Gość: dot IP: *.rozanka.wroc.pl 05.09.04, 10:41 Ona stomatolog on mechanik samochodowy,on nauczyciel ona sprzedawczyni znacie może takie pary i czy to ma dzisiaj jeszcze jakieś znaczenie kto jakie ma wykształcenie i gdzie pracuje? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dzenifer Re: Mezalians? 05.09.04, 10:50 mysle, ze alezy to od kultury osobistej jej i jego. przeciez jak jestes mechanikiem tzn jestes prostakiem? mysle, ze nie mozna w ten sposob tak tego rozpatrywac, gdyz nie zyjemy w XIXw. problemy moga miec takie same jak wszyscy. uwazam, ze ich wybor. przeciez pani stomatolog moze miec nieudany zwiazek z panem ginekologiem. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
eirenne Re: Mezalians? 05.09.04, 13:31 On po zawodówce, ona dyrektor przedszkola- żyją razem prawie dziesięć lat i nie mają zamiaru się rozstawać:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: Mezalians? IP: *.acn.waw.pl 05.09.04, 13:42 BYl tutaj pare miesiecy temu swietny, dluuuuuuuugi watek na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
brasilka2 Re: Mezalians? 05.09.04, 13:41 On po zawodówce, ona dyrektor banku. Udane małżeństwo od prawie 30 lat :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dynastia w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 13:57 on bezdomny- ona corka milionera, ona prostytutka- on finansista, ona sprzataczka- on syn jej pracodawcy, ona gwiazda show biznesu-on sprzedawca w markecie. to sa mezalianse a nie ona stomatolog a on mechanik bo zapewne i ona i on maja podobne korzenie. nalezysz do grupy postsocjalistycznej bo w socjalizmie nic wiecej osiagnac sie nie dało wiec mamy takich wielu niby inteligentow z tytółami ale okazuje sie ze ich tytuły zdobyte na polskich uczelniach sa zero warte a oni sami nie maja absolutnie zadnej wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
facecja Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie 05.09.04, 14:24 Gość portalu: dynastia napisał(a): > to sa mezalianse a nie ona stomatolog a on mechanik bo zapewne i ona i on maja > podobne korzenie. no ale jeśli nie mają? moim zdaniem mezaliansem nie jest, gdy oboje wywodzą się z podobnego środowiska, a ich rodzice obojga byli np. robotnikami czy rolnikami Ale mezalians zachodzi, gdy pani stomatolog wywodzi sie w z rodziny lekarzy, gdzie dziadzio był chirurgiem, ojciec ginekologiem, matka pediatrą to i dziecko się specjalnie nie wyłamało. Rodzina chyba wolałaby wydać córkę za jakiegoś ginekologa niż za zwykłego robotnika, wywodzącego się z robotniczej rodziny i napeno niezbyt zamoznego (przynajmniej w porównaniu z nimi). Niestety, 21 wiek, ale takie postawy wciąż są spotykane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dynastia Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.04, 15:01 wiesz po 2 wojnie swiatowej ci co faktycznie mieli takie korzenie jak opisujesz pouciekali lub podczas wojny zgineli, wiekszosc co została korzenie miała zwyczajnie chłopskie. Czy srodowisko lekarza ktory zarabia 1500 rozni sie bardzo od srodowiska robotnika ktory zarabia 1600? odpowiedz brzmi nie! Za komuny(obecnie zreszta tez) to fakt leczyli ludzi za prezenty co nie swiadczy chyba za dobrze o nich wiec mieli troche wiecej ale przewaznie mieszkali na osiedlach wsrod robotnikow wiec zwyczaje maja napewno podobne. Przewaznie tak własnie takie rodziny rozumuja tylko ze frajerow z klasa i faktycznie na wysokim poziomie materialnym coraz mniej , wolą ładne biedne lub tez rownie sobie bogate i majetne niz wykształcone i z takich własnie skostniałych rodzin ktorym sie wydaje niewiadomo co. Wiec skoro frajerow nie ma to pobieraja sie z jakimis studentami medycyny i ciagle sie uwazaja za ludzi z najwyzszej połki co jest oczywiscie brednią bo ani zarbkow anie honoru(wymuszanie na ludziach aby im dawali łapowki za dobra opieke na horym, lub tez rozkradanie panstwowych szpitali z nowoczesnego sprzetu jakiego brakuje) nie maja. Niejednokrotnie a nawet czescie na wyzszej stopie zyciowej zyja ci tzw. robotnicy ,wiesz komunizm upadł liczy sie jakosc, wydajnosc oraz osobowosc niz dyplom wiec wtedy chlopak robotnik jest mile widziany. Podobnie jest z rodzinami prawnikow, sedziow i innych reliktow byłej epoki PRL ktorzy nawet blokuja dostep do tych zawodow dla nie swoich dzieci. Na szczescie ja nie mam takich dylematow:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scoolina Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.04, 16:08 powinnas zajac miejsce pani Szczepkowskiej (tej pani, ktora powiedziala, ze upadl komunizm). To wszystko, co piszesz to sa tylko slogany, stereotypy, komunizm upadl, ale skostniale myslenie pozostalo. A juz myslalam, ze teksty o robotniczo-chlopskiej proweniencji itepe itede to tez relikt minionej epoki. No, ale ubawilas mnie tymi wywodami, a ja sobie cenie rozrywke. Ludzie w swoich wyborach kieruja sie zawsze instynktem samozachowawczym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Milcha Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 16:58 Oczywiście, że ma znaczenie. Jeśli w domu panują partnerskie sosunki między rodzicami, jeśli tradycją jest chodzenie do teatru i do filharmonii, obcuje się z ludźmi na poziomie, inteligentnymi, to dziewczyna wchodząc do rodziny mechanika samochodowego gdzie z gazet czyta się jedynie "Fakt", chodzi się na koncerty Wiśniewskiego, a w niedzilę najwyżej do kościoła - to dla mnie jest to pewnego rodzju mezalians. Bo mechanik samochodowy wyniósł z domu pewne nawyki, przyzwyczajenia a to będzie rzutowało na ich związek tak jak i nawyki i tradycje Pani stomatolog. I nie chodzi tu o pieniądze a raczej o kulturę, światopogląd, stosunek do życia. Moja koleżanka pochodzi z rodziny inteligenckiej, skończyła studia i zakochała się w ochroniarzu po zawodówce. Świata poza nim nie widziała. Rodzice, przyjaciele prosili ją - zastanów się dobrze, dzieli was prawie wszystko. Ona odpowiadała tylko, że prawdziwa miłość wszystko zwycięży. No i niestety mleko się rozlało. Ochroniarz, który beka, przeklina, nie potrafi zachować się w towarzystwie, nie czyta prasy, książek, niczym się nie interesuje. A do żony ma stosunek roszczeniowy taki sam jaki miał jego ojciec do jego matki. I stało się nieszczęście. dwoje ludzi, których połączyła miłość szarpie się teraz w kajdanach. Ona nie ma ochoty na jego znajomych on na jej. Właściwie nie potrafią się już dogadać. Odpowiedz Link Zgłoś
facecja Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie 05.09.04, 17:13 Gość portalu: Milcha napisał(a): > Oczywiście, że ma znaczenie. Jeśli w domu panują partnerskie sosunki między > rodzicami, jeśli tradycją jest chodzenie do teatru i do filharmonii, obcuje się > > z ludźmi na poziomie, inteligentnymi, to dziewczyna wchodząc do rodziny > mechanika samochodowego gdzie z gazet czyta się jedynie "Fakt", chodzi się na > koncerty Wiśniewskiego, a w niedzilę najwyżej do kościoła - to dla mnie jest to > > pewnego rodzju mezalians. Bo mechanik samochodowy wyniósł z domu pewne nawyki, > przyzwyczajenia a to będzie rzutowało na ich związek tak jak i nawyki i > tradycje Pani stomatolog. Ale równie dobrze rodzice pani stomatolog, choć sa ludźmi wykształconymi mogą w oógle nie czytać książek, mogą chodzić do teatru tylko dlatego, że tak wypada, a nie dlatego, że im to sprawia przyjemność, mogą nie mieć kultyury osobistej w kwestii bekania, a ojciec - nawet gdyby jednak był kulruralny i ukulturalniony - może poniewierać matką. Natomiast rodzice mechanika samochodowego - mogą nie chadzać na przyjęcia, do treatru i kina, ale w tv oglądać ciekawe pozycje, czytywać ambitniejsze pisma, a co najważniejsze - kochać się i szanować - bo w mojej naiwności wierzę, że to akurat od pozycji społecznej nie zależy. PS: czy jeśli ktoś ukończył studia wyższe, np. filozofię, i aby się utrzymać musiał podjąć pracę fizyczną np. w fabryce przy taśmie wraz z tabunem prostaków po podstawówce - czy ktoś taki żeniąc się ze studentką medycyny, pochodzącą z lekarskiej rodziny popełnił mezalians czy jednak nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Milcha Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 19:54 Masz rację Facecjo. Ale uważam, że sprzedawczyni + nauczyciel to zły pomysł tak samo jak mechanik samochodowy i pani somatolog. Czasem się udaje ale jednak są większe szanse na nieudany związek ze względu na przeciwieństwa. rzadko się zdarza, że sprzedawczyni jest po filozofii, w niedzielę pędzi do opery i codziennie czyta "rzepę". Choć nie twierdzę,że wszyscy nauczyciele to ludzie o wysokiej kulturze osobistej. jednak to z akich domów pochodzimy odciska na nas niezatrte piętno i będzie w przyszłości rzutować na nasze funkcjonowanie w związkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: osa Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie IP: 195.117.130.* 06.09.04, 19:09 może być też tak: oboje z wyzszym wyksztalceniem, inteligentni, rozumiejący się doskonale i zakochani ale... jedno z nich, on, pochodzi z rodziny o korzeniach chlopskich, gdzie panuje zdecydowany, bezkompromisowy patriarchat, a kobiete zaprzega sie do pluga gdyby kon zaniemogl...ona z rodziny nazwijmy to prawdopodobnie szlacheckiej, (bo po drugiej wojnie to juz naprawde czesto niesposob dojsc napewno, dokumenty zaginęły), gdzie szacunek wzajemny rodzicow i ich partnerstwo oraz nawyki kulturalne ugruntowaly w kobiecie przekonanie, ze milosc wszystko zwycieza...do teatru chodzi sie z rzeczywistej potrzeby a nie dla szpanu... choc niezawsze sa pieniadze na bilet... mlode malzenstwo trafia zatem pod dach jego rodzicow (bowiem maja obszerny nowoczesny dom, no i tak sie przeciez latwiej zaoszczedzi na wlasny kat- argumentowal on, ona uznala ze dla milosci warto wszystko zrobic)i wtedy sie okazuje kto jest kim... jedna z pierwszych rzeczy jakiej mloda mezatka dowiaduje sie od meza jest taka, ze jest idiotką...i ze przed slubem to ludzie sobie rozne rzeczy obiecuja ale przeciez nikt tego potem nie realizuje??!!?? nastepnie ze uzywa zbyt wiele wody... i w ogole za czesto sie kapie...a to przeciez i woda i gaz kosztuja...potem slyszy przypadkiem, ze wprawdzie marznie bo w domu jest zimno, ale zapewne przywyknie, przyzwyczai sie...kiedy mloda mezatka przypomniala sobie jak bardzo jest delikatnego zdrowia... i jak czesto sie przeziebia... po prostu zwiala... (siedzac w wannie goracej wody w M3 u rodzicow cieszyla sie ze ma taka mozliwosc i czula sie uszczesliwiona kąpielą, rozmyslajac, czy bedzie ja w tym miesiacu stac na teatr...on w tym czasie sprawdzal, czy jego pieniadze sa wystarczajaco dobrze ulokowane i zakladal alarm w duzym domu...):) prosze mi powiedziec czy to byl mezalians? i z czego wynikal? z pochodzenia? z wyksztalcenia? z majątku? z czego? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
facecja Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie 06.09.04, 19:52 Gość portalu: osa napisał(a): > może być też tak: oboje z wyzszym wyksztalceniem, inteligentni, rozumiejący się > > doskonale i zakochani ale... jedno z nich, on, pochodzi z rodziny o korzeniach > chlopskich, gdzie panuje zdecydowany, bezkompromisowy patriarchat, a kobiete > zaprzega sie do pluga gdyby kon zaniemogl...ona z rodziny nazwijmy to > prawdopodobnie szlacheckiej, (bo po drugiej wojnie to juz naprawde czesto > niesposob dojsc napewno, dokumenty zaginęły), gdzie szacunek wzajemny rodzicow > i ich partnerstwo oraz nawyki kulturalne ugruntowaly w kobiecie przekonanie, ze > > milosc wszystko zwycieza... o i pojawił się mój ulubiony stereotyp: chłop = neandertalczyk, szlachcic = ostoja kultury polskiej Odpowiedz Link Zgłoś
facecja Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie 05.09.04, 17:04 Gość portalu: dynastia napisał(a): > wiesz po 2 wojnie swiatowej ci co faktycznie mieli takie korzenie jak opisujesz > > pouciekali lub podczas wojny zgineli, wiekszosc co została korzenie miała > zwyczajnie chłopskie. tutaj bym nie przesadzała, bo przecież wielu naukowców - profesorów uniwersyteckich, prawników, którzy byli prześladowani w PRl- u czy to w erze stalinizmu, czy już potem, po 1968r. pochodziło z rodzin właśnie inteligenckich i właśnie dlatego byli prześladowani. I po upadku komunizmu ujawniło się wiele tzw. rodów szlacheckich, ktore przez 50 lat żyły w ukryciu, teraz nie mają się czego bać, a wręcz oczekują częsci tych honorów, jakie się należały ich prozdkom przed wojną. Masz rację - przeważnie nie mają oni kasy a i zwyczaje często plebejskie, ale sam fakt posiadania herbu czyni ich w ich oczach lepszym. Nie sądzę, by taki dziadzio - hrabia rzeczywiście mółg wpłynąć na wnuczkę, by nie wychodziła za proletariusza, bo chyba niewiele by sobie z tego dziewczyna zrobiła - ale takie małżeństwo moze być uważane w oczach tego dziadzia i jemu podobnych za mezalians. > Czy srodowisko lekarza ktory zarabia 1500 rozni sie bardzo od srodowiska > robotnika ktory zarabia 1600? odpowiedz brzmi nie! > Za komuny(obecnie zreszta tez) to fakt leczyli ludzi za prezenty co nie > swiadczy chyba za dobrze o nich wiec mieli troche wiecej ale przewaznie > mieszkali na osiedlach wsrod robotnikow wiec zwyczaje maja napewno podobne. Też racja. Ale zauważ, że po 1989 r. jednak powrócono do honorów naleznych lekarzom - nie mówię o pieniądzach, ale o prestiżu, szacunku społecznym, choć tym szacunkiem to róznie może być w dobie kryzysu służby zdrowia. > Przewaznie tak własnie takie rodziny rozumuja tylko ze frajerow z klasa i > faktycznie na wysokim poziomie materialnym coraz mniej , wolą ładne biedne lub > tez rownie sobie bogate i majetne niz wykształcone i z takich własnie > skostniałych rodzin ktorym sie wydaje niewiadomo co. > Wiec skoro frajerow nie ma to pobieraja sie z jakimis studentami medycyny i > ciagle sie uwazaja za ludzi z najwyzszej połki co jest oczywiscie brednią bo > ani zarbkow anie honoru(wymuszanie na ludziach aby im dawali łapowki za dobra > opieke na horym, lub tez rozkradanie panstwowych szpitali z nowoczesnego > sprzetu jakiego brakuje) nie maja. > Niejednokrotnie a nawet czescie na wyzszej stopie zyciowej zyja ci tzw. > robotnicy ,wiesz komunizm upadł liczy sie jakosc, wydajnosc oraz osobowosc niz > dyplom wiec wtedy chlopak robotnik jest mile widziany. > > Podobnie jest z rodzinami prawnikow, sedziow i innych reliktow byłej epoki PRL > ktorzy nawet blokuja dostep do tych zawodow dla nie swoich dzieci. > > Na szczescie ja nie mam takich dylematow:) Odpowiedz Link Zgłoś
inezja21 Re: w mezaliansie chodzi nie o wykształcenie 06.09.04, 19:35 On po zawodówce,ona po akademii muzycznej i pracująca tamże - udane małżeństwo od ponad dwudziestu lat.Bardzo udane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: corgan mezalians - stare pojęcie, a jednak nadal aktualne IP: 217.11.142.* 06.09.04, 23:24 Nie wiem, czy obecnie mezalians może różnicowac ludzi ze względu na wykształcenie czy majątek. Dziś uzyskanie dyplomu nie jest czymś niedostępnym, to czy ktoś beka przy stole, puszcza bąki czy uzywa "k...wa" jak przecinka nie znaczy ze nie będzie dobrze prowadził swojego biznesu. Sa buraki którzy świetnie dają sobie radę w biznesie. Owszem - w dłuzszej perspektywie wykształcenie się przydaje, w dłuzszej perspektywe bekanie czy baki przeszkadzają w biznesie, bo kto chciałby robić interesy z burakiem, a takich ludzi się raczej unika, wiec dla tego ktosia ileś tam drzwi będzie zamkniętych... ale jak to mówią - w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi. Mezalians dzis istnieje i ma się nadzwyczaj dobrze. Róznicuje on ludzi ze względu na wartości jakie wyznają, ze względu na towarzystwo, sposób spędzania wolnego czasu, stosunek do dóbr niematerialnych, wykształcenia i takich tam szczegółów. Co sprawia, że jesli czasem ludzie choc muszą zyć ze soba to albo się nie znoszą albo zyją obok własnym zyciem. Mezalians sprawia, że bariery są nie do pokonania i nie ma mozliwości aby dwoje dalej szło po tej samej drodze. Moim zdaniem mezaliansem nie musi byc jedynie małżenstwo, ale tez układ - rodzice-dziecko czy bp. żona-tesciowa i jej dalsza rodzina. W parach luźnie ze sobą związanych jesli jest mezalians to rozchodza sie i nie pakują sie w dalsze życie - takie związki łatwiej się rozpadają jak coś jest nie tak. Jak to mawiał Vincet Vega w "Pulp Fiction" w dyskusji o McDonaldzie amerykanskim i europejskim "istotne sa te drobne różnice". Kiedy ma się 20 pare lat mezalians nie jest dotkliwy i dostrzegalny. Ochroniarz może byc po zawodówce, ale jest fajny męski, przystojny itp. więc wad się nie dostrzega. Z biegiem lat kiedy uroda staje się drugorzedna tryb życia jednej lub drugiej strony zaczyna zgrzytać. Jesli po raz n-ty słyszy się "na ch.... Ci tyle książek?" albo od tesciowej "z gołą dupą lata a ksiunzkuf nakupowała" albo jak kobietę razi hobby swojego męża, bo jak jest mężem to powinien rezygnowac z piłki nożnej, wypraw w góry itp. tylko siedziec w domu. Albo odwrotnie - jeśli żona chce wyjść do teatru czy na koncert a mąż woli przysłowione piwo, golonke, kumpli i mecz na Eurosporcie. Mezalians wyłazi kiedy jest problem na co wydać ostatnie grosze - kupić książke, wydać na bilet na kocert czy składać na nowe kafelki, bo te stare 3 letnie są brzydkie. Stosunek do materialnych rzeczy to też podstawa. W przysłowiu "dżentelmeni nie mówią o pieniądzach" jest bardzo dużo prawdy. Mój wujek nie popełnił był mezaliansu hehe bo oboje z ciotką się dobrali odpowiednio, ale np. ich syn (mój kuzyn) nie robił 18-stych urodzin, bo w domu zawsze najważniejsze były dywany, nowe kafelki czy tapety a jak przyjda jego koledzy to zniszczą i pobrudza a poza tym - nie wiadomo co to za jedni... Ksiązki są wyłacznie po to aby miały ladne okładki i ładnie prezentowaly sie na półce [fajny snobizm a to i tak dziś wyjątek], gazet się nie kupuje [spoko, stać ich ale po co?], z filmów - wyłącznie karate, sporty walki, kopanie i wojenne [im wiecej krwi i trupów tym lepiej]. Jest to mój wujek [brat ojca] ale nie utrzymuje z nim kontaktu od kilkunastu lat. Po prostu nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Najgorsze że mój ojciec mial na jego punkcie kompleks i chciał mu za wszelką cenę dorównac. Np kupił sobie [dawno bo jeszcze za komuny] magnetowid po to tylko aby miec a nawet niewiele z niego skorzystał bo nie potrafił go obsługiwać. Ale miał po to aby pokazać ze go też na to stać. Nie mam nic do mezaliansów pod warunkiem ze nie wpieprzają się w moje zycie. Sęk w tym ze tak było w mojej rodzinie, zwłaszcza ze strony ojca i jego dalszej rodziny. Np. ojciec mi zarzucał mi, ze sie "wywyższam". Ja chodziłem do liceum, a on skonczył i to ledwo ledwo zawodówke. Był przeciwny zebym poszedł do liceum a jesli juz poszedłem to czekał na moje potkniecie. Że mi nie wyjdzie. Najchetniej widział mnie jak po niezdanej maturze tarzam sie jako trep w błocie w jednostce wojskowej w Świętoszowie albo kopie rowy i spłacam wszystko to co on we mnie "zainwestował". Że "jak nie zdam matury to pójde do łopaty". Problem nie polegał na tym czy ja się wywyższam tylko na dziwnej chęci poniżenia albo mnie albo tzw "ch..jów pod krawatem" czy "bab za biurkiem" ktore wszystkie by "wyp... na zbity pysk bo piją kawę i nic nie robia". Z wyjątkiem jego siostry [nie wiem jak sie uchowała w tym towarzystkie] cała rodzina była mniej więcej pod tym względem do siebie zblizona. Mój wujek był kiedyś chwilowo w Warszawie i strasznie go zdenerwowało "co tam robi tylu czarnuchów i żółtków? z czego żyją kiedy Polacy nie mają pracy?" recepta wiadoma.. "wyp... na zbity pysk" itp. Kazde sposoby rozwiązywania problemów konczyły sie tekstem "powiedziałem ci k...wa pysk zamknij". Nie uderzył mnie raczej nigdy tylko to było znęcanie się psychiczne. Dla niego to nie było żadnego problemu, gdyż musiał zdobywac sobie autorytet, bo jak nie to ja jak podrosnę to wyrzucę go z domu tak jak gdzieś tam widział w telewizji, ze wnuki wurzuciły swego dziadka aby spał w oborze bo im przeszkadzał. Ojciec nie miał żadnych aspiracji. Gdyby jakieś mial wiązałoby to sie ze zmianą mieszkania albo pracy. Mieszkalismy w naprawde podłych warunkach [brak lazienki, kibel na dworze], ale najwazniejsze ze ojciec mial blisko do pracy [pracowal jako palacz w kotlowni] i blisko do kolegów i reszty rodzinki. Tja... no i jeszcze koledzy. Odnosnie mezaliansu - nawet jesli sie spotka miłego i sympatycznego chłopaka po zawodówce, oczytanego itp itd warto zobaczyc kim są jego koledzy, kim są ludzie do ktorych aspiruje, na których się wzoruje, do czego dąży. W przypadku mojego ojca to była jakas zgraja szumowin- alkoholików. Zreszta poza jednym - nikt już z nich nie dożył 60-tki bo zapili się albo zmarli na wskutek takiego a nie innego trybu zycia. W zasadzie można mówic o mezaliansie ja-mój ojciec. Z biegiem lat przybierało to tak na sile, ze widzi się same wady, każde niedoskonałości osiągają gigantyczne rozmiary a zalet się nie dostrzega. Ja od połowy podstawówki nie spędzałem z nim wolnych chwil, zero wspolnych zakupów, nie spotykałem go na ulicy, unikałem tego, coraz rzadziej łazilismy razem w odwiedziny do rodziny. Na studia do inengo miasta to w sumie zwiałem z domu mozna bylo tak powiedziec. Nasze stosunki ociepliły się lekko w połowie studiów, na pół roku przed jego śmiercią. Gdyby zyl... gdyby zył jestem na bank pewien że byłby starym zrzedliwy dziadem. Jak potrafil zrobic matce awanture, ze nie DOSOLIŁA zupy, wszystko mu przeszkadzało, każdy hałas, to ze włączam MTV JEGO pilotem na JEGO telewizorze itp. wiec raczej spokojnej pogodnej starosci jakos nie widze. Zmarł na zawał bo mimo iz dostawał pare razy wyrazny sygnal od organizmu ze jest cos nie tak to nie dbał o siebie. Gorzej - jak się jąkałem był jedyna chyba osoba ktora mnie przedrzeźniała, mówił, ze jak bede mial te lata co on [40] to bede kaleką na wózku inwalidzkim itp. hehehe pamietam jak miałem 9 lat i bylem z matka u jej rodziny na wsi i ciotka zapytała sie mnie czy steskniłem sie za tatusiem odpowiedzialem ponoc, ze "za ojcem to nie, ale za Miskiem tak". Misiek to był nasz pies. Podobno ciotka mało nie spadła z krzesła hehehe jak to usłyszała, bo dla niej 4 przykazanie to było świetość hehe. Matka jak to matka klocek z empatią płaską jak Okecie miała wielkie pretensje jak ja mogłem cos takiego powiedzieć? Powiem tak - jesli kroi sie powazny mezalians radze wiac natychmiast. To nie jest tak, ze miłość wszystko zwycięży, że wystarczy się poświęcić a wszystko "jakoś" samo się ułoży. Nie ułoży się. Naprawde, a z biegiem lat będzie coraz gorzej. Jeszcze jedno ostrzeżenie - twierdzenie, że istnieje mezalians między ludzmi ze względu na wykształcenie jest bardzo mylący. Dzis wykształcenie nie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: corgan mezalians - stare pojęcie... dokonczenie IP: 217.11.142.* 06.09.04, 23:26 Jeszcze jedno ostrzeżenie - twierdzenie, że istnieje mezalians między ludzmi ze względu na wykształcenie jest bardzo mylący. Dzis wykształcenie nie jest czym trudno dostepnym. W latach 80 isc na studia wymagało albo odwagi albo było efektem aspiracji rodziców. Dzis ludzie idą na studia nie tylko dlatego ze mają aspiracje ale dlatego ze tak wypada i ze nie ma alternatywy na rynku pracy. Po prostu istnieje spore ryzyko, ze mozna naciąć się na superburaka [płci obojga] ktory moze pochwalic się dyplomem mgr albo nie daj boze - doktora [a tacy sa najgorsi]. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś