jagoda16112018
29.12.20, 21:13
Dobry wieczór,
Z góry przepraszam za chaotyzm ale nigdy nie byłam dobra w krótkim opisywaniu problemu. Postaram się zwięzłe i na temat. Nie wglebiajac się w szczegóły.
Mam 32 lata A mój partner 51. Jesteśmy ze sobą ładnych parę lat, mamy dwuletnią córeczkę oraz mojego 13 letniego pasierba (żona mojego partnera zmarła). Jesteśmy bardzo szczęśliwi, mam wspaniały kontakt z pasierbem, on jest zakochany w swojej siostrze. Zawsze chciałam szybko zostać mamą i mieć dużo dzieci, ale życie potoczyło się inaczej i dość późno nią zostałam. Z racji wieku mojego partnera wiedzieliśmy że tych dzieci dużo nie będę miała, jednakze coraz częściej rozmawiamy o jeszcze jednym dziecku. Ale tu pojawia się dużo ALE. Moja córka od samego początku daje bardzo popalić. Jesteśmy psychicznie i fizycznie bardzo nią zmęczeni. Jest bardzo żywa absorbujaca A przede wszystkim niesamowicie marudna. Z drugiej strony jest bardzo rozwiniętą ruchowo i umysłowo, bardzo dużo mówi i wszędzie jej pełno. Nigdy nam nie chorowała. Wiadomo, że zajmowanie się dzieckiem spoczywa przede wszystkim na barkach mamy i tak też jest i u nas, ale nie mam co narzekać bo mój partner robi zakupy, obiady-Ja w zasadzie mam się zajmować tylko dzieckiem. Oboje pracujemy, ale mamy takie prace gdzie możemy być w domu bardzo wcześnie, dobrze zarabiamy, generalnie nie mamy na co narzekać A czuje że jesteśmy wykonczeni i nie cieszymy się z życia tak jak powinniśmy. Jesteśmy wrakami z tego powodu że nasza córeczką wysysa z nas energię. Spotykam koleżanki które mają po troje dzieci i wyglądają kwitnąco. Mało tego, twierdza że to Dopiero przy dzieciach mają dodatkową siłę. A ja stoję patrzę i nie wierzę. Zastanawiam się czy to my przesadzamy ? Przecież to tylko jedno małe dziecko A my chodzimy jak zombie. Czy w takiej sytuacji powinna w ogóle rozważać druga ciążę ? Boję się , myśląc egoistyczne, ze nie będziemy mieć już nic z życia. Kiedy zdecydowaliśmy się być razem, wprowadziłem się do mojego partnera za miasto, na wieś. Jego dom urzadzilismy praktycznie od nowa, po naszemu, tak abym ja się dobrze czuła. Tutaj pojawia się kolejne ale. Kocham ten dom, sąsiedzi i cała społeczność bardzo mnie zaakceptowała ale wszyscy znajomi mojego mężczyzny, wiadomo, są w jego wieku i chociaż bardzo ich lubię brakuje mi dziewczyny w moim wieku. Dodatkowo jest to taka mieścina gdzie nie ma nawet parku, placu zabaw A z drugiej strony do mojego miasta jest 10 minut autem. Siedziałam z córka 1,5 roku w domu i dostawalam kręćka bo wychodząc z nią dzień w dzień na spacer nie spotykalam nikogo. Jestem bardzo blisko z moja mamą do której często jadę z córka na noc. Jak przyjeżdżam do domu rodzinnego czuje to coś. Lubię słyszeć że za oknem jeżdżą auta, że coś się dzieje, jadąc z córka na plac zabaw siedzi 10 matek, rozmawia się I czas inaczej płynie. Boję się że przy drugim dziecku, mimo tego że do miasta mam 10 minut drogi , to jednak jest to cała wyprawa. To nie jest to samo co być w mieście gdzie do koleżanki na kawę ma się 5 minut spacerkiem. Niby to nie są żadne problemy ale jednak...Boję się też o mojego partnera bo choć nie wygląda ani nie czuje się na 50 lat to jednak tyle ma i nie wiem czy to nie byłoby zbyt egoistyczne z mojej strony, widzę jaką ja jestem zmęczona A co dopiero on. Ale inaczej patrząc, cały czas myślę że może będzie lepiej, że moja córka może w końcu przestanie tak jeczec ,że nie będę taka zmeczona. Czy ja wymyślam ? Moja przyjaciółka ma dzieci rok po roku, też wiele przeżyła ale ze swoim mężem zawsze powtarzają sobie że kiedyś jak będą mieli odchowane dzieci to będą korzystać z życia, ja nie mogę tak myśleć bo wciąż boję się że nie zdążę, że względu na wiek mojego partnera, nacieszyć się nim , pobyć z nim, tylko z nim. Co myślicie ? Jak postapilybyscie na moim miejscu ?