Dodaj do ulubionych

Niejadki, a otoczenie.

06.08.11, 17:14
Od dziecka jem bardzo niewiele, jestem wybredna. Obiady u rodziny to była dla mnie istna gehenna i stres, kiedyś zwymiotowałam cioci na stół, jak zmuszała mnie do zjedzenia flaków, a w przedszkolu obrzygałam przedszkolankę, kiedy kazała mi zjeść zupę mleczną.

Do tej pory jem bardzo mało ( choć odżywiam się zdrowo, jem mięso, warzywa, owoce), ale najbardziej lubię sama sobie gotować, ewentualnie jak ktoś przy mnie gotuje, imprezy z jedzeniem u rodziny i znajomych nadal mnie stresują, raczej nie jadam w restauracjach.

Dlaczego? Bo tylko ja wykroję sobie każdą żyłkę z kurczaka, czy schabu, a mielone zrobię z samodzielnie kupionego kawała mięska, warzywa porządnie wymyję, a pomidory obiorę ze skórki.
Wszystko jest czyściutkie i świeże.

Byłam teraz na urlopie, ze swoim Połówkiem, jego przyjacielem i dziewczyną owego przyjaciela, za którą delikatnie powiedziawszy nie przepadam, ale nie o tym. Niestety ze względu na moje nawyki żywieniowe po raz kolejny poczułam się zdyskryminowana.

Wycieczka autokarem, zwiedzanie i obiad w restauracji, chwilę potem degustacja wina, więc trzeba było coś zjeść. Pilot zamówił obiad w restauracji, bo cały autokar zgodził się bez problemu na jego propozycję, zupę gulaszową. Ja po pierwsze nie jadam zup, po drugie nie jem mięsa, którego sama nie zrobię. Oczywiście na miejscu wszystko już ładnie przygotowane, wcześniej powiedziałam przedwodnikowi, że ja zamówię co innego, w efekcie kelner nawet do mnie nie podszedł. Poszłam więc ku oburzeniu ogółu, (bo wstałam od stołu, kiedy inni jedli, usłyszałam szepty, że trafiła nam się rozkapryszona panienka) do przewodnika spytać się czy jest szansa zamówienia czego innego.
Oczywiście przewodnik, bardzo miły gościu notabene szybko zadziałał, ale czekałam na swój posiłek jakieś 30 min, więc cała wycieczka już zdążyła zjeść i wrócić do autokaru i cóż, musieli na mnie czekać.
Facet jeszcze wkurzył mnie niemiłosiernie, bo skwitował tylko krótko, że w takich sytuacjach się nie grymasi. (Ergo, dyskryminuje mnie nawet własny chłop, bo nie zamierzam jeść tego co wszyscy)
No dostałam swoje wegetariańskie papu, pożywne ( bo to w restauracjach wydaje mi się najbezpieczniejsze) i wróciłam do autokaru, oczywiście znowu usłyszałam komentarze, że rozkapryszona, i, że jeszcze tyle czekać przez nią trzeba było, no jak śmiała w ogóle zamówić coś innego.

Kolejny przykład, to właśnie zakupy, mieliśmy ze znajomymi gotować wspólnie, ale jak zobaczyłam, że kupują w Biedronce (żeby nie było nie mam nic do Biedronki, sama robię tam zakupy, ale nie mięsa, na Boga) mielone i piersi z kurczaka, oraz jakieś napchane konserwantami fiksy Knorra, to też zrezygnowałam, co oczywiście skwitowano ponownie, że jestem wybredna i rozkapryszona.

Ostatni przykład, smażalnia pstrąga, nie jem ryb, bo jestem na nie uczulona, wszyscy zajadali karpia, ja samą surówkę i jak zawsze spotkałam się z pytaniami znajomych i dziwnymi spojrzeniami, że pewnie znowu wybrzydzam.

Ja wiem, że są wakacje itd, ale dlaczego mam rezygnować ze swojej kuchni? W dodatku wmuszać w siebie coś czego nie toleruję. I co może we mnie spowodować niepożądane efekty uboczne. Dodam, że w ustaleniach przed wyjazdem, wzięłam umyślnie gotowanie na siebie i nie byłby to dla mnie problem. Ale widocznie podjechanie do mięsnego i warzywniaka było dla znajomych nie lada wyzwanie, tak oto ja gotowałam sobie i chłopu, a oni jedli nie zdrowy syf.

Pytanie do niejadków, ludzi na diecie, wegetarian i zdrowoodżywiających się? Też spotykacie się z taką jawną dyskryminacją?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:16
      Siedź w domu, ty nie jesteś dyskryminowana, ty jesteś w grupie upierdliwa.
      • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:27
        No i właśnie potwierdzasz regułę, o dyskryminacji.
        • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:29
          krwawa_orlica napisała:

          > No i właśnie potwierdzasz regułę, o dyskryminacji.

          Ja się czuję dyskryminowana przez ciebie jako osoba poprawnie pisząca, bo bez sensu używasz przecinków.

          "Niejadki a otoczenie"
          "regułę o dyskryminacji"

          2* BEZ przecinka
      • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:35
        Zgadzam się z tą opinią.
        Ludzie z reguły maja w d... co kto je, o ile nie utrudnia to życia otoczeniu.
    • kitek_maly Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:19
      Załóż blog nt. swoich mega interesujących problemów życiowych i przestań smęcić na forum.
      • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:28
        To nie czytaj, nikt Ci nie każe.
        • kitek_maly Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:31
          Po prostu nie śmieć.

          PS. Skoro masz taką nerwicę jedzeniową, to powinnaś zawsze zabierać ze sobą kanapki, żeby innym życia nie utrudniać. Proste? Proste.
          • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:34
            Miałam sałatkę z kiełków i własnej roboty bułeczki, ale przed degustacją wina, też chciałam zjeść coś gorącego i pożywnego.
    • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:20
      Z dyskryminacją to się możesz spotkać na obiedzie u znajomych, kiedy NIE ZASTOSUJĄ się do Twoich próśb w kwestii menu.

      Tak, byłaś upierdliwa, 30 osób na ciebie czekało. Raz w życiu mogłaś zjeść coś nie takiego, od tego się nie umiera.
      • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:26
        Jak bym to zjadła, to zarzygałabym połowę autokaru i dopiero byłoby wesoło.
        • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:28
          krwawa_orlica napisała:

          > Jak bym to zjadła, to zarzygałabym połowę autokaru i dopiero byłoby wesoło.

          I oczywiście nie mogłaś ustalić z przewodnikiem PRZEDTEM, że jesz co innego.
          • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:32
            No napisałam, że ustaliłam, przewodnik, powiedział, że nie ma problemu. Mało tego jak przyszliśmy do restauracji, to zagadał z kelnerem, żeby przyjął ode mnie zamówienie indywidualnie, ale kelner o mnie zapomniał. Ponieważ zniknął mi z pola wiedzenia, a resztą nie mogłam się dogadać po angielsku ( no to nie było w Polsce), to poszłam do przewodnika się przypomnieć.

            A i wcześniej czekaliśmy 40 min na dwie paniusie, które zapływały się w basenie i jakoś nikt słowa na ich temat nie powiedział, ale, że ktoś śmie zjeść coś innego, to już psy można na nim wieszać.
            • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:37

              > A i wcześniej czekaliśmy 40 min na dwie paniusie, które zapływały się w basenie
              > i jakoś nikt słowa na ich temat nie powiedział

              Może to były gwiazdy socjometryczne?
            • kora3 Twoje nawyki, Twoja sprawa - zrozum to 06.08.11, 18:27
              Ok, kelner zawalił, bez dwóch zdań, ale skoro widziałaś, że przyjmuje zamówienie zbiorowe, odchodzi zamówic je w kuchni i nie wraca do Ciebie za chwilke, to było samej zadbać o swoje zarcie, a nie czekać, aż przewodnik zrobi "afere w kuchni" :) Swooja drogą, rozumiem, ze kelner tam był? Bo za co "kuchnia" miałaby zebrać "aferę"?:) Kucharz miał się osobiscie fatygować do Ciebie?

              Podobna sytuacja zdarzyła mi sie kilka razy, na wycieczkach właśnie. Powiedziałam, ze zamówie coś innego, wziełam karte i ....kelner zapomniał o mnie, poszedł obsługiwac innych na sale. Przywołałam go spojrzeniem, przeprosił i zdazyłam zamowic na tyle wczesnie, ze zadnej afery nie było i nikt nie musiał na mnie czekać.
              • krwawa_orlica Re: Twoje nawyki, Twoja sprawa - zrozum to 06.08.11, 18:46
                Ok ten główny kelner, który mówił po angielsku gdzieś zniknął. :-/
                Były za to kelnereczki, ale nijak nie mogłam się z nimi dogadać, po węgiersku trudno trochę, no to poszłam do przewodnika, żeby nie przedłużać jeszcze bardziej.
                KPW? ;)
                • kora3 Re: Twoje nawyki, Twoja sprawa - zrozum to 06.08.11, 19:15
                  Obsługa w wegierskich restauracjach najczesciej mówi po niemiecku, ale ok, nie musisz znac zadnego jezyka, od tego masz przewodnika. Tylko dlaczego poszłaś do niego po tak długim czasie, skoro wiedzialas, że czas ucieka, a ty jesazcze zamówienia nie złozyłąś?
            • policjawkrainieczarow Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 04:10
              > A i wcześniej czekaliśmy 40 min na dwie paniusie, które zapływały się w basenie
              > i jakoś nikt słowa na ich temat nie powiedział, ale, że ktoś śmie zjeść coś in
              > nego, to już psy można na nim wieszać.

              nie bylo mnie na tej wycieczce, ale moge sie o co chcesz zalozyc, ze czesc osob byla podku...ona i komentujaca, bo sami chetnei by zjedli coinnego niz zupe gulaszowa, ale majac swadomosc, ze jak kazdy se zacznie zamawiac co innego, to do wieczora z tej restauracji nei wyjdo, zgodzili sie na to, co wiekszosc. A potem i tak musieli czekac.
        • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:34
          Ty może zgłoś się do lekarza? Rzyganie, bo zjadło się zupę, chyba nie jest całkiem normalne.
          • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:39
            Tak reaguję od dziecka, jeśli jem coś czego nie lubię, a zup nie toleruję.
            Ciekawe czy Ty byś nie rzygała, jeśli kazano by Ci zjeść bycze jądra, albo noworodki?
            • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:42
              krwawa_orlica napisała:

              > Tak reaguję od dziecka, jeśli jem coś czego nie lubię, a zup nie toleruję.
              > Ciekawe czy Ty byś nie rzygała, jeśli kazano by Ci zjeść bycze jądra, albo nowo
              > rodki?

              Gdzie się jada noworodki?
              • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:47
                Taki przykład, żebyście zrozumiały jak obleśne może być dla mnie jedzenie, czego czego nie znoszę.
                • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:50
                  krwawa_orlica napisała:

                  > Taki przykład, żebyście zrozumiały jak obleśne może być dla mnie jedzenie, czeg
                  > o czego nie znoszę.

                  Obleśny nie jest tu właściwym słowem. Radziłabym terapię.
            • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:43
              Jedzenie zupy jako zamiennik noworodkożerstwa. Boskie!:D
              • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:46
                No właśnie tak sobie wyobrażam sobie coś czego nie lubię.
                • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:47
                  Ty chyba naprawdę masz problem.:/
    • moonogamistka Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:21
      Nie, nie spotykam sie, bo jestem asertywna i sorry mam w d... co inni mysla o moich decyzjach i wyborach.
      Mysle, ze jestem jak Ty, z szynek obcinam tluszczyk- mielone to dla mnie takie , ktore- zmiela kawalek miesa, wybrany przeze mnei - przy mnie. Brzydze sie nieznanego futru z tacek. I mam to gdzies. I rob swoje:-)
      Pozdrawiam:-)
      • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:23
        moonogamistka napisała:

        > Nie, nie spotykam sie, bo jestem asertywna i sorry mam w d... co inni mysla o m
        > oich decyzjach i wyborach.

        i że 30 osób musi na ciebie czekać?
        • moonogamistka Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:33
          wina kuchni:-D
    • marguy Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:25
      orlica,
      zgadzam sie z tym, ze zdrowe odzywianie sie jest bardzo wazne, jednak z tego co napisalas wynika, ze maniakalnie przeginasz.
      Masz niezdrowe podejscie do jedzenia jako czynnosci. Podswiadomie czujesz to i chyba sama nie akceptujesz tego stanu rzeczy. Wynik jest taki, ze w krytycznych momentach obwiniasz caly swiat tylko nie siebie.

      Jesli nie chcesz narazac sie na "szykany" ze strony grupy jedz na wakacje indywidualnie. Grupa cie nie szykanuje z powodu twoich manii tylko dlatego, ze zaklocasz program wyjazdu. Jasne?
    • berta-death Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:29
      Też mi się wydaje, że to bardziej upierdliwość z twojej strony niż dyskryminacja ze strony otoczenia. Jak się jest w grupie to nie ma możliwości, żeby spełnić wymogi każdej osoby z osobna. Zrobiłby się taki chaos i bałagan, że nikt z niczym by nie zdążył. W sytuacji kiedy wiesz, że będzie problem z posiłkiem taki jak ci odpowiada, bo najprawdopodobniej będziesz w mniejszości, to bierze się kanapki na drogę i herbatę do termosu.
    • josef_to_ja Mamy coś wspólnego ze sobą 06.08.11, 17:31
      Czasem mam podobne nawyki
    • six_a Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:33
      ja to rozumiem, ale gdybym była uczulona/niejedząca czegoś, to nie marudziłabym, że grupa zamawia gulasz albo kupuje mielone w biedronce. niech jedzą co chcą, a Ty powinnaś mieć ze sobą wałówkę własną na ciężkie do przewidzenia przypadki jak to, że w pstrągarni będzie do żarcia tylko pstrąg;)
      • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:37
        Toż ja nic nie mówiłam, tylko zamówiłam co innego, w sklepie też nic nie mówiłam, tylko powiedziałam, że ja zakupy zrobię gdzie indziej, a z przewodnikiem też ustaliłam, że zjem coś innego.
        Właśnie ja nic nie mówiłam, tylko robiłam swoje, a otoczenie komentowało, mimo, że specjalnie im to nie przeszkadzało.
        • moonogamistka Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:38
          K_O Ty badz soba i kichaj reszte:-)))
        • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:38
          No tak, czekanie na ciebie na pewno nikomu nie przeszkadzało.
          Chyba rozumiem otoczenie i coś mi się wydaje, że problem wcale nie w tym jak się odżywiasz.
        • maitresse.d.un.francais Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:39

          > Właśnie ja nic nie mówiłam, tylko robiłam swoje, a otoczenie komentowało, mimo,
          > że specjalnie im to nie przeszkadzało.

          Bo mieli temat do plot!

        • six_a Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:47
          no tak, ale widzisz, jeśli mieliście coś w planie, a Twoje czynności to COŚ zakłóciły, to powinnaś rozumieć, że nie ma to nic wspólnego z Twoim byciem niejadkiem. wyszło akurat tak, że musieli tylko na Ciebie czekać albo szukać innego sklepu, w którym mogłaś zrobić zakupy.

          obcą grupę bym przeprosiła, chyba że brak zamówionej diety był winą organizatora, wtedy bym wsiadła na przewodnika;), a swoim znajomym w ogóle bym nie robiła takich siupów, tylko kupiła coś jadalnego dla siebie w tym samym sklepie.
        • wartosc.energetyczna Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:32
          krwawa_orlica napisała:

          > Toż ja nic nie mówiłam, tylko zamówiłam co innego, w sklepie też nic nie mówiła
          > m, tylko powiedziałam, że ja zakupy zrobię gdzie indziej, a z przewodnikiem też
          > ustaliłam, że zjem coś innego.
          > Właśnie ja nic nie mówiłam, tylko robiłam swoje, a otoczenie komentowało, mimo,
          > że specjalnie im to nie przeszkadzało.

          ale co, obcy ludzie wytykali cię paluchami bo jadłaś sałatkę zamiast ryby?
          jesteś pewna że jedzenie to twoja jedyna mania? :)
    • kochanic.a.francuza Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:36
      A firma turystyczna nie slyszala nigdy o wegeterianach, tudziez Arabach, aergikach itp? Ludzie maja inne nawyki. Profesja organizatora turystyki, dla wlasnego dobra, powinna bys przewidujac a w tej kwestii. Ale skoro nie mozesz liczyc na firme to icz na siebie i nastepnym razem powiadamiaj przewodnika z wyprzedzeniem KILKU dni, ze nie jadasz miesa. Nie byloby problemu, gdyby wiedzial, zamowilby cos dla Ciebie wczesniej.
      Kiedys widzialam jak w samolocie grupa kilku Arabow dostala inne niz wszyscy menu, mimo, ze byl wybor miedzy wolowina a bodajrze ryba.
      • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:42
        No właśnie, wszystko jest do załatwienia, jeśli się to dobrze zorganizuje.
        Też widywałam sytuacje, gdy na wyjazdach wegetarianie dostawali inne posiłki i jakoś nie było problemu.
      • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:45
        Ale ja wszystko załatwiłam z przewodnikiem, ale kelner po prostu o mnie zapomniał, mimo, że przewodnik zwrócił mu na mnie uwagę, dopiero za drugim razem jak poszłam do przewodnika, ten zrobił aferę w kuchni, że nie dostałam jedzenia i , że nikt do mnie nie podszedł.
    • facettt Nie taki (gust), a otoczenie.... 06.08.11, 17:38
      a otoczenie - to lepiej nie mowic :)
      • mesz Re: Nie taki (gust), a otoczenie.... 06.08.11, 17:50
        trochę się czuje nagabywana czy nie wiem jak to nazwać, w tym sensie, że jestem bardzo szczupła - nie odchudzam się, po prostu dużo biegam i ogólnie jestem ruchliwa, a poza tym jem niewielkie porcje - po prostu nie lubię dużo jeść - wolę mało i co 2 godziny. Ilekroć siedzę z kimś przy stole i jem, słyszę - jedz więcej, taka chudziutka jestes, czemu nie jesz, no zjedz jeszcze.... masakra:-/
        • alienangel Re: Nie taki (gust), a otoczenie.... 06.08.11, 17:53
          A to chyba już taki polski zwyczaj - no jedz, weź dokładkę, czemu tak mało jesz?
          Tak jakby człowiekowi język i ręce ucięło i nie mógłby sam wziąć dokładki lub o nią poprosić, gdyby chciał. Masakra.
    • alienangel Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 17:46
      Walnęłaś esej na temat swojego sposobu odżywania się i zrobiłaś z tego problem, tak naprawdę z pupy wzięty. Jeśli w życiu też odstawiasz takie ceregiele związane ze swoim sposobem odżywiania się, to się ludziom nie dziw.
      Mam taką terrorystkę jedzeniową w rodzinie i powiem Ci, że kiedy nas odwiedza, to bywa śmieszno-strasznie.
    • zawsze-soffie Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:03
      Mam mieszane odczucia co do tego postu.

      Również jestem bardzo wybredna i również jestem niejadkiem. Od zawsze w towarzystwie zmagam się z kazaniami po tym jak odmówię zjedzenia czegoś.( Nie rusza mnie to bo moja odmowa nijak się ma do innych)

      Raz na wakacjach nie jadałam wielu posiłków "stołówkowych" przez co opiekunka latała za mną i mi anoreksję wmawiała. ( nawet moją mamę powiadomiła) A mnie po prostu wiele rzeczy nie smakowało. Dziwiło mnie to, ze się tak zruca bo:
      - Nikt przeze mnie nie " cierpiał"! Nie życzyłam sobie żeby osobno gotować dla mnie tylko kupowałam sobie jedzenie na mieście.
      - Te średnio tragiczne posiłki jadłam może nie ze smakiem ale tragedii nie było - przeżyłam.

      Wybacz ale dla mnie 30 osób czekających ty jedna dostaniesz to co chcesz to trochę przegięcie....trzeba umieć ponosić konsekwencję swoich dziwactw. Myślę, też że spośród tych 30 osób znalazłoby się parę dla których ten posiłek nie był szczytem marzeń..ale zjedli.

      Przykro mi ale faktycznie trochę pojechało księżniczka z fochami. Tak więc może daruj sobie TAKIE wypady...bo jesteś kłopotliwa. Twój facet ma rację w takich sytuacjach się nie grymasi.

      A tak w ogóle jakiej reakcji się spodziewałaś? Ktoś kto ponosi nieprzyjemne konsekwencje twoich dziwactw to ma skakać z radości?
    • sumire Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:04
      trochę tu chyba zabrakło obustronnej chęci współpracy.
      miałam faceta weganina, który nawet w jadalni schroniska górskiego recytował listę rzeczy dla niego niejadalnych i istotnie potrafił dezorganizować życie otoczeniu, zwłaszcza że lubił krzywić się z obrzydzeniem na widok czyjegoś kotleta czy pstrąga, a poczęstowany czymś, czego sam nie ugotował, grzebał w tym widelcem podejrzliwie.
      ja sama unikam mięsa, ale w pewnych sytuacjach wolę na chwilę odłożyć na półkę moje jedzeniowe antypatie i dostosować się do sytuacji, bo szkoda z tak banalnej przyczyny psuć humor sobie i innym. tak przynajmniej mi się wydaje...
      • doral2 Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:22
        najwyraźniej orlicy nigdy bieda ni głód w oczy nie zajrzały.
        jak zajrzą, to i tłustą szynkę z żyłami, ze smakiem zje, aż jej się uszy będą trzęsły.
        • triismegistos Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 01:26
          Ludzinę też się jada z głodu, ale to żaden powód, by wydziwiać, że się jej nie je.
    • kora3 Nie :) 06.08.11, 18:17
      krwawa_orlica napisała:
      >
      > Pytanie do niejadków, ludzi na diecie, wegetarian i zdrowoodżywiających się? Te
      > ż spotykacie się z taką jawną dyskryminacją?


      Z zadną dyskryminacją się nie spotykam:) Nie jadam miesa od wielu lat, nie wszystkie potrawy bezmiesne lubie (np. nie znosze naleśników na słodko), ale nie robię z moich kulinarnych wyboró cyrku i nie jestem oscentacyjna.
      Wybacz, ale ma wrazenie,z e Twoje kłopoty wynikneły włąsnie z tego, choć moge się mylić.

      Jesli na jakimś przyjeciu, czy podczas jakiegos posiłku nie jesteś honorowym hosciem, to korona z głowy nie spadnie, jesli przypomnisz zawczasu o swoich gustach kulinarnych. Mówisz, ze kelner nawet do Ciebie nie podszedł. No to trzeba było samej ruszyc pupe, albo wysłać swego "połowka", żeby załatwił sprawe, a nie siedziec i czekac nie wiadomo na co. Wszak skoro wiesz, ze nie zamówiłas, to niby co miałby ci przyniesc?

      Jane, ze kelner p[owienin pamietac, skoro mu powiedziano raz, ale jesli widzisz ze zapomniał, a nie jeste,ś głową państwa, to chybanie jest czymś strasznym "przyupomnieć się". ?

      Nawiasem mówiac, pogratulowac faceta. Skoro zna twoje nawyki zywieniowe, to powinien je szanowac i zadbać o ciebie, a nie radosnie pomaszerowac za znajomymi. No, ale przedstawinie w Biedronce było niepotrzebne. Zamiast strofowac reszte, było sobie kupic to, co jest dla Ciebie jadalne, zrobić sobie i zjesc, a reszta jak chce :)
    • disa Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:24
      mam prawie identycznie jak Ty
      otoczenie mnie akceptuje ;]
      • kora3 Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:28
        disa napisała:

        > mam prawie identycznie jak Ty
        > otoczenie mnie akceptuje ;]
        >


        bo to nie o gusta kulinarne chodzi, a o robienie z nich afery i absorbowanie reszty
        • disa Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:39
          ja mam alergie pokarmowe od glutenu, przez owoce, warzywa po laktozę
          + mam natręctwa (mięso nie może mieć kości, żył, skór itd)
          Moi znajomi nie odczuwają tego, czasami się podśmiewują i pytają "nie zabije Cie to?" i pokazują na coś co jem, ale jeśli musieli by czekać na mnie bo jem inne - czekali by. Mój Obecny pamięta na co mam alergie mimo, że mu to powiedziałam kilka lat temu jak byliśmy na stopie koleżeńskiej.
          I powiem tylko tyle, że jeśli ja bym powiedziała Przewodnikowi z wyprzedzeniem, że chcę coś innego to nie ma bata żebym tego nie dostała
          Grupę bym przeprosiła i jeśli nie dało by się wziąć na wynos do autokaru to niestety musieli by czekać.
          • krwawa_orlica Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 18:51
            No niestety po około trzech latach poznaje prawdziwe oblicze swojego faceta.
            Nad tym też muszę się poważnie zastanowić, bo wyłazi z niego ktoś kim nigdy nie był.
            Ale nie będę truć na forum, o facecie, bo to zbyt tendencyjne. :P

            Tak czy siak jestem na etapie myślenia, czy czasem nie skończyć współpracy z owym panem.
            • disa Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 22:17
              a może Ty przesadzasz?
              Ja jak gdzies idę i wiem, że tam nie zjem to albo najadam się wcześniej, albo później, albo dyskretnie zabieram coś swojego i przepraszająco tłumaczę, że mam dietę.

              odkąd umiem mowić NIE nie jadam zup zwłaszcza tych na rosole -w życiu rosołu nie przełknę, a od lat udaje mi się nie robić przykrości innym.
              kwestia podejscia, zrozumienia i obustronnego szacunku - czyli normalne zycie
          • kora3 Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 19:17
            No pewnie, ze musieliby czekać, to i czekali ci ludzie. Ale zawaliła moim zdaniem panna i kelner. Przede wszystkim kelner sklerotyk, ale trzeba było działac, a nie czekać
            • disa Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 22:12
              tu też być może chodzi o stosunek jej do innych
              napisała, że ludziom nie przeszkadzało jak jakies 2 kobiety zasiedziały sie na basenie, a jak na nią czekali to byli źli

              stworzyła dookoła siebie jakąś niezdrową atmosferę

              ja mam bardzo podobnie jak autorka wątku (alergie pokarmowe i obsesje na punkcie jedzenia itd) mnie ludzie tolerują i wręcz są pomocni. Zazwyczaj mówię, że niestety nie mogę TEGO zjeść, a szkoda bo wygląda świetnie. Czasami się sama z siebie śmieje i uprzedzam. Grill jest takim ryzykownym tematem bo nie jem kiełbasy, a mięso marynowane jem tylko jak jest w zalewie z oliwy, a nie oleju ;] Ludzie mi wybaczają ;]
              a mój Mężczyzna nieba by mi uchylił żeby pomóc ... no chyba, że bym zaczęła kapryśnie wydziwiać to by mnie w ucho pacnął ;]

              ogólnie jestem ciężka we współżyciu, ale nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją wręcz przeciwnie... z pomoca ;]
              • kora3 Serdecznie współczuje tej alergii 06.08.11, 22:22
                na pewno jest to uciązliwe. A i pewnikiem moze bywac niezreczne, bo jako osoba uczulona MUSISZ zapytac np. o składniki, czy sposób przyrzadzania. Ale z reguły ludzie na odmienności kulinarne, zwłaszcaa te podyktowane wzgledami zdrowotnymi reagują normalnie, ze zrozumieniem . Dlatego zaskakuje mnie opowiesc watkodawczyni.
                Odnoiosłam takie, moze mylne wrazenie, że oczekuje ona szczególnego zainteresowania sobą w tym temacie (to i miała, tyle, ze negatywne) , a takze dostosowania sie innych do jej upodobań.

                Moze mi sie dostac, ale ja uwazam, ze takie sprawy zwłaszcza w wiekszym gronie typu wycieczka zorganizowana, nalezy załatwiac dyskretnie i samemu o to dbać, czy tez najbliżsi, a nie absorbowac sobą wszystkich. Niedopuszczaalne są dla mnie uwagi, czy grymasy na widok jedzenia innych, które nam nie podchodzi , ktoś tu o takim zachowaniu weganina pisał, czy też krytykowanie czyich gustów kulinarnych podczas zakupów.
                Naprawde bez oscentacji i skupiania na sobie uwagi mozna spokojnie dostac to, co się chce do jedzenia. Wiem to, jako długoletnia wergetarianka lubiąca podróze:)
                • disa Re: Serdecznie współczuje tej alergii 07.08.11, 09:17
                  Alergie są uciążliwe, ale nie mam aż tak, że jak coś zjem to mnie zabije więc znowu nie panikuje a wręcz przeciwne wyznaję zasadę, ze raz na jakiś czas trzeba zjeść w małej ilości coś co cie uczula żeby organizm się nie rozleniwił ;] i tak np. mam alergie na gluten, ale jem zwykły makaron, raz na 3tygodnie jem śniadanie z chlebem itd.
                  Kiedyś z 3-4 lata nie jadłam makaronu i unikałam glutenu, a po porcji makaronu wylądowałam w szpitalu... teraz przyzwyczaiłam organizm i spokojnie mogę sobie go zjeść bez większych skutków. Nie za często, ale jak zjem makaron czy pizze nie umieram ;]

                  "Odnoiosłam takie, moze mylne wrazenie, że oczekuje ona szczególnego zainteresowania sobą w tym temacie" - mam podobne wrażenie
    • znana.jako.ggigus no nie wiem 06.08.11, 18:52
      nie jestem niejadkiem, ale jestem wege i zyje. Na zorganizowanych kolacjach wczesniej dyskretnie zaznaczam odpowiedzialnej osobie, czego nie jem.
      Kiedy ze znajomymi gotuje/kupuje, manewruje, zeby bylo moje jedzenie tez.
      Moze siedzisz z przerazona/obrzydzona twarza i rzucasz sie w oczy? bo wielu ludzi nawet nie wie, czego nie jadam ( a jest tego sporo), chyba ze sama dokonam outingu:
      • lonely.stoner Re: no nie wiem 06.08.11, 20:11
        ja jestem wege, lubie pewne konkretne rzeczy, innych nie znosze, i mam gdziesz ze mnie ktos uzna za rozkapryszona ksiezniczke bo nie zjem tego co wszyscy, troche asertywnosci dziewczyno, nie przejmuj sie tak innymi- to ze ktos zje ze smakiem tlusta zupe gulaszowa i bedzie sie dziwil ze komus nie smakuje i jeszcze ci wytknie ze sie chcialabys co innego - to jest dopiero jakas ulomnosc umyslowa. Co do twojego faceta- to jakas pomylka, dziwne dla mnie- bo moj facet sie troszczy o mnie, i wie ze czegos tam nie zjem bo nie lubie i nigdy mi nie wmawia ze to ze mna cos nie tak, bo wszyscy jedza a ja nie chce.
        Zmien sobie moze w ogole towarzystwo na jakies bardziej rozgarniete, ja jesli sie spotykalam z krytyka co do mojej diety wege to byly glownie imprezy polskie typu wesela gdzie ludzie starszej daty sie dziwili ze jak mozna miesa nie jesc i zyc, i czasem potrafil ktos cos chamskiego powiedziec (na co i ja potrafilam rownie chamsko odpowiedziec heh, nie wzbudzilo to moze sympati ale na sympati takiego barachla mi nie zalezy).
        • krwawa_orlica Re: no nie wiem 06.08.11, 20:21
          Lonely, zastanawiające jest, że tak mało osób wie w ogóle o co chodzi. Towarzystwo nie było moje, a mojego faceta, więc to wszystko wyjaśnia, a z facetem jak pisałam wcześniej, jeszcze jeden taki wybryk(lub temu podobny) i się rozstaniemy, bo jakoś nie zamierzam tolerować takiego zachowania.
          • doral2 Re: no nie wiem 06.08.11, 20:35
            krwawa_orlica napisała:

            > Lonely, zastanawiające jest, że tak mało osób wie w ogóle o co chodzi..."

            bo najwyraźniej należycie do zdecydowanej mniejszości.
            • marzeka1 Re: no nie wiem 06.08.11, 21:46
              Problem nie jest w tym, że jesteś niejadkiem czy jadasz tylko określone rzeczy, ale w tym, w jaki sposób to pokazujesz. Bo np. Kory3, która też jest wega w ogóle jako upierdliwej i histerycznej nie odebrałam. Wpis początkowy to kwintesencja upierdliwości.
            • lonely.stoner Re: no nie wiem 06.08.11, 22:00
              doral2 napisała:

              > krwawa_orlica napisała:
              >
              > > Lonely, zastanawiające jest, że tak mało osób wie w ogóle o co chodzi..."
              >
              > bo najwyraźniej należycie do zdecydowanej mniejszości.

              wydaje mi sie ze pewnie nalezymy do mniejszosci, tylko sedno problemu nie tkwi w tym, alr w tym raczej ze w Polsce jeszcze nie ma czegos takiego jak uwzglednienie - jak ktos wyzej napisal slusznie- ze zdarzaja sie wegetarianie, veganie, muzulmanie, etc. U nas w kraju to nadal jakas nowosc i odbierane jak fanaberia, wszyscy maja jesc rosol, flaki, mielone i pic wodke z kieliszka tak jak kazdy Polak haha co widac zreszta po wpisach na forum- ja bedac na takiej wycieczce autokarowej jak orlica, i przechodzac jakies nieudogodnienia z winy operatora ( bo wczesniej, jak napisala, wyrazila zyczenie ze chce zamowic jakis konkretny posilek) - nie dosc ze dostala jedzenie z ponad 30 min opoznieniem, wiec czekala glodna to jeszcze sie musiala czuc glupio bo to niby z jej winy to cale opoznienie wyniklo. Jakby mnie w UK spotkala taka historia (bo mieszkam w UK) to bym taka usluge reklamowala i pewnie dostala zwrot pieniedzy za cala wycieczke, ktora miala byc czyms milym a okazala sie kolejnym przykrym przezyciem.
              Mnie tez w Polsce wmawiano zebym nie robila fanaberi bo to wielka fatyga przygotowac extra wege posilek na jakims weselu i czy nie moge zjesc 'normalnie' jak wszyscy - nawet jesli bylo wczesniej mowione/ogolnie znane ze jestem wege, to nikomu z takich osob ktore to komentowaly w taki sposob nie wpadlo do glowy ze to oni sa chamscy,stawiajac mnie w tak niwygodnych sytuacjach, tylko niby ja jestem.
              O zachowaniu faceta i znajomych nie wspomne, moze sa malo uswiadomieni a moze maja po prostu bohaterke watku i jej pragnienia gdzies??
              Wszedzie na swiecie idziesz gdzies jesc, i normlane jest ze mozesz byc wege, miec alergie, albo jesc tylko i wylacznie fioletowe jagodki, i nikt sie temu nie dziwi. Moze dlatego ze jest duza multikulturowosc, i to ze dla kogos schabowy i wodka to cos normalnego dla drugiego moze byc nie do przelkniecia jest czyms zwyczajnym.
              • kitek_maly Re: no nie wiem 06.08.11, 22:05
                Tak, bo oczywiście rzecz działa się w Polsce.
                • simply_z Re: no nie wiem 06.08.11, 22:23
                  no właśnie ..rzeczy działa sie na Węgrzech ,tak doczytałam.
              • doral2 Re: no nie wiem 07.08.11, 21:33
                lonely.stoner napisała:

                > doral2 napisała:
                >
                > > krwawa_orlica napisała:
                > >
                > > > Lonely, zastanawiające jest, że tak mało osób wie w ogóle o co chodzi:
                > >
                > > bo najwyraźniej należycie do zdecydowanej mniejszości.
                >
                > wydaje mi sie ze pewnie nalezymy do mniejszosci, tylko sedno problemu nie tkwi
                > w tym, alr w tym raczej ze w Polsce jeszcze nie ma czegos takiego jak uwzgledni
                > enie - jak ktos wyzej napisal slusznie- ze zdarzaja sie wegetarianie, veganie,
                > muzulmanie, etc. U nas w kraju to nadal jakas nowosc i odbierane jak fanaberia,
                > wszyscy maja jesc rosol, flaki, mielone i pic wodke z kieliszka tak jak kazdy ...i tak dalej.."


                wydaje mi się, że jesteście w tak zdecydowanej mniejszości, że już przestajecie być odbierane jako mniejszość, a zaczynacie być odbierane jako dziwadła.
                i w tym chyba wasz cały problem.
                bo cała reszta ludzkości jakoś potrafi się dostosować do grupy i nie truć dupy, tylko nie wy.
    • alpepe Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 22:14
      po postach widać jedno: wychowanie. Gratuluję tym, którzy potrafią się zachować. Reszta w dyplomacji nie pracuje, więc spokojnie może pielęgnować swe...narowy.
      • wartosc.energetyczna Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 19:34
        alpepe napisała:

        > po postach widać jedno: wychowanie. Gratuluję tym, którzy potrafią się zachować
        > . Reszta w dyplomacji nie pracuje, więc spokojnie może pielęgnować swe...narowy
        > .

        zacznij od siebie :)
        • alpepe Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:07
          sobie już pogratulowałam, dzięki za przypomnienie, ale było zbyteczne.
          • wartosc.energetyczna Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:19
            alpepe napisała:

            > sobie już pogratulowałam, dzięki za przypomnienie, ale było zbyteczne.

            jeśli chodziło ci o kulturę w takim wydaniu to rzeczywiście mało kto może się poszczycić :)
            • kitek_maly Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:29
              Ciichooo, to typowe dla wychowanych w duchu ojca, syna i ducha świętego. ;) Miłość do bliźnich i ich poszanowanie rodem z anteny Radia Maryja.
              • wartosc.energetyczna Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:37
                kitek_maly napisała:

                > Ciichooo, to typowe dla wychowanych w duchu ojca, syna i ducha świętego. ;) Mił
                > ość do bliźnich i ich poszanowanie rodem z anteny Radia Maryja.

                nie rozliczam ludzi z religii, niech sobie dogryza. ale jak już wyzywa się ludzi od pind, a w innym wątku chce się koniecznie kultury uczyć to chociaż pod innym nickiem :)
                • kitek_maly Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:41
                  Ale dlaczego nie łączyć tego z religią? Przecież to działa na tej samej zasadzie, o której piszesz. ;) Dwie twarze.
                  Już by się chociaż Alpepe nie przyznawała do tego, że niby w coś tam wierzy, bo kurczę, no wstyd, że takie owoce jej wiara daje. ;)
                  • wartosc.energetyczna Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 20:55
                    kitek_maly napisała:

                    > Ale dlaczego nie łączyć tego z religią? Przecież to działa na tej samej zasadzi
                    > e, o której piszesz. ;) Dwie twarze.
                    > Już by się chociaż Alpepe nie przyznawała do tego, że niby w coś tam wierzy, bo
                    > kurczę, no wstyd, że takie owoce jej wiara daje. ;)

                    bo religia to prywatna sprawa, zawsze mnie irytuje jak np. ateista rozlicza katolika z nieidealnego zachowania, samemu stojąc ponad prawem które narzuca, bo przecież nie wychował się w duchu syna, ojca i ducha świętego. to jakiś taki chwyt dopie...nia się. po co to wyciągać, kiedy nawet nie jest na temat?
                    • kitek_maly Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 21:39
                      Ale to jest na temat, moim zdaniem.
    • real_mayer Re: Niejadki, a otoczenie. 06.08.11, 22:26
      Ale czym się przejmujesz? Zjadłaś? No to niech reszta najedzonych osób też się cieszy, że ma pełne brzuchy. Komentarze osób złośliwych puszczaj bokiem.
    • drie Otoczenie a niejadki 07.08.11, 08:55
      Babski weekend w Hiszpanii. Jest nas 5. Wiadomo, inny kraj chce sie zjesc cos z lokalnej kuchni.
      Przychodzi do wybrania restauracji, baru i zaczyna sie. To zle wyglada, nie wiem co to jest, ja tylko regularny schabowy albo zwykla szynke, makarony. Krewetki absolutnie nie, ryby tej nie znam, itp. itd. Chodzimy wiec od jednej do drugiej restauracji w poszukiwaniu kompromisu. Po godzinie wszyscy sa juz zmeczeni, glodni i zdenerwowani.

      Dyskryminacja czy brak kultury? I u kogo?
      • drie Re: Otoczenie a niejadki 07.08.11, 09:08
        Zjadlam zdanie, ze wybrzydza tylko jedna osoba. :)
    • szironna Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 09:44
      jestem wege od 17 r.ż. Na początku mojej drogi ;) nasłuchałam się trochę o wpływie eliminacji mięsa na moje zdrowie. Ale to od ciotek i życzliwie było. Natomiast moi znajomi akceptują mnie w pełni, nigdy nie słyszałam uwag z ich strony, wręcz przeciwnie - sami z siebie pamiętają i problemów żadnych nie ma. Natomiast jeśli chodzi o spędy z "obcymi" staram się zawsze tak manewrować, by problemu nie było, ale też nie jem tego, czego nie chcę. I jest ok.
      Aha - gdyby ktoś robił problem z mojego stylu żywienia (tylko dla samego gadania) to miałabym to w d... W sytuacji przez Ciebie opisanej wcześniej zadbałabym o danie dla siebie, czyli od razu pognałabym do kelnera a nie czekała aż on podejdzie. Wiadomo, że ludzi sporo do obsłużenia, mógł zapomnieć. Zresztą miewam takie sytuacje, że zapominają - np. na szkoleniach (gdzie wcześniej zaznacza się preferencje jedzeniowe) - i jak na razie obyło się bez fochowania. Kwestia dogadania się przy włączonej opcji uprzejmość.
      Jeszcze jedno - nie wyobrażam sobie, by mój partner nie akceptował mojego stylu odżywiania (i robił jakieś uwagi na ten temat przy wszystkich), gdyż wówczas nie akceptowałby mnie. To działa w obydwie strony zresztą - mój je mięso i ja to akceptuję. Zatem podczas wypadów wszelakich pamiętamy o swoich preferencjach.
    • miu.m Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 19:58
      Trudna jestes i upierdliwa zarazem. Jak masz takie grymasy, to daj sobie spokoj z grupowymi wyjazdami i imprezami, bo zatruwasz zycie wszystkim.

      Gdybym miala takie wymogi jak ty, to ostatecznie wozilabym jedzenie ze soba i zjadala je w tym czasie gdy inni, dyskretnie dajac obsludze duzy napiwek za pusty talerz i sztucce. Mozna byc wegetarianinem, mozna nie jesc roznych rzeczy, ale robienie z tego teatru i sprawianie ze cala grupa czeka na jedna osobe jest zwyczajnym pokazem braku taktu i zlego wychowania.
      • mariela1987 Re: Niejadki, a otoczenie. 07.08.11, 22:09
        moim zdaniem potrzebujesz pomocy. Rozumiem,że masz swoje nawyki żywieniowe ale utrudniasz życie innym ( to po pierwsze), a po drugie to co robisz mi tutaj trochę wygląda na jakiś rodzaj natręctwa. Nie mówię tego, żeby ciebie obrazić ale ja bym sie skonsultowała ze specjalistą..
    • justynabal Re: Niejadki, a otoczenie. 08.08.11, 10:00
      Nie wydaje Ci się, że psycholog mógłby Ci pomóc? Serio, to bardzo uciążliwe- dla Ciebie przede wszystkim( bo codziennie zmagasz się ze swoimi fobiami). Mam pytanie- skąd wiesz, że mięso w Biedronce jest gorszej jakości, niż to w mięsnym? Nieco się orientuję w jego "produkcji" i niestety, ale jest coraz gorzej. W srednio mi znanym mięsnym, czy w markecie na stoisku z obsługą- bałabym się cokolwiek kupić. W pakowanym za to z Biedronki miałabym jeszcze nadzieję, że nie było kilka razy myte a skład jaki jest na opakowaniu, chociaż w części odpowiada stanowi faktycznemu. Tak samo "zielenina"- przecież większość warzywniaków zaopatruje się w hurtowniach/ na giełdach, myślisz, że takie warzywa/owoce są zdrowsze/lepsze niż te z Biedronki? Są oczywiście jeszcze porządne sklepy, gdzie produkty sa wysokiej jakości, ale .... ile ich jest?

      I nie jesteś sterylna, chemia, syf i brud są wszędzie. Nie uciekniesz przed tym, więc zamiast marnowac swoje i innych, zdrowie psychiczne- zejdź na ziemię.
    • stephanie.plum Re: Niejadki, a otoczenie. 08.08.11, 11:45
      miałam niejedną okazję żeby zaobserwować, że istnieje naprawdę wielu ludzi, dla których zawartość talerza bliźniego to temat wielce emocjonujący.
      właśnie spędziłam tydzień na wsi w towarzystwie ukochanych dziadków.
      babcia lat 88: "dziecko, jedz. jedz." do dziadka: "zobacz, co ona ma na talerzu. nic nie ma. no przecież jedz. weź sobie kiełbaski."
      dziadek lat 89: "dokładeczka jest obowiązkowa, sadełko musi się zawiązać."

      wybawieniem jest warujący pod stołem pies.

      chciałabym im powiedzieć "kochani, mam lat prawie czterdzieści. czasy, kiedy mogliście kontrolować, co i ile jem, bezpowrotnie - i na szczęście - minęły."

      ale oni celebrują wspólne posiłki. to dla nich wielka radość.
      więc mój sposób jest taki, że kiedy ich odwiedzam, ja gotuję. są zadowoleni, że taka jestem uczynna, i że pitraszę smacznie. ja mam to, co lubię, i jest mi oszczędzone jedzenie potraw przyrządzonych przez starszych państwa, którzy już słabo widzą, słabo czują i zapominają, że w upale jedzenie powinno się chować do lodówki...

      inny przykład: nie mogę jeść czosnku, pod żadną postacią. zapach potraw doprawionych czosnkiem uwielbiam, ale kiedy poczuję smak, coś w gardle się zaciska i koniec. wymyśliłam, że to jest alergia. zdanie "czy w tej potrawie jest czosnek?" znam we wszystkich możliwych językach. w knajpach nie ma problemu, kiedy mówię, że mam uczulenie, niczego z czosnkiem mi nie dają, bo się boją, że będę miałą jakiś atak. w innych okolicznościach - proszę męża, żeby dyskretnie spróbował podejrzanych potraw, zanim sobie nabiorę. ale w rodzinie...
      za każdym razem, kiedy jestem przeziębiona, pewna bliska mi osoba nie zapomina wtrącić: "widzisz, chorujesz, to dlatego, że nie jesz czosnku. szkoda, naprawdę. gdybyś jadła czosnek, byłabyś odporna". ta osoba zaś choruje częściej ode mnie...

      nigdy nie zjadłabym, ani nie wypiła czegoś, o czym bym wiedziała, że potem to odchoruję (ociekający tłuszczem odgrzewany garmaż, na przykład). mogę gospodarzy serdecznie przeprosić, ale jestem stanowcza.

      wrażenia z drugiej strony barykady są jednak takie, że kiedy ja gotuję i podaję coś w moim mniemaniu wybornego, a ktoś podejrzliwie w tym grzebie i jedzenia odmawia, jest mi autentycznie przykro. ale w życiu nie zniżyłabym się do tego, żeby zmuszać "no jedz, jedz, tak mało zjadłaś".

      myślę, Orlico, że z czasem wyrobisz sobie "strategię na każdą okazję", oraz pewną gruboskórność, która pozwoli Ci nie przejmować się drobiazgami i dyplomatycznie sterować sytuacją tak, żeby oszczędzić przykrości sobie i otoczeniu, jeśli tylko się da. a Połówkowi upitraś prawdziwą ucztę, i kiedy będzie się nią rozkoszował, spokojnie wytłumacz, że tak, masz jedzeniowe dziwactwa. i prosisz, żeby je zaakceptował, bo przecież nie godzą one w niego, wręcz przeciwnie - to dzięki tym dziwactwom tak dobrze gotujesz...
      :~)
    • imbirkowo Re: Niejadki, a otoczenie. 08.08.11, 13:03
      Całkowicie Cię rozumiem. Nie przejmuj się złośliwymi wpisami.
      Ja dodatkowo jem powoli. Zawsze denerwowało mnie kiedy ktoś ekspresowo zjadł przede mną posiłek i patrzył na mnie wyczekująco kiedy tylko skończę swoje danie. Mega mnie to denerwowało, na tyle, że nie byłam w stanie dokończyć swojego jedzenia, pomimo ze byłam głodna. Nie ma nic gorszego niż siedzący nad tobą sęp obserwujący każdy ruch twojego widelca. Tyle że ja (jeśli kogoś nie znam) od razu mowię, ze nie zjem obiadu w 5 minut - i albo ktoś to akceptuje albo odpuszczamy sobie wspólny posiłek. Na szczęście mam koleżankę, która je wolniej ode mnie - także nie jest chyba ze mna tak źle :)

      A jeśli chodzi o wybrzydzanie - ja pod tym względem bardzo dobrze dopasowałam się z moim chłopakiem. On często dzieli się ze mną (np przy większych spędach) tym co lubie najbardziej, a ja jemu z talerza przekazuje to za czym nie przepadam (za niektórymi rodzajami mięsa). Ale z takim przekazywaniem trzeba uważać ;) Kiedyś byliśmy na obiedzie u jego babci, która nie dopuszcza do myśli, że ktos może nie przepadać za otłuszczonym mięsem. Kiedy tylko na chwilkę babcia wyszła do kuchni, ja szybko przerzuciłam moje mięso na talerz mojego lubego. Babcia wróciła z kuchni, zobaczyła, że mięsko już zjadłam, więc z radością dołożyła mi kolejny kawałek, bo przecież skoro mi tak smakuje... błe.
      • zawsze-soffie Re: Niejadki, a otoczenie. 08.08.11, 13:08
        ja myślę, ze twój przykład jest nieadekwatny. No chyba, ze jesz z godzinę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka