kora3
13.06.12, 11:03
"Nedzników" i "Anne Kareninę"?:)
Tak pytam przy okazji bardzo burzliwych dyskusji o zdradzie i kradzieży ...
Wiekszosc czytała albo ogladała - a przewaznie pewnie jedno i drugie. I cóż my tu mamy?
Mamy złodzieja i puszczalską żonę:) albo co czesciej jest bez porówniania odczuciem czytelnika/widza: biednego człowieka w skrajnej sytuacji kradnącego z głodu i nieszczesliwą kobiete nie mogącą sie wymiskować z ukłądu z mezem, uwiedzioną przez innego i w nim zakochaną.
Ale co jest prawdą? Jaka ona jest? Obiektywnie mamy złodzieja - tak nazywamy kogoś przywłaszczającego sobie cudzą własnosc i puszczalską zonę - tak postrzegamy kobiete zamezną sypiającą z kimś innym.
A;e hola, my czytelnicy, widzowie, ludzie mamy prawo jeszcze do oceny subiektywnej. No i sobie oceniamy, znając takie, czy inne szczegóły - róznie.
Mamy prawo uznawać głodnego kradnącego chleb za złodzieja, mamy prawo uznawać niewierną zonę za puszczalską i to bez wzgledu na okolicznosci. Ale mamy też prawo do uznania, ze jakieś okolicznosci łagodzace istnieją i o dziwo, tak własnie wobec bohaterów tych powiesci z reguły uznajemy...
Pytanie brzmi: dlaczego wobec fikcyjnych (acz realistycznie przedstawionych) okolicznosci zwykle znajdujemy te łagodzace jesli są, a wobec realnych ludzi - nie?