jolka-olka7
05.01.12, 18:23
Witam, wiele się mówi, również na tym forum o roli kobiet w świecie i w małżeństwie, na ogół w kontekscie równych praw kobiet itd. Chciałam opisać tu swoje szczęśliwe małżeństwo i poznać wasze poglądy na ten temat. Jestem dobrze wykształconą kobietą, ale w moim małżeństwie mamy z mężem taki układ, że to on jest głową rodziny a rolą kobiety jest być podległą mojemu mężowi...
Nasz związek nie jest partnerski. I proszę - nie rozumcie mnie źle: nie jestem "przywiązana do garów" - mam swoją karierę, wiele obowiązków domowych po prostu dzielimy, a w wielu nawet On mnie wyręcza mimo że też wraca z pracy zmęczony. Czasami nawet ugotuje mi obiad (chociaz częsciej ja to robie a zwykle jadamy w pracy). Chodzi o to, że to On w domu "nosi spodnie", tak jak powinno byc według mnie w szczęśliwym małżeństwie. Mam swoje zdanie i czesto sie nie zgadzamy. Dlugo rozmawiamy i dyskutujemy o każdym problemie, ale ostatnie słowo należy zawsze do niego. Dzieki temu nie ma w naszej rodzinie żadnych konfliktów... Mąż posiada nade mna wladze i nie chcialabym tego zmnieniac. Często ląduje na jego kolanie jak uzna, że mi się nalzeży. (nie chce o tym się rozpisywac, ale krótko mówiąć: Mąż daje mi klapsy na gołą pupę kiedy uzna, że zrobiłam cos złego, np. nie okazałam mu szacunku lub nie wykonałam jakiegoś obowiązku w domu. Raz na tydzień - w soboty - daje mi także lanie, takie dla przypomnienia. Ma to też oczywiście kontekst erotyczny) ale nie to jest w tym wszystkim najważniejsze.
Chcę podkreślić - uprzedzając różne komentarze, że jestem niezależna, bardzo dobrze wykształcona - mam swoją karierę. Pracuje w korporacji, mówie w trzech językach (w tym w dwóch bardzo bardzo dobrze), jeżdzę po całym świecie, baardzo dobrze zarabiam i w pracy mam pod soba wielu ludzi. Każdy kto mnie nie zna lepiej mógłby pomyśleć: wyzwolona kobieta, nie daje sobą rządzić. Ale w malzenstwie to mąż jest głową rodziny i jestem mu uległa. Nie zamieniłam by tego na nic innego! Daje mi to poczucie ze jestem kobietą, a mój mąż prawdziwym facetem (których chyba ostatnio niestety coraz mniej...). Troszczy się o mnie i mnie kocha. Nigdy nie miałam tak dobrego współżycia jak teraz, a miałam wcześniej (przed małżeństwem) trzech chłopaków. Tak jak napisałam: uważam, że to właściwy układ w domu, że żona ulega mężowi, troszczy się o niego i czasami ląduje na jego kolanie jak jest potrzeba. Na to się zgodziłam i tego chcę. W zamian otrzymuje poczucie bezpieczeństwa i miłości. Mąż mnie szanuje jak kobietę - mówi mi codziennie, że jestem piękna (i tak sie czuje ...) i co tydzień kupuje mi bukiet kwiatów...
Współczuje moim sfrustrowanym koleżankom, które tak naprawde nie wiedzą czego im w małżeństwie brakuje... Chciałabym poznać wasze opinie i zapoczątkować luźną dyskusję: czy uważacie to za relikt sredniowiecza (jak niektórzy), czy może są tez tacy co zyją w ten sposób. Proszę o odpowiedzi na temat, również krytykę: chociaż ja swojego małżeństwa na pewno nie zmienię!