppchen1 Re: niezapowiedziane wizyty... 11.05.11, 23:08
      Jak oduczyc? Nie otwierac!
      Metoda wyprobowana przez moja wlasna matke w stosunku do jej wlasnej, i co wazniejsze - skuteczna! :-)
      • 83kimi Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 09:58
        Ja bym szczerze, bez owijania w bawelne powiedziala mamie w czym problem. Powiedz jasno i wyraznie, ze glupio sie czujesz, gdy mama dzwoniw chwili, gdy uprawisz z kims seks. Ze jesli zadzwoni chocby pol godziny wczesniej, to bedziesz miala czas, aby sie ubrac. Bez zadnych przenosi, uzywaj w rozmowie slowa "seks", moze wtedy mama zrozumie.
    • lacido Re: niezapowiedziane wizyty... 12.05.11, 18:47
      np facet bez slipków, wyjątkowo szpetny mógłby nieco odstraszyć :D
    • kara_mia 100% skuteczna metoda 13.05.11, 21:02
      Jak to już wcześniej parę osób napisało, jedyną skuteczna metoda jest
      a. otworzyć i powiedzieć: ach to ty, niestety jestem teraz zajęta. i zatrzasnąć drzwi
      b. nie otwierać wcale. jeżeli ten kto jest w domu zapyta czemu nie otwierasz, to powiedzieć zgodnie z prawdą, że jeżeli jesteś w towarzystwie to nie przyjmujesz niezapowiedzianych wizyt.

      wpływ na zachowanie mamy i jej wizyty masz równe 0 ( ZERO). Jedyne na co masz wpływ to na swoje zachowanie.

      PS.:
      metod bezbolesnych i skutecznych nie ma

    • akle2 Re: niezapowiedziane wizyty... 13.05.11, 22:47
      Hmm, może po prostu przedstaw faceta mamie i poznaj ich ze sobą. Wówczas przy następnej wizycie i jego negliżu nie będzie zaskoczona, w końcu to przyszły zięć. Chyba że rzeczywiście za każdym razem jest to ktoś nowy ;P
    • michaelm3 [...] 21.05.11, 03:07
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • nglka Re: niezapowiedziane wizyty... 21.05.11, 07:46
        co ma piernik do wiatraka?
        jej du.a, czy nie?
        jej mieszkanie, czy nie?
        jej życie, czy nie?

        czy w związku z tym mamusia ma rozgrzeszenie,bo córka żyje wbrew TWOIM zasadom?
        jak się to ma do tematu i głównego problemu?
        • michaelm3 Re: niezapowiedziane wizyty... 21.05.11, 17:14
          nglka napisała:

          > jej du.a, czy nie?

          no w sumie jej, masz racje moze dawac komu popadnie

          > jej mieszkanie, czy nie?

          nie czytalem wszystkich postow tej wywl.oki ale podejrzewam, ze mieszkanie moze byc kupione przez matke albo przynajmniej w pewnym stopniu finansowane przez nia

          > jej życie, czy nie?

          no tak, juz pisalem wczesniej, moze dawac na lewo i prawo, co tydzien innemu, hehe

          > czy w związku z tym mamusia ma rozgrzeszenie,bo córka żyje wbrew TWOIM zasadom?
          > jak się to ma do tematu i głównego problemu?

          co ty wiesz o moich zasadach...
          jezeli zalozycielka tego durnego watku nie potrafi sobie sama poradzic z tak blahym problemem i bez skrupulow i grama wstydu jedzie po wlasnej matce na publicznym forum
          to faktycznie adekwatna do jej poziomu umyslowego bedzie rada aby zrzucic mamuske ze schodow!

          Powodzenia,
          • okrent9 Re: niezapowiedziane wizyty... 21.05.11, 19:08
            Czytam i czytam te wypowiedzi wszystkich broniących "święte prawo matki do wejścia bez względu na wszystko" i nie mogę się nadziwić. Czy naprawdę ci, którzy to piszą, nie mają żadnego życia prywatnego? czy ich rodzice też nie mają żadnej prywatności? (te wszystkie: "do rodziców domu mam wstęp o każdej porze dnia i nocy, bez zapowiedzi") A jeśli rodzice chcieliby sobie pouprawiać swobodnie seks? Do końca życia pozbawili się tego prawa w momencie, kiedy zdecydowali się na dziecko?
            • urko70 Re: niezapowiedziane wizyty... 23.05.11, 10:56
              okrent9 napisała:

              > Czytam i czytam te wypowiedzi wszystkich broniących "święte prawo matki do wejś
              > cia bez względu na wszystko"

              Dość długo czytałem ten wątek i nie zauważyłem takiej tezy, pewnie mi umknęla albo sama sobie tak ją skonstruowałaś - żeby łatwo było ją zaatakować.
              Popowiem, że tezy typu "normalnym jest, że rodzice przychodzą do dzieci a dzieci przychodzą do rodziców" były odpowiedzią na twierdzenia typu "matka nie matka jak się nie zapowiedział to sie nie ruszam do drzwi - niech kwitnie".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka