blueabyss
09.09.13, 13:18
Witam Was,
Muszę się wygadać bo chyba oszaleję.
Jestem prawie dwa lata w związku. Na początku nie zwracałam na pewne rzeczy uwagi a teraz jestem już w takim stanie, że najchętniej zapadłabym się pod ziemię.
Nasz związek jest na razie na odległość, właśnie wróciłam z kolejnego tygodniowego wyjazdu do mojej połowy. Wróciłam w takim stanie, że znów będę się leczyć i przypłacać to stresem i chorobą żołądka.
Ani razu odkąd jesteśmy razem nie usłyszałam, że mu się podobam, że fajnie wyglądam ani jednego komplementu. Za to za każdym razem przed każdym wyjściem krytyka stroju jak nie stroju to makijażu, zawsze, naprawdę zawsze coś. Wiem, że ludzie są różni a Wy możecie pomyśleć, że wyglądam tak, że na to zasługuję a facet w delikatny sposób próbuje mi to powiedzieć...
Jakie zazwyczaj jest moje zaskoczenie, kiedy wychodzę z domu i oglądają się za mną mężczyźni, kobiety też mnie lustrują, nie jestem miss świata z pewnością ale mimo swoich kompleksów, zawsze miałam o sobie dobre zdanie, przywiązuję dużą wagę do wyglądu a co za tym idzie, od lat słyszę od innych, że ubieram się ze smakiem, makijaż mam zazwyczaj perfekcyjny, stosowny do okazji,dbam o siebie chyba nawet do przesady.
Od kolegów zawsze słyszę mnóstwo komplementów a odkąd jestem z moim mężczyzną to patrzę na nich jak na idiotów, bo mam wrażenie,że żartują sobie ze mnie.
Kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam go czy ja się jemu podobam - odpowiedział z lekkim uśmiechem, że jestem tak samo ładna jak i on...
To było wszystko w tym temacie. Ręce mi opadają przy każdym naszym spotkaniu a na każdą krytykę zaciskam zęby, odwracam głowę i przełykam łzy, jakiś dramat.
On oczywiście nie należy do szalenie przystojnych,poza tym, że jest wysoki to z nadwagą, powiedzmy że nosi drogie ciuchy, próbując chyba okryć swoje kompleksy. Łysiejący pan, prawie dziesięć lat starszy,z brzuszkiem.
Przyznam, że nie toleruję już tej sytuacji mimo tego, że jestem dojrzałą kobietą z ukształtowanym poczuciem własnej wartości. Niestety w tej chwili tak zachwianym że aż mi niedobrze. Dużo rzeczy między nami się zgadza, ale ta wieczna, nieuzasadniona w 99% przypadków robi ze mnie zero... Kocham go, ale czasami czuję,że życie jest jedno i dlaczego otaczać się takimi ludźmi. Może to normalne a ja przesadzam?
Dodam jeszcze tylko, że do czasu kiedy nie zorientowałam się, że pan próbuje mnie chyba sprowadzić do słabszej pozycji, zawsze starałam się go komplementować, sprawiać żeby poczuł się pewnie, bo widziałam,że czasami wypowiada na głos swoje wątpliwości i chyba tak podniosłam jego poczucie wartości, że teraz odbiło się to na mnie, naprawdę nie wiem co jest nie tak, jak do tego podejść, opadłam z sił i koniec końców cieszę się, że jestem już w swoim domu wolna od obstrzału takich zachowań wobec mnie. Tęsknota zamieniła się w ulgę.