major_groszek
18.09.11, 19:17
Usłyszałam dzisiaj od swojego chłopaka przy obiedzie. Akurat był u mnie na weekend i zobowiązałam się, że coś dla niego ugotuję. Piątkowa kolacja wyszła mi znakomicie, dzisiejszy obiad takoż (przy jego pomocy - muszę uczciwie przyznać).
I doczekałam się komplementów za swoje talenty kulinarne, jednocześnie z tym tytułowym szczerym wyznaniem. Faktycznie, jak był u mnie ostatnio zastał w lodówce dwa wyschnięte plasterki szynki i to by było na tyle. Więc sam poczuł się w obowiązku zrobić zakupy.
Ale jak to dzisiaj usłyszałam, to wyobraziłam sobie, jak musiał planować związanie się ze mną na stałe i jak ten ewentualny brak talentu kulinarnego musiał go mocno uwierać. Założę się, że dostałam na starcie od razu -10 punktów;).
I tak się na chwilę zadumałam, dlaczego to na mnie, niezależnej, wykształconej kobiecie, z całkiem niezłą, a więc i czasochłonną praca, ma spoczywać obowiązek gotowania? Dlaczego on od razu założył, że to rola kobiety?
Dlatego, że nie jest Polakiem? Czy dlatego, że jest mężczyzną?
Jak to jest u Was w związkach? Kto częściej bywa w kuchni?
Bo co do mnie, to ja już postanowiłam, że nie święci garnki lepią, i mogę to gotowanie wziąć na siebie. Zwłaszcza, jeżeli będę to robić razem z nim:).