tucinka
22.12.11, 18:34
To była najpoważniejsza i najbardziej dojrzała rozmowa w moim życiu...
od 2 miesięcy spotykam się z M. Widywaliśmy się 2-3 razy w tygodniu. Ja jeszcze studiuję, udzielam się też w pewniej wydziałowej organizacji więc mój czas jest b.ograniczony. On już pracuje, a w wolnym czasie rozwija swoje zainteresowania. Między nami dochodziło też do intymnych sytuacji ale nigdy nie poszliśmy, jak to się mówi, na całość. Przede wszystkim dlatego, że nie wiedziałam jak on traktuje tę naszą znajomość (ja się zaangażowałam, zależy mi na nim). Po poważnej rozmowie doszliśmy do wniosku, że nie będziemy robić nic na siłę i sami zobaczymy co z tego wyjdzie. Ale głównym powodem naszej wstrzęmięźliwośći były moje problemy ginekologiczne (które nie pozwalają mi na zbliżenie). Po Nowym Roku idę do szpitala na dość poważy zabieg po którym jakiś czas też nie będę współżyć...
Nie chciałam go więcej zbywać, mówić, że nie jestem gotowa i potrzebuję czasu. Opowiedziałam mu o wszystkim. Spokojnie, starałam się wytłumaczyć wszystko nadokładniej jak potrafię. Nie płakałam i nie brałam go na litość.
Jak skończyłam mówić od razu wyczułam straszny dystans z jego strony. Nie skomentował. Sytuacja stała się b.krępująca, a więc zaczęłam się szykować do wyjścia. Nie pożeganał się ze mną jak zawsze, nie odprowadził. Od paru dni się nie odzywa.
...a ja żałuję telko tego, że zdeycdowałam się opowiedzieć jemu o tym wszystkim, cała rozmowa i zdobycie się na taką odwagę było już dla mnie ogromnym stresem. Myślałam, że on to zrozumie i naiwnie uwierzyłam, że zaczeka. Świat ednak kręci się koło d***.
Czekał chyba tylko na to aż się z nim prześpię...
;((