Dodaj do ulubionych

mam kochankę

04.03.02, 09:58
mam kochankę, od wczoraj. Po czterech spotkaniach rzuciliśmy się na siebie i
zjedliśmy nawzajem. Teraz chodzę nakręcony jak dzik, wymieniamy dzikie sms-y i
nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, czuję radość, zadowolenie, samczą
satysfakcję, ona jest dzika, ponętna, nie hamuje swojej żądzy, jest genialna w
łóżku, otwarta, rewelacja i to jej ciało !!!

a ożeniłem się z miłości, przed swoją żoną nie miałem żadnej innej kobiety,
wierzyłem, że będąc dla siebie pierwszymi będziemy mieli patent na szczęście.
Trwałem w tym 15 lat (łącznie z chodzeniem przed ślubem), staram się o dom,
jestem dobrym ojcem, gotuję, piorę, sprzątam, biegam z dzieckiem do lekarza jak
trzeba, przynosiłem żonie prezenty bez okazji itd, itp, (no jakieś wady też
mam), ale w seksie nigdy nie było między nami dobrze, ciągle coś tam się
psuło ...

i teraz wy wszyscy, którzy chcecie czarnych słuchać zastanówcie się co wam te
gady wmawiają, miejcie kilka partenerek, kilku partnerów zanim się z kim
zwiążecie, pożądanie i seks są dużo ważniejsze niż kościół pieprzy; i nigdy nie
miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada, a im
starszy wasz wybranek/wybranka tym bardziej nieufnie do dziwic i prawiczków
podchodźcie, po 30. do kasacji, niech się inni męczą, nie wy

wiem, że to piszę ostro, trochę nieprzemyślanie, trochę może za krzywo, ale
takie są moje emocje, ale wiele lat o tym myślałem

pozdro

P.S. z żoną się rozchodzę i to postanowiłem zanim z nową "panną" do łóżka
poszedłem
Obserwuj wątek
    • niewierny błąd się wkradł 04.03.02, 10:02
      niewierny napisał(a):
      > miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada

      to zaleta a nie wada mieć kogoś przed, tak powinno być

      sorki
    • aise_ Re: mam kochankę 04.03.02, 10:17
      biednyś boś idiota
      Jak bedziesz mial 60 lat to zrozumiesz co jest w malżeństwie najważniejsze
      OPRÓCZ seksu, a Twoja panienka już też nie bedzie miała tego boskiego ciała,
      jak sądzę...



      • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:24
        aise_ napisał(a):
        > biednyś boś idiota

        uniżenie dziękuję za komplement
        • aise_ Re: mam kochankę 04.03.02, 10:29
          Prosze bardzo. Jeśli będziesz potrzebował więcej - to służę.
          Smutno patrzeć jak niektórym białko uderza do głowy...

          • niewierny uprzejmie daję Ci ignora Aise_ 04.03.02, 10:32
            aise_ napisał(a):
            > Smutno patrzeć jak niektórym białko uderza do głowy...

            wybacz, ale nie będę miał więcej przyjemności odpowiadać na Twoje odzywki,
            żegnam

            p.s. przekonanie o swojej racji nie zwalnia z uprzejmości
            • aise_ w stosunku do niektórych - zwalnia(n/txt) 04.03.02, 10:49
              • agick Re: aise - bez komentarzy.. 04.03.02, 10:54
                aise_ napisał(a):

                nie ma o czym gadać - niech święci swój tryumf..,
                ciekawe kiedy pojawi się na forum "załamany" i napisze, że kiedyś popełnił
                straszliwy błąd a teraz mu bardzo, bardzo źle...bla bla bla..
                głupich nie sieją, sami się rodzą..
                agick
                • aise_ agick 04.03.02, 11:00
                  dzięki za wsparcie:)
            • Gość: ... Re: uprzejmie daję Ci ignora Aise_ IP: *.talnet.pl 12.03.02, 15:22
              niewierny napisał(a):

              > aise_ napisał(a):
              > > Smutno patrzeć jak niektórym białko uderza do głowy...
              >
              > wybacz, ale nie będę miał więcej przyjemności odpowiadać na Twoje odzywki,
              > żegnam

              Nie przejmuj się,ją właśnie zostawił z tego samego powodu, co ty swoją żonę,
              facet i aktualnie się wyładowuje!
              >
              > p.s. przekonanie o swojej racji nie zwalnia z uprzejmości

      • Gość: vagin Re: mam kochankę IP: *.astercity.net / 10.131.130.* 04.03.02, 11:18
        aise_ napisał(a):

        > biednyś boś idiota
        > Jak bedziesz mial 60 lat to zrozumiesz co jest w malżeństwie najważniejsze
        > OPRÓCZ seksu, a Twoja panienka już też nie bedzie miała tego boskiego ciała,
        > jak sądzę...
        >
        >
        >
        >
        Nic tylko się pod tym podpisać co niniejszym czynię.
        Jarek Vistelli.
        • aise_ dzięki vagin 04.03.02, 11:23
          są jeszcze rozsądni ludzie, którzy nie muszą "słuchać czarnych", żeby wiedzieć
          pewne rzeczy:)
        • Gość: Saskia Re: mam kochankę IP: *.w.club-internet.fr 06.03.02, 19:27
          Ja tez skladam moj podpis pod tymi slowami.
      • Gość: ..... Re: mam kochankę IP: *.talnet.pl 12.03.02, 15:20
        aise_ napisał(a):

        > biednyś boś idiota
        > Jak bedziesz mial 60 lat to zrozumiesz co jest w malżeństwie najważniejsze
        > OPRÓCZ seksu, a Twoja panienka już też nie bedzie miała tego boskiego ciała,
        > jak sądzę...
        >
        >
        Rozumiem, że ty skończylaś 60-tkę?
        >
        >

    • Gość: Ekskoch Re: mam kochankę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 10:20
      skoro zasady są Ci na nic, to dlaczego się rozchodzisz z żoną - nie wygodniej
      ci będzi mieć je obie?
      może to co mówią "czarni" o kłamstwie to też przesada?

      bleeee....
      • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:25
        Gość portalu: Ekskoch napisał(a):
        > skoro zasady są Ci na nic, to dlaczego się rozchodzisz z żoną - nie wygodniej
        > ci będzi mieć je obie?

        nie, bom opisał ostatni etap procesu, który trwał lat 15 właśnie, gdzie po drodze
        było wiele złych rzeczy, a które znosiłem w imię ideałów w które wierzyłem, że
        życie zgodnie z nimi ...
        • Gość: Ekskoch Re: mam kochankę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 10:32
          moim zdaniem bez sensu
          ani prawiczek/dziewica ani "doświadczony/a" nie jest lepszy/a
          to chyba nie powinno być najważniejszym kryterium wyboru

          ważna jest odpowiedzialność za podjętą decyzję i dojrzałość w momencie
          podejmowania jej (decyzja o zawarciu małżeństwa, którą przypieczętowuje się
          przysięgą, że aż do śmierci)
          ważna jest wierność założeniu, które jest na początku, ze małżeństwo będzie
          trwałe

          Pozdrawiam - stara panna, niedziewica

          P.S. co z dziećmi?
          • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:35
            Gość portalu: Ekskoch napisał(a):
            > ważna jest odpowiedzialność za podjętą decyzję i dojrzałość w momencie
            > podejmowania jej (decyzja o zawarciu małżeństwa, którą przypieczętowuje się
            > przysięgą, że aż do śmierci

            no właśnie, podjąłem taką decyzję nie wiedząc co to oznacza, byłem nakarmiony
            ideałami i do śmierci ją podjąłem, ale kilkanaście lat praktykowania tych ideałów
            zmieniły mój punkt widzenia
            • hal9000 Re: mam kochankę 04.03.02, 10:39
              niewierny napisał(a):

              > ...kilkanaście lat praktykowania tych ideałów zmieniły mój punkt widzenia

              Będę z Tobą na dobre i złe aż mi się nie odwidzi :-)
              Polegać można na Tobie jak na Zawiszy. :-)
            • Gość: Ekskoch Re: mam kochankę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 10:40
              fajnie to sobie tłumaczysz
              ale decyzję podjąłeś, musiałeś mieć sporo argumentów na tak w momencie jej
              podejmowania
              co dzisiaj z tymi argumentami?
              czy ten świetny seks tamto przekreśla?
              na ile znasz tą nową panne - czy zdajesz sobie sprawę, ze też ryzykujesz
              nieudany związek?
              czy już do końca życia zamierzasz skakac z kwiatka na kwiatek (dopóki cie będą
              nowe chciały - ha ha !) ?

              no i czy myślałeś wogóle o dzieciach czy dziecku?
              • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:48
                Gość portalu: Ekskoch napisał(a):
                > no i czy myślałeś wogóle o dzieciach czy dziecku?

                aż za dużo,
                wpadliśmy z powodu nieodpowiedzialności żony, bo ona doskonale znała swoje ciało
                i przekonywała mnie, że wtedy było bezpiecznie i nie trzeba prezerwatywy, a jak
                wyszła ciąża to dalej na mnie,
                chciała usunąć co mnie zamurowało i nie byłem sobie w stanie tego wyobrazić i
                stanowczo oponowałem,
                jak się dziecko urodziło to wszystkiemu jestem winien, a ona urodziła i wychowuje
                więc wszystko się jej należy bo ona ma gorzej, ja mam lepiej bom facet, a kobiety
                to tłamszone są...

                i tak to właśnie od z pozoru luzackiego zdania, żem bawidamek i sperma do główki
                mi uderzyła przechodzimy niespodzianie do całego moje posranego życia, gdzie lata
                starań i zabiegów nie odmieniły księżniczki co na księcia czekała ...
                • Gość: Ekskoch Re: mam kochankę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 10:59
                  nie o to mi chodziło
                  przepraszam, że się nieprecyzyjnie wyrażam, ale ty też rozumiesz no opak
                  co teraz z tym dzieckiem?
                  ile ono ma lat - pewnie nie więcej niż 15
                  czy uwzględniasz jego dobro przy podejmowaniu obecnej decyzji o rozstaniu?

                  co do księżniczki, co na księcia czekała - jak czytam takie teksty na ten temat
                  jak twój, to dziekuję Bogu, że narazie nie dał mi tyle desperacji, bym
                  wychodziła za mąż za kogobądź. trudno jest, ale to może ogólnie dobrze.
                  • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 11:02
                    Gość portalu: Ekskoch napisał(a):
                    > co teraz z tym dzieckiem?
                    > ile ono ma lat - pewnie nie więcej niż 15
                    > czy uwzględniasz jego dobro przy podejmowaniu obecnej decyzji o rozstaniu?

                    to mój ból największy, bo nie chciała go i lata awantur znosiłem o ile by nam
                    lepiej było gdyby nie dziecko, teraz jednak przy rozstaniu nie ma mowy, żebym ze
                    mną córka została (6 lat), nie mam szans w sądzie
                    teraz załatwiam im mieszkanie i sobie (blisko) bo nie mam zamiaru tracić więzi z
                    córką, wiem ile mnie to będzie kosztować, ale dzieci się kocha bezwarunkowo
                • hilda_k Re: mam kochankę 04.03.02, 11:05
                  niewierny napisał(a):

                  > aż za dużo,
                  > wpadliśmy z powodu nieodpowiedzialności żony, bo ona
                  doskonale znała swoje ciał
                  > o
                  > i przekonywała mnie, że wtedy było bezpiecznie i nie
                  trzeba prezerwatywy,


                  a ty, oczywiscie nie protestowales, bo uznales, ze to nie
                  twoj problem? nie wiedziales skad sie biora dziec? czy
                  wolales sprawe "zabezpieczenia" zostawic tylko zonie?
                  powiem ci, jesli facet jest odpowiedzialny i wie, ze nie
                  chce zrobic dzidziusia to dmucha na zimne i sie dodatkowo
                  zabezpiecza, nawet gdy kobieta bierze pigulki czy stosuje
                  inne metody antykoncepcyjne. i przynajmniej teraz nie
                  mialbys zmartwien jak wasze dziecko zniesie rozwod

                  >
                  > i tak to właśnie od z pozoru luzackiego zdania, żem
                  bawidamek i sperma do główk i
                  > mi uderzyła przechodzimy niespodzianie do całego moje
                  posranego życia, gdzie la
                  > ta
                  > starań i zabiegów nie odmieniły księżniczki co na
                  księcia czekała ...


                  a jak sie z nia wiazales to byla to oczywiscie zupelnie
                  inna kobieta, tylko tak jakos dziwnie sie zmienila po
                  slubie? narzekasz, ze ona taka be, to dlaczego sie z nia
                  zwiazales???
                  • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 11:19
                    hilda_k napisał(a):

                    > a ty, oczywiscie nie protestowales, bo uznales, ze to nie
                    > twoj problem? nie wiedziales skad sie biora dziec? czy
                    > wolales sprawe "zabezpieczenia" zostawic tylko zonie?

                    koleżanko, może nieprecyzyjnie się wyraziłem - dla mnie to żaden problem używać
                    prezerwatyw, a nie użyłem wtedy bo żona lubiła bez bardziej niż z - chciałem
                    powiedzieć, że dbałem o to co ona lubi

                    > powiem ci, jesli facet jest odpowiedzialny i wie, ze nie
                    > chce zrobic dzidziusia to dmucha na zimne i sie dodatkowo
                    > zabezpiecza, nawet gdy kobieta bierze pigulki czy stosuje
                    > inne metody antykoncepcyjne.

                    kłopot w tym, że to ja tylko dbałem bo jej ciągle coś nie odpowiadało w różnych
                    środkach

                    > a jak sie z nia wiazales to byla to oczywiscie zupelnie
                    > inna kobieta, tylko tak jakos dziwnie sie zmienila po
                    > slubie? narzekasz, ze ona taka be, to dlaczego sie z nia
                    > zwiazales???

                    młody byłem i nawiny, myślałem, że zmieni się, że mnie doceni, moje starania, to
                    jaki jestem i powiem Ci, że tak wiele rzeczy zmieniłem tak jak chciała i to jakoś
                    by działało, gdyby nie dziecko. Przy dziecku tyle nowych obowiązków dochodzi, że
                    pomimo mojego trudu niezadowolenie żony przeszło w fazę stałą. Naturalnie można
                    kalkę zastosować, żem ją w domu zamknął, ale to bzdura. Od lat dziecko ma
                    opiekunkę, żona ma dwa kierunki studiów i jeździ za granicę na stypendia (w
                    tamtym roku jej łącznie 3 miesiące nie było i ja byłem sam z dzieckiem - no
                    problem, ale wracała i huzia na Józia, jak to ona ma źle w życiu). I dopiero jak
                    dziecko miało 4 lata (2 lata temu) wściekłem się. Pojechała na wakacje z
                    dzieckiem, a ja sam zostałem na parę dni i ... poczułem taką ogromną ulgę. Byłem
                    sam i tak dobrze się czułem. Jak zostałem sam z dzieckiem było mi tak dobrze.
                    Żona oczywiście nie raz mnie krytykowała jaki to ja zły jestem aż się krępowałem
                    dziecko przytulić przy niej. Zostałem sam i nie mogłem się dzieckiem nacieszyć,
                    łaziłem za nią jak potłuczony i ciągle ją przytulałem, chwaliłem. Miałem kupę
                    roboty, na pysk padałem ale byłem zadowolny. Wreszcie nikt mnie nie krytykuje,
                    dziecko zadowolone, nakarmione, zdrowe, nic mu się nie stało, weekendy super,
                    zabawy, spacery, kino,
                    wróciła i jazda od nowa ...
                    takie właśnie zdarzenie mi pokazały, że nie chcę z nią więcej być, bo w takim
                    układzie to dziecko więcej się nacierpi i też chcę, żeby nie wyrosła w
                    zakłamaniu, żeby kiedyś miała siłę odejść od kogoś jeśli będzie jej źle
                    • hilda_k Re: mam kochankę 04.03.02, 11:43

                      niewierny, ja nie zamierzam odzegnywac cie od czci i
                      wiary za to, ze masz kochanke. z tego co piszesz wynika,
                      ze po prostu starasz sie na nowo ulozyc sobie zycie z
                      kims z kim jestes (tak czujesz) szczesliwy. to, co mnie
                      zawsze wkurza, to brak wyobrazni i odpowiedzialnosci u
                      ludzi. jak sam zreszta piszesz, jak sie wiazales z zona
                      byles mlody, naiwny. jaka szkoda, ze dopiero po latach
                      czlowiek jest w stanie bardziej umiejetnie ocenic
                      sytuacje, dopiero po "popelnieniu" jakiegos
                      nieodwracalnego w skutkach kroku...a skutki te maja wplyw
                      nie tylko na nas, ale i na innych - czesto bogu ducha
                      winne dzieci. to bardzo smutne i niesprawiedliwe. bo
                      przeciez dziecko niczym sobie nie zasluzylo na los jaki
                      im wspolnie zgotowaliscie. mam nadzieje, ze oboje z zona
                      ulozycie sobie zycie (razem lub osobno) i bedziecie
                      szczesliwi, a wasze dziecko bedzie bardziej od was
                      odpowiedzilane.

                      pozdrawiam i zycze powodzenia
                • Gość: Agniecha Re: mam kochankę IP: *.bresa.com.pl 04.03.02, 13:59
                  niewierny napisał(a):

                  ...lata starań i zabiegów nie odmieniły księżniczki co na księcia czekała ...


                  A może księżniczka ta sama tylko książę okazał się żabą???????
          • Gość: smyk Re: mam kochankę IP: 192.168.0.* 05.03.02, 13:28
            Gość portalu: Ekskoch napisał(a):

            > moim zdaniem bez sensu
            > ani prawiczek/dziewica ani "doświadczony/a" nie jest lepszy/a
            > to chyba nie powinno być najważniejszym kryterium wyboru
            >
            > ważna jest odpowiedzialność za podjętą decyzję i dojrzałość w momencie
            > podejmowania jej (decyzja o zawarciu małżeństwa, którą przypieczętowuje się
            > przysięgą, że aż do śmierci)
            > ważna jest wierność założeniu, które jest na początku, ze małżeństwo będzie
            > trwałe
            >
            > Pozdrawiam - stara panna, niedziewica
            >
            > P.S. co z dziećmi?

            Ekskoch !
            Niewierny zrobi sobie nowe !

    • hal9000 Re: mam kochankę 04.03.02, 10:20
      Aleś się napalił. Poczekaj może aż Ci poziom spermy we krwi się obniży... :-)
      • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:26
        hal9000 napisał(a):
        > Aleś się napalił. Poczekaj może aż Ci poziom spermy we krwi się obniży... :-)

        racja, wiem o tym, ale to pierwszy raz tak, wcześniej to ja tylko po bożemu :-)
    • Gość: Leonardo Re: mam kochankę IP: 212.191.129.* 04.03.02, 10:21
      Nie miej wyrzutow. Jak kiedys ktos powiedzial "kos to zboze".

      ;-)
    • kini Re: mam kochankę 04.03.02, 10:26
      Twój problem nazywa się "kryzys wieku średniego". Niedługo powinien ci przejść,
      więc zastanów się dobrze, zanim zniszczysz żonie i sobie życie.
      • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:28
        kini napisał(a):
        > Twój problem nazywa się "kryzys wieku średniego". Niedługo powinien ci przejść,
        > więc zastanów się dobrze, zanim zniszczysz żonie i sobie życie.

        zanim "pannę" spotkałem to chciałem się rozejść, albowiem źle mi z żoną od wielu,
        wielu lat
        nie dlatego się rozejść chcę bo kogoś poznałem, ale poznałem bo rozejść się chcę
        • hal9000 Re: mam kochankę 04.03.02, 10:36
          niewierny napisał(a):

          > albowiem źle mi z żoną od wielu, wielu lat

          A byłeś może wcześniej z żoną u seksuologa?
          Rozmawiałeś z nią czy miała się wszystkiego sama domyślić?
          • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 10:44
            hal9000 napisał(a):

            > A byłeś może wcześniej z żoną u seksuologa?
            > Rozmawiałeś z nią czy miała się wszystkiego sama domyślić?

            rozśmieszasz mnie, myślisz, że przez 10 lat małżeństwa nie czyniliśmy żadnych
            starań?, że mając dziecko ot tak, wczoraj mi odbiło i wracając ze sklepu podjąłem
            decyzję? Łaziliśmy po psychologach, seksuologach i diabli wiedzą gdzie jeszcze,
            tony książek, noce rozmów i wielki ch...
            nie mam zamiaru płakać nad rozlanym mlekiem bo dużo więcej lat życie jeszcze
            przede mną niż za mną i nie mam zamiaru się męczyć dłużej
            czy wiesz co to znaczy mieszkać w jednym domu z kimś kto żywi do Ciebie niechęć?
            Jak przykre są weekendy, święta i wszelkie dni wolne gdy wiesz, że każde słowo
            które powiesz może być wykorzystane przeciwko Tobie, gdy w domu masz pole minowe
            i niegdy nie wiesz gdzie stanąć, żeby nic nie wybuchło ...

            pozdrawiam
        • agick Re:heja banana.. 04.03.02, 10:42
          mi to przypomina - jak psisko,co się ze smyczy zerwało..
          pobiegaj sobie jeszcze trochę a potem otrzeźwiej - rozwód to nie jest bułka z
          masłem i po sprawie..
          nie zachowuj się jak podstarzały lovelas - uroda mija, ciałko więdnie.. za
          chwilę będziesz potrzebował góry forsy, żeby zwabić jakieś młode ciało na swoje
          wątpliwe coraz bardziej wdzęki..
          i ostatnia rzecz - jesteś strasznym egoistą !! Czy będziesz miał przy sobie
          kogoś aby Ci przysłowiową szklankę wody podał na starość ?
          walnęło w czapkę, co..
          tak to jest jak się nie wyszumiał chłopiec za młodu...
          • Gość: Piotr Re:heja banana.. IP: 217.97.163.* 04.03.02, 11:03
            Jednak jesteśmy społeczeństwem w 99% katolickim. Po totalnej napaści na
            Niewiernego widać, że cenimy bardziej instytucję jako taką niż człowieka i jego
            dobro. Ludzie! Więcej zaufania do człowieka(widać, że zrobił wszystko by nie
            skrzywdzić drugiej osoby i utrzymać rodzinę) Dajmy mu prawo bycia szczęśliwym.
            Pozdrawiam
            Piotr
            • Gość: Ekskoch Re:heja banana.. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 11:07
              oj, nie sugeruj mu, ze jak odejdzie od żony to będzie szcześliwy, bo nie
              wiadomo...
            • aise_ Piotr 04.03.02, 11:12
              wiesz co mnie wkurzyło w niewiernym?
              Ta chełpliwo-żałosna forma pierwszej wypowiedzi: moja panienka ma boskie ciało,
              zdradziłem żonę, nie mam wyrzutów, jaki jestem fajny, a "czarni" nich sobie
              mówią co chcą - odkryłem przecież przepis na szczęśliwe życie. Czy to nie jest
              żałosne? Niech sobie dalej żyje w szczęsciu, ale napisal to forum chyba po to,
              zeby przeczytać, co ktoś może o nim sądzić? Chyba, że się mylę...
              W gruncie rzeczy mam w nosie zarowno niewiernego jak i jego podboje, ale mi go
              troche żal. Biedny bo głupi.
              • vagin1 Redo aise 04.03.02, 11:33
                aise_ napisał(a):

                > wiesz co mnie wkurzyło w niewiernym?
                > Ta chełpliwo-żałosna forma pierwszej wypowiedzi: moja panienka ma boskie ciało,
                >
                > zdradziłem żonę, nie mam wyrzutów, jaki jestem fajny, a "czarni" nich sobie
                > mówią co chcą - odkryłem przecież przepis na szczęśliwe życie. Czy to nie jest
                > żałosne? Niech sobie dalej żyje w szczęsciu, ale napisal to forum chyba po to,
                > zeby przeczytać, co ktoś może o nim sądzić? Chyba, że się mylę...
                > W gruncie rzeczy mam w nosie zarowno niewiernego jak i jego podboje, ale mi go
                > troche żal. Biedny bo głupi.
                >
                A mnie jest żal jego rodziny a on nawet nie wie ,że jest głupi i niech już tak
                zostanie!
              • Gość: bzz Re: Piotr IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.03.02, 19:26
                aise_ napisał(a):

                > W gruncie rzeczy mam w nosie zarowno niewiernego jak i jego podboje [...]
                W gruncie rzeczy masz w nosie wszystkich, ktorzy nie przystaja do Twojego
                wyobrazenia o ludziach, prawda ?
            • mary_ann Re:heja banana.. 05.03.02, 22:51
              Gość portalu: Piotr napisał(a):

              > Jednak jesteśmy społeczeństwem w 99% katolickim. Po totalnej napaści na
              > Niewiernego widać, że cenimy bardziej instytucję jako taką niż człowieka i jego
              >
              > dobro.


              Rozumiem, ze jedynym człowiekiem w tym układzie jest Niewierny?
              A jego żona, dzieci, rodzice jej i jego to jacyś hominidzi co najwyżej?

          • Gość: ding-don Re:heja banana.. IP: 10.120.22.* 04.03.02, 11:09
            "czy wiesz co to znaczy mieszkać w jednym domu z kimś kto żywi do Ciebie
            niechęć?
            Jak przykre są weekendy, święta i wszelkie dni wolne gdy wiesz, że każde słowo
            które powiesz może być wykorzystane przeciwko Tobie, gdy w domu masz pole
            minowe i nigdy nie wiesz gdzie stanąć, żeby nic nie wybuchło ..."

            A co zrobiłeś żeby złagodzić sytuacje w domu i pogodzić się z żoną? Chyba nic!
            Uciekłeś jak tchórz i egoista w jednej osobie w ramiona innej kobiety. Nie masz
            się czym chwalić, tak nie robi porządny facet. A z kochanką całe to zauroczenie
            na pewno ci niedługo przejdzie, wspaniały seks zcodziennieje a kochanka nie
            bedzie już się wydawać taka wspaniała. I znów nastąpi szara codzienność a nasz
            bohater znowu poczuje sie źle w domu. Oj, biedactwo!

            • agick Re:heja banana.. 04.03.02, 11:18
              Gość portalu: ding-don napisał(a):

              > "czy wiesz co to znaczy mieszkać w jednym domu z kimś kto żywi do Ciebie
              > niechęć?
              > Jak przykre są weekendy, święta i wszelkie dni wolne gdy wiesz, że każde słowo
              > które powiesz może być wykorzystane przeciwko Tobie, gdy w domu masz pole
              > minowe i nigdy nie wiesz gdzie stanąć, żeby nic nie wybuchło ..."
              >
              > A co zrobiłeś żeby złagodzić sytuacje w domu i pogodzić się z żoną? Chyba nic!
              > Uciekłeś jak tchórz i egoista w jednej osobie w ramiona innej kobiety. Nie masz
              >
              > się czym chwalić, tak nie robi porządny facet. A z kochanką całe to zauroczenie
              >
              > na pewno ci niedługo przejdzie, wspaniały seks zcodziennieje a kochanka nie
              > bedzie już się wydawać taka wspaniała. I znów nastąpi szara codzienność a nasz
              > bohater znowu poczuje sie źle w domu. Oj, biedactwo!
              >

              za to już nie długo będzie występował na forum jako "załamany" - że zrobił bardzo
              źle, teraz mu przykro i co zrobić, by żona ponownie
              zaufała...

          • niewierny Re:heja banana.. 04.03.02, 17:06
            agick napisał(a):
            > nie zachowuj się jak podstarzały lovelas - uroda mija, ciałko więdnie.. za
            > chwilę będziesz potrzebował góry forsy, żeby zwabić jakieś młode ciało na swoje
            > wątpliwe coraz bardziej wdzęki..

            staruszku, a gdzie ja napisałem, że ta "panna" to młoda gęś? To rozwódka z
            dzieckiem, lat ok. 30, ja też po 30. sorki, ale nie w moim stylu bieganie za
            nastolatkami
    • Gość: Kajka Re: To nie jest takie proste IP: *.proszynski.pl 04.03.02, 11:20
      Tak naprawdę nic człowiekowie nie jest dane raz na zawsze, ani miłość ani
      szczęście rodzinne, ani sama rodzina. Coś się rozpada, coś się kończy...
      Rozumiem Cię, choć dla mnie słowa przysięgi "I nie opuszczę cię aż do śmierci"
      są podstawą małżeństwa.
      Z drugiej strony jak patrzę co niektóre kobiety wyprawiają ze swoimi mężami, a
      faceci z żonami, to włos mi się jeży na głowie (i nie tylko) i wcale nie dziwię
      się że ten ma kochankę a tamta "przyjaciela"...
      Ideałów nie ma!
      • Gość: Agniecha Re: To nie jest takie proste IP: *.bresa.com.pl 04.03.02, 15:51
        Może nic nie trwa wiecznie, ale można zadbać o to, by związek był ciągle czymś
        nowym. Można przecież wciąż zaskakiwać partnera, przyjaciela, kochanka, męża i
        to nie tylko w łóżku, ale również poza nim. Mam tu na myśli pozytywne
        zaskakiwanie, urozmaicanie sobie i tak ponurej codzienności. a przedewszystkim
        umiejętność rozmawiania (!!!) ze sobą na każdy temat.
        Pozdrowionka
        • Gość: Ekskoch Re: To nie jest takie proste IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 16:14
          To nie jest takie proste.
          Można zadbać, rozmawiać, ale najpierw trzeba chciec to robić, czyli mieć
          przekonanie, że warto to robić.
          Jeżeli ktoś przyjmuje założenie, że jego decyzja o małżeństwie była pochopnie
          albo niezupełnie świadomie podjęta, to znajduje dla siebie wytłumaczenie,
          dlaczego nie warto się nie starać.
          Ktoś taki chyba najpierw powinien sobie określić, czym jest dla niego
          małżeństwo, a dopiero potem jak ma o nie dbac.
    • Gość: snc Do aise_ i agick IP: 198.208.26.* 04.03.02, 11:21
      Tak trzymajcie dziewczyny ! Jestescie prawdziwymi skarbami dla swoich facetow :)
      • aise_ dzieki 04.03.02, 11:31
        po raz trzeci:)
        • Gość: snc Re: dzieki IP: 198.208.26.* 04.03.02, 11:38
          Za taka postawe nawet 1000 pochwalnych postow nie jest za duzo :)
        • agick Re: i ja też dzieki.. 04.03.02, 11:48
          aise_ napisał(a):

          > po raz trzeci:

          życie to nie prosta sztuka..
          ani ciastko.

    • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 11:37
      niewierny napisał(a):

      > mam kochankę, od wczoraj. Po czterech spotkaniach rzuciliśmy się na siebie i
      > zjedliśmy nawzajem. Teraz chodzę nakręcony jak dzik, wymieniamy dzikie sms-y i
      > nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, czuję radość, zadowolenie, samczą
      > satysfakcję, ona jest dzika, ponętna, nie hamuje swojej żądzy, jest genialna w
      > łóżku, otwarta, rewelacja i to jej ciało !!!
      >
      > a ożeniłem się z miłości, przed swoją żoną nie miałem żadnej innej kobiety,
      > wierzyłem, że będąc dla siebie pierwszymi będziemy mieli patent na szczęście.
      > Trwałem w tym 15 lat (łącznie z chodzeniem przed ślubem), staram się o dom,
      > jestem dobrym ojcem, gotuję, piorę, sprzątam, biegam z dzieckiem do lekarza jak
      >
      > trzeba, przynosiłem żonie prezenty bez okazji itd, itp, (no jakieś wady też
      > mam), ale w seksie nigdy nie było między nami dobrze, ciągle coś tam się
      > psuło ...
      >
      > i teraz wy wszyscy, którzy chcecie czarnych słuchać zastanówcie się co wam te
      > gady wmawiają, miejcie kilka partenerek, kilku partnerów zanim się z kim
      > zwiążecie, pożądanie i seks są dużo ważniejsze niż kościół pieprzy; i nigdy nie
      >
      > miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada, a im
      > starszy wasz wybranek/wybranka tym bardziej nieufnie do dziwic i prawiczków
      > podchodźcie, po 30. do kasacji, niech się inni męczą, nie wy
      >
      > wiem, że to piszę ostro, trochę nieprzemyślanie, trochę może za krzywo, ale
      > takie są moje emocje, ale wiele lat o tym myślałem
      >
      > pozdro
      >
      > P.S. z żoną się rozchodzę i to postanowiłem zanim z nową "panną" do łóżka
      > poszedłem

      Masz kochanke... nie ty pierwszy, nie ostatni...Nie jestes pionierem w tej dziedzinie..
      Z twego postu spodobala mi sie jedna rzecz, napisales, doswiadczenie z innymi, przed wlasciwym
      partnerem to zaleta-
      Z calego serca to popieram! Gdyby ludzie zrozumieli to wreszcie, moze by bylo mniej rozwodow. Mysle,
      ze jak bys mial przed twa zona jakakolwiek skale porownawcza, nie wiazalbys sie z nia i niemalbys
      obecnych problemow..
      A tak swoja doroga jestes masochista, rzucac sie na pastwe internetowych madrali..
      • vagin1 Re: mam kochankę 04.03.02, 11:41
        Gość portalu: Nell napisał(a):

        > niewierny napisał(a):
        >
        > > mam kochankę, od wczoraj. Po czterech spotkaniach rzuciliśmy się na siebie
        > i
        > > zjedliśmy nawzajem. Teraz chodzę nakręcony jak dzik, wymieniamy dzikie sms
        > -y i
        > > nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, czuję radość, zadowolenie, samczą
        >
        > > satysfakcję, ona jest dzika, ponętna, nie hamuje swojej żądzy, jest genial
        > na w
        > > łóżku, otwarta, rewelacja i to jej ciało !!!
        > >
        > > a ożeniłem się z miłości, przed swoją żoną nie miałem żadnej innej kobiety
        > ,
        > > wierzyłem, że będąc dla siebie pierwszymi będziemy mieli patent na szczęśc
        > ie.
        > > Trwałem w tym 15 lat (łącznie z chodzeniem przed ślubem), staram się o dom
        > ,
        > > jestem dobrym ojcem, gotuję, piorę, sprzątam, biegam z dzieckiem do lekarz
        > a jak
        > >
        > > trzeba, przynosiłem żonie prezenty bez okazji itd, itp, (no jakieś wady te
        > ż
        > > mam), ale w seksie nigdy nie było między nami dobrze, ciągle coś tam się
        > > psuło ...
        > >
        > > i teraz wy wszyscy, którzy chcecie czarnych słuchać zastanówcie się co wam
        > te
        > > gady wmawiają, miejcie kilka partenerek, kilku partnerów zanim się z kim
        > > zwiążecie, pożądanie i seks są dużo ważniejsze niż kościół pieprzy; i nigd
        > y nie
        > >
        > > miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada, a
        > im
        > > starszy wasz wybranek/wybranka tym bardziej nieufnie do dziwic i prawiczkó
        > w
        > > podchodźcie, po 30. do kasacji, niech się inni męczą, nie wy
        > >
        > > wiem, że to piszę ostro, trochę nieprzemyślanie, trochę może za krzywo, al
        > e
        > > takie są moje emocje, ale wiele lat o tym myślałem
        > >
        > > pozdro
        > >
        > > P.S. z żoną się rozchodzę i to postanowiłem zanim z nową "panną" do łóżka
        > > poszedłem
        >
        > Masz kochanke... nie ty pierwszy, nie ostatni...Nie jestes pionierem w tej dzie
        > dzinie..
        > Z twego postu spodobala mi sie jedna rzecz, napisales, doswiadczenie z innymi,
        > przed wlasciwym
        > partnerem to zaleta-
        > Z calego serca to popieram! Gdyby ludzie zrozumieli to wreszcie, moze by bylo
        > mniej rozwodow. Mysle,
        > ze jak bys mial przed twa zona jakakolwiek skale porownawcza, nie wiazalbys sie
        > z nia i niemalbys
        > obecnych problemow..
        > A tak swoja doroga jestes masochista, rzucac sie na pastwe internetowych madral
        > i..
        Jednym słowem małżeństwo=sex i nic więcej ! Ciekawe masz doświadczenia Niemądralo
        Jarek Vistelli

        • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 11:47
          Gdzie ja napisalam, ze malzenstwo to tylko seks???
          Uwazam tylko, ze to 50% udanego zwiazku...Malzenstwo to nie tylko inne rzeczy ale i zwiazek
          plec+plec. Wiem jak bardzo mozna sie meczyc, gdy nie wszystko pasuje w lozku, ile lat to mozna
          znosic? 5, 7, czy moze 20? poczytaj troche na forum seksuologia, jak nieudany seks potrafi zniszczyc
          zwiazek..
          Zal mi sie zrobilo zalozyciela tego zwiazku, rzcacie sie na niego niczym hieny, z wasza wydumana ,
          ksiazkowa moralnoscia.
          • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 11:49
            Tworzycie cos na pozor kolka wzajemnej adoracji, a przy tym zero wglebienia sie w czyjs problem.
            • Gość: snc Re: mam kochankę IP: 198.208.26.* 04.03.02, 11:52
              Bo post jest napisany jakby facet to pisal na prochach. Fascynacja. Nie mozna z
              tego wywnioskowac nic wiecej.
              • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 17:11
                Gość portalu: snc napisał(a):
                > Bo post jest napisany jakby facet to pisal na prochach. Fascynacja. Nie mozna z
                > tego wywnioskowac nic wiecej.

                a co miałem elaborat walnąć na 20 stron z przypisami ;-)
                w innych moich wypowiedziach masz więcej informacji i są tu tacy co je czytają i
                tacy jak Ty, którzy po wyrobieniu sobie zdania mają go i już,
                pozdrawiam
            • agick Re: mam kochankę 04.03.02, 11:57
              bo to nie jest studium psychologiczne tylko oznajmienie decyzji w połączeniu z
              poszukiwaniem poklasku dla niej..
              facet nie napisałą mam taki a taki problem tylko oznajmił zrobię tak i tak...
              a żeby się upewnić, że to co zrobi jest w miarę okey, szuka potwierdzenia w
              publiczności.. "taki jestem biedny, tak ma dość"..
              z postu maluje się prawie święty człowiek co to życie zmarnował na dogadzanie
              tej paskudnej ropusze, co się w księżniczkę nie zamieniła..
              wszystko ma dwie strony - a czasem więcej.
              wiesz co mnie zniechęciło ..? arogancja tego człowieka i egoizm.

      • Gość: Ekskoch Re: do niewiernego i Nell IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 11:43
        czy możecie mi wytłumaczyć, dlaczego uważacie, ze doświadczenie w seksie przed
        rozpoczęciem współżycia z "partnerem właściwym" to zaleta?

        może są ludzie, którzy wolą uczyć się seksu cały czas z jednym i tym samym
        partnerem i czy jest w tym coś złego?
        • Gość: Nell Re: do niewiernego i Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 13:12
          Gość portalu: Ekskoch napisał(a):

          > czy możecie mi wytłumaczyć, dlaczego uważacie, ze doświadczenie w seksie przed
          > rozpoczęciem współżycia z "partnerem właściwym" to zaleta?
          >
          Myslalam, ze to jest wsrod co dojrzalszych ludzi ogolnie zrozumiale..
          w sumie w tym doswiadczeniu nie tylko o seks z innymi chodzi...chociaz i to jest bardzo wazne,
          szczegolnie dla mnie i mego meza.
          Najogolniej mowiac doswiadczenie pozwala nam na poznanie samych siebie i ustalenie priorytetow
          waznosci. Przed zawarciem zwiazku malzenskiego, powinnismy wiedziec, czego oczekujemy od partnera,
          a uprzdnie dosiadczenie pomaga nam w tym samookresleniu. Przed zawarciem malzenstwa ,
          porownujac przyszla zone lub meza z innymi, powinnismy byc na 100% pewni, ze to ta lub ten. Chroni
          to przed rozczarowaniem..To sprawdzilo sie w moim zyciu, lecz wy mozecie byc innego zdania, np. ze
          lepiej byc dla siebie pierwszymi i sie wspolnie poznawac...to wasza sprawa.
          pzdr.
          • Gość: Ekskoch Re: do niewiernego i Nell IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 13:20
            nie do końca mnie to przekonuje ale dzięki za wyjaśnienie
            • nell26 Re: do niewiernego i Nell 04.03.02, 13:36
              Gość portalu: Ekskoch napisał(a):

              > nie do końca mnie to przekonuje ale dzięki za wyjaśnienie
              uscisle to troszku:)
              U panow i czasami u pan istnieje takie cos jak potrzeba sprawdzenia sie...
              Zalozmy, ze poznali sie i pokochali w wieku 16 lat, pobrali po 8 latach. Oprucz siebie nie mieli zadnego
              innego partnera, po slubie sa 8 lat,do sypialni malymi krokami wkrada sie rutyna
              po pewnym czasie pan dochodzi do wniosku, ze nie poprobowal z innymi kobietami, skad ma wiedziec,
              ze nie czeka go cos jeszcze innego, lepszego i bardziej ekscytujacego, jezeli mial tylko zone? I to jet caly
              ten mechanizm. Nie ma skali porownawczej. Nie wie, ze z inymi moze byc tylko gorzej, a zona to ideal..
              My z moim mezem mielismy przed soba innych partnerow, uprawialismy seks z innymi osobami,
              porownujac doszlismy do wniosku, ze to co nas laczy jest unikatowe, seks z innymi osobami nie jest tym,
              co nas pociaga, bo zaznalismy go juz, a przeciez najbardziej pociaga nieznane.Nie chcemy tracic tego, co
              wyjatkowe, bo WIEMY ze z innymi byloby tylko gorzej lub tak samo.
              • niewierny Re: do niewiernego i Nell 04.03.02, 17:21
                nell26 napisał(a):
                > po pewnym czasie pan dochodzi do wniosku, ze nie poprobowal z innymi kobietami,
                > skad ma wiedziec, ze nie czeka go cos jeszcze innego, lepszego i bardziej
                ekscytujacego,

                fajnie byłoby gdyby to była prawda ...
                ale w seksie działo się nie za dobrze od początku i mój wczorajszy krok to efekt
                między innymi dwóch lat braku współżycia z żoną i totalnego nieroumienia na wielu
                innych płaszczyznach

                naturalnie mój pierwszy post jest jaki jest i może powstać u kogoś wrażenie, że
                ot wzięło mi i odbiło, to efekt mojego zadowolenia wewnętrznego, że uwolniłem się
                od nacisku żony, że powiedziałem NIE, ja też mam coś do powiedzenia
                wiesz co zrobiła jak byliśmy u psychologa i po długich żalach mojej żony i moich
                odpowiedziach zapytałem, no dobrze, a to może teraz porozmawiamy o moich
                potrzebach? Obraziła się i wyszła z gabinetu. Ja z definicji mam jej służyć, a
                ona jest ciągle niezadowolona. Wiesz przez długi czas doszukiwałem się w sobie
                przyczyn, aż teraz mówię w sobie wal się. Na głos komunikuję to kulturalniej. A
                konkretnie piszę na kartce, bo rozmowy zadziwiająco łatwo przechodzą w awantury.
                Więc od lat, albo jest cisza, albo awantura
                to tak ew. o dobru dziecka
              • mary_ann Re: do niewiernego i Nell 05.03.02, 23:07
                nell26 napisał(a):

                > do sypialni malymi krokami wkrada sie rutyn
                > a
                > po pewnym czasie pan dochodzi do wniosku, ze nie poprobowal z innymi kobietami,
                > skad ma wiedziec,
                > ze nie czeka go cos jeszcze innego, lepszego i bardziej ekscytujacego, jezeli m
                > ial tylko zone? I to jet caly
                > ten mechanizm. Nie ma skali porownawczej. Nie wie, ze z inymi moze byc tylko go
                > rzej, a zona to ideal..

                A przez ile łóżek trzeba przejśc, żeby zyskac tę pewność? Trzy? Nie, to za mało.
                15? Też licho,wszak co to za porównanie. 30? 50? 100?

                Kobieto, przecież to równia pochyła! Im bardziej porównujesz, tym bardziej jesteś
                w gruncie rzeczy nieszczęśliwa. Kazdy człowiek, nie tylko w seksie, jest inny,
                każdy ma swoje niepowtarzalne zalety i wady. Dojdziesz tylko do problemu Małego
                Księcia, który stracił radość z posiadania jedynej róży, bo "ujrzał ogród z
                tysiącem róż", z których każda pachniała inaczej... do dziecinnej rozpaczy, że
                nie można miec wszystkiego.


                > My z moim mezem mielismy przed soba innych partnerow, uprawialismy seks z innym
                > i osobami,
                > porownujac doszlismy do wniosku, ze to co nas laczy jest unikatowe, seks z inny
                > mi osobami nie jest tym,
                > co nas pociaga, bo zaznalismy go juz, a przeciez najbardziej pociaga nieznane.N
                > ie chcemy tracic tego, co
                > wyjatkowe, bo WIEMY ze z innymi byloby tylko gorzej lub tak samo.

                Małe pytanie (skoro seks ma znaczenie kluczowe, jak wnoszę): rozumiem, że jeśli
                Twój mąż będzie miał (odpukać!) dajmy na to mały wypadek z piłą tarczową
                albo "zaniemoże" z innej przyczyny, to wyrzucisz go na śmietnik?
                • Gość: Nell Re: do niewiernego i Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 11:27
                  mary_ann napisał(a):


                  >
                  > Małe pytanie (skoro seks ma znaczenie kluczowe, jak wnoszę): rozumiem, że jeśli
                  >
                  > Twój mąż będzie miał (odpukać!) dajmy na to mały wypadek z piłą tarczową
                  > albo "zaniemoże" z innej przyczyny, to wyrzucisz go na śmietnik?

                  Kupilabym wibrator :)))) Dla mnie seks jest bardzo wazny, uwielbiam sie kochac, brak seksu wywoluje u
                  mnie frustracje. Dla ciebie nie musi twoja sprawa, naprwde z umoralniajacymi gadkami nie do mnie..,
                  jestem hedonistyczna realistka, i zdewociale matrony omijam szerokim lukiem.:)))))

                  • mary_ann Re: do niewiernego i Nell 07.03.02, 01:14
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    > Kupilabym wibrator :)))) Dla mnie seks jest bardzo wazny, uwielbiam sie kochac,
                    > brak seksu wywoluje u
                    > mnie frustracje. Dla ciebie nie musi twoja sprawa, naprwde z umoralniajacymi ga
                    > dkami nie do mnie..,



                    Skad wniosek, że seks jest dla mnie nieważny?

                    Czy jeśli oddalabym mojemu meżowi własną nerkę, twierdziłabyś, ze nerka jest dla
                    mnie nieważna?

                    Owszem, jeśli mój mąż stalby się niezdolny do współżycia, nie zostawilabym go
                    (tylko rzeczywiscie np. kupiła wibrator - do wspólnych zabaw :)))


                    > jestem hedonistyczna realistka, i zdewociale matrony omijam szerokim lukiem.:))
                    > )))
                    >
                    ?????????
                    - trudno nazwać dewotka kogoś, kto nawet w niedziele do kościoła nie chodzi :))
                    - rozumiem, że trzydziestka to już "matrona"? no, bardzo słuszni, seks należy
                    zakończyć gdzieś około dwudziestki...



                • Gość: Nell Re: do niewiernego i Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 12:33
                  mary_ann napisał(a):
                  >
                  > A przez ile łóżek trzeba przejśc, żeby zyskac tę pewność? Trzy? Nie, to za mało
                  > .
                  > 15? Też licho,wszak co to za porównanie. 30? 50? 100?
                  >
                  > Kobieto, przecież to równia pochyła! Im bardziej porównujesz, tym bardziej jest
                  > eś
                  > w gruncie rzeczy nieszczęśliwa. Kazdy człowiek, nie tylko w seksie, jest inny,
                  > każdy ma swoje niepowtarzalne zalety i wady. Dojdziesz tylko do problemu Małego
                  >
                  > Księcia, który stracił radość z posiadania jedynej róży, bo "ujrzał ogród z
                  > tysiącem róż", z których każda pachniała inaczej... do dziecinnej rozpaczy, że
                  > nie można miec wszystkiego.

                  Sprobuje to napisac twoimi slowami, mowie tu o sytuacji, kiedy M.Ksieciu znudzil sie juz zapach Rozy, a
                  dane mu bylo poznac tylko jedna, zaczyna marzyc o innych Rozach i rozkoszach z nimi, skad ma wiedziec,
                  ze Roza, Rozy w gruncie rzeczy podobna?? Nie wie, ze czeka go to samo i nie wie, ze ta jedyna jest w
                  gruncie rzeczy skarbem, poniewaz wybor tej jednej rozy nie byl wyborem swiadomym, bo nie wybral jej z
                  posrod Ogrodu Roz, nie powiedzial, "ty jestes najlepsza w porownaniu z innymi, i z toba chce dlatego
                  byc do konca moich dni". Po stracie fascynacji do Jedynej, zobaczyl, ze isnieja inne Roze.., zdradza ja, by
                  sie i tak przekonac, ze te nowe nie maja jemu nic lepszego do zaoferowania...

                  Lepiej nie potrafie tego wytlumaczyc..
                  papa
                  • mary_ann Re: do niewiernego i Nell 07.03.02, 01:28
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    > >
                    > Sprobuje to napisac twoimi slowami, mowie tu o sytuacji, kiedy M.Ksieciu znudzi
                    > l sie juz zapach Rozy, a
                    > dane mu bylo poznac tylko jedna, zaczyna marzyc o innych Rozach i rozkoszach z
                    > nimi, skad ma wiedziec,
                    > ze Roza, Rozy w gruncie rzeczy podobna?? Nie wie, ze czeka go to samo i nie wie
                    > , ze ta jedyna jest w
                    > gruncie rzeczy skarbem, poniewaz wybor tej jednej rozy nie byl wyborem swiadomy
                    > m, bo nie wybral jej z
                    > posrod Ogrodu Roz, nie powiedzial, "ty jestes najlepsza w porownaniu z innymi,
                    > i z toba chce dlatego
                    > byc do konca moich dni".


                    Czyli - po przetestowaniu wielu róż(ilu? - nadal nie wiemy, skoro to ma byc ta
                    NAJ) Mały Książę powinien sie związać z tą, która wygrała w rankingu, która była
                    najlepsza.
                    Tyle tylko, ze... nie ma tej najlepszej, tego najlepszego. Każdy jest w czymś tam
                    najlepszy, w czymś ciut gorszy (mówię o sprawach liczących sie w związku, a nie o
                    łapaniu much na czas). Tu nie ma NAJ (zawsze "po teście" (po ślubie, np) jeszcze
                    tez moze pojawić sie ktos lepszy i co wtedy?
                    • Gość: Nell Re: do niewiernego i Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 07.03.02, 09:28
                      Nie rozumiemy sie, ale coz , ilu ludzi, tyle pogladow. Moze kiedys to zrozumiesz., moj pukt widzenia,
                      A za ta dewotke przepraszam, zapedzilam sie.
                      • mary_ann Re: do niewiernego i Nell 07.03.02, 12:00
                        Nie gniewam sie za dewotkę. Jak sie porządnie wkurzę, to tez się zapedzam.
                        Dobrego dnia :)
                        Mary_ann
                • Gość: kathtea do mary ann i Eks IP: *.pbk.pl / 10.0.106.* 06.03.02, 13:47
                  mary_ann napisał(a):

                  > Małe pytanie (skoro seks ma znaczenie kluczowe, jak wnoszę): rozumiem, że jeśli
                  >
                  > Twój mąż będzie miał (odpukać!) dajmy na to mały wypadek z piłą tarczową
                  > albo "zaniemoże" z innej przyczyny, to wyrzucisz go na śmietnik?

                  Nikt nie powiedział tutaj, że seks ma znaczenie kluczowe...ale jeśli małżeństwo
                  składa się z partnerów niedopasowanych seksualnie np. jesli chodzi o temperament,
                  to związek taki na dłuższą metę będzie mniej satysfakcjonujący...seks jest sprawą
                  pierwotną..instynktowana i żaden Kościół i żadne mądre księgi tego nie zmienią a
                  jeśli ktos ma ochotę w imię np. religii wiązać się z kimś nie kochając sie z nim
                  przed ślubem to prosze bardzo....a potem widzimy sfrustrowane pary, które nawet
                  nie potrafia się do tego przyznać, że mąż , żona nie są dla nich partnerami.
                  Dobre małżeństwo to nie tylko dzieci, pieniądze, nowe fotele i samochody..to
                  także seks w najbardziej pierwotnym tego słowa znaczeniu...
                  pozdr.
                  k.

                  • Gość: Ekskoch Re: do mary ann i Eks IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 16:59
                    Ja nic nie pisałam o wspólżyciu przed ślubem.
                    Według mnie nie można stwierdzić, że lepiej jest mieć kilku partnerów przed
                    ślubem (związaniem się z kimś na stałe), ani też nie jest lepiej, że małżonek
                    jest pierwszym partnerem seksualnym.
                    Jednym zdarza się tak, innym inaczej.
                    Podawanie tego faktu jako przyczyny "rozkładu pożycia" to według mnie
                    nadużycie.
                    • niewierny Re: do mary ann i Eks 06.03.02, 17:23
                      Gość portalu: Ekskoch napisał(a):
                      > Według mnie nie można stwierdzić, że lepiej jest mieć kilku partnerów przed
                      > ślubem > Jednym zdarza się tak, innym inaczej.
                      > Podawanie tego faktu jako przyczyny "rozkładu pożycia" to według mnie
                      > nadużycie.

                      wiem, że to tak zabrzmiało ale nie jest to przyczyna jedyna, ale dopiero w
                      niedzielę zobaczyłem jak może wyglądać seks, a jak to było u mnie. Bez tego
                      porównania już tę decyzję podjąłem i powiedziałem żonie. Myślałem o tym od wielu
                      miesięcy i początkowo byłem w szoku, że ja naprawdę chcę tego coraz bardziej.

                      i na podstawie swoich doświadczeń uparcie powtarzam, że "sprawdzenie" posiadanie
                      kilku partnerów przed stałym związkiem ma więcej zalet niż wad, a do czarnych
                      odnoszę się z niechęcią bo wielkie g. oni wiedzą co się dzieje w domach ludzkich,
                      nakarmią ich piękną teorią i oni ją głoszą, nie powiem, często w dobrej wierze

                      a, że jednym zdarza się tak czy inaczej, to prawda, jednakże zanim ostatecznie
                      zdecydowałem się rozstać z żoną napisałem i przeczytałem wiele listów i w wielu
                      pojawiło się zdanie, że ludzie myślą, że tylko oni mają takie problemy. Na około
                      nas mnóstwo ludzi z tym żyje, milczy i myśli, że są nietypowi, popieprzeni i
                      wstyd im i boją się.

                      pozdro
    • Gość: dinozur Re: mam kochankę IP: 192.168.3.* 04.03.02, 11:44
      Niewierny i dobrze robisz jesli tak zrobisz jak piszesz.Bylem w identycznej
      sytulacj dotatkowo jeszcze czasem straszony rozwodem wytrzymalem 24 lata + 6
      LAT chodzenia.Teksty ze za wczesnie na rozwod bo male dziecko teraz po
      rozwodzie i zadaje sobie pytanie dlaczego tak pozno.Jakis psycholog kiedys
      powiedzial ze na pierwszym miejscu jestes ty i to jest sluszne.Dzieci dorastaja
      i odchodza.Gro wypowiedzi jest przeciwko tobie" odpowiedzialnosc" lecz chyba ma
      byc dwustronna " kryzys wieku sredniego " - lecz czy zawsz konczy sie rozwodem .
      Rozwod to nie "bulka z maslem" i chyba tu nie chodzi o mlode cialko."Szklanka
      wody na starosc" tak to jest problem jestem sam lecz jest to lepsze niz bym
      tkwil w tamtym zwiazku.I nie zarzucajmy niewiernemu ze nic nie zrobil bo moze
      jednak cos zrobil aby bylo lepiej lecz nie wyszlo.
      Tak wiec chlopie niech Ci sie szczesci i wiedzie . Powodzenia
      • bukowski27 cos mi sie z liczbami nie zgadza. 04.03.02, 12:05
        no bo córka ma 6 lat. a przez 10 lat chodziliscie do roznych specjalistow... a
        zdaje sie wpadka, byla przyczyna malzenstwa... nisistotne... ja powiem tylko
        tyle (nie oceniajac nikogo, bo niech se ludzie zyja jak chca). nie wyobrazam
        sobie zycia pod jednym dachem z kims kogo juz nie kocham, kto budzi we mnie
        tylko zlosc, irytacje i takie tam... to juz chyba naprawde rozpoczac lepiej
        nowe zycie, niesitotne samemu, z kims... ale nowe...

        a teraz do niewiernego: to co napisales o czarnych i zeby ich nie sluchac, to
        jest od czapy calkowicie... az sie komentowac nie chce...
        • Gość: vagin Re: cos mi sie z liczbami nie zgadza. IP: *.astercity.net / 10.131.130.* 04.03.02, 12:11
          bukowski27 napisał(a):

          > no bo córka ma 6 lat. a przez 10 lat chodziliscie do roznych specjalistow... a
          > zdaje sie wpadka, byla przyczyna malzenstwa... nisistotne... ja powiem tylko
          > tyle (nie oceniajac nikogo, bo niech se ludzie zyja jak chca). nie wyobrazam
          > sobie zycia pod jednym dachem z kims kogo juz nie kocham, kto budzi we mnie
          > tylko zlosc, irytacje i takie tam... to juz chyba naprawde rozpoczac lepiej
          > nowe zycie, niesitotne samemu, z kims... ale nowe...
          >
          > a teraz do niewiernego: to co napisales o czarnych i zeby ich nie sluchac, to
          > jest od czapy calkowicie... az sie komentowac nie chce...
          Oczywiście, że lepiej się rozstać niż nienawidzieć się i razem mieszkać , ale
          argumenty którymi się posługuje to po poprostu dno
          Jarek Vistelli

          ps Już nie na temat grypa to dobra rzecz, można nie pracować i być w pełni
          usprawiedliwionym.
      • Gość: Leonardo Re: mam kochankę IP: 212.191.129.* 04.03.02, 12:14
        Dokladnie. Kobieta nigdy Cie nie poprze, bo szuka w zyciu
        bezpieczenstwa. Twoj post dotyczy zburzenia tego stanu, wiec
        poparcia nie znajduje. Ale tak naprawde bez ryzyka nie ma
        osiagniec - jak w pracy. Mozesz pracowac w jednej robocie 30
        lat nie wiedzac, ze z drugiej mialbys o niebo wieksza
        satysfakcje. Moze Ci sie nie udac, ale nie dowiesz sie, jezeli nie
        sprobujesz. Moze okazac sie, ze wlasnie rozpoczal sie Twoj
        szczesliwy rozdzial i powiesz sobie "dlaczego nie zrobilem tego
        wczesniej...".

        Dlatego nadal twierdze "Kos to zboze".
        Pozdr.
        • Gość: Ania Re: mam kochanke˛ IP: *.pppool.de 04.03.02, 12:56
          uwazam, ze dla dziecka przebywanie w domu
          w ktorym rodzice ze soba nie rozmawiaja i ziona nienawiscia do siebie jest
          gorsze niz rozwod wedlug jasnych regul. Dlatego uwazam, ze Niewierny
          powinien zrobic wszystko, by w zgodzie rozejsc sie zona. Mnie tez
          bardzo wkurzylo, ze przede wszystkim pisal o walorach cielesnych nowej
          panienki, ale zakladam, ze nie jest idiota i jego romans jest wynikiem kilku lat
          totalnej nedzy malzenskiej. Sama stoje przed rozwodem, nikt z nas nie ma romansu, tylko
          po prostu nie ma o czym gadac, a jesli juz to strzykamy jadem ile sie da. Przestalismy sie lubic,
          nie mamy do siebie szacunku. Kontynuowanie czegos takiego jest bez sensu.

          • niewierny o ciele 04.03.02, 17:29
            Gość portalu: Ania napisał(a):
            > uwazam, ze dla dziecka przebywanie w domu
            > w ktorym rodzice ze soba nie rozmawiaja i ziona nienawiscia do siebie jest
            > gorsze niz rozwod wedlug jasnych regul. Mnie tez
            > bardzo wkurzylo, ze przede wszystkim pisal o walorach cielesnych nowej
            > panienki, ale zakladam, ze nie jest idiota i jego romans jest wynikiem kilku la
            > t totalnej nedzy malzenskiej.

            Istotnie, dzięki,
            bo wiecie, z tym ciałem to nie jest takie jednoznaczne wszystko, super ciało
            napisałem i ktoś sobie modelkę z okładki wyobrażać może. Kobieta ma 30 lat około,
            wysoka, przy kości (takie lubię), ale
            ciało do dotyk, to ciepło, to bliskość, 2 lata braku seksu to także 2 lata spania
            osobno, to brak radości z przytulania się do kochanej osoby
            i po latach masz w ramionach kogoś ciepłego, chłoniesz go wszystkimi komórkami,
            wygłodzony jak z Syberii, wyschnięty jak Sahara
            seks to dodatek do bliskości moi drodzy, b. ważny, ale dodatek
    • Gość: annka Re: mam kochankę IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 04.03.02, 12:50

      Cóż, nie jesteś ani pierwszy ani ostatni, któremu wyrosły skrzydła z powodu
      zdrady. Ciekawe na jak długo - mam wrażenie, że to głównie fascynacja innym
      odmiennym seksem.
      Fascynujący bo pierwszy raz nie po bożemu?!!! - niesamowite a z żoną nie można
      inaczej - czyżby zabrakło ci inwencji i potrzebowałeś doświadczonej kobiety
      (uważaj bo możesz być jednym z kilku - znam taki przypadek;))

      Chciałeś się rozejść i dlatego poznałeś inną - wkurza mnie takie tłumaczenie
      tylko dlaczego ci zdradzający swoich partnerów, z którymi jest im tak źle nie
      uporządkują swojego życia i później szukają nowych. O rozwodzie zdecydowałeś
      zanim poszedłeś do łóżka - tylko biedaku zapomniałeś poinformować o tym swoją
      małżonkę ( bo inaczej chyba nie pisałbyś o zdradzie).

      Zadziwiasz mnie jesteście razem od 15 lat, z czego 8 przed ślubem i 3 zanim
      Twoja żona zaszła w ciążę i wtedy nie widziałeś, jej wad, że nie jest
      odpowiednią partnerką. A teraz po 4 spotkaniach przekreślasz swoje małżeństwo
      bo to ta wyśniona, wspaniała. Rozumiem wiek, życiowe doświadczenia - inaczej
      oceniamy ludzi ale 4 spotkania podyktowane chyba zasmakowaniem seksu z kimś
      innym nie dają obiektywnego spojrzenia ani na Twoje argumenty, którymi się
      wspierasz, ani na wybrankę.
      Nie oceniam Cię, każdy ma swoje życie (choć w takich przypadkach to także los
      żony i córki) ale poczytaj sobie wątki o zdradzie i wypowiedzi tych zdradzanych
      i zdradzających. Nie zawsze jest to początek nowego, wspaniałego życia, tylko
      często różowe okulary za późno spadają nam z oczu.

      Z jednym się zgodzę. Dobrze jeśli ludzie, pobierający się mają za sobą jakieś
      związki. Doświadczenie uczy ich, że seks nie jest najważniejszy, nie wiążą się
      z przywiązania, które biorą za miłość, nie zdradzją dla zaspokojenia ciekawości
      jak to jest z kimś innym. Choć bywają też Ci pierwsi i jedyni, pewni swoich
      wyborów, których podziwam ale zapewne też miewają pokusy i rozterki, wszak
      życie nie jest bajką.

      Pozdrawiam i życzę Ci obyś po tych wysokich lotach zbyt szybko i zbyt boleśnie
      nie spadł na ziemię.
      • niewierny Re: mam kochankę 04.03.02, 17:35
        Gość portalu: annka napisał(a):
        > tylko biedaku zapomniałeś poinformować o tym swoją
        > małżonkę ( bo inaczej chyba nie pisałbyś o zdradzie).

        jest inaczej, odbyłem taką rozmowę, oficjalnie powiedziałem żonie, że nie umiem
        już tego wszystkiego ułożyć na nowo

        > Zadziwiasz mnie jesteście razem od 15 lat, z czego 8 przed ślubem i 3 zanim
        > Twoja żona zaszła w ciążę i wtedy nie widziałeś, jej wad, że nie jest
        > odpowiednią partnerką.

        pisałem, że póki nie było dziecka to się w końcu dogadywaliśmy, ale jak chciała
        usunąć to zduraniałem, jak to kochamy się, a ona (wtedy 28 lat, ja 30) mówi mi,
        że nie chce dziecka??? A wcześniej to mogła ile wlazło mi zarzucać, że ja dziecka
        nie chcę (nie wszystko się da w jednym poście opisać). Teraz wiem, że mogłem się
        zgodzić na usunięcie i odejść i nie byłoby w tym dziecka. A tak ...

        > A teraz po 4 spotkaniach przekreślasz swoje małżeństwo
        > bo to ta wyśniona, wspaniała. Rozumiem wiek, życiowe doświadczenia - inaczej
        > oceniamy ludzi ale 4 spotkania podyktowane chyba zasmakowaniem seksu z kimś
        > innym nie dają obiektywnego spojrzenia ani na Twoje argumenty, którymi się
        > wspierasz, ani na wybrankę.

        sorki, czy ja napisałem, że ja przysięgnąłem kochance wierność? gramy w otwarte
        karty, nie obiecuję jej małżeństwa, mamy seks i już, fajnie się nam gada,
        chodzimy na imprezy, pijemy wódkę, tańczymy, śpiewamy i tyle ... Co będzie dalej
        togo nie wiem, ale nieprędko się z kimś ożenię
    • Gość: Krizia co to, polska wersja "Basic instinct"?? IP: 195.187.56.* 04.03.02, 13:51
      ...chyba ktos tu myli fikcje z rzeczywistoscia.

      Pomijajac wszelkie inne aspekty - zabezpieczyles sie? Bo ta panienka z ponetnym
      cialem, dzika i namietna, idaca do lozka z zonatym facetem to pewnikiem
      lowczyni przygod. Nie byles pierwszy i nie bedziesz ostatni dla niej.

      A swoja droga, czytajac Twoja wypowiedz mialam nieodparte wrazenie, ze oto
      urwal sie z lancucha owczarek alzacki...

      Aha, i potepiam Twoje postepowanie.
      • niewierny Re: co to, polska wersja 04.03.02, 17:36
        Gość portalu: Krizia napisał(a):
        > Nie byles pierwszy i nie bedziesz ostatni dla niej.

        wiem
        i to mnie przekonuje, że ludzie z doświadczeniem bywają lepsi w łóżku ;-)
      • ha-ga Re: co to, polska wersja 05.03.02, 23:00
        Gość portalu: Krizia napisał(a):

        >Bo ta panienka z ponetnym
        >cialem, dzika i namietna,
        >idaca do lozka z zonatym facetem
        >to pewnikiem lowczyni przygod.

        I prawdopodobnie ma kiłę, schizofrenię i jeździ tramwajem bez biletu. Ten wątek
        robi się coraz bardziej bezsensowny. Niewierny, powiedz mi, co Cię skłoniło, do
        zamieszczenia swojego postu na forum? Chciałes się podzielić szczęściem,
        sprowokować, czy, jak piszą niektórzy, szukasz poklasku? W zasadzie trzymam Twoją
        stronę, ale nie rozumiem dlaczego nie przeżywasz swojej fascynacji bardziej
        kameralnie.

        Pozdrawiam, Ha-Ga...
        • ha-ga Re: co to, polska wersja 05.03.02, 23:07
          Upsss, nie wszystkie wątki przeczytałem. Juz wiem czemu napisałeś swój post.

          Ha-Ga...
    • Gość: Magik ja tez IP: *.dip.t-dialin.net 04.03.02, 14:13
      no coz niewierny, jak juz tu panie (glownie) pisaly masz chyba rozumek
      o jedno pietro za nisko sadzac po poziomie twojej wypowiedzi.
      Co do sprawy merytorycznej to ja (mezczyzna, 38 lat, zonaty 16lat, 2 dzieci)
      tez mam kochanke, z roznych powodow zreszta.
      Moja zona o niej wie, nie rozwodzimy sie u powodow dzieci, tak sobie
      ulozylismy zycie i jakos idzie.
      Zona me tez swojego przyjaciela, czy z nim sypia to nie wiem bo nie pytam
      Po prostu znudzilismy sie soba w lozku, reszta jakos sie udaje.
      Nie rozumiem tylko tego po co ty to piszesz, wywiesiles to moze w bloku
      w ktorym mieszkasz?
      regards
      magik
      • Gość: żonaty Re: ja tez IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.03.02, 16:11
        Niwierny,postąpiłeś jak Ci rozsądek nakazywał.Życie jest nie takie długie.A co
        by było gdybyś decyzję podjął po 30 latach małżeństwa?Kiepskiego
        małżeństwa.Małzeństwa bez uczucia,szacunku,plegania na sobie.Tyle lat
        udręki.Popatrz na to też z innej strony.Dałeś swojej żonie wolność.Może ona
        znajdzie partnera którego pokocha prawdziwą miłością?Ona też ma do tego
        prawo.Jest młoda ,wykształcona.Ma szansę znależć meżczyznę takiego który będzie
        jej odpowiadał.Co do dziecka.Ono ma też prawo do jako takiego spokoju.I na
        pewno będzie miało go więcej gdy opuścisz ten toksyczny związek.Wiem ,bo sam
        wychowywałem się w toksycznej rodzinie.Rozstańcie się jak przyjaciele, z
        wzajemnym szacunkiem.No i nie zapominaj o swoim dziecku.Ono teraz będzie
        potrzebowało dużo uwagi.No i jeszcze jedna rada:Nie popełniaj błedów w nowym
        związku,tych oczywiście które miały miejsce w poprzednim związku.Życzę ci jak
        najlepiej na nowej drodze.Kto wie ,może wam się powiedzie.tak czy owak wszyscy
        przeżyjecie jeszcze koszmarne chwile,których nikomu bym nie życzył
        • mary_ann Re: ja tez 05.03.02, 23:16
          Gość portalu: żonaty napisał(a):

          .Tyle lat
          > udręki.Popatrz na to też z innej strony.Dałeś swojej żonie wolność.Może ona
          > znajdzie partnera którego pokocha prawdziwą miłością?Ona też ma do tego
          > prawo.Jest młoda ,wykształcona.Ma szansę znależć meżczyznę takiego który będzie
          >
          > jej odpowiadał.Co do dziecka.Ono ma też prawo do jako takiego spokoju.I na
          > pewno będzie miało go więcej gdy opuścisz ten toksyczny związek.


          No chyba sie rozpłaczę ze wzruszenia..... czyż nie za wiele szlachetności?

          Za chwile dowiemy się, ze zona i dziecko powinni Niewiernemu na kolanach
          dziękować... :(
      • niewierny Re: ja tez 04.03.02, 17:41
        Gość portalu: Magik napisał(a):
        > no coz niewierny, jak juz tu panie (glownie) pisaly masz chyba rozumek
        > o jedno pietro za nisko sadzac po poziomie twojej wypowiedzi.

        miło, że jesteś miły ;-)

        > Nie rozumiem tylko tego po co ty to piszesz, wywiesiles to moze w bloku
        > w ktorym mieszkasz?

        żeby włożyć kij w mrowisko,
        żeby pokazać trochę życie od innej strony idealistom, nakarmionym pięknymi
        formułkami, że cię nie opuszczę aż do śmierci ...
        żeby przekonać się ile tego jest w nas, żeby po raz kolejny przeczytać, ze sporo
        idealistów to młodzi, bez doświadczenia, łatwo szermujący oceny, żeby zobaczyć,
        że ludzie po przejściach, z doświadczeniem są bardziej tolerancyjni, że nie
        atakują od razu heretyka,
        prowokacja jest częścią mojej natury,
        mogłem założyć wątek sztuczny, ale mój jest prawdziwy, to moje życie, tak się
        ułożyło, i teraz wyplątuję się z tego toksycznego związku,
        może być, że nowy nie będzie lepszy, wiem, że nie mam w ręku patentu na szczęście
        nieprzemijające, ale o parę rzeczy jestem bogatszy
    • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 04.03.02, 17:45
      Wiesz, przeczytalam z namyslem wszystkie posty w tym watku. Probowalam naprawde
      CIe zrozumiec. Co mi wyszlo?
      Spraw kilka.
      Otoz podstawa dobrego malzenstwa jest wzajemnie zywiony szacunek.
      Malzenstwo sie buduje, dzien po dniu, krok po kroku.
      Do tego budowania potrzebny jest akt woli obojga malzonkow.
      Sam wiesz najlepiej, jak jest w przypadku Twojego malzenstwa. Gdzie
      popelniles bledy, gdzie popelnila je zona.
      Udany seks to wbrew pozorom tez efekt wzajemnego szacunku. Seksualny
      wymiar zycia pary to tez efekt pracy - nie tylko namietnosci.
      Nie znaczy to, ze namietnosc nie moze sie zdarzyc nagle. MOze, tylko
      jak dlugo potrwa, niewzmocniona aktem woli, szacunkiem, miloscia...?
      Straciles cierpliwosc i mozna to zrozumiec.
      Jednak zlozyles przysiege i ponosisz odpowiedzialnosc za dziecko.
      Jesli nie ma problemow finansowych - moze rzeczywiscie lepiej sie
      wyprowadzic? Pozwolic sobie nawzajem przemyslec wiele spraw na
      dystans? Rozpoznac sie na nowo? Kazde siebie najpierw, a potem
      zobaczyc, co zostalo z Was jako pary?
      Dlaczego popelniasz ten sam blad?
      Dlaczego bez sensu rzucasz sie na przypadkowa partnerke?
      Skoro z zona sie nie udalo, to z ta pania zapewne masz
      znacznie mniej szans...
      Odczekaj. Daj odpoczac zranionym emocjom i zobacz, czego
      naprawde chcesz.
      A dziecko?
      WIdzisz, zle jest rozwijac sie w chorym zwiazku, ale jeszcze gorzej,
      gdy kazde z rodzicow ma nowego partnera, albo ich zmienia jak
      rekawiczki. Dziecko potrzebuje bezpiecznego swiata, o jasnych
      regulach, z jednym, wlasnym tatusiem i jedna, wlasna mamusia...
      Na ile zalezy Ci na wlasnym dziecku?
      Wyprowadz sie, jesli nie ma innego wyjscia, ale nie pchaj
      sie w nastepny zwiazek zupelnie bez sensu...
      Uwazaj, bardzo latwo sie w tym wszystkim kompletnie zatracic.
      Szkoda Ciebie i szkoda Twojego dziecka; jesli zona jest
      taka, jak ja przedstawiasz, lepiej, by dziecku ojca nie
      zabraklo...
      Pozdrawiam i zycze podjecia sensownych decyzji!
    • caver Re: mam kochankę 04.03.02, 19:16
      Hallo Niewierny. Nie przejmuj sie tymi, co na ciebie napadaja. Wielu z nich
      (pewnie nie wszyscy, ale wielu) ma usta pelne szczytnych hasel a w gruncie
      rzeczy zazdroszcza ci, ze sie stac cie bylo na zerwanie tego zwiazku. I jakie
      by nie byly tego przyczyny, kazdy ma prawo zyc jak chce. Powolywanie sie na
      zlozona przysiege(!) to bzdura. Przysiega sie w dobrej wierze, a zycie koryguje
      wszystko. Trzeba wyjsc z honorem a nie jak tchorz. Wielu z tych, co napadaja na
      ciebie chcetnie by sobie tez zafundowali kochanke. I wierz mi, trzeba o wiele
      wiecej odwagi na postapienie jak ty zrobiles, niz jak sie tkwi w toksycznym
      zwiazku powolujac sie na dobro dzieci, zlozona przysiegi i cos tam jeszcze. I
      najlepiej by bylo zeby wszycy tak tkwili. Zycze ci szczescia. Kochaj sie ile
      tylko masz sil i mozliwosc, patrz na swiat kolorowo i badz szczesliwy. Wiesz,
      ktos madry powiedzial, ze szczescie, to jest takie co, za ktorym wielu goni,
      niektorym udaje sie je dogonic i zatrzymac. A wiekszosc wcale nie wie, co to
      jest szczescie. Zyj i badz szczesliwy.
      • chudyy Re: mam kochankę 04.03.02, 19:36
        caver napisał(a):

        dzięki Caver

        > Przysiega sie w dobrej wierze, a zycie koryguje wszystko.
        no powiedzmy, że sporo

        wiesz, Twoja wypowiedź przypomniała mi jeszcze, że to nie jest tak, że ja gonię
        za szczęściem, akurat ja nie dbam szczególnie żeby być szczęśliwym, mi wystarczy
        zadowolenie, satysfakcja, robienie tego co lubię itd.

        i słówko o toksyczności:
        napisałem artykuł do gazety, przyjęli wydrukowali,
        taki ucieszony mówię w domu żonie, a ona obraziła się, bo ja robię karierę
        k.......

        nie powiem co teraz robię, ale zaczynałem po szkole średniej od pracy ślusarza w
        państwowej firmie (innych nie było), a każdy mój krok wyżej to rosnące z jej
        strony zarzuty,
        czasami myślę, że jej mój awans nie tyle nie cieszy co wręcz przeciwnie, ona
        czuje się przez to zagrożona, coraz bardziej, wyjazd na konferencję tu i tam to
        dla niej tylko kolejne powody, żeby mi awantury robić

        I po to między innymi napisałem, ludzie posłuchajcie czasami samych siebie i nie
        tkwijcie w czymś do końca życia, zgorzkniali, wkurzeni i zazdrośni wobec innych

        kłaniam się
    • risha Re: mam kochankę 04.03.02, 19:36
      Co Wam wszystkim jest? Czy naprawdę wszyscy jesteście tak święci, że nie
      opuszczacie do siebie zdrady? Nie wierzę że całe forum żyje w celibacie. Życie
      jest całkiem inne niż wyobrażenia i marzenia w chwili ślubu.

      Pozdrawiam ...
      • zlakobieta Re: Risha 04.03.02, 20:57
        Brawo! Swiete slowa!
        • caver o swiatobliwi i czcigodni 04.03.02, 21:21
          Tyle to obroncow honoru, ciekawe jak wyglado to w praktyce. Ilu z tych
          swiatobliwych, wiernych przysiedze, plci obojga mowi : "ja bym tego nigdy nie
          zrobil, nie zrobila", bo przysiega, bo dzieci, bo to, bo tamto. A kukuk!!! Tu
          sa tylko tacy mocni. Gdyby mieli mozliwosc, mieszkanie i nie bali sie co
          powiedza sasiedzi albo ksiadz na koledzie, dawno by spakowali manatki i poszli
          w sina dal. Niewielu jest takich, choc sa na pewno, ktorzy w malzenskim lozu
          odprawiaja chalture. Ale przyznac sie do tego ??? o nie! I co to za pruderyjny
          kraj, gdzie lozko, znaczy malzenstwo. Pierwszy kochanek od razu do slubu, seks
          cos swiatobliwego, moze jeszcze trzeba by sie pomodlic przed i po, co? W lozku,
          jak wszedzie mistrzostwo nabywa sie wraz z praktyka a nie gadaniem. A jak ktos
          po prostu lubi sie kochac i mowi o tym glosno a jeszcze na dodatek nie z wlasna
          zona, pod malzenska koldar, to trzeba go zniszczyc. Seks jest przyjemnoscia,
          podstawowym instynktem a nie laska Boza. I wiem, zaraz sie posypia na mnie
          gromy, ze czlowiek ma rozum itd. Czlowiek ma rozum i ma sobie rozumnie zycie
          robic przyjemne. Tylko tu sie jakos dziwnie traktuje seks jako cos wznioslego,
          co nie ma prawa dawac przyjemnosci a juz przyznawac sie do tego?? Nazywa sie
          sperma w mozgu. To jest calkiem po prostu zawisc i koltunstwo.
          • Gość: Trotula Re: o swiatobliwi i czcigodni IP: *.dabrowa.sdi.tpnet.pl 04.03.02, 22:38
            Właśnie, dlaczego uważacie, że życie z niekochaną i niekochającą osobą pod
            jednym dachem jest lepsze niż uczciwe rozstanie? Małżenstwo to ciężka praca,
            itd., itd. A przecież czasami przestajesz kogoś kochać, lubić, nie chcesz z
            kimś żyć. Moi rodzice się nie kochają, kiedyś chyba tak. Do dziś mieszkają
            razem - nie wiem dlaczego, z wygodnictwa, strachu przed ponownym ułożeniem
            sobie życia? Nie są katolikami ani idealistami, więc to raczej odpada. Ja
            dostawałam od każdego z nich miłość i troskę jakby "osobno", ale nie bylam
            ślepa - to nie zastąpiło mi miłości, zwykłego lubienia się MIĘDZY NIMI. Małe
            dziecko naprawdę wiele rozumie i wyczuwa! Do dzisiaj nie mogę wybaczyć mamie,
            ze się nie rozwiodła, że żyje w takiej obłudzie nie wiadomo dlaczego- dla dobra
            dziecka? Dziecko żyjące w takiej toksycznej rodzinie jest bardziej okaleczane
            niż to rozwiedzionych rodziców.
            Tyle o dziecku, którego losem tak się przejęliście.
            A co do żony - jest dorosłą kobietą, widocznie i ona za mało pracowała na ten
            związek. Zdarza się. I rozwody też się zdarzają, i nie ma co odsądzać od czci i
            wiary tych, którzy zdecydowali się odejść.
            Niewierny, życzę Ci dużo szcześcia.
            • goga.74 tzw. dobro dziecka 05.03.02, 00:11
              Do dzisiaj nie mogę wybaczyć mamie,
              > ze się nie rozwiodła, że żyje w takiej obłudzie nie
              wiadomo dlaczego- dla dobra
              >
              > dziecka? Dziecko żyjące w takiej toksycznej rodzinie
              jest bardziej okaleczane
              > niż to rozwiedzionych rodziców.
              > Tyle o dziecku, którego losem tak się przejęliście.

              Podpisuje sie obiema rekami. Moi rodzice wprawdzie sie
              rozwiedli ale duzo za pozno. Rozwod ich przyjelam z ulga,
              ze jakis koszmar nareszcie sie skonczyl. Jesli czegos nie
              moge wybaczyc to tego, ze nie zrobili tego 20 lat
              wczesniej.
              I jak slysze czasem wypowiedzi ze nalezy ze soba byc dla
              dobra dziecka itd. to czuje ze mi sie poziom cisnienia
              podnosi.
              • Gość: fragola Re: tzw. dobro dziecka IP: *.dami-rz.pl 05.03.02, 00:35
                Moi rodzice też rozwiedli się,gdy miałam 4 latka,a żyli w separacji już 2 lata
                po ślubie.A ślub był z wielkiej miłości(ja nie byłam jego powodem,łatwo było
                policzyć:)Nie mam żalu do matki,że odeszła od ojca,chociaż był dobrym
                człowiekiem.Po prostu rozumiem,że między dwojgiem ludzi może się nie
                układać.Może właśnie dlatego nie jestem zakłamana,bo nie musiałam patrzeć
                na "udawanie jaką to świetną się jest rodziną".A to chyba u nas częste.Ciekawa
                jestem czy owi małżonkowie pozorujący sielankę uznają swoje dzieci za
                ślepe,głuche i głupie?I wytłumaczcie mi jak zachowane jest dobro dziecka,które
                widzi wrogość dwojga ludzi, a w najlepszym przypadku obojętność.
                • niewierny Re: tzw. dobro dziecka 05.03.02, 08:55
                  Znakomite słowa dziewczyny, szczególnie, że przeżyłyście rozwód rodziców.
                  Patrzę na swoje dziecko i widzę, że ono wszystko rozumie. Ona ostatnio zaczęła
                  przy mnie być łapczywie. Dziś wróciłem do "domu" o 6:30. Skończyłem już brać
                  prysznic gdy do łazienki weszła córeczka i mówi do mnie:
                  "tatusiu ja wczoraj widziałam mola jak leciał w pokoju dużym", powiedziała to z
                  wielkim przejęcim, dwa dni wcześniej mówiłem bowiem, że chyba udało mi się
                  wszystkie mole wytępić bo już nic nie lata po domu. Potem przyniosła wierszyki
                  Konopnickiej, to takie długie o kociej szkole, kotku Pimpusiu i poprosiła żebym
                  jej poczytał. Oczywiście jak zwykle robiłem to trzymając ją na kolanach. Tego
                  będzie mi brakować po rozwodzie najbardziej, a najbardziej jestem wściekły, że
                  moja żona nigdy nie doceniła we mnie tego jakim jestem ojcem...
                  Ale nikt mi chrznu nie wstawi, że lepiej będzie mojej córce widzieć ciągły
                  lodowiec w domu niż spotykać się ze mną reguralnie i mając mnie samego, bez
                  żony w okolicy mieć mnie radosnego, kochającego ją bez skrępowania. Powidzcie,
                  czy doświadczyliście, że współmałżonek tłumi waszą miłość do dziecka, jest
                  chorobliwie zazdrosny, robi wam awantury wieczorem bo za długo usypialiście
                  dziecko itd.
                  sorki,
                  jak ktoś tego nie przeżył to może mnie wyśmiać, ale tak jest i nie raz w
                  szczypałem sam siebie bo to brzmi jak opis paranoika, a to moje życie naprawdę,

                  pozdrawiam was
                  • goga.74 Re: tzw. dobro dziecka 05.03.02, 10:51
                    Dziecko potrzebuje poczucia bycia kochanym przez obojga
                    rodzicow. Oczywiscie idealem jest jak oni sa
                    szczesliwym malzenswem, ale czasami nie sa i trzeba cos
                    z tym zrobic. Na pewno rodzice, ktorzy maja swoje
                    szcesliwe zycie osobiste jest latwiej okazywac dziecku
                    uwage i milosc. I dlatego wlasnie dla dobra dziecka,
                    jesli sie jest pewnym rozwodu, trzeba sie rozwiesc
                    szybko i bezbolesnie.
                    A w udawanie latami ze wszystko jest w porzadku nie
                    wierze. Moi rodzice nawet nie probowali, pamietam
                    czeste klotnie. Naprawde nie wiem czemu sie nie
                    rozeszli. Wierze ze inni ludzie moga sie zachowywac
                    bardziej kuluralnie i obojetnie, ale i tak pewnie
                    atmosfera jest chora, bo nie mozna przezciez udawac...
                    milosci.

          • Gość: fragola Re: o swiatobliwi i czcigodni IP: *.dami-rz.pl 04.03.02, 23:22
            Tak, odezwały się głosy "świętych" pełne oburzenia.Dla mnie seks=miłość,ale po
            przeczytaniu wypowiedzi Niewiernego nawet nie przyszłoby mi do głowy
            potępiać,ferować wyroki.Ale wiecie co mi przyszło do głowy...niech nadrabia te
            2 lata:)I jeszcze życzę mu wielkiej namiętności,wspaniałego seksu połączonego z
            głębokim uczuciem.
            A jeśli chodzi o seks w małżeństwie to Kościół robi faktycznie złą robotę
            twierdząc,że w trakcie dopasują się partnerzy,a nawet jeśli nie to przecież
            nic strasznego.A przecież seks niewiarygodnie umacnia więz .W Polsce dominują
            dwie tendencje:pruderia , traktowanie seksu i cielesności jako czegoś gorszego
            lub wulgaryzowanie tej sfery życia(i w sumie też traktowanie jej jako czegoś
            gorszego).Przeczytałam opinie oburzonych zdradą Niewiernego,ale ja nie dołączę
            do nich,bo 2 lata bez seksu w małżeństwie to jednak dowód na jego rozkład(tak,
            wiem,można posklejać,ale autor próbował,wiem,że seks nie
            najważniejszy,ale...bardzo ważny).
            A na koniec trochę prywatnych wspomnień . Jako młoda dziewczyna zakochałam się
            w żonatym mężczyznie(uwaga dla odburzonych moralizatorów:nie wiedziałam od
            początku,że jest żonaty).Uczucie było wzajemne.Bardzo silne z jego
            strony.Przekonałam się o tym,ze mężczyzni potrafią naprawdę kochać(kolejna
            uwaga dla oburzonych moralizatorów:nie przespałam się z nim).Mimo zapewnień
            (teraz wiem,że były prawdziwe),że jego małżeństwo to fikcja uciekłam przed tą
            miłością.Nie chciałam rozbijać czyjegoś związku(który i tak był rozbity-teraz
            to wiem na pewno).Studiowałam,zakochałam się.A on spotkał kogoś,rozwiódł się z
            żoną i założył nową rodzinę.Cieszę się z tego powodu.I proszę zastanówcie się
            ciut dłużej nim napiszecie o kimś przykre rzeczy.Naprawdę czasem człowiek może
            się pomylić wybierając życiowego partnera i nic nie da się skleić.Czasem między
            dwojgiem ludzi robi się przepaść.
      • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 04.03.02, 22:53
        risha napisał(a):

        > Co Wam wszystkim jest? Czy naprawdę wszyscy jesteście tak święci, że nie
        > opuszczacie do siebie zdrady? Nie wierzę że całe forum żyje w celibacie. Życie
        > jest całkiem inne niż wyobrażenia i marzenia w chwili ślubu.
        >
        > Pozdrawiam ...

        Celibat, Risho, to bezzenstwo. A wiekszosc tych, ktorzy tu pisza, deklaruje,
        ze ma stalych partnerow. To po pierwsze.
        Niedopuszczanie do siebie zdrady niewiele ma wspolnego ze swietoscia.
        To znaczy ma tyle, ze jest jej warunkiem koniecznym, ale nie -
        wystarczajacym. To po drugie.
        Wyobrazenia i marzenia w chwili slubu ma sie takie, na jakie sie zasluguje.
        To znaczy zaleza one li i jedynie od dojrzalosci osoby podejmujacej
        slubne zobowiazania - w chwili, gdy ta osoba je podejmuje. Moga sie
        zatem zdarzyc sytuacje, gdy rzeczywistosc wyprzedza marzenia
        in plus, prawda?
        To po trzecie.
        A po czwarte i ostatnie - nie mamy tu do czynienia z jakims wyabstrahowanym
        teoretyzowaniem na temat 'zdradzac, czy nie', ale z konkretnym czlowiekiem,
        jego swiatem wartosci i jego dramatem.
        I ten czlowiek wymaga, by sie nad nim pochylic i probowac znalezc dla niego
        jakas rade uczciwa, skoro zdobywa sie na to, by jak najpelniej swoj
        dramat zaprezentowac.
        Powtorze, mowimy o KONKRETNYM czlowieku, dla ktorego
        WAZNE sa pewne sprawy. Nie o jakims prymitywnym bawidamku.
        A jesli juz cos radzisz juz sugerujesz, to wez, prosze, pod uwage,
        jakie moga byc owoce Twojej rady. Nie chodzi przy tym o to, czy Ty jestes swieta,
        czy nie. Chodzi o to, by - jesli juz doradzamy cokolwiek - nie oszukiwac ludzi,
        nie obiecywac im gruszek na wierzbie lub, jak kto woli, nie sprowadzac
        na manowce.
        Ja nie mowie, jak wyglada moje zycie. Ja tylko wiem, jakie konsekwencje
        moga przyniesc nieprzemyslane decyzje. To wszystko. ANi wiecej, ani mniej.
        Pozdrawiam
        Milek
        • Gość: A27 Re: mam kochankę IP: *.proxy.aol.com 05.03.02, 01:07
          Niewierny teraz wkroczyl w klasyczny etap zakochania, kiedy zona jest be, a
          kocahnka cacy. Ale niewazne. Niech sie cieszy tym co ma, wini zone i wielbi
          kochanke, ale nikonieczenie zgadzam sie z nim, ze trzeba miec wielu parternow
          by nacieszyc sie seksem.
          Znam kobiete, ma 52 lata, nadal seksualnie aktywna i miala tylko w zyciu
          jednego chlopa i z tego co mi powiedziala sex byl przez caly okres jej
          malzenstwa tym co ja bardzo wiazalo z jej facetem. Roznie miedzy nimi bywalo,
          ale lozko ich zawsze laczylo. Zatem nie wierze, ze mozna tutaj wyprowadzic
          jakas sensowna zaleznosc miedzy iloscia partnerow przed slubem i szansa na
          powodzenie zwiazku. Powodzenie zwiazku zalezy tylko i wylacznie od DWOJGA
          partnerow w nich wystepujacych.

          Co do mnie to tak jak czarni mi wlozyli do glowy, chce tylko jednego chlopa na
          cale zycie. Mam nadzieje, ze on tez.

          Byc moze niewierny z kochanka bedziesz szczesliwszy niz zona. Teraz na pewno
          tak, a potem - sam zobaczysz...
          • niewierny Re: mam kochankę 05.03.02, 09:06
            Gość portalu: A27 napisał(a):
            > Niewierny teraz wkroczyl w klasyczny etap zakochania, kiedy zona jest be, a
            > kocahnka cacy.

            nie chcę być niemiły, ale chyba niuważnie przeczytałaś moje wypowiedzi, od dwóch
            lata zero seksu, zero czułości, zero przytulania, zasypiania wtulony w ciepłe
            ciało bliskiego człowieka ... osobne kołdry, wiesz jaki jest dotyk kogoś kto
            przestał być Ci bliski? przytulałaś się kiedyś do pergaminu???


            > kochanke, ale nikonieczenie zgadzam sie z nim, ze trzeba miec wielu parternow
            > by nacieszyc sie seksem.

            ja też nie mówię, że każdy musi tak właśnie, ja na moim przykładzie i paru innych
            mi znanych odnoszę coraz silniejsze wrażenie, że monogamia i dozgonna wierność
            jak się ma naście lat to wcale nie jest patent na szczęście

            > Co do mnie to tak jak czarni mi wlozyli do glowy, chce tylko jednego chlopa na
            > cale zycie. Mam nadzieje, ze on tez.

            i ja nikomu takiego wyboru zabraniać nie śmiem, ja jedynie mówię, że taki wybór
            ma swoje pułapki

            btw, czy to nie dziwne, że kościół daje rozgrzeszenie za zabicie człowieka, a nie
            za rozwód, to może lepiej zabić żonę???
            kościół to niezła obłuda

            na szczęście ja kościelnego nie mam
          • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 10:43
            >Zatem nie wierze, ze mozna tutaj wyprowadzic
            > jakas sensowna zaleznosc miedzy iloscia partnerow przed slubem i szansa na
            > powodzenie zwiazku.

            Oczywiście, nie tyczy sie to wszystkich, wnioski wyciagnelam na podstawie swoich doswiadczen,
            oraz niektorych osob , ktore znam. My z moim mezem znamy wartosc naszego zwiazku i robimy
            wszystko, by tego nie stracic. Oszacowywania miedzyludzkich wiezi nauczyly nas poprzednie nasze
            zwiazki, u ciebie moglo byc inaczej- urodzilas sie i od razu wiedzialas jak postepowac, chwala ci za to
            :)


            >Powodzenie zwiazku zalezy tylko i wylacznie od DWOJGA
            > partnerow w nich wystepujacych.

            To chyba oczywiste dla kazdego.
        • niewierny Re: mam kochankę 05.03.02, 09:01
          Gość portalu: Milek napisał(a):
          > I ten czlowiek wymaga, by sie nad nim pochylic i probowac znalezc dla niego
          > jakas rade uczciwa, skoro zdobywa sie na to, by jak najpelniej swoj
          > dramat zaprezentowac.

          sory stary, jesteś księdzem?
          takie gadki to na rekolekcje
          wiem, że mogę być trochę nieszczęśliwy, ale wkurza mnie taka mowa trawa, to już
          wolę jak ktoś konkretnie przywali mi swoimi myślami, a nie jakieś kalki ble ble
          wklepuje

          przepraszam jeśli Cię obrażam, ale chodzi mi pokazanie mojego odbioru tego stylu
          • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 10:26
            Milek to katechetka. Byl watek o usuwaniu ciazy, jej posty to kazanie w kosciele, niedzielnym rankiem.
            • hal9000 Re: mam kochankę 05.03.02, 11:28
              Gość portalu: Nell napisał(a):

              > Milek to katechetka. Byl watek o usuwaniu ciazy, jej posty to kazanie
              > w kosciele, niedzielnym rankiem.

              No cóż, nie każdy może się poszczycić jakim intelektem jak Ty, droga Nell :-)
              • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 11:35
                hal9000 napisał(a):

                > Gość portalu: Nell napisał(a):
                >
                > > Milek to katechetka. Byl watek o usuwaniu ciazy, jej posty to kazanie
                > > w kosciele, niedzielnym rankiem.
                >
                > No cóż, nie każdy może się poszczycić jakim intelektem jak Ty, droga Nell :-)

                Aleez mi przygadales....:)
                Moze porozmawiamy jeszcze o tym, kiedy czlowiek umiera? ja bede sie upiererala, ze wtedy, gdy umiera
                mozg..o ile wiem, mozgu sie jeszcze nie reanimuje... chociaz nie jestem specjalistka, lecz tylko biednym,
                bezboznym, nie chodzacym do kosciola zuczkiem..

                • hal9000 Re: mam kochankę 05.03.02, 14:02
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Aleez mi przygadales....:)
                  > Moze porozmawiamy jeszcze o tym, kiedy czlowiek umiera? ja bede sie upiererala,
                  > ze wtedy, gdy umiera mozg..o ile wiem, mozgu sie jeszcze nie reanimuje...

                  Wyjdźmy od stwierdzenia, które byłaś uprzejma wypowiedzieć na wiadomym wątku:

                  > Czlowiek, u ktorego nie pracuje mozg, jest martwy, a u plodu, mozg zaczyna
                  > pracowac ok 3 miesiaca.

                  Przez połączenie obu części Twojej wypowiedzi dostajemy stwierdzenie, że płód
                  przed 3 miesiącem życia jest martwy.

                  Przeprowadźmy teraz eksperyment myślowy.
                  Poczekajmy jeszcze jakieś powiedzmy 4 miesiące.
                  Wtedy płód (w znakomitej wiekszości) ma już mózg, a więc zgodnie z Twoimi
                  kryteriami żyje.

                  Spójrzmy na to raz jeszcze: płód był martwy a teraz żyje...

                  Chyba nie pomylę się znacząco jeżeli powiem, że mamy to czynienia ze
                  ZMARTWYCHWSTANIEM?

                  > chociaz nie jestem specjalistka, lecz tylko biednym,
                  > bezboznym, nie chodzacym do kosciola zuczkiem..

                  W świetle powyższego powinnaś chyba przemyśleć to jeszcze raz. :-)
                  Ale nie martw się. Wielu świętych zaczynało właśnie w ten sposób... :-)
                  • Gość: Nell Re: mam kochankę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 14:30
                    hal9000 napisał(a):


                    >
                    > Wyjdźmy od stwierdzenia, które byłaś uprzejma wypowiedzieć na wiadomym wątku:
                    >
                    > > Czlowiek, u ktorego nie pracuje mozg, jest martwy, a u plodu, mozg zaczyna
                    >
                    > > pracowac ok 3 miesiaca.
                    >
                    > Przez połączenie obu części Twojej wypowiedzi dostajemy stwierdzenie, że płód
                    > przed 3 miesiącem życia jest martwy.

                    Nie, nie o to mi chodzilo...W moim ujeciu fakt funkcjonowania(u plodu)zycia(u
                    czlowieka) mozgu, to cezura , ktora odziela istote prawie wyksztalconą, od zlepu
                    komorek i plynow, oraz zywych od martwych. Samo nie istnienie w mozgu procesow
                    myslowych u ludzi po wypadkach, nie swiadczy o ich smierci, poniewaz same procesy
                    myslowe, sa jednymi z wielu zachodzacych w mozgu. Takim ludziom podtrzymuje sie
                    wlasnie funkcjonowanie innych organow, by nie dopuscic do niedotlenienia mozgu, w
                    konsenkwencji do jego smierci. Sorki, nie jestem specjalista, wiec nie bede sie
                    dalej wglebiala w ten temat.
                    > Przeprowadźmy teraz eksperyment myślowy.
                    > Poczekajmy jeszcze jakieś powiedzmy 4 miesiące.
                    > Wtedy płód (w znakomitej wiekszości) ma już mózg, a więc zgodnie z Twoimi
                    > kryteriami żyje.
                    >
                    > Spójrzmy na to raz jeszcze: płód był martwy a teraz żyje...
                    >
                    > Chyba nie pomylę się znacząco jeżeli powiem, że mamy to czynienia ze
                    > ZMARTWYCHWSTANIEM?

                    Jak wyzej.

                    >
                    > > chociaz nie jestem specjalistka, lecz tylko biednym,
                    > > bezboznym, nie chodzacym do kosciola zuczkiem..
                    >
                    > W świetle powyższego powinnaś chyba przemyśleć to jeszcze raz. :-)
                    > Ale nie martw się. Wielu świętych zaczynało właśnie w ten sposób... :-)

              • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 05.03.02, 21:42
                hal9000 napisał(a):

                > Gość portalu: Nell napisał(a):
                >
                > > Milek to katechetka. Byl watek o usuwaniu ciazy, jej posty to kazanie
                > > w kosciele, niedzielnym rankiem.
                >
                > No cóż, nie każdy może się poszczycić jakim intelektem jak Ty, droga Nell :-)

                Dzieki, Hal9000 :-))).
                Jakem nie-katechetka (co nie ma zadnego znaczenia, choc moze warto sie
                przekwalifikowac?), to sie pocieszam o tyle, ze koscielne kazania
                niedzielnym rankiem jeszcze nikomu nie zaszkodzily...
                Pozdrawiam cieplo
                Milek

          • Gość: kobieta Re: mam kochankę IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 05.03.02, 15:08
            Współczuję Ci Niewierny Twojej sytuacji w domu: brak miłości i czułości.
            Sytuację jeszcze bardziej komplikuje dziecko. Teraz najważniejsze jest abyś
            wyplątał się z tego tak, by nie utracić kontaktu z córką. To ona jest
            najważniejsza, niech wie, że ma ojca który ją bardzo bardzo kocha. A o żonie
            zapomnij, znajdź sobie fajną babke i ułóż sobie z nią życie.
            I jeszcze jedno do wszystkich forumowiczów: seks przed małżeństwem jak
            najbardziej tak. Nie ma nic bardziej frustrującego jak małżeństwo z seksualnie
            niedopasowanym partnerem.
          • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 05.03.02, 21:35
            niewierny napisał(a):

            > Gość portalu: Milek napisał(a):
            > > I ten czlowiek wymaga, by sie nad nim pochylic i probowac znalezc dla nieg
            > o
            > > jakas rade uczciwa, skoro zdobywa sie na to, by jak najpelniej swoj
            > > dramat zaprezentowac.
            >
            > sory stary, jesteś księdzem?

            Nie, kobieta, i bynajmniej nie katechetka... choc to nie ma zadnego
            znaczenia.

            > takie gadki to na rekolekcje

            A Ty chciales, zeby Cie poglaskac po glowce i powiedziec cos mocnego,
            w stylu: no to sobie pouzywaj chlopie, dopoki Ci stoi, czy jakos tak?

            Bardzo musialy byc kiedys dla Ciebie wazne sprawy wiary, skoro
            nawet teraz krzyczysz calemu swiatu, ze dales ciala...
            WIesz, to tak jak z dzieckiem, ktore po raz pierwszy zlamie zakaz.
            Oh, jaka to duma.
            No i zlamales i sie pochwaliles. Lepiej CI?

            > wiem, że mogę być trochę nieszczęśliwy,

            Ty - to Twoja sprawa. Jestes dorosly (?). Znak zapytania
            zawdzieczasz temu Twojemu postowi, na ktory wlasnie odpowiadam.
            Tak sobie poscielesz, jak sie wyspisz.
            Gorzej, ze tak naprawde o dziecku nie myslisz, choc sie deklarujesz.
            A - z tego co piszesz - ono moze na Ciebie tylko liczyc.


            ale wkurza mnie taka mowa trawa, to już
            >
            > wolę jak ktoś konkretnie przywali mi swoimi myślami, a nie jakieś kalki ble ble
            >
            > wklepuje

            Czy ten styl Ci bardziej odpowiada?
            Nie chodzi Ci o to, CO konkretnie mam Ci do powiedzenia, ale ze styl
            jest za delikatny.
            Chlopie, gdzie TY masz rozum?
            >
            > przepraszam jeśli Cię obrażam, ale chodzi mi pokazanie mojego odbioru tego styl
            > u

            Prosze, nie obrazasz. Po prostu demaskujesz.


            • Gość: Milek Mala korekta poprzedniego postu IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.02, 04:43
              Bylo:
              > Tak sobie poscielesz, jak sie wyspisz.
              Zamiast: Jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz

              oraz:
              >
              Prosze, nie obrazasz. Po prostu demaskujesz.
              zamiast:
              Prosze, nie obrazasz. Po prostu demaskujesz sie.

              Za brak precyzji wynikajacy z pospiechu potencjalnych
              czytajacych przepraszam
              I pozdrawiam
              Milek
              >

        • Gość: Nell re Celibat IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 10:20
          "Celibat, Risho, to bezzenstwo."

          - nie tylko nasz ekspertko w sprawach religijnych , to takze zaniechanie uprawiania seksu, chociaz
          moze ksieza traktuja celibat tak jak ty i uprawiaja seks, robia dzieci ze swymi nie- żonami, twierdzac
          przy tym , ze zyja w celibacie, bo w stanie jakby nie bylo bezzennnym.
        • risha Re: mam kochankę 05.03.02, 19:35
          Czy ja pisałam do dzieci, czy dorosłych ludzi?
        • ha-ga Re: mam kochankę 05.03.02, 19:51
          Drogi Milku,

          jak wiedzę chciałeś swoją inteligencją rzucić Rishę na kolana. Oczywiście masz
          rację, celibat to bezżeństwo, ale potraktuj to jako skrót myślowy i zamiennik
          terminu wstrzemiężliwość seksualna, a idąc może trochę szerzej jako monogamia.
          Podejrzewam, że ubliża to Twojej inteligencji, ale bądź wyrozumiały dla
          polskich prostaczków, którzy nie rozumieją czasem trudnych słówek. A co do
          konkretnego człowieka i rad dla niego, jak napisałeś, to nie zauważam jakiegoś
          apelu o radę od niewiernego. On raczej chce wykrzyczeć światu jak bardzo jest
          szczęśliwy i ma w głębokim poważaniu Twoje rady. A kończąc powiem, że wolałbym
          żeby mnie Risha wyprowadziła swoimi listami na manowce, jak ładnie napisałeś,
          aniżeli żebyś Ty mnie naprowadzał na prostą drogę cnoty swoimi światłymi radami.

          Pozdrawiam, Ha-Ga...
          • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 05.03.02, 21:27
            ha-ga napisał(a):

            > Drogi Milku,
            >
            > jak wiedzę chciałeś swoją inteligencją rzucić Rishę na kolana. Oczywiście masz
            > rację, celibat to bezżeństwo, ale potraktuj to jako skrót myślowy i zamiennik
            > terminu wstrzemiężliwość seksualna, a idąc może trochę szerzej jako monogamia.
            > Podejrzewam, że ubliża to Twojej inteligencji, ale bądź wyrozumiały dla
            > polskich prostaczków, którzy nie rozumieją czasem trudnych słówek. A co do
            > konkretnego człowieka i rad dla niego, jak napisałeś, to nie zauważam jakiegoś
            > apelu o radę od niewiernego. On raczej chce wykrzyczeć światu jak bardzo jest
            > szczęśliwy i ma w głębokim poważaniu Twoje rady. A kończąc powiem, że wolałbym
            > żeby mnie Risha wyprowadziła swoimi listami na manowce, jak ładnie napisałeś,
            > aniżeli żebyś Ty mnie naprowadzał na prostą drogę cnoty swoimi światłymi radami
            > .
            >
            > Pozdrawiam, Ha-Ga...

            Coz, niewiele - pomimo mojej 'inteligencji' - moge tu powiedziec...
            Moze tylko, ze meska forma mego nicka nie determinuje plci- jestem kobieta... Sorry...
            Jesli chciales mnie obrazic, to srednio Ci wyszlo, a to dlatego, ze sprawy
            nie traktuje osobiscie. Sadzilam po prostu, ze cos, poza fizjologia, jest dla
            niewiernego wazne. Jesli nie jest, to niech to napisze wprost, a nie wstawia
            dyrdymaly o niedobrej zonie tudziez milosci do dziecka...
            Ciebie rowniez nie zamierzam nawracac na 'prosta droge cnoty'.
            Bo to Ty wybierasz. Dobrze tylko, gdy wiesz, z czego wybierasz i jakie
            sa konsekwencje tych wyborow...
            A jak juz to wiesz - to masz wolna wole, nie przeze mnie ofiarowana.
            WIec nie mam tez mocy, by Ci ja odebrac, nawet gdybym chciala.
            Rob wiec sobie, co chcesz.
            Tylko moze sie sprobuj jeszcze zastanowic, skad
            ta proba dokopania mi?

            Dobrej nocy!
            Milek
            • ha-ga Re: mam kochankę 05.03.02, 22:28
              Gość portalu: Milek napisał(a):

              >Tylko moze sie sprobuj jeszcze zastanowic,
              >skad ta proba dokopania mi?

              Ja raczej się zastanawiam skąd myśl, że chcę komukolwiek dokopać?
              Nie chcę. A Ty chyba usiłujesz dopasować mi jakąś Jungowsko-Freudowską
              motywację mojego listu, ale oczywiście odpowiesz, że również nie chcesz:))

              Pozdrawiam, Ha-Ga...
              • Gość: Milek Re: mam kochankę IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.02, 04:36
                ha-ga napisał(a):

                > Gość portalu: Milek napisał(a):
                >
                > >Tylko moze sie sprobuj jeszcze zastanowic,
                > >skad ta proba dokopania mi?
                >
                > Ja raczej się zastanawiam skąd myśl, że chcę komukolwiek dokopać?
                > Nie chcę.

                Czyzby? Rozkoszne niewiniatko. Przytocze CI zatem Twoj post
                w celu poprawienia pamieci:

                jak wiedzę chciałeś swoją inteligencją rzucić Rishę na kolana. Oczywiście masz
                rację, celibat to bezżeństwo, ale potraktuj to jako skrót myślowy i zamiennik
                terminu wstrzemiężliwość seksualna, a idąc może trochę szerzej jako monogamia.
                Podejrzewam, że ubliża to Twojej inteligencji, ale bądź wyrozumiały dla
                polskich prostaczków, którzy nie rozumieją czasem trudnych słówek. A co do
                konkretnego człowieka i rad dla niego, jak napisałeś, to nie zauważam jakiegoś
                apelu o radę od niewiernego. On raczej chce wykrzyczeć światu jak bardzo jest
                szczęśliwy i ma w głębokim poważaniu Twoje rady. A kończąc powiem, że wolałbym
                żeby mnie Risha wyprowadziła swoimi listami na manowce, jak ładnie napisałeś,
                aniżeli żebyś Ty mnie naprowadzał na prostą drogę cnoty swoimi światłymi radami.

                I to by bylo na tyle. Z interpretacja tekstow, zwlaszcza moich, nie masz problemow. Czytasz
                inteligencje, wiesz, co mi ubliza, a co nie (ups., przepraszam, tylko 'podejrzewasz').
                Oglaszasz tez wszem i wobec votum nieufnosci wobec moich 'swiatlych rad'.
                I oczywiscie w zaden sposob nie wynika to z checi dokopania mi...

                A Ty chyba usiłujesz dopasować mi jakąś Jungowsko-Freudowską
                > motywację mojego listu, ale oczywiście odpowiesz, że również nie chcesz:))

                A tu jeszcze, jak sie okazuje, wiesz, co odpowiem...
                WIesz zatem o mnie wszystko.
                Ja tylko zadalam pytanie, Ha-Ga.
                Jungowsko-Freudowska motywacja Twojego listu to, za przeproszeniem,
                Twoja odpowiedz, nie moja.
                W moim pytaniu sugestii nawet nie bylo.


                >
                > Pozdrawiam, Ha-Ga...
                Czy rzeczywiscie?

                • Gość: Milek Ps IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.02, 04:55
                  Ha-ga, pewno spisz sobie smacznie, ale spytam od razu, zeby bylo
                  wszystko razem, gdy bedziesz to czytac jutro,
                  jak Ci idzie interpretacja Twojego wlasnego
                  tekstu?
                  Moze w nim jakies sugestie dostrzegasz?
                  Juz nie mowie o swiadomosci podmiotu czynnosci tworczych,
                  bo moze ma kiepska pamiec, ale o Twoich zdolnosciach
                  inerpretacyjnych...
                  Zycze sukcesow - nie tylko na tym polu
                  Milek
    • lastka Re: mam kochankę 05.03.02, 09:37
      niewierny napisał(a):

      > mam kochankę, od wczoraj. Po czterech spotkaniach rzuciliśmy się na siebie i
      > zjedliśmy nawzajem. Teraz chodzę nakręcony jak dzik, wymieniamy dzikie sms-y i
      > nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, czuję radość, zadowolenie, samczą
      > satysfakcję, ona jest dzika, ponętna, nie hamuje swojej żądzy, jest genialna w
      > łóżku, otwarta, rewelacja i to jej ciało !!!
      >
      > a ożeniłem się z miłości, przed swoją żoną nie miałem żadnej innej kobiety,
      > wierzyłem, że będąc dla siebie pierwszymi będziemy mieli patent na szczęście.
      > Trwałem w tym 15 lat (łącznie z chodzeniem przed ślubem), staram się o dom,
      > jestem dobrym ojcem, gotuję, piorę, sprzątam, biegam z dzieckiem do lekarza jak
      >
      > trzeba, przynosiłem żonie prezenty bez okazji itd, itp, (no jakieś wady też
      > mam), ale w seksie nigdy nie było między nami dobrze, ciągle coś tam się
      > psuło ...
      >
      > i teraz wy wszyscy, którzy chcecie czarnych słuchać zastanówcie się co wam te
      > gady wmawiają, miejcie kilka partenerek, kilku partnerów zanim się z kim
      > zwiążecie, pożądanie i seks są dużo ważniejsze niż kościół pieprzy; i nigdy nie
      >
      > miejce pretensji, że ktoś kogoś miał przed wami, to nie zaleta to wada, a im
      > starszy wasz wybranek/wybranka tym bardziej nieufnie do dziwic i prawiczków
      > podchodźcie, po 30. do kasacji, niech się inni męczą, nie wy
      >
      > wiem, że to piszę ostro, trochę nieprzemyślanie, trochę może za krzywo, ale
      > takie są moje emocje, ale wiele lat o tym myślałem
      >
      > pozdro
      >
      > P.S. z żoną się rozchodzę i to postanowiłem zanim z nową "panną" do łóżka
      > poszedłem


      Ale za miesiąc góra dwa będę błagał żonę na kolanach o wybaczenie.

    • Gość: Agniecha XXX IP: *.bresa.com.pl 05.03.02, 10:07
      Nie potępiam, ale nie pochwalam. Powinieneś zdawać sobie sprawę, że zadając
      temat na forum, narażasz się na ostrą krytykę. Może jednak podejdziesz do tej
      krytyki z pokorą, bo wiele się można nauczyć poprzez inne spojrzenie na Twój
      problem.
      A tak na marginesie... Nie myślisz już ciepło o żonie? Nie zdarza się jej
      spojrzeć na Ciebie ukradkiem z ciepłą łzą w oku? Nie uwierzę...
      Pozdrawiam ciepło.
      • Gość: noe Re: IP: *.szcz.gazeta.pl 05.03.02, 10:59
        Niewierny, pozdrawiam Cie ciepło i mam nadzieje, ze przejdzesz przez to wszysto
        z podniesioną głową mimo kamieni, które lecą w Twoja stronę.
        Jestes wolnym człowiekiem i masz prawo do swoich wyborów przez całe życie,
        mając świadomość konsekwencji, które ze sobą niosą. Każdy ma prawo do
        szczęścia, i ma prawo aby do niego dążyć. Jesteś zobowiązany tylko swojemu
        dziecku, za które jeszcze odpowiadasz i na pewno zapewnisz mu maksymalnie dużo
        albo i wiecej będąc szczęśliwym człowiekiem. Pokażesz córce, że niekoniecznie
        trzeba tkwić w chorym związku w imię zasad wpajanych nam przez pokolenia. Mam
        nadzieję, że Twoja jak i moja córka wyrosną na kobiety uczciwe i wierne przede
        wszystkim sobie.
        • Gość: andrzej Re: IP: 157.25.84.* 05.03.02, 12:52
          fajny watek, szczegolnie, ze wygladalo, ze (po raz pierwszy?!) przewaza glosy
          inteligentne. ale coz, tak dobrze to nie ma.. :(
          po pierwsze: nie wydaje mi sie, ze jest co swietowac, niewierny. nie wnikam i
          nie oceniam, bo to nie moje zycie. ale tez nie wydaja mi sie stosowne
          komentarze typu: swietnie! zacznij swoje zycie na nowo! etcetc. przeciez rozwod
          nie jest dobrem, niezaleznie od tego, jak bylo w malzenstwie. co najwyzej -
          tzw. mniejszym zlem. swietowac tego nie ma co.
          po drugie: czy kosciol nie rozgrzesza rozwodow? kosciol nie daje rozwodow,
          rozgrzeszenie nie ma tu nic do rzeczy. jesli ktos sie rozwiedzie (cywilnie) i
          zacznie zyc z kims innym, to - poniewaz jego pierwszy zwiazek (koscielny) trwa,
          to on sam trwa w grzechu (cudzolostwo). a trudno dac rozgrzeszenie, jesli
          grzesznik w grzechu trwa, nie? nb. jak zabijesz zone/meza, to nie bedziesz mogl
          juz wejsc w zwiazek koscielny.
          po trzecie: komus tam zarzuco, ze jest katechetka. no i co z tego? a co to,
          katechetka nie moze zabrac glosu? a jak sie kto nie zgadza, to prosze bardzo,
          wolno, ale argument ad personam jest glupi. juz lepszy, ze ktos idiota, bo
          glupoty pisze.
          i tym pozytywnym akcentem
          koncze
          i pozdrawiam
          a.
    • Gość: Boluś Re: mam kochankę IP: *.prokom.pl 05.03.02, 16:18
      Nie przeczytałem jeszcze odpowiedzi na Twój wpis, ale ....
      Jestem w prawie identycznej sytuacji co TY. :)
      Lecz po pierwszym zauroczeniu otrząsnąłem się i nie chcę już się rozwodzić :)
      U mnie podobnie jak u Ciebie wierność trwała około 13 lat ! I ta eksplozja z tą
      wymażoną, namiętną kochanką była niesamowita :)! Byłem początkowo zakręcony,
      oszołomiony jak Ty , dosłownie jakbym ponownie przeżył inicjację seksualną :)

      Powodzenia, ale jak piszę przeszedł pierwszy "sztorm" i ... wróciło troszeczkę
      opamiętanie :)
      • ha-ga Re: mam kochankę 05.03.02, 19:58
        Drogi Bolusiu,

        dlaczego dla Ciebie to co przeżyłeś to "sztorm"? Dla mnie nowa miłość kojarzy
        się raczej z łagodną bryzą pieszczącą moje zmęczone ciało.

        Pozdrawiam, Ha-Ga:)
        • risha Re: mam kochankę 05.03.02, 20:10
          ha-ga napisał(a):

          Dla mnie nowa miłość kojarzy się raczej z łagodną bryzą pieszczącą moje zmęczone
          ciało.
          >
          > Pozdrawiam, Ha-Ga:)

          Wyobrażam sobie tę bryzę, na Twoim ciele:)
    • Gość: ktos Re: mam kochankę IP: *.client.attbi.com 05.03.02, 16:23
      Jedna to za malo. Ile dni tygodnia jest, tyle zes powinien miec kochanek.
      Powodzenia.
    • Gość: Kredka Re: mam kochankę IP: *.fn.pl 06.03.02, 07:21
      Niewierny!
      Ot i kolejne pustomózgowie rodzaju męskiego. Słowo daję, jeszcze trochę, a
      zostanę feministką.
    • niewierny ..............................KILKA REFLEKSJI 06.03.02, 09:27
      dziękuję wszystkim

      po napisaniu postu trochę mnie zadziwił jego oddźwięk i jakoś nadzwyczaj łatwo
      wdałem się w dyskusję i powiedziałem dużo więcej o sobie i swoim życiu niż
      pierwotnie przypuszczałem, że jestem zdolny. Trochę się teraz źle z tym czuję,
      taki trochę nagi, tym bardziej, że są osoby, które mnie rozpoznały bo jestem tu
      stałym bywalcem pod innym pseudonimem.

      niemniej jednak powiem wam, że nawet rozumiejąc niektóre ataki na mnie, nie
      zamierzam zmienić swojej decyzji, bo istnieje jeszcze wiele innych rzeczy, o
      których nie powiem słowa więcej; gdzieś istnieje granica, którą lekko
      przekraczać zacząłem o czym można publicznie powiedzieć można

      od wielu miesięcy robię bilans swojego dotychczasowego życia i żałuję jedynie,
      że mając wiele sygnałów przed urodzeniem dziecka, byłem wtedy ślepy i trwałem w
      tym związku

      jednym z powodów, że tak długo w tym tkwię są wyrzuty sumienia, ciągle mnie one
      gryzą jeśli chodzi o kondycję psychiczną mojej żony, ale jednocześnie duszę się
      w tym, męczę od wielu lat i nie chcę żeby to dalej tak trwało. Moje starania
      nic nie dały, a jedynie nakręcały roszczeniową postawę mojej żony

      szczególnie dziękuję tym z was, którzy pamiętacie rozwód swoich rodziców i nie
      tylko w tym miejscu wielokrotnie słyszałem, że lepiej jest dzieciom po
      rozwodzie niż przed, niż w domu w którym siekiera wisi, a rodzice patrzą na
      siebie bykiem

      wybaczcie więc Ci, których zdania nie cenię zbytnio - młodzi, ufni w swoje
      życie - życzę wam dobrze, ale nie za bardzo biorę pod uwagę co mówicie, bo
      kiedyś komuś takiemu jak ja powiedziałbym to samo co wy teraz mi

      dziękuję wam wszystkim,
      i pozdrawiam
      • Gość: Milek Do Niewiernego IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.02, 10:56
        niewierny napisał(a):

        > dziękuję wszystkim
        >
        > po napisaniu postu trochę mnie zadziwił jego oddźwięk i jakoś nadzwyczaj łatwo
        > wdałem się w dyskusję i powiedziałem dużo więcej o sobie i swoim życiu niż
        > pierwotnie przypuszczałem, że jestem zdolny. Trochę się teraz źle z tym czuję,
        > taki trochę nagi, tym bardziej, że są osoby, które mnie rozpoznały bo jestem tu
        >
        > stałym bywalcem pod innym pseudonimem.
        >
        > niemniej jednak powiem wam, że nawet rozumiejąc niektóre ataki na mnie, nie
        > zamierzam zmienić swojej decyzji, bo istnieje jeszcze wiele innych rzeczy, o
        > których nie powiem słowa więcej; gdzieś istnieje granica, którą lekko
        > przekraczać zacząłem o czym można publicznie powiedzieć można
        >
        > od wielu miesięcy robię bilans swojego dotychczasowego życia i żałuję jedynie,
        > że mając wiele sygnałów przed urodzeniem dziecka, byłem wtedy ślepy i trwałem w
        >
        > tym związku
        >
        > jednym z powodów, że tak długo w tym tkwię są wyrzuty sumienia, ciągle mnie one
        >
        > gryzą jeśli chodzi o kondycję psychiczną mojej żony, ale jednocześnie duszę się
        >
        > w tym, męczę od wielu lat i nie chcę żeby to dalej tak trwało. Moje starania
        > nic nie dały, a jedynie nakręcały roszczeniową postawę mojej żony
        >
        > szczególnie dziękuję tym z was, którzy pamiętacie rozwód swoich rodziców i nie
        > tylko w tym miejscu wielokrotnie słyszałem, że lepiej jest dzieciom po
        > rozwodzie niż przed, niż w domu w którym siekiera wisi, a rodzice patrzą na
        > siebie bykiem
        >
        > wybaczcie więc Ci, których zdania nie cenię zbytnio - młodzi, ufni w swoje
        > życie - życzę wam dobrze, ale nie za bardzo biorę pod uwagę co mówicie, bo
        > kiedyś komuś takiemu jak ja powiedziałbym to samo co wy teraz mi
        >
        > dziękuję wam wszystkim,
        > i pozdrawiam

        Witaj raz jeszcze!

        Jestem dzieckiem z patologicznej rodziny, o bardzo dramatycznym
        przebiegu owej patologii. Podpisuje sie obydwoma rekami i jeszcze
        nogami, jesli sie da, pod stwierdzeniem, ze lepszy rozwod, bo
        przynajmniej sytuacja jest jasna. Przy czym w przypadku mojej rodziny -
        jesli glownym elementem destrukcyjnym byla mama, to ojciec
        wzial rozwod nie tylko z nia, z dziecmi rowniez.
        Czego efekt byl taki, ze w miare normalnie moge funkcjonowac
        po latach tylko dzieki wierze, bo wbrew pozorom - cuda sie
        zdarzaja. No wiec jestem zywym swiadectwem tego cudu,
        a nawet kilku cudow.
        Jesli wiec glosze 'katecheze', jak chca niektorzy, niech im
        bedzie, przy czym ja po prostu daje swiadectwo prawdzie oraz
        splacam dlug rzeczywistym Rodzicom, ktorzy ofiarowali
        mi milosc w sensie fizycznym rowniez.
        To oczywiste, ze nie mozesz powiedziec wszystkiego
        o swoim zyciu, zatem przy tej dyskusji zabraklo
        nam wielu - niezbednych - wypadkowych.
        Mysle jednak, ze niezaleznie od wariantu bycia wobec swojej zony, ktory wybierzesz,
        albo juz wybrales, trzeba, zebys szczegolnie zadbal o swoje dziecko.
        Bo ono w calej tej sytuacji ma najtrudniej. NIe moze samo o sobie stanowic,
        nie rozumie tego, co sie wokol dzieje, a co za tym idzie - jest kompletnie
        bezbronne, zdane wylacznie na was.
        Ciarki mi chodza po grzbiecie, gdy o tym mysle...
        O calym tym bolu, ktorego nawet uswiadomic sobie nie mozna, gdy sie
        jest w tego bolu epicentrum. A czlowiek w wieku lat 6 nie uksztaltowal sobie
        jeszcze sposobow na autoanalize etc. Cierpi i nawet nie wie, ze to cierpienie,
        a tym bardziej, ze niezawinione.
        Dodam jeszcze, ze przekroczylam lat temu kilka trzydziestke.
        Z racji moich doswiadczen mentalnie posiadam jednak kilkadziesiat lat
        wiecej. Moj ojciec tez mowil, ze zrozumiem, jak bede starsza.
        A ja nadal nie 'rozumiem', choc jestem starsza, a nawet stara calkiem.
        Mam jednego meza od wielu lat i Bogu tylko zawdzieczam, naprawde,
        oraz memu mezowi, ze po tym wszystkim, co przezylam jako dziecko,
        bylam w stanie jeszcze jakiemus mezczyznie zaufac.
        To zreszta jeden z cudow, o ktorych powyzej.
        Wez, prosze, i ten moj post jakos pod uwage.
        Zycze wszystkiego, co najlepsze
        Milek
        • niewierny Re: Do Niewiernego 06.03.02, 11:19
          Milek,
          dzięki, teraz mówisz normalnie, teraz słychać w Tobie człowieka

          cóż, w moim rodzinnym domu kolorowo nie było
          żeby nie powiedzieć źle, bardzo źle,
          rodzice są "razem" do dziś
          ale tak się złożyło, że nie ma tam jasnej sytuacji, oni są siebie warci, oboje
          tacy sami,
          na pewno w dużym stopniu to waży na mojej decyzji, nie chcę za lat 40 na
          emeryturze mieć takiego życia jak oni,
          ktoś pyta o szklankę wody na starość,
          OK ale jeśli ta szklanka ma wyglądać tak jak u moich rodziców to ja serdecznie
          dziękuję, oni tylko warczeć na siebie potrafią, ja tak nie chcę, wolę być sam,
          otoczyć się książkami (uwielbiam), muzyką (kocham), pisać więcej tekstów, mieć
          dużo, dużo spokoju i dzielić się z kimś sobą tą częścią, którą ode mnie będzie
          chciał i brać od kogoś tę część, która mi odpowiada i mieć dla siebie mnóstwo
          toleracji,
          czy moja kochanka jest właściwą osobą? nie wiem
          znamy się za krótko i wiem, że nasze wzajemne wygłodzenie jest ogromne, co
          będzie dalej czas pokaże
          ale widzę również, że tutaj nie mam wymagań do spełnienia, nie kombinuję, żeby
          królewnę jakąś zadowolić, za stary jestem, żeby pozolić komuś, żeby mnie
          zmieniał, jestem OK i to w skrócie jest główny powód mojego może nie całkiem
          zrozumiałego z zewnątrz buntu. A każdy bunt bywa gwałtowny i czasem uderza na
          oślep jak i mi się przydaża.

          A nad dzieckiem pracuję. Będę reguralnie je odwiedzał i reguralnie się nią
          zajmował, ja nie umiem być bez niej i pomijając wypowiedzi tych, którzy nie
          znając mnie nazywają postawę moją egoistyczną, to tylko sam na sam jestem taki
          jaki jestem, bawię się z nią, cieszę nią i wtedy mam dużo więcej cierpliwości.
          Atmosfera w moim domu jest taka, że nierzadko jestem niedobry dla dziecka bo
          wszystko się we mnie gotuje. Jak żona wyjeżdża to dużo łatwiej mi się z
          dzieckiem dogadać. To także jedna z b. ważnych przeczyn mojej decyzji.

          dzięki i pozdrawiam
          • Gość: Milek Re: Do Niewiernego IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.02, 13:05
            niewierny napisał(a):

            > Milek,
            > dzięki, teraz mówisz normalnie, teraz słychać w Tobie człowieka
            >
            > cóż, w moim rodzinnym domu kolorowo nie było
            > żeby nie powiedzieć źle, bardzo źle,
            > rodzice są "razem" do dziś
            > ale tak się złożyło, że nie ma tam jasnej sytuacji, oni są siebie warci, oboje
            > tacy sami,
            > na pewno w dużym stopniu to waży na mojej decyzji, nie chcę za lat 40 na
            > emeryturze mieć takiego życia jak oni,
            > ktoś pyta o szklankę wody na starość,
            > OK ale jeśli ta szklanka ma wyglądać tak jak u moich rodziców to ja serdecznie
            > dziękuję, oni tylko warczeć na siebie potrafią, ja tak nie chcę, wolę być sam,
            > otoczyć się książkami (uwielbiam), muzyką (kocham), pisać więcej tekstów, mieć
            > dużo, dużo spokoju i dzielić się z kimś sobą tą częścią, którą ode mnie będzie
            > chciał i brać od kogoś tę część, która mi odpowiada i mieć dla siebie mnóstwo
            > toleracji,
            > czy moja kochanka jest właściwą osobą? nie wiem
            > znamy się za krótko i wiem, że nasze wzajemne wygłodzenie jest ogromne, co
            > będzie dalej czas pokaże
            > ale widzę również, że tutaj nie mam wymagań do spełnienia, nie kombinuję, żeby
            > królewnę jakąś zadowolić, za stary jestem, żeby pozolić komuś, żeby mnie
            > zmieniał, jestem OK i to w skrócie jest główny powód mojego może nie całkiem
            > zrozumiałego z zewnątrz buntu. A każdy bunt bywa gwałtowny i czasem uderza na
            > oślep jak i mi się przydaża.
            >
            > A nad dzieckiem pracuję. Będę reguralnie je odwiedzał i reguralnie się nią
            > zajmował, ja nie umiem być bez niej i pomijając wypowiedzi tych, którzy nie
            > znając mnie nazywają postawę moją egoistyczną, to tylko sam na sam jestem taki
            > jaki jestem, bawię się z nią, cieszę nią i wtedy mam dużo więcej cierpliwości.
            > Atmosfera w moim domu jest taka, że nierzadko jestem niedobry dla dziecka bo
            > wszystko się we mnie gotuje. Jak żona wyjeżdża to dużo łatwiej mi się z
            > dzieckiem dogadać. To także jedna z b. ważnych przeczyn mojej decyzji.
            >
            > dzięki i pozdrawiam

            Witaj!
            Ulzylo mi.
            Bo jest, jak myslalam.
            Ciesze sie, ze udalo mi sie znalezc jezyk, ktory do Ciebie trafia.
            Niekoniecznie zwykle spiesze z wywlekaniem wlasnego zycia, bo sa tacy,
            co to ich drazni. Jesli Ciebie uspokoilo, to naprawde mi ulzylo.
            Ja naprawde mysle, ze dzielisz sie z nami swoim dramatem.
            Przyznaje najuczciwiej, jak moge, ze nie chcialabym byc w Twojej sytuacji.
            Ja bym to czula, jak koniecznosc amputowania kawalka siebie,
            kompletna ruine tego, co najwazniejsze.
            I tu nie mozna wpasc w rutyne, jesli ma sie choc odrobine wrazliwosci
            i czlowiek przynajmniej probuje byc z kims naprawde, a nie tylko go
            uzywac.
            Mysle, ze moj wybor czlowieka na zycie uwarunkowala moja historia.
            Tak zreszta mamy wszyscy. Przy czym trudnosci z dziecinstwa
            wiele mnie nauczyly i do wielu rzeczy mnie zmusily. Zeby przetrwac.
            MOze dlatego spotkalam tego wlasciwego, ktory CHCE?
            A moze to lut szczescia?
            A najpewniej cud po prostu.
            Przeczytaj moje posty raz jeszcze, prosze. Nigdzie nie potepiam
            Twoich wyborow. Radzilam tylko sposob, w jaki mozna byc
            wiernym raz danemu slowu, a zarazem nie pozwalac na codzienna
            destrukcje.Powtorze jednak, ze TO TY WYBIERASZ I MASZ WOLNA
            WOLE. I tak ma byc. I tak jest dobrze.
            Dobrze jednak przede wszystkim, ze dbasz o Malutka. Niech chociaz jedno z rodzicow
            jej nie zawiedzie.
            Trzymam kciuki i pozdrawiam cieplo
            Milek
          • Gość: kasia Re: Do Niewiernego IP: *.waw.cdp.pl 06.03.02, 14:03
            Jesteś otwartym facetem i masz sporo odwagi.
            Życzę wszystkiego najlepszego.
            Kasia
    • przystojny_bystry_skromny Re: mam kochankę 06.03.02, 14:43
      Niezła podpucha ale robiłem lepsze.


      pzdr
    • ka2 Re: mam kochankę 06.03.02, 20:13
      Po przejrzeniu tego wątku pierwszą reakcją był telefon do brata i
      (krótkotrwała) radość,że wreszcie to zrobił.Niestety.Ale wierzę,że kiedyś się
      zdecyduje.
      Trzymaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka