Dodaj do ulubionych

droga do rozwodu

15.09.04, 14:46
Mam prośbę do wszystkich doświadczonych życiowymi przejściami. Napiszcie
proszę jak wygląda psychiczne dojrzewanie do decyzji, ze rozwód jest
nieunikniony...
już dwa lata dojrzewam. jest dziecko, więc nie jest łatwo. mam wrażenie, ze
już dojrzałam, ale wciąż mam watpliwości czy aby nie powinnam walczyć. czy ma
się kiedyś absolutną pewność że to dobry krok? czy kiedyś wraca spokój duszy?
czy po rozwodzie można się oczyścić wewnętrznie i normalnie zyć? Może to
chore ale jestem na etapie, kiedy wydaje mi się, ze już nic nie będzie
dobrze, ze tylko kłopoty, wyrzuty sumienia (z tym mam największy problem -
obwinianie się, choć to on i jego sposób bycia jest przyczyną naszych
problemów)... Nie radzę sobie.
Pozdrawiam serdecznie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Hera Re: droga do rozwodu IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl 15.09.04, 16:00
      wiesz , mamy podobny problem. Ja też dojrzewam do decyzji o rozwodzie. jestem
      mezatka od trzech lat , mam dwu letnia córeczke. Zastanaiwam się jak to bedzie
      po . czy dam rade podołac sama wszystkiemu, boje sie przyszłosci , ale nie chce
      życ tak jak teraz. Jesli tego nie zrobie teraz to kiedy nadejdzie odpowiedni
      czas aby zmienić swoje życie?
    • Gość: margie Re: droga do rozwodu IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 15.09.04, 16:22
      w 1992 roku wzielismy slub. Odeszlam w 2001. jak don tego doszlo? Nie bede tu
      opisywala calej sutuacji, bo nie ma to tu nic do rzeczy, w kazdym razie
      odeszlam bo mialam totalnie dosc, po prostu pzrelala sie ta ostatnia kropla
      cierpliwosci. faktem jest, ze pojawil sie ktos, kto w koncu mi pokazal, ze moze
      byc normalnie w zwiazku i ze to co robi moj maz do normalnosci nie nalezy.
      Nigdy sie nie wie, czy to juz naparwde koniec, czy jest jeszcze szansa, czy na
      pewno to dobry krok. Wiem jedno- kiedys zreba bedzie to zrobic, jesli w Was
      takie mysli sa, to predzej czy pozniej podejmiecie ostateczna decyzje. Sek w
      tym, czy warto czekac0 im pozniej tym trudniej. ja jestem zwolenniczka
      radykalnych i szybkich rozwiazan. Po rozwodzie mozna sie oczyscic, zyc
      normalnie, ja w zasadzie moge powiedziec, ze dopiero teraz zyje normalnie-
      robie to co dla mnie wazne, mam grono wspanialych przyjaciol, kochajaca rodzine
      i naprawde lubie swoje zycie. Wiele z moich kolezanek podjelo taka decyzje, na
      roznych etapach swego zycia i zadna tego nie zaluje. Tu sie nie ma co obwiniac,
      wina zawsze lezy po obu stronach. maz na pewno cie znienawidzi, tak jak moj
      mnie nienawidzi, ale ja sie tym nie pzrejmuje, wiem, ze zrobilam dobzre,
      wstarczy porownac jakosc mojego zycia teraz i podczas malzenstwa. Zniknela ta
      wiecznie zla wrzaskliwa tlusta zakompleksiona baba z pretensjami do
      wszytskich, a pojawila sie ciepla, wrazliwa szczupla i pewna siebie kobieta,
      ktora wszyscy lubia i szanuja. I o to chodzi!!! Powodzenia w podejmowaniu
      decyzji i spokojnie, moze potrzeba troche czasu jeszce, moze potrzeba
      psychologa zeby porozmawiac, moze wspolnie z mezem? jesli wyczerpiesz wszyskie
      drogi porozumienia i naparwy to bedziesz miec czyste sumienie, z e zrobilas
      wszytko. A bledy? coz, nie ma ludzi i decyzji doskonalych, wszystkich zadowolic
      sie nie da.....
    • jsolt Re: droga do rozwodu 15.09.04, 16:50
      pamiętaj, że to Twoje życie, i tylko od ciebie zależy, czy za ileś tam lat
      będziesz mogła stwierdzić, że nie było łatwo ale było warto przeżyć to w taki
      właśnie sposób w jaki zdecydowałaś.
      Aha, jeszcze jedno - tylko szczęśliwe matki wychowują szczęśliwe dzieci, pomyśl
      więc o tym co zrobić, żebyś czuła się naprawdę szczęśliwa :)
    • Gość: mika Re: droga do rozwodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 16:51
      Jestem już kilka lat po tej decyzji, ale nie żałuję. Zaczynając od początku -
      wyrzuty sumienia zawsze są, bo gdy rozpada sie związek dwojga ludzi wina leży
      gdzieś pośrodku, nawet jesli w danym momencie wydaje nam się, że to jego/jej
      wina. To jest jedna rzecz, która trzeba sobie uzmysłowić. I zastanowić się, czy
      chcecie (ale oboje) i macie jeszcze o co walczyć. To może być długa i trudna
      droga, ale jeśli widzicie jej sens, zawsze warto. Druga sprawa, do
      odpowiedzialność za dziecko. Jeśli już nie ma nic, jest rzeczywiście źle, tzn
      między rodzicami są złe uczucia, w domu chłód i kłótnie, a ma dodatek jak
      rodzina idzie do cioci, babci to udaje, że jest OK, to należy to skończyć. Dla
      własnego spokoju, oczyszczenia wewnętrznego, jak to nazwałaś, normalnego życia
      i dla dobra dziecka. Bo odpowiedzialni rodzice nie uczą swoich dzieci życia w
      kłamstwie (sytuacja jw), ale mogą (i powinni) nauczyć przechodzenia przez
      różne, też te bardzo trudne momenty w związkach, a jak trzeba dobrych rozstań.
      Bo dobry rodzic to nie ten, który ma z dzieckiem i drugim rodzicem wspólny
      meldunek i adres, to ktoś kto to dziecko kocha i szanuje, przy kim dziecko wie,
      że jest kimś ważnym. A tak może być również wtedy, gdy się widuje dziecko np.
      tylko w weekendy, tak jak można być złym rodzicem żyjąc z nim na codzień pod
      jednym dachem. Dodatkowym argumentem może być i to, że gdy źle się dzieje
      między rodzicami, to wpływa to też ujemnie na kontakty każdego z nich z
      dzieckiem, a jeśli potrafią mądrze się rozstać, to poprawiają się też te
      relacje. To wszystko piszę z własnego doświadczenia. Dodam tylko, że łatwiej
      (tzn, z większą wewnętrzną siłą) przechodzi się przez rozwód jeśli podejmuje
      się tę decyzję z pełnym przekonaniem, i dobrze jest mieć dobrych przyjaciół,
      którzy wesprą w trudnych momentach. Trzymam kciuki
    • Gość: mon.dan Re: droga do rozwodu IP: 195.116.62.* 15.09.04, 17:03
      z forum mezczyzna na ten temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=15649795
    • Gość: abc Re: droga do rozwodu IP: *.chello.pl 15.09.04, 18:15
      Jestem od 15 lat szczęśliwą mężatką ( i matką 13 letniego syna), ale przedtem
      przeszłam przez pasmo upokorzeń, psychicznych udręczeń i piekła rozwodu.
      Było wszystko - i brak perspektyw, tabletki nasenne używane w nadmiarze,
      izolacja towarzyska i rodzinna, piętno osoby niezrównoważonej a nade wszystko
      pustka.
      W sądzie mój mąż usiłował zrobic ze mnie wariatkę, nasz skromny majątek
      podzielił według własnego uznania- ja nie miałam sił walczyć a on wykorzystał
      sytuację, zostałam sama, bez perspektyw i z ogromnym poczuciem niższości.
      A do tego mój , były już, małżonek opowiadał o mnie, wspólnym znajomym o moich
      prawdziwych i nieprawdziwych przywarach. Byłam na dnie.
      Słońce zaświeciło mi pewnego listopadowego poranka, to długa historia, ale
      zakończona happy-endem.
      Można i trzeba walczyć o swoje, warto przciąć toksyczny związek nim partner
      dokona psychicznego zniszczenia. Nawet po najcięższych przejściach można się
      otrząsnoąć. Najtrudniejsza jest jednak samotność, samotne niedzielne poranki i
      sobotnie wieczory. Ja uciekałam w pracę- mając taką możliwość.
      Pozdrawiam ciepło i życzę udanych decyzji.
    • Gość: as Re: droga do rozwodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 18:23
      [link=lilypie.com][img noborder]lilypie.com/days/050512/3/21/0/+1
      [/img][/link]
      • Gość: j Re: droga do rozwodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 18:25

        src="lilypie.com/days/050512/3/21/0/+1" alt="Lilypie Baby Days"
        border="0" /></a>

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka