palya
16.07.11, 22:30
jutro zaplanowany wyjazd na upragniony urlop a ja siedze i rycze...
odbiło mu (niestety nie pierwszy raz) i co usłyszałam? że ja go ograniczam, że jest za dużo zakazów i ze nie ma swobody..
twierdzi, że nie rozstaje sie ze mną, tylko wyprowadza do innego mieszkania. dobrze, krzyżyk na droge, ale co dalej?
zbyt wiele wspólnych, rozgrzebanych spraw utrudnia zerwanie kontaktu. no bo co niby mam zrobić ze wspólnym autem?! na razie impas, auto zepsute, ja mam dowód rej. a on kluczyki.
ja wiem, że to gó...arskie troche, ale on sie własnie tak ostatnio zachowuje.
dzis mielismy zaplanowany wypad za miasto...no i oczywiscie wczoraj MUSIAŁ być w pracy 18 (!! to nie pomyłka, słownie: osiemnaście) godzin, no i dzisiaj MUSIAŁ iść znów do pracy. oczywiście, ze kodeks pracy ma w d..ie bo to współwłasciciel, ale jakieś granice chyba powinny istnieć?!
on sie spakował, ja zostałam sama, jutro wyjezdzamy (nie sami) na urlop. przy czym ja jade napewno, a on to chyba sam jeszcze nie wie.
błagam, nakrzyczcie na mnie!! wyzwijcie od naiwnych idiotek! bo ja gada po prostu kocham i chyba za bardzo sie uzależniłam od niego, trudno to uciąć.