Dodaj do ulubionych

Reset życia - świadectwo

13.09.11, 20:10
Jakiś czas temu dokonałam małego resetu życia - rzuciłam znienawidzoną prace, wyprowadziłam się z miasta, w którym studiowałam i pracowałam i którego nigdy nie polubiłam, wróciłam do rodziców, do podmiejskiej miejscowości w bliskich okolicach innego miasta wojewódzkiego, odcięłam się od toksycznego byłego chłopaka, który mi eksportował do głowy swoje własne urojenia, ograniczenia i kompleksy i od znajomych, którzy po mojej wyprowadzce jakoś przestali się odzywać - zostali tylko ci prawdziwi, z którymi oczywiście utrzymuję nadal bardzo dobry kontakt, uciekłam od wielkomiejskiego zgiełku i wyścigu, w którym w żaden sposób nigdy się nie odnajdywałam, od tego całego wiecznego gonienia za kursami, certyfikatami, kartami benefit i nowymi torebkami z Bershki....
Wreszcie pozbyłam się kłopotów żołądkowych spowodowanych stresem, nerwicy i nawracającej depresji - no przynajmniej mam taką nadzieję, bo wiem już jak się przed nimi bronić, co robić, kiedy atakują pierwsze objawy... Przestałam chodzić do psychologa i brać leki.
Odnalazłam się tutaj. Odnalazłam, a raczej wygrzebałam spod sterty ludzkich oczekiwań wobec mnie, swoje pasje: wyjazdy, góry, rower, fotografowanie, gotowanie, malowanie na szkle, pisanie bloga... i jeszcze mnóstwo innych, ale bardziej jako pasje na zasadzie dowiadywania się, poznawania, czytania o.... (stare pocztówki, Rosja i Wschód, geologia i inne...), niż wykonywania i działania jak poprzednie przede mnie wymienione. Zaczęłam słuchać audiobooki, brać udział w konkursach organizowanych na różnych stronach na które zaglądam, chodzić na różnego rodzaju lokalne imprezy i uczestniczyć w wydarzeniach, które się tu odbywają, zaczęłam doceniać uroki małych przyjemności i prostego zwyczajnego życia...
Uświadomiłam sobie wreszcie kim jestem i że mam prawo być sobą, nie muszę się wcale dostosowywać do otoczenia, nie muszę spełniać oczekiwań innych osób wobec mnie, nie uważam już, ze jestem dziwna, jak mi to wmawiał były chłopak, odkryłam wręcz, że moja pomysłowość jest zaletą, a nie wadą, jak dotychczas myślałam, nie jest to wyraz niedojrzałości, tylko kreatywności... Co ważne - moje otoczenie też ją zaczęło doceniać i chwalić moje malunki na szkle, fotografie, nowości w kuchni, ciekawość świata, chęć do wszelkich wyjazdów, chociażby w okolice - i sami zaczęli próbować podobnie działać i żyć...
Otwarłam się na ludzi, na znajomości, także, a może przede wszystkim na facetów, jestem ich ciekawa. Zyskałam pewność siebie, zyskałam siłę płynącą z głębi mnie, odwagę do chwytania i wykorzystywania okazji, odwagę do bycia sobą...
Odkryciem roku było, że ja mogę coś zmienić! Zamiast narzekać na wszystko wkoło, tak jak zostało mi to wpojone przez rodzinę (pamiętne teksty mojej mamy: "Mnie, dziadowi, to się nic nie należy, inni mogą, ale ja nie...", "Co to da, ja jestem szary człowiek, nic nie zmienię..."), zaczęłam się skupiać na swoich i świata dobrych stronach i próbować coś zmienić, zadziałać, nie być bierną, wiecznie narzekającą... Zaczęłam dbać o siebie (znów teksty mamy i babci: "Dziewuchy co się malują, to są głupie! Uczyć się trza"), odkryłam, że nie ja jedna mam monopol na prawdę i że niekoniecznie mój sposób życia jest najlepszy (kolejne teksty: "Dziewuchy, co biegają za chłopakami, to są głupie! Co one w życiu osiągną? Nic! Ty to będziesz mieć, bo się uczysz!"...). Dziś, mimo tego, że po 8 latach względnej samodzielności, znów mieszkam z rodzicami, nie przyjmuję już ich uprzedzeń i ograniczeń do mojej głowy i dalej staram się je wykorzeniać ze swojego sposobu myślenia.

Czuję, że dokonałam resetu sposobu myślenia, resetu życia, jakiego dotychczas jeszcze nie przeżyłam i bardzo się z tego cieszę, bo jakość mojego życia :) (I chciałam się też tym pochwalić przed Wami:)) Fakt, nie mam nic: nie mam pracy, nie mam mieszkania, nie mam kasy, nie mam faceta (...ale to wszystko, ale mam znów siłę do życia, co dla mnie jest na prawdę czymś niewyobrażalnie wielkim! Po tych wszystkich latach powolnego upadku...
Mocno wierzę i chcę w to wierzyć, że szybko znajdę pracę i coś się w moim życiu pozmienia, bo ja sama się pozmieniałam i jestem na te dalsze zmiany gotowa.
Trzymajcie kciuki:)
I dawajcie inne pozytywne świadectwa z Waszego życia! (Żeby to forum nie było tylko narzekalnią...;))








Obserwuj wątek
    • tabeletka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:17
      trzymam kciuki!
      • marguy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:20
        Brawo, takze mocno trzymam kciuki :)
        Powodzenia :)
        • lled Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:33
          i za kilka miesiecy autorka obudzi sie z reka w nocniku.
          • petruszek Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:19
            Otwarłaś się? Jeżeli już to otworzyłaś się. Nie dziwi mnie, że nie poradziłaś sobie z życiem w mieście większym niż kilkadziesiąt tyśięcy osób. Niestety "napływowi" w dużych miastach chcą za wszelką cenę być bardziej "miejscy" niż tubylcy żyjący od kilku pokoleń w dużym mieście. I w tym jest problem, a nie w tym, że "wielkie miasto" (w Polsce nie ma wielkich miast) jest złe.
            • mocten Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 20:31
              petruszek napisał:
              > Otwarłaś się? Jeżeli już to otworzyłaś się

              Zawsze się znajdzie ignorant, któremu się wydaje, że jego wersja językowa jest jedynie słuszna.

              otwierać/ otworzyć
              • mariuszdd Reset życia - została dziewicą :) 20.09.11, 12:41
                To jest reset ,reloaded .
        • ursyda Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:39
          Ja przeczytałam tylko końcówkę ale i tak wiem o co cho więc też trzymam.
          • doral2 Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:44
            gratulacje.
            pytanie - kto w czasie gdy malujesz i jeździsz na rowerze płaci twoje rachunki??
            bo może ja też rzucę wszystko w cholerę i zacznę pasjami swymi się zajmować??
            tylko te rachunki, psia mać :/
            • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:03
              Robię doktorat, więc mam zajęcia ze studentami na uczelni, za które dostaje wynagrodzenie. Nie jest to stała praca, ale kasa na pokrycie własnych wydatków jest. Poza tym mam różne dodatkowe zlecenia, z których mam pieniądze - nieregularnie. Plus jak pisałam - szukam pracy, mam nadzieję na stały dochód już wkrótce.
              Rachunki, typu jedzenie, woda, gaz, prąd i węgiel na zimę (mamy własny dom) - rodzice.
              I tak wiadomo, że na emeryturze będą na moim utrzymaniu, więc im się odpłacę.



              > gratulacje.
              > pytanie - kto w czasie gdy malujesz i jeździsz na rowerze płaci twoje rachunki
              > ??
              > bo może ja też rzucę wszystko w cholerę i zacznę pasjami swymi się zajmować??
              > tylko te rachunki, psia mać :/
              • 0ion Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:11
                > Rachunki, typu jedzenie, woda, gaz, prąd i węgiel na zimę (mamy własny dom) - r
                > odzice.
                > I tak wiadomo, że na emeryturze będą na moim utrzymaniu, więc im się odpłacę.
                :)))
                To wtedy będą jeszcze emerytury, uczelnie i praca dla doktorów?
              • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 16:47
                > Rachunki, typu jedzenie, woda, gaz, prąd i węgiel na zimę (mamy własny dom) - rodzice.

                Ze wszystkiego korzystasz od kilku mies. a swoje dochody przeznaczasz na wlasne przyjemnosci? Zyc nie umierac!
                • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:21
                  Nie na przyjemności, co na konieczności: bilety na autobus czy na pociąg, szampon do włosów, buty na zimę, itp itd. Poza tym jak coś jest potrzebne w domu - masło, mydło czy powidło - to idę do sklepu i kupuję za kasę własnej kieszeni. Inaczej mówiąc: tak, kupują jedzenie i tak, płacą rachunki, ale ja jak potrzebuje coś kupić to nie biorę pieniędzy od nich, tylko wyciągam z własnego konta.
                  Oraz odpowiadając na Twój komentarz poniżej - tak - zapytałam ich, co oni na mój powrót do domu i czy wyrażają zgodę - wyrazili, a nawet poparli.
                  Różnie się w życiu układa, raz jest się na wozie, raz pod wozem. Czasem, jak mi się trafiła większa gotówka, to ja im dawałam kasę, czy kupowałam prezenty, czasem oni mi. Jak już mówiłam - teraz ja jestem na ich utrzymaniu, kiedyś oni pewnie będą na moim, więc bilans się wyrówna.
                  • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:30
                    Teraz sie nie tlumacz! W poscie startowym pisalas o swoim niebianskim zyciu na wsi: hobby, wyjazdach itd. Na to trzeba miec kase.
                    Skad wiesz, ze oni beda na Twoim utrzymaniu? Nie beda mieli emerytur? Skad wiesz, ze bedziesz tyle zarabiac, zeby moc utrzymywac dodatkowo 2 dorosle osoby? Dotad nie radzilas sobie w zyciu, to jakim cudem nagle Ci sie odmieni? Co robisz, zeby nie oklapnac zupelnie?
                    • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:45
                      mumia_ramzesa - po pierwsze bez wykrzykników proszę - nie widzę powodów, żebyś na mnie krzyczał/a.
                      Po drugie - hobby - akurat moje jest niskokosztowe, więc za wiele na to nie wydałam, wyjazdy - owszem, już coś kosztują, ale zależy o jakiego kalibru wyjazdach mówimy i co kto uważa za wyjazd, a ja w ww przypadku mówiłam o wyjazdach weekendowych, czy 1-dniowych za grosze, a często przy okazji odwiedzin kogoś, czy załatwienia pilnej sprawy w jakiejś miejscowości. Poza tym - ze względu na moje studia i zawód... doskonale wiem, jak niskokosztowo podróżować;)
                      Co do rodziców - tak, będą mieli emerytury, wiem nawet ile mogą się spodziewać i wiem, że na za dużo im to nie wystarczy, więc tak czy siak będę musiała ich utrzymywać.
                      Dotąd właśnie świetnie radziłam sobie w życiu (o czym napisałam w jakimś poście poniżej), więc myślę, że po resecie będę radziła sobie jeszcze lepiej.
                      A co robię, żeby nie oklapnąć zupełnie - po pierwsze nie czuję się w ogóle oklapnięta, wręcz przeciwnie, a po drugie - też już o tym pisałam, co jeszcze robię w życiu, w jakimś poście poniżej.

                      mumia_ramzesa napisała:

                      > Teraz sie nie tlumacz! W poscie startowym pisalas o swoim niebianskim zyciu na
                      > wsi: hobby, wyjazdach itd. Na to trzeba miec kase.
                      > Skad wiesz, ze oni beda na Twoim utrzymaniu? Nie beda mieli emerytur? Skad wies
                      > z, ze bedziesz tyle zarabiac, zeby moc utrzymywac dodatkowo 2 dorosle osoby? Do
                      > tad nie radzilas sobie w zyciu, to jakim cudem nagle Ci sie odmieni? Co robisz,
                      > zeby nie oklapnac zupelnie?
                      • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:29
                        > Dotąd właśnie świetnie radziłam sobie w życiu (o czym napisałam w jakimś poście
                        > poniżej)

                        Owszem napisalas ile zarabialas i ile wydawalas na wynajmowanie pokoju. To nazywasz swietnym radzeniem sobie? I z powodu tego swietnego radzenia sobie ucieklas do mamusi?

                        > A co robię, żeby nie oklapnąć zupełnie - po pierwsze nie czuję się w ogóle oklapnieta

                        Pewnie, masz w koncu wczasy. Oklaplas, bo odpuscilas. Teraz rozejrzyj sie za jakas dobra partia w okolicy - innej mozliwosci dla Ciebie nie widze.
                        A na hobby i wyjazdy (tudziez kosmetyki, bo chyba ochra sie nie malujesz?) wiele nie wydalas, ale jednak wydalas, bezczelnie siedzac na garnuszku rodzicow. W dodatku nie wstyd Ci wychwalac sie tym swoim "rozwojem" na forum.
                        • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:44
                          > Owszem napisalas ile zarabialas i ile wydawalas na wynajmowanie pokoju. To nazy
                          > wasz swietnym radzeniem sobie? I z powodu tego swietnego radzenia sobie uciekla
                          > s do mamusi?

                          Napisałam ogólnie o życiu, nie tylko o zarobkach w ostatniej pracy (bo wcześniej miałam inne, za różną kasę). I tak uważam, ze jest to świetne radzenie sobie, bo była to moja pierwsza pełnoetatowa praca, znaleziona zupełnie bez znajomości, w zawodzie, niestety za kiepską kasę. "Uciekłam" z innych powodów, które opisałam w pierwszym poście...

                          > Pewnie, masz w koncu wczasy. Oklaplas, bo odpuscilas.

                          Tyle, że ja nadal pracuję, tylko że nie w pełnoetatowej pracy - mam zajęcia ze studentami... Poza tym mam zlecenie - grant z uczelni plus zlecenie od znajomego doktora, no i udzielam korepetycji. W ostatnim czasie zrobiłam sobie też kolejny kurs (bezpłatny) z mojej branży... Tak więc jak widzisz nie odpuściłam:) Odpuściłam jedynie życie w wielkim mieście.

                          Teraz rozejrzyj sie za ja
                          > kas dobra partia w okolicy - innej mozliwosci dla Ciebie nie widze.

                          Komentarz poniżej poziomu, więc przemilczę...

                          > A na hobby i wyjazdy (tudziez kosmetyki, bo chyba ochra sie nie malujesz?) wiel
                          > e nie wydalas, ale jednak wydalas, bezczelnie siedzac na garnuszku rodzicow. W
                          > dodatku nie wstyd Ci wychwalac sie tym swoim "rozwojem" na forum.

                          Kosmetyki kolorowe mam jeszcze z czasów, kiedy pracowałam, a kosmetyki typu szampon służą wszystkim domownikom:)

                          Nie wstyd mi się wychwalać. Nie uważam tego zresztą za wychwalanie. Intencją mojego posta było pokazanie, że można wyjść z depresji, że można zlikwidować nerwicę i jej objawy somatyczne, że można odnaleźć w sobie chęć do życia znów.
                          • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:58
                            Nie jest Ci glupio nie pokrywac nawet kosztow wyzywienia? Skoro masz dochody?
                            To pytanie retoryczne.
                            • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 19:04
                              Napisałam w którymś poście, że jeśli jest potrzeba i czegoś w domu nie ma to kupuję - dotyczy to jedzenia, kosmetyków, środków czystości, karmy dla kota,... Więc pokrywam koszty i nie jest mi głupio:)


                              mumia_ramzesa napisała:

                              > Nie jest Ci glupio nie pokrywac nawet kosztow wyzywienia? Skoro masz dochody?
                              > To pytanie retoryczne.
                              • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:24
                                Tzn jak zabraknie soli to kupujesz?
                                Ile wydajesz miesiecznie na jedzenie (przy czym za jedzenie nie uznajemy Twoich wyjsc do knajp itp, tylko tego, co spozywasz razem z in. domownikami)?
                                • sparxx Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:18
                                  Jezu, mumia, czytam i oczom nie wierzę... Coś się dziewczyny uczepiła, przecież nic Ci nie zrobiła. A czy Tobie nie wstyd wyliczać jej ile wydaje na siebie? Zarabia to wydaje. Rodzice jej pomagają, no to ich decyzja. Czy Tobie ubyło z tego tytułu?
                                  Rozumiem że życie jest frustrujące, ale nie dajmy się ponieść takim emocjom. To jest forum, tu się udzielają osoby, które się nie znają. Bądźmy na tyle uprzejmi, żeby się odnieść do fragmentu ich życia, który opisują, a nie wyciągać jakieś koszmary z otchłani własnej wyobraźni.
                                  Nie bądź złośliwa dlatego, że dziewczyna jest szczęśliwa. Dla rodziców to jest nieopisana radość gdy widzą że ich dziecko jest szczęśliwe. I wierz albo nie, ale są z niej dumni.
                                  Marija - powodzenia Ci życzę i tego, żebyś umiała zarazić optymizmem najbardziej zatwardziałych pesymistów :)
                                • roza06 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:45
                                  Coś ty się tak jej uczepił? Jaki masz problem z tym że jest szczęśliwa? Zazdrościsz? Człowieku wyluzuj to może i tobie będzie dobrze.
                                  • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:34
                                    Nie masz pojecia jaka jestem wyluzowana i jak mi dobrze!
                                    A pasozytow nie lubie. Chyba moge?

                                    • alfika Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 09:28
                                      nie masz pojęcia, jak paskudnymi pasożytami sa ludzie, którzy uwieszają się ze swoimi nietrafionymi oceniami na Bogu ducha winnych bliźnich :)))
                                      • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 11:11
                                        Zapoznaj sie z definicja slowa "pasozyt" (zgroza z jaka wiedza teraz ludzie koncza szkoly!).
                                        • alfika Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 12:38
                                          znam znaczenie tego słowa
                                          pozdrawiam i spokoju ducha życzę
                                • alfika Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:57
                                  kazdy ma szansę znaleźć swoją niszę we wszechświecie
                                  i od tego świat jest lepszy, nie od nieprzerwanej samodzielności utrzymania się

                                  niemniej niektórzy nei potrafią
                                  inni się wstydzą
                                  inni nie mają odwagi

                                  ale dobrze, by pora przyszła na każdego, kto jeszcze tej niszy nei znalazł
                                  - lepiej nam od tego będzie, wszystkim, bo otoczeniu też :)
                                • wojna71 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 15:04
                                  Mumia, ale z ciebie zawzięta s...a lub h...j. Jak ci nie odpowiada życie to sznurek wszędzie kupisz. Teraz wiem skąd się biorą takie larwy jak ty. Od dziewczyny się odczep, może w przyszłości będzie prowadzić pensjonat?
                                • juventino64 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:25
                                  po prostu mumia to jeden z tych frustratow z wielkiego miasta i widac bardzo ja boli, ze ktos mogl z tym zerwac, odzyskal pokoj i jest szczesliwy...
                      • derooyse Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 11:39
                        Uwielbiam wszelkiej maści znawców życia, teoretyków polityki, filmu i garmażerii ( vide "mumia_ramzesa" i inne tego typu wynalazki na forach gazety).


                        ognostokrwista_marija - po prostu powodzenia :-), nie przejmuj się jełopami.... większość zwyczajnie nie ma odwagi na takie zmiany
    • lolcia-olcia Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:37
      czasem trzeba zrobić cofnąć się by odkryć siebie, gratuluję odwagi i trzymam kciuki ;-)

      PS.
      odzywaj się i daj znać co u Ciebie
    • moonogamistka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 20:47
      Super:-) Najwazniejsze to byc soba i zyc w zgodzie ze soba:-)
      Ale w jednym sie zgadzam z Twoimi staruszkami:-) "Ucz sie bedziesz kims", a przynajmniej masz wieksze szanse na to;-))
    • 0ion Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:09
      Nie zdradzisz na kogo głosowałaś 4 lata temu? Bo zanim odejdziesz chciałbym ci podziękować. W ogóle chciałbym podziękować wszystkim młodym, wykształconym laskom, z torebkami z Bershki, od niedawna w dużych miastach za te ostatnie lata:)
      • marguy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:19
        oion,
        tylko za ostatnie cztery lata?
        Ja chcialabym wiedziec, kto swoim lenistwem dopusil do tego, ze do wladzy doszli Kaczynscy, Ziobry, Macierewicze i inne tego rodzaju patologiczne typy.
        • 0ion Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:25
          Nie, tylko za te ostatnie 4 lata.
          Z tego co pamiętam w 2007 nie było bezrobocia. Pracę można było bez problemu zmienić i to na lepiej płatną a kredyt na mieszkanie dostawał praktycznie kto chciał. Po ch..j było zmieniać rząd za którego czasów były najlepsze wyniki w gospodarce a Polacy wzbogacili się jak nigdy przedtem i to zaledwie w ciągu 2 lat? W ramach walki z faszyzmem i z prześladowaniami umoczonych?
          • pygy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:37
            0ion napisał:

            > Nie, tylko za te ostatnie 4 lata.
            > Z tego co pamiętam w 2007 nie było bezrobocia. Pracę można było bez problemu zm
            > ienić i to na lepiej płatną a kredyt na mieszkanie dostawał praktycznie kto chc
            > iał. Po ch..j było zmieniać rząd za którego czasów były najlepsze wyniki w gosp
            > odarce a Polacy wzbogacili się jak nigdy przedtem i to zaledwie w ciągu 2 lat?
            > W ramach walki z faszyzmem i z prześladowaniami umoczonych?


            Zgdzam sie. PO fakcie.
            Mam nadzieje, ze jendak nie bedą tego kontynuowali.Ze im nie pozwola.
            Wszedzie ciecia w miie.. mody oszczednosciowej. A pani w UP, jak siedza tak isedizaly, kazac mi sprawdzac ogloszenia w ecie. Bo sama bym na to nie wpadła..
          • miau_weglowy Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 15:38
            stal sie cud na przelomie 2006 i 2007?
            hm...
          • roza06 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:47
            No jasne nie było bezrobocia. Kraina miodem i mlekiem płynąca. Cholera a ja nie wiedziałam i wyjechałam za granicę. W dupe jeża
          • misself Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:02
            0ion napisał:

            > Nie, tylko za te ostatnie 4 lata.
            > Z tego co pamiętam w 2007 nie było bezrobocia.

            Nie, wcale. Wszyscy mieli pracę, wszyscy świetnie zarabiali, w ogóle był raj wtedy.
            A potem wszystko się pozmieniało i polski rząd wywołał światowy kryzys.
          • turbo-liberal Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:07
            > Z tego co pamiętam w 2007 nie było bezrobocia. Pracę można było bez problemu zmienić i to na lepiej płatną
            Nawet na dużo lepiej płatną, np. w Irlandii.

            > a kredyt na mieszkanie dostawał praktycznie kto chciał.
            I dzięki temu kwadrat w takim Wrocławiu kosztuje 8000 zamiast 3000 :) Kocham cię, bejbe :)

            Ale to bez znaczenia, bo potem i tak przyszedł Tusk i wszystko rozpie...ł. Najpierw USA, potem Niemcy, Wyspy, Grecję...
      • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:42
        0ion, odpowiadam: 4 lata temu zdaje się, że w ogóle nie głosowałam, bo z tego co pamiętam leżałam na łóżku i nie miałam siły nawet podnieść ręki i wyjść do ludzi (wspomniane już przeze mnie nawroty depresji...). Za to w tym roku zamierzam pójść na wybory, ale po wcześniejszym dokładnym zapoznaniem się z programami partii, bo jak już pisałam - uświadomiłam sobie, że mogę coś zmienić!
        Nie jestem też młodą, wykształconą laską z dużego miasta z torebką od Bershki - po pierwsze nie jestem z dużego miasta, po drugie mój pobyt tam zawsze traktowałam jako epizod i nie zamierzam tam wracać, po trzecie nigdy nie miałam i pewnie nigdy nie będę miała torebki z Bershki - bo mi po prostu na tym nie zależy... Więc podziękowania nie dla mnie:)
        A co do doktoratu - obecnie wygląda to tak, że na uczelni zostaje 1/20 wszystkich doktorantów, więc tak, potwierdzam - pracy dla doktorów nie ma i pewnie nie będzie, dla reszty doktorat jest szansą na wyższe zarobki w innych firmach (nie będę tego komentować, bo nie do końca się z tym zgadzam) lub też - jak dla mnie - perspektywą na zarobek/ dorabianie na uczelniach, także prywatnych, które obecnie licznie prowadzą mój macierzysty kierunek, w momencie kiedy zarobkować na całym etacie nie będę w stanie - np. kiedy będę miała małe dziecko/dzieci. Nie wiem, czy mi się to uda, ale trzeba iść do przodu i mieć nadzieję.

        0ion napisał:

        > Nie zdradzisz na kogo głosowałaś 4 lata temu? Bo zanim odejdziesz chciałbym ci
        > podziękować. W ogóle chciałbym podziękować wszystkim młodym, wykształconym lask
        > om, z torebkami z Bershki, od niedawna w dużych miastach za te ostatnie lata:)
        • 0ion Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:55
          Głosowanie to daremny trud. Uciekaj z tego kraju póki jeszcze można.
        • wlody1 Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 03:02
          ognistokrwista_marija napisała:

          A co do doktoratu - obecnie wygląda to tak, że na uczelni zostaje 1/20 wszystkich doktorantów, więc tak, potwierdzam - pracy dla doktorów nie ma i pewnie nie będzie, dla reszty doktorat jest szansą na wyższe zarobki w innych firmach (nie będę tego komentować, bo nie do końca się z tym zgadzam)

          Moja była dziewczyna ma doktorat- niestety, nie ma to przełożenia na płace. Jak Ją wylali z pracy (moim zdaniem była zagrożeniem dla innych) to znalezienie następnej było problemem. Wbrew pozorom z doktoratem o pracę trudno ze wspomnianego względu.

          lub też - jak dla mnie - perspektywą na zarobek/ dorabianie na uczelniach

          Niestety tam rządzą układy

          , także prywatnych

          Tam też:(

          które obecnie licznie prowadzą mój macierzysty kierunek, w momencie kiedy zarobkować na całym etacie nie będę w stanie - np. kiedy będę miała małe dziecko/dzieci. Nie wiem, czy mi się to uda, ale trzeba iść do przodu i mieć nadzieję.

          Nie spróbujesz to się nie dowiesz- powodzenia!
        • misself Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:05
          ognistokrwista_marija napisała:
          > nigdy nie miałam i pewn
          > ie nigdy nie będę miała torebki z Bershki - bo mi po prostu na tym nie zależy..

          Co Wy z tą Bershką? Jakieś super są te torebki i bardzo drogie?
          Rozumiem, gdyby o Batyckim była mowa, ale sieciówka to chyba żaden szał?
      • best.yjka Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:15

        > wykształconym laskom, z torebkami z Bershki
        A z torebką Louis Vuitton?
    • bijatyka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:17
      I dawajcie inne pozytywne świadectwa z Waszego życia!

      Na rzie nie mogę, gdyż dla mnie jedynka na podium będzie wtedy, gdy będę z siebie zadowolona w każdym otoczeniu, niezależnie od oczekiwań współchodzących po ziemi, nawet w wyścigu szczurów.
      • marguy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:23
        Ja chyba moge.
        Przykladow nie podaje, bo za duzo pisania. Jednak najbardziej zadowolona jestem z decyzji rzniecia praca o beton, sprzedazy dobytku i wyjazdu w swiat szeroki.

        I wiesz co, bijatysiu?
        Znowu mnie korci ale nie mam z kim :(
        • bijatyka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:28
          Oj, niech jeszcze pokorci. Tyle rzeczy zmieniłaś już w swoim życiu, że i to zmienisz. Zbyt dużo masz mrówek pod tyłkiem. Śpią na razie, ale się odezwą. Bądź spokojna.
          • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:35
            ja dokonam kiedyś ,tylko nie wiem kiedy;)
            narazie się w sobie zbieram
            trzymajcie kciuki dzisiaj jak jechalam z pracy naszla mnie wlasnie taka myśl zmiany na lepsze...
            • bijatyka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:40
              Będziemy trzymać kciuki. Ja z pozycji oswajania wroga ! (wróg = cały ten syf, od którego chciałoby się uciec)
              • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:47
                to nawet nie jest wróg ,po prostu z chęcią zwiedzilabym świat i zmienila zawód ,no ale narazie nie mogę..kwestia kasy.
      • pygy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:35
        Ale ja tez sie wycofuje. Tylko nie wiem dokąd. Warszawa ze szpileczkami i ciuszkami spod igły, ododawna mi nie odpiwada. Makijaż codzienny też nie, bo nie jestem taka. I gdzie mam sie przenieść? Gdzie kiedy ja wyścigu z napływowymi nie lubie, ze swoimi tez nie. Kiedy najbardziej na siwecie lubię świat spokoju i książek i wyjścia od wielkiego dzwonu.
        Jak sei zresetować? Gdzie?
        • marguy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:41
          pygy,
          w warszawie sie resetuj. Ja to sie nawet nie musialam resetowac, bo od zawsze bezczelnie powtarzalam szefom i komu sie dalo, ze "jesli mnie chcecie, to taka jaka jestem albo wcale" i... dzialalo to dlugie lata. Ale i tak bylo nam tego za duzo i stad calkowita zmiana zycia.

          bijatysiu,
          wiesz, ja na poczatek zaczne od Francji, bo wyszlo mi na to, ze objechalam swiat, a kraj w ktorym mieszkam znam dosc slabo.
          • bijatyka Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:50
            To może blog się odrodzi ?
            • marguy Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 01:10
              hm... sama nie wiem. Zachowalam wszystkie wpisy, foty tez.
              Moze jak juz bede wiedziala gdzie jajo zniose. Wciaz sie waham: zostaw we Francji, wrocic do Czech, do Urugwaju czy po prostu do Polski. Tahiti za daleko i koszty zycia stasznie wzrosly, a ja mam do dyspozycji tylko polowe emerytury po mezu, a na wlasna musze jeszcze sporo poczekac.
              Czechy i Urugwaj neca ale w przypadku wiekszych problemow bariera jezykowa rosnie w oczach. We Francji czy Polsce nie mam problemu z jezykiem, choc w Polsce, po tylu latach nie bardzo wiem co i jak funkcjonuje. Wszystko tak bardzo sie zmienilo. Za to finansowo Polska, Czechy i Urugwaj sa bardzo interesujace - koszty zycia sa o wiele nizsze.
              No i tak siedze, dumam, leczesie z wrednej anginy i na wszelki wypadek przegladam ceny wynajmu malego domku gdzies tam w Bretanii. W kazdym razie na Poludnie od Paryza, bo Nord jest cholernie drogi.
              I tak musze sobie dac na wstrzymanie, bo mam do zaplacenia podatek miejski i musze zrobic przeglad auta i wymienic tlumik (sam tlumik 300 euro).
              Chyba plebiscyt jakis zrobie czy cos...
              • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 09:46
                pojedz do urugwaju ,na pare miesiecy . Mam kilku znajomych stamtad ,bardzo mili ludzie i podkreslaja ,ze jest tam bardzo spokojnie. Polsdka hmm nie wiem czy bylabys tutaj szczesliwa ,nasz kraj ma w sobie cos dobijajacego plus wszechobecny kler ,idiotyczni politycy ,nienajlepsza pogoda. Bedzie ciezko .
                • marguy Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:47
                  simply,
                  dzieki:) wiem, ze Urugwaj jest spokojny, bo spedzilismy tam 6 tygodni. Troche malo jak na nasz gust ale wystarczajaco na to, zeby mocno sie zdziwic tym co zastalismy.

                  Co do Polski, to juz raz probowalismy i nic z tego nie wyszlo. Po 18 miesiacach przygnebieni i rozczarowani zwialismy do Czech. Jedyny kraj w jakim spotkalismy sie z jawna niechecia okazal sie byc moim rodzinnym krajem. Meza mi bylo zal jak cholera, bo dla niego (tesc byl Polakiem) wszystko co polskie bylo prawie swiete, a tu takie klocki, ze na kazdym kroku albo go oszwabic chcieli (mowil po polsku ale z wyraznym akcentem) albo natykal sie na nastawienie w rodzaju: nie mysl sobie, ze jak jestes Francuzem to tobie ulatwimy zycie, wrecz odwrotnie. Wierz mi, dlugo trzeba szukac, zeby znalezc kogos grzeczniejszego w stosunku do ludzi niz on.
                  Na dobra sprawe we Francji z glodu nie umre, ale poza Francja udaloby mi sie odlozyc wiecej pieniedzy na jakies wyjazdy.
                  Jakby sie czlowiek nie krecil, tak dupa z tylu :/
                  • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 15:13
                    > Co do Polski, to juz raz probowalismy i nic z tego nie wyszlo. Po 18 miesiacach
                    > przygnebieni i rozczarowani zwialismy do Czech. Jedyny kraj w jakim spotkalism
                    > y sie z jawna niechecia okazal sie byc moim rodzinnym krajem. Meza mi bylo zal
                    > jak cholera, bo dla niego (tesc byl Polakiem) wszystko co polskie bylo prawie s
                    > wiete, a tu takie klocki, ze na kazdym kroku albo go oszwabic chcieli (mowil po
                    > polsku ale z wyraznym akcentem) albo natykal sie na nastawienie w rodzaju: nie
                    > mysl sobie, ze jak jestes Francuzem to tobie ulatwimy zycie, wrecz odwrotnie.
                    > Wierz mi, dlugo trzeba szukac, zeby znalezc kogos grzeczniejszego w stosunku d
                    > o ludzi niz on.
                    zrobilo mi sie przykro kiedy przeczytalam te swoje.Niestety tak bywa..nigdy nie wiesz na jakich ludzi trafisz. Na pewno po ilus latach pobytu pzoa krajem mozna niekiedy odniesc takie wrazenie. Ludzie patrza na siebie wilkiem. Radzilabym ci gdzies jednak wyjechac ,jesli cie nosi:) znam to uczucie baaardzo dobrze.
                    • marguy Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 17:14
                      simply,
                      uczciwosc nakzauje zebym napisala takze o tym, ze spotkalismy bardzo wielu fajnych i uczynnych ludzi. Niektorych pan w administracji bylo mi po prostu zal, bo robily co mogly ale co z tego, ze staraly sie, gdy np. nie mialy najnowszych przepisow dotyczacych rezydentow z UE. Chcialy pracowac i obsluzyc meza jak nalezy ale nieudolnosc zwierzchnikow i politykow odebrala im te mozliwosc. W Czechach sprawe dlugotrwalego pobytu zalatwilismy w ciagu trzech tygodni (wypelnienie i zlozenie dolumentow o rodne czyslo, oczekiwanie na nie oraz otrzymanie stosownych dokumentow).
                      No i jest jeszcze jeden problem, ktorego obawiam sie w Polsce - sluzba zdrowia. Kiedys jeszcze dawalam sobie wmowic, ze "rozumiesz, zmiany ustrojowe, wszystko od nowa zaczynac trzeba itp". Po pobycie w Czechach, w ktorych zmiany ustrojowe nastapily pozniej niz w Polsce, przekonalam sie, ze rodacy starannie rozwalili stary system na miejsce ktorego wprowadzili jakis dziwaczny, bezsensowny twor. Czesi na bazie starego systemu rozwineli nowe struktury i u nich wizyta u lekarza kosztuje 6 zlotych i nikt nie musi chodzic prywatnie. A nawet jesli musi, to np. wizyta u 'obcego' dentysty kosztuje 90 koron czyli ok. 16 zl.
        • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 21:47
          Życzę powodzenia w resetowaniu:)
          Nie mogę dać odpowiedzi jak... bo kolejna rzecz której się nauczyłam w ciągu mojego resetowania to to, że nikt nam nie pomoże jeśli nie pomożemy sobie sami i jeśli nie odnajdziemy w sobie odpowiedzi:) Więc inaczej - życzę powodzenia w odnajdywaniu odpowiedzi:)

          A wszystkim pozostałym, którzy mi tu życzyli powodzenia bardzo dziękuję:)
          • pygy Re: Reset życia - świadectwo 13.09.11, 22:00
            Chciałabym jeszcze napisać, ze fajnym motywatorem do stanowienia o sobie i do podejmowania szybkich zmian jest ŚMIERĆ.
            Jestem świeżo po informacji o wypadku mojego kolegi z klasy. Mial tylko 25 lat. Nie tracił czasu na naukę i kursy. Kochał rajdy, czyli ścigał się inaczej:) Nie skończył nawet policealnej. Byl naiwny, niedouczony, w mało wykwinty sposób się wypowiadał, ale nigdy nie brakowało mu slow!! Zawsze bardzo miły dla dziewczyn. Nigdy nie było tak, żeby w jakiś nieprzyjemny sposób sie o nich wypowiadał czy był prostacki wobec nich. Sympatyczny. Bez wyrachowania. Prosty w ten najlepszy sposób!! Bardzo koleżeński. Ogromnie mi żal.
          • wlody1 Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 03:14
            ognistokrwista_marija napisała:

            > Życzę powodzenia w resetowaniu:)
            Nie mogę dać odpowiedzi jak... bo kolejna rzecz której się nauczyłam w ciągu mojego resetowania to to, że nikt nam nie pomoże jeśli nie pomożemy sobie sami i jeśli nie odnajdziemy w sobie odpowiedzi:) Więc inaczej - życzę powodzenia w odnajdywaniu odpowiedzi:)

            Umiesz liczyć- licz na siebie!
        • wlody1 Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 03:12
          pygy napisała:

          > Ale ja tez sie wycofuje. Tylko nie wiem dokąd. Warszawa ze szpileczkami i ciusz
          > kami spod igły, ododawna mi nie odpiwada. Makijaż codzienny też nie, bo nie jes
          > tem taka. I gdzie mam sie przenieść? Gdzie kiedy ja wyścigu z napływowymi nie l
          > ubie, ze swoimi tez nie. Kiedy najbardziej na siwecie lubię świat spokoju i ksi
          > ążek i wyjścia od wielkiego dzwonu.
          > Jak sei zresetować? Gdzie?

          Wyprowadź się na wieś lub pod miasto- tam się żyje spokojniej . A książka lepiej "smakuje" jak odganiasz tylko muchy a nie natrętne odgłosy zza okna....
      • wlody1 Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 03:08
        bijatyka napisała:

        > I dawajcie inne pozytywne świadectwa z Waszego życia!

        Ja zrobiłem odwrotnie- jestem "miastowy" i wyprowadziłem się na wieś. Tu jest lepiej, ciszej, jest czas na wszystko... Fakt że mam szczęście bo jestem specjalistą w swojej branży i nie mam żadnych kłopotów z zarabianiem- to mnie proszą abym ruszył tyłek i pracował:) .Ale gdybym nie miał tak dobrze to też bym tak zrobił...
    • feel_good_inc Też bym tak chciał! 14.09.11, 09:13
      Wszystko rzucić i wrócić do mamusi.
      Ciekawe, czy też wtedy dziewczyny z forum gratulowałyby mi? Bo wydaje mi się, że raczej zostałbym nazwany nieudacznikiem...
      • ognistokrwista_marija Re: Też bym tak chciał! 14.09.11, 11:03
        Nie wiem, jakby Cię dziewczyny z forum nazwały...
        Wiem tyle, że nie powinno się zwracać uwagi na to, co ludzie o nas mówią, jeśli jest nam (i innym z nami) z takim życiem dobrze... Nigdy się nie dogodzi wszystkim, a najważniejsze to to, żeby nam i najbliższym było dobrze, oczywiście przy założeniu, że nie krzywdzimy swoim postępowaniem innych.

        Poza tym - rozsądniejszym wydaje mi się rzucić wszystko, wrócić do mamusi i tu sobie układać życie, w przypadku, gdy przy zarobkach 1600 zł/msc - bez możliwości awansu, podwyżki, premii... - wydawałam 700 zł na wynajęcie pokoju - i to samego pokoju, bo na wynajęcie mieszkania nie byłoby mnie stać, co po odjęciu opłat za jedzenie, środki czystości, dojazdy, itp. dawało mi jakieś 200 zł na własne wydatki/oszczędności na miesiąc (w przeliczeniu na rok: 8400 zł za wynajęcie pokoju, czyli można powiedzieć - koszty uzyskania przychodu, przy oszczędności 2400 zł - przychód), a szukanie nowej pracy za wyższą pensję nie przynosiło żadnych sensownych rezultatów.
        Zarówno więc z ekonomicznego punktu widzenia, jak i z czysto zdroworozsądkowego - wolę mieszkać tu i poświęcać czas i pomagać w domu rodzinie i rodzicom, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będę mogła się nimi cieszyć, niż mieszkać z pół-obcymi ludźmi, którzy owszem mogą być i fajni i mogę ich lubić - ale to tylko znajomi - przynajmniej dla mnie taka opcja wydaje się rozsądniejsza. Ale oczywiście ja nie mam patentu na mądrość i każdemu odpowiada co innego.

        feel_good_inc napisał:

        > Wszystko rzucić i wrócić do mamusi.
        > Ciekawe, czy też wtedy dziewczyny z forum gratulowałyby mi? Bo wydaje mi się, ż
        > e raczej zostałbym nazwany nieudacznikiem...
        • mumia_ramzesa Re: Też bym tak chciał! 14.09.11, 16:53
          > najważniejsze to to, żeby nam i najbliższym było dobrze

          Twoim rodzicom jest dobrze z tym, ze Ciebie utrzymuja? A zapytalas ich o zdanie przed faktem, czy to byla zbedna formalnosc?
    • funny_game Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 09:17
      :)
      Lubię Cię! :D
    • sweet_pink Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 11:52
      Prawdziwą sztuką jest osiągniecie tego wszystkiego bez ucieczki na utrzymanie rodziców...ogólnie bez ucieczki przed przeciwnościami a stawiając im czoła.
      Sorry, ale w komfortowych warunkach pt "przecież mnie rodzice nie wyrzucą i umrzeć z głodu nie dadzą" to jest łatwo "odnajdywać się".
      Pozytywne jest to co piszesz, ale jak dla mnie żaden wyczyn.
      • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 15:31
        > Prawdziwą sztuką jest osiągniecie tego wszystkiego bez ucieczki na utrzymanie r
        > odziców...ogólnie bez ucieczki przed przeciwnościami a stawiając im czoła.

        Masz rację i zgadzam się w tym z Tobą w 100%. To jest też coś, do czego ostatnio doszłam - że problemy trzeba rozwiązywać, a nie uciekać przed nimi, bo się wiecznie będą ciągnęły - a coś czego wcześniej nie wiedziałam, bo niestety tak mi wpajano od dzieciństwa (babcia: "Nie kłóć się, zostaw to. Lepiej niech będzie Twoja krzywda..."), a nawet nie masz pojęcia, jak dużo wysiłku kosztuje otrząśnięcie się z ograniczeń nakładanych w domu.
        Od razu wyjaśniam: z tego co piszę może się wydawać, że mój dom jest jakiś patologiczny i że rodzina miała nade mną dużą władze, ale to nie tak - wydaje mi się że wynika to głównie z... położenia mojego domu - jest położony w znaaaaaacznym oddaleniu od innych, nie mamy tu sąsiadów, mój brat jest duuużo młodszy, więc naturalną koleją rzeczy - dzieciństwo, a potem czas po szkole w podstawówce, jak i w liceum spędzałam sama, ew. siedząc w domu ze starszymi i stąd ten wpływ przekonań rodzinnych, które po prostu nie miałam gdzie zweryfikować, bo za mało było wokół mnie ludzi.

        > Sorry, ale w komfortowych warunkach pt "przecież mnie rodzice nie wyrzucą i umr
        > zeć z głodu nie dadzą" to jest łatwo "odnajdywać się".
        > Pozytywne jest to co piszesz, ale jak dla mnie żaden wyczyn.

        Nie twierdzę, że wyczyn. Rzeczywiście sztuką jest odnalezienie się bez resetów. I fakt - przyznaję publicznie, że uciekłam - po prostu zdezerterowałam - bo już nie wyrabiałam psychicznie. I wiesz co? Bardzo się z tego cieszę:)
        Dotychczas zawsze wszystko było w moim życiu Naj - miałam najlepsze oceny, świadectwa z paskiem, poszłam do najlepszego liceum w mieście, mature zdałam na 5,0, dostałam się na najlepszy (w moim rozumieniu) uniwersytet, na mój wymarzony kierunek, skończyłam go z 5 w indeksie, zaczęłam robić doktorat, w międzyczasie byłam na stypendium, zrobiłam mnóstwo różnych kursów, uczyłam się języków, dostałam staż w wymarzonej instytucji, dostałam pracę w zawodzie kompletnie bez znajomości, wszyscy mnie chwalili i chwalili się mną, przepowiadali mi nie wiadomo jaki sukces... Wszystko to brało się poniekąd z niespełnionych ambicji moich rodziców, którzy pochodzą z małych miejscowości i zawsze chcieli, żeby jeśli nie oni, to ich dzieci osiągnęły sukces...
        A ja miałam tego dosyć, zawsze musiałam być i byłam na pokaz, bo nikt nie wiedział, że biorę leki, że chodzę do psychologa, bo nigdy nikt mnie nie zapytał o zdanie, czego ja tak na prawdę chcę, wtłoczyli mnie w schemat, jaki sobie dla mnie wymyślili i nie winię ich za to, bo chcieli dobrze. Tylko że... co mi z tego wszystkiego? Co mi z tego wszystkiego skoro nie byłam szczęśliwa i czułam się wiecznie samotna, bo przecież "na chłopaków przyjdzie czas, najważniejsza jest nauka...". (Dopiero teraz zaczęłam myśleć o małżeństwie i założeniu rodziny, w ogóle dostrzegać wartość ludzi w moim życiu, bo wcześniej wszystko inne było ważniejsze).
        Moje koleżanki (nie wszystkie oczywiście, część poszła taką drogą jak ja) z podstawówki czy liceum studiowały w swoim mieście, mieszkały z rodzicami - i dalej z nimi mieszkają i wyprowadzą się od nich zapewne dopiero po ślubie, poszły do pracy dopiero po studiach (a nie dorabiały sobie na studiach czy nie robiły miliona praktyk tak jak ja), stypendia naukowe - jeśli je dostawały - wydawały na siebie (a ja na opłacenie akademika...),... Bez wyczynów. I co? I jakoś żyją. Dlaczego więc ja zawsze musiałam te wyczyny mieć na swoim koncie?
        Podsumowując: wiem, że to nie jest wyczyn, może to być i pewnie jest odbierane jako wręcz cofnięcie się, ale cóż - widocznie nie jestem taka na pokaz jednak, trudno. A ja tam wiem swoje i wierzę, że mi to wszystko wyjdzie na dobre:)
        Pozdrawiam:)
        • miau_weglowy Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 15:50
          lepiej pozno, niz wcale i oby tak dalej! :)

          ja bylam zawsze typem buntownika 'a dlaczego nie?!', wiec slabe szanse mieli ci, ktorzy mnie w cos wpasowac chcieli, lub mi cos swojego - jak to fajnie ujelas - wyeksportowac do mojej glowy ;D (cos, co mi nie pasowalo), ktorzy nade mna wladze miec zamierzali ;D
          moim zdaniem osoby, ktore ulegaja, jak Ty wczesniej, maja wlasnie trudniej... (a moze mamy tak samo trudno, tylko w inny sposob ;D)

          ktos Ci tam pisze,ze masz komfort i to zaden wyczyn. nie zauwazyl ten ktos, ze wrocilas tam, gdzie Cie dolowano, gdzie nie pozwalano byc soba, wiec to JEST wyczyn; dac odpor i trwac przy swoim. przy ciaglej dezaprobacie. bo akceptacja tego, kim czlowiek jest ma wieksze znaczenie, niz luksus, w jakim sie zyje.
        • alfika Re: to jest wyczyn 15.09.11, 13:19
          przeymyślec, o co chodzi w życiu, a nie w opinii publicznej
          i pójść tą swoją dobrą drogą

          wyczyn, bo często znajdą się ludzie, którzy znajdą w Twoim sukcesie choć odrobinę cienia i z z patologiczą przyjemnością poinformują o tym swiat
          to dobrze
          kazdemu taka radość, do jakiej dorósł
          • sweet_pink Re: to jest wyczyn 15.09.11, 13:30
            Tyle, że do tego żeby przemyśleć o co chodzi w życiu nie trzeba wcale stawiać życia do góry nogami, resetować, odrzucać samodzielność czy zwyczajnie uciekać. Przed problemami nie powinno się uciekać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nas dogonią i czy kolejnym razem nie będą trudniejsze. (sorry, ale wystarczy teraz, żeby jedno z rodziców autorki poważnie zachorowało, żeby się okazało, że trzeba wracać do miasta, że pieniędzy potrzeba więcej i że trzeba się wziąć za bary z tym przed czym się uciekło...i co gdzie wtedy autorka "ucieknie").
            • miau_weglowy Re: to jest wyczyn 15.09.11, 15:00
              wydaje mi sie, ze decyzja autorki watku zapadla PO przemysleniach

              a z podejsciem 'wymysle sobie milion ewentualnych problemow, jakie moge miec w przyszlosci' nie daloby sie zrobic w zyciu absolutnie nic. kazda decyzje mozna storpedowac lista ewentualnych przeszkod i zlych nastepstw. to bez sensu
              • sweet_pink Re: to jest wyczyn 15.09.11, 16:05
                Nie chodzi o wymyślanie miliona problemów...tylko o nie proszenie się o nie. Sorry, stosowanie ucieczki jako rozwiązania to własnie proszenie się o problemy, a raczej o to by w przyszłości byle gie sprawiała nam wielkie problemy, a wielkie problemy to nas w ogóle powalą na łopatki.

                Bo nie ukrywajmy, ale problem z nielubieniem miasta, kiepską pracą i facetem to jest śmiech na sali, a nie wielkie problemy.
                • hugu Re: to jest wyczyn 16.09.11, 08:14
                  A może tak naprawdę to nie była ucieczka, tylko ZMIANA? po prostu zmiana życiowa, do której każdy ma prawo?
                  W kategoriach ZMIANY rzecz wygląda zdecydowanie pozytywnie. Spójrzmy na to tak: Dziewczyna nie uciekła z wielkiego miasta, które bardzo ją pociągało i które uwielbiała, bo nie dawała sobie w nim rady. Nie uciekła od faceta, którego podziwiała i kochała, tylko nie dawała sobie rady z życiem w związku Itd. Dziewczyna zmieniła gust. Przestało jej się podobać miasto, przestał się podobać chłopak. Teraz podoba jej się co innego. I ma wszelkie prawo do życia zgodnie z własnymi upodobaniami.
                  Dziwię się, ze niektórzy próbują jej wmawiać, że, wbrew swoim pragnieniom i upodobaniom, powinna konsekwentnie grać w nie swojej grze. Tymczasem dokładnie tak, jak dziewczynie wolno zerwać z chłopakiem, który przestał jej się podobać i którego nie chce "na życie", tak samo wolno jej zerwać z rodzajem życia, jaki przestał jej się podobać. Świetnie, że nie wpada w pułapkę zaangażowania w rzeczy, które tak naprawdę nie mają wartości.
                  A co do kosztów: Za stypendium doktoranckie 1 osoba może się całkowicie utrzymać, żyjąc bardzo oszczędnie. Sprawdzone. Zatem jest to jednak samodzielność, która szczególnie dobrze wygląda w świetle statystyk, które mówią, że w Polsce ok. 1/3 osób w wieku dziewczyny nie ma żadnej pracy i dochodu. Dziewczyna i tak jest w tej szczęśliwszej grupie!
                  • mumia_ramzesa Re: to jest wyczyn 16.09.11, 11:18
                    Jest w szczesliwszej grupie, bo udalo jej sie dostac na studia doktoranckie. Zobaczymy co jej sie uda po skonczeniu tych studiow. Wiesz ile wsrod bezrobotnych jest osob z doktoratem? To jest tylko przelozenie egzekucji.

                    Swoja droga ciekawe po co jej doktorat i czy bedzie jej potrzebny w dalszej karierze, tym razem na prowincji. No bo chyba nie schowa go do szuflady? W koncu przez kilka lat zyla na koszt spoleczenstwa.
                    • alfika Re: to jest wyczyn 16.09.11, 12:47
                      a o życiu na koszt społeczeństwa warto mówić dopiero, gdy własne dzieci się wyedukuje ( o, sorry, zrobi to szkoła, nie rodzic) i wychowa (o, sorry, zrobi to jakaś organizacja religijna, nie rodzic) na tyle, że dzieciarnia nie tylko uda się po zaawansowaną edukację na studia, ale i je pomyślnie ukończy

                      dopiero po odczuciu tego na własnej rodzicielskiej kieszeni jest czas na mówienie, że dziecię żyło na koszt społczeństwa ;)

                      zgryźliwość wepchnęła Cię bezlitośnie w rejony absurdu
                      owocnej pracy przed weekendem, który, było nie było, jeszcze się nie rozpoczął - i miłego weekendu
                  • sweet_pink Re: to jest wyczyn 16.09.11, 20:46
                    O zmianie można mówić w przypadku ludzi samodzielnych, pojmujących, że zmiana dotyczy naszego wnętrza, które nie powinno być zależne od warunków zewnętrznych (np miejsca zamieszkania)...wpływanie na siebie przez zmianę otoczenia, warunków życia to ucieczka przed pracą nad sobą, nad praca wewnętrzną i liczenie że warunki zrobią to za nas.
                    • hugu Re: to jest wyczyn 17.09.11, 10:09
                      Sądzę, że nie masz racji. Kategoria ZMIANY ŻYCIOWEJ nie jest zarezerwowana dla zmian wewnętrznych. Jak wyobrażasz sobie zmianę wewnętrzną abstrahującą od zewnętrzności?
                      Dziewczyna ma wewnętrznie nie cierpieć chłopaka, ale nadal z nim być, aby zewnętrznie nic się nie zmieniało? Albo nie cierpieć miasta, kochać wieś, ale nadal żyć w mieście, aby zewnętrznie nic się nie zmieniało?... Co za dobro tkwi w zewnętrznym niezmienianiu, że tak, twoim zdaniem, trzeba je chronić? W staniu tam, gdzie cię postawią, i nieszukaniu nowych dróg?
                      Życie i rozwój to zmiana, i wewnętrzna, i zewnętrzna. Stanie w miejscu z zaciśniętymi zębami i tłumionym odruchem wymiotnym nie jest żadną wartością. Wartością jest, zgodna z wewnętrznym przekonaniem, zmiana miejsca na takie, w którym stać nas na spontaniczny (niewymuszony) uśmiech i mamy zdrowy apetyt na życie.
            • alfika Re: to jest wyczyn 16.09.11, 09:26
              to już kwestia zwykłego subiektywizmu spojrzenia - czy czyjąś decyzję ocenisz jako nieprzemyślaną, czy jako ucieczkę czy jeszcze w jakimś innym złym świetle
              z jakiegoś powodu tak odbierasz to, co świadomie wybrała autorka

              a co do tego, czy trzeba życie resetować czy nie
              czy praca, miasto i były facet to problem -
              DLA CIEBIE to nie problem
              DLA AUTORKI to był problem
              ona sobie z tym poradziła i już nei ma tego problemu
              (obyś tez ze swoimi problemami umiała sobie tak skutecznie zawsze radzić)

              jaki jest sens minimalizowania czy ośmieszania czyjegoś problemu - nei wiem
              ale czasem reset jest, jak widać, potrzebny
              o jednego radosngo, szczęśliwego człowieka na świecie więcej
              więc ja się cieszę, najwyraźniej przyjęta przez autorkę droga ma swój niemały sens
              • sweet_pink Re: to jest wyczyn 16.09.11, 20:41
                Przepraszam,ale autorka wcale nie poradziła sobie, ani to co zrobiła nie było tylko jej decyzją...to wszystko odbyło się kosztem/zasługą jej rodziców.
                Robienie dramy ze zwyczajnych życiowych problemów upośledza..dlatego warto trzeba umieć oceniać co jest dużym problemem, a co pierdołą...z czym zwyczajnie wypada poradzić sobie jak wszyscy inni.
                • alfika Re: to jest wyczyn 18.09.11, 10:53
                  i znowu: kwestia subiektywnego odbioru
                  kazdy w swoim życiu nazywa to, co przezywa
                  to, z czym sobie poradziła autorka, to był jej problem

                  dla Ciebie w tej samej sytuacji brak komfortu psychicznego to by było tylko upośledzające robienie dramy, z która poradziłabyś/poradziłbyś sobie tak jak jacyś "wszyscy inni"

                  no, nie narzucisz rzekomo obiektywnego i paskudnie krytycznego spojrzenia na tę sytuację, możesz tak oceniać siebie (ale w sumie po co?...), a nei innych
    • uleczka_k Powodzenia 14.09.11, 17:15
      Nie wiem czy bym się odważyła zrobić to co Ty. W życiu przedkredytowym - być może tak.
      Z mojej obecnej perspektywy Twoja decyzja wydaje mi się trochę podszyta naiwnością, lub raczej lekkomyślnością. Ale bije od Ciebie taka odwaga i siła, że mam nadzieję, że wszystko Ci się uda. A jeśli nawet nie wszystko, to przynajmniej ta ważniejsza dla Ciebie część. Podziwiam ludzi, którzy żyją w zgodzie z sobą, nawet jeśli to oznacza dla nich trudności w życiu. I bardzo mi się podoba, że nie przeszkadza Ci wytykanie palcami.
      Jeszcze raz - życzę powodzenia.:)
      • mumia_ramzesa Re: Powodzenia 14.09.11, 17:24
        Bije tchorzostwo, bo uciec pod spodnice mamusi jest najlatwiej (mimo na te mamusie narzekania, bo przeciez mozna olac gadki rodzicielki - w koncu Autorka wie skad ma chleb).
      • ognistokrwista_marija Re: Powodzenia 14.09.11, 17:29
        uleczka_k, jasne, że jakbym miała kredyt to bym się trzymała pracy rękami i zębami, tylko że w poprzedniej pracy nie miałam żadnych szans na wzięcie kredytu, bo nie byłoby mnie z mojej wypłaty na niego stać, plus umowa na czas określony (kończyła mi się 4 msc po tym, jak rzuciłam pracę i raczej nie było szans na przedłużenie, bo to praca projektowa,, choć oczywiście nigdy nie wiadomo...). Dlatego też zdecydowałam się na ten reset, który mam nadzieję doprowadzi mnie do lepszego życia.
        Może to naiwność, może lekkomyślność - nie wiem, wiem tyle, że trzeba próbować walczyć o lepsze jutro i jeśli się widzi, że coś jest nie tak - nie stać w miejscu, tylko zacząć zmieniać.
        Dziękuję:)

        uleczka_k napisała:

        > Nie wiem czy bym się odważyła zrobić to co Ty. W życiu przedkredytowym - być mo
        > że tak.
        > Z mojej obecnej perspektywy Twoja decyzja wydaje mi się trochę podszyta naiwno
        > ścią, lub raczej lekkomyślnością. Ale bije od Ciebie taka odwaga i siła, że mam
        > nadzieję, że wszystko Ci się uda. A jeśli nawet nie wszystko, to przynajmniej
        > ta ważniejsza dla Ciebie część. Podziwiam ludzi, którzy żyją w zgodzie z sobą,
        > nawet jeśli to oznacza dla nich trudności w życiu. I bardzo mi się podoba, że n
        > ie przeszkadza Ci wytykanie palcami.
        > Jeszcze raz - życzę powodzenia.:)
    • mahadeva Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:29
      fajnie, pojechalas na wakacje i co dalej?
      • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:31
        Teraz zamierzam ułożyć sobie życie na nowo, tutaj:)

        mahadeva napisała:

        > fajnie, pojechalas na wakacje i co dalej?
        • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:44
          A kiedy skonczysz zamierzac a zaczniesz zmieniac?
          • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 17:47
            Wydaje mi się, że z moich postów jasno wynika, że już zaczęłam zmieniać:)

            mumia_ramzesa napisała:

            > A kiedy skonczysz zamierzac a zaczniesz zmieniac?
            • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:32
              Na razie sie wygodnie usadowilas u kogos i dopiero zamierzasz szukac pracy.
              • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 18:45
                Ale zrozum... ja mam pracę, tylko niepełnoetatową. Mam dochody.
                Poza tym nie zamierzam szukać pracy, tylko szukam i już wręcz mam coś nagrane od października, ale wolałabym o tym nie mówić, bo dopiero jak dostanę umowę do ręki to będę na 100% pewna.

                [/b]mumia_ramzesa napisała:

                > Na razie sie wygodnie usadowilas u kogos i dopiero zamierzasz szukac pracy.
                • beta-beta Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 21:11
                  Podziwiam za odwagę i życzę powodzenia:) Masz coś, czego wiele osób Ci zazdrości (choć się do tego pewnie nie przyznają nawet na torturach) - rodzinę, która wspiera Cię na życiowych zakrętach:) To jest wielka sprawa, o wiele cenniejsza niż te wszystkie pierdoły o samodzielności, niezależności, odcięciu się od toksycznych rodziców itp. Rodzice pomagają Ci się teraz utrzymać - i co w tym złego? Ty im pomożesz w razie potrzeby w przyszłości. I masz rację, że stała praca za 1600 zł jest g... warta - lepiej łapać okazje, zlecenia, dorywcze fuchy i mieć SWOBODĘ, luz, czas dla siebie i dla innych. Pozdrawiam:)
              • minasz [...] 14.09.11, 22:24
                Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • kobieta_z_polnocy Re: Reset życia - świadectwo 14.09.11, 23:10
      Podoba mi się twój post. Widać, że ta decyzja wyszła ci na dobre.

      Ludzie uwielbiają rzucać hasłami: powrót do rodziców to pasożytnictwo i porażka, brak stałej pracy również... Jak na razie okazuje się, że w obecnej sytuacji czujesz się dobrze, a przynajmniej znacznie lepiej niż wcześniej. I o to chodzi. Nabierzesz sił i spokoju ducha na dalszą podróż. Powodzenia.
      • gnusmas12 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:06
        Dziwi mnie podejście niektórych osób, że powrót do rodziców to porażka, że na pewno ich wykorzystujesz i utrzymanie Ciebie to dla nich ciężar. Widocznie te osoby mają nieciekawe przejścia z własnymi rodzicami, którzy w dniu 18 urodzin wystawili im walizki za drzwi i stąd to zianie ogniem :P
        Normalna i zdrowa więź z rodzicami na tym właśnie polega, że zawsze możesz do nich wrócić i nie będą Ci tego wypominać. Utrzymywali Cię przez prawie 20 lat i dali radę a teraz nagle jesteś nagle pasożytem wysysającym wszystkie oszczędności dla własnej wygody :D Jeśli rodzice Cię wspierają i pozwalają Ci w spokoju się ogarnąć to pozostaje pogratulować. Nie przejmuj się opinią płytkich ludzi, dla których dorosłe dziecko mieszkające z rodzicami może być jedynie pijawką i zadowolonym z tego faktu leniem. Mało widzieli w życiu poza patologią i stąd te stereotypy. Trzymam kciuki za dalsze decyzje.
        • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:36
          > stąd to zianie ogniem :P

          Zianie ogniem i plucie jadem przez zawistne zmije, ze jej tak dobrze.
          Zbyt daleko idace wnioski wyciagasz z faktu, ze niektorzy nie zwykli byc kleszczami.
          • alfika Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:23
            możesz kleszczami nazywać chyba swoje dzieci, jeśli w ogóle zechcą wróci do domu rodzinnego po ewentualnych studiach (tak, tak, można się wgłębiać w decinicję słowa DOM, jak najbardziej), a nie wypowiadać się za rodziców Mariji?
            • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:43
              Gdzie ja sie wypowiadam za jej rodzicow? Wypowiadam swoje zdanie na temat Autorki, to wszystko. Juz zalapalas?
              • alfika Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 09:16
                wiesz, mnie nie biorą cudze emocje, więc miaruj się z pytaniami, czy adwersarz załapał
                po prostu zluzuj i trzymaj się tematyki, w miarę możliwości bez emocji

                co chwilę w swoich wypowiedziach nawiązujesz do rodziców autorki wątku, jak to się źle czują, jak to odczuwają rzekome pasożytnictw córki
                no, bez sensu
                • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 11:23
                  Gdzie napisalam, ze sie zle czuja? Prosze o link.

                  > no, bez sensu

                  Rownie dobrze ja moge tak ocenic Twoje wypowiedzi.
                  Zacytuje Ciebie: "po prostu zluzuj i trzymaj się tematyki".
                  • alfika Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 12:53
                    znaczy, życzysz sobie, by Cię cytować, bo nei możesz przejrzeć własnych wpisów? dość ciekawe...

                    ja to jednak lubię, jak ludzie kierują się sercem
                    lekkim, szczęśliwym sercem
                  • joshuatree78 Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 23:32
                    nie dalas rady wymyslec nic madrego?!
    • jorn Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:18
      No i fajnie. Jesteś taka zaradna i wspaniała, same piątki itd., pracę znalazłaś samodzielnie i odniosłaś wielki sukces do ośmiu latach dorabiając się w dużym mieście pensji niższej niż połowa średniej krajowej. A potem odniosłaś jeszcze większy sukces uciekając pod spódnicę mamusi. Gratulacje!! Podziwiamy cię!!!
      • gnusmas12 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:34
        Autorka nie pisała, że jest zaradna i wspaniała, to sobie sam dopowiedziałeś. A zarabianie kasy nie dla każdego jest sukcesem, kasa to nie wszystko, ale zgryźliwi karierowicze, którzy nie mają życia rodzinnego ani czasu dla siebie tego nie pojmą. Jak widać autorka ma inne priorytety, dla niej sukcesem jest znalezienie swojego miejsca w życiu i spokój, czas na rozwijanie się i szczęście osobiste. Ciężko to zrozumieć, co? Jacy ludzie dzisiaj są zaślepieni, żal.
        • marguy Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:48
          Jacy ludzie dzisiaj są zaślepieni, żal.

          Nie wszyscy, nie wszyscy :)
        • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 11:49
          > Autorka nie pisała, że jest zaradna i wspaniała, to sobie sam dopowiedziałeś.

          No to wrocmy do zrodla - Autorka napisala:
          ...odkryłam wręcz, że moja pomysłowość jest zaletą, a nie wadą, jak dotychczas myślałam, nie jest to wyraz niedojrzałości, tylko kreatywności... Co ważne - moje otoczenie też ją zaczęło doceniać i chwalić moje malunki na szkle, fotografie, nowości w kuchni, ciekawość świata, chęć do wszelkich wyjazdów...
          Zyskałam pewność siebie, zyskałam siłę płynącą z głębi mnie, odwagę do chwytania i wykorzystywania okazji, odwagę do bycia sobą.

          I tak uważam, ze jest to świetne radzenie sobie, bo była to moja pierwsza pełnoetatowa praca, znaleziona zupełnie bez znajomości, w zawodzie


          Znalezienie takiej pracy po kilku latach w warunkach rynku pracownika to faktycznie wielki wyczyn.
        • czarnymaczupikczu Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 22:33
          prawdziwym mistrzostwem jest umieć pogodzić to wszystko czyli prace, kariere, życie towarzyskie, pasje itd takich ludzi podziwiam nie trzeba wybierać między tym a tym tylko to jest jak już napisałem wyższa szkoła jazdy
          wracając do autorki tematu
          jeżeli czułaś się źle w mieście to bardzo dobrze że wróciłaś do domu nie ma się co męczyć ja osobiście nie biorę takiej opcji pod uwagę prędzej przeprowadzka do innego miasta , czasami człowiekowi jest potrzebne takie przemeblowanie wszystkiego, przewartościowanie życia itd najgorzej jest stać w miejscu i narzekać więc jeśli miałaś tyle odwagi żeby to zrobić to ja Ci osobiście życzę powodzenia i obyś nie musiała żałować tego co robiłaś
          Pozdrawiam
    • garibaldia fajnie się żyje bez presji na utrzymaniu innych 15.09.11, 11:55
      Wszystko to, co odkryłaś jako "nową siebie" , równie dobrze mogłaś odkryć w każdym innym miejscu na świecie. Wolałaś wrócić do rodziców - wiedząc, że przy nich nic nie "musisz" bo dają ci pełne zabezpieczenie tyłów.
      Normalne, że żyje się wygodniej, gdy nie trzeba płacić 800zł za wynajem pokoju i drugie tyle za kupienie podstawowego wyżywienia które trzeba samemu przetworzyć na obiad. Gdy ma się utrzymanie od innych, to nie ma stresu, jest miejsce na rozwijanie swoich pasji, jest miejsce na przyjemności, bo jak ty nie zrobisz czegoś w domu to zrobią za ciebie rodzice.
      Możesz też więcej zaoszczędzić, bo przecież rodzicom nie dajesz kasy za mieszkanie i wyżywienie - uważasz, że to naturalne gdy cię utrzymują, ich majątek uważasz za wspólny.
      W ten sposób nawet z marną pensją więcej zaoszczędzisz, z tym, że nie zdając sobie sprawy, że robisz to kosztem rodziców. Wszak rodzice by mogli pieniądze przeznaczane na ciebie- odkładać i inwestować, by mieć za co żyć na swojej przyszłej marnej emeryturze. Wydając teraz na ciebie-nie będą mieli kiedyś na siebie. Można założyć, że wtedy ty im będziesz pomagać w ramach "oddawania nakładów". Ale czy na pewno? Czy będziesz miała dobrą pensję by utrzymać siebie i ich? jesli mając super wyniki na studiach nie potrafiłas tego przełożyć na zarabianie pieniędzy? A jeśli po latach okaże się że wyszłaś za mąż i mąż się nie zgadza byś okradała wasze małżeństwo oddając gro wypłaty biednym emerytom-rodzicom?
      Nie zniosłas presji miasta i samotnego borykania się z "dorabianiem się" - cóż, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Nie każdy musi być kierownikiem oddziału, ciągle się dokształcać by nie wypaść z rynku,
      są ludzie którzy skończyli studia ale nie mają predyspozycji do pięcia się po stopniach kariery, wystarcza im spokojna funkcja sprzedawcy w sklepie odzieżowym, praca od-do bez presji, pilnowanie dzieci w domu, a kasę będzie zarabiał mąż wyjeżdżający jako fizyczny pracownik na zagraniczne fuchy. Tak żyją kobiety w małych miejscowościach i często są szczęśliwsze i bardziej zrelaksowane od tych które poszły robić karierę do miasta.
    • ruby.blue Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:00
      Ci którzy piszą tu o 'pasożytnictwie', powinni iść i puknąć się ciężkim młotkiem w głowę. O 'pasożytnictwie' takiej sytuacji to można mówić w krajach w których samodzielność jest łatwa, zarobki w miarę duże, praca dla absolwentów dostępna! W Skandynawii normą jest że 18-latek wyprowadza się z domu, nie mieszka się z rodzicami, nie zdarzają się domy wielopokoleniowe (rodzice + dziadkowie + dzieci), które u nas są normą - ale tam jest to o niebo łatwiejsze niż u nas! Podobnie jest w Stanach. Jasne, działa też tu trochę kultura, bo we Włoszech funkcjonują tzw 'bamboccioni', którzy do 30 siedzą rodzicom na głowie, chociaż teoretycznie mogliby się wyprowadzić, bo Włochy nie są ubogim krajem, ale wolą tego nie robić, bo tak jest im wygodniej i taka jest ich kultura od lat. Podobne zjawisko zaczyna się pojawiać w UK czy Australii (jest seria takich programów na TVN style), ale tam o 30-latkach mieszkających z rodzicami można faktycznie mówić, że pasożytują - nie usamodzielniają się, bo nie chcą, chociaż mogliby bez większego trudu.
      Tymczasem w Polsce mieszkanie z rodzicami to jak dla mnie w 90% rezultat totalnej niedostępności mieszkań dla młodych 'nieustawionych' ludzi. Trudno mówić o życiu na własną rękę kiedy się zarabia ok 2.000 zł (pff, jeśli ma się to szczęście i umowę o pracę..) z czego idzie 1.000 zł za wynajem kawalerki (no bo ile można mieszkać z kimś?), jest się singlem (jeden niski dochód i nikt ci się dołoży do wydatków). A gdzie kupienie jakiegoś (starego!) samochodu, wakacje, przyjemności, kino, koncerty? Własne mieszkanie? Mrzonka, i tyle. No chyba że ma się bogatego tatusia albo M2 po dziadkach, wtedy można gadać. W takich warunkach życie na własną rękę to już survival... Dla tych którzy zaczną zaraz krzyczeć o tym jak to trzeba z głową wybierać studia i ambitną ścieżkę kariery, powiem tyle - nie wszyscy możemy pracować w IT, nie wszyscy nadajemy się na politechnikę albo akademię ekonomiczną, niektórzy z nas (jednak!) są też humanistami, wreszcie nie wszyscy mieszkamy w metropoliach 700 tys.+, gdzie siedziby mają wielkie korporacje i firmy, a w ofertach pracy można zawsze coś ciekawego znaleźć.

      Sama też jestem po studiach, póki co jeszcze w moim studenckim mieście, mieszkam sama, pracuje, dokształcam się, jakoś to leci. Jeszcze na studiach zarzekałam się, że do domu nie wrócę. Miała być przeprowadzka do innego, większego miasta, podyplomówka, lepsza praca, lepsza kasa. A teraz... Zbierając się z urlopu zastanawiam się jaki to wszystko ma sens - ta spinka, to zabijanie się, mieszkanie kątem u kogoś, ścibolenie. Mogę tak 'inwestować' w siebie jeszcze z rok albo dwa, ale zaczynam obawiać się że przyprawi mnie to gdzieś po drodze o parę siwych włosów. W Wielkim Mieście nawet zarabiając po 5 koła wzwyż będzie się żyło od 1 do 1, bo kredyt, bo wyższe koszty życia, a o tym ile się trzeba naharować żeby do takiej niby-komfortowej pozycji dojść, wolę nie myśleć. Tymczasem zegar tyka i na karku 30. A co z prawdziwym życiem? Coraz częściej zastanawiam się jaki w tym wszystkim sens. Czy nie lepiej, ekonomiczniej i bardziej humanitarnie olać to wszystko ciepłym moczem, spakować walizeczkę i przenieść się do rodziców. Dom wielki i wygodny (nie lepsze to od drogaśnej ciasnej kawalerki którą spłaca się 30 lat??), w ogródku zielono, domowe obiady u Mamy która jeszcze się cieszy, że ma komu gotować. Zresztą korzyści są obopólne, bo przecież pomaga się w domu - to zrobi się zakupy, to posprząta dom, to zetnie trawnik. Kiedy ma się starszych rodziców, takie rzeczy też zaczynają się robić ważne. Zmienić pracę na inną, mniej stresującą (po moim kierunku mogę, a w zasadzie powinnam, uczyć w szkole). Może i gorzej płatną, ale za to koszty utrzymania również znacznie się zmniejszają więc wyszłabym jeszcze na plus.

      Jedno co jeszcze trochę mnie boli, to odcięcie od życia towarzyskiego, ale i tak teraz kiedy jestem po studiach, mogę z dystansem powiedzieć jedno - ono i tak się rozpada kiedy studia się kończą, to i ono sie kończy. A czy jest sens utrzymywać pewne znajomości na siłę? Tak jak pisze autorka, kto ma zostać zostaje, jeżeli jakaś znajomość nie wytrzymuje takiej próby, to czy warto ją w ogóle utrzymywać? Głupi i mądrzy, ciekawi i nudziarze, znajdą się i tu i tam. Samotność nie taka straszna jak ją malują, zwłaszcza kiedy ma się przy sobie rodzinę.

      Pozdrawiam autorkę wątku, sama dopiero dorastam do podobnej decyzji i kto wie, jeszcze trochę i pewnie zrobię to samo co ona;) Wolałabym żyć i mieszkać na własną rękę, ale jeżeli ma to polegać na nieustannych zapasach z życiem - to chyba jednak podziękuję i pójdę 'popasożytować'. Szkoda życia. A rodzice na pewno się ucieszą
      • garibaldia Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:11
        No dobrze, przeprowadzisz się do rodziców i co dalej jeśli poznasz chłopaka? Zamieszkacie razem u rodziców? Będzie wam to odpowiadać? Przecież nie będziesz mieć pieniędzy na oddzielne życie.
        Oczywiście, że można żyć z rodzicami - jesli jest się osobą świadomą, że coś za coś,
        i jeśli nie jest się osobą wygodnicką oraz ..skłonną do uzależnień..
        Znam kilka osób, które zamieszkały z rodzicami i - przez to nie znalazły miejsca w życiu na założenie swojej rodziny , albo ciągle się im rodzice wtrącają do ich małżeństwa, albo (często mężczyźni) dają się latami utrzymywac starym rodzicom, a sami piją i dziewczyny nie mają...
        • zeberdee24 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:44
          No ale z drugiej strony jeżeli ma przed sobą perspektywę że całe życie będzie się szarpać za marne grosze w imię tego żeby mieszkać w wynajmowanej kawalerce i ledwo wiązać koniec z końcem no to może faktycznie lepiej sobie odpuścić ? Każdemu prędzej czy później znudzi się walenie głową w ścianę.
          • garibaldia Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:06
            Tak, ale jeszcze nie wiadomo, czy w okolicy w której mieszkają rodzice ona znajdzie jakąś przyzwoitą pracę. Zaoszczędzi na mieszkaniu, może odkładać na przyszłość - ale tylko wtedy, gdy znajdzie dobrą pracę. Jeśli znajdzie pracę za 1000zł to wyjdzie na to samo jakby wynajmowała i zarabiała 1600.. więc dalej utkwi w dziurze finansowej ograniczającej jej możliwości jakiegokolwiek odbicia się.. chce zostać na zawsze przy rodzicach? wątpię.

            Inna sprawa, że nie po to się robi studia, żeby zarabiac 1600zł. Jeśli ma tyle zarabiać, to szkoda było tracić te kilka lat studiowania -tylko od razu iśc do prostej pracy.
            Rodzice ją pchali na studia by była "kimś" a nie dali jej emocjonalnego wsparcia i tupetu, poczucia własnej wartości. Nie chciała tej "kariery" tylko spokojnego życia na przeciętnym stanowisku nie wymagającym wysiłku. Teraz się odważyła o tym zdecydować, no i ok. Ale ja poproszę o jej sprawozdanie z życia za rok i dwa lata...
            • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:12
              Inna sprawa, że nie po to się robi studia, żeby zarabiac 1600zł. Jeśli ma tyle
              > zarabiać, to szkoda było tracić te kilka lat studiowania -tylko od razu iśc do
              > prostej pracy.
              > Rodzice ją pch
              byla juz dyskusja na ten temat ,naprawde obecnie mlodzi ludzie po studiach dostaja 1500 lub mniej na reke. I mowimy tu o roznych studiach i kierunkach..od humanistycznych po techniczne.
              Rodzice ją pchali na studia by była "kimś" a nie dali jej emocjonalnego wsparci
              > a i tupetu, poczucia własnej wartości. Nie chciała tej "kariery" tylko spokojn
              > ego życia na przeciętnym stanowisku nie wymagającym wysiłku. Teraz się odważył
              > a o tym zdecydować, no i ok. Ale ja poproszę o jej sprawozdanie z życia za ro
              > k i dwa lata...
              jak marnie zarabiasz i sie szarpiesz non stop ,to nawet tupet ci nie pomoze.Ewentualnie wyjazd za granice ,proponuje popatrzec na sytuacje w polsce ,na wzrost cen i gleboko sie zastanowic.
              prawde mowiac tez wole odklozyc ,niz oddawac swoje pieniadze na wynajem mieszkania ,co innego jesli ktos zarabia dobrze i nie idzie mu na to ponad polowa pensji,.
            • zeberdee24 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:42
              garibaldia napisała:

              > Tak, ale jeszcze nie wiadomo, czy w okolicy w której mieszkają rodzice ona znaj
              > dzie jakąś przyzwoitą pracę. Zaoszczędzi na mieszkaniu, może odkładać na przys
              > złość - ale tylko wtedy, gdy znajdzie dobrą pracę. Jeśli znajdzie pracę za 100
              > 0zł to wyjdzie na to samo jakby wynajmowała i zarabiała 1600.. więc dalej utkwi
              > w dziurze finansowej ograniczającej jej możliwości jakiegokolwiek odbicia się.
              > . chce zostać na zawsze przy rodzicach? wątpię

              Ale za to wiadomo że w mieście nie daje sobie rady, mogła dalej to ciągnąć tylko po co ? Po to żeby wylądować u czubków po załamaniu nerwowym ? Spróbowała tego życia, dała z siebie dużo i nie dała sobie rady, może brakło znajomości, może talentu, może szczęścia, to się zdarza, powiem więcej - to jest obecnie najczęstszy scenariusz życia młodych absolwentów wyższej uczelni. Postanowiła odpocząć i spróbować czegoś innego
              > Inna sprawa, że nie po to się robi studia, żeby zarabiac 1600zł. Jeśli ma tyle
              > zarabiać, to szkoda było tracić te kilka lat studiowania -tylko od razu iśc do
              > prostej pracy.

              Gdyby człowiek wiedział że się wywróci i złamie nogę to by nie wychodził z domu - bardzo dobrze że spróbowała, wie że to nie dla niej i bardzo dobrze.

              > Rodzice ją pchali na studia by była "kimś" a nie dali jej emocjonalnego wsparci
              > a i tupetu, poczucia własnej wartości. Nie chciała tej "kariery" tylko spokojn
              > ego życia na przeciętnym stanowisku nie wymagającym wysiłku. Teraz się odważył
              > a o tym zdecydować, no i ok. Ale ja poproszę o jej sprawozdanie z życia za ro
              > k i dwa lata...

              Sam tupet czy poczucie własnej wartości mogą nie wystarczyć w dzisiejszych czasach, nawet jeżeli są poparte wiedzą czy umiejętnościami, rynek pracy zrobił się trudny i miejsca jest na nim bardzo mało.
      • morimoto34 Co innego może napisać nieudacznik ? 15.09.11, 12:30
        Co innego może napisać nieudacznik ?
        Skoro nie powiodło się Tobie w życiu to co innego możesz napisać dziewczynie.
        Wasze zachowanie to tłumaczenie porażki. To pudrowanie fatalnej sytuacji życiowej.
        Tak ! Powrót do rodziców, na ich utrzymanie to pasożytnictwo.
      • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:42
        smutne ,ze w wieku 2o paru lat mowisz o kresie zycia towarzyskiego...
    • johnnyf Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:37
      Coś wiem o tym uczuciu! :-)
      Gratulacje z podjętej decyzji, z odkrycia samej siebie i powodzenia w nowym życiu, może niekoniecznie "lepszym", ale bardziej świadomym! Trzymam kciuki!
    • ira_07 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 12:55
      No i powodzenia!

      Tylko ja nie rozumiem, czy w wielkim mieście nie można wyluzować? Czy wielkie miasto to tylko korporacje, kostiumiki z butików, markowe buty, snobizm i wyścig szczurów? Czy w takich miastach nie ma ludzi mających pasje, nie goniących za pieniądzem (nie mówię o lenistwie, tylko o pracy dla życia, a nie życiu dla pracy), otwartych? A w małych miastach nie ma stresu, ludzie nie mają nerwic? Twoim problemem nie było miasto samo w sobie.

      Ja żyję w dużym mieście i nie mam zamiaru brać udziału w wyścigu kto więcej i szybciej, ale Kraków jest w sumie specyficzny;)
      • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:14
        Ja żyję w dużym mieście i nie mam zamiaru brać udziału w wyścigu kto więcej i s
        > zybciej, ale Kraków jest w sumie specyficzny;)
        ano jest ..multum uczelni ,a mimo to zarobki jak na Ukrainie:)
      • momoneymoproblems Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:35
        stereotyp zabieganej, zapracowanej "warszawki", wyścigu szczurów, modnych butików i stresującego życia to małomiasteczkowo-wiejski mit, który pokutuje już od wielu lat i który nijak ma się do rzeczywistości. Życie w każdym dużym mieście wygląda tak samo jak gdzie indziej i wszystko zależy od człowieka - szczurkiem można być też na prowincji a i w depresję wpaść wiodąc bardzo spokojne życie na wsi. Każdy z nas odczuwa czasami potrzebę ucieczki, powrotu do rodzinnego domu, żeby znów poczuć się jak kiedyś za dawnych lat, kiedy życie było proste i problemy bardzo trywialne. Ale prawdą jest, że można wrócić do miejsca, ale nie można cofnąć się w czasie. Czas płynie nieubłagalnie, wszyscy się zmieniamy.

        W pewien sposób rozumiem decyzję autorki wątku. Z tego co wywnioskowałam jest osobą samotną (w sensie nie ma chłopaka, męża itp.) a samotność to trudny temat w życiu. Myślę jednak, że gdyby na jej drodze w odpowiednim czasie stanął odpowiedni człowiek potrzeba powrotu do rodzinnego domu może by się nie pojawiła. Może pojawiłaby się potrzeba uwicia własnego gniazdka jak to ma miejsce w większości przypadków? I chyba nie w trudach życia w wielkim mieście tkwi problem, tylko trudach życia samotnie w wielkim mieście..

      • mumia_ramzesa Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:56
        > Twoim problemem nie było miasto samo w sobie.

        Zwykle swoje problemy ciagniemy za soba gdziekolwiek bysmy sie nie przeniesli.
    • ognistokrwista_marija Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:03
      Żeby zakończyć wszystkie komentarze, bo niestety nie mam za bardzo czasu (tak, mimo że nie mam pracy, mam inne obowiązki na głowie), żeby się na bieżąco udzielać w tym wątku:

      @ mumia_ramzesa: Tak, kupuję sól. Na jedzenie + środki czystości + inne czasem potrzebne rzeczy (a to żarówka się przepali, a to potrzebna nowa doniczka) wydaję na miesiąc ok. 200 zł. Nie chodzę do knajp, po pierwsze dlatego, że moi znajomi są porozrzucani po całej Polsce, a tu mam tylko 2 koleżanki, które mieszkają w moim bliskim sąsiedztwie, więc umawiamy się na spacer, na rower, czy na kawę w domu, a z resztą znajomych utrzymuję kontakt telefoniczno-netowy, plus spotykamy się raz na jakiś czas, po drugie dlatego, że ten etap mam już za sobą, już się w knajpach wysiedziałam na studiach, nie ciągną mnie, wolę robić coś bardziej produktywnego niż pić piwo w barze.

      @miau_weglowy: tak, wróciłam tam, gdzie mi eksportowano różne teorie do głowy i ten powrót pozwolił mi na pokazanie mojej rodzinie, że wcale nie jestem taka super, jak oni myślą i wcale nie jestem eksponatem do chwalenia się przed resztą świata, tylko jestem normalnym zwykłym człowiekiem, który czasem sobie jednak nie radzi i czasem nie wytrzymuje presji. I jak już mówiłam - bardzo dobrze się z tym czuję. Wreszcie nie muszę być najlepsza, mogę sobie pozwolić na błędy, na łzy, na potknięcia, mogę być normalnym człowiekiem, a nie eksponatem na wystawy przed znajomymi. I co mnie cieszy najbardziej - moja rodzina to zaczyna rozumieć:)

      @kobieta_z_północy: tak, czuję się dobrze, największym osiągnieciem dla mnie jest to, że funkcjonuję normalnie, nie mam nerwicy, nie mam depresji, nie mam już objawów somatycznych i mam nadzieję, że już nigdy nie powrócą. A sił już nabrałam i zauważam to nie tylko ja i nie tylko moja rodzina, czy znajomi, ale także moi współpracownicy z uniwersytetu, czy studenci, a liczę na to, że w najbliższym czasie i współpracownicy z mojej nowej pracy:)

      @gnusmas: dziękuję za pozytywne słowa:) To nawet nie o to chodzi, że zarabianie kasy nie jest dla mnie priorytetem, tylko o to, że zarabianie kasy (małej), w sytuacji kiedy nie byłam w stanie normalnie funkcjonować (nie chcę tu opisywać dokładnie wszystkich objawów mojej byłej nerwicy i depresji, ale powiem tylko tyle, że choremu człowiekowi w głowie się roją chore rzeczy...) stało się dla mnie mało ważne, a najważniejszym było poukładanie sobie spraw w głowie.

      @jorn: przede wszystkim nie krzycz. Nie napisałam nigdzie, że jestem zaradna i wspaniała, wręcz właśnie przyznałam się do tego, że mimo że na pozór wszystko było ok, to wykończyłam się psychicznie. Nie napisałam też, że odniosłam wielki sukces. Na studiach dorabiałam (zarówno dorabiając w mojej branży, jak i wykonując inne prace: sprzątając, zamiatając ulice (tak!), roznosząc ulotki,...), dopiero po studiach znalazłam pierwszą pełnoetatową pracę, za rzeczywiście niskie wynagrodzenie, dlatego też napisałam, że było to 8 lat "względnej" samodzielności, bo mimo że w czasie studiów byłam wspomagana finansowo przez rodziców to jednak mieszkałam w obcym mieście, po studiach już oczywiście nie dostawałam żadnych pieniędzy od rodziców.

      @ garibaldia: tak, zgadzam się, mogłabym odkryć w każdym innym miejscu, tu masz rację i uż komentowałam to w poprzednich postach, więc nie będę powtarzać. W poście przewodnim napisałam, że odkryłam w sobie pasję do gotowania, czyli inaczej mówiąc: sama gotuję obiady. Ponadto w innych postach pisałam, że mam zarobki i jeśli coś jest potrzebne do domu to idę do sklepu i kupuję, więc: robię zakupy. W momencie kiedy pójdę do pracy - to już ustalone z rodzicami - będę się im dokładać do rachunków 500 zł. Sytuację oddawania pieniędzy rodzicom za jakiś czas też już komentowałam. Co do kobiet żyjących w małych miejscowościach to nie będę tego komentować, bo nie ma się to nijak do mojego życia. Nie wiem, co będzie jeśli poznam kogoś nowego, dlatego że nie wiem skąd on będzie - jeśli stąd i będzie nam się układało pewnie wynajmiemy razem jakąś kawalerkę w okolicy, jeśli z innego miasta - pewnie się przeprowadzę do tego miasta, ewentualnie on do mojego. Mieszkanie z rodzicami nie wchodzi w grę. Co do osób, które zamieszkały z rodzicami: różnie to w życiu bywa i nie uogólniam.

      @zeberdee24: nawet nie w kawalerce, tylko w wynajmowanym pokoju:)

      @morimoto: nikt Cię nie obraża, więc nie obrażaj innych nazywając ich nieudacznikami. Ludziom się różnie układa w życiu i nie uważam, że powrót do rodzinnej miejscowości od razu określa nieudacznika.

      @simply_z: nie mówię o kresie życia towarzystkiego, tylko o zmianie formy tego życia (patrz mój komentarz powyżej)

      @ruby.blue: zgadzam się z Twoimi przemyśleniami w 100% i dokładnie tak samo myślałam wyprowadzając się z Wielkiego Miasta. Co do znajomych: moi znajomi już dawno wyjechali z WM, część wróciła do rodziców, cześć wyjechała do mniejszych miast, część za granicę i w zasadze w WM zostały tylko te osoby, które albo z WM są, albo mają tam mieszkanie po dziadku, albo też podłapały bardzo dobrą pracę za bardzo dobre pieniadze. Życie towarzyskie, które nagle zaczęło funkcjonować w postaci weekendowego wyjazdy do koleżanki do Lublina raz na 3 miesiące, przestało mnie więc tam trzymać.

      Podsumowując: intencją mojego postu nie było chwalenie się moim rozwojem i pasjami i wychwalanie "pasożytniczego" życia, tylko przekazanie czytelnikom mojej radości z tego, że wreszcie jestem zdrowa i wreszcie pozbyłam się depresji i nerwicy, a zamiast tego odnalazłam prawdziwą siebie. Różnie się w życiu układa, niektórzy mają warunki do podjęcia takiej decyzji, jak ja, inni nie mogą sobie na to pozwolić, tak samo jak niektórzy mają super pracę albo mieszkanie po babci, a inni wyjeżdżają na Wyspy zaraz po szkole średniej albo pracują za 1200 zł/msc. Wg mnie każdy powinien żyć jak uważa za słuszne, jeśli nie krzywdzi innych i wykorzystywać te zasoby które mu są dane - czy to mieszkanie po babci, bez spinania się na zarabianie na własne, czy to kasę zarobioną na tym przysłowiowym zmywaku na Wyspach, czy to rodzinę, która umożliwiła mi powrót do domu i nic nikomu nie powinno być do ich życia. A patrzeć trzeba tylko i wyłącznie przed siebie i zamiast obwiniać siebie i innych o złe decyzje z przeszłości - dążyć ku lepszemu. Jak i ja dążę - na swój sposób.

      Dziękuję za wszystkie komentarze - i te dobre i te złe, bo krytyka jeśli jest konstruktywna pomaga:) Nie miałam pojęcia, że ten wątek tak się rozrośnie i nie mam niestety czasu na udzielanie się w nim (zlecenie i termin goni), nie mogłam też odpowiedzieć wszystkim komentującym, więc tą wypowiedzią kończę moją obecność w wątki "Reset...".
      Pozdrawiam wszystkich:)
      • garibaldia Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:10
        Ja Ci życzę powodzenia. Najgorzej się człowiek czuje gdy żyje spełniając oczekiwania innych, na których realizację brak mu siły lub predyspozycji. Dałaś się rodzicom "wrobić" w zaspakajanie tobą ich ambicji, skończyło się to twoją depresją i dobrze, że opamiętałaś się w porę, że to nie dla ciebie. Byleś tylko potrafiła tam z nimi stworzyć sobie nowe i samodzielne życie.
        • garibaldia Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 14:00
          Jeszcze jedno; dawno temu też mogłam wrócić do rodziców na ich garnuszek. Bo skończyłam studia, miałam marną pracę, błąkałam się po wynajętych tanich pokojach, jadłam tanią żywność. Przetrwałam ten trudny czas, teraz mam własne mieszkanie, dobrą stabilną pracę i wypracowane doświadczenie zawodowe. Sama to sobie zawdzięczam, nikomu innemu.
          Ale to ja od dzieciństwa wiedziałam, że chcę wyjść z domu rodzinnego, że chcę studiować, że chcę innego życia. I nie żyło się łatwo, ale sama to wybrałam i tego chciałam. Nie wyobrażam sobie poświęcać się i robić coś czego nie lubię bo "rodzice oczekiwali". Z takiego postrzegania siebie wyroslam dosc szybko.
      • jasmina_tdi ....w zasadzie tylko jedno .... 15.09.11, 13:17
        >>nowymi torebkami z Bershki....>>

        Oznacza to ni mniej, ni więcej, że do żadnego wyścigu dziewczę nie stanęło. Wyautowało się na starcie i teraz szuka usprawiedliwienia. Równie dobrze mozna by napisać, że od dzis koniec z luksusami, i zakupom w Biedronce mówimy - nie! :D
      • e.i.t.h.e.l Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:36
        Spoko. Dziś kumulacja w totka. Jak zawsze wierzę, że w końcu będę mogła rzucić durną robotę, wybudować dom na wsi, zaszyć się w nim i uskuteczniać swoje pasje.
    • barcelonalover Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:25
      Ha !!!!! forumowe looserstwo nie moze zniesc ze ktos moze miec inny pomysl na zycie niz pogoń za - marną - kasą i zycie na kredyt, dziewczyna dobrze robi, za 3-5 lat byłaby wrakiem a tak przyhamuje odnajdzie siebie i moze wpadnie jej do glowy pomysl na ktorym zarobi gruba kase a wy frustraci bedzie wrakami z wrzodami i nowotworami.

      GO GO GO !!!!!

      Sukces odnosza ludzie odwazni i kreatywni a nie - ciezko i - glupio - pracujący za marne grosze,dziewczyna ma wszelkie szanse odniesc sukces bo - mysli - a wy lemmingi slepo podążacie wyznaczą wam sciezką.

    • barcelonalover Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:29
      ....a na koniec dodam jak ci dobrze wychodzi malowanie to sprzedawaj !!!!!! ludzie kochają reczna robotę - sprzedawaj za granice najlepiej na ebay to proste jak budowa cepa, gwarantuje ci ze zarobisz duzo wiecej niz nedzne 1600 ktore dostawalas.

      GO GO GO GO !!!!!!!!! smierc zawistym looserom :D ha !
      • volga_jasnowidzaca Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 13:44
        barcelonalover napisał:

        > ....a na koniec dodam jak ci dobrze wychodzi malowanie to sprzedawaj !!!!!! lud
        > zie kochają reczna robotę - sprzedawaj za granice najlepiej na ebay to proste j
        > ak budowa cepa, gwarantuje ci ze zarobisz duzo wiecej niz nedzne 1600 ktore dos
        > tawalas.
        >
        > GO GO GO GO !!!!!!!!! smierc zawistym looserom :D ha !

        Mysle ze wlasnie w tym tkwi diabel. Gdyby dziewczyna napisala, ze utrzymuje sie z tego malowania, dorabia oragnizowaniem niskobudzetowych wycieczek krajoznawczych, freelasnsersko pisze teksty , a jej hobbistyczny blog daje jej przychody z reklam PPC, wiec nie pasozytuje na rodzicach, to by sie nikt nie czepial.

        Aroganckie wstawki, ze ona bedzie sie rodzicami zajmowa, jak oni beda na emertyturze, wiec teraz siej jej nalezy, niestety nie swiadcza o tym, ze ci rodzice dobrze ja wychowali.

        Mnie nie interesuje czy ktos ma kase czy nie nie i czy tyra w korpo czy nie. Ja tyram. I ja pomagam swoim rodzicom. Gdybym sie mamie zwalila na glowe i powiedziala 'teraz mnie zyw i opieraj, a ja sobie poluje obrazki i pojezdze na roweze', to nie wiem jabym spac w nocy mogla.

        Dorosli ludzie poinni byc nieco mniej aroganckyy i egoistyczni niz rozszczeniowy 3 latek. A czy parcuja w korpo, czy maja kredyt itp, to zuplenie nie inna historia.

        Ja bardziej szacuje prostytutki niz pasozytytow na rodzicielskim garnuszku.
    • tequil.a Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 14:10
      Od takich ludzi jak mumia_ramzesa - broń nas panie Boże.

      Zaczęłam czytać post i tak się pozytywnie zrobiło, a później taki pacan wszystko pieprzy.
      Wniosek z tego - z czegoś się cieszysz? Ciesz się cicho, bo zawistników na pęczki.
      Tfu!
      • simply_z Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 15:13
        tez przeczytalam ..przykre..
        • czarnymaczupikczu Re: Reset życia - świadectwo 16.09.11, 06:54
          nie rozumiesz ze nie każdy ma takie możliwości jak autorka wątku ? widocznie mumia ramzesa choćby chciała to nie ma takiej możliwości nie ma rodziców którzy by ją utrzymywali tak trudno to zrozumieć ?
    • captain-marvel Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 14:21
      i bardzo dobrze... powodzenia :)

      www.youtube.com/watch?v=ixuicqPQY9Q
    • facettt Zuch, a nie dziewczyna :) 15.09.11, 15:10
      i tak 3miej :)
      • pandiculation Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 15.09.11, 15:33
        Witam! Przeczytalam Twoja wypowiedz z radoscia - podziwiam, uwazam, ze swietnie sobie radzisz, a mieszkanie itd. przyjda pozniej. Ja tez wyprowadzam sie z miasta z powrotem do rodzinnej miejscowosci - troche kipesko sie z tym czuje, bo rynek pracy jest raczej nieciekawy, ale coz, mam dosc wielkomiejskiego zgielku i wracania do domu o 20 - z pracy... braku czasu na hobby... Wiec trzymaj sie, chcialabym spotykac wiecej takich ludzi jak Ty - ciekawych, otwartych i podazajacych za swoimi pasjami - wyraz inteligencji i dojrzalosci. Pozdrawiam!
        • czarnymaczupikczu Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 06:49
          ludzie gdzie wy pracujecie że wracacia do domu z pracy o 20 ja się pytam ? ja wracam o 16 a to dlateogo że dojeżdżam godzine nie mogę jak czytam po raz kolejny że nie można miec czasu na hobby w wielkim mieście to aż mi się śmiać chce dlaczego piszecie że nie da się pogodzić jednego z drugim ?
          • simply_z Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 09:55
            ludzie gdzie wy pracujecie że wracacia do domu z pracy o 20 ja się pytam ? ja w
            > racam o 16 a to dlateogo że dojeżdżam godzine nie mogę jak czytam po raz kolejn
            > y że nie można miec czasu na hobby w wielkim mieście t
            ??
            wyobraz sobie ,ze pracuje od 9 do 17 ,ciezko zrozumiec ,ze moge byc w domu po 18.00..? jesli nie mam akurat nic do zalatwienia?
            • czarnymaczupikczu Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 10:06
              no sorry ale czyja to jest wina ?
              • simply_z Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 10:33
                ale o co ci chodzi? zadajesz pytanie idiotycznie dziwiac sie ,ze ludzie wracaja do domu ok .20 ,
                to fajnie ,ze zrywasz sie bladym switem i wracasz wczesnie ,tylko uswiadom sobie ,ze tryb pracy moze byc rozny.
                wina? niczyja raczej w tym chorym kraju ciezko jest znalezc jakas alternatywe
                • e.i.t.h.e.l Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 15:22
                  No ale późne godziny pracy to i w małym mieście można mieć. A w dużym można pracę kończyć wcześnie.
                  • simply_z Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 15:40
                    no wlasnie ,nie rozumiem zdziwienia'jak mozna konczyc prace i byc w domu o 20.00 ,a no mozna. ,jesli masz niezbyt dogodny dojazd ,a przy okazji robisz jeszcze zakupy po pracy.
                    nie twierdze ,ze oznacza to wykluczenie hobby ,ale powiedzmy utrudnia ,bo masz calkowicie rozbity dzien.
                    • czarnymaczupikczu Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 16:16
                      po prostu bawią mnie posty osób które beczą że nie mają czasu na nic bo pracują cały dzień jednocześnie próbując mi wmówić że w mniejszym mieście od razy będą miały czas na wszystko i tyle
                      • simply_z Re: Zuch, a nie dziewczyna :) 16.09.11, 22:08
                        w malym miescie nie tracisz tyle czasu na dojazdy. w duzym z reguly zajmuje ci to 1h do 2 albo nawet 3
                        czy teraz dotarlo?
                        istnieje jeszcze opcja dojazdu duze miasto-mniejsze miasto
    • bezsenna_pani Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 15:48
      W moim przekonaniu człowiek ma na tyle swobody w wyborze sposobu w jaki żyje na ile pozwala mu szeroko rozumiana samodzielność.
      Decyzje jakie podejmujemy, dotyczą nas i nie powinny obciążać innych.
      To coś w rodzaju parafrazy libertarianina: twoja wolność kończy się tam gdzie zaczyna moja.
      W tych ramach-robimy co chcemy.
      To po porostu kwestia odpowiedzialności.

      O ile decyzja jaką podjęła autorka wątku nie obciążyła jej bliskich konsekwencjami (mówiąc brutalnie: nie pasożytuje na nich, bo choć obecnie zarabia mniej, to jednak koszty życia zostały obniżone ze względu na wspólne gospodarstwo itd.), to OK. Popieram zmianę sposobu życia na taki, jaki odpowiada. Ma do tego pełne prawo. Popieram walkę o siebie, a nie ograniczanie siebie do roli spełniającej oczekiwania wszystkich w koło, bo przecież nie o to w życiu chodzi.

      Jak mawiała moja znajoma: to nie agencja towarzyska, nie dogodzimy każdemu ;)

      Dla mnie jednak idealna sytuacja, to taka w której sama sobie jestem sterem, okrętem, żeglarzem, ale mam pewność, że w przypadku potknięcia się, czy życiowego zakrętu są koło mnie osoby, na które mogę liczyć. Taka asekuracja po prostu 

      Czytając pierwszy post można mieć wątpliwości jak to naprawdę jest z tą odpowiedzialnością autorki. Wynika z niego, że wróciła do domu rodzinnego i na garnuszek rodziców i chwali się tym, że zaczyna na nowo smakować życie… na ich koszt. A dopiero po słowach krytyki zaczęły się wyjaśnienia i tłumaczenia.

      Mam mieszane uczucia: zmiana życia na lepsze – TAK, obciążanie innych konsekwencjami swoich decyzji- NIE!
      • powsa676 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:12
        przedarlam sie przez te 100 wypowiedzi
        fakt tez nie chce kariery.wole prace od do, i czas na hobby i zycie...
        kasa przydadna, ale nie za wszelka cene o nia sie zabijac.
        znajomi -tez jestem na etapie usuwania czesci ich , bo przestalo mi na nich zalezec a isami sie nie odzywaja...zostalo paru prawdziwych.
        mieszkam w wawie.naprawde tu jest wiele fajnych ludzi i nie wszyscy nosza sukienki za 1900:) i chodza na lunch. chodze do kina teatru i spedzam tu czas tak jak chce i lubie.nie afiszuje sie na fejsie (bo go nie mam) zdjeciami z wyjazdow czy imprez i nie musz e czytac ze niby ladnie wygladam takie pseudo kolezenstwo...zyje po swojemu.
        to wszystko swiadoma bylo decyzja sprzed lat , podziwiam i chwale autorke watku.co prawda mam stala prace wynajmowane mieszkanie i 3tys pensji, ale nie czuje sie karierowiczka
        i smieje sie z
    • kora20 Re: Reset życia - świadectwo 15.09.11, 18:38
      super, tylko co będziesz jadła jak Ci się oszczędności skończą? pozwolisz by utrzymywali Cię rodzice?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka