ipsetta
18.06.13, 23:30
Pijąc kawkę i przeglądając portale kobiece trafiłam - po raz wtóry - na określenie Scarlett Johanson jako seksbomby. Przypomniało mi się, jak to kiedyś mój luby miał na dysku całą kolekcję zdjęć tej aktorki, więc zaczęłam intensywnie myśleć, o co chodzi z tym fenomenem S. J. I po wnikliwym (w moim przekonaniu) obejrzeniu kilkudziesięciu jej zdjęć trafiłam. Do porównania obejrzałam też zdjęcia Marylin Monroe. I tak, oprócz budowy, czyli ogólnie mówiąc wyglądu, obie mają coś dziecinnego w twarzach, z tym że tej dziecinności nie utożsamiałabym z infantylnością (lub spojrzeniem nieskalanym żadną myślą), ale z niewinnością.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są gusta i gusta , jednak coś musi być na rzeczy (oprócz marketingu), że akurat te kobiety są wyniesione na piedestał kobiecości.
Może macie coś ciekawego do dodania w tej sprawie?
A, i można podać inne przykłady seksbomb (niestety, ja nie jestem w temacie dobrze rozeznana).