malabart
01.08.11, 23:03
Dobry wieczór.
Potrzebuję dobrego słowa, rady, pocieszenia.
Spędziłam rok z mężczyzną. Podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu - on, ja i mój syn (16 miesięcy). Wszystko było nad wyraz piękne. Miał kontakt z dzieckiem, czule się zajmował, troszczył, słowem wymarzony facet. Między nami cudownie. Chciał byśmy zamieszkali razem. Wcześniej spędzałam z synem kilka tygodni u niego i nie było ani jednej zwady. Tydzień po przeprowadzce spytałam co jest nie tak? Bo nie widzi dziecka, nie pomaga w niczym... Usłyszałam, że doszedł do wniosku iż nie jest gotowy by być tatą dla mojego dziecka, że to go przerasta... Do cholery jasnej, jak można dojść do takiego wniosku w tydzień??? Jak można podjąć tak ważną decyzję w tak krótkim czasie? Czy ktoś może mi to wytłumaczyć? Według niego mamy inne wizje związku, więc może jemu chodziło o ciągłą sielankę a gdy przyszło zderzenie z rzeczywistością to się wycofał? I muszę tkwić w jego domu jeszcze tydzień do przyjechaliśmy jego autem, a do domu daleko... Nie jest łatwo. Łzy jak grochy same ciekną... Może ktoś w tym maczał palce? Nie wiem. Tyle pytań mam i żadnej odpowiedzi. Wyjechać i zapomnieć???