Dodaj do ulubionych

O to skutki...

24.05.11, 08:29
....nietrzymania się zasad.
Ona głupia, a on dupek.

Jej głupota aż boli :
Obsesyjne macierzyństwo zniszczyło mój związek z Markiem, dlatego teraz wiem, jak ważne jest zachowanie równowagi – dodaje.
Rozczulające jaki on dobry i szlachetny, aż ja się wzruszyłem:
Marek odszedł od niej, kiedy ich syn miał siedem miesięcy. Nie chciał tego robić wcześniej, bo wiedział, że taka decyzja może jakoś zaszkodzić dziecku.

Obydwojgu ogolić przyrodzenia, kupić po wiaderku i łopatce, a następnie odesłać tam gdzie ich miejsce; do piaskownicy.
dziecko.onet.pl/63080,0,0,uwierzyc_w_dziecko,artykul.html
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: O to skutki... 24.05.11, 08:43
      niestety nigdzie się nie ostrzega, że pierwszy rok dziecka to najgorsza próba dla związku jego rodziców. Jeśli się to wytrzyma, to następne rafy związkowe nie są już takie straszne.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 08:46
        alpepe napisała:

        > niestety nigdzie się nie ostrzega, że pierwszy rok dziecka to najgorsza próba d
        > la związku jego rodziców. Jeśli się to wytrzyma, to następne rafy związkowe nie
        > są już takie straszne.

        Co nie zmienia postaci rzeczy, że ona bierze na siebie jego winy. A on porzucił rodzinę dla nowej dupecncjii.
        • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 08:50
          A może to jej wina. Głupia kobieta zapatrzona w dziecko, odstawiła męża do innego pokoju, już nawet z nim nie spała to co co miał robić? Wyć jak wilk? Poszedł do innej jaskini.
          Kto poprze moja teorię dostanie cukierka. Nadziewanego! Na razie nie wiem czym, ale jakby co kuszę.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 08:54
            wersja_robocza napisała:

            > A może to jej wina. Głupia kobieta zapatrzona w dziecko, odstawiła męża do inne
            > go pokoju, już nawet z nim nie spała to co co miał robić? Wyć jak wilk? Poszedł
            > do innej jaskini.

            To, że poszedł do innej jaskini jestem w stanie zaakceptować. Kot który jednej dziury pilnował, z głodu zdechł. To jednak nijak nie tłumaczy porzucenia rodziny!





            • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 09:00
              W sumie mógł dalej mieszkać z żoną i na inne myszy chodzić.
              Porzucić dziecko? Nie utrzymuje z dzieckiem kontaktu? Pytam, bo artykułu nie czytałam.
              • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:02
                wersja_robocza napisała:

                Pytam, bo artykułu nie cz
                > ytałam.

                Przeczytaj.
                • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 09:09
                  A ty nie napiszesz.
                  • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 10:24
                    Pszepraszam, ale czy my tu rozmawiamy o artykule czy artykóle raczej?
                    • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:31
                      milad.a napisała:

                      > Pszepraszam, ale czy my tu rozmawiamy o artykule czy artykóle raczej?

                      Ani o jednym ani o drugim. Dyskutujemy o poczuciu winy u kobiety i poczuciu obowiązku u mężczyzny.

                      • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:40
                        A ja się jeszcze raz pytam czy ojciec nie kontaktuje się z synem?
                      • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 10:49
                        A możesz powiedzieć jakie obowiązki przy dzieciach Ty wykonywałeś, bo z tego co kojarzę z Twoich wypowiedzi, to zakończyłeś na poczęciu.
          • pompeja Re: O to skutki... 24.05.11, 09:33
            Popieram, cukierka nie chcę - się odchudzam, aco ;)
          • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:49
            wersja_robocza napisała:

            > A może to jej wina. Głupia kobieta zapatrzona w dziecko, odstawiła męża do inne
            > go pokoju, już nawet z nim nie spała to co co miał robić? Wyć jak wilk? Poszedł
            > do innej jaskini.

            Mądrze piszesz. Tak to właśnie wygląda - obojętnie czy dotyczy kobiety czy mężczyzny.
            Facet poczuł, że nie jest wazny dla kobiety tym samym nie paliło mu się do ciąży. W ogóle nie powinien sie na nią godzić. Ale łatwo się to pisze.... z boku...
      • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:24
        alpepe napisała:

        > niestety nigdzie się nie ostrzega, że pierwszy rok dziecka to najgorsza próba d
        > la związku jego rodziców.

        A gdzie byś chciała takie ostrzeżenia widzieć?
        Poza tym to są skutki szybkiego/pochopnego zawierania związków czy też po prsotu wpadek ciążowych z przypadkowymi partnerami, partnerami z którymi nie łaczy silna więź uczuciowo emocjonalna. Więź która póxniej jest fundamentem trzymającym związek razem w trudnych chwilach.

        > Jeśli się to wytrzyma, to następne rafy związkowe nie są już takie straszne.

        Niekoniecznie.
    • berta-death Re: O to skutki... 24.05.11, 08:53
      I kto to mówi. Sam niedawno napisałeś, że jakby się okazało, że twoja żona jest bezpłodna, to wymieniłbyś ją na inny model.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 08:56
        berta-death napisała:

        > I kto to mówi. Sam niedawno napisałeś, że jakby się okazało, że twoja żona jest
        > bezpłodna, to wymieniłbyś ją na inny model.

        ????Nie widzę żadnego związku.
        • berta-death Re: O to skutki... 24.05.11, 09:00
          Może inni też mają takie zasady i za wszelką cenę chcieli się rozmnożyć.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:03
            berta-death napisała:

            > Może inni też mają takie zasady i za wszelką cenę chcieli się rozmnożyć.

            No toż przecież rozmnożył się. Gdyby sie nie rozmnożył nie byłoby problema.
            • berta-death Re: O to skutki... 24.05.11, 10:15
              Tylko, że on rozmnożył się dla świętego spokoju. Zdaje się nawet przebadać się nie chciał, tylko gwałtem mu ta spermę musieli pobrać. Nikt z dnia na dzień się nie rozstaje, tam musiało się dużo wcześniej coś popsuć. Sam stwierdził, że dla dobra dziecka tak długo zwlekał z decyzją o rozstaniu. Gdyby nie skrupuły, to pewnie już w ciąży by żonę zostawił. A gdyby inna panna przytrafiła się wcześniej, to i przed ciążą.
              • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:46
                Dla dobra dziecka... że w siódmym miesiącu ją zostawił. Oj troszeczkę tę datę wyznaczoną na siódmy miesiąc przekoloryzował.Ktoś kto odchodzi nawet przed samym sobą musi mieć jakieś wytłumaczenie.
      • six_a Re: O to skutki... 24.05.11, 08:59
        ojberta, może panu chodzi o to, że powinien zabrać rodzinę do nowej jaskini;)
    • six_a Re: O to skutki... 24.05.11, 08:55
      a moszna prosić o wyłożenie tych zasad?
      bo inaczej wzwód jest niepełny.
      dzięks.
    • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 09:25
      Ktoś jeszcze wierzy w te wyssane z palca historyjki z Onetu? (szok :))
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: O to skutki... 24.05.11, 09:27
        milad.a napisała:

        > Ktoś jeszcze wierzy w te wyssane z palca historyjki z Onetu? (szok :))

        Przecież to prawdziwe historie są! Nawet można często ich bohaterów w rozmowach w toku obejrzeć :D
        • soulshunter2 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:28
          co do rozmow w tłoku, jak mnie ktos zaprosi i odpowiednio zaplaci to wszystko moge opowiedziec i nawet łezkę uronic dla uwierzytelnienia.
          • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:22
            soulshunter2 napisał:

            > co do rozmow w tłoku, jak mnie ktos zaprosi i odpowiednio zaplaci to wszystko m
            > oge opowiedziec i nawet łezkę uronic dla uwierzytelnienia.

            W peruce, z wąsami i w okularach? Tak to i ja mogę.
      • soulshunter2 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:27
        paaaaaani, nie w takie historyjki ludzie wierza i jeszcze glosuja na bajkoopowiadaczy.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:30
        milad.a napisała:

        > Ktoś jeszcze wierzy w te wyssane z palca historyjki z Onetu? (szok :))

        A co to ma za znaczenie czy ktoś wierzy czy nie /?
        Uważasz, że nie można dyskutować na kanwie wyimaginowanego przykładu?
        • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 09:39
          Ależ proszę bardzo.
          Ale ja pisałam o czymś zupełnie innym, co sam nawet zauważyłeś.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:44
            milad.a napisała:

            > Ale ja pisałam o czymś zupełnie innym...

            To nie pisz o czymś innym, skup się na temacie zawartym w starterze.
            • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 09:47
              Nie mów mi co mam robić.
              • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 09:50
                milad.a napisała:

                > Nie mów mi co mam robić.

                Będę!! To daje (niewielką) nadzieję, że wyniesiesz się z tego wątka, przestając go zaśmiecać, bo do powiedzenia nie masz przecież nic.
              • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:19
                milad.a napisała:

                > Nie mów mi co mam robić.

                Grzeczna bądź, bo to nie twój wątek, więc zachowuj się i słuchaj autora. No. Bo niczego ci nie wyjaśni jako i mnie nie wyjaśnił.:P
    • tymczasowaola Re: O to skutki... 24.05.11, 10:01
      Błogosławieni nieomylni...
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:03
        tymczasowaola napisała:

        > Błogosławieni nieomylni...


        ????
        Uważasz, że "omylność" zwalnia z obowiązków i konsekwencji??
        • tymczasowaola Re: O to skutki... 24.05.11, 10:09
          Uważam, że każdy popełnia błędy, jeden przez okrągły rok skupia się li i jedynie na dziecku, drugi nie daje tej ostatniej, 26 szansy i odchodzi do innej. Nie każdemu trzeba od razu golić ginetalia i odsyłać do przedszkola.
          • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 10:13
            Oj nie musisz niczego Piotrowi tłumaczyć, przecież on sam dzieci wychował, przywożąc pomarańcze w Węgier czy tam jakieś kapciuszki dla córki. Tak, to właśnie był jego cały wkład w wychowanie. ;) Zna się na rzeczy. ;)
    • wacikowa Re: O to skutki... 24.05.11, 10:03
      Bo baby w większości takie właśnie są.
      Murzyn zrobił swoje murzyn może spier***. Skoro wolą spać z dzieckiem i na niczym innym się nie skupiać to tak to się kończy.
      Dziecko to najlepsza wymówka i karta przetargowa.
      Może macierzyństwo odbiera im rozum?
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:06
        wacikowa napisała:

        > Bo baby w większości takie właśnie są.
        > Murzyn zrobił swoje murzyn może spier***.

        Chyba czegoś nie doczytałaś. To nie ona od niego odeszła.


        >
        • wacikowa Re: O to skutki... 24.05.11, 10:59
          Doczytałam. On to zrobił i bdb.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:02
            wacikowa napisała:
            ...i bdb...

            Ja to widzę inaczej.
      • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:31
        Czasami lepiej jest spać osobno, przez pierwsze miesiąca to w końcu matka, ma urlop macierzyński i jeżeli jest osobny pokój to niech pomyśli i nie raczy faceta płaczem dziecka. Druga osoba normalnie funkcjonuje, wstaje do pracy, a czasami musi jeszcze do niej dojechać, usiąść za kołkiem.
        • nglka Re: O to skutki... 24.05.11, 10:54
          madokss napisała:

          > Czasami lepiej jest spać osobno, przez pierwsze miesiąca to w końcu matka, ma u
          > rlop macierzyński i jeżeli jest osobny pokój to niech pomyśli i nie raczy facet
          > a płaczem dziecka. Druga osoba normalnie funkcjonuje, wstaje do pracy, a czasam
          > i musi jeszcze do niej dojechać, usiąść za kołkiem.

          Otóż to. Mąż się "wyniósł" ze wspólnego łóżka, by się wysypiać. Ja karmiłam piersią więc nie widziało mi się wstawanie co 2 godziny na karmienie, poza tym byłam po cc które fatalnie zniosłam i przez pierwsze 3 miesiące zwyczajne przekręcenie się na bok sprawiało mi ból, nie mówiąc o wstawaniu. Poza tym musiałam wyrobić minimalną dawkę snu bez zrywania się z łóżka, by w dzień nosić kolkowca.
          Mąż pracował i pomagał przy dziecku; należał Mu się spokojny sen jak i mnie sen bez bólu.
          Ani nas to nie podzieliło ani nie spowodowało żadnych problemów.
          Nie ma co generalizować. Natomiast jak ktoś już dobrze zauważył - trzeba znaleźć usprawiedliwienie dla swojej niezaradności i szuka się problemu tam, gdzie ta naprawdę nie zaistnieje, jeśli jest w rodzinie partnerstwo, zrozumienie i brak żalu wzajemnego.

          Gdzieś się "rypło" - ale po hugo dopisywać stereotypowe scenariusze?
          • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:59
            nglka napisała:

            > Gdzieś się "rypło" - ale po hugo dopisywać stereotypowe scenariusze?
            >
            >

            Bo tak łatwiej wszystko zrozumieć i sobie wyjaśnić.
          • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 11:24
            Oczywiście nie znajdziesz na to recepty i złotego środka. Z tym wszystkim trzeba się indywidualnie już dograć. Mimo wszystko, z obserwacji znajomych par, które rozstały się po urodzeniu dziecka, przeważają te, w których brak zaangażowania ze strony mężczyzny w wychowanie dziecka tłumaczono tym, że zarabia i łoży na rodzinę i jej utrzymanie. A wiadomo z nadmiaru czasu wolnego koncentrował się nie na rodzinie, a na innych przyjemnościach i w efekcie końcowym tłumaczył wszystko tym, że żonie zawęziły się horyzonty, że poza dzieckiem świata ni widzi.
        • wacikowa Re: O to skutki... 24.05.11, 11:01
          madokss napisała:

          > Czasami lepiej jest spać osobno, przez pierwsze miesiąca to w końcu matka, ma u
          > rlop macierzyński i jeżeli jest osobny pokój to niech pomyśli i nie raczy facet
          > a płaczem dziecka. Druga osoba normalnie funkcjonuje, wstaje do pracy, a czasam
          > i musi jeszcze do niej dojechać, usiąść za kołkiem.

          Teraz to z drugiej strony:
          A co to tatuś nie może z dzieckiem? Mamusia musi? Mamusia sama zrobiła sobie dzidziusia?
          "to w końcu matka" powala. Ojciec to uj?:)
          • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 11:05
            On pewnie ma duże podgardle, coś mu się zapada i chrapie. I dlatego nie on śpi. Tylko mamusia.
          • masher Re: O to skutki... 24.05.11, 11:13
            a skad wiesz czy to nie ten przypadek ktory nagle stwierdzil ze mimo ze postawnowiono inaczej on chce i bedzie mial tak czy siak... wtedy bylby to jednostronny uklad na robienie :P
          • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:36
            wacikowa napisała:

            > Teraz to z drugiej strony:
            > A co to tatuś nie może z dzieckiem? Mamusia musi? Mamusia sama zrobiła sobie dz
            > idziusia?
            > "to w końcu matka" powala. Ojciec to uj?:)

            A mnie np powala oderwanie od rzeczywistości, tych którzy takie tezy głoszą, a także tych którzy je wprowadzają w życie.
            Matka ma ZNACZNIE dłuższy kontakt z dzieckiem niż ojciec, matka je nosi i czuje o 9 mcy dłużej niż ojciec więc kontakt matki z dzieckiem jest bliższy niż z ojcem. Poza tym matka ma piersi, piersi służące m.in. do karmienia potomstwa. Po to je ma, żeby dziecko karmić.

            Ja wiem, że ostatnimi laty modne jest stawianie wszystkiego na głowie ale skala tegoż mnie zaskakuje.
            • wacikowa O qrna:D 24.05.11, 17:48
              > cem. Poza tym matka ma piersi, piersi służące m.in. do karmienia potomstwa. Po
              > to je ma, żeby dziecko karmić.

              Taaa a chłop do pola bo trza rodzinę utrzymać:D
              Ale wiesz bozia dała dwa cyce. Do jednego dziecko a do drugiego chłopa można przyczepić.:D
              • urko70 Re: O qrna:D 25.05.11, 12:03
                wacikowa napisała:

                > > cem. Poza tym matka ma piersi, piersi służące m.in. do karmienia potomstw
                > a. Po
                > > to je ma, żeby dziecko karmić.
                >
                > Taaa a chłop do pola bo trza rodzinę utrzymać:D

                No i idzie do roboty.

                > Ale wiesz bozia dała dwa cyce. Do jednego dziecko a do drugiego chłopa można pr
                > zyczepić.:D

                Równoczęśnie(?) skoro tak lubisz... i on lubi....
      • masher Re: O to skutki... 24.05.11, 10:59
        pewnie dziecinnieja jak im dziecko wszystko wysysa i przed i po urodzeniu lol
    • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:23
      > Marek odszedł od niej, kiedy ich syn miał siedem miesięcy. Nie chciał tego r
      > obić wcześniej, bo wiedział, że taka decyzja może jakoś zaszkodzić dziecku.


      Nie podołał obowiązkom. Po urodzeniu dziecka życie nabiera szybszego tępa, dochodzi masa obowiązków, przemęczenie, po nocach płacz niemowlaka, bieganie, przewijanie, karmienie dziecka. Potem po okresie macierzyńskiego, gdzieś właśnie około 6 miesiąca życia dziecka rozpoczyna się dowożenie i odbieranie dziecka ze żłobka, ewentualnie przygoda z nianią, tutaj wielkie szczęście jak tylko z jedną i jeżeli ktoś na takie wyzwanie nie jest przygotowany to ucieka, odchodzi. Pierwszy rok od przyjścia dziecka na świat, jak ktoś już tu napisał jest bardzo ciężki, jest próbą dla związku, ilekolwiek czasu on trwał wcześniej, w takiej sytuacji dwoje ludzi sprawdzi się lub nie. Dochodzi jeszcze taki syndrom naszych czasów związany z późnym macierzyństwem jakim jest nadopiekuńczość, który u nadgorliwych może prowadzić do konfliktów.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:28
        Generalnie to masz rację.
        Po prostu nie dorósł do założenia rodziny, o tym właśnie jest wątek.
        Wprowadzasz element uogólnienia; czy tylko on jest taki "niedorośnięty", czy jest to problem całego pokolenia? Ciekawa teza, można by ją kiedyś przedyskutować. Wiele wskazuje na to, że możesz mieć rację.
        • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:39
          Oczywiście, że nie dorósł. Zostawił ją w momencie, w którym mężczyzna powinien aktywniej zacząć opiekować się dzieckiem. Do końca macierzyńskiego jak dziecko miewa kolki i całymi dniami "wisi na cycku" to on matki mu nie zastąpi. Potem zaczynają się schody...
          • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:42
            Po macierzyńskim kolki ustępują i zaczynają się sraczki. I tak przez 20 lat.
            • soulshunter2 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:48
              a nawet i znacznie dluzej
              Jacuś
              • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:54
                ha, może uciekł do mamusi.
              • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 11:00
                Jacuś żondzi. I fajnie buty czyści.:D
            • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 10:48
              Oj zaczynają, a tu widzisz zdezerterował już na samym początku:)
              • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:51
                I z dzieckiem sie nie kontaktuje? Bo że kobieta mu się odwidziała to ok, czasem tak bywa. Miłość nie zawsze trwa wiecznie. Dziecka nie widuje? Nie zajmuje się? Jak to jest?
                • madokss Re: O to skutki... 24.05.11, 11:05
                  W przytoczonym artykule nie wyczytałam tego, że on się z dzieckiem nie kontaktuje. Ale jeżeli ona ułożyła sobie życie z innym mężczyzną, z którym wspólnie wychowują dziecko, to czy on jest im do czegoś potrzeby. Jak dorośnie zrozumie co zrobił.
                  • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 11:07
                    On im do niczego. Mówię o dziecku. Dziecku jest potrzebny. Nowa rodzina eks partnera nie zwalnia z obowiązków rodzicielskich jak się niektórym wydaje.
            • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 10:56
              wersja_robocza napisała:

              ...I tak przez 20 lat....

              A później co?
              • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 10:58
                Na razie nie wiem. Mam 16 lat na pozastanawianie się.
                • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:05
                  wersja_robocza napisała:

                  > Na razie nie wiem. Mam 16 lat na pozastanawianie się.

                  Moja babcia mawiała : Małe dzieci, mały kłopot!!

                  I tak do śmierci :D:D
    • masher Re: O to skutki... 24.05.11, 11:06
      bo durna baba i tyle. czasem obserwuje takie przypadki i jakby za taka wszystko nie zrobic to by chodzila cala obciapana i zyla w brudzie i smrodzie :]

      jak kobiety funkcjonuja przed ze sa calkiem kumatymi babeczkami ktore potrafia wiele a pozniej nihuhu i kompletnie nic... tego nie rozumiem :]

      chlop tez jakis nie taki, bo mogl sobie ulzyc ale rodziny sie nie zostawia :] dzieci zabraly sie za rodzine i dziecko na tym najbardziej ucierpialo.
    • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 11:20
      Związek / małżeństwo to przede wszystkim dwoje ludzi, a dopiero potem cała reszta. Jesli dla jednego z nich coś innego niż partner staje się ważniejsze, wazniejsze do stopnia, w którym można to nazwać obsesją to tak to właśnie się kończy.
      Jeśli dobrze rozumiem to kobieta w tym związku tak bardzo skupiał się na macieżyństwie, że cała reszta przestała się dla niej liczyć, facet to odczuł i się oddalił.
      Tak ja to widzę, tak z tego tekstu jak i z życia.
      • wersja_robocza Re: O to skutki... 24.05.11, 11:26
        urko70 napisał:

        > Związek / małżeństwo to przede wszystkim dwoje ludzi, a dopiero potem cała resz
        > ta.

        Omaj. Tym razem się z tobą zgodzę bez dwóch zdań.
      • nglka Re: O to skutki... 24.05.11, 11:38
        urko70 napisał:

        > Związek / małżeństwo to przede wszystkim dwoje ludzi, a dopiero potem cała resz
        > ta.
        [...]
        > Jeśli dobrze rozumiem to kobieta w tym związku tak bardzo skupiał się na macież
        > yństwie, że cała reszta przestała się dla niej liczyć, facet to odczuł i się od
        > dalił.
        > Tak ja to widzę, tak z tego tekstu jak i z życia.

        Dojrzały związek to rozmowa. Jak jedno widzi to, czego nie widzi drugie, to się o tm rozmawia. Nie łykam argumentu "to się oddalił", w sensie: jako argumentu bez przeszłości bo tu można zakładać, że a) próbował rozmawiać i nic z tego b) wydawało mu się, że próbował rozmawiać a zaczynał i kończył na pretensjach lub c) w ogóle niczego nie próbował.
        No nie wiem, dla mnie opcja a) jest oczywista... choć nie zawsze wychodzi, to mimo wszystko zawsze próbuję. Wydaje mi się, że, że zabrakło tu punktu a).
        • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 12:01
          nglka napisała:

          > Dojrzały związek to rozmowa. Jak jedno widzi to, czego nie widzi drugie, to się
          > o tm rozmawia.

          Masz rację, tak powinno być. Przy czym, wybacz ton, ale nie wiem czy wiesz o czym mówisz. Chodzi mi o to czy wiesz jak sie rozmawia z kobietą, która ma obsesje macieżyństwa? jak wtedy kobieta reaguje na słowa faceta przykładowo "czuje ze sie oddalilas, ze nie jestem dla Ciebie wazny, ze masz w glowie tylko dziecko i dziecko i dziecko"


          > Nie łykam argumentu "to się oddalił", w sensie: jako argumentu
          > bez przeszłości bo tu można zakładać, że a) próbował rozmawiać i nic z tego b)
          > wydawało mu się, że próbował rozmawiać a zaczynał i kończył na pretensjach lub
          > c) w ogóle niczego nie próbował.
          > No nie wiem, dla mnie opcja a) jest oczywista... choć nie zawsze wychodzi, to m
          > imo wszystko zawsze próbuję. Wydaje mi się, że, że zabrakło tu punktu a)

          Przede wszystkim to źle się wyraziłem. Zamiast " się oddalił" powinienem napisać "został odstawiony".
          Nieistotne dla mnie co było w tekście. Istotne dla mnie jak to wygląda w życiu. Powtórzę: pełna zgoda, że jesli jest problem to powinno się siąść przy flaszce i go przegadać. Kwestia czy kobieta z taką obsesją zrozumie?

          IMO błędem faceta była zgoda na zapładnianie w sytuacji kiedy czuł że się oddalają od siebie. Ale jak już była ciąża, było dziecko to powinni próbować odbudować związek - kwestia czy to było możliwe, jesli za bardzo się oddalili to ... - nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody.
          • female.pl Re: O to skutki... 24.05.11, 12:22
            Moim zdaniem obydwoje nie dorosli do miana rodzicow. Rodzina to proces i to na dodatek dosc dlugotrwaly. Pewne funkcje i obowiazki musza byc podzielone na matke i ojca. Jesli kobieta odbiera ojcu swego dziecka, juz od poczatku, czyli od narodzin dziecka mozliwosc poczucia sie ojcem, wejscia w nowa role, ktora tez wymaga nowych doswiadczen okupionych nowymi obowiazkami, np. kapiela dziecka, przewijaniem, wychodzeniem na spacery, uspakajaniem w czasie kolek itp., to ten facet nigdy sie nim tez nie poczuje. A jesli na dodatek jej cale zycie, zaczyna krecic sie tylko wokol dziecka i zycie seksualne w takim malzenstwie juz nie istnieje, to facet powinien na poczatek tez zareagowac i pomoc jej znow go przywrocic we wspolnej sypialni.
            Niestety w tym artykule nie opisano dokladnie zachowania tej kobiety tylko dosc pokrotce zaznaczono, ze Marek od niej odszedl. Szkoda ze nie znane sa szczegoly zachowan obu partnerow.
          • nglka Re: O to skutki... 24.05.11, 12:29
            urko70 napisał:


            > Masz rację, tak powinno być. Przy czym, wybacz ton, ale nie wiem czy wiesz o cz
            > ym mówisz. Chodzi mi o to czy wiesz jak sie rozmawia z kobietą, która ma obsesj
            > e macieżyństwa? jak wtedy kobieta reaguje na słowa faceta przykładowo "czuje ze
            > sie oddalilas, ze nie jestem dla Ciebie wazny, ze masz w glowie tylko dziecko
            > i dziecko i dziecko"

            Podejrzewam, że tak samo ciężko jak z alkoholikiem, który nie widzi nałogu ani problemu i w każdej chwili może przerwać. Pierwszy lepszy przykład który wydaje mi się w miarę adekwatny, choć finisz i trwanie problemu jest znamiennie różne.
            Mimo wszystko uważam, że oddalenie się = poddanie się = nie chcę walczyć o ten związek. Celowo napisałam nie chcę zamiast nie mam siły bo uważam, że jeśli pojawia się problem to trzeba przede wszystkim chcieć, czasem i zwrócić się do specjalisty o pomoc. Ina para kaloszy, jeśli druga strona nadal nie widzi problemu, nie chce pomocy, nie chce specjalisty = nie chce zmian. Ile osób próbuje ratować związek a ile uważa, że już nic więcej nie da się zrobić, gdy tak naprawdę nie zrobili absolutnie niczego? Mowa tu o obu płciach.


            > Przede wszystkim to źle się wyraziłem. Zamiast " się oddalił" powinienem napisa
            > ć "został odstawiony".
            > Nieistotne dla mnie co było w tekście. Istotne dla mnie jak to wygląda w życiu.
            > Powtórzę: pełna zgoda, że jesli jest problem to powinno się siąść przy flaszce
            > i go przegadać. Kwestia czy kobieta z taką obsesją zrozumie?

            Co rozumiesz poprzez został odstawiony? Bo dla mnie to trochę tak jakby teraz mąż poświęcił się pracoholizmowi a ja i córka zeszłybyśmy na drugi tor. Mogę się wkurzać i po pewnym czasie odejść a mogę próbować uzmysłowić mężowi co jest dla nas wszystkich ważne, dla mnie i dla dziecka i czemu Jemu także z czasem będzie z tym źle. Wiem, że teraz trochę wyważam otwarte drzwi i na nowo odkrywam Amerykę ale dla mnie sprawa jest tak oczywista jak to, że jutro też jest dzień.
            • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 13:11
              nglka napisała:
              > > ym mówisz. Chodzi mi o to czy wiesz jak sie rozmawia z kobietą, która ma
              > obsesj
              > > e macieżyństwa?

              > Podejrzewam, że tak samo ciężko jak z alkoholikiem, który nie widzi nałogu ani
              > problemu i w każdej chwili może przerwać. Pierwszy lepszy przykład który
              > wydaje mi się w miarę adekwatny, choć finisz i trwanie problemu jest znamienni
              > e różne.

              Dobre porównanie, przy czym alkoholik to chociaż mówi "tak wiem musze przerwać, od jutra przertywam" (i czesto mozna to wsadzic miedzy bajki) a ww kobieta (?) "wrr, juz mnie nie kochasz, nie wies zjakie to dla mnie wazne, myslisz tylko o sobie.... wrrrr HAU HAU" ;)

              > Mimo wszystko uważam, że oddalenie się = poddanie się = nie chcę walczyć o ten
              > związek. Celowo napisałam nie chcę zamiast nie mam siły bo uważam
              > , że jeśli pojawia się problem to trzeba przede wszystkim chcieć, czasem i zwró
              > cić się do specjalisty o pomoc.

              TAK, ale żeby chcieć to trzeba czuć, że coś tego faceta łaczy z ta kobitą. Bo jesli jest rozkład to co i po co w tym przypadku ratować? Jeśli dopbrze pamietam to oni nawet slubu nei mieli (starali sie o dziecko przed slubem?)

              > Ina para kaloszy, jeśli druga strona nadal nie
              > widzi problemu, nie chce pomocy, nie chce specjalisty = nie chce zmian. Ile osó
              > b próbuje ratować związek a ile uważa, że już nic więcej nie da się zrobić, gdy
              > tak naprawdę nie zrobili absolutnie niczego? Mowa tu o obu płciach.

              Ciężko się tu niezgodzić.
              Dodałbym tu jeszcze to, że chyba nazbyt często odwiniamy tych którzy odchiodzą, za to że nei podjeli walki. A kto powiedział, że ludzie umieją walczyć, umieją rozmawiać ze sobą, umieją słuchać i mówić? Ludzie najczęściej tego wszystkeigo nie umieją i stąd wiele problemów, problemów których źródłem jest zła komunikacja.


              > > Przede wszystkim to źle się wyraziłem. Zamiast " się oddalił" powinienem
              > napisa
              > > ć "został odstawiony".
              > > Nieistotne dla mnie co było w tekście. Istotne dla mnie jak to wygląda w
              > życiu.
              > > Powtórzę: pełna zgoda, że jesli jest problem to powinno się siąść przy f
              > laszce
              > > i go przegadać. Kwestia czy kobieta z taką obsesją zrozumie?
              >
              > Co rozumiesz poprzez został odstawiony?

              Hasłowo: ona ma w pewnym momencie zaczyna miec w glowie trzy sprawy: zajść w ciążę, zajść w ciążę i zajść w ciążę ewentualnie: dziecko, dizecko, dziecko. Tym samym nie zauważa, podkreślam "nie zauważa" koło siebie swojego, do niedawna kochanego mężczyzny.

              > Bo dla mnie to trochę tak jakby
              > teraz mąż poświęcił się pracoholizmowi a ja i córka zeszłybyśmy na drugi tor.

              O to mniej więcej mi chodziło.


              > M
              > ogę się wkurzać i po pewnym czasie odejść a mogę próbować uzmysłowić mężowi co
              > jest dla nas wszystkich ważne, dla mnie i dla dziecka i czemu Jemu także z czas
              > em będzie z tym źle. Wiem, że teraz trochę wyważam otwarte drzwi i na nowo odkr
              > ywam Amerykę ale dla mnie sprawa jest tak oczywista jak to, że jutro też jest d
              > zień.

              Zaczyna się robić nudno (znów się zgadzamy :) ).
              Walczyć trzeba - jesli jest o co. Ale jeśli sytuacja jest typu "gadał dziad do obrazu", jesli nastąpił "trwały i kompletny rozkład"...
              • nglka Re: O to skutki... 24.05.11, 13:34
                urko70 napisał:

                > Dobre porównanie, przy czym alkoholik to chociaż mówi "tak wiem musze przerwać,
                > od jutra przertywam" (i czesto mozna to wsadzic miedzy bajki) a ww kobieta (?)
                > "wrr, juz mnie nie kochasz, nie wies zjakie to dla mnie wazne, myslisz tylko o
                > sobie.... wrrrr HAU HAU" ;)

                No właśnie :) Pewnie każdy ma inne doświadczenia ale w mojej rodzinie kilka lat trwało, zanim osoba chora uzmysłowiła sobie uzależnienie - a uzmysłowiła sobie dopiero, gdy odstawiła "żeby udowodnić, że nie jest uzależniona" bo miała dość kilkuletniego trucia d.y. Wytrwała bestia.
                Argumenty zawsze się znajdą - grunt, to nie dać się złamać i trwać przy swoim jeśli mamy pewność,że to co się dzieje nie jest normalne - tak uważam. Uciec jest prosto....

                > TAK, ale żeby chcieć to trzeba czuć, że coś tego faceta łaczy z ta kobitą. Bo j
                > esli jest rozkład to co i po co w tym przypadku ratować? Jeśli dopbrze pamietam
                > to oni nawet slubu nei mieli (starali sie o dziecko przed slubem?)

                No to wracamy do pktu wyjścia - po hugo "robili" sobie dziecko... ale nie Oni pierwsi i nie ostatni...

                > Ciężko się tu niezgodzić.
                > Dodałbym tu jeszcze to, że chyba nazbyt często odwiniamy tych którzy odchiodzą,
                > za to że nei podjeli walki. A kto powiedział, że ludzie umieją walczyć, umieją
                > rozmawiać ze sobą, umieją słuchać i mówić? Ludzie najczęściej tego wszystkeigo
                > nie umieją i stąd wiele problemów, problemów których źródłem jest zła komunika
                > cja.

                Inaczej. Uważam, że człowiek ma prawo nie widzieć że błądzi (inaczej by nie błądził) i ja tutaj jednak skłaniam się ku tezie że ktoś, kto nawet nie podejmuje próby wyciągnięcia swojej Połówki z drogi niszczącej związek - sam się do tego zniszczenia przyczynia. Nie uważam, że kobieta jest bez winy bo każda racjonalnie myśląca babka nie zmienia się w bezmózgowca po ciąży... ale gdzieś tu jest jakiś problem z komunikacją w obie strony. Wydaje mi się że mało jest osób totalnie opornych na argumenty za to sporo jest uprzedzonych do strony argumentującej i to uprzedzenie z czegoś wynika. Jak są tak obustronnie uprzedzeni to ani kobieta nie chce zrozumieć ani facetowi nie zależy, by zrozumiała.

                > Hasłowo: ona ma w pewnym momencie zaczyna miec w glowie trzy sprawy: zajść w ci
                > ążę, zajść w ciążę i zajść w ciążę ewentualnie: dziecko, dizecko, dziecko. Tym
                > samym nie zauważa, podkreślam "nie zauważa" koło siebie swojego, do niedawna ko
                > chanego mężczyzny.

                Ok. Ja takich sytuacji nie znam ale wierzę, że istnieją. Mam natomiast mocne wrażenie, że takich kobiet jest zgoła mało a znacznie więcej jest niedomówień, zmęczenia, braku chęci do dokonania zmian w sobie (vide matka, której świat ogranicza się do dziecka - wg ojca) jak i do próby uzmysłowienia komuś, że krzywdzi (vide ojciec, który nie pomaga lub nie wspiera a tylko pretensje ma - wg matki).

                > Zaczyna się robić nudno (znów się zgadzamy :) ).

                :))))
                • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 14:23
                  nglka napisała:

                  > Uciec jest prosto....

                  Oczywiście ale... ale czasem nie ma sensu sie męczyć / walczyć... przykłądowo w sytuacji nie ma dzieci, starają się ale nie wychodzi ale "onej" zaczyna odbijać na tym punkcie. Skupia się TYLKO i wyłacznie na jednym.
                  Znam kilka kobiet dla których dzieci przesłoniły cały świat. Ich mężowie / partnerzy byli zawsze na drugim trzecim miejscu. MOIM zdaniem tam nie było związku / rodziny. Tam była ona "matka polka" dzieci i mąż.

                  > > TAK, ale żeby chcieć to trzeba czuć, że coś tego faceta łaczy z ta kobitą
                  > . Bo j
                  > > esli jest rozkład to co i po co w tym przypadku ratować? Jeśli dopbrze pa
                  > mietam
                  > > to oni nawet slubu nei mieli (starali sie o dziecko przed slubem?)
                  >
                  > No to wracamy do pktu wyjścia - po hugo "robili" sobie dziecko... ale nie Oni p
                  > ierwsi i nie ostatni...

                  Odpowiedź jest prosta, pisałem ją już: ona, bo napadły na nią instynkty, a on bo nie umiał odmówić, nie zdawał sobie sprawy, że to juz nie jest związek, że zaczął być narzędziem do zapłodnienia. Był za słaby i sie rozpadło. To są włąśnie skutki kiedy mężczyzna jest za słaby, kiedy kobieta zaczyna grać pierwsze skrzypce. Znam też inne przyopadki ale to nie miejsce.


                  > Inaczej. Uważam, że człowiek ma prawo nie widzieć że błądzi (inaczej by nie błą
                  > dził) i ja tutaj jednak skłaniam się ku tezie że ktoś, kto nawet nie podejmuje
                  > próby wyciągnięcia swojej Połówki z drogi niszczącej związek - sam się do tego
                  > zniszczenia przyczynia.

                  Zgoda, jednak pod warunkiem, że ta "zdrowa" strona umie podjąć komunikację.
                  Ja wiem, że zaraz ktos moze w powiedzieć, że dorosły powienien umieć i też sie zgodzę, powinien ale powienien to nei to samo co umie.
                  Ludzie naprawdę mijają się w życiu przez nieumiejętną komuniikację.


                  > Ok. Ja takich sytuacji nie znam ale wierzę, że istnieją. Mam natomiast mocne wr
                  > ażenie, że takich kobiet jest zgoła mało a znacznie więcej jest niedomówień, zm
                  > ęczenia, braku chęci do dokonania zmian w sobie (vide matka, której świat ogran
                  > icza się do dziecka - wg ojca) jak i do próby uzmysłowienia komuś, że krzywdzi
                  > (vide ojciec, który nie pomaga lub nie wspiera a tylko pretensje ma - wg matki
                  > ).

                  "niedomówień"..... :):):) dokłądnie o tym powyżej napisałem.

                  NUDNO! ;)
    • reniatoja Piotrze 24.05.11, 12:30
      Ty na wszystkim się znasz. Może mi wyjaśnisz o czym świadczy fakkt, że temat niniejszego watku przeczytalam jako "Co na sutki"
      • piotr_57 Re: Piotrze 24.05.11, 12:36
        reniatoja napisała:

        ...Może mi wyjaśnisz....

        Oczywiście, że tak.
        Jak się nie umie pisać z dwóch wątków to należy pisać z jednego.
        • piotr_57 Re: Piotrze 24.05.11, 12:39
          piotr_57 napisał:

          > Jak się nie umie pisać z dwóch wątków to należy pisać z jednego.

          Oczywiście z dwóch ników :D:D:D
    • rozczochrany_jelonek Re: O to skutki... 24.05.11, 12:41
      sorry , ale gdzie te sutki ? :P
    • htoft Re: O to skutki... 24.05.11, 12:43
      so.pwn.pl/lista.php?co=oto
    • zuczekkruczek Re: O to skutki... 24.05.11, 13:29
      Skoro twój wkład w wychowanie dzieci ograniczał się do dostarczania pożywienia i pieniędzy, a i nie pogardziłeś romansem na boku to czym takie zachowanie różni się od zachowania męża odchodzącego od rodziny (przyjmując, że płaci alimenty i utrzymuje kontakt z dzieckiem)?
      • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 13:35
        zuczekkruczek napisała:

        > Skoro twój wkład w wychowanie dzieci ograniczał się do dostarczania pożywienia
        > i pieniędzy, a i nie pogardziłeś romansem na boku to czym takie zachowanie różn
        > i się od zachowania męża odchodzącego od rodziny (przyjmując, że płaci alimenty
        > i utrzymuje kontakt z dzieckiem)?

        A co ma do rzeczy jego zachowanie?
        A może po latach zrozumiał i juz wie jak to powinno wyglądać?
        • milad.a Re: O to skutki... 24.05.11, 13:37
          Z tego co pisze wynika raczej, że jest dumny z tego jak to wyglądało.
        • zuczekkruczek Re: O to skutki... 24.05.11, 13:39
          No przecież Piotr propaguje taki model "wychowania" i jest dumny z tego.
        • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 13:48
          urko70 napisał:

          > A co ma do rzeczy jego zachowanie?

          Daj im spokój, niech sobie poskaczą, przecież co do meritum, nie mają nic do powiedzenia :D


          > A może po latach zrozumiał i juz wie jak to powinno wyglądać?

          Ja "od urodzenia" wiem jak powinno to wyglądać i nie zamierzam zmieniać zdania :)
          Tyle, że jak słusznie zauważyłeś, nie o tym jest wątek.
          • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 14:28
            piotr_57 napisał:

            > > A może po latach zrozumiał i juz wie jak to powinno wyglądać?
            >
            > Ja "od urodzenia" wiem jak powinno to wyglądać i nie zamierzam zmieniać zdania
            > :)

            No, czasem tak bywa, że wie się jak powinno być ale robi się inaczej.
            ;)
    • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 24.05.11, 14:45
      Mnie tez powala to wywracanie wszystkiego do gory nogami.
      rzeciez ktos musi dac cyca, a ktos musizarobic na utrzymanie.
      Mierzi mnie kazdy facet, ktory odszedl od kobiety kiedy ta byla w ciazy czy pologu. Powinno sie takich kastrowac, by wiecej zla nie wyrzadzali. A i znam takiego, ktory odszedl w pologu zony, bo pragnal "milosci i wolnosci". Wrocil z podkulonym ogonem, kiedy zona znalazla sobie normalnego ojca dla dziecka. Na koniec palnal sobie w leb.
      Nie mowcie chlopom, ze zlo jest dobre, bo ich krzywdzicie.

      PS: Gdyby kobiety nie opiekowaly sie oseskami tak obsesyjnie, umieralby co druginiemowlak i pol forum nie dozylaby dzisiejszego dnia. Niemowlak nie mowi, nie mozna sie z nim porozumiec. Kiedy cos grozi jego zdrowiu mozna uslyszec tylko placz i wykonywac po kolei czynnosc, ktore podejrzewa sie ze sa przyczyna placzu, a moze ich byc kilkadziesiat. Nie rok a trzy czy piec lat trzeba obsesyjnie dbac o dziecko. To mowcie mlodym kobietom i mezczyznom, a nie pieprzycie, ze kobieta winna, bo o seksie zapomniala. Jakby Wam tylek rozerwalo w porodzie(tak, tak, rozrywa sie, sstolec sie oddaje nawet nieswiadomie, wprost do rak poloznej, badz lekarza) to tez byscie o seksie na pare lat zapomnieli.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 15:17
        Nic dodać, nic ując.
        Szczególnie ten fragment do mnie "przemawia" :
        Gdyby kobiety nie opiekowaly sie oseskami tak obsesyjnie, umieralby co drug
        > iniemowlak i pol forum nie dozylaby dzisiejszego dnia. Niemowlak nie mowi, nie
        > mozna sie z nim porozumiec. Kiedy cos grozi jego zdrowiu mozna uslyszec tylko p
        > lacz i wykonywac po kolei czynnosc, ktore podejrzewa sie ze sa przyczyna placzu
        > , a moze ich byc kilkadziesiat. Nie rok a trzy czy piec lat trzeba obsesyjnie d
        > bac o dziecko.

        Ciekaw jestem jak uważasz. Czy to wszystko może zrobić normalny, że tak powiem "przelotowy" facet? Bo, że są tacy którzy to potrafią, to ja wiem. Chodzi mi o to czy to jest norma, czy przypadek? A jeżeli tylko przypadek, to czy ktoś kto zapewnia rodzinie byt, a nie zmienia pieluch, jest gorszym ojcem od tego, który zmienia pieluchy w czasie gdy żona jest w pracy?
        Wiem, że jest więcej możliwości, ale pytam tylko o te dwie, ponieważ pozostałe są społecznie nieakceptowalne.
        • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 24.05.11, 16:11
          "Czy to wszystko może zrobić normalny, że tak powiem "przelotowy" facet?"

          "Przelotowy", znaczy zaangazowany w zarabianie na rodzine, w domu bywajacy przelotem?
          Nie nie bedzie potrafil. Rodzina to tez mini-firma. jesli zadanie nie sa scisle podzielone, to sie firma rozpierdzieli. nie ma tak, ze wszyscy sa dyrektorami i sprzataczkami jednoczesnie. Specjalizacja optymalizuje wyniki. Jedno chucha na oseska, drugie na klienta. Z klienta bedzie mleko dla oseska, dom i pieniadze nastudia. Kazdy robi, to co najlepiej potrafi. Czy ktoś kto

          > zapewnia rodzinie byt, a nie zmienia pieluch, jest gorszym ojcem od tego, który
          > zmienia pieluchy w czasie gdy żona jest w pracy?
          Obydwoje zasluguja na szacunek. Teraz sie mlodym kobietom pomieszalo, bu zyja w dobrobycie, ktory zapewnili im rodzice. Mysl, ze sa na swiecie supermeni co to beda jednoczesnie zarabiab i dzieci nianczyc. najlepiej jeszcze, zeby faceci rodzili. Jak same pojda na swoje, poznaja smak ciezkiej pracy, koszty zdobywania pieniedzy, to dopiero docenia tego co nie dotyka pieluch, ale zapewnia rodzinie byt.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 16:34
            kochanic.a.francuza napisała:


            >
            > "Przelotowy", znaczy zaangazowany w zarabianie na rodzine, w domu bywajacy prze
            > lotem?

            Nie o to mi chodziło:), ale to też dobre. Ja dziele ludzi na "wspaniałych", "przelotowych", i (jak piszesz) ujów". Przelotowy to taki zwykły, niczym nie wyróżniający się facet, ta "szara masa" ze środka.


            > Nie nie bedzie potrafil. Rodzina to tez mini-firma. jesli zadanie nie sa scisle
            > podzielone, to sie firma rozpierdzieli. nie ma tak, ze wszyscy sa dyrektorami
            > i sprzataczkami jednoczesnie. Specjalizacja optymalizuje wyniki. Jedno chucha n
            > a oseska, drugie na klienta. Z klienta bedzie mleko dla oseska, dom i pieniadze
            > nastudia. Kazdy robi, to co najlepiej potrafi. Czy ktoś kto
            >
            > > zapewnia rodzinie byt, a nie zmienia pieluch, jest gorszym ojcem od tego,
            > który
            > > zmienia pieluchy w czasie gdy żona jest w pracy?
            > Obydwoje zasluguja na szacunek. Teraz sie mlodym kobietom pomieszalo, bu zyja w
            > dobrobycie, ktory zapewnili im rodzice. Mysl, ze sa na swiecie supermeni co to
            > beda jednoczesnie zarabiab i dzieci nianczyc. najlepiej jeszcze, zeby faceci r
            > odzili. Jak same pojda na swoje, poznaja smak ciezkiej pracy, koszty zdobywania
            > pieniedzy, to dopiero docenia tego co nie dotyka pieluch, ale zapewnia rodzini
            > e byt.

            Zgadzam się co do słowa.
            To jeszcze powiedz mi, dlaczego(Twoim Zdaniem) na forum, jest taka nadreprezentacja osób, które tego nie wiedzą? A może tylko same siebie okłamują, nie mając kogoś, kto by zadbał o tego "klienta"?
            • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 24.05.11, 17:09
              To jeszcze powiedz mi, dlaczego(Twoim Zdaniem) na forum, jest taka nadreprezentacja osób, które tego nie wiedzą? A może tylko same siebie okłamują, nie mając kogoś, kto by zadbał o tego "klienta"?

              Odpowiedz bedzie nieprzyjemna. Na forum jest nadreprezentacja 20-stek i wolnych 30-stek. Znaja zycie z filmow i reklam. A skoro w filmie czy w reklamie panie pracuja i wygladaja jak prosto z Holiwood, to wydaje sie, ze to proste pracowac w domu i w firmie (najlepiej wlasnej) i byc kobieta zadbana. He, sama taka "madra" bylam. No, na swoje usprawiedliwienie dodam, ze nie bylo netu i zadna ciocia Kochanica, ani dziadek Piotr mi nie doradzali. Mama co prawda doradzal, ale zebym ja tam sluchala.
              Mlode forumowiczki zastanawiaja sie tylko, dlaczego malo na forum dzieciatych, 30-stek, 40-stek, 50-tek. A odpowiedz jest taka, ze to pokolenie pisaloby dokladnie to co ja czy Ty, tylko ze sa zarypane nawalem pracy i na takie luksusy ja FK ani czasu, ani sily nie maja. Jest pare forumowiczek wyjatkow, ale one sa wyjatkowe, jak sama nazwa wskazuje.
              Drugi powod: matki dzisiejszych 20-stek, byly zonami mizoginow, nieszczesliwymi kurami, niezrealizowanymi kobietami, wysmiewanymi przy wszystkich okazjach towarzyskich, zakopleksione i niepewne siebie. Bo takie kobiety produkuje patriarchalny system. To tez nie jest swietlana przyszlosc, wiec mlode szukaja alternatywy.

              A może tylko same siebie okłamują, nie mając
              > kogoś, kto by zadbał o tego "klienta"?

              To tez prawda, ale bardzo okrutna. Alternatywy nie ma. Co wiec pozostaje? Ano taki ukld, ze ja juz zarobie ta kase a ty kochanie chociaz pozmywaj, zebym tylko sama nie byla.
              Calkiem racjonalny wybor, jak sie dobrze przyjrzec. Innych nie ma, no chyba, ze poligamia.
              • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 17:25
                kochanic.a.francuza napisała:

                > Odpowiedz będzie nieprzyjemna.....

                Zgadzam się "po całości".
                Zapiszę sobie po jasnej stronie mocy:)
                • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 17:26
                  Zapiszę sobie Ciebie.....
                  • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 24.05.11, 17:32
                    > Zapiszę sobie Ciebie.....

                    Gdzie?
                    Kartoteki masz? I w jakim fajlu bede tkwic?
      • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 15:30
        kochanic.a.francuza napisała:

        > Mierzi mnie kazdy facet, ktory odszedl od kobiety kiedy ta byla w ciazy czy pol
        > ogu.

        Tak tylko dla formalności: a jesli to była jej wina to facet miał się do niej przykuć?
        A i owszem, osobiście znam parę gdzie ona była w ciąży ale z innym.

        > Powinno sie takich kastrowac, by wiecej zla nie wyrzadzali.

        Ja bym raczej takiego (jak napisałem) nagrodził ale może i masz rację.... i tego który z nią został wykastrować, żeby przypadkiem nie robił kolejnych wychowujących nieswoje.

        > PS: Gdyby kobiety nie opiekowaly sie oseskami tak obsesyjnie, umieralby co drug
        > iniemowlak i pol forum nie dozylaby dzisiejszego dnia.

        Mylisz obsesję z normą.


        > Jakby Wam tylek rozerwalo w porodzie(tak, t
        > ak, rozrywa sie, sstolec sie oddaje nawet nieswiadomie, wprost do rak poloznej,
        > badz lekarza) to tez byscie o seksie na pare lat zapomnieli.

        Seks to nie tylko tyłek - to raz.
        Sporo kobiet po kilku miesiącach wraca do normalnego seksu - to dwa
        Kilka lat bez seksu... a potem dziwują się a dziwują, że chłop zaspokaja naturalna potrzeby gdzie indziej.
        A po jaki wuj w ręce (?) przecież na dole wiadro stoi, poza tym położna nacina i nic sie nie rozrywa, a lekarz... a lekarz stoi z tyłu i jeśli sie nic nadzwyczajnego nei dzieje to nawet nie podchodzi.
        • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 15:50
          Nie poznaję Cię.
          Powalający poziom argumentacji.
          • urko70 Re: O to skutki... 24.05.11, 15:55
            piotr_57 napisał:

            > Nie poznaję Cię.
            > Powalający poziom argumentacji.

            "Sporo" napisałeś....
            • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 16:44
              urko70 napisał:

              > piotr_57 napisał:
              >
              > > Nie poznaję Cię.
              > > Powalający poziom argumentacji.
              >
              > "Sporo" napisałeś....

              A co można odpisać na taki "argument" ? :
              Tak tylko dla formalności: a jesli to była jej wina to facet miał się do niej przykuć?
              A i owszem, osobiście znam parę gdzie ona była w ciąży ale z innym.

              Albo rozmawiamy poważnie o problemie ,albo epatujemy się patologicznymi opowieściami. Na coś trzeba się zdecydować.
              Chcesz rozmawiać poważnie to dookreśl pojęcie "winna", podaj kto uznał jej winę itp.
              A jeśli ona jest w ciąży z innym to po prostu z mężem nie tworzą rodziny, nie ma więc i problemu!!
              • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 12:08
                piotr_57 napisał:

                > > > Nie poznaję Cię.
                > > > Powalający poziom argumentacji.
                > >
                > > "Sporo" napisałeś....
                >
                > A co można odpisać na taki "argument" ? :
                > Tak tylko dla formalności: a jesli to była jej wina to facet miał się do nie
                > j przykuć?
                > A i owszem, osobiście znam parę gdzie ona była w ciąży ale z innym.


                Można pójśc po rozum do głowy, przeprosić i więcej nie uogólniać.
                Prawda, że proste?

                > Albo rozmawiamy poważnie o problemie ,albo epatujemy się patologicznymi opowieś
                > ciami. Na coś trzeba się zdecydować.

                A gdzie tu patologia ?! Ona bardzo chciała więc innemu dała, a mąż dowiedział się znacznie, znacznie później.
                Poza tym to że kobieta w ciąży to nei znaczy, ze wszystko co robi jest fair.

                > Chcesz rozmawiać poważnie to dookreśl pojęcie "winna", podaj kto uznał jej winę
                > itp.
                > A jeśli ona jest w ciąży z innym to po prostu z mężem nie tworzą rodziny, nie m
                > a więc i problemu!!

                Ależ tworzą... tworzą przynajmniej wtedy kiedy ich znałem tworzyli, nie wiem kiedy on się dowiedział.

                • piotr_57 Re: O to skutki... 25.05.11, 12:11
                  Wedle mojej klasyfikacji wypowiedzi - bredzisz.
                  Ale to nie mój problem.
                  • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 13:06
                    piotr_57 napisał:

                    > Wedle mojej klasyfikacji wypowiedzi - bredzisz.

                    I znów mocny argument podajesz, a jaki merytoryczny...

                    No to podtrzymując Twój styl pisania napiszę tak:
                    Mój nauczyciel matematyki w szkole średniej powiedziałby, że to wypowiedź na poziomie ucznia 4 klasy szkoły podstawowej.... specjalnej.
                    • piotr_57 Re: O to skutki... 25.05.11, 14:39
                      urko70 napisał:

                      > piotr_57 napisał:
                      >
                      > > Wedle mojej klasyfikacji wypowiedzi - bredzisz.
                      >
                      > I znów mocny argument podajesz, a jaki merytoryczny...

                      Nie podaję żadnego argumentu, co nietrudno zauważyć.
                      Nie podejmuję dyskusji z ludźmi którzy bredzą.
                      >
                      > No to podtrzymując Twój styl pisania napiszę tak:
                      > Mój nauczyciel matematyki w szkole średniej powiedziałby, że to wypowiedź na po
                      > ziomie ucznia 4 klasy szkoły podstawowej.... specjalnej.

                      Złą szkołę wybrałeś. Ale to też nie moja wina.
                      • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 14:51
                        piotr_57 napisał:

                        > > > Wedle mojej klasyfikacji wypowiedzi - bredzisz.
                        > >
                        > > I znów mocny argument podajesz, a jaki merytoryczny...
                        >
                        > Nie podaję żadnego argumentu, co nietrudno zauważyć.

                        No właśnie wolisz szczeniackie bicie wycieczki osobiste.
                        Nie uchodzi, Waść, nie uchodzi....

                        > Nie podejmuję dyskusji z ludźmi którzy bredzą.

                        Zabawne czego toludziska nie wymyślą w sytuacji braku argumentu.

                        > > No to podtrzymując Twój styl pisania napiszę tak:
                        > > Mój nauczyciel matematyki w szkole średniej powiedziałby, że to wypowiedź
                        > na po
                        > > ziomie ucznia 4 klasy szkoły podstawowej.... specjalnej.
                        >
                        > Złą szkołę wybrałeś. Ale to też nie moja wina.

                        Akurat nazywanie rzeczy po imieniu to mi się w niej podobało.
        • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 24.05.11, 16:21
          "przecież na dole wiadro stoi, poza tym położna nacina i nic sie nie rozrywa, a lekarz... a lekarz stoi z tyłu i jeśli sie nic nadzwyczajnego nei dzieje to nawet nie podchodzi."

          Ta, a ty kobieta? Rodzila?


          > Seks to nie tylko tyłek - to raz.
          Wytlumacz to bohaterowi artykulu.

          > Kilka lat bez seksu... a potem dziwują się a dziwują, że chłop zaspokaja
          > naturalna potrzeby gdzie indziej.

          Wiekszosc kobiet, jak urodzi, to ma "natyralna potrzebe" przespac choc raz cala noc. ja mialam "naturalna potrzebe" uciec na rok gdzies daleko, do zycia, do wolnosci i do zdrowia, bo sie chora chulam. Ale kobiety nie porzucaja swooich dzieci. Tu wlasnie jest linia podzialu miedzy czlowiekiem a ..ujem. Czlowiek opiekuje sie potomstwem, ..uj parszywy pozostawia je na pastwe losu. Wiec nie bron ..ujow parszywych, bo mlodzi mezczyzni czytaja i mysla, ze im sie seks nalezy za sam fakt istnienia. A jak nie ma sesku to tylko doope w troki i wiac. Twoj przekaz jest pozwoleniem na perfidie, zdrade, niedojrzalosc. Mlodzi czytaja i mysla, ze zdradzac, bimbac sobie jest OK. Ze to nowoczesne widziec tylko czubek wlasnego nosa, czy kutasa. Wszystko inne sie nie liczy.
          • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 12:15
            kochanic.a.francuza napisała:

            > "przecież na dole wiadro stoi, poza tym położna nacina i nic sie nie rozrywa, a
            > lekarz... a lekarz stoi z tyłu i jeśli sie nic nadzwyczajnego nei dzieje to na
            > wet nie podchodzi."
            >
            > Ta, a ty kobieta? Rodzila?

            Kwestionujesz, że tak jest?
            Naprawdę sądzisz, że tylko kobiety i to te które rodziły mają wiedzę na ten temat?


            > > Seks to nie tylko tyłek - to raz.
            > Wytlumacz to bohaterowi artykulu.

            Ty, pisząc w kontekście seksu o rozerwanym tyłku sprowadziłaś seks do tyłka, to Tobie to tłumaczę.

            > > Kilka lat bez seksu... a potem dziwują się a dziwują, że chłop zas
            > pokaja
            > > naturalna potrzeby gdzie indziej.
            >
            > Wiekszosc kobiet, jak urodzi, to ma "natyralna potrzebe" przespac choc raz cala
            > noc. ja mialam "naturalna potrzebe" uciec na rok gdzies daleko, do zycia, do w
            > olnosci i do zdrowia, bo sie chora chulam. Ale kobiety nie porzucaja swooich dz
            > ieci. Tu wlasnie jest linia podzialu miedzy czlowiekiem a ..ujem. Czlowiek opie
            > kuje sie potomstwem, ..uj parszywy pozostawia je na pastwe losu. Wiec nie bron
            > ..ujow parszywych, bo mlodzi mezczyzni czytaja i mysla, ze im sie seks nalezy z
            > a sam fakt istnienia. A jak nie ma sesku to tylko doope w troki i wiac. Twoj pr
            > zekaz jest pozwoleniem na perfidie, zdrade, niedojrzalosc. Mlodzi czytaja i mys
            > la, ze zdradzac, bimbac sobie jest OK. Ze to nowoczesne widziec tylko czubek wl
            > asnego nosa, czy kutasa. Wszystko inne sie nie liczy.

            Rozumiem, że masz jakiś problem ale to nie usprrawiedliwia przypisywanie mi czegoś czego nie napisałem. Skup się i potem wróć do tego co pisałem i do swoich tez o kilkuletniej abstynencji seksualnej.
            • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 25.05.11, 14:10
              Nie porzuca sie zony i dzoecka tyko dlatego, ze seksu zabraklo. To glupota. Kto Ci zagwarantuje wieczny seks w nowym zwiazku? W nowym tez moze zabraknac seksu i w kolejnych zwiazkach tez. bedziesz tak zakladal rodziny cale zycie? Ile ich chcesz zalozyc?

              A jesli chodzi o porody t wiedza nie wystraczy, to trzeba przezyc: to upokorzenie bolem, brak kontroli nad wlasnym cialem, jego deformacje. Po takich przezyciach dziura sie goi w pare tygodni, serce dusza potrzebuje wiecej czasu i "lagodzacej masci" w osobie pomocnego meza. Jak maz jest jednym wielkim niepanujacym nad chuciami, stojacym praciem, to sie zwiazek zaraz rozwali. I dla kobiety to w sumie lepiej, ze sie pozbywa pracia, szkoda tylko tych kolejnych, ktore dadza ie nabrac.
              • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 14:21
                kochanic.a.francuza napisała:

                > Nie porzuca sie zony i dzoecka tyko dlatego, ze seksu zabraklo.

                Przeczytaj jeszcze raz o co tu chodzi bo póki co to ni cholery nie wiem skąd się biorą twoje tezy. Mają się one NIJAK do tego co ja pisałem.

                > A jesli chodzi o porody t wiedza nie wystraczy, to trzeba przezyc:

                Powtórzę pytanie: czy kwestionujesz to co napisałem? (że lekarz nawet nie podchodzi jak się nic specjalnego nie dzieje, ze wiadro stoi na dole więc normlanie nei ma potrzeby łapania gówna ręką, że położna nacina i nie ma pęknięć)
                Czy raczej wolisz opowiadać o swoich przezyciach bez związku z tym o czym tu mowa?
                • kochanic.a.francuza Re: O to skutki... 26.05.11, 15:57
                  "Powtórzę pytanie: czy kwestionujesz to co napisałem? "

                  Tak kwestionuje, bo niewiele porodow odbywa sie tak podrecznikowo jak to opisujesz. Nawet jesli tylek profesjonalnie naciety, a kupa w wiadereczku to to nie umniejsza cierpien kobiety. Po to sobie opiekunczego partnera szukamy by byl z nami w tych najgorszych chwilach.

                  Zgadzam sie z Toba w jednym: faktycznie, byc moze nie odpowiadam na to co napisales, bo nie pamietam. Po prostu chcialam wyrazic swoja opinie.
                  • urko70 Re: O to skutki... 27.05.11, 12:31
                    kochanic.a.francuza napisała:

                    > "Powtórzę pytanie: czy kwestionujesz to co napisałem? "
                    >
                    > Tak kwestionuje, bo niewiele porodow odbywa sie tak podrecznikowo jak to opisuj
                    > esz.

                    Moim zdaniem akurat jest dokłądnie odwrotnie, czyli odstępstwa od normalnego porodu są włąśnie odstępstwami czyli mniejszością. Ale gdyby nawet to nadal to wiadro jest na dole, nadal lekarz nie podchodzi jeśli nie ma komplikacji, a krocze po prostu sie rozcina, a potem zszywa.

                    > Nawet jesli tylek profesjonalnie naciety, a kupa w wiadereczku to to nie u
                    > mniejsza cierpien kobiety.

                    Kiedy tu nie mowa o cierpieniach kobiety. Tu mowa o tym jakie masz podstawy do twierdzenia, że to co napisałem jest nieprawdziwe.

                    Poza tym jakie ma znaczenie dla powrotu do normalnej aktywności seksualnej powiedzmy po 6mcach to gdzie ta kupa spadła?
                    A gojenie się krocza to kwestia kilku tygodni, no, miesięcy, a nie tak jak to pisalas kilku lat.


                    > Po to sobie opiekunczego partnera szukamy by byl z nami w tych najgorszych chwilach.

                    Poza tym, ze nie ma to zwiazku z tym o czym piszemy to jest to dla mnie oczywiste.
                    Tak jak oczywiste jest dla mnie to, że ów partner nadal ma potrzeby seksualne, natomiast niezrozumiałem jest dla mnei to, że proponujesz mu kilkuletnią wstrzemięźliwość.


                    > Zgadzam sie z Toba w jednym: faktycznie, byc moze nie odpowiadam na to co napis
                    > ales, bo nie pamietam.

                    Eeeee... nie pamiętasz....., no ale czytać umiesz i zobaczyć poprzedni post możesz...

                    > Po prostu chcialam wyrazic swoja opinie.

                    Ano właśnie. Tylko, ze ta opinia ma się nijak do kilkuletniej abstynencji seksualnej - jaką "zaproponowałaś". Może troszkę inaczej formułuj opinie :)
        • wartosc.energetyczna Re: O to skutki... 24.05.11, 17:49
          urko70 napisał:

          >
          > > Jakby Wam tylek rozerwalo w porodzie(tak, t
          > > ak, rozrywa sie, sstolec sie oddaje nawet nieswiadomie, wprost do rak pol
          > oznej,
          > > badz lekarza) to tez byscie o seksie na pare lat zapomnieli.
          >
          > Seks to nie tylko tyłek - to raz.
          > Sporo kobiet po kilku miesiącach wraca do normalnego seksu - to dwa
          > Kilka lat bez seksu... a potem dziwują się a dziwują, że chłop zaspokaja
          > naturalna potrzeby gdzie indziej.
          > A po jaki wuj w ręce (?) przecież na dole wiadro stoi, poza tym położna nacina
          > i nic sie nie rozrywa, a lekarz... a lekarz stoi z tyłu i jeśli sie nic nadzwyc
          > zajnego nei dzieje to nawet nie podchodzi.

          powiedz proszę że 70 to nie twój rocznik tylko level w WoW
          • urko70 Re: O to skutki... 25.05.11, 12:20
            wartosc.energetyczna napisała:

            > powiedz proszę że 70 to nie twój rocznik tylko level w WoW

            Powiedz proszę, że czasem jednak udaje Ci się odnosić merytorycznie.
    • maitresse.d.un.francais Re: O to skutki... 24.05.11, 15:39
      ale dlaczego głupia?

      obsesja to obsesja, nie zawsze kontrolowalna
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 15:53
        maitresse.d.un.francais napisała:

        > ale dlaczego głupia?
        >
        > obsesja to obsesja, nie zawsze kontrolowalna

        Dobrze, weź sobie głupia w cudzysłów.
        Obsesje, fobie, lęki irracjonalne, są gupie!
        Wynika to wprost z logiki zero jedynkowej. Mądre?-nie ; gupie? - a sama sobie odpowiedz.
        Według mnie wszystko co nie jest mądre jest gupie, po cholerę sobie życie komplikować?
        • maitresse.d.un.francais Re: O to skutki... 24.05.11, 16:05
          p
          > Obsesje, fobie, lęki irracjonalne, są gupie!
          > Wynika to wprost z logiki zero jedynkowej. \

          Właśnie ją zwalczam całe życie.

          Znaczy wszyscy chorzy na cokolwiek są gupi, bo mądrzej być zdrowym?

          Piotruś, mail nie gryzie.
          • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 16:26
            maitresse.d.un.francais napisała:
            >
            > Właśnie ją zwalczam całe życie.
            >
            > Znaczy wszyscy chorzy na cokolwiek są gupi, bo mądrzej być zdrowym?

            Wszyscy mający kłopoty z psychiką, potocznie określani są jako gupi, na wschodzie nazywany "wirowatym" (bez względu na to, na co chorują i co, tak na prawdę, to określenie znaczy). Na tej samej zasadzie każdy bez nogi to "sztajfa", każdy utykający to "kulas", a każdy niedowidzący to "ślepy".
            >
            > Piotruś, mail nie gryzie.

            Ale też i nie leży w piekarni.
            • maitresse.d.un.francais Re: O to skutki... 24.05.11, 16:29
              piotr_57 napisał:


              > Wszyscy mający kłopoty z psychiką, potocznie określani są jako gupi, na wschodz
              > ie nazywany "wirowatym" (bez względu na to, na co chorują i co, tak na prawdę,
              > to określenie znaczy). Na tej samej zasadzie każdy bez nogi to "sztajfa", każdy
              > utykający to "kulas", a każdy niedowidzący to "ślepy".

              No i to jest beznadziejne.
              > >
              > > Piotruś, mail nie gryzie.
              >
              > Ale też i nie leży w piekarni.

              Już parę dni leży, zeschnie się. ;-)
              • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 16:39
                maitresse.d.un.francais napisała:
                >
                > No i to jest beznadziejne.

                To jest upiornie bezwzględne. To jest 'klasyfikacja" na umysłowym poziomie dziecka, a dzieci właśnie takie są.
                > > >

                > Już parę dni leży, zeschnie się. ;-)

                Nieprawda:)
                Dzisiaj dotarł :D
    • karmmi Re: O to skutki... 24.05.11, 18:33
      Chyba wszyscy zapomnieli, że to artykuł o parach borykających się z niepłodnością.
      Wyobrażam sobie kilka lat walki, żalu, seksu na czas. Wyobrażam sobie garście pieniędzy wydane na lekarzy, diagnozy i zabiegi. Wyobrażam sobie upiorne święta, gdzie każda kuzynka, siostra szwagierka trzyma swoje młode na ręku i wyobrażam sobie potężną izolację tych ludzi. Kiedy w końcu coś "zaskoczy" i pojawi się potomek, wyobrażam sobie, że tych dwoje ludzi poza walką, którą wspólnie toczyli przez lata może już nic nie łączyć.
      Obsesja, jaką jest posiadanie dziecka za wszelką cenę, wyniszcza. A to, że pary rozpadają się, gdy pojawia się dziecko, to chyba dyskusja na osobny wątek.
      • piotr_57 Re: O to skutki... 24.05.11, 18:43
        karmmi napisała:

        A to, że pary
        > rozpadają się, gdy pojawia się dziecko, to chyba dyskusja na osobny wątek.

        Ale my nie o tym :)
        Głowna teza wątku jest taka, że:
        1. Ona niepotrzebnie bierze winę na siebie. (Może i dążyła "po trupach" do "mania" dziecka. Zrozumiałbym gdyby z tego powodu od niej odszedł!! ok. Ale gdy już został ojcem, to miał zasrany obowiązek zaopiekować się i nią i dzieckiem).
        2. On okazał się gnojkiem, porzucając żonę z maleńkim dzieckiem.

        Co do całej reszty może i masz rację, nie znam się za mocno na tym.
        • karmmi Re: O to skutki... 24.05.11, 19:58
          Pewnie, że miał obowiązek. Może jednak ona nie chciała tego jego heroizmu i bycia z nią z poczucia obowiązku? To, że się rozstali nie oznacza, że nie zajmuje się nią i dzieckiem. Oboje chyba nie dorośli do tworzenia rodziny, chyba lepiej więc, że się rozstali, tym bardziej, że z tekstu wynikało, że bohaterka nie ma do niego żalu.
          Dojrzała postawa to nie tylko bycie z kimś za wszelką cenę, to również umiejętność dojrzałego rozstania się kiedy nic nas już poza obowiązkiem nie łączy. Facet nie był byle szczawiem, który zmajstrował dziecko i zwiał gdzie pieprz rośnie. Ma dziecko i nie umywa rąk, tyle, że nie może już żyć z matką dziecka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka