ognistokrwista_marija
13.09.11, 20:10
Jakiś czas temu dokonałam małego resetu życia - rzuciłam znienawidzoną prace, wyprowadziłam się z miasta, w którym studiowałam i pracowałam i którego nigdy nie polubiłam, wróciłam do rodziców, do podmiejskiej miejscowości w bliskich okolicach innego miasta wojewódzkiego, odcięłam się od toksycznego byłego chłopaka, który mi eksportował do głowy swoje własne urojenia, ograniczenia i kompleksy i od znajomych, którzy po mojej wyprowadzce jakoś przestali się odzywać - zostali tylko ci prawdziwi, z którymi oczywiście utrzymuję nadal bardzo dobry kontakt, uciekłam od wielkomiejskiego zgiełku i wyścigu, w którym w żaden sposób nigdy się nie odnajdywałam, od tego całego wiecznego gonienia za kursami, certyfikatami, kartami benefit i nowymi torebkami z Bershki....
Wreszcie pozbyłam się kłopotów żołądkowych spowodowanych stresem, nerwicy i nawracającej depresji - no przynajmniej mam taką nadzieję, bo wiem już jak się przed nimi bronić, co robić, kiedy atakują pierwsze objawy... Przestałam chodzić do psychologa i brać leki.
Odnalazłam się tutaj. Odnalazłam, a raczej wygrzebałam spod sterty ludzkich oczekiwań wobec mnie, swoje pasje: wyjazdy, góry, rower, fotografowanie, gotowanie, malowanie na szkle, pisanie bloga... i jeszcze mnóstwo innych, ale bardziej jako pasje na zasadzie dowiadywania się, poznawania, czytania o.... (stare pocztówki, Rosja i Wschód, geologia i inne...), niż wykonywania i działania jak poprzednie przede mnie wymienione. Zaczęłam słuchać audiobooki, brać udział w konkursach organizowanych na różnych stronach na które zaglądam, chodzić na różnego rodzaju lokalne imprezy i uczestniczyć w wydarzeniach, które się tu odbywają, zaczęłam doceniać uroki małych przyjemności i prostego zwyczajnego życia...
Uświadomiłam sobie wreszcie kim jestem i że mam prawo być sobą, nie muszę się wcale dostosowywać do otoczenia, nie muszę spełniać oczekiwań innych osób wobec mnie, nie uważam już, ze jestem dziwna, jak mi to wmawiał były chłopak, odkryłam wręcz, że moja pomysłowość jest zaletą, a nie wadą, jak dotychczas myślałam, nie jest to wyraz niedojrzałości, tylko kreatywności... Co ważne - moje otoczenie też ją zaczęło doceniać i chwalić moje malunki na szkle, fotografie, nowości w kuchni, ciekawość świata, chęć do wszelkich wyjazdów, chociażby w okolice - i sami zaczęli próbować podobnie działać i żyć...
Otwarłam się na ludzi, na znajomości, także, a może przede wszystkim na facetów, jestem ich ciekawa. Zyskałam pewność siebie, zyskałam siłę płynącą z głębi mnie, odwagę do chwytania i wykorzystywania okazji, odwagę do bycia sobą...
Odkryciem roku było, że ja mogę coś zmienić! Zamiast narzekać na wszystko wkoło, tak jak zostało mi to wpojone przez rodzinę (pamiętne teksty mojej mamy: "Mnie, dziadowi, to się nic nie należy, inni mogą, ale ja nie...", "Co to da, ja jestem szary człowiek, nic nie zmienię..."), zaczęłam się skupiać na swoich i świata dobrych stronach i próbować coś zmienić, zadziałać, nie być bierną, wiecznie narzekającą... Zaczęłam dbać o siebie (znów teksty mamy i babci: "Dziewuchy co się malują, to są głupie! Uczyć się trza"), odkryłam, że nie ja jedna mam monopol na prawdę i że niekoniecznie mój sposób życia jest najlepszy (kolejne teksty: "Dziewuchy, co biegają za chłopakami, to są głupie! Co one w życiu osiągną? Nic! Ty to będziesz mieć, bo się uczysz!"...). Dziś, mimo tego, że po 8 latach względnej samodzielności, znów mieszkam z rodzicami, nie przyjmuję już ich uprzedzeń i ograniczeń do mojej głowy i dalej staram się je wykorzeniać ze swojego sposobu myślenia.
Czuję, że dokonałam resetu sposobu myślenia, resetu życia, jakiego dotychczas jeszcze nie przeżyłam i bardzo się z tego cieszę, bo jakość mojego życia :) (I chciałam się też tym pochwalić przed Wami:)) Fakt, nie mam nic: nie mam pracy, nie mam mieszkania, nie mam kasy, nie mam faceta (...ale to wszystko, ale mam znów siłę do życia, co dla mnie jest na prawdę czymś niewyobrażalnie wielkim! Po tych wszystkich latach powolnego upadku...
Mocno wierzę i chcę w to wierzyć, że szybko znajdę pracę i coś się w moim życiu pozmienia, bo ja sama się pozmieniałam i jestem na te dalsze zmiany gotowa.
Trzymajcie kciuki:)
I dawajcie inne pozytywne świadectwa z Waszego życia! (Żeby to forum nie było tylko narzekalnią...;))