Dodaj do ulubionych

"Przespałam sie z kolegą"

10.06.12, 18:36
Watek o tym, ze na forum to same porzadne kobity nawet sie jeszcze nie ulezał ze tak powiem, a kolezanka wyznała mi jak w tytule watku tego. No przespała sie z kolegą. Spokojnie: obmowa, ciąza i choroba jej nie grozą :) Mioer, mąż jej nie bije, ani sie nad nią nie zneca. Zwyczajnie - miała ochote na kolegę i on na nią. Nie , zakochana w koledze nie jest. Niczego nie ma na swoje usprawiedliwienie, bo dwóch lampek czerwonego wina za takowe uznać nie mozna:)
Mozecie na mnie rzucić gromami, m ale nie rzuciłam ja na nią :) Raz sie zyje :)
Obserwuj wątek
        • raohszana Re: No raczej nie powiedziała :) 10.06.12, 19:13
          Ale z jakiej okazji? Zdrady? Tak, bo to by znaczyło o rozpadzie naszej więzi, a z tym coś trzeba zrobić, nie uważam żeby związki dla samego bycia w związku były fajne. A lojalność to jedna z podstaw więzi, o ile strony nie umówią się inaczej.
          • kora3 Raoh miła 10.06.12, 19:17
            Akurat zgadzam sie z Tobą, ze zwiazki dla samego bycia razem itd. Tylko, jak już pisałam w innym watku - fajnie sie mówi i czuje coś takiego, jak człowiek nie ma tak naprawde zobowiazań w zwiazku. Ja takich nie mam i dlatego mogłabym sie tak powymądrzać :)
            Niemniej nie zyję w prózni i rózne rzeczy widze. Jak ludzie sa załozmy 15 lat w małzeństwie, mają dzieci, kredycik, to nie zawsze tak łatwo jest spakowac swe walizki, albo komuś pomóc spakować, bo przestało iskrzyć ... Takie życie moja droga
            • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 19:22
              Pitu-pitu, skoro się zdecydowali na zobowiązania to trzeba to rozwiązać. A skoro nie iskrzy i tak źle, że trzeba gdzie indziej szukać - proste, pogadać i ustalić, że związek otwarty i nikt nikomu krzywdy nie robi.
              Nie usprawiedliwiajmy wszystkiego tym, że trudno robić mądrze, więc co z tego, że robimy głupio? Zrobiła pani co chciała, tak? Tak. I spoko, niech tylko będzie uczciwa i rzeknie swemu mężu jak było - weźmie odpowiedzialność za swój czyn, na który się świadomie zdecydowała.
              Nie wiem, to takie trudne, być odpowiedzialnym?
              • rannie.kirsted Re: Raoh miła 10.06.12, 19:32
                ale moze to byl taki jednorazowy z glupoty strzelony skok w bok. zwyczajne strzelenie glupoty, a nie zadne deklarowanie zwiazku otwartego po wsze czasy. jezeli tak to najlepsze co moze zrobic to NIE powiedziec o tym mezowi o starac sie dopilnowac zeby od nikogo sie o tym nie dowiedzial. czyli nie paplac o sprawie kolezankom, tylko zachowac dla siebie...
                oczywiscie masz racje piszac o lojalnosci i uczciwosci, tyle ze ludzie sa ludzmi, a nie idealami.
              • kora3 Re: Raoh miła 10.06.12, 19:33
                Przepraszam Raoh, ale tak piszesz, jakby kogoś zamordowała:)
                Mam na mysli ton. o owszem, chwalebne to nie było, ale nie róbmy z tego zaraz czynu na miare zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. :)

                Stało sie i już. Szczerze mówiąc, jakbym była w zwiazku, w którym dochodzi do braku iskrzenia i seksu z innymi, to bym sie zeń wymiksowała - prawda. I to nie ze szlachetnosci, tylko po to, zeby mi było dobrze, a nie źle. Ale zdaje soboie sprawe, ze nie kazdy tak moze.

                Swego czasu też miałąm Raoh meza. I nie chciałam z nim już być (nie było innego pana w tle, ani innej pani, po prostu nie było już sensu). Mój eksmąz był zameldowany w mym panieńskim mieszkaniu i wyobraź sobie,z e pomimo mych usilnych próśb nie chciał się wynieść (choć nie przyczynił się do umeblowania lokum, ani pokrywania kosztów eksploatacji). Nie chciał mi też dać rozwodu:), bo takie miał przekonania. Stąd wiem, ze czasem porozmawianie z kimś wcale nie rozwiazuje sytuacji :)
                • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 19:40
                  A jak się nie daje rozwodu? Bo to jest możliwe w jednym tylko przypadku - i to trzeba udowodnić, że rozwód z Twojej wyłącznej winy.

                  Ja z tego nic nie robię - po prostu wyznaję teorię nie tylko utylitarystyczną, ale i odpowiedzialności za to co się robi. Najnormalniej w świecie. Niech se pani robi co chce - ale tutaj kłamstwo zawsze jest naganne, wyższa konieczność usprawiedliwiająca je nie zachodzi.
                  • kora3 Re: Raoh miła 10.06.12, 19:50
                    raohszana napisał:

                    > A jak się nie daje rozwodu? Bo to jest możliwe w jednym tylko przypadku - i to
                    > trzeba udowodnić, że rozwód z Twojej wyłącznej winy.


                    Nie gniewaj sie Raoh, ze tak zapytam : ile razy i w jakich okolicznosciach sie rozwodziłaś?

                    Masz jakąs tam niepełną wiedze w temacie. Owszem, sąd moze odmówić udzoelenia rozwodu, jesli zada go strona wyłącznie winna rozpadowi zwiazku przy braku zgody strony niewinnej. Nie ejst to wcale jedyny przypadek takiejj mozliwosci sadu, bo sa jeszcze dwa inne, ale mniejsza o to, bo jeden w naszym przypadku nie zachodził z przyczyny techniczej, a drugi od biuedy zachodziłby, ale niekoniecznie ze wzgledu na zatajenie pewnych info przez mojego eks przed slubem. Praktycznie to jest tak, ze jesli jedna strona sie nie godzi, to sprawa moze się przeciągać...
                    >
                    > Ja z tego nic nie robię - po prostu wyznaję teorię nie tylko utylitarystyczną,
                    > ale i odpowiedzialności za to co się robi. Najnormalniej w świecie. Niech se pa
                    > ni robi co chce - ale tutaj kłamstwo zawsze jest naganne, wyższa konieczność us
                    > prawiedliwiająca je nie zachodzi.


                    A jesli ktoś Ciebie o coś nie pyta, to nie mówiąc o tym zawsze kałmiesz? ::)
                    >
                    • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 19:53
                      kora3 napisała:

                      > Nie gniewaj sie Raoh, ze tak zapytam : ile razy i w jakich okolicznosciach sie
                      > rozwodziłaś?
                      *
                      A co ma osobiście moje rozwodzenie lub nie? Tylko ten co się rozwodził to może coś wiedzieć?

                      > Masz jakąs tam niepełną wiedze w temacie. Owszem, sąd moze odmówić udzoelenia r
                      > ozwodu, jesli zada go strona wyłącznie winna rozpadowi zwiazku przy braku zgody
                      > strony niewinnej. Nie ejst to wcale jedyny przypadek takiejj mozliwosci sadu,
                      > bo sa jeszcze dwa inne, ale mniejsza o to, bo jeden w naszym przypadku nie zach
                      > odził z przyczyny techniczej, a drugi od biuedy zachodziłby, ale niekoniecznie
                      > ze wzgledu na zatajenie pewnych info przez mojego eks przed slubem. Praktycznie
                      > to jest tak, ze jesli jedna strona sie nie godzi, to sprawa moze się przeciąga
                      > ć...
                      *
                      Sąd może odmówić, a nie "mąż nie dać rozwodu", mylisz instytucje.

                      > A jesli ktoś Ciebie o coś nie pyta, to nie mówiąc o tym zawsze kałmiesz? ::)
                      *
                      To tak nie działa w tej sytuacji. Sprzeniewierzenie się zasadom ustalonym w relacji jest już nadużyciem zaufania. Osobiście uważam, że druga osoba powinna wiedzieć co się wyprawia i zdecydować, czy chce być z kimś, kto jej zaufania nadużywa.
                      • kora3 Re: Raoh miła 10.06.12, 20:04
                        raohszana napisał:

                        > *
                        > A co ma osobiście moje rozwodzenie lub nie? Tylko ten co się rozwodził to może
                        > coś wiedzieć?


                        Wybacxz Raohszano, ale teoretycznie to jednak nie to samo co praktycznie. :)
                        >

                        > Sąd może odmówić, a nie "mąż nie dać rozwodu", mylisz instytucje.


                        Ło matko ... Sad Raoh nie ma w tym zadnego interesu. Dla sadu jesteś sprawa - jedną z wielu :) Sadowi lata kalafiorem, ze ci odroczy rozprawe o nastepne pół roku, jegoi to nic nie kosztuje...
                        >

                        > To tak nie działa w tej sytuacji. Sprzeniewierzenie się zasadom ustalonym w rel
                        > acji jest już nadużyciem zaufania. Osobiście uważam, że druga osoba powinna wie
                        > dzieć co się wyprawia i zdecydować, czy chce być z kimś, kto jej zaufania naduż
                        > ywa.
                        >


                        A ja z doswiadczenia weim, ze lepiej czasem szczegółów nie znać:)
                        • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 20:07
                          kora3 napisała:

                          > Wybacxz Raohszano, ale teoretycznie to jednak nie to samo co praktyczni
                          > e. :)
                          *
                          To taki sędzie, co się nie rozwodził, ale rozwodów udziela to nic nie wie?

                          > Ło matko ... Sad Raoh nie ma w tym zadnego interesu. Dla sadu jesteś sprawa - j
                          > edną z wielu :) Sadowi lata kalafiorem, ze ci odroczy rozprawe o nastepne pół r
                          > oku, jegoi to nic nie kosztuje...
                          *
                          A co ma odroczenie do "mąż mi nie da rozwodu" albo "sąd nie da rozwodu"? Sąd nie udziela rozwodu w konkretnych przypadkach, strona niewinna może się nie zgodzić w jednym.

                          > A ja z doswiadczenia weim, ze lepiej czasem szczegółów nie znać:)
                          *
                          A ja z doświadczenia wiem, że niektórzy wolą znać szczegóły i liczy się dla nich szczerość. Koleżanka Twoja i tak zrobi jak uważa.
                          • kora3 Re: Raoh miła 10.06.12, 20:16
                            raohszana napisał:

                            > kora3 napisała:

                            > To taki sędzie, co się nie rozwodził, ale rozwodów udziela to nic nie wie?

                            jesteś sedzią? No to wiesz, ze sedziemy zwisa, czy czyjś rozwód ciagnie się rok, czy 3 miesiace.
                            >
                            > A co ma odroczenie do "mąż mi nie da rozwodu" albo "sąd nie da rozwodu"? Sąd ni
                            > e udziela rozwodu w konkretnych przypadkach, strona niewinna może się nie zgodz
                            > ić w jednym.


                            Teoretycznie tak, w praktyce bzdura. Przy braku orzekania o winie (tak byo u nas ) brak zgody jednej ze stron i krótkiej separacji skutkował odroczeniem ...,
                            >
                            > > A ja z doswiadczenia weim, ze lepiej czasem szczegółów nie znać:)
                            > *
                            > A ja z doświadczenia wiem, że niektórzy wolą znać szczegóły i liczy się dla nic
                            > h szczerość. Koleżanka Twoja i tak zrobi jak uważa
                            .
                            >
                            Kazdy ma swe doswiadczenia :)
                            • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 20:19
                              kora3 napisała:

                              > jesteś sedzią? No to wiesz, ze sedziemy zwisa, czy czyjś rozwód ciagnie się rok
                              > , czy 3 miesiace.
                              *
                              Nie odpowiedziałaś na pytanie i koniecznie chcesz sprowadzić rozmowę do spraw personalnych. Rozmawiamy o tym, że "mąż nie chciał dać rozwodu", a nie terminie w sądzie.

                              > Teoretycznie tak, w praktyce bzdura. Przy braku orzekania o winie (tak byo u na
                              > s ) brak zgody jednej ze stron i krótkiej separacji skutkował odroczeniem ...,
                              *
                              Jeśli nie spełniłaś przesłanek rozwodowych - to nie sędziego wina, a prawo tak stanowi. W trzech dziedzinach musi nastąpić rozkład i trwać pewien czas.

                              > Kazdy ma swe doswiadczenia :)
                              *
                              I świetnie. To po co właściwie przyszłaś z kwestią na forum, skoro masz swoje poglądy i opinia może być tylko taka jak Twoja?
                              • kora3 Kobito 10.06.12, 20:37
                                rozwodziłąm sie w czasach, kiedy obligatoryjnie pierwsza rozprawa byłą tzw. ugodowa.

                                Mój ekmąz zeznał, ze rozwodu nie cjhcre, bo nie, nie mieszkaliśmy z zobą wówczas 3 miechy. Za 1,5 miesiaca była kolejna rozprawa, ale sie nie stawił (miał taką prace, ze bez trudu mógł mieć zaswiadczenie, ze by w delegacji, sam se je ustalał:)). Mógł mi tak robić jeszcze z pół roku:) albo rok. Sad nie musiał niczego robić :)


                                A co do doswiadczeń - wcale nie uwazam moich za jakieś lepsze, wazniejsze. Wiem, ze gdybym kiedyś była mniej dociekliwa, a mój eksfacet ( i jedna pani gorliwa:)) mniej szczery, to inaczej by mogło być wszystko :)? Nie, nie załuje, ze jest jak jest, bo wyszłam na tym lepiej, ale fakty są faktami :)
                                • raohszana Re: Kobito 10.06.12, 20:45
                                  kora3 napisała:

                                  > rozwodziłąm sie w czasach, kiedy obligatoryjnie pierwsza rozprawa byłą tzw. ugo
                                  > dowa.
                                  >
                                  > Mój ekmąz zeznał, ze rozwodu nie cjhcre, bo nie, nie mieszkaliśmy z zobą wówcza
                                  > s 3 miechy. Za 1,5 miesiaca była kolejna rozprawa, ale sie nie stawił (miał ta
                                  > ką prace, ze bez trudu mógł mieć zaswiadczenie, ze by w delegacji, sam se je us
                                  > talał:)). Mógł mi tak robić jeszcze z pół roku:) albo rok. Sad nie musiał nicze
                                  > go robić :)
                                  *
                                  Nadal nie rozumiem problemu - konstrukcja prawna tak wyglądała, że na ugodowej pytano, ale nadal nie było to "nie dał rozwodu".

                                  > A co do doswiadczeń - wcale nie uwazam moich za jakieś lepsze, wazniejsze. Wiem
                                  > , ze gdybym kiedyś była mniej dociekliwa, a mój eksfacet ( i jedna pani gorliwa
                                  > :)) mniej szczery, to inaczej by mogło być wszystko :)? Nie, nie załuje, ze jes
                                  > t jak jest, bo wyszłam na tym lepiej, ale fakty są faktami :)
                                  *
                                  Przeczytałaś co napisano? Nigdzie nie wartościuję doświadczeń, natomiast zapytuję o opcję, jaką można wybrać przy zajęciu stanowiska w przedstawionej sprawie. W przypadku niezgodzenia się z Tobą i Twoimi poglądami przekonujesz, jednakowoż nie wiem co to ma nam wnosić, skoro wiadomo jakie kto ma podejście, a pytania w starterze nie ma?
                                  • kora3 Re: Kobito 10.06.12, 20:55
                                    Dobra, wytłumacze ci ... A wiec tak: w kwestii prawnych mozliwosci braku zgody na rozwód, mój eksmąz miał dosc ograniczoine mozliwosci. Ale mógł przeciągać sprawe wykorzystując mozliwosci np. w postaci niestawiania sie. Musiałąm go postraszyć, zeby przyszedł i siuę zgodził, nie jestem z tego dumna, ale zadowolona, bo sie udalo

                                    • raohszana Re: Kobito 10.06.12, 20:56
                                      Czyli przeciągał. I wot wsio, cała tajemnica rozwiązana.

                                      Nadal nie łapię idei tego argumentu w przedstawionej sytuacji i dyskusji, ale ok, chciałaś poopowiadać - poopowiadałaś :]
                                      • kora3 Re: Kobito 10.06.12, 21:00
                                        Fajnie sie mówi, jak się tego nie przeszło Raoh ... Naprawde nie zycze nkomu. Najpierw sie gosc nie chciał mi wyniesc, potem zniknąc mi z papierów - teworewtycznbie to bardzo proste, w praktyce, nie sprawdzaj ...
                                        • raohszana Re: Kobito 10.06.12, 21:02
                                          Szczęśliwym trafem lubię uczyć się na cudzych błędach i pewne rzeczy mi nie grożą, ale szczerze dziękuję za troskę :)
                                          Znam przypadki "trudnych" delikwentów, którzy utrudniali życie chcącym się rozwieść współmałżonkom.
                                          • kora3 Re: Kobito 11.06.12, 07:36
                                            raohszana napisał:

                                            > Szczęśliwym trafem lubię uczyć się na cudzych błędach i pewne rzeczy mi nie gro
                                            > żą, ale szczerze dziękuję za troskę :)


                                            Sarkazm zbedny, bo ja naprawde nikomu nie zycze takich perypetii, wiec mój wpis to nie było coś w rodszaju "jeszcze się przekonasz".

                                            Lepiej się o czymś takim nie przekonywać, ani na własnej skórze, ani obserwując błędxy bliskich osób i na nich sie uczyć.
                                            Wszelako bywa tak, zer perwnych rzeczy się w życiu nie przewidzi i tyle.

                                            > Znam przypadki "trudnych" delikwentów, którzy utrudniali życie chcącym się rozw
                                            > ieść współmałżonkom.


                                            No to jesli znasz, to wiesz, że da sie takie coś zrobić, nawet jesli nie zachodzi zaden z 3 przypadków, w których sad ma podstawy odmówic udzielenia rozwodu. Jasne, ze tak czy owak się ten rozwód w takich przypadkach dostanie, ale co się na uzera człowiek, nałązi po sądach, naczeka - to już jego:(
                                            • raohszana Re: Kobito 11.06.12, 09:12
                                              kora3 napisała:

                                              > Sarkazm zbedny, bo ja naprawde nikomu nie zycze takich perypetii, wiec mój wpis
                                              > to nie było coś w rodszaju "jeszcze się przekonasz".
                                              *
                                              Toż gdzie tu sarkazm? Przecież pisam, że szczerze dziękuję za troskę, to miłe jest, że kogoś obchodzi.

                                              > Lepiej się o czymś takim nie przekonywać, ani na własnej skórze, ani obserwując
                                              > błędxy bliskich osób i na nich sie uczyć.
                                              > Wszelako bywa tak, zer perwnych rzeczy się w życiu nie przewidzi i tyle.
                                              > [i]
                                              *
                                              Ale zwykle nie ma tak, że czegoś się nie zobaczy w ogóle. Natomiast przypadku z życia są jakie są, z foruma też różne - można się uczyć :)

                                              > No to jesli znasz, to wiesz, że da sie takie coś zrobić, nawet jesli nie zachod
                                              > zi zaden z 3 przypadków, w których sad ma podstawy odmówic udzielenia rozwodu.
                                              > Jasne, ze tak czy owak się ten rozwód w takich przypadkach dostanie, ale co się
                                              > na uzera człowiek, nałązi po sądach, naczeka - to już jego:(
                                              *
                                              A to już inna kwestia zupełnie - ale to takie samo podejście trochę jak do zdrady - a co mnie druga osoba, zrobię co chcę. I jeden i drugi przypadek uważam za naganny.
                                              • kora3 Re: Kobito 11.06.12, 09:23
                                                raohszana napisał:


                                                > Toż gdzie tu sarkazm? Przecież pisam, że szczerze dziękuję za troskę, to miłe j
                                                > est, że kogoś obchodzi.


                                                A to, Cię xle zrozumiała Rao:)


                                                > Ale zwykle nie ma tak, że czegoś się nie zobaczy w ogóle. Natomiast przypadku z
                                                > życia są jakie są, z foruma też różne - można się uczyć :)


                                                Ano mozna, trzeba, tylko jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Gdyby to takie proste było, to niektórych bardzo powszechnych błędów np. w relacjach z innymi (szeroko pojetych) ludzie nie powinni popełniać już od pokoleń, a popełniają
                                                >

                                                > *
                                                > A to już inna kwestia zupełnie - ale to takie samo podejście trochę jak do zdra
                                                > dy - a co mnie druga osoba, zrobię co chcę. I jeden i drugi przypadek uważam za
                                                > naganny.


                                                Widzisz, tak to bywa w zyciu, ze nierzadko punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wiem, brzmi banalnie i jak "usprawiedliwianie", ale tak jest.

                                                Mam na mysli to, że w ww. sytuacji kazda ze stron moze mieć poczucie krzywdy, odczucie, ze druga strona ma podejscie "a co mnie druga osoba, zrobię jak chcę" i subiektywnie - obie mają rację.
                                                No bo popatrz tak - choćby to nam się nie wiem jak obu i kazdej z osobna nie podobało, zdarza się, ze ludzie się rozstają. Z róznych przyczyn, nie tylko sławetnej zdrady, ale zwyczajnie bywa, że z kimś sie nie chce już być.
                                                Jesli druga strona ma podobne podejscie w tym momencie, to ok, ale bywa tak, że jedno kocha, drugie - nie. W tej sytuacji - lepiej się jest rozstac, niż udawać, zdradzać itp.
                                                No, ale ten kto kocha (albo ma inne powody dla których nie akceptuje rozstania) nie godzi się na to, nie chce tego. Dla takiej osoby starania drugiej o załozmyh formalne zakończenie zwiazku są takim włąsnie olewaniem uczuć jego, robieniem co sie chce, bo "coi mnie inni".

                                                Z kolei czowiek, który chce sie uwolnić, kiedy mu się utrudnia tak odbiera działąnie utrudniające. Kto ma rację? Oboje? Paradoksalnie - tak
                                                • raohszana Re: Kobito 11.06.12, 09:31
                                                  kora3 napisała:

                                                  > Ano mozna, trzeba, tylko jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Gdyby to taki
                                                  > e proste było, to niektórych bardzo powszechnych błędów np. w relacjach z innym
                                                  > i (szeroko pojetych) ludzie nie powinni popełniać już od pokoleń, a popełniają
                                                  *
                                                  To fakt, a szkoda, bo można by sobie oszczędzić wielu siniaków.

                                                  > Widzisz, tak to bywa w zyciu, ze nierzadko punkt widzenia zależy od punktu sied
                                                  > zenia. Wiem, brzmi banalnie i jak "usprawiedliwianie", ale tak jest.
                                                  >
                                                  > Mam na mysli to, że w ww. sytuacji kazda ze stron moze mieć poczucie krzywdy, o
                                                  > dczucie, ze druga strona ma podejscie "a co mnie druga osoba, zrobię jak chcę"
                                                  > i subiektywnie - obie mają rację.
                                                  > No bo popatrz tak - choćby to nam się nie wiem jak obu i kazdej z osobna nie po
                                                  > dobało, zdarza się, ze ludzie się rozstają. Z róznych przyczyn, nie tylko sławe
                                                  > tnej zdrady, ale zwyczajnie bywa, że z kimś sie nie chce już być.
                                                  > Jesli druga strona ma podobne podejscie w tym momencie, to ok, ale bywa tak, że
                                                  > jedno kocha, drugie - nie. W tej sytuacji - lepiej się jest rozstac, niż udawa
                                                  > ć, zdradzać itp.
                                                  > No, ale ten kto kocha (albo ma inne powody dla których nie akceptuje rozstania)
                                                  > nie godzi się na to, nie chce tego. Dla takiej osoby starania drugiej o załozm
                                                  > yh formalne zakończenie zwiazku są takim włąsnie olewaniem uczuć jego, robienie
                                                  > m co sie chce, bo "coi mnie inni".
                                                  >
                                                  > Z kolei czowiek, który chce sie uwolnić, kiedy mu się utrudnia tak odbiera dzia
                                                  > łąnie utrudniające. Kto ma rację? Oboje? Paradoksalnie - tak
                                                  *
                                                  Właściwie osobiście uważam, że rację ma osoba niekochająca - bo do miłości się nie zmusi, a ta kochająca musi to, niestety, zaakceptować. Uczucia to specyficzna kwestia, nie da się do nich zmusić i to nie jest już kwestia "Jasio nie przepada za marchewką Małgosia lubi, czy na obiad od czasu do czasu robić marchewkę?". Właśnie problemem w przedstawionej przez Ciebie sytuacji jest to, że nie da się ani zakochać ani odkochać na zawołanie, i obie strony muszą to zaakceptować, ale nie daje to, moim zdaniem, prawa osobie kochającej do męczenia drugiej.
                                                  • kora3 Re: Kobito 11.06.12, 09:47
                                                    niestety tak jest, że tam gdzie w gre wchodza emocje i uczucia - czasem trudno sie człowiek uczy, nawet na swoich błędach :(

                                                    A owszem, nie da się zakochać, czy odkochać na zawołanie, nie mozna zmusić itd. Ale jakbyś posłuchała takiej osoby opuszczanej przez niekochającą, to zupełnie inaczej by ci sprawę przedstawiła: oszukał/oszukała itd. Taki człowiek przecież chce tylko prostej rzeczy - wypełnienia przyrzeczenia. Zakładając, ze para przyrzekała sobie nie tylko wiernośc, ale i trwanie przy sobie, dlaczegóżby złamanie przyrzeczenia o nieopuszczeniu miało być mniej swińskie, niż zła,manie tego o dochowaniu wierności?
                                                  • raohszana Re: Kobito 11.06.12, 09:55
                                                    kora3 napisała:

                                                    > niestety tak jest, że tam gdzie w gre wchodza emocje i uczucia - czasem trudno
                                                    > sie człowiek uczy, nawet na swoich błędach :(

                                                    > A owszem, nie da się zakochać, czy odkochać na zawołanie, nie mozna zmusić itd.
                                                    > Ale jakbyś posłuchała takiej osoby opuszczanej przez niekochającą, to zupełnie
                                                    > inaczej by ci sprawę przedstawiła: oszukał/oszukała itd.
                                                    *
                                                    Ależ ja wiem jak by taka osoba to przedstawiła. Natomiast stan faktyczny, jeśli po prostu się wypaliło to dla mnie żadne "oszukał" i tylko emocje nieopanowane sprawiają, że taka osoba zakochana nie myśli rozumem.

                                                    >Taki człowiek przecie
                                                    > ż chce tylko prostej rzeczy - wypełnienia przyrzeczenia. Zakładając, ze para pr
                                                    > zyrzekała sobie nie tylko wiernośc, ale i trwanie przy sobie, dlaczegóżby złama
                                                    > nie przyrzeczenia o nieopuszczeniu miało być mniej swińskie, niż zła,manie tego
                                                    > o dochowaniu wierności?
                                                    *
                                                    Ale czekaj, włazisz w religię już. Bo w przysiędze cywilnej słowa o nieopuszczaniu nie ma.
                                                    Religia to inna bajka.
                                                  • kora3 a nie, nie 11.06.12, 10:03
                                                    religijnie zabrzmiało - ale nie o przysiegi religijne chodzi.

                                                    W cywilnym przyrzeczeniu n ie ma też nic o wierności - przyrzeka się, ze uczyni wszystko, zeby małzeństwo było zgodne, szczesliwe i trwałe:) I teraz załozmy, że jak to mówiłaś, para umawia sie co do tego, ze wiernośc nie ma dla nich znaczenia - zatem jej brak nie godzi w zgode, szczesliwosc i trwałość :)

                                                    No, ale własnie przyrzeka się, ze sie zrobi wszystko, zeby trwałe było...No i sie nie uda, ale przyrzeczenie było przecie. Zresztą chyba zadna para formalizująca zwiazek, czy nie nie umawia sie tak: no bedziemy z sobą, dopóki coś tam - zwykle zakłądają, ze chcą z sobą byc na zawsze. Potem wychodzi róznie
                                                  • raohszana Re: a nie, nie 11.06.12, 10:10
                                                    Ja myślę, że nie należy rozszerzać za bardzo tego "wszystko" bo dojdzie do absurdu, że np. stalking to też się liczy ;) Poza tym jak ktoś stwierdza - nie kocham, to kończy nam się pole do popisu, bo nie ma zwyczajnie co zrobić.
                                                  • kora3 Re: a nie, nie 11.06.12, 10:27
                                                    sama prawda ....

                                                    A tak na marginesie - dla mnie dosc ewidentne jest, że jak się zdradza, to się nie kocha. Tymczasem znam przynajmniej kilka osób, które deklarowały miłosc do osoby zdradzanej i są/były swiecie przekonane, że kochają. Dla mnie to niedorzeczne.
                                                  • raohszana Re: a nie, nie 11.06.12, 10:38
                                                    Dla mnie też. Już nie chodzi nawet o poliamoryzm, ale zwyczajnie - kocham, dla kochanej osoby wierność ważna=nie zdradzam.
                                                    Idealiści z nas :)
                    • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 19:55
                      Przy okazji - demagogia nie zmienia klasyfikacji czynu. Jeśli dla Twojej koleżanki zdrada to nic niemoralnego - super, God bless her. Ale jeśli dla jej męża jest to niemoralne to jak pogodzić interesy, skoro ona mu obiecała wierność? Jak pogodzić to, że ona złamała obietnicę?
                      • kora3 I tiu dochodzimy do sedna Raoh 11.06.12, 07:46
                        własnie jak pogodzic te interesy. Owszem, w pełni sie z Tobą zgadzam - jak się komuś coś obiecuje, nalezy dotrzymać. Bywa, ze się nie potrafi - to trzeba się jasno okreslić - nie potrafię i nie walić sciemy. Takie mam podejscie i tego się trzymam, jak dotychczas - bez wyjątków.
                        Przyznam też, ze obce mi jest coś takiego, jak seks z kimkolwiek, bez jakiegoś uczucia, zwyczajnie nie za bardzo to rozumiem, nie za bardzo widze sens. Niemniej tu akurat uznaję, ze ludziska rózne są i moje osobiste odczucia w tym zakresie niewiele mają globalnie do rzeczy.

                        Jednakowoż powróce do realnego zycia. A w nim jest tak, ze b. czesto popełnia sie głupstwa i błędy i czasem one mają konsekwencje, a czasem nie, czasem tylko dla nas samych, a czasem dla kupy ludzi, czasem też nie jest prosto wymiksować się ze zwiazku poprzez spakowanie walizek. Wiem, to nie usprawiedliwia i wcale piszac o tym nie mam zamiaru nikogo uspraweiedliwiacv. Pisze po prostu o faktach: nie zawsze da się w 5 minut zakończyć zwiazek, który się wypalił, po prostu.
                        • raohszana Re: I tiu dochodzimy do sedna Raoh 11.06.12, 09:15
                          kora3 napisała:

                          > własnie jak pogodzic te interesy. Owszem, w pełni sie z Tobą zgadzam - jak się
                          > komuś coś obiecuje, nalezy dotrzymać. Bywa, ze się nie potrafi - to trzeba się
                          > jasno okreslić - nie potrafię i nie walić sciemy. Takie mam podejscie i tego si
                          > ę trzymam, jak dotychczas - bez wyjątków.
                          *
                          No właśnie. A tu, podejrzewam, zaszło właśnie to, że się umówili na wierność i ktoś nie dotrzymał.

                          > Przyznam też, ze obce mi jest coś takiego, jak seks z kimkolwiek, bez jakiegoś
                          > uczucia, zwyczajnie nie za bardzo to rozumiem, nie za bardzo widze sens. Niemni
                          > ej tu akurat uznaję, ze ludziska rózne są i moje osobiste odczucia w tym zakres
                          > ie niewiele mają globalnie do rzeczy.
                          *
                          Uczucia to insza inszość i akurat to, moim zdaniem, kompletnie nie ma znaczenia. Znaczenie wg. mnie ma to, na co się umówili. Bo wiesz, jak ktoś lubi seks bez uczucia to co nam do tego? To jest ani dobre ani złe. Tylko trza być uczciwym wobec siebie i drugiej osoby.

                          > Jednakowoż powróce do realnego zycia. A w nim jest tak, ze b. czesto popełnia s
                          > ie głupstwa i błędy i czasem one mają konsekwencje, a czasem nie, czasem tylko
                          > dla nas samych, a czasem dla kupy ludzi, czasem też nie jest prosto wymiksować
                          > się ze zwiazku poprzez spakowanie walizek. Wiem, to nie usprawiedliwia i wcale
                          > piszac o tym nie mam zamiaru nikogo uspraweiedliwiacv. Pisze po prostu o faktac
                          > h: nie zawsze da się w 5 minut zakończyć zwiazek, który się wypalił, po prostu.
                          *
                          Ale chuć swą powściągnąć można do czasu zakończenia spraw. Lub w trakcie zakańczania związku wyjawić, że nie będzie się już wiernym, bo po ptokach i zostały nam tylko formalności.
                          • kora3 Re: I tiu dochodzimy do sedna Raoh 11.06.12, 09:40
                            raohszana napisał:
                            > *
                            > No właśnie. A tu, podejrzewam, zaszło właśnie to, że się umówili na wierność i
                            > ktoś nie dotrzymał.


                            no, na to wychodzi. Tak na serio, to poza nielicznymi wyjątkami ludzie w zwiazakch oczekują od siebie wzajemnie wiernosci i to bez umawiania się ceremonialnie.
                            >
                            > *
                            > Uczucia to insza inszość i akurat to, moim zdaniem, kompletnie nie ma znaczenia
                            > . Znaczenie wg. mnie ma to, na co się umówili. Bo wiesz, jak ktoś lubi seks bez
                            > uczucia to co nam do tego? To jest ani dobre ani złe. Tylko trza być uczciwym
                            > wobec siebie i drugiej osoby.


                            ale ja nie pisałam, ze to dobre, czy złe, tylko, ze mnie osobiscie - obce, co jak wspomniałam nie ma nic do rzeczy
                            >

                            > Ale chuć swą powściągnąć można do czasu zakończenia spraw. Lub w trakcie zakańc
                            > zania związku wyjawić, że nie będzie się już wiernym, bo po ptokach i zostały n
                            > am tylko formalności.


                            Znów przepraszam Rao:), powiało troszkę odrealnieniem. Już, spokojnie, wyjaśniam.

                            Łatwo jest Rao mówić o czyms, co nas nie dotyczy i nie dotyczyło, trudniej to w praktyce wdrożyc. Jasne, jesli masz do czynienia z człowiekiem myslącym podobnie do Ciebie, którym na dodatek nie targają dzikie emocje w tym momencie, to to o czym piszesz, jest w pełni reazlizowalne. Ale nie zawsze masz taką sytuację, albo inaczej - nie kazdy ma własnie taką.

                            Żeby nie było, ze teoretyzuję tym razem ja, wyjaśnie Ci na własnym przykładzie. Zanim udało mi się wykwaterować mojego eksmeza z domu (mojego) minął niemal rok od czasu niedzielenia z nim już sypialni. Faktem jest, że tej sypialni eufemicznie mówiąc nie dzieliłam wówczas z nikim innym takze. Po jego wyprowadzce za to, dośc nieoczekiwanie dla mnie samej :) zwiazałam sie uczuciowo z kimś powaznie.
                            Dla mnie mentalnie nie była to zadna zdrada, bo z mezerm nic mnie nie łączyło już od dawna ani uczuciowo, ani seksualnie. Niemniej w swietle prawa byliśmy nadal małzeństwem i zwiazanie się uczuciowe i inne z kimś byłoby rozpatrywane, jako zdrada. Gdybym powiedziałą wówczas mojemu jeszcze mezowi :"Słuchaj, jestem z kimś, kocham go, a nas już ponad rok nic nie łączy" - to miałabym jak w banku, że wykorzystałby to przeciw mnie w sadzie:)

                            Jakkolwiek mozesz uwazać, ze postapiłam jak swinia, nie uwazałam za rozsadne informować jeszcze meza o moich osobistych sprawach, ba nie przyszłoby mi do głowy tłumaczyć mu się z tego.

                            >
                            • raohszana Re: I tiu dochodzimy do sedna Raoh 11.06.12, 09:52
                              kora3 napisała:

                              > no, na to wychodzi. Tak na serio, to poza nielicznymi wyjątkami ludzie w zwiaza
                              > kch oczekują od siebie wzajemnie wiernosci i to bez umawiania się ceremonialnie
                              > .
                              *
                              Ano właśnie, a to już pewna deklaracja przy okazji.

                              > Znów przepraszam Rao:), powiało troszkę odrealnieniem. Już, spokojnie, wyjaśnia
                              > m.
                              >
                              > Łatwo jest Rao mówić o czyms, co nas nie dotyczy i nie dotyczyło, trudniej to w
                              > praktyce wdrożyc. Jasne, jesli masz do czynienia z człowiekiem myslącym podobn
                              > ie do Ciebie, którym na dodatek nie targają dzikie emocje w tym momencie, to to
                              > o czym piszesz, jest w pełni reazlizowalne. Ale nie zawsze masz taką sytuację,
                              > albo inaczej - nie kazdy ma własnie taką.
                              >
                              > Żeby nie było, ze teoretyzuję tym razem ja, wyjaśnie Ci na własnym przykładzie.
                              > Zanim udało mi się wykwaterować mojego eksmeza z domu (mojego) minął niemal ro
                              > k od czasu niedzielenia z nim już sypialni. Faktem jest, że tej sypialni eufemi
                              > cznie mówiąc nie dzieliłam wówczas z nikim innym takze. Po jego wyprowadzce za
                              > to, dośc nieoczekiwanie dla mnie samej :) zwiazałam sie uczuciowo z kimś powazn
                              > ie.
                              > Dla mnie mentalnie nie była to zadna zdrada, bo z mezerm nic mnie nie łączyło j
                              > uż od dawna ani uczuciowo, ani seksualnie. Niemniej w swietle prawa byliśmy nad
                              > al małzeństwem i zwiazanie się uczuciowe i inne z kimś byłoby rozpatrywane, jak
                              > o zdrada. Gdybym powiedziałą wówczas mojemu jeszcze mezowi :"Słuchaj, jestem z
                              > kimś, kocham go, a nas już ponad rok nic nie łączy" - to miałabym jak w banku,
                              > że wykorzystałby to przeciw mnie w sadzie:)
                              >
                              > Jakkolwiek mozesz uwazać, ze postapiłam jak swinia, nie uwazałam za rozsadne in
                              > formować jeszcze meza o moich osobistych sprawach, ba nie przyszłoby mi do głow
                              > y tłumaczyć mu się z tego.
                              *
                              To trochę inna sytuacja, bo pozew rozwodowy z separacją daje ten sygnał o jakim mówię - nic nas nie łączy, to tylko formalności i czekamy na wyrok prawny, "nas" już nie ma. Natomiast robienie na boku w związku lub bez deklaracji "ja już nie chcę z Tobą" to jest świństwo.
                              • kora3 No widze, ze masz podobne postrzeganie 11.06.12, 09:58
                                tematu, jak ja. Ale zdaj sobie sprawe, że niektórzy ludzie nie przyjmują do wiadomości nawet tak jawnej deklaracji, jak pozew.
                                Mój eksmąz jest katolikiem i guzik go obchodziło, ze podałam go o rozwód. Ponformował mnie, ze on rozwodów nie uznaje i nie zgodzi się i finał. Podczas procesu swteierdzania niewaznosci małżeństwa twierdził, a proces rozpoczał się 4 lata po rozwodzie, że on mi zdrade wybacza:)
                                • raohszana Re: No widze, ze masz podobne postrzeganie 11.06.12, 10:01
                                  kora3 napisała:

                                  > tematu, jak ja. Ale zdaj sobie sprawe, że niektórzy ludzie nie przyjmują do wia
                                  > domości nawet tak jawnej deklaracji, jak pozew.
                                  *
                                  Ale to, że ktoś nie przyjmie to nie znaczy, że nie dostał info. Jak mówię, że deszcz pada, a ktoś tego nie przyjmie to faktu, że deszcz pada, nie zmieni :) Mi cały czas chodzi o tę pewną szczerość, danie sygnału, że już nie, że zmieniło się i jest tak i tak. A co druga osoba zrobi z faktami - to już przecież nie zależy od nas.

                                  > Mój eksmąz jest katolikiem i guzik go obchodziło, ze podałam go o rozwód. Ponfo
                                  > rmował mnie, ze on rozwodów nie uznaje i nie zgodzi się i finał. Podczas proces
                                  > u swteierdzania niewaznosci małżeństwa twierdził, a proces rozpoczał się 4 lata
                                  > po rozwodzie, że on mi zdrade wybacza:)
                                  *
                                  To już jego hocki-klocki i insze takie, przecież na jego wymysły wpływu nie masz :)
                                  • kora3 Re: No widze, ze masz podobne postrzeganie 11.06.12, 10:09
                                    no w sumie racja :) jesli chodzi o taki przypadek...

                                    Ale taki zostawmy - zakończenie współzycia z kimś, separacja, pozew, to jest jasna sytuacja i jesli ktoś z powodów ideolo mówi tu o zdradzie, to już jego problem.

                                    Mówimy o zdradzie w tym sensie, ze sie zwiazku nie kończy, a sypia z kimś innym. I dobra - zgadzam się w pełni z Tobą, ze to jest nieuczciwe.
                                    Tylko znów - teoria teorią, a zycie zyciem.

                                    Jak pisałam - łatwo jest spakować walizki swoje, albo czyjes, gdy nie ma sie zobowiazań np. w postaci dzieci.
              • sabrilla Re: Raoh miła 10.06.12, 19:34
                Poradź to wszystkim facetom, którzy zdradzają swe żony. Zaraz po epitetach i w ogóle agrumentach ad personam wyjaśnią Ci, że taka zdrada to nie zdrada, a przyznanie się to żart jakiś. Więc kobiety się uczą...
                • raohszana Re: Raoh miła 10.06.12, 19:41
                  Toteż mówię dokładnie to samo facetom, jak się jakiś trafi.
                  To, że ludzie kradną to nie znaczy, że ja też muszę. Zwyczajnie lubię szczerość i uważam za ważną.
                  • sabrilla Re: Raoh miła 10.06.12, 19:59
                    To jasne. Widziałam dzisiaj na FM kilka tak cynicznych postów na temat zdradzania żon, ze opadła mi szczęka. Aż mi przyszło do głowy, żeby założyć portal tylko dla kobiet o klasycznych manewrach (vide wątek o powrocie exa) i zdradach facetów :-) Co prawda jak widać pań też to dotyczy...
                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 09:37
                    raohszana napisał:

                    > Zwyczajnie lubię szczerość i uważam za ważną.

                    Z ciekawości zapytam, w jaki sposób realizujesz tę zasadę w życiu. Czy to oznacza, że zawsze mówisz partnerowi i innym ludziom szczerze to, co myślisz?
                    • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 09:46
                      stokrotka_a napisała:

                      > Z ciekawości zapytam, w jaki sposób realizujesz tę zasadę w życiu. Czy to oznac
                      > za, że zawsze mówisz partnerowi i innym ludziom szczerze to, co myślisz?
                      *
                      Zawsze to nie, bo trzeba by gadać nieustannie i napadać ludzi jeśli tylko pojawiłaby się opinia np. na ich temat ;), ale jak pytają lub uważam, że moje zdanie powinno się w temacie pojawić i jeszcze jakieś zdanie mam na ten temat, to tak.
                      • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 09:54
                        raohszana napisał:

                        > Zawsze to nie, bo trzeba by gadać nieustannie i napadać ludzi jeśli tylko pojaw
                        > iłaby się opinia np. na ich temat ;), ale jak pytają lub uważam, że moje zdanie
                        > powinno się w temacie pojawić i jeszcze jakieś zdanie mam na ten temat, to tak.

                        Wygląda na to, że jesteś nieszczera, bo nie cała prawdę mówisz. ;-)

                        A jeśli pytają lub uważasz, że twoje zdanie powinno się w temacie pojawić, to zawsze mówisz to, co myślisz niezależnie od konsekwencji dla rozmówcy i ewentualnie innych osób "dotkniętych" szczerą prawdą?
                        • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 09:58
                          stokrotka_a napisała:

                          > Wygląda na to, że jesteś nieszczera, bo nie cała prawdę mówisz. ;-)
                          *
                          Prawdę mówię całą, ale nie zawsze mówię o wszystkim co myślę. Zwyczajnie się nie da na okrągło gadać i wszystkich informować o tym, co ich niekoniecznie interesuje - np. pani idąca obok ma zapewne w nosie moją opinię na temat jej spódnicy :P

                          > A jeśli pytają lub uważasz, że twoje zdanie powinno się w temacie pojawić, to z
                          > awsze mówisz to, co myślisz niezależnie od konsekwencji dla rozmówcy i ewentual
                          > nie innych osób "dotkniętych" szczerą prawdą?
                          *
                          Ale jakich konsekwencji na ten przykład?
                          • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 10:18
                            raohszana napisał:

                            > Prawdę mówię całą, ale nie zawsze mówię o wszystkim co myślę. Zwyczajnie się ni
                            > e da na okrągło gadać i wszystkich informować o tym, co ich niekoniecznie inter
                            > esuje - np. pani idąca obok ma zapewne w nosie moją opinię na temat jej spódnic
                            > y :P

                            Tylko ci się wydaje, że mówisz całą prawdę. ;-) I nie chodzi oczywiście o mówienie prawdy postronnej pani na ulicy..

                            > Ale jakich konsekwencji na ten przykład?

                            Po co ci przykład? Zapytałam, czy mówisz szczerą prawdę niezależnie od konsekswencji. A konsekwencją może być np. zły humor osoby dotkniętej prawdą albo jej śmierć i wiele innych skutków powmiędzy tymi dwoma przykładami.
                            • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 10:25
                              stokrotka_a napisała:

                              > Tylko ci się wydaje, że mówisz całą prawdę. ;-) I nie chodzi oczywiście o mówie
                              > nie prawdy postronnej pani na ulicy..
                              *
                              Aha, no jak wiesz lepiej to co ja się będę?

                              > Po co ci przykład? Zapytałam, czy mówisz szczerą prawdę niezależnie od konseksw
                              > encji. A konsekwencją może być np. zły humor osoby dotkniętej prawdą albo jej ś
                              > mierć i wiele innych skutków powmiędzy tymi dwoma przykładami.
                              *
                              Po to mi przykład, że o niego proszę.
                              Yep, mówię niezależnie od konsekwencji. Ludziska jakoś nawykli i nie umierają mimo wszystko.
                              • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 10:35
                                raohszana napisał:

                                > Aha, no jak wiesz lepiej to co ja się będę?

                                Wiem, że uważasz, że mówisz całą prawdę (czyli wszystko, co myślisz), ale to tylko subiektywne złudzenie. ;-)

                                > Po to mi przykład, że o niego proszę.
                                > Yep, mówię niezależnie od konsekwencji. Ludziska jakoś nawykli i nie umierają m
                                > imo wszystko.

                                A gdybyś wiedziała, że ktoś umrze w wyniku powiedzenia przez ciebie całej prawdy, to nadal powiedziałabyś zapytana?
                                • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 10:44
                                  stokrotka_a napisała:

                                  > Wiem, że uważasz, że mówisz całą prawdę (czyli wszystko, co myślisz), ale to ty
                                  > lko subiektywne złudzenie. ;-)
                                  *
                                  Jak wyżej - jak wiesz lepiej, to co ja się będę?

                                  > A gdybyś wiedziała, że ktoś umrze w wyniku powiedzenia przez ciebie całej prawd
                                  > y, to nadal powiedziałabyś zapytana?
                                  *
                                  Być może nie - wyższa konieczność jednak, jeśli mam wydać np. Chińczyka, który dostałby czapę za napisanie czegoś w necie, jednakowoż preferuję nie powiedzieć nic niż kłamać. Natomiast np. mordercę dzieci wydam bez wahania.
                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 10:54
                                    raohszana napisał:

                                    > Jak wyżej - jak wiesz lepiej, to co ja się będę?

                                    Wiem, że każdy ma złudzenia i nie ma ludzi, którzy zawsze i niezależnie od konsekwencji mówią całą prawdę. Tzn. wiedziałam, aż do dziś. ;-) Okazuje się jednak, że jesteś ideałem również w tej dziedzinie, więc niniejszym weryfikuję swoją wiedzę. ;-)

                                    > Być może nie - wyższa konieczność jednak, jeśli mam wydać np. Chińczyka, który
                                    > dostałby czapę za napisanie czegoś w necie, jednakowoż preferuję nie powiedzieć
                                    > nic niż kłamać. Natomiast np. mordercę dzieci wydam bez wahania.

                                    Gdybyś w pierwszej sytuacji została zapytana i nie odpowiedziała zgodnie ze swoją wiedzą, to nie powiedziałabyś całej prawdy. Okazuje się jednak, że nie zawsze powiedziałabyś całą prawdę. ;-) Ale idźmy dalej - czy skłamałabyś, gdyby od twojej odpowiedzi zależało życie np. muzułmanina ściganego za obrazę Allacha?
                                    • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 10:59
                                      stokrotka_a napisała:

                                      > Wiem, że każdy ma złudzenia i nie ma ludzi, którzy zawsze i niezależnie od kons
                                      > ekwencji mówią całą prawdę. Tzn. wiedziałam, aż do dziś. ;-) Okazuje się jednak
                                      > , że jesteś ideałem również w tej dziedzinie, więc niniejszym weryfikuję swoją
                                      > wiedzę. ;-)
                                      *
                                      Jak wyżej - jak wiesz lepiej to co ja się będę?

                                      > Gdybyś w pierwszej sytuacji została zapytana i nie odpowiedziała zgodnie ze swo
                                      > ją wiedzą, to nie powiedziałabyś całej prawdy. Okazuje się jednak, że nie zawsz
                                      > e powiedziałabyś całą prawdę. ;-) Ale idźmy dalej - czy skłamałabyś, gdyby od t
                                      > wojej odpowiedzi zależało życie np. muzułmanina ściganego za obrazę Allacha?
                                      *
                                      Pewno w stanach wyższej konieczności nie, natomiast szczęśliwie się nie zdarzają, rzadsze nawet niż kontratypy.
                                      W przytoczonej sytuacji - nie odpowiem Ci na to, bo to sytuacja tak z rzyci wzięta, o której bladego pojęcia nie mam i nie sądzę żeby cokolwiek dało się wtedy powiedzieć, bo nie będę mieć nic do powiedzenia.
                                      • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 11:09
                                        raohszana napisał:

                                        > Jak wyżej - jak wiesz lepiej to co ja się będę?

                                        Przecież napisałam, że wiedziałam, ale już zweryfikowałam swoją wiedzę. ;-) Od dziś wiem, że nie miałam racji i że ty nie tylko nigdy się nie usprawiedliwiasz, ale zawsze mówisz całą prawdę niezależnie od konsekwencji. Jesteś chodzącym ideałem! ;-)

                                        > Pewno w stanach wyższej konieczności nie, natomiast szczęśliwie się nie zdarzaj
                                        > ą, rzadsze nawet niż kontratypy.
                                        > W przytoczonej sytuacji - nie odpowiem Ci na to, bo to sytuacja tak z rzyci wzi
                                        > ęta, o której bladego pojęcia nie mam i nie sądzę żeby cokolwiek dało się wtedy
                                        > powiedzieć, bo nie będę mieć nic do powiedzenia.

                                        To oczywiste, że sytuacja jest czysto teoretyczna i mało prawdopodobna, ale ty przecież stwierdziłaś, że mówisz całą prawdę niezależnie od konsekwencji. Można więc założyć sytuację, w której posiadałabyś wiedzę na wagę życia i śmierci. W czasie II wojny światowej podobne ekstremalne sytuacje nie były rzadkością i ludzie musieli wybierać całą prawdę lub kłamstwo. Pyatam cię więc, czy skłamałabyś, żeby uratować komuś życie.
                                        • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 11:40
                                          stokrotka_a napisała:

                                          > Przecież napisałam, że wiedziałam, ale już zweryfikowałam swoją wiedzę. ;-) Od
                                          > dziś wiem, że nie miałam racji i że ty nie tylko nigdy się nie usprawiedliwiasz
                                          > , ale zawsze mówisz całą prawdę niezależnie od konsekwencji. Jesteś chodzącym i
                                          > deałem! ;-)
                                          *
                                          Jak wyżej - skoro Ty wiesz lepiej to co ja się będę?

                                          > To oczywiste, że sytuacja jest czysto teoretyczna i mało prawdopodobna, ale ty
                                          > przecież stwierdziłaś, że mówisz całą prawdę niezależnie od konsekwencji. Można
                                          > więc założyć sytuację, w której posiadałabyś wiedzę na wagę życia i śmierci. W
                                          > czasie II wojny światowej podobne ekstremalne sytuacje nie były rzadkością i l
                                          > udzie musieli wybierać całą prawdę lub kłamstwo. Pyatam cię więc, czy skłamałab
                                          > yś, żeby uratować komuś życie.
                                          *
                                          Ano mówię prawdę, jednakowoż nigdzie nie twierdzę, że zawsze. Tak, przepraszam, bawi mnie ta dyskusja i to jedno podpuszczenie Cię.
                                          W sytuacji wyższej konieczności - tak, prawda ma w tym wypadku mniejszą wartość niż ludzkie życie. Ale ponieważ takie sytuacje się nie zdarzyły - to nadal mówię prawdę lub nie mówię nic i stwierdzenie to jest prawdziwe. Kochamy logikę :]
                                          • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 11:55
                                            raohszana napisał:

                                            > Jak wyżej - skoro Ty wiesz lepiej to co ja się będę?

                                            No przecież po raz kolejny przyznałam się do błędu, a ty nadal tę samą płytę odtwarzasz. ;-) Jesteś po prostu chodzącym ideałem, a ja pełna podziwu dla ciebie! :-)

                                            > Ano mówię prawdę, jednakowoż nigdzie nie twierdzę, że zawsze. Tak, przepraszam,
                                            > bawi mnie ta dyskusja i to jedno podpuszczenie Cię.

                                            To prawda, nie używasz słowa "zawsze", ale stwierdzasz, że "Yep, mówię niezależnie od konsekwencji." (chodzi o szczerą prawdę). Nie użyłaś to żadnego kwantyfikatora czasowego, więc twoje stwierdzenie nie dopuszcza żadnych wyjątków. Z twoich słów wynika, że mówisz szczerą prawdę w każdej sytuacji i zawsze kiedy coś wychodzi z twoich ust lub spod "pióra".

                                            > W sytuacji wyższej konieczności - tak, prawda ma w tym wypadku mniejszą wartość
                                            > niż ludzkie życie. Ale ponieważ takie sytuacje się nie zdarzyły - to nadal mów
                                            > ię prawdę lub nie mówię nic i stwierdzenie to jest prawdziwe. Kochamy logikę :]

                                            To stwierdzenie być może jest prawdziwe, ale nie ma takiej metody, która pozwoliłaby tej prawdziwości dowieść. A zatem jest to jedynia twoja opinia. ;-)
                                            • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 12:08
                                              stokrotka_a napisała:

                                              > No przecież po raz kolejny przyznałam się do błędu, a ty nadal tę samą płytę od
                                              > twarzasz. ;-) Jesteś po prostu chodzącym ideałem, a ja pełna podziwu dla ciebie
                                              > ! :-)
                                              *
                                              Jak wiesz lepiej - to co ja się będę?

                                              > To prawda, nie używasz słowa "zawsze", ale stwierdzasz, że "Yep, mówię niezależ
                                              > nie od konsekwencji." (chodzi o szczerą prawdę). Nie użyłaś to żadnego kwantyfi
                                              > katora czasowego, więc twoje stwierdzenie nie dopuszcza żadnych wyjątków. Z two
                                              > ich słów wynika, że mówisz szczerą prawdę w każdej sytuacji i zawsze kiedy coś
                                              > wychodzi z twoich ust lub spod "pióra".
                                              *
                                              Dopuszcza. Mówię, czyli w sytuacjach w jakich bywam. Mówię oznacza stwierdzenie, że czynię tak teraz i do tej pory, jeśli już się chcesz bawić w wykładnię moich słów.
                                              Bo tak jest. Czy jednak będzie dalej? Jeśli znajdę się w sytuacji wyższej konieczności - być może nie.

                                              > To stwierdzenie być może jest prawdziwe, ale nie ma takiej metody, która pozwol
                                              > iłaby tej prawdziwości dowieść. A zatem jest to jedynia twoja opinia. ;-)
                                              *
                                              Nie ma też metody, która dowodzi, że tak nie jest. Więc mamy dwie opinie i wszyscy są z tym niepomiernie szczęśliwi, a niektórzy logiki nie kochają i o.

                                              Kurczę, aż tak lubisz gadać o moich opiniach?
                                              • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 12:19
                                                raohszana napisał:

                                                > Jak wiesz lepiej - to co ja się będę?

                                                Ja wiem tylko tyle, ile ty napisałaś. Biorę twoje słowa za prawdę i uważam cię za ideał. ;-)

                                                > Dopuszcza. Mówię, czyli w sytuacjach w jakich bywam. Mówię oznacza stwierdzenie
                                                > , że czynię tak teraz i do tej pory, jeśli już się chcesz bawić w wykładnię moich słów.
                                                > Bo tak jest. Czy jednak będzie dalej? Jeśli znajdę się w sytuacji wyższej konie
                                                > czności - być może nie.

                                                OK, ograniczmy się do takiej interpretacji. Oznacza to, że w ciągu swojego dotychczasowego życia zawsze mówiłaś szczerą prawdę. Niewątpliwie jesteś ideałem. ;-)

                                                > Nie ma też metody, która dowodzi, że tak nie jest. Więc mamy dwie opinie i wszy
                                                > scy są z tym niepomiernie szczęśliwi, a niektórzy logiki nie kochają i o.

                                                Zgadza się, mamy dwie opinie i żadnej z nich nie można obalić ani udowodnić za pomocą logiki.

                                                Niektórzy mylą własne sposób rozumowania z logiką. ;-)
                                                • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 12:30
                                                  stokrotka_a napisała:

                                                  > Ja wiem tylko tyle, ile ty napisałaś. Biorę twoje słowa za prawdę i uważam cię
                                                  > za ideał. ;-)
                                                  *
                                                  Jak wiesz lepiej - to co ja się będę?
                                                  Jeszcze Ci się nie znudziło?

                                                  > OK, ograniczmy się do takiej interpretacji. Oznacza to, że w ciągu swojego doty
                                                  > chczasowego życia zawsze mówiłaś szczerą prawdę. Niewątpliwie jesteś ideałem. ;
                                                  > -)
                                                  *
                                                  Definitywnie jeszcze Ci się nie znudziło.

                                                  > Zgadza się, mamy dwie opinie i żadnej z nich nie można obalić ani udowodnić za
                                                  > pomocą logiki.
                                                  *
                                                  Przecież ja o logice i prawdziwości logicznej stwierdzenia, a stwierdzenie się da, całkiem prosto, sprawdzić :]

                                                  > Niektórzy mylą własne sposób rozumowania z logiką. ;-)
                                                  *
                                                  Niektórzy nie zrozumieli. I nie kochają logiki.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 14:27
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Jak wiesz lepiej - to co ja się będę?
                                                    > Jeszcze Ci się nie znudziło?

                                                    Wiesz, niecodziennie spotyka się idealnych ludzi. To jak trafienie 6 w totka, a wygranymi w totka chyba nie można się znudzić. ;-)
                                                    >
                                                    > Definitywnie jeszcze Ci się nie znudziło.

                                                    Jak wyżej. ;-)

                                                    > Przecież ja o logice i prawdziwości logicznej stwierdzenia, a stwierdzenie się
                                                    > da, całkiem prosto, sprawdzić :]

                                                    Stwierdzenie oparte jest być może na fałszywym założeniu, więc najpierw sprawdź założenie, a potem będziemy stosować logikę. ;-)

                                                    > Niektórzy nie zrozumieli. I nie kochają logiki.

                                                    Masz rację, niektórzy nie kochają logiki, ale kochają swoje idealne cechy. ;-D
                                                  • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 14:59
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Stwierdzenie oparte jest być może na fałszywym założeniu, więc najpierw sprawdź
                                                    > założenie, a potem będziemy stosować logikę. ;-)
                                                    *
                                                    A co ma do rzeczy na czym oparte założenie? Akurat w pewnym przypadku fałsz daje prawdę :)

                                                    > Masz rację, niektórzy nie kochają logiki, ale kochają swoje idealne cechy. ;-D
                                                    *
                                                    Bardzo to miło, że się kochasz, ale mnie to nie interesuje. Tak samo jak nie interesuje mnie Twoja opinia na mój temat.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 15:19
                                                    raohszana napisał:

                                                    > A co ma do rzeczy na czym oparte założenie? Akurat w pewnym przypadku fałsz daj
                                                    > e prawdę :)

                                                    Masz rację, jeśli w zdaniu warunkowym założenie to fałsz, a teza jest prawdziwa, to całe zdanie jest prawdziwe. Jest jednak pewne małe ale - twoje stwierdzenie nie ma charakteru zdania warunkowego, do którego można zastosować logiczną zasadę zdania warunkowego. ;-)

                                                    Przypomnę, co napisałaś: "Ano mówię prawdę, jednakowoż nigdzie nie twierdzę, że zawsze. Tak, przepraszam, bawi mnie ta dyskusja i to jedno podpuszczenie Cię.
                                                    W sytuacji wyższej konieczności - tak, prawda ma w tym wypadku mniejszą wartość niż ludzkie życie. Ale ponieważ takie sytuacje się nie zdarzyły - to nadal mówię prawdę lub nie mówię nic i stwierdzenie to jest prawdziwe. Kochamy logikę :]"

                                                    Krótko mówiąc, prawdziwość swojego stwierdzenia opierasz na własnej opinii o swojej prawdomówności. Chyba zdajesz sobie sprawę, że w tym nie ma logiki w sensie naukowym, tylko dobre mniemanie o sobie samej. ;-)

                                                    > Bardzo to miło, że się kochasz, ale mnie to nie interesuje. Tak samo jak nie in
                                                    > teresuje mnie Twoja opinia na mój temat.

                                                    To nie ja twierdzę, że jestem ideałem. ;-)
                                                  • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 15:28
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    No dobra, śmisznie było, ale mi się znudziło. Któreś prawo o czymś mówi i trzeba to zastosować do właściwego stwierdzenia, zawierającego elementy takie jak spójniki i zdania. Reszta ich zwyczajnie nie ma.

                                                    > To nie ja twierdzę, że jestem ideałem. ;-)
                                                    *
                                                    Ty twierdzisz, że ja jestem ideałem. Nie interesuje mnie Twoja opinia na mój temat. Daruj sobie, bo to się zrobiło nudne już w tamtym wątku. Być może Ciebie to bawi, ale mnie przestało. Nie, nie dam się sprowokować do argumentów ad personam w stosunku do Ciebie.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 15:35
                                                    raohszana napisał:

                                                    > No dobra, śmisznie było, ale mi się znudziło. Któreś prawo o czymś mówi i trzeb
                                                    > a to zastosować do właściwego stwierdzenia, zawierającego elementy takie jak sp
                                                    > ójniki i zdania. Reszta ich zwyczajnie nie ma.

                                                    Trzeba, trzeba, ale żeby to prawo zastosować, to trzeba mieć to właściwe zdanie z odpowiednimo spónikami. ;-)

                                                    > Ty twierdzisz, że ja jestem ideałem. Nie interesuje mnie Twoja opinia na mój te
                                                    > mat. Daruj sobie, bo to się zrobiło nudne już w tamtym wątku. Być może Ciebie t
                                                    > o bawi, ale mnie przestało. Nie, nie dam się sprowokować do argumentów ad perso
                                                    > nam w stosunku do Ciebie.

                                                    Ja tylko nazywam to, co ty piszesz o sobie. ;-) A co do ulegania prowokacji, to myślę, że ciężko byłoby ci w odpowiedzi napisać, że je jestem w jakimś zakresie idealna, bo ja nic takiego o sobie nie napisałam. ;-D
                                                  • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 15:40
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Trzeba, trzeba, ale żeby to prawo zastosować, to trzeba mieć to właściwe zdanie
                                                    > z odpowiednimo spónikami. ;-)
                                                    *
                                                    Jest. Całe jedno.

                                                    > Ja tylko nazywam to, co ty piszesz o sobie. ;-)
                                                    *
                                                    Nie interesuje mnie Twoje nazywanie tego co ja piszę.

                                                    >A co do ulegania prowokacji, to
                                                    > myślę, że ciężko byłoby ci w odpowiedzi napisać, że je jestem w jakimś zakresi
                                                    > e idealna, bo ja nic takiego o sobie nie napisałam. ;-D
                                                    *
                                                    Nie zrozumiałaś. Argument ad personam może przybierać różną formę.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 15:49
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Jest. Całe jedno.

                                                    Zacytuj. ;-)

                                                    > Nie interesuje mnie Twoje nazywanie tego co ja piszę.

                                                    A czy ja gdzieś napisałam, że ciebie powinno to interesować? ;-)

                                                    > Nie zrozumiałaś. Argument ad personam może przybierać różną formę.

                                                    Może, ale założyłam, że sprowokowana odpłaciłabyś mi pięknym za nadobne, czyż nie? ;-)
                                                  • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 16:00
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Zacytuj. ;-)
                                                    *
                                                    Nie. W tym cała frajda - ja wiem gdzie to jest :]

                                                    > A czy ja gdzieś napisałam, że ciebie powinno to interesować? ;-)
                                                    *
                                                    A czy ja gdzieś piszę, że napisałaś, że powinno mnie to interesować? Powstrzymaj się, proszę, od nazywania, zachwycania czy tam czegokolwiek na mój temat i trzymaj się proszę dyskusji forumowych, a nie zaczynaj o mnie. Jeśli jesteś tak ciekawa mojej osoby, że koniecznie chcesz wypytywać, zachwycać się i rozkładać moje kodeksy moralne na czynniki pierwsze - zapraszam na priv.

                                                    > Może, ale założyłam, że sprowokowana odpłaciłabyś mi pięknym za nadobne, czyż n
                                                    > ie? ;-)
                                                    *
                                                    Nie zakładaj, z łaski swojej, niczego na mój temat ani na temat mojego postępowania. Nie doszukuj się rzeczy, których nie ma w tekście pisanym, wykładnia językowa, interpretacja dosłowna. Dziękuję.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 16:18
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Nie. W tym cała frajda - ja wiem gdzie to jest :]

                                                    Ja wiem, że ty wiesz, ale ja nie wiem. Mogłabyś się podzielić swoją wiedzą. ;-)


                                                    > A czy ja gdzieś piszę, że napisałaś, że powinno mnie to interesować?

                                                    A czy ja gdzieś napisałam, że ty coś takiego napisałaś? Ja tylko zadałam pytanie. ;-D

                                                    > Powstrzyma
                                                    > j się, proszę, od nazywania, zachwycania czy tam czegokolwiek na mój temat i tr
                                                    > zymaj się proszę dyskusji forumowych, a nie zaczynaj o mnie. Jeśli jesteś tak c
                                                    > iekawa mojej osoby, że koniecznie chcesz wypytywać, zachwycać się i rozkładać m
                                                    > oje kodeksy moralne na czynniki pierwsze - zapraszam na priv.

                                                    Wybacz, ale to ty sama przedstawiasz się w tak idealnym świetle na forum publiczny, że trudno przejść obok tego obojętnie. ;-) Gdybyś swoje zalety wychwalała na privie, to ja nie odnosiłabym się do nich tu na forum. ;-)

                                                    > Nie zakładaj, z łaski swojej, niczego na mój temat ani na temat mojego postępow
                                                    > ania. Nie doszukuj się rzeczy, których nie ma w tekście pisanym, wykładnia języ
                                                    > kowa, interpretacja dosłowna. Dziękuję.

                                                    Wybacz, ale czynienie założeń w obliczu braku "dowodów" jest rzeczą normalną i nieuchronną. Nie chciałam, by moje założenie w stosunku do ciebie miało charakter negatywny, ponieważ kolidowałoby to z tym idealnym obrazem, który niechcący "namalowałaś". ;-)
                                                  • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 16:39
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Ja wiem, że ty wiesz, ale ja nie wiem. Mogłabyś się podzielić swoją wiedzą. ;-)
                                                    *
                                                    Może.

                                                    > A czy ja gdzieś napisałam, że ty coś takiego napisałaś? Ja tylko zadałam pytani
                                                    > e. ;-D
                                                    *
                                                    Tak samo zapytuję i ja.

                                                    > Wybacz, ale to ty sama przedstawiasz się w tak idealnym świetle na forum public
                                                    > zny, że trudno przejść obok tego obojętnie. ;-) Gdybyś swoje zalety wychwalała
                                                    > na privie, to ja nie odnosiłabym się do nich tu na forum. ;-)
                                                    *
                                                    To Ty wypytujesz o mnie i to Ty mną się zachwycasz. Ja się nie zachwalam. Skończ już proszę z tematem mnie.

                                                    > Wybacz, ale czynienie założeń w obliczu braku "dowodów" jest rzeczą normalną i
                                                    > nieuchronną. Nie chciałam, by moje założenie w stosunku do ciebie miało charakt
                                                    > er negatywny, ponieważ kolidowałoby to z tym idealnym obrazem, który niechcący
                                                    > "namalowałaś". ;-)
                                                    *
                                                    Jakich dowodów? Jeśli czegoś w tekście nie ma to znaczy, że tego nie ma, a nie trzeba robić założenia. Wykładnia dosłowna, językowa, tylko to, co napisane.
                                                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 16:48
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Może.

                                                    No to poproszę. ;-)

                                                    > Tak samo zapytuję i ja.

                                                    Tak, teraz zapytujesz, ale przypomnę, że moje pytanie wzięło się z twojego twierdzenia a nie pytania. ;-)

                                                    > To Ty wypytujesz o mnie i to Ty mną się zachwycasz. Ja się nie zachwalam. Skońc
                                                    > z już proszę z tematem mnie.

                                                    Ja cię wypytuję jedynie w następstwie twoich stwierdzeń o twoich idealnych cechach. Chcę po prostu upewnić się, że jesteś ideałem, bo nie chcę zachwycać się na podstawie założeń. ;-) I z radoscią przyznaję, że mimo krzyżowego ognia pytań nadal jesteś ideałem, więc spokojnie mogę kontynuować swój zachwyt. ;-D

                                                    > Jakich dowodów? Jeśli czegoś w tekście nie ma to znaczy, że tego nie ma, a nie
                                                    > trzeba robić założenia. Wykładnia dosłowna, językowa, tylko to, co napisane.

                                                    Kochana, nidgy nie mamy pełnej wiedzy o rozmówcy czy nawet najbliższej osobie, więc czynimy założenia. Ja żałożyłam, że ty nie zniżyłabyś się do negatywnych rzeczy, co nie oznacza, że moje założenie musi być prawdziwe. ;-)
                                    • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 11:02
                                      Chociaż wiesz co? Jeśli mnie by zapytali "Czy on obraził Allaha?" to odpowiem zgodnie z prawdą, że nie - jak można obrazić kogoś, kto być może nie istnieje? Całkowicie zgodna z prawdą odpowiedź na tak postawione pytanie :]
                                      • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 11:18
                                        raohszana napisał:

                                        > Chociaż wiesz co? Jeśli mnie by zapytali "Czy on obraził Allaha?" to odpowiem z
                                        > godnie z prawdą, że nie - jak można obrazić kogoś, kto być może nie istnieje? C
                                        > ałkowicie zgodna z prawdą odpowiedź na tak postawione pytanie :]

                                        Wybrałaś łatwą opcję. ;-) A co jeśli pytanie brzmiałoby: "Czy wiesz, gdzie przebywa poszukiwany X?"? Załóżmy, że wiesz, gdzie przebywa i wiesz, że jak go znajdą, to będzie po nim.
                                        • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 12:11
                                          stokrotka_a napisała:

                                          > Wybrałaś łatwą opcję. ;-) A co jeśli pytanie brzmiałoby: "Czy wiesz, gdzie prze
                                          > bywa poszukiwany X?"? Załóżmy, że wiesz, gdzie przebywa i wiesz, że jak go znaj
                                          > dą, to będzie po nim.
                                          *
                                          A muszę odpowiedzieć? Bo nie sądzę żeby rasowi muzułmanie zapytywali zachodniego agnostyka, chronionego innym prawem.
                                          • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 12:22
                                            raohszana napisał:

                                            > A muszę odpowiedzieć? Bo nie sądzę żeby rasowi muzułmanie zapytywali zachodnieg
                                            > o agnostyka, chronionego innym prawem.

                                            Nie musisz. ;-) A co inne prawo ma do tego? Przecież mogłabyś przebywać na wycieczce w kraju muzułmańśkim i podlegałbyś wtedy prawu lokalnemu. Puść wodze fantazji! ;-)
                                            • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 12:31
                                              Prawo lokalne nie pyta nie-muzułmanów, bo to z urzędu kłamliwe istoty i na świadków się nie nadają.
                                              Anyway, stan wyższej konieczności mamy załatwiony.
                                              • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 14:30
                                                raohszana napisał:

                                                > Prawo lokalne nie pyta nie-muzułmanów, bo to z urzędu kłamliwe istoty i na świa
                                                > dków się nie nadają.

                                                Śmiem wątpić. ;-)

                                                > Anyway, stan wyższej konieczności mamy załatwiony.

                                                Mamy, ale tylko w przypadku żcia lub śmierci? A gdyby w grę wchodziło narażenie kogoś na poważne problemy zdrowotne, takie które rujnują życie, też powiedziałabyś szczerą prawdę?
              • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 09:11
                raohszana napisał:

                > Zrobiła pani co chciała, tak? Tak. I spoko, niech tylko będzi
                > e uczciwa i rzeknie swemu mężu jak było - weźmie odpowiedzialność za swój czyn,
                > na który się świadomie zdecydowała.
                > Nie wiem, to takie trudne, być odpowiedzialnym?

                Jeśli ta pani doszła do wniosku, że chce rozstać się z mężem, to powinna mu powiedzieć, ale jeśli miałby powiedzieć tylko po to, żeby prawda ujrzała światło dzienne, to niech lepiej 2 razy się zastanowi zanim coś powie.
                • raohszana Re: Raoh miła 11.06.12, 09:17
                  Heh, dwa razy mogła się przed zdradą zastanowić ;)
                  W sumie nie wiada co postanowiła i co tam między nimi jest, ale jeśli postanowiła, że w razie następnego "chce mi się" pójdzie do innego niż mąż to winna mężu powiedzieć.
                  • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 09:31
                    Możliwe, że przed zdradą zastanowiła się 2 razy. A może nie zastanowiła się. Nie wiemy tego i jest to mało ważne w tej chwili, ponieważ przeszłości nie można zmienić. Teraz jednak ma jeszcze czas, by zdecydować, czy powiedzieć mężowi i zaserwować mu cierpienia zdradzonego samca.
                      • stokrotka_a Re: Raoh miła 11.06.12, 09:44
                        Uważam, że nie ma prostego wzoru, z którego można wyliczyć, kiedy mówić a kiedy nie. Oczywiście, najprościej byłoby mówić zaraz po pierwszym razie albo jeszcze przed, ale taka prosta zasada jest dobra na papierze, a nie w życiu.
    • light_in_august Re: "Przespałam sie z kolegą" 10.06.12, 19:00
      Ani mnie takie info ziębi, ani grzeje. Za dużo też widziałam podobnych historii w przeróżnych konfiguracjach i z przeróżnych przyczyn, żeby oceniać.
      Koleżanka jest dorosła, kolega koleżanki zapewne też. Ich decyzja. Jeśli tak się dogadali i było fajnie, to świetnie, cieszę się ich radością ;)
      Natomiast jeśli mąż koleżanki (ew. żona kolegi) się dowie, to już tak wesoło nie będzie i cena za taki wyskok może okazać się za wysoka.
                • kora3 Józiu posłuchaj :) 11.06.12, 13:25
                  Ponownie sie z Tobą zgodze - zwykle w zdradzie nie ma nic zabawnego, szczególnie dla osoby zdradzonej, nierzadko też - dla tej, która zdradzi, bo bywają zdrady rózne konsekwencje.

                  Uwazam też, ze masz prawo do swego podejscia do zdady (w swoim wykonaniu, w wykonaniu twej partnerki). JAko, ze jesteś mało doswiadczony i młody jeszcze człowiek, to ci coś zdradę - rzadko w zyciu jest tak, że jakieś zjawisko społeczne ma tylko jeden aspekt.

                  I wielce podobnie bywa ze zdradami. Nie jest tak, ze zawsze i kazdy zdradza bo poszukuje innych, lepszych, nowych doznań w łozku.
                  Czesto łozko bywa tylko konsekwencją zdrady psychicznej, zblizenia sie z inną osobą na poziomie uczuć i emocji. Nie, nie usprawiedliwiam zdrady teraz, zebyś mnie dobrze pojął - po prostu uswiadamiam Ci, ze nie zawsze chodzi tu o łozkowe doznania.
        • kora3 Józiu, tyś zawsze taki patetyczny jest ?:) 11.06.12, 13:06
          owszem, nie jest to nic miłego zostać zdradzonym/ną wiem coś o tym. ale czy to zaraz tragedia to bym polemizowała. Tragedia to jest wtedy, jak człowiek albo jego bliski zachoruje ciezko, kaleką zostanie itd. Czasem to, ze ktoś zdradzi wychodzi zdradzonemu na dobre, ale fakt, o tym się człowiek przekonuje zwykle po jakimś czasie, a zdrada boli
                • kora3 Re: No to się wyjątkowo zgadzamy :) 11.06.12, 13:35
                  no i własnie tego typu teksty tchną mi patetyzmem ....

                  Nie, wcale tak nie rozpatrujesz tego. Jest to czasem ruina zycia w tym momencie, bo albo kończy to zwiazek, a to jest trudne, jesli się kogoś kocha, albo powoduje całkoufania, a bycie w zwiazku z kimś komu sie nie ufa to nie życie.

                  Jednakowoż daleka byłabym od rozpatrywania rozpadu zwiazku w kategoriach tragedii.
                        • kora3 Re: Kobieta, która zdradziła dla mnie będzie... 12.06.12, 07:23
                          josef_to_ja napisał:

                          > Ale nie z własnej winy


                          Owszem ... Tylko rodzi sie pytanie: czy Ty chcesz kobiete nie po przejsciach, czy moze być z przejsciami ale nie z własnej winy? :) Po prostu sie sam dla siebie okresl ...

                          I wcale to nie było prześmiewcze. Dośc czesto z tego co piszesz uzywasz okreslenia "po przejsciach" w stosunku do kobiet, w odnoiesieniu np. do liczby ich partneró seksualnych. Wolno ci, tylko nieco zaciemnia to obraz Twej postawy.

                          Jakieś doswiadczenia zyciowe (niekoiniecznie seksualne) są całkowitą normalnością w zyciu kazdego człowieka z biegiem lat. To są tzw. przejscia:) - jedne na miare danego czasu bardziej traumatyczne, inne mniej. I różnie one wpływają na psychikę i postawe człowieka.

                          I mozna rzecz jasna przyjąc sobie dowolne kryterium akceptacji, czy jej braku kogoś na miejscu swego partnera/rki z racji doswiadczeń tego kogoś (niekoniecznie na polu seksualnym). Ale trzeba sobie też zdawać sprawe z tego, że czasem jakieś "przejscie" niezawinione przez człowieka wcale, powoduje w nim traumę, która odciska się pietnem na czyjeś psychice. W przypadku osob zdradzonych najczesciej jest to spadek poczucia własnej wartosci zwykle. I róznie bywa - czasem na krótko, czasem na dłuzej, a czasem już na zawsze. Niektórzy ludzie przenoszą frustracje i leki z takigo zwiazku zakończonego zdradą, na kolejne relacje z płcią przeciwną. I np. bywają nieludzko podejrzliwi, chorobliwie zazdrośni, choć w obecnym zwiazku brak jest ku temu logicznych podstaw.

                          Tak na serio Józiu, to bez względu na to, co u kogoś wywołało traumę, najlepiej jest w kolejny zwiazek wejsc wówczas, gdy trauma już jest przynajmniej zaleczona, o ile nie wyleczona. Tylko, ze to jest dobra teoria i fajnie, jesli komuś tak sie splecie życie, ale bywa, że sie w taką nową relację wchodzi ze swiezą raną patetycznie mówiąc. I to potem rzutuje nań niestety, wiem coś o tym
                          • josef_to_ja Re: Kobieta, która zdradziła dla mnie będzie... 12.06.12, 13:21
                            Zgadzam się z Tobą jak najbardziej. Jasne, że zdradzona kobieta może mieć traumę, może też inaczej patrzeć na facetów i tego się obawiam. Jakaś kobieta z zaniżoną samooceną po zdradzie może już nie szukać kolejnego przystojniaka, bo się boi że znowu zdradzi, więc może wybrać mnie. W innym przypadku by mnie nie chciała, a sorry ja nie chcę takiej panny, która mnie wybiera kierując się również takimi kryteriami. Chce kobiety, która będzie widzieć we mnie ciacho i będzie o mnie zazdrosna itp.
                            A co do zdrad - może sam zdradzę kiedyś, nie wiem tego, nie zapiera się, ale wtedy już pewnie będę niezbyt młody, brzydki, łysawy, brzuchaty i wąsaty i nie będę miał nic do stracenia. Teraz jestem jeszcze idealistą
      • sabrilla Wow 10.06.12, 23:25
        Co za ulga! Z twoich postów na KF i FM taki macho wyglądał... Oj, jaki! Tyle, że żaden by takim tekstem by nie walnął. Nawet-"och jakie to ja mam poczucie humoru"-koleś. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie dowcipkowłaby (o jakie słowo-pole do popisu dla ciebie) z dzieci, a zwłaszcza z własnych płci dowolnej. Z facetem to ty masz niewiele wspólnego.