vviosna
11.11.04, 01:30
"Artykuł był interesujący, ale jednostronny. Setki tysięcy lat rozwoju ludzkości
wykształciło taki model stosunków między kobietą i mężczyzną, który gwarantuje
sukces (przetrwania gatunku). Feminizm zmienia te relacje. Nie ma powrotu do
modelu całkowitej zależności kobiety od mężczyzny, bo nie ma żadnego
społecznego uzasadnienia, aby do tego wracać. Ale na jego miejsce nie pojawił
się nowy model takich relacji. A kobiety są zbyt zafascynowane wolnością i
równouprawnieniem, żeby zauważyć jakie negatywne skutki przynosi forsowany
feminizm."
oraz:
"Poziom świadomości kobiet jest tak wysoki, że nie pozwala na cofnięcie
ludzkości do epoki gdzie kobiety miały mniej praw niż mężczyźni. Ale różnice w
psychice kobiety i mężczyzny, różnice w naturalnych predyspozycjach, wbrew
powszechnemu mniemaniu, nie pozwalają w stu procentach na wymienność ról
społecznych kobiety i mężczyzny. Większość się uśmiechnie. Oczywiście, przecież
mężczyzna nie urodzi dziecka. Tak, ale nie tylko w tym rzecz. Abstrahując od
różnic w sile fizycznej, kobieta, statystycznie, bo są wyjątki, nie zastąpi
mężczyzny w roli dominującego przywódcy stada. Nie mam na myśli sytuacji gdy
kobieta będąc dyrektorem, kierownikiem itp. sprawnie zarządza firmą, biurem itd.
-> Nie ma takiej możliwości, aby kobieta, nawet będąc sprawnym menadżerem,
zarządzała mężczyznami w taki sposób, aby nie pozostawiło to negatywnych
skutków w ich psychice. Zniewieścienie mężczyzn jest pochodną feministycznego
skrzywienia społeczeństwa i w dłuuuuuugiej perspektywie to zaburzenie relacji
(istniejących setki tysięcy lat) między kobietą i mężczyzną może spowodować
upadek cywilizacji zachodniej.
Jednym słowem: pat.
Skąd okrucieństwo? Z frustracji i spowodowanych nią zaburzeń psychicznych."
a takze najciekawszy wpis w stylu "samas sobie winna, bo my, faceci, mamy
potrzeby fizjologiczne i nie umiemy z nimi walczyc":
"Nie. Jestem przeciwny przemocy.
Problem jest bardzo złożony i nie jestem w stanie napisać iluśtam stronnicowego
artykułu. Stąd skróty i uproszczenia.
W artykule, do którego link pożyczyłem od Teda, pisze się m. in. o ocenie
postawy zgwałconych kobiet. Policjanci, jak i środowisko, często wprost
twierdzą, że kobieta jest sama sobie winna, bo prowokowała. Jak jest w
rzeczywistości? Kobieta nie prowokowała, nie zachęcała, a wręcz stawiała opór.
To oficjalne stanowisko zgwałconych kobiet i ludzi, którzy próbują im pomóc.
Werbalnie wyrażone stanowisko nie pozostawia cienia wątpliwości, że kobieta nie
chciała odbyć stosunku z napastnikiem. Bo przecież ubranie krótkiej spódniczki,
popatrzenie na mężczyznę, pójście bez osoby towarzyszącej na dyskotekę nie jest
żadną zachętą ani prowokacją (w odróżnieniu od siadania na kolanach
przypadkowego mężczyzny, obejmowania go itd.). Ale pozostaje jeszcze, głęboko
ukryty, niewerbalny aspekt relacji między kobietą i mężczyzną. Otóż natura
skonstruowała samce w ten sposób, że ich celem jest zapłodnienie jak
największej ilości samic (nie dotyczy to wszystkich gatunków). Patrząc przez
pryzmat naszych atawizmów obraz staje się mniej klarowny. Samica, czy chce tego
czy nie, jest obiektem seksualnym dla samca. Uciekanie od świadomości tego
faktu jest zwyczajną hipokryzją. Nie wystarczy mówić, że gwałt jest
przestępstwem, bo fizjologii nie da się zatrzymać kodeksem karnym. Ale
strategia wielu kobiet nie uwzględnia fizjologicznego czynnika i różnic w
psychice między kobietą i mężczyzną. Z takiego punktu widzenia możemy mówić o
prowokowaniu mężczyzn przez kobiety, mimo, że pod względem prawnym to zgwałcona
kobieta jest jedyną ofiarą. Kobiety powinny być bardziej świadome swej
seksualności tym bardziej, że ze względu na różnice w budowie fizycznej, wynik
starcia kobiety i mężczyzny, w przeważającej liczbie przypadków, jest z góry
przesądzony. Nikt nie jest idealny. I ten fakt należy uwzględniać w swojej
strategii."
link - m.in.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=54&w=17367700&wv.x=2&a=17452086
Panie Pawle - jak zapatruje sie Pan na te poglady?