Dodaj do ulubionych

matki vs bezdzietne panny

24.10.12, 15:31
"Występuję tutaj przeciw Pani twierdzeniu, że panny na równi z mężatkami powinny być traktowane.
Nie. Mężatkę-matkę otacza, że tak powiem, nimb świętości macierzyństwa i to skłania wszystkich do oddawania należnego jej szacunku i czci. Pannę, za jej wartości moralne i intelektualne, trzeba szanować, ale czcić tylko mężatkę-matkę chociażby to było "pierwsze lepsze gąsiątko"."
Cytat powyższy pochodzi z listu zamieszczonego w polskim czasopiśmie (dość postępowym) z 1936 roku.
Mam jednak wrażenie, że ta opinia jest żywa w naszym społeczeństwie także i dzisiaj. Przykładem niech będzie to oto zdanie, znalezione dziś przede mnie na tym forum:
"Cóż, bezdzietne stare panny często mają obsesje związane z cudzą ciążą:/"

To ciekawe, że nasza mentalność zmieniła się w tak wielu dziedzinach, ale brak dziecka (i męża/partnera) często jest postrzegane jako życiowa porażka.
A może każdą matkę-mężatkę faktycznie otacza jakiś "nimb świętości"?
Obserwuj wątek
    • berta-death Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 15:36
      Zawsze myślałam, że to bezdzietni panowie w średnim wieku i panie po menopauzie, często całkiem dzietne, najgorliwiej interesują się zawartością cudzych brzuchów. I to większym zainteresowaniem darzą brzuchy puste niż pełne. A singli to by na stosach palili.
      • tanebo Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 15:41
        Poczekaj aż PiS przeforsuje aborcję. Doczekasz się i stosów dla singli.
        • mm969696 Re: matki vs bezdzietne panny 25.10.12, 13:23
          chciałeś powiedzieć PiS razem z PO
      • anais_pl Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 15:43
        O, też zwróciłam uwagę na ten cytat. Można by odpowiedzieć, niestety: "i vice versa".
        Zwykle takie dyskusje kończą się tutaj wzajemną pyskówką.
        Szkoda, że kobiety traktują siebie w taki sposób. Więcej tolerancji!!
      • allatatevi1 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:24
        wiesz, jak zobaczysz kto rzucił tekst zacytowany przez raka słodkowodnego... to stwierdzisz że ten trop związany z menopauzą jest chyba właściwy ;-)
    • kora3 Bo ja wiem ... 24.10.12, 15:42
      Raczej nie dostrzegam we współczesnym społęczeństwie takiego zjawiska.
      Ani na polu prywatnym, ani tym bardziej - zawodowym.
      Jasne, dzieciate kobiety mają pewne przywileje zwiazane z tym, ze są matkami (zwolnienie na opiekę nad dzieckiem, macierzyńskie, wychowawcze itd.), ale korzystają z tego, jak widzę z reguły na miare mozliwosci u pracodawcy, czy własnych.
      Owszem kilka razy miałam okazję spotkać się z sytuacjami, kiedy to czy matka, czy pracodawca w stosunku do kobiety bezdzietnej był roszczeniowy i np. dokłądał jej oboiwiazków, "bo pani nie ma dzieci", ale to raczej wyjątki.

      Myslę, że doszkuwanie sie jakiegoś specjalnego traktowania czy to z pozycji matki, czy osoby bezdzietnej wynika z mentalności doszukującego sie na ogół.
      • 10iwonka10 Re: Bo ja wiem ... 24.10.12, 16:13
        >>>kiedy to czy matka, czy pracodawca w stosunku do kobiety bezdzietnej był roszczeniowy i np. dokłądał jej oboiwiazków, "bo pani nie ma dzieci", ale to raczej wyjątki. >>

        I w dzisiejszych czasach poprawnosci politycznej to juz chyba dyskryminacja.

        Ogolnie rzecz biorac mysle ze wszystko zalezy od osoby- Pamietam moja pierwsza prace czasem trzeba bylo zostac dluzej bo bylo tak duzo do zrobienia ( zespol byl mieszany kobiety majace dzieci i nie majace) i nigdy nie bylo problemow kazda jakos sobie organizowala czas i opieke na dzieckiem.

        Natomiast mam wrazenie ze jest taka grupa leniuchow z natury ktore szukaja roznych wymowek aby sie za bardzo nie przemeczac. Ja zauwazylam pewna prawidlowosc w Anglii kobiety majace dzieci w 99% pracuja na pol etatu... dzieci dorastaja,wyprowadzaja sie....a one dalej pracuja na pol etatu. Nie chce im sie pracowac na pelen etat bo przyzwyczaily sie do wiekszego luzu.A pozniej straszne biadolenia w gazetach ze kobiety maja takie male emerytury.....
        • kora3 Re: Bo ja wiem ... 24.10.12, 16:21
          no jasne, ze jak ktoś tak uwaza, top dyskryminacja, ale jak wspomniałaś ja - wypadki rzadkie, a jak słusznie zauwazyłąś Ty - zalezy od osoby ( i pracodawcy i pracownika, czy sobie na to pozwoli).

          Nie czuję się kompetentna oceniac ludzi po tym co robią ze swoim życiem i czasem.
          Zauwazayłam też, że i inni nie oceniają ludzi po dzietności i czasie spedzanym etatowo (czy inaczej w pracy), ale od tej reguły są wyjątki. Zwykle negatywnie sa oceniane osoby, które mając dzieci nie zsjmują się nimi, olewają, zaniedbują, czy nie umieją ich utrzymać
          • 10iwonka10 Re: Bo ja wiem ... 24.10.12, 16:35
            >>>Nie czuję się kompetentna oceniac ludzi po tym co robią ze swoim życiem i czasem. >>>

            Ja tez bynajmniej nie oceniam kazdy robi ze swoim czasem i zyciem co chce , natomiast irytuje mnie taka wlasnie roszczeniowa postawa- nie mozna oczekiwac wysokiej emerytury jesli sie na nia nie zapracowalo.
            • kora3 Re: Bo ja wiem ... 24.10.12, 16:45
              no to prawda, podobnie jak przedłużenia umowy o pracę, gdy się przez 2/3 okresu próbnego było na wolnym, awansu czy nagrody w podobnej sytuacji.

              MAsz rację - jest pewna grupa kobiet, które z założenia idą na zwolnienie w czasie ciąży, czy blokują zachodząc w kolejne ciąże na wychowawczym miejsca pracy. Potem sie dziwimy, że pracodawcy niechętnie przyjmują do pracy kobiety w wieku rozrodczym. A niestety bywa, nierzadko, że niechetnie. Tych kobiet wcale nie jest taka duża grupa ale jest i robi krecią robote innym. Nie mówię o zwolnieniach w ciązy, gdy są konieczne, ale o zwolnieniach "na ciąże" bo tak się komuś chce
        • kochanic.a.francuza Re: Bo ja wiem ... 25.10.12, 17:35
          Ale to nie od tych kobiet zalezy tylko od rynku pracy. Umowy sa tak konstruowane, ze kobiecie oferuje sie porzadne godziny jak za full etat, a place jak za pol.
          POza tym ktos musi dom ogarnac, a mezczyzni maja to w powazaniu, a nawet jak nie maja to i tak wczesnie z pracy nie wroca. i nikt nic jeszce na to niw wymyslil.
          • kora3 Wiesz, Kochanico 25.10.12, 22:38
            Uważam, że takie podejście, ze to tylko od kobiet oczekuje się pracy na cały etat, a płąci za pół to za duże uogólnienie. Choćby na tym forum mozna przeczytać czasem, jak wiele kobiet uwaza, ze facet zarabiający 3 tys. złotych, to już nieźle zarabiający, a to oznacza, że średnia płaca w wykonaniu panów (nie mam na mysli stażystów i dorabiających studentów - żeby jasnośc byłą) wcale nie jest taka świetna. Należy zatem przyąjc, ze albo się opierniczają ci panowie, albo im za mało płącą w stosunku do wkłądu pracy, czyli dokładnie tak samo, jak kobietom, o których piszesz.

            Nie wykluczam, że jednak jest czasem tak z paniami w pracy, jak piszesz, ale też wcale nie zawsze. W admoinistracji np. samorządowej są widełki płacowe zalezne nie od płci, a od stanowiska pracy i zwyczajnie NIE MOZNA płacić komukolwiek mniej niż z nich wynika. tak bywa też w prywatnych firmach. W mej branży to ile sie zarabia zalezy od tego ile sie faktycznie robi - tu płec też nie ma znaczenia.

            Natomiast co do panów nie kwapiących się do domowych prac- no wiesz, jak ktoś sobie bierze takie cudo na kark, to sam, a raczej sama jest sobie winna. Jasne - sa rózne sytuacje i teraz kiedy mój facet cały roboczy tydzień pracuje daleko i przyjeżdza w weekendy, to trudno, zeby mu zostawiała gary w zlewie z 5 dni, albo odkurzanie. Ale kiedy pracował na miejscu - sporo i w różnym czasie, jako i ja to owszem - sprzątał, pichcił itd. Dziwnych jakichś gości sobie sprawiacie
            • berta-death Re: Wiesz, Kochanico 25.10.12, 23:03
              Te 3tys pensji to jest ok w przypadku kawalera do wzięcia czy męża i ojca? Bo coś mi się nie wydaje, żeby to chodziło o opcję nr2. Tak to jakoś ten świat jest złożony, że jak facet dowiaduje się, że zostanie ojcem, to pierwsze czego się od niego oczekuje, to znalezienia lepszej pracy. Podobnie jest z każdym kolejnym dzieckiem. Od kobiet tego się nie oczekuje. Jak już to znalezienia takiej pracy, którą może łączyć z opieką nad dziećmi.
              A, że nie za wiele jest prac, które dają godziwe zarobki za 8h dzień pracy, to większość mężów i ojców bierze nadgodziny, fuchy, dodatkowe zlecenia, drugi etat, itp. Albo kombinuje na boku robiąc jakieś interesy. Na dom i dzieci nie zostaje mu zbyt wiele sił i czasu. Poza tym też jakoś to tak wychodzi, że skoro on więcej kasy do domu przynosi, to czuje się zwolniony z domowych obowiązków. Mało jest takich facetów, co to po 12h przychodzą do domu, zakasują rękawy i zabierają się za sprzątanie, gotowanie, szorowanie garów a potem jeszcze w nocy do dziecka wstają.
              • kora3 Re: Wiesz, Kochanico 25.10.12, 23:12
                berta-death napisała:

                > Te 3tys pensji to jest ok w przypadku kawalera do wzięcia czy męża i ojca? Bo c
                > oś mi się nie wydaje, żeby to chodziło o opcję nr2.


                Wiesz, ja nie wiem - to ni moja opinia, tylko wyczytana na forum Bertto.

                Tak to jakoś ten świat jest
                > złożony, że jak facet dowiaduje się, że zostanie ojcem, to pierwsze czego się
                > od niego oczekuje, to znalezienia lepszej pracy.


                Może - aczkolowiek u wielu moch znajomych par bynajmniej nie obserwowałąm zjawiska, moze dlatego, ze panowie już mieli dochodowe zajęcia nium decydowali sie na dzieci? Czy nawet wspólne życie...

                Podobnie jest z każdym kolejny
                > m dzieckiem. Od kobiet tego się nie oczekuje. Jak już to znalezienia takiej pra
                > cy, którą może łączyć z opieką nad dziećmi.


                Po mojemu, to człowiek z mózgiem najperw mysli nad tym, co zrobić zeby było go stać na kolejne dziecko (jesli nie stać na dzień dobry) a potem się o nie stara, ale moze ja sie nie znam


                > A, że nie za wiele jest prac, które dają godziwe zarobki za 8h dzień pracy, to
                > większość mężów i ojców bierze nadgodziny, fuchy, dodatkowe zlecenia, drugi eta
                > t, itp. Albo kombinuje na boku robiąc jakieś interesy. Na dom i dzieci nie zost
                > aje mu zbyt wiele sił i czasu.


                To trzeba być z takim, którego na bycie z kimś stać - proste

                Poza tym też jakoś to tak wychodzi, że skoro on
                > więcej kasy do domu przynosi, to czuje się zwolniony z domowych obowiązków.


                Jesli się ktoś z kimś takim wiąze - jego sprawa:)

                Mał
                > o jest takich facetów, co to po 12h przychodzą do domu, zakasują rękawy i zabie
                > rają się za sprzątanie, gotowanie, szorowanie garów a potem jeszcze w nocy do d
                > ziecka wstają.


                z dziećmi nie mam doświadczenia, są zmywarki, a do wiekszych porzadków zawsze można zatrudnić kogoś - wiemy z doświadczenia.
                • berta-death Re: Wiesz, Kochanico 25.10.12, 23:18
                  Wszystko można, tylko na rynku matrymonialnym nie roi się tak bardzo od zamożnych, odpowiedzialnych i chętnych do przejmowania domowych obowiązków panów. Część kobiet załapie się na takich a cała reszta ma do wyboru albo singlostwo i bezdzietność, albo bardziej skłaniający się ku tradycyjnemu model rodziny.
                  • kora3 Re: Wiesz, Kochanico 25.10.12, 23:23
                    A to już sprawa tych ludzi w sumie
                • triss_merigold6 Re: Wiesz, Kochanico 25.10.12, 23:19
                  Przecież ani Tobie ani Bercie dzieci nie grożą...
                  Grubsze porządki to drobiazg, przyjdzie pani i zrobi. Przy dzieciach najbardziej męczący jest codzienny bałagan - nie brud, tylko bałagan właśnie. Tu ubranko, tam zabawki, tu książeczka, tam talerzy, tu pieluchy, tam zeszyty itd. Oczywiście można to bez przerwy zgarniać, uklepywać, odkładać na miejsce, tyle, że się nie kalkuluje czasowo i energetycznie.
                  • kora3 A ja komu dyktuję 25.10.12, 23:25
                    ze ma zgarniać, uklepywać i co tam jeszcze?
    • satysf.akcja Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:04
      rak_slodkowodny napisał(a):

      rak_slodkowodny napisał(a):
      Pannę, za jej wartości moralne i intelektualne, trzeba szanować, ale czcić tylko mężatkę-matkę chociażby to było "pierwsze lepsze gąsiątko"."

      Mnie tam szacunek w zupełności wystarczy, cześć mogę oddać gąsiątkom

      > To ciekawe, że nasza mentalność zmieniła się w tak wielu dziedzinach, ale brak
      > dziecka (i męża/partnera) często jest postrzegane jako życiowa porażka.
      > A może każdą matkę-mężatkę faktycznie otacza jakiś "nimb świętości"?

      Ach, żeby chociaż otaczał je ten "nib świętości". Jedno, co się nie zmienia, to niechęć do "innego".
      • rak_slodkowodny Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:44
        >
        > rak_slodkowodny napisał(a):
        > Pannę, za jej wartości moralne i intelektualne, trzeba szanować, ale czcić tyl
        > ko mężatkę-matkę chociażby to było "pierwsze lepsze gąsiątko"."
        >

        To nie rak_slodkowodny napisał(a)! To napisała niejaka "Sarnie oczy" (w: Kobieta w świecie i w domu, nr 11, r XII) :)
        • satysf.akcja Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:57
          Eh, no poprawię za gazetę:
          rak_slodkowodny zacytował(a) za tym jak Sarnie oczy napisał(a):

    • six_a Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:06
      etam, wiadomo, że najbardziej cenione są matki-dziewice.
      • mariuszg2 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 21:06
        pod warunkiem, ze są w koronie na Jasnej Górze
    • allatatevi1 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:19
      Ja jestem bezdzietną, ale mężatką.
      Poza tym planuję mieć dziecko za jakieś 5-10 lat.

      Ale z moich obserwacji potwierdza się 100% reguła.
      Szczęśliwa mężatka i mama nigdy nie będzie się czepiać bezdzietnych lub niezamężnych kobiet.

      Jeśli jakaś "szczęśliwa mamusia" albo "szczęśliwa żonka" jedzie po bezdzietnych to na 100% sama ma w życiu osobistym niesamowity gnój.
      Może rogami zahacza o chmury, może jej mąż wpada na ulicy na słupy zagapiając się na o dekadę młodsze od żonki laski, albo woli walić konia przy necie niż sypiać z żoną. Może dzieci tak jej dają w kość, że chętnie wróciłaby do bezdzietych czasów.

      Jest też typ kobiet "przez całe życie bryndza" - koleżanki wokół wyjeżdżały na doktoraty i post-doki na drugą półkulę, inna koleżanka miała odwagę rzucić nudną pracę i poświęcić się życiowej pasji i staje się nagle "jedną z najlepszych reżyserek teatralnych młodego pokolenia".
      A taka "pani bryndza" nic - zawsze tylko zwykłe studia, zwykła praca, szare, nudne życie.
      I tu nagle jest okazja, żeby dzięki mężowi i dzieciom powywyższać się nad koleżankami, którym całe życie wszystkiego zazdrościła. Myślisz że taka frustratka by sobie odpuściła?
      Wątpie - ona doskonale wie, że to i tak ostatnie podrygi konającej ostrygi.
      Bezdzietne koleżanki i tak się pewnie za jakiś czas tych dzieci dorobią, a taka szara kobiecina - no coż jej losem jest bycie właśnie taką szarą masą i tłem dla tych wyróżniających się kobiet. Niech chociaż ma te swoje 5 minut w tym swoim nędznym żywocie. Następnym razem jak usłyszysz takie teksty od "szczęśliwych żon i/lub mamuś" to zamiast się dziwić, ulituj się nad losem sfrustrowanej istoty.
      • samuela_vimes Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:35
        a ja jestem 'panną' w ciąży ;-) choć z partnerem. Na szczęście tam gdzie wyjeżdżamy nikomu to nie będzie przeszkadzać i nikt nie będzie uważał naszego związku za 'przechodzony'. Choć zapewne wg większości forumek mój niemąż mnie zdradzi i zostawi. :-)
        • allatatevi1 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 16:53
          Ja też nie planowałam ślubu, chciałam tylko założyć własną działalność i okazało się że jako żonie obywatela włoskiego będzie mi 100 razy łatwiej niż jako cudzoziemce.

          Teraz wychodzi na to, że powinnam jakiś ołtarzyk włoskiej administracji państwowej wystawić, bo dzięki niej nie jestem w przechodzonym związku.

          Ufff co za ulga, w nocy bym chyba nie mogła spać przez ten przechodzony związek ;-)

        • alienka20 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 18:15
          Ja tyż, ale ślub z przyczyn ważniejszych (dzieć w drodze) odłożony ad calendas graecas ;). A facet pochodzi z takiej rodziny, że by mu żyć nie dali za zostawienie mnie z dzieckiem. Zresztą rozwód u nich był tylko jeden i wszyscy w rodzinie odetchnęli z ulgą, że ciotka uwolniła się od pijącego przychlasta.
      • infinity51 Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 17:08
        allatatevi1 -bardzo trafnie napisane, mam identyczne spostrzezenia
    • kora3 a a propos cytaciku 24.10.12, 16:40
      to wieje z niego ówczesną normą społeczną i nijak mym zdaniem nie mozna jej transponowac na obecną. Pierwsza sprawa, to "mezatka-matka" :) w ówczesnych czasach w pewnych kregach nie do pomyslenia było, by kobieta została matką nie mając meza. Posiadanie tegoż i dzieci wyznaczało kobiecie pozycję społeczną, stąd nawet najmądrzejsza panna nie byłą warta wiele w porównaniu z głupią na przykłąd ale mezatką a w konsekwencji zamążpójscia takze matką.

      Teraz norma społęczna jest inna - kobieta mająca dziecko i niezamezna to zadne zdziwo, czy wielkie hallo. Do tego pozcję społeczną kobiety wyznacza na ogół jej stan zawodowy.
      • samuela_vimes Re: a a propos cytaciku 24.10.12, 16:44
        to dlaczego do tej pory spotykam dziwne pytania 'jak to nie masz ślubu'? a dziecko? Pytania od wykształconych pracujących kobiet, Koro. :-)
        • kora3 Samuelo 24.10.12, 16:53
          ja się spotykam z pytaniami o ślub, o dziwo od wcale niebliskich mi ludzi, nie mając dzieci:)
          Dlaczego? Dlatego, że jest czesc ludzi na swiecie, która uwaza, że to dla nich jest oczywiste, oznacza optimum, czy szczescie dla kazdego innego też powinno tym być - proste :)
          • samuela_vimes Re: Samuelo 24.10.12, 16:55
            Ale ja rozumiem, że niektóre kobiety pragną ślubu i białej sukni, a dlaczego one nie rozumieją, że ja tego nie chcę? To działa tylko w jedną stronę niestety ta tolerancja i zrozumienie. :-)
            • kora3 Hmmm 25.10.12, 08:07
              no ja też rozumiem Sammi:)
              Myslę, że ów brak tolerancji bierze się z tego, że u czesci ludzi pokutuje jeszcze pogląd, że śluby dają jakieś "gwarancje" na związek. Tymczasem nie dają. Cześc ludzi widzi w formalizacji zwiazku zabezpieczenie materialne i tu mozna się teoretycznie zgodzić - teoretycznie, bo żeby ktos zabezpieczał czyjś byt, to musi na to mieć po prostu:)

              No i tacy ludzie nie rozumiueją, ze ktoś nie chce "gwarancji" na wiernośc, czy trwałośc zwiazku oraz na owo "zabezpieczenie", które jak zapewne wiesz da się załatwić inaczej
        • berta-death Re: a a propos cytaciku 24.10.12, 16:59
          Bo jeszcze ludzie się nie przyzwyczaili do nowego. Poza tym ślub daje pewne korzyści, których nie ma w związku partnerskim. I te korzyści nieco ułatwiają życie w momencie jak się prowadzi wspólne gospodarstwo domowe i wspólne życie. Głównie o finanse chodzi. Jak ci us przywali podatek od dziedziczenia albo darowizny, które otrzymałaś od konkubenta będącego wg prawa osobą obcą, to padniesz.
          • kora3 Nie padłam Berto :) 25.10.12, 07:56
            Byłam mezatką i nie powiedziałabym, by mi się "opłacało" także pod względem finansowym (podkreślam, ze "także", bo zaraz bedzie, ze widzę zwiazek tylko pod względem materialnym, a ja tylko nawiązuje do tego co napisałaś). Owszem, musieliśmy zapłacić podatek - nie padliśmy. No sorry, jak się ma coś konkretnego do darowania to się ma i na podatek:) Oczywiscie - jesli komuś to pasuje mozna breać slub, żeby od podatku "uciec" - nie oceniam tego, każdy robi jak uwaza. Ja na ślub póki co ochoty nie przejawiam, wiec załatwiliśmy swoje sprawy (a raczej prawnik) tak, żeby było ok:)
            • berta-death Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 13:13
              Miałam na myśli grubsze darowizny i spadki, np mieszkanie. Jakbyś musiała zapłacić podatek wysokości 20% wartości mieszkania, to nie wiem czy byłaby to taka nic nie znacząca kwota. Najczęściej wiąże się to z koniecznością sprzedaży tego mieszkania. I to sprzedaży poniżej wartości z dużą stratą, bo jak nie zapłacisz podatku w terminie to ci odsetki naliczą. Nie małe. W związku z tym musisz sprzedać jak najszybciej a na dobrego kupca niekiedy i rok albo i dłużej się czeka.

              A szlag człowieka trafia jak te procenty na konkretne pieniądze sobie przeliczy i zobaczy jaki prezent państwu sprawił i co mógłby sobie za to kupić.
              • kora3 Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 22:23
                Ale j wcale nie inne darowizny miałam na mysli, tylko grubsze.Akurat mieszkania przedzwiązkowe każde z nas ma swoje, ale to w którym mieszkamy zostało kupione przez mojego partnera, znaczy za jego kasę ale ja jestem włascicielką, tylko, ze to darowisny nie wymagało, po prostu tak zostało zapisane :) Darowizny to akurat nic wielkiego - dwa kawałki zeomi, nie tak wielkie, ale dośc atrakcyjnie położone. Pisze to po to, żeby jasnosc byłą, ze nie biega o telewizor, czy srebrne łyżeczki :)

                Poza tym jestem dysponentem polis ( i tej z pracy i tej poza nią ), a także mam pełnomocnictwo do konta mego partnera oraz karte do niego i dostep via net. On do mego też ma, ale nie przypominam sobie by skorzystał.

                Naprawdę wierze, że ktoś bierze slub z powodu podatku, albo z takiego, ze mu do dobrego samopoczucia jest potrzebny - nie oceniam tego w żaden sposób negatywnie, każdy ma prawo tak kierowac swym życiem jak chce.
                • triss_merigold6 Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 22:28
                  Ale wiesz, że przelewy z konta na konto US może potraktować jako darowiznę?
                  • kora3 Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 22:40
                    Ale przelewy były z mego konta :) Sama sobie darowałam kasę na przelewy?:) US uzna za darowiznę to, co ja ze swojego konta mu przelałam? No chyba nie :)
                    • triss_merigold6 Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 22:48
                      Są kwoty wolne od podatku (jakieś groszowe), jakie można przekazać osobie niespokrewnionej. Gdybyś mu dała kasę w reklamówce albo wyciągnęła z konta i pan by wpłacił, to US miałby większy problem, a tak to owszem, może to zostać potraktowane jako darowizna od której nie odprowadzono należnego podatku.
                      Czytałam w "Rzepie" jakoś niedawno, w dodatku prawnym. Interpretacja US jest taka, że przekazywanie sobie kasy w konkubinacie to darowizny.
                      • kora3 Nie bardzo rozumiem teraz 25.10.12, 22:51
                        wiedzieliśmy jaka jest kwota podatku i ja ją ze swego osobistego konta zapłąciłam (mamy prawnika:)). To, że coś od kogoś dostałam, nie oznacza, że nie miałam kasy na swym koncie na podatek, nie? A jak myśmy się w związku z tym miedzy sobą rozliczali, to już chyba nasza sprawa była?:)
                        • triss_merigold6 Re: Nie bardzo rozumiem teraz 25.10.12, 22:58
                          A, jasne.
                          W sumie to chodziło mi o takie comiesięczne przelewy kasy na życie jeśli para to praktykuje. Wtedy US się może przyczepić.
                          • kora3 Re: Nie bardzo rozumiem teraz 25.10.12, 23:04
                            a no to pewnie tak - jesli ktoś nie ma żadnych oszczedności (czy kasy z innych legalnych źródeł pozwalajacej na zakup czegoś grubszego) i nagle kupuje coś takiego, to faktycznie moze byc dla US intresujące
                          • berta-death Re: Nie bardzo rozumiem teraz 25.10.12, 23:14
                            Wtedy się zgłasza, że jest się utrzymanką takiego pana, na prawach nałożnicy. W PL prostytucja nie jest opodatkowana, trzeba tylko mieć możliwość wykazania, że się w ten sposób na życie zarabia.
                            • triss_merigold6 Re: Nie bardzo rozumiem teraz 25.10.12, 23:21
                              Jasne, i wpisać to sobie do źródeł z których jest dochód. P
                              Prościej wysłać faceta do bankomatu, żeby wyjął gotówkę.
                            • kora3 Zupełnie zbedna złośliwosc Berto 25.10.12, 23:21
                              i n ie wiem czym podyktowana:)
                • berta-death Re: Nie padłam Berto :) 25.10.12, 22:49
                  Jak nie wymagało żadnych dokumentów? Skoro stajesz się właścicielką mieszkania, na co masz akt notarialny i co już zostało zgłoszone do us celem uiszczenia tych wszystkich podatków związanych z transakcją kupna-sprzedaży, to tym samym us może się zainteresować skąd wzięłaś na to kasę. Skoro nabyłaś dom o określonej wartości czego się nie wyprzesz, bo jest to notarialnie potwierdzone czarno na białym, to musisz też być w stanie wykazać legalne pochodzenie pieniędzy, za które ten dom nabyłaś. A darowizna to jest umowa (niekoniecznie notarialna) z potwierdzonym przelewem zatytułowanym darowizna. I to trzeba w określonym czasie zgłosić do us i zapłacić podatek. I takie zgłoszenie obowiązuje nawet w przypadku krewnych z pierwszej grupy podatkowej, mimo, że nic się nie płaci. Inaczej może to zostać potraktowane jako nielegalne dochody, z których przywalą ci podatek wysokości zdaje się 70% wraz z odsetkami.

                  Jak ktoś ci coś daje pod stołem, to tylko gotówką na rzeczy nierejestrowalne imiennie możesz to wydać. Inaczej musisz to zgłosić do us. I w przypadku jak jest to osoba obca, to płacisz od tego nawet 20% podatku od spadków i darowizn.

                  I ten cały ślub jest między innymi po to, żeby partnera nie zostawić po śmierci z kosztami, których nie będzie w stanie ponieść. Nie mówiąc o tym, że jako osoba obca musisz się liczyć z tym, że rodzinie będzie się należał zachowek, który jeszcze bardziej uszczupli spadek. Jest też po to, żeby za życia nie musieć zawracać sobie głowy kombinowaniem jak się nie dać skarbówce. Mając wspólnotę majątkową łatwiej jest to wszystko ogarnąć.
                  • kora3 no i ? 25.10.12, 22:57
                    Ależ jaka darowizna? Ja sobie mieszkanie legalnie kupiłąm ::) I US nie miał prawa mieć wątliwosci skąd miałam na to kasę :) A to, że ktoś mi wcześnie w formie innej niż darowizn dał na to kasę, to już US nie interesiło bo i nie powinno
                    • berta-death Re: no i ? 25.10.12, 23:11
                      Jak jesteś w stanie wykazać skąd miałaś pieniądze na zakup domu, to wszystko ok. Bo to nie tylko o to chodzi, że z własnego konta za to zapłaciłaś, to też o to chodzi skąd na tym koncie wzięły się te pieniądze. I jak wzięły się z tego, że ktoś ci je przelał albo dał gotówkę, którą wpłaciłaś do banku, to bez odpowiedniej umowy nie jest to darowizna, tylko nielegalny dochód. Natomiast jak to jest darowizna, to w odpowiednim okresie czasu trzeba ją zgłosić do us i zapłacić stosowny podatek.

                      Nawet jak macie wspólne konto, to pieniądze na nim wspólne nie są. Należą do tego, kto je wpłacił. I jak zostały wypłacone przez drugą osobę i wykorzystane na jej rzecz, to już jest to darowizna, którą trzeba zgłosić i zapłacić podatek. I jeszcze stosowną umowę spisać. Jakkolwiek by to nie było popieprzone i absurdalne, to tak to właśnie w naszym kraju działa.
                      • kora3 Berto 25.10.12, 23:14
                        To jest mieszkanie, a nie dom - gwoli ścisłości

                        Wpólnego konta may, tyko pełnomocnictwa do swoich wzajemnie.

                        Całą reszta to oczywistosci, ale nas nie dotyczyły
      • rak_slodkowodny Re: a a propos cytaciku 24.10.12, 16:59
        Zgadzam się z Tobą w kwestii "matki-mężatki". Dziś te dwie role oczywiście nie muszą iść ze sobą w parze i niezamężna kobieta nie wzbudza dziś sensacji.
        Jak napisałam na początku, obecna mentalność różni się od tej z lat 30. XX wieku pod wieloma względami (chociaż wbrew pozorom poglądy ówczesnego społeczeństwa niejedną współczesną kobietę miło by zaskoczyły).
        Jednak wydaje mi się podejście do kobiety z dzieckiem i tej bez dziecka dość słabo ewoluowało.
        Może faktycznie nie widzę wokół siebie jakichś jaskrawych przykładów na licytowanie się dzietnością, ale nie raz jestem świadkiem wbijania komuś szpili, bo ma lub nie ma dziecka. Ale może to tylko zawiść ludzka mnie boli...
    • sumire Re: matki vs bezdzietne panny 24.10.12, 17:31
      osobiście uważam, że człowiek szczęśliwy i spokojny nie ma najmniejszej potrzeby ubolewać nad losem bezdzietnych starych panien, matek dzieciom, kur domowych, wylansowanych singielek czy kogo tam jeszcze - po prostu robi swoje i nie interesują go cudze obsesje ani to, czy wieczorami płacze w poduszkę.
      u innych boli nas to, czego nam brakuje. i nie przeczę, że są singielki, które cierpią przez brak potomstwa i/lub obrączki, więc dość nerwowo reagują na ślub czy ciążę znajomych - ale to działa też w drugą stronę. poznałam kilka kobiet wybitnie nietrawiących bezdzietnych i samotnych (lub tylko nieformalnie związanych) i bolejących głośno, jak żałosne musi być podobne życie. o żadnej z tych kobiet nie mogłabym powiedzieć, że była superszczęśliwa w małżeństwie.
      • kora3 Dokładnie 25.10.12, 23:35
        kto ma swoje udane życie, nie zajmuje się życiem innych, chyba, że prosza go o pomoc czy radę
    • lenka.magdalenka Re: matki vs bezdzietne panny 25.10.12, 13:19
      jako bezdzietna nie stara aczkolwiek jeszcze panna :)) ciesze się jak komuś rodzi się maleństwo na pewno nie jest to z mojej strony jakaś tam obsesja po prostu ja przeważnie się ciesze z czyjegoś szczęścia :)) bo o to w życiu min. tez chodzi
    • lonely.stoner Re: matki vs bezdzietne panny 25.10.12, 19:53
      szczerze mowiac- gdy bylam mlodsza to torche sie martwilam tym ze jakos nie mam zapedow macierzynskich, a dzis jak juz sie napatrzylam na dzieciate kolezanki to sobie samej gratuluje ze mi nic takiego nie wpadlo do glowy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka