varia1
05.12.14, 14:27
Taka sytuacja:
parę miesięcy temu adoptowałam kotkę, maleńką i oczywiście szybko stała się członkiem rodziny, jest żywiołowa, wspaniale ciekawska i psotka jakich mało
niestety, dopadł ja zdrowotny problem który pociągnął za sobą konieczność operacji, leczenia i związane z tym koszty, no, ale na szczęście wszystko jest już w porządku
dziś rozmawiałam z koleżanką, zgadało się na ten temat i ona zapytała ile w sumie mnie to leczenie kosztowało. Kiedy podałam kwotę, ona stwierdziła : no, nie wiem czy bym TYLE ZAINWESTOWAŁA w KOTA
lekko mnie zamurowało, bo zawsze miała w domu jest jakieś zwierzę, a z tego co wiem, spokojnie stać by ją było na wydanie nawet 5 razy więcej niż ja wydałam bo taka kwota, która uratowała mi kota to jest jej jedno wyjście do galerii handlowej "na poprawę nastroju"
czy ja jestem jakaś nienormalna, czy zwierzę domowe to jest jakiś podgatunek?
... i jakoś mi tak dziwnie, wiem że raczej już się do niej nie odezwę :(
też tak macie?