jazzify
02.07.12, 19:29
Dziś dostałam wynagrodzenie za nadgodziny które ostatnio ćwikałam razem z koleżanką. Koperty do ręki i zdziwko. Koleżanka dostała tyle ile powinna, ja dostałam praktycznie trzy razy więcej. Idę do przełożonej celem wyjaśnienia. Przełożona mota się w tłumaczeniach, bez składu i ładu mówi, że to wyrównanie za bóg wie co i że nic tylko się cieszyć bo reszta pracowników też jest tak rozliczana. A gucio. Są dwie osoby w firmie które dostają X na umowę, resztę w kopercie bo tak się umawiały. Reszta ma gołą wypłatę i nadgodziny (jeśli są) rozliczane zgodnie z tym ile wypracowały. Premia uznaniowa to nie jest jak sądzę bo premii w mojej garażówce nie ma. Wyrównywać też mi nie mieli czego. Okazuje się jednak, że Preziu nie jest mocny w matematyce i zdarza mu się dokonywać wypłat tylko sobie znanymi rozliczeniami. Tej za mało, tej za dużo. Nieistotne, że na umowie jak wół stoi jakaś sztywna kwota. Co mam zrobić. Iść do Prezia i mu oddać te pieniądze? Iść do Prezia po wyjaśnienie skąd taka, a nie inna kwota? Nie iść i zlać temat?