ingeborg
08.06.13, 16:56
Nie wiem o co kaman, cały czas spotykam buraków. Widzę, że chłopakowi zależy, że może do kina, może odprowadzić, może randka, może kolacja, jest miło, rozmowy o książkach i bieżącej kulturze skrzące się poczuciem humoru, a potem kaboom - strzela takim tekstem, że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Rozmowa o gotowaniu. Pan świetnie gotuje, na uwagę, że to fajne, dowiaduję się, że fajnie to byłoby się pobawić razem w kuchni, if you know what I mean. Albo dostaję całkiem poważną propozycję wycieczki z panem (innym) na plażę nudystów. Albo na pytanie o to co będziemy robić na zaproponowanym przez pana spotkaniu pada odpowiedź, że dziki seks w jednym ze stołecznych parków. Mogłabym mnożyć przykłady.
Kurde, jak takie egzemplarze wyłapywać na początku? Chłopaki granatem od krowiego ogona oderwane, ale wyłazi to zupełnie zaskakująco w dziwnych momentach. A może to ja się nie znam na ludziach? A może mam w sobie takie coś co przyciąga zboczuchów? A może dżentelmena, który nie chował się z wilkami to teraz tylko ze świecą szukać, bo reszta to tylko maczugą przez łeb, za włosy i do jaskini? Noż kuźwa.