all.those.yesterdays
07.01.12, 12:42
Ostatnio mój kumpel żalił się, że stracił zaufanie do swojej kobiety (z którą jest od trzech lat, mieszkają razem i ogólnie dobrze im ze sobą). Przez przypadek odkrył, że ma ona drugie konto bankowe, na które odkłada pieniądze na tzw. czarną godzinę (swoje pieniądze rzecz jasna). Zapytał o to konto i najbardziej dotknęła go definicja "czarnej godziny" - tzn. ona odkłada na wypadek gdyby ją kiedyś chciał opuścić - by móc zacząć życia od nowa nie martwiąc się o kasę. Zaskoczyło mnie to, ale on wyjaśnił, że zanim się poznali była z facetem parę lat, który pewnego dnia po prostu oznajmił, że ma inną i wyprowadził się tego samego dnia. Podobno na jakiś czas popadła w duże tarapaty finansowe. On ma żal, że mu nie powiedziała o tym koncie. Ale z drugiej strony ja ją rozumiem - jak to w ogóle powiedzieć? "Wiesz co, odkładam sobie kasę na koncie, bo a nóż widelec okażesz się chamem i puścisz mnie z torbami"?
On poczuł się także urażony jej stwierdzeniem, że w momencie rozstania z ludzi wychodzą różne paskudne cechy, więc ona chce się zabezpieczyć na wypadek przykrych niespodzianek. On z kolei uważa, że to jest robienie z niego sukinsyna.
Niby pogadali, ale został kwas.
Próbowałam mu wytłumaczyć, że dziewczyna po złych doświadczeniach jest po prostu przezorna, ale ostatecznie się posprzeczaliśmy. Potem napisał mi smsa, że się poddaje i jest zdziwiony, że ją tłumaczę. Nasz wspólny przyjaciel był podobno oburzony i sugerował mu "zastanowienie się co dalej".
Ja ją rozumiem. W moim otoczeniu właściwie nie ma małżeństw, same konkubinaty - znam parę przykrych historii rozstań, w których dziewczyny, najczęściej porzucone dla innych, zostawały w dupie finansowej we wspólnie wynajętym mieszkaniu, rachunkami, obarczone opieką nad wspólnymi dotąd zwierzętami itd. Zdarzył się też przypadek wspólnego kredytu mieszkaniowego, sprawa trafiła do sądu. Panowie zawijali się nagle w jeden dzień, nie proponując jakiejkolwiek pomocy finansowej na krótki czas (choćby w opłaceniu rachunków przez miesiąc czy dwa). Zresztą, sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji - narzeczony na krótko przed ślubem się rozmyślił, wyniósł się i zostawił mnie z nowo urządzonym, wynajętym mieszkaniem (rachunki dzielone były na pół). Rachunki na jedną osobę pochłonęły całą moją ówczesną wypłatę - dopóki nie znalazłam drugiej pracy było krucho. Mój eks oczywiście to olał, wprowadził się do mieszkania nowej laski i miał mnie gdzieś.
Kolega się obraził, a mi się wydaje, że dziewczyna wcale nie jest jakąś przebiegłą zołzą. Myślę, że on sam nie wie, jak by się zachował, gdyby już nie chciał z nią być (teraz twierdzi, że na pewno nie zostawiłby jej z problemami finansowymi). Ale chyba rzadko który facet jest wówczas szlachetny, zwłaszcza gdy nagle "zakocha się" w innej dziewczynie.
Kto ma rację?