staad
31.08.14, 22:09
Teściowa mieszka daleko.
Kiedy teściowa chce nas odwiedzić, to o jej planach dowiaduję się od męża\
Gdy teściowa jest już u nas, to nigdy nie wiem, na jak długo przyjechała…
Po prostu zagnieżdża się na miesiąc – dwa
Teściowa nie pyta czy może zostać tydzień, dwa
Ona zadaje pytania ”ile może jeszcze zostać”… - i żeby była jasność, nie pyta mnie, tylko zawsze męża, w drugim pokoju, po cichu, żeby nikt nie słyszał… a mąż potem przychodzi do mnie i pyta ile mama może jeszcze zostać… (odpowiedzi nie dostaje, bo nie chcę być w stosunku do mamusi niegrzeczna)
No i czuje się z tym wszystkim „delikatnie mówiąc” niekomfortowo.
Ostatnio nadeszła ta szczęśliwa chwila, gdy mąż poinformował mnie, że mamusia pragnie nas odwiedzić. Okej. Niech przyjedzie.
Za dwa dni zadzwoniła do męża (no przecież, że nie do mnie), i oznajmiła, że przyjedzie…
….. w towarzystwie swojej siostry,
….. spytała gdzie będą spały,
..... nadto wypytała jak przebiega nasze spotkanie ze znajomymi (o którym doskonale wiedziała, że będzie tego dnia i które skutecznie zepsuła swoim telefonem)
Wściekłam się na maxa, poczułam jak ktoś, kto w moim własnym domu, w ogóle się nie liczy. O przepraszam, liczy na tyle, że posprząta mieszkanie przed przyjazdem gości i będzie im gotować. Popychadło, bo czuję, że do tej funkcji moja rola się sprowadziła.
Nagadałam mężowi (nie po raz pierwszy), że nie cierpię takiego zachowania.
Nie wiem, ile z mojego niezadowolenia zostało jej przekazane, ale wydzwania do mnie jak nakręcona od południa. Nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę, więc nie odbierałam.
Bo i co w tej sytuacji mam jej powiedzieć, że się cieszę? Że nic się nie stało?
Można powiedzieć, że pierdoła, ale mnie boli.
Przesadzam?