sheona5
31.05.11, 22:45
Jak w temacie chyba wykastrowałam faceta, albo to we mnie się coś wypaliło, albo związek się kończy, sama już nie wiem. Poznałam faceta, fajnego, męskiego, zdecydowanego. Przez rok z kawałkiem związek na odległość, dość trudne to było, kilka rozstań i powrotów. Potem spróbowaliśmy wszystko jeszcze raz no i podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu, on się do mnie wprowadził. Wszystko rzucił, wszystko pozmieniał, jesteśmy zaręczeni. A mi się do ślubu nie śpieszy, do dzieci też nie, ostatnio nawet mam jakby coraz mniejszą ochotę na seks z nim. Pracuje głównie w domu, ale ostatnio ma mniej zleceń i niemal wszystkie finanse są na mojej głowie. Czuję się tym nieco zaszczuta, ale to temat na inny wątek. Ogólnie wkopał mnie w dość poważne problemy fiannsowe, które obecnie staram się rozwiązywać jak mogę. Ale mam wrażenie, że jakiegoś takiego szacunku do mężczyzny-myśliwego już we mnie nie wzbudzi. Siedzi w domu, a ja latam załatwiam kombinuje, on niby też, tylko że ostatecznie zwierzynę to ja przynoszę do domu. Do tego w domu wcale nie jest zrobione na błysk, często gęsto to ja muszę go pocieszać. Dużo można pisać, oprócz tego oczywiście mnie kocha, widzę to, bo okazuje to, a nie tylko mówi, stara się jak może. Tylko ja się zaczynam zastanawiać, czy to wszystko rzeczywiście chcę żeby tak wyglądało, czy chcę w tym być. W trudnych, bardzo trudnych momentach jest i był dla mnie ogromnych wsparciem, jako przyjaciel jest wspaniały, dogadujemy się, żartujemy, wspieramy, wierzy we mnie, ale jako mężczyzna... Sama już nie wiem.