jeriomina
20.08.12, 13:09
Dwa lata temu zapraszał mnie na randki koleś, który miał narzeczoną, sprawa oficjalna, wąskie specjalistyczne środowisko (artyści :P), wszyscy się znają (a ja też byłam wtedy jeszcze mężatką!). W pracy jak mnie spotykał rzucał się z jakimiś uściskami i buziakami na mnie. Rok temu się ożenił, przykładny z niego pan. Śmiechu warte.
Kolejny przypadek - w grudniu ni z tego ni z owego napisał do mnie jeden koleś. Znałam go na "cześć" ze studiów, jak wielu jemu podobnych. Napisał do mnie nagle późnym wieczorem fb, z pytaniem czy mam ochotę na niezobowiązujący seks z nim, zapewnia mi pełną dyskrecję. Wysłałam go na drzewo. Dzisiaj patrzę - o zgrozo ślub wziął na dniach jakoś.
Współczuję tym żonom, narzeczonym, dziewczynom. Mają naprawdę super gości !!! Pozazdrościć i czołem bić. Noż k***a.
Wiem, nie zadałam pytania. No ale o co tu pytać. Korciło mnie, żeby tę sprawę ruszyć, bo korespondencję mam cały czas zarchiwizowaną ale wedle przysłowia nie rusz g... itd. nie będę niczego robić. Poza napisaniem tu, na forum.