Dodaj do ulubionych

koniec sielanki..

16.07.11, 22:30

jutro zaplanowany wyjazd na upragniony urlop a ja siedze i rycze...
odbiło mu (niestety nie pierwszy raz) i co usłyszałam? że ja go ograniczam, że jest za dużo zakazów i ze nie ma swobody..
twierdzi, że nie rozstaje sie ze mną, tylko wyprowadza do innego mieszkania. dobrze, krzyżyk na droge, ale co dalej?
zbyt wiele wspólnych, rozgrzebanych spraw utrudnia zerwanie kontaktu. no bo co niby mam zrobić ze wspólnym autem?! na razie impas, auto zepsute, ja mam dowód rej. a on kluczyki.
ja wiem, że to gó...arskie troche, ale on sie własnie tak ostatnio zachowuje.
dzis mielismy zaplanowany wypad za miasto...no i oczywiscie wczoraj MUSIAŁ być w pracy 18 (!! to nie pomyłka, słownie: osiemnaście) godzin, no i dzisiaj MUSIAŁ iść znów do pracy. oczywiście, ze kodeks pracy ma w d..ie bo to współwłasciciel, ale jakieś granice chyba powinny istnieć?!
on sie spakował, ja zostałam sama, jutro wyjezdzamy (nie sami) na urlop. przy czym ja jade napewno, a on to chyba sam jeszcze nie wie.
błagam, nakrzyczcie na mnie!! wyzwijcie od naiwnych idiotek! bo ja gada po prostu kocham i chyba za bardzo sie uzależniłam od niego, trudno to uciąć.

Obserwuj wątek
    • alpepe Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:32
      jak go kochasz, to czemu chcesz go zmienić?
    • palya Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:39
      nie chce go zmieniać
      ale jako dda, mam trudności z zaakceptowaniem alkoholu, a tu mój ukochany codziennie piwko.
      no i nie znosze uczucia, gdy znajduje pustą puszkę wepchniętą pomiędzy ręczniki, czy za wanne.
      jak dzieciak jakis...
      dla mnie jedno piwo, ale CODZIENNIE to już alkoholizm, a jesli dla niego to norma, to niech tę normę dzieli z kimś innym
      • grassant Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:45
        a ileż tego alkoholu jest w jednym piwie?
      • m-kow Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 00:17
        Wybacz, ale to nie jego wina, że jedno z Twoich rodziców było alkoholikiem, Twoje uprzedzenie rozciągane na niego jest też "odbiciem". Wypija jedno piwo dziennie, uwierz mi, nie wprowadza go ono w stan upojenia, zamulenia i nie odrywa od rzeczywistości. Przesadzasz.

        ---
        "Statek coraz bardziej przecieka, pasażerowie jeszcze nie wiedzą, ale pierwszy oficer wie i po cichu ubiera kamizelkę ratunkową. Żeby pasażerowie nie zauważyli nalewającej się wody, to przelewa ją z sali balowej do maszynowni (czyli środki z OFE do ZUSu)." K. Rybiński
        • uleczka_k Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 00:48
          To dlaczego ukrywa puszki po piwie w ręcznikach lub za wanną?
          • m-kow Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 02:18
            Mówimy o jednym piwie dziennie, dla przypomnienia. To porzucenie. Puszka nie jest mu do niczego potrzebna, a ona gdera. Mężczyzna-alkoholik ceni skuteczność, nie mówi sobie "piję wino bo lubię" nawet jeśli to cała butelka przed spaniem, jak to bywa często w wypadku pań.
            W związku z tym mężczyzna-alkoholik nie bawi się "z piwem" bo to męcząca i nieekonomiczna metoda osiągnięcia "nirwany", trzeba się tego opić, latać do łazienki, ciężko to ukryć w domu i jeszcze powinno być w miarę chłodne, bo ciepłe nie nadaje się do picia. Mężczyzna-alkoholik w Polsce stawia na wódkę, która "kotłuje" szybko i skutecznie, a co ważniejsze stan skotłowania daje się podtrzymać potem małymi dawkami dodatkowymi. Reasumując z gościem , który wypija jedno piwo i potrafi sobie odmówić drugiego, trzeciego, czwartego... wszystko przynajmniej pod względem alkoholu jest w porządku.

            ---
            "Statek coraz bardziej przecieka, pasażerowie jeszcze nie wiedzą, ale pierwszy oficer wie i po cichu ubiera kamizelkę ratunkową. Żeby pasażerowie nie zauważyli nalewającej się wody, to przelewa ją z sali balowej do maszynowni (czyli środki z OFE do ZUSu)." K. Rybiński
          • qw994 Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 08:56
            Dlatego, że ona dostaje z tego powodu świra.
        • qw994 Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 08:56
          > Wybacz, ale to nie jego wina, że jedno z Twoich rodziców było alkoholikiem, Two
          > je uprzedzenie rozciągane na niego jest też "odbiciem". Wypija jedno piwo dzien
          > nie, uwierz mi, nie wprowadza go ono w stan upojenia, zamulenia i nie odrywa od
          > rzeczywistości. Przesadzasz.

          10/10
      • raohszana Re: koniec sielanki.. 20.07.11, 13:01
        palya napisała:

        > nie chce go zmieniać
        > ale jako dda, mam trudności z zaakceptowaniem alkoholu, a tu mój ukochany codzi
        > ennie piwko.
        > no i nie znosze uczucia, gdy znajduje pustą puszkę wepchniętą pomiędzy ręczniki
        > , czy za wanne.
        > jak dzieciak jakis...
        > dla mnie jedno piwo, ale CODZIENNIE to już alkoholizm, a jesli dla niego to nor
        > ma, to niech tę normę dzieli z kimś innym
        *
        No to po co się z nim związałaś, skoro aż tak Ci nie pasuje? Zmusili Cię czy z urzędu przyznali?
    • princessjobaggy Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:40
      > odbiło mu (niestety nie pierwszy raz) i co usłyszałam? że ja go ograniczam, że jest za dużo zakazów i ze nie ma swobody..

      Czyli tylko jemu odbilo i nie ma w tym, co powiedzial ani krzty prawdy?
    • mocno.zdziwiona Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:41
      Wcale go nie kochasz tylko jesteś uzależniona. Sama przechodziłam kiedyś przez coś podobnego. Pomogło mi podjęcie nieodwracalnej decyzji i zakomunikowanie jej znajomym :) Potem głupio byłoby się wycofać. Polecam Ci przemyślenie sprawy, spisanie na kartce plusów i minusów i powiedzenie szczerze samej sobie czy w Waszym związku nadal coś Was łączy czy tylko przyzwyczajenie i niechęć odkręcania wszystkiego.
    • fajnajozia Re: koniec sielanki.. 16.07.11, 22:52
      Koniec jakiej sielanki ? Bo ja wiem, czy z Ciebie taka idiotka ? Wszystkie mamy na sumieniu durne zachowania. Zdarza się. Pytanie co dalej i czy przypadkiem teraz nie zachowasz się jak idiotka. Możesz ryczeć i ryczeć. Możesz ryczeć i się wyryczeć w końcu. Możesz też z odrobiną zdziwienia odkryć, że pijący facet wyprowadził się tak sam z siebie. Bingo. Jedź, rycz, baw się dobrze a przed wyjazdem zmień zamki. Dziwne, że tak się wyprowadził sam z siebie i że taki pracowity ... Może miał do kogo się wyprowadzić ? Wiesz takie zachowanie plus irytacja ...
    • lidka_77 a propos pracy 16.07.11, 23:01
      ja mam urlop od poniedziałku i wiesz ile siedziałam w robocie w piątek? od 7mej do 21.45, z przerwą 35 minut po 15tej, bo musiałam cos załatwić na mieście. I Kodeks Pracy to se możesz wiesz co. Jak miał wyjechać to musiał pewnie wszystko pozapinac na ostatni guzik. I pewnie nie tylko w piątek zostawał, ale i wczesniej.

      kobiety nic nie rozumieją ;)
      • palya Re: a propos pracy 16.07.11, 23:27
        rozumiem, ale 18 godzin w pracy to lekkie przegięcie. no i nie jest niezastąpiony, bo sam stwierdził, ze kocha swoją robote i sprawia mu ona przyjemność. no i dzisiaj tez pracował.
        to jest człowiek, który potrafi pracować 12-14 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu bez żadnego wolnego, jakby mógł, to pracowałby też w niedziele.
        może i powinnam się cieszyć, ze pracowity i zaradny. tylko ze on ani grosza do domu nie przynosi. jak zapytałam, co robi z całą wypłatą za takie nadgodziny, oburzył sie, ze mam czelność wypytywać... co nie przeszkadza mu w wyżeraniu jedzonka z lodówki i korzystaniu z mieszkania, za które nie płaci...
        no szok, na własnej krwawicy wyhodowałam zapijaczonego pasożyta, który oburza się na wszelkie uwagi typu: wrzuć łaskawie brudne skarpetki do pralki, bo mam dość zbierania ich po całym mieszkaniu
        • timetotime Re: a propos pracy 16.07.11, 23:34
          palya napisała:


          > no szok, na własnej krwawicy wyhodowałam zapijaczonego pasożyta, który oburza s
          > ię na wszelkie uwagi typu: wrzuć łaskawie brudne skarpetki do pralki, bo mam do
          > ść zbierania ich po całym mieszkaniu


          To czego k...a ryczysz? Poszedł w cholerę? Niech idzie!
          BTW, moim zdaniem te nadgodziny to co innego :D.
        • lidka_77 Re: a propos pracy 16.07.11, 23:36
          on chyba Cię robi w konia, bo mu pozwalasz.
          wiesz..bycie samemu nie jest wcale takie złe. możesz sobie z nim byc, ale na innych zasadach. niech z Tobą nie mieszka i nie żeruje. spotykacie się od czasu do czasu, bierzesz sobie z niego to co potrzebujesz i tyle.
          • grassant Re: a propos pracy 17.07.11, 10:07
            bierzesz sobie z niego to co potrzebujesz i tyle.

            i to są te inne zasady hahahahaha
        • grassant Re: a propos pracy 17.07.11, 10:05
          jakby mógł, to pracowałby też w niedziele.

          a mało ludzi pracuje w niedziele, a nawet 7 dni w tygodniu? kto mu zabrania, że nie pracuje?
        • baba67 Re: a propos pracy 20.07.11, 15:43
          Jak Ty go utrzymywalas to ja bym sie po wyprowadzeniu goscia ryczala, ale ze szczescia..
          Facet ma kase ale sie z malo ze nia nie dzieli ale pasozytuje na innych? Kobito, to jeden z najszczesliwszych dni w Twoim zyciu!
      • palya Re: a propos pracy 16.07.11, 23:33
        aha... i zapomnialam dodać...
        bo w sumie to chodzi o to, ze on z tej pracy nie wrócił do domu, tylko nocował gdzies poza domem i rano, zamiast przyjsc na umówione spotkanie (miał mieć juz wolne, zaplanowalismy cos tydzien wczesniej) to on poszedł do pracy, mimo ze nie musiał i nic pilnego nie było.
        noż boże, jak to czytam to sobie mysle, ze brzmie jak troll, ale to niestety prawda.
        nie pierwszy raz zdarzyło mu sie nocować poza domem, ale generalnie mam to gdzieś, bo ufam mu, ze mnie nie zdradza. (głupia jestem, co?)
        • timetotime Re: a propos pracy 16.07.11, 23:38
          palya napisała:

          > bo ufam mu, ze mnie nie zdradza. (głupia jestem, co?)


          No :D
        • ka-mi-la789 Re: a propos pracy 16.07.11, 23:53
          Owszem, jesteś. Sugeruję, żebyś wzięła kartkę i narysowała wzdłuż przez środek kreskę. Z jednej strony wypisz, za co konkretnie go kochasz (tylko to mają być ściśle określone zachowania, a nie brednie w rodzaju "bo ma to coś", "bo jest między nami chemia", "bo czasem jest miły" i tym podobne), z drugiej - czego w nim nienawidzisz (czyli wszystko to, co wyrzuciłaś z siebie na forum, oraz to, czego nie wyrzuciłaś). Kiedy zobaczysz, że strona "za co kocham" jest idealnie pusta, będzie ci łatwiej podjąć jedynie słuszną decyzję.
          • palya Re: a propos pracy 17.07.11, 00:37
            gdzieś wcieło mój wcześniejszy post
            nic nie jest ani czarne ani białe
            dziś jest źle, ale jutro będzie troskliwym i kochającym facetem, który o mnie niesamowicie dba.
            i tak na zmiane..
            nazywam ten stan hustawką emocjonalną..
            zna moje słabości i wykorzystuje je przeciwko mnie, zna moje marzenie i mami nimi moją duszę...
            • uleczka_k Re: a propos pracy 17.07.11, 00:53
              Czyli nie jest miły, opiekuńczy i czuły tylko rewelacyjnie Tobą steruje, żeby dać Ci odrobinę złudzenia, kiedy uzna, że jest mu to do czegoś potrzebne. Pogoń dziada, bądź konsekwentna. Zobaczysz jak mu rura zmięknie gdy napotka, np. wymienione zamki w drzwiach i Twój chłód oraz zniecierpliwienie gdy przyjdzie spakować resztę swoich rzeczy.
              • palya Re: a propos pracy 17.07.11, 00:55
                też tak myślałam, zażądałam oddania kluczy (zamek niedorabialny)
                część rzeczy juz zabrał
                nie zmiękł
                a ja - idiotka - tęsknię
                • uleczka_k Re: a propos pracy 17.07.11, 01:04
                  Oj, no to trzeba to przecierpieć. Na alkoholowo nie da rady, a to raz byś przecierpiała, przeryczała i potem byłoby już z górki. Samo skojarzenie: ten typ + kac = brak wyrzutów kiedykolwiek.
                • varia1 Re: a propos pracy 17.07.11, 14:14
                  żadnym sposobem nie mogę pojąć gdzie tu była ta "sielanka" o której wspominasz w tytule wątku....
                  musisz się chyba najpierw nauczyć żyć sama ze sobą i nazywać rzeczy po imieniu
                  DDA mają różne problemy, ale kiedy już wiedzą że są DDA to powinni zacząć coś z tym robić, a nie żądać od świata żeby się do nich dostosował
        • ankh_morkpork Tak, jesteś, i to bardzo. 18.07.11, 12:56
          Masz żigolaka-utrzymanka, który Tobą pomiata.

          No ale skoro się go nie pozbywasz, to chyba to lubisz. A skoro masz to, co lubisz, to czemu narzekasz?

          PS. Czy Ty w ogóle samą SIEBIE lubisz i szanujesz chociaż trochę?
    • qw994 Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 09:03
      Przeczytałam cały wątek.
      On cię rzeczywiście lekceważy i na tobie pasożytuje.
      Zarzuty o "zapijaczenie" uważam natomiast za absurdalne. Jeśli jesteś DDA, to idź na jakąś terapię, bo odniosłam wrażenie, że przyjmujesz postawę "jestem DDA, więc zachowuję się tak i tak, a ty MUSISZ to zaakceptować". Otóż nikt nie musi. To ty masz problem.
      • palya Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 16:17
        rozumiem, pewnie jakiś problem ze sobą mam (a kto nie ma?)
        no ale przecież nie ma obowiązku bycia z kimś na siłę. jeśli nie odpowiada mu moje podejscie do sprawy alkoholu (które nie zmieniło sie od samego początku) to po co zaczynał być ze mną i oszukiwał pijąc po kryjomu.
        przecież jest cała masa ludzi, mających jakieś zasady w kwestii związku, np miec/nie mieć dzieci, seks/brak seksu przed ślubem, mieć/nie mieć zwierzątek w domu, wanna/prysznic i masa innych.
        są też ludzie, którzy są skrajnie apodyktyczni w kwestii używek, i co? też się mają leczyć?! otóż nie, jeśli otoczeniu nie pasuje ich postawa, to otoczenie niech się wynosi, a nie narzuca własne zasady.
        nie mam obowiązku bycia z kimś, kto postępuje wbrew mojemu światopoglądowi.
        nie mam obowiązku bycia z kimkolwiek.
        ale pan sobie tego nie potrafi wyobrazic, bo mysli, ze na siłe złamie mój charakter i będzie miał bezwolną kukłę do ru...ia, która w dodatku da mu kase, jak zabraknie na piwo i fajki..

        fakt, macie prawo mnie zjechać w tym wątku, bo mi sie należy za głupote.
        natomiast nie rozumiem dlaczego wspomnienie o dda od razu kwalifikuje mnie na terapie zeby wywołać alkotoleranję. uważam ze jedno piwo dzień w dzień to przesada i już. mam prawo do takiego poglądu. natomiast myśle, ze jedno piwo raz w tygodniu jest ok. a napewno znajdzie sie ktos, kto stwierdzi, ze to też za dużo. ma prawo tak uważać. a jesli komuś nie odpowiadają moje poglądy to nie ma obowiązku ze mną być!

        ufff, ulżyło mi :)
        • qw994 Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 21:38
          Bycie DDA to nie tylko nietolerowanie jednego piwa dziennie... Możesz mieć problemy w każdym następnym związku.
          • lonely.stoner Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 23:06
            przeczytalam caly watek, ciesz sie ze dziad sie wyprowadzil.
            Masz prawo zapytac i wiedziec ile partner zarabia i na co idzie cala wyplata- skoro juz to bylo wszsytko na etapie kupna wspolnego auta. Normalne pytanie, a on to traktuje jak inwigilacje, moze ma cos na sumieniu?? taka szybka wyprowadzka znienacka, nadgodziny w pracy i nocowanie ni z tego ni z owego poza domem- moim zdaniem pewnie ma kogos na boku. Ciesz sie dziewczyno ze sie pozbylas pasozyta :)
        • jesiensredniowiecza Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 09:55
          Postaraj się od niego uwolnić za wszelką cenę. Moim zdaniem facet jest hazardzistą i wszystkie pieniądze przegrywa i dlatego pracuje po 18 godzin.
        • easyblue Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 21:37
          Palya, każdy jest inny i u kazdego inaczej wygląda wpadanie w alkoholizm. Jeden uzależni się bardzo szybko, inny wcale. Ja w ogóle nie mam kaca, nawet jak wypiję masę mocnego alkoholu. Nie mami już. Nie suszy mnie, nie boli głowa. M się śmieje, ze jestem świetnym materiałem na alkoholika.
          Ale gdy brałam leki na uspokojenie serca /barbiturany/ to po 2 tygodniach brania 1 tabletki dziennie, przestały działać a do tego byłam uzależniona!
          Jeżeli Twój chłopak pił 1 piwo dziennie, to żaden alkoholizm raczej mu nie groził. Ty reagowałaś na to złością, bo takie są twoje doświadczenia. Ale to nie znaczy, że twoje obawy są słuszne.
        • ankh_morkpork Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 21:38
          > będzie miał bezwolną kukłę do ru...ia, która w dodatku da mu kase, jak z
          > abraknie na piwo i fajki..

          Już ma taką kukłę.

          > nie mam obowiązku bycia z kimś, kto postępuje wbrew mojemu światopoglądowi.
          > nie mam obowiązku bycia z kimkolwiek.

          Mówisz (piszesz) jedno, a robisz coś dokładnie odwrotnego. Jesteś z kimś, kto postępuje wbrew Twojemu światopoglądowi i traktuje się jak bankomat i gumową lalę w jednym.

          > natomiast nie rozumiem dlaczego wspomnienie o dda od razu kwalifikuje mnie na t
          > erapie zeby wywołać alkotoleranję.

          Na terapię, która pomoże Ci przestać pozwalać innym na traktowanie Cię jak szmatę, która podniesie Twoją samoocenę i poczucie własnej wartości. Żeby ktoś mógł łamać Twój charakter, to musisz jakiś charakter MIEĆ.
    • six_a Re: koniec sielanki.. 17.07.11, 23:23
      nie martw się, przeprosisz pana i pan wróóóóóóóóóci.
      spoksik.
      • ursyda Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 22:19
        i nie daj Boże wróci
        • six_a Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 23:09
          no, wróci, ale przynajmniej kluczyki i dowód rejestracyjny będą razem.
          trzeba widzieć pozytywy. co najmniej jeden pozytyw;)
    • garibaldia sielanka a'la palya 18.07.11, 22:05
      kilka lat temu byłam na tym forum pod innym nickiem.
      zapamiętałam palya jako kobietę użalającą się jak beznadziejnie ją facet traktuje, jaki beznadziejny ma związek, itd

      widzę, że po latach nic się nie zmieniło.
      nie wiem czy to ten sam facet czy już któryś następny ale ty jako osoba stoisz w miejscu.

      proponuję, zebyś poszła na solidną długotrwałą terapię. i zaczęła leczyć siebie a nie facetów obok siebie.
      to ty masz problem, bo zawsze wybierzesz sobie beznadziejnego typa by mieć na kogo narzekac i usprawiedliwiać tym swoją potrzebę taplania się w współuzależnieniu od chorych toksycznych emocji...
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: koniec sielanki.. 18.07.11, 22:50
      > twierdzi, że nie rozstaje sie ze mną, tylko wyprowadza do innego mieszkania. do
      > brze, krzyżyk na droge, ale co dalej?

      Taaa, na bank cię nie zdradza :D

      > zbyt wiele wspólnych, rozgrzebanych spraw utrudnia zerwanie kontaktu. no bo co
      > niby mam zrobić ze wspólnym autem?! na razie impas, auto zepsute, ja mam dowód
      > rej. a on kluczyki.

      Wspólne auto? Rozgrzebane sprawy? Najczęściej to tylko pieniądze. Co dość łatwo rozwiązać rozmawiając rozsądnie i banalnie łatwo jeśli się z finansową stratą godzisz.
    • zapomnialamnika Re: koniec sielanki.. 20.07.11, 12:18
      Ciężko szanować konkubinę, chcesz żeby cię szanowano to sama się szanuj...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka