krwawa_orlica
06.08.11, 17:14
Od dziecka jem bardzo niewiele, jestem wybredna. Obiady u rodziny to była dla mnie istna gehenna i stres, kiedyś zwymiotowałam cioci na stół, jak zmuszała mnie do zjedzenia flaków, a w przedszkolu obrzygałam przedszkolankę, kiedy kazała mi zjeść zupę mleczną.
Do tej pory jem bardzo mało ( choć odżywiam się zdrowo, jem mięso, warzywa, owoce), ale najbardziej lubię sama sobie gotować, ewentualnie jak ktoś przy mnie gotuje, imprezy z jedzeniem u rodziny i znajomych nadal mnie stresują, raczej nie jadam w restauracjach.
Dlaczego? Bo tylko ja wykroję sobie każdą żyłkę z kurczaka, czy schabu, a mielone zrobię z samodzielnie kupionego kawała mięska, warzywa porządnie wymyję, a pomidory obiorę ze skórki.
Wszystko jest czyściutkie i świeże.
Byłam teraz na urlopie, ze swoim Połówkiem, jego przyjacielem i dziewczyną owego przyjaciela, za którą delikatnie powiedziawszy nie przepadam, ale nie o tym. Niestety ze względu na moje nawyki żywieniowe po raz kolejny poczułam się zdyskryminowana.
Wycieczka autokarem, zwiedzanie i obiad w restauracji, chwilę potem degustacja wina, więc trzeba było coś zjeść. Pilot zamówił obiad w restauracji, bo cały autokar zgodził się bez problemu na jego propozycję, zupę gulaszową. Ja po pierwsze nie jadam zup, po drugie nie jem mięsa, którego sama nie zrobię. Oczywiście na miejscu wszystko już ładnie przygotowane, wcześniej powiedziałam przedwodnikowi, że ja zamówię co innego, w efekcie kelner nawet do mnie nie podszedł. Poszłam więc ku oburzeniu ogółu, (bo wstałam od stołu, kiedy inni jedli, usłyszałam szepty, że trafiła nam się rozkapryszona panienka) do przewodnika spytać się czy jest szansa zamówienia czego innego.
Oczywiście przewodnik, bardzo miły gościu notabene szybko zadziałał, ale czekałam na swój posiłek jakieś 30 min, więc cała wycieczka już zdążyła zjeść i wrócić do autokaru i cóż, musieli na mnie czekać.
Facet jeszcze wkurzył mnie niemiłosiernie, bo skwitował tylko krótko, że w takich sytuacjach się nie grymasi. (Ergo, dyskryminuje mnie nawet własny chłop, bo nie zamierzam jeść tego co wszyscy)
No dostałam swoje wegetariańskie papu, pożywne ( bo to w restauracjach wydaje mi się najbezpieczniejsze) i wróciłam do autokaru, oczywiście znowu usłyszałam komentarze, że rozkapryszona, i, że jeszcze tyle czekać przez nią trzeba było, no jak śmiała w ogóle zamówić coś innego.
Kolejny przykład, to właśnie zakupy, mieliśmy ze znajomymi gotować wspólnie, ale jak zobaczyłam, że kupują w Biedronce (żeby nie było nie mam nic do Biedronki, sama robię tam zakupy, ale nie mięsa, na Boga) mielone i piersi z kurczaka, oraz jakieś napchane konserwantami fiksy Knorra, to też zrezygnowałam, co oczywiście skwitowano ponownie, że jestem wybredna i rozkapryszona.
Ostatni przykład, smażalnia pstrąga, nie jem ryb, bo jestem na nie uczulona, wszyscy zajadali karpia, ja samą surówkę i jak zawsze spotkałam się z pytaniami znajomych i dziwnymi spojrzeniami, że pewnie znowu wybrzydzam.
Ja wiem, że są wakacje itd, ale dlaczego mam rezygnować ze swojej kuchni? W dodatku wmuszać w siebie coś czego nie toleruję. I co może we mnie spowodować niepożądane efekty uboczne. Dodam, że w ustaleniach przed wyjazdem, wzięłam umyślnie gotowanie na siebie i nie byłby to dla mnie problem. Ale widocznie podjechanie do mięsnego i warzywniaka było dla znajomych nie lada wyzwanie, tak oto ja gotowałam sobie i chłopu, a oni jedli nie zdrowy syf.
Pytanie do niejadków, ludzi na diecie, wegetarian i zdrowoodżywiających się? Też spotykacie się z taką jawną dyskryminacją?