w_miare_normalna
18.04.12, 12:11
Nie mialam pisac tu posta, ale jestem juz w takim kryzysie, takie mysli chodza mi po glowie, ze mosze zasiegnac gdzies porady.
od 2005 roku bylam z facetem w zwiazku, na poczatku wiadomo sielanka, pozniej zaszlam w ciaze, wynajelismy mieszkanie. nie byl to zbytnio dobry zwiazek, czeste klotnie, w koncu zaczelo dochodzic do bijatyk. ja lecialam z lapami, w koncu zaczal oddawac, ale bywaly tez dobre chwile. nie pracowalam tylko zajmowalam sie dzieckiem, ale mieszkanie drogie, wiec wpadlismy w dlugi, w koncu zrobilo sie ok. 20 tys. przez to nasz zwiazek zaczal sie walic, ciagle klotnie, moje ucieczki popoludniu z domu, do mamy do kolezanki gdziekolwiek byleby nie siedziec w chacie, zero czulosci z mojej strony, on przytulal ja odchodzila,, jak mowil kocham to albo mowilam od niechcenia, ze tez kocham, albo ze nie kocham. i w koncu w listopadzie stwierdzilismy, ze finansowo nie podolamy, wiec ja sie rpzeprowadzam do babci z mala, a on idzie do mamy. mielismy pomieszkac osobno, splacic dlugi i wrocic do tego mieszkania wynajmowanego (mieszkalismy tam 4 lata).
do lutego bylismy normalnie razem, przyjezdzal codziennie, sypialismy ze soba (ja lezalam, a on wszystko reobi, psize o tym bo to ma duze znaczenie) az wstyd .. , ale spedzalismy razem normalnie czas itd. 5 lutego styknelo nam 7 lat .. juz cos sie psulo, widzialam, ze mnie unika, wiec zaczelam sie starac, ale chyba za pozno. calowalam, niby odzajemnial, ale widzialam, ze cos nie gra. jakis nieobecny byl. no i sie wkurzylam i po klotni 28 lutego napisalam mu smsa ze mam dosc, ze czuje sie odrzucona i w ogole. myslalam, ze sie zepnie w sobie, ze bedzie sie staral, a tu odpowiedz "ok, bede dla was wsparciem". na drugi dzien przyjechal na rozmowe, plakala, ze jest mu ciezko, ale tak bedzie lepiej dla malej (on jest jest z rozbitej rodziny), ze on nie wyobrazal sobie zycia bez nas, ale jak sie wyprowadzil to poczul, ze mozna tak zyc itd. No i powiedzial mi, ze pojawil sie ktos kto od kilku dni juz nie jest w zwiazku i ze chca sprobowac skoro my tez juz nie jestesmy. po 3 dniach od rozstania u niej zamieszkal. ja znam ja ze szkoly, ma syna z malzenstwa. generalnie tatus ma juz jednego komornika za te wspolne dlugi, alimentowe nie placi chociaz mam przyznane 500 zl. co do widzen bylismy umowieni ze moze brac mala kiedy chce, ale 3 tygodnie temu przywiozl ja w strasznym stanie emocjonalnym, mowila ze mnie nie kocha, ze wszystko zepsulam, ze chce mieszkac z tata, okazalo sie ze eks zabral ja do swojej kobiety. poklocilismy sie wtedy i uderzyl piescia w drzwi, zrobil dziure, posszlam na policje zglosilam. wczoraj bylam przeluchana, on dzisiaj - bedzie sprawa. jego nowa baba jeszcze do wczoraj pisala do mnie smsy, dzwonila- wyzywa,a besztala itd. miesiac temu miala sprawe o stalking, dostala grzywne bo byla w 3 letnim zwiazku z zonatym i pisala smsy do jego zony. zastanawialam sie nawet czy nie zglosic tego stalkingu, ale wtedy ona pokaze smsy od mnie, a ja jej odpisywalam dosc niegrzecznie
tatus corke chce widziec nie w dane dni, tylko kiedy bedzie mogl (ma duzo roboty), ale dogadalismy sie, ze narazie jej nie zabierze do tamtego mieszkania. on chce byc w zyciu malej, bardzo ja kocha i ona jego , ale ja mam z tym problem. nie chodzi mi o mszczenie na nim, i nie dawanie malej. ale chcialabym po prostu zamknac tamten rozdzial i zaczac zyc, a tak sie nie da skoro on w tym zyciu jest.
do tego, ja doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze wina obarcza sie zawsze oboje ludzi. widze swoja wine, wiem, ze czul sie nie kochany, brakowalo mu czulosci, tylko ciagle toczylismy wojny. sam mi wczoraj o tym powiedzial, bo wczoraj gadalismy ponad 2 godziny. jest teraz szczesliwy, ma do tego prawo, ale jestem tak rozzalona, ze szok. ze nie wykorzystalam szansy (w styczniu zerwal na dwa dni), ze on mi tej szansy do konca nie dal .. kocham go nadal, jeszcze bardziej niz na poczatku. bo o ile na poczatku myslalam, ze pojdzie po rozum do glowy, tak teraz wspomnienia są i nimi zyje, ale juz nie pamietam jego zapachu i pocalunku. i to mnie wykancza. jestem po rozmowie u psychiatry, zapisal leki na supokojenie, ale jest coraz gorzej.
nie chce rozbijac ich zwiazku skoro sam mowi, ze ja kocha i sa szczescliwi, ale to mnie rozwala psychicznie jak sobie pomysle, ze ona jezdzi naszym autem, ze z nia spi, ze to ja teraz pryztula. wiem, mialam swoja szanse i to mnie najbardziej boli. ze przejrzalam dopiero teraz jak go stracilam.
tuz po rozstaniu powiedzialam mu, ze jesli kiedykolwiek poczuje do mnie cos to ma mi o tym powiedziec, ze bede czekac. teraz wiem, ze juz nie wroce do niego. kocham go, ale nie zaufam juz,brzydze sie go bo wiem ze jest z nia co noc ... pytalam go czy walczyc, powiedzial, ze nie, wiec staram sie nie pisac, nie dzwonic chociaz wiadomo, ze to ciezkie jest bo mamy dziecko .. ale bol rozrywa mnie od srodka, codziennie sie budze rano i mysle, ze to sen, ze sie obudze ... wyje w glos od 7 tygodni i nadal stoje w miejscu.
na dodatek mala mu powiedziala, ze ja sie spotykam z jakims dawidem. nie wyprowadzam go z bledu, powiedzialam mu tylko, ze jestem z kims zeby zapomniec .. nie wiem czy to dobrze, ze on mysli, ze mam kogos, czy lepiej nie powiedziec prawdy, ze mala kogos zmyslila, albo ze zerwalismy ...
od kilku dni mam mysli samobojcze .. jedyne co mnie jeszczetrzyma to mala, ale ja widze, ze ona tez cierpi przeze mnie - widze mnie ciagle znerwicowana i placzaca.
nie wiem juz co mam robic, jak sie przy nim zachowywac.
ja udawac, ze pogodzilam sie z tym, ze odszedl, czy pokazac, ze czekam ??
((