Dodaj do ulubionych

Co ja mam zrobic :(((

28.06.11, 01:58
Witam
W sumie to nie jestem mloda mezatka bo po slubie juz 8 lat... ale
Mam 28 lat i od 8 lat w zwiazku.... ale czuje ze wlasnie dzis peklam i juz wiecej nie zniose...
W sumie to niewiem od czego zaczac bo wszystko wydaje sie bardzo skomplikowane... nie chodzi o zadne zdrady ani nic w podobie ... i to chyba jeszcze bardziej komplikuje sprawe.
Wszyscy oceniaja nas za bardzo udane malzenstwo... a mojego meza to juz za aniola normalnie, zawsze grzeczny spokojne itd...
Spory miedzy nami zawsze dotycza tego smaego , podzialu obowiazkow domowych

h i tego ze on nigdy nie ma czasu dla mnie i dla dziecka bo siedzi z nosem ptrzy kompie albo grajac na playstation!
Pracujemy oboje , ja pracuje mniejsza czesc etatu wiec dla mnie naturalna rzecza bylo ze zaczelam go wyreczac w obowiazkach domowych... a on z czasem zaczal wszystko spychac na moje barki...
Mam wrazenie ze czym wiecej mu dam tym on jeszcze wiecej zada... a za to co ma nie powie nawet dziekuje tylko wydaje mu sie ze wszystko sie poprostu nalezy...
To ja zajmuje sie gotowaniem, praniem, sprzataniem, planowaniem, zakupami, i wszytkim innym co dotyczy domu i dziecka... a oprocz tego jeszcze pracuje zwodowo... ON natomiast tylko pracuje, po czym przy chodzi do domku, zjada ciepky obiadek, i pierwsz co robi to wlacza kompa i sprawdza wszystko co oczywiscie trwa pare godzin... jest calkiem nieobecny a czesto jeszcze ma sluchawki na uszach z muzka...
Wieczorem obowiazkowo gierka telewizyjan jakas...
proby rozmowy z nim koncza sie zawsz powazna awantura... bo on poprostu nie potrafi albo nie chec sluuchac... nigdy nie moge wyrazic tego co czuje bo w najlepszym przypadku powie ze przesadazam i go nie rozumiem ze on przychodzi do domu zmeczony... w gorszym przypadku co nastepuje duzo czesciej slysze ze jestem kretynka, idiotka, chora psychicznie...i ze potrafie tylko narzekac...
Jesli chodzi o zmeczenie to slysze to nawet w dni wolne od pracy,,, a o mnie sie nikt nie pyta czy ja jestem zmeczona...
Ostatnio coraz czescie uzywa coraz mocniejszych slow i wybiera to co wie ze najbardziej mnie rani... przykladem jest ze uslyszalam iz chodzi codziennie glodny... chociaz wie ze to nie prawda i wie ze mnie tym zranil bo kulinaria to moja pasja... ja uwielbiam gotowac i obiad jest codziennie i codziennie inny
Caly czas mnie straszy ze mnie zostawi i wtedy zobacze jak mi bedzie ciezko i ze nie dam rady bo on jest dla mnie i tak za dobrym mezem...
za zwrocenie mu uwagi ze to ja dbam o caly dom i oniego slysze tylko ze mam wypie...c i zamknac morde, ze nie moze na mnie patrzec...
Jest mi bardzo ciezko bo caly czas zylam w jakims dziwnym snie ze wszytko sie zmieni i ze to zmeczenie jego powoduje to wszystko.. ale ostatnio czuje ze juz dluzej tego wszystkiego nie wytrzymam... ze juz nie mam sily...i ze nic juz sie nie zmieni
Wszystkie proby rozmow z mojej strony koncza sie niczym bo on i tak nie slucha jest zamkniety w swoim swiecie komputera i tylko to sie liczy... zastrasza mnie ze odejdzie... wmawia ze nie dam rady sama.... powoli probuje mnie izolowac od rodziny z mojej strony... sam nie ma zadnych znajomych i krytykuje mnie gdy ja spotykam moich...
Napisalam ten post bardzo chaotycznie ale naprawde nie wiem od czego tak naprawde zaczac bo problem narasta juz od wielu lat a w zasadzie od samego poczatku... tylko ze ja go chyba wczesniej nie chcialam widziec...
Napisalam bo moze jest ktos w podobnej jak ja sytuacji...
jestem z nim ale sama juz niewiem czy z milosci czy ze strachu ze sama sobie nie poradze??
moze wlasnie mu o to chodzilo zasiac we mnie zwatpienie we wlasne sily , oslabic mnie psychicznie... uzaleznic od siebie?... bo ON doskonale wie ze finanse i mieszkanie nie sa problemem i ze moge odejsc w kazdej chwili...
niewiem co mam dalej zrobic szargaja mna emocje z jednej strony mysle ze moze on sie wreszczie zmieni... zdrugiej nie chce zmarnowac wiecej najlepszych lat mojego zycia z facetem ktory traktuje mnie jak sluzaca, nie szanuje, jest uzalezniony od komputera i od gier... nigdy nie slucha i jest nieobecny duchem:(((
ufff wyzalilam sie
pozdrawiam saffran


Obserwuj wątek
    • mijo81 Re: Co ja mam zrobic :((( 28.06.11, 08:25
      Sama go tego nauczyłaś no i dlatego cię nie szanuje. Ma cię gdzieś i będzie miał. Nie zależy mu na tobie. A ty i tak nic z tym nie zrobisz.
    • sahra11 Re: Co ja mam zrobic :((( 28.06.11, 11:49
      dasz sobie doskonale rade bez niego, tysiace kobiet radzi sobie bez facetow, a teraz to nie ty zajmujesz sie wszystkim? i musisz skakac kolo niego?, nie pozwol mu na to, uwolnij sie od niego, na poczatek nie podawaj obiadkow niech komputer mu zrobi jedzonko i nic nie rob kolo niego, nie rozmawiaj z nim bo szkoda czasu i idz do adwokata, trzymaj sie, pozdrawiam
    • moperra Re: Co ja mam zrobic :((( 28.06.11, 15:59
      Chcialaś dobrze, ale efekt jest taki, że straciłaś całkiem szacunek swojego męża.
      Jesli chcesz ratować swoje małżeństwo, to najwyższa pora zadbać o siebie. Skup się na swojej pracy lub -jeśli nie daje ci ona satysfakcji- poszukaj nowej, zapisz się na interesujący cię kurs, odnów znajomości lub poznaj nowych ludzi, spędzaj aktywnie czas ze swoim dzieckiem (np wycieczki), zadbaj o swoje ciało. Obowiązki domowe wypełniaj tylko na tyle, aby dom nie utoną w brudzie. Nie pierz ubrań męża, nie prasuj ich broń Boże, nie interesuj się, że jest głodny, nie spowiadaj się przed nim ze wszystkiego. Nie zaczynaj rozmów, nie zaczepiaj go najlepiej wogóle. Jeśli o coś zapyta odpowiadaj miło, ale zdawkowo. Jak będzie szukał awantury, to powiedź: "nie mam na to czasu" i wyjdź z domu. Po dwóch tygodniaj (jeśli jest naprawdę twardą sztuką to po miesiącu) zorientuje się, że ma więcej do stracenia i zmięknie.
      Jak już zmięknie to raz na pół roku zrób mu taki "trening" dla utrzymania formy ;)
      Powodzenia
      • mijo81 Re: Co ja mam zrobic :((( 28.06.11, 20:30
        Zazwyczaj nie mięknie ... zazwyczaj jest jeszcze gorzej
    • Gość: Anna Re: Co ja mam zrobic :((( IP: *.nyc.res.rr.com 29.06.11, 01:08
      Ja bym na Twoim miejscu zlozyla pozew o rozwod. Nie ma powodu bys byla w zwiazku z osoba-ktora Cie nie szanuje.
      Masz, gdzie sie wyprowadzic? Nie boj sie zmienic swego zycia zycia, bo maz sie na pewno nie zmieni.
      • saffran Re: Co ja mam zrobic :((( 29.06.11, 02:40
        Ojj
        jest mi tak ciezko... chyba podswiadomie oczekiwalam odpowiedzi w stylu... nie przejmuj sie wszystko sie ulozy... albo on sie zmieni :(((

        ale jak widze ze wszystkie piszecie o tym samym ze on sie nie zmieni...
        wiem ze to jest prawda ale nadal mi w to wszystko trudno uwierzyc... za kazdym razem kiedy uswiadamiam sobie moj problem to przychodza mi do glowy mysli typu przeciez bylo tyle pieknych chwil razem ... czesto mnie przytula i wogule mowi ze kocha... jezdzimy razem na wakacje... a ja glupia nic nie doceniam tylko narzekam

        a potem przychodza inne mysli... tak mowi ze kocha i przytula jak nie narzekasz jak nie krytykujesz jego nalogu... jak nie probujesz zeby wreszczie zaczal dzielic obowiazki i wogule:((((... jak nie potrzebujesz nic od niego... jak nie podrze4bujesz jego czasu i zangazowania w zwiazek:(((
        mysle o wakacjach spedzonych razem i nagle czar tez pryska bo zawsze sprzeczki chociaz zadnych obowiazkow domowych nie ma... ON zawsze idzie metr przedemna jak by byl sam...krytykuje kazdy moj stroj... moj makijaz wszystko... wiecznie cos ze mna nie tak...
        a ja jestem zadbana i ladna kobieta bynajmniej sama i inni mnie tak oceniaja...
        Czasami sobie mysle ze chyba naprawde jestem chora psychicznie ze on ma racje....

        czytalam mnostwo w internecie na ten temat i najprawdopodobniej mam syndrom KOBIETY KOCHAJACEJ ZA BARDZO
        wreszcie to zauwazylam ... chociaz nawet nie wiedzialam ze cos takiego istnieje... przypadkiem trafilam na artykul i odnalazlam tam sama siebie...przeznaczenie??

        wiem ze powinnam odejsc i zakonczyc toksyczny zwiazek... ale nie wiem czy dam rade...tak strasznie sie boje o mojego synka... on mimo wszystko bardzo kocha swojego tate... nie mieszkam w polsce nie mam tu zadnej rodziny ( z przyczyna oczywiscie lubego bo powiedzial ze absolutnie nie pomoze mojemu bratu ktory tak bardzo chcie przyjechac), niewielu znajomych a ci ktorych mam pewnie sie od emnie odsuna bo oni nie znaja przeciez problemu... jestesmy wzorocowym malzenstwem
        boje sie samotnosci...
        boje sie ze tak naprawde nie odejde bo za dwa dni wszystko przemysle i powiem ze nie jest tak zle ze przesadzam i sama szukam problemu i ze w zasadzie jest mi z tym dobrze... do nastepnego razu :((((
        boje sie ze nie odejde ... bo caly czas kocham tego kretyna!!!
        Odpowiadaja na pytanie Ani ... tak mam sie gdzie wyprowadzic i jestem calkowicie niezalezna finansowo.... a wlasciwie ´mieszkanie jest moje i to On musi sie wyprowadzi.... czym straszyl mnie kilkakrotnie a ja plakalam ...aale poznie sie uodpornilam na to i nie pokazywalam zadnych reakcji wiec juz nie straszy...
        zyc sie mi zaczyna odechciewac.... :((((
        • Gość: kasia Re: Co ja mam zrobic :((( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.06.11, 15:00
          Jesteś niezalezna finansowo, masz własne mieszkanie, naprawdę nie rozumiem nad czym sie zastanawiasz? Czy myslisz, ze wasze dziecko będzie szczęśliwe wychowując sie przy nieszczęśliwej mamie i w przyszlości powielając byc może w swoim związku chory uklad. Nikt nikomu nie dal prawa żyć kosztem innych ludzi i chodzi mi tu zarówno o koszta materialne jak i te emocjonalne. Małżeństwo to nie niekoncząca się zabawa, to codzienność i drobiazgi, to gesty i słowa, które koja albo ranią. Szkoda mi ciebie bardzo, ale nie żyj złudzeniami, twój mąż nie zmieni się, bo na ogół dorosli ludzie nie zmieniają się, a nawet z czasem ich wady pogłębiająją się. Jeśli jest szansa na spokojne rozmowy, aby przedstawić swoje oczekiwania wobec drugiej osoby i ewentualna chęć na poprawienie relacji to może i warto zawalczyć, ale jeśli nic takiego nie przejawia twój mąż to czarno to widzę, ale oczywiście zyczę ci jak najlepiej, decyzja nalezy do ciebie.Ja osobiscie najmniej bałabym się tego co inni powiedzą, jak zareagują, to nie ich zycie, poza tym jeśli jest tak jam piszesz to uwierz, ze ludzie dużo rzeczy widzą, tylko nie mówią o tym. A jeśli nie są to tak bliscy znajomi, to co ci po ich zdaniu na twój temat.
        • sahra11 Re: Co ja mam zrobic :((( 29.06.11, 21:31
          Twoj maz to pijawka, ktora zeruje na tobie, wykancza cie psychicznie, przy ludziach pokazuje jaki jest wzorowy a domu poniewiera toba, niech brat przyjedzie i zobaczy jaki naprawde jest twoj maz, ktory chyba chce cie odseparowac od znajomych, rodziny zebys nie mogla sie wyzalic, porozmawiac, zasiegnac porady, zebys wlasnie nie odeszla od niego bo co on zrobi bez ciebie? a ty nie mozesz pomoc bratu? nie rozumiesz pozniej moze byc za pozno, juz boisz sie od niego odejsc bo juz ci wmowil ze suie do niczego nie nadajesz i o to mu chodzi, powaznie sie zastanow jakiego zycia chcesz.
    • Gość: babyboy4 Re: Co ja mam zrobic :((( IP: *.static.sitel.net.pl 29.06.11, 22:11
      Nie łam się słoneczko:) Masz 28 lat, jesteś w pięknym wieku:) dziecko?? to nie problem:) Posłuchaj mnie dziecino, najlepiej jak pojdziesz do psychologa, w każdym mieście jest darmowa instytucja , która pomaga matką w takich sytuacjach:) w moim mieście nazywa się to Centrum Interwencji Kryzysowej. Tam są wspaniali specjaliści, którzy Ci pomogą:) zacznij od tego. Tupnij nogą jak radzą inni, a jeśli to nie pomoże, porostu się rozwiedź!! Jeśli nie wiesz jak, ja napisze ci pozew. Jesteś wspaniała kobietą z tego co piszesz, tylko pozazdrościć takiej małżonki, a Twój mąż to zwykły leser!!!, wyszło szydło z wora..., niestety.... I nie martw się , że zostaniesz sama z dzieckiem! Ja jakiś czas temu poznałem kobietę w Twoim wieku, z siedmioletnim dzieciątkiem, pokochałem tą kobietę i to dziecko i chciałem z nimi być na dobre i na złe, więc uwierz mi że możesz być na-powrót szczęśliwa:) Tyle tylko, czy psychicznie sobie z tym poradzisz, bo moja wybranka nie udźwignęła tego ciężaru, było pięknie do pierwszego małego nieporozumienia i ona się tak zlękła....., że nie dała nam żadnej szansy. gdyby skorzystała z pomocy psychologa to myślę , że dziś ja i ona i to dziecko byli byśmy szczęśliwi:( zacznij od psychologa:) głowa do góry jesteś zajebistą matką, zoną i kochanką pewnie też, tylko masz zjebanego faceta, który się tobą znudził, a też w tym twoja zasługa bo za bardzo się starałaś i dałaś próżniakowi wszystko więc ma wszystko i jest mu dobrze w tej roli!!, życzę szczęśliwego zakończenia:)
      • Gość: babyboy4 Re: Co ja mam zrobic :((( IP: *.static.sitel.net.pl 29.06.11, 22:16
        dodam więcej, poprzedni małżonek mojej wybranki był bardzo podobny, najprzód musiała wszystko przy nim robić, a później doszło do rękoczynów, jak nie chciała ugotować i posprzątać, a to co twój mąż robi w chwili obecnej to początki znęcania sie psychicznego nad Tobą, mowie początki, ale może być gorzej za parę lat. Za to grozi kara z art. 207 kodeksu karnego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka