Gość: pisklaczek
IP: 213.199.196.*
19.07.04, 22:41
Ja juz nie wiem co robic. Znalazlam sie (nie nagle, a stopniowo) w nieciekawej sytuacji... Od
poczatku.
Dawno temu bylam z kims baardzo blisko, ale coz, zycie, Jedyny wybral Inna (fakt, moze blizsza mu
pod wzgledem zainteresowan, ale co z tego) no i sie skonczylo... Po mrocznym okresie zarzekania ze
juz nigdy z nikim, jednak komus zaufalam i dlugo bylo lepiej niz dobrze - On mowil nawet ze do
konca zycia, i chyba to mnie zwiodlo... :( zamieszkalismy razem i jest jakby coraz gorzej - mniej
bliskosci, o legalizacji zwiazku juz nie wspominamy, mam wrazenie ze On nie chce slubu, bo po co,
skoro ma darmowa kochanke, kucharke, sprzataczke i nie wiadomo co jeszcze w jednym.
Doszla ostatnio jeszcze jedna sprawa - Pan Pierwsza Milosc zostal kopniety w zadek przez Inna i to
dosc bolesnie jak mniemam... Nie wiem czy w wyniku porzucenia ale sugeruje mi w rozmowach ze
tak naprawde nigdy nie przestal mnie kochac, ze razem bylo nam cudownie (to fakt...) i jak cudownie
mogloby byc znow (o tym nie jestem przekonana). Z jednej strony mile mnie lechce ta sytuacja z
drugiej - niewyobrazalnie meczy, a nade wszystko przeraza - bo cos mi uswiadomila, ze moze
bylabym zdolna na oslep zniszczyc obecny, chyba udany (a przynajmniej spokojny) zwiazek by
przypomniec sobie wczesna, szalencza mlodosc... Nie myslcie o mnie ze jestem latwowierna i daje
sie naciagnac na ladne slowka, wrecz przeciwnie - na zimno wszystko kalkuluje i chyba to mnie tak
dreczy - ze nie kieruje sie w tym momencie szczerym uczuciem, a kalkuluje, jak bedzie dla mnie
korzystniej... Nie wiem co robic, chyba potrzebuje odpoczynku od wszystkiego, nie wiem, nie wiem...
:(