inka-inka-inka
03.09.17, 05:18
Moje małżeństwo trwa 6 lat, mąż popijał jeszcze jako młody chłopak (jesteśmy razem od 12 lat) Wtedy nie zwracałam na to specjalnej uwagi, też byłam młoda wiadomo...ale jemu nie przeszło aż do teraz. Jest coraz gorzej, zdarzają się tygodnie kiedy pije prawie codziennie po 3-6 piw, czasem pije kilka razy w tygodniu ale generalnie nie ma tygodnia bez piwka. Trwa to już 5 lat. Ja dużo pracuję, nie ma mnie w domu z reguły między 8-21, kiedy wracam zmęczona nie jestem w stanie już wiele w domu zrobić (gotowanie, sprzątanie itd. zostawiam na weekendy ale też nie zawsze bo np. wolę pójść na rower itp.) On ma do mnie o to pretensję i rozumiem to ale ja muszę tyle pracować, gdyż on niezbyt dobrze zarabia. Kiedy tak wracam i widzę go pijanego, bełkoczącego, kłamiącego mi w żywe oczy że przecież on nie pił itd. to serce mi się kraje :( On chowa po szafkach puszki żebym nie znalazła. Prosiłam, błagałam, tłumaczyłam , chciałam iść na terapię ale on nie widzi problemu. Rozmawiałam kilka razy z jego rodzicami, którzy walną mu umoralniającą gadkę, matka popłacze itp. on jest wkurzony, że ja ich denerwuje niby obiecuje poprawę ale za chwilę znów jest to samo. Czuję się zupełnie bezsilna. Zauważyłam od pewnego czasu jednak pewną zmianę w sobie...Mianowicie kiedyś bardziej to wszystko przeżywałam a teraz...zaczynam mieć to wszystko w nosie, czy śpi w ubraniu, bez przykrycia byle jak i byle gdzie. Z sypialni wyprowadził się już dawno. Nasz sex to 1-3 x w miesiącu max. i jest beznadziejny :/ Czuję, że straciłam z nim więź, stałam się obojętna na to wszystko i nie chcę już chyba walczyć o to małżeństwo. Przestałam wierzyć że on się zmieni. Jestem jednak osobą wierzącą, mamy ślub kościelny, rodzice to tradycjonaliści itd. Nie wyobrażam sobie rozwodu, a z drugiej strony nie chce takiego życia ! Niby jestem jeszcze w miarę młoda, ale jednak już "biologicznie" bije mi zegar. Dzieci nie mamy....boję się je mieć w takim układzie. Wszyscy pytają czemu nie mamy dzieci a ja milczę bo co ....Dodam tylko, że mąż jest generalnie bardzo dobrym człowiekiem, pomocnym, sporo osób go lubi i poza tym piciem jest ok, tylko między nami coś wygasło. Nie wiem już co robić. On na terapię nie pójdzie to wiem.