biegam_sobie
17.01.12, 10:47
Witam
Problem jest dość standardowy, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Małżeństwo po 30tce, staż w związku kilkanaście lat, po ślubie 5, 2 letnie dziecko, w planach drugie dziecko. No właśnie, w planach, a od planów do realizacji długa droga.
Problemem jest oczywiście seks, zarówno jakość i ilość. Od zawsze wiedziałem, że żona ma mniejsze potrzeby seksualne, ale jakoś się łudziłem, że to się może zmienić i tak kilkanaście lat minęło...Seks bywa rewelacyjny, niestety tylko bywa. Ja już po prostu nie mam sił, nie chcę mi się zaczynać starać żeby w pewnym momencie nie usłyszeć "to może jutro" lub inną wymówkę. I to nie jest tak, że ona nie lubi seksu bo lubi, lubi też wszelkie pieszczoty, w tym oralne, ale niestety lubi tylko brać, z dawaniem już jest problem. Żona ciągle mnie podnieca, po tylu latach, jak już dojdzie co do czego to nie zdarza się, że po jednym razie mam dość, ale niestety na powtórkę to już nie ma co liczyć, ona po orgazmie czy dwóch najchętniej się przytula i idzie spać zostawiając mnie totalnie gotowego do powtórnej zabawy.
Nie wiem, co mogę zrobić, ona nigdy nie inicjuje i "nigdy" nie jest tu przesadą.
Zaraz pewno ktoś napisze, że się spasłem, siedze z piwskiem przy TV lub coś w tym stylu i że nic dziwengo, że żona juz mnie nie chce - nie jest to prawdą, nie oglądam Tv, nie pije piwa, nie palę, kondycję mam dobrą, co dzień biegam min 10 km i jeżdzę na rowerze kolejne 20, mam swoje hobby, swoje pasje. Zajmuję się dużo dzieckiem, oddaje i odbieram ze żlobka, gotuję dla małej bo żona wraca sporo później z pracy. Kiedyś myślałem, że może to sprawa finansowa, nie zarabiałem jakoś dużo i nie było lekko, stresy różne były, ale od 7 lat zarabiam sporo, około 40tys na miesiąc, więc to nie to.
Wkurza mnie tylko, jak żona się mną "chwali", jaki to zaradny, w kuchni sobie super radzi, piecze ciasta, chleby, gotuje ble ble ble, tak jakby była naprawdę dumna, że aż koleżanki zazdroszczą bo ich mężowie się zapuszczają, a z tego chwalenia tak naprawdę nic nie wynika, bo ja się czuje totalnie niedowartościowany przez jej podejście do seksu, ciągle zastanawiam się co zrobiłem przez te lata źle, że tak się skończyło. Z relacji mężów tych koleżanek słyszę, że ich pożycie a moje to niebo a ziemia.
W sumie nie wiem po co piszę, nie pisze, że mam dośc i poszukam sobie kochanki bo to nie wchodzi w grę, mam dość i nie wiem co zrobić. Rozmowy prowadziliśmy, już chyba kilkadziesiąt w tym przez ostatnie miesiące było ich co najmniej 5, ona wie co ja myślę na ten temat, obiecuje poprawę, ale też mówi, że ona tak ma, że nie potrafi inicjować i i na tym sprawa się kończy, nic się nie zmienia.
Może ktoś coś doradzi?
I jeszcze na koniec, jeśli ktoś chce mnie zaraz wyzwać od trolli to proszę bardzo, nie będę się bronił, ale nie jest to wymyślony problem niestety. Teoretycznie idealne małżeństwo, idealne życie, tak przynajmniej wszyscy myślą...