hella1
23.06.04, 09:51
co myslicie o tym?
skonczylam lat 35, za soba kilka mniej lub bardziej udanych zwiazkow. jakos
przestalam sie ludzic ze uda mi sie zwiazac kolejny raz na stale. z moja
samodzielnoscia sie oswoilam, ale zawsze pragnelam dziecka, oczywiscie
najlepiej planowane w udanym malzenstwie ale sie nie poukladalo wiec
coz....ale czy przez to mam sie wyrzec na zawsze macierzynstwa?
aktualnie mam kogos "na dochodne". mezczyzna zonaty. nie jest z zona ale sie
nie rozwodzi bo zona nie chce rozwodu a jemu nie chce sie szarpac w sadzie.
spotykamy sie,darzymy cieplymi uczuciami, jest dobrze, lubimy sie,
przyjaznimy, i taki uklad nam wystarcza. ja finansowo dobrze sobie radze
wiec mysle ze stac by mnie bylo na wychowanie wytesknionego dziecka bez
nadmiernego obciazania innych(jego). moze kiedys uloze sobie zycie z Kims,
ale co do dziecka -moj czas na mysleznie ze "dziecko to moze kiedys w
przyszlosci jak sie pouklada...." sie skonczyl, nie chce zmarnowac swojej
szansy. lekarz gin. powiedzial mi wprost-nie ma co czekac,jesli tylko jest
dawca a pani chce miec dziecko,to jak najszybciej. wiec chce "zaciazyc" z
kochankiem,po prostu,z rozsadku. myslicie, ze w takiej sytuacji jak opisalam
zrobilabym dziecku wielka krzywde jego poczeciem?