atenette
02.08.19, 19:38
Po 2,5 roku bycia razem, wspolnego mieszkania i tworzenia rodziny patchworkowej złożonej z nas i 4 dzieci usłyszałam od swojego faceta, ze powinnam co miesiąc wpłacać pieniądze, które on nazwał funduszem remontowym.. Mieszkamy w jego domu, rachunki płacimy na pół, mamy wspólne konto z którego robimy zakupy. Na pół płacimy także wszystkie koszty napraw i remontów typu nowa kuchnia, która zrobiliśmy, zepsuty bojler (koszt 4tys) itd. On twierdzi, że to co do tej pory wniosłam do tego domu (Np remonty, zakup nowych mebli) juz sie zamortyzowalo i powinnam cos co miesiąc płacić. Szczerze mówiąc uderzyło mnie to niesamowicie. Rozumiem jego tok rozumowania, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy tak rozliczać się z ukochaną osobą. Przecież ja też nie rozliczam jego z tego ze je 3 razy więcej ode mnie, jego dzieci jedzą 2 razy więcej od moich itd. Z jednej strony to rozumiem, oboje zarabiamy jego dom sie zużywa, ale poczułam się w tym domu jak zwykły lokator, wynajmujący, który mam płacić wynajem. Czuje sie ok kretynka bo moja romantyczna wizja miłości upadła, a zastąpił ja układ biznesowy. Jak Wy podchodzicie do tego tematu?