weronika88
03.10.18, 10:06
Witam. Mój były facet ostatnio nie daje mi żyć. Mamy syna, którym się nie interesował. W ciągu 4 lat spotkał się z nim może z 4 razy. Od 7 miesięcy jestem w szczęśliwym związku z nowym partnerem i kiedy w końcu od czterech lat jestem w związku zaczęły się problemy. Mój były spotkał nas na placu zabaw. Podjechał z kolegą i podszedł do syna zaczął się z nim bawić, do kolegi pod nosem powiedział "patrz on ją obejmuje chyba ją poj*bało". Wstał i podszedł do mnie z uśmiechem i powiedział, że jutro zabiera syna do siebie. Spokojnie powiedziałam mu, że synek znowu będzie płakał za nim, że i tak nie będzie się spotykał, bo za każdym razem obiecuje, a i tak tego nie robi, a ten zaczął do mnie krzyczeć, że jak jakiś frajer mnie obejmuje to nie znaczy, że może być ojcem dla naszego syna. Po czym stanął tuż przed moim partnerem wypiął się jak paw i zaczął mu grozić, że go zabije , zapier... , zniszczy itd jeśli synek powie do niego tato. Chciał nawet iść się z nim bić. Najgorsze, że dziecko wszystko widziało. Były w końcu poszedł sobie, a syn o ironio po tej awanturze zaczął mówić o moim obecnym partnerze tato. :O Zgłosiliśmy to na policje. Minęły dwa miesiące. Teraz mój były wypisuje do mnie, że chce porozmawiać z moim partnerem, że on się zmienił, zrozumiał wszystko i przeprosił. Powiedział, że chce zacząć płacić alimenty, że chce zacząć zajmować się synem. Powiedział, że nie ma nic do tego, że mam faceta i że chodzi mu tylko i wyłącznie o syna. Jak tylko odpisałam mu : "a czy ja mówię, że chodzi o coś więcej niż o syna?" To zareagował nerwami, znowu zaczął grozić, że zrobi mojemu obecnemu partnerowi krzywdę, że się mu odwdzięczy i pożegnał mnie takim "elo" (haha) . Nie odzywa się od 2 tygodni. Czy tylko ja mam wrażenie, że tak naprawdę syn go nie interesuje?