Dodaj do ulubionych

Banalna historia

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 21:39
No właśnie to bardzo banalna historia.Juz nie wiem sama czy śmiać sie czy
płakać.Jestem z facetem juz kilka lat,tworzymy związek raczej udany,nie ma
wielkich awantur,problemów łóżkowych itp, itd.Nie planujemy
malżeństwa...dobrze jest jak jest.....no wlasnie a raczej bylo.Jakis czas
temu zauwazylam ze dosc czasto wieczorową porą rozmawia na gg z jakąś
kobietą.Na poczatku właściwie mi to nie przeszkadzalo.Jest wolnym czlowiekiem
i nigdy nie chciałam go w jakimś stopniu ograniczać,sama mam kilku znajomych -
facetów z ktorymi często rozmawiam.Po jakimś czasie zaczeła mnie ta sytuacja
irytować,nagle już nie ma czasu na rozmowę, jest podirytowany tym ze cos do
niego mówie...a ON w tym czasie przeciez rozmawia!Nie wspomne o tym ze
mieszkamy w jednopokojowym mieszkaniu,jest godz 1 w nocy on rozmawia a ja
spac nie moge...Po prostu paranoja.Powiem Wam szczerze ze zgłupiałam, z
jednej strony widze mojego faceta , ktory po prostu ma ochote z kims pogadac
z drugiej egoistycznego dupka ,ktory nie jest wobec mnie lojalny - jakos nie
chce mi sie wierzyc ze o 1 w nocy gadaja o pogodzie.Chcialabym przeczytac
opinie tych z Was,ktore same cos takiego przezyly,przezywaja....i naprawde
bede za nie wdzieczna.
Aha....najbardziej "rozbawil" mnie tym ze po tak krótkim czasie(trwa to moze
tydzien,gora dwa) ona ma juz jego nr tel...
Obserwuj wątek
    • Gość: lidka Re: Banalna historia IP: *.spray.net.pl 22.11.04, 21:43
      no i masz chyba sama odpowiedz... widocznie zainteresowała go bardziej niż Ty
      go interesowałaś. Jak gdzieś polezie to zobacz na gg o czym piszą. Pewnie zrobi
      Ci się niezbyt sympatycznie.
      No.... chyba że rozmawiają o tym jak robić przetwory na zimę....
    • Gość: ania Re: Banalna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 21:53
      hmm ja to sadze ze wiesz...jak w kazdym zwiazku sa kryzysy...ty mozesz tego na
      poczatku nawet nie zauwazyc, a jak zauwazysz to jush jest za pozno....zaczyna
      sie walic...i kazdy pretekst jest dobry pozniej by to pokazac...
      moze sie niewinnie zaczac--ot taka rozmowa na gg
      on poprostu zaczyna szukac/chce wybadac grunt... przykro mi to stwierdzac ale
      wydaje mi sie ze on szuka czegos nowego--->to oznaka ze wasz zwiazek chyli sie
      ku upadkowi
      wiem bo sama przez to przechodze (tyle ze jestem po drugiej stronie i to troche
      innymi drogami idzie)--heh........tyle ze ja nie mam odwagi zeby to skonczyc
      choc wcale mi dobrze nie jst
      • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.04, 22:39
        Aniu, powiedz mi jedna rzecz,bo rozumiem ze jestes ta kobieta z ktora ow facet
        rozmawia i to z wieksza przyjemniscia niz ze swoja partnerka....po jakim czasie
        dowiedzialas sie ze kogos ma?Czy to nie jest tak ze zawsze opowiadaja jak im
        jest zle i jak bardzo nie moge rozwinac skrzydel?Nie pytam o szczegoly bo to w
        sumie Twoje zycie prywane.
        Nie ukrywam ze wzbiera we mnie zlosc,i zastanawiam sie nad tym zeby spakowac
        walizki(to jego mieszkanie)i sie wyprowadzic,mysle ze mialby bardzo zdziwiona
        mine,nie jestem pewna czy jestem to w stanie przetrzymac lub brac na spokoj...
        • wena10 Re: Banalna historia 22.11.04, 22:53
          Figo, a nie możesz mu po prostu powiedzieć, co czujesz? Jak bardzo jest Ci
          przykro, gdy on emabluje inną kobiete, dba o je dobre samopoczucie,
          dostarczając jej towarzystwa, podczas gdy ty jesteś zmęczona, chcesz spać? Że
          czujesz się upokorzona tymi wszystkimi podejrzeniami, które cisną Ci się do
          głowy? Ja bym nie bagatelizowała problemu. Pan zachowuje się zwyczajnie
          nietaktownie, robiąc przejażdżkę czołgiem po Twoich uczuciach. Rozumiem,
          wolnosć i swoboda, szeroki margines na swoje upodobania, ale są granice,
          których przekraczać nie wolno.
        • Gość: Z Re: Banalna historia IP: *.chello.pl 22.11.04, 23:27
          Gość portalu: Figa napisał(a):

          > Nie ukrywam ze wzbiera we mnie zlosc,i zastanawiam sie nad tym zeby spakowac
          > walizki(to jego mieszkanie)i sie wyprowadzic,mysle ze mialby bardzo zdziwiona
          > mine

          Obawiam sie, że raczej by sie ucieszył, niestety... :(
          • Gość: ja-oszukana Re: Banalna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.04, 00:22
            Figa, opowiem Ci po krótce moją historię.
            Byłam z gosciem 8 miesięcy(to akurat nie jest adekwatne do Twej sytuacji). Było
            wszystko ok pod kazdym wzgledem. Aż w jego życiu pojawiła się jego była
            dziewczyna. Zaczęłam być zazdrosna, bo zaczął z nią spędzac więcej czasu niż ze
            mną. Mówiłam mu o tym. Zaczął mnie zaniedbywac. Mówilam mu o tym. A on mówił mi
            wciąż, ze jest uczciwy i ze nie mam się o co martwić.
            Wprowadził sobie taki zwyczaj, ze gdy pzrychodził do mnie, to włączał gg i z
            nią gadał (pomimo tego, ze widywał się z nią w ciągu dnia). Ja się wkurzałam,
            wychodziłam wówczas z pokoju, czasem nawet się rozpłakałam. Ale wciąż wszystko
            było w porządku. Bo oni rozmawiają o sprawach służbowych.
            Aż po jednej z takich wizyt otworzyłam jego gg. I to, co przecyztałam, zmiotło
            mnie z powierzchni ziemi. Erotyzm, erotyzm, erotyzm.
            Zerwałam z nim.
            Nie potrafię udzielić Ci rady. Bo nie wiem, jak to jest po kilku latach.
            Wydaje mi się, ze ponieważ to tak długi okres czasu, to możesz spróbować coś
            zrobić, próbowac naprawić swój związek. Czasem takie rzeczy dzieją się po wielu
            latach bycia ze sobą i szybka interwencja może uratowac Wasze relacje. Moze
            jest coś, o czym Ty nie wiesz: ze on zcegoś nie lubi, moze On jakoś się
            zagubił... Nie wiem...
            My byliśmy za krótko, by taka szansa istniała. Ty masz jeszcze jakąś szansę.
            Życzę powodzenia!
            Trzymaj się cieplutko!
            • Gość: Ania Re: Banalna historia IP: *.gorzow.mm.pl 23.11.04, 08:18
              ..Gdy facet szuka kogoś w internerowej rzeczywistości, gdy zajmuje mu ona
              mnóstwo czasu... Coś jest nie tak. Czegoś brakuje. Radzilabym rzeczywiscie
              zerknąć do jego prywatności (gg) i nie snuć wizji. Spodziewaj sie szokującego
              widoku, bo wątpię, że rozmawiają o (jak to wspomniała poprzedniczna)
              przetworach zimowych. Nie bądz naiwna.A potem pozostaje tylko....spieprzać
              gdzie pieprz rośnie. Jeśli oprzytomnieje, przylezie na kolanach. Jeśli nie -
              nie ma co zajmować sobie kolesiem czasu. Uważam również, ze kiedy kobieta jest
              dobra i wyrozumiała, nie ogranicza...odwraca sie to wcześniej czy pózniej
              przeciwko jej. Powodzenia.
    • agniecha75 Re: Banalna historia 23.11.04, 08:47
      Zgadzam sie z przedrozmówczyniami. Niestety Aniu, od GG sie zaczyna, później są
      czaty itd.
      Twój facet szuka czegoś nowego i fascynującego
      Być moze zbliża sie bądź jesteście około "kryzysu siedmiu lat"...
      Nie namawiam Cię, do zaglądania w jego GG, ale zacznij brać pod uwagę opcję, ze
      to moze być poczatek końca.
      Trzymaj się ciepło,
      Aga
      • six_a Re: Banalna historia 23.11.04, 12:25
        czaty to pestka, gg i rozmówki z konkretną osobą - to problem.
        mimo wszystko nie polecam zaglądania!
    • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 23.11.04, 09:47
      Dziekuje za Wasze opinie,własciwie potwierdzaja mnie w przekonaniu ze nie jest
      dobrze i byc moze juz nie bedzie.To w sumie przykre ze po kilku latach zwiazku
      trzeba przechodzic takie rzeczy....Nie ukrywam,ze chcialabym przeczytac to co
      do niej pisze, ale gg ma zahaslowane wiec to raczej nie jest mozliwe,musialabym
      uciec sie do jakiegos podstepu haha zeby go odciagnac od kompa...no ale same
      rozumiecie...
      Obiecuje sobie ze wyjde z tego wszystkiego z twarza!
      Pozdrawiam:-)
      • Gość: Zona(jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.rabka.sdi.tpnet.pl 23.11.04, 12:15
        To faktycznie banalna historia... Jak moja. 22 lata szczęśliwego małżeństwa,
        udane dzieci, dom, poczucie bezpieczeństwa... I tydzień temu odkrywam, że mój
        mąż ma internetowy romans. Czuję się, jakbym rozpadła się na kawałki... Nie
        wiem, co dalej... Wiem, ze jest co ratować, ale jak mam sobie dać z tym radę?
        Jak dalej to budować?
        • agata.z3 Re: Banalna historia 23.11.04, 12:25
          powiedz mu, że Tobie zależy na Waszym małżeństwie, na ratowaniu rodziny... i
          postwa mu twarde waruki - niech to ON podejmie decyzję.
          To ON musi podjąć decyzję, co jest dla niego ważniejsze - Ty, jego zona i wasza
          rodzina, czy jakas pinda poznana w necie.
          Niech decyduje - albo przerywa tamten związek, albo wynosi sie do niej (ha,
          ha)...
          • Gość: żona (jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.zpigichp.edu.pl 23.11.04, 20:39
            Powiedziałam Mu to. Chyba mu zależy i chyba rzeczywiście to przerwał. Ale ja
            nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. To potwornie boli...Wciąż nie rozumiem,
            czemu do tego doszło. Tym bardziej, że wydawało mi się, że jest dobrze. A ja
            też nie jestem szantrapą, wredna bywam umiarkowanie. Czemu nawet nie
            zasygnalizował mi, że czegoś Mu brakuje? A faktycznie w zestawieniu z pańcią z
            Internetu jestem w gorszej sytuacji - ona zawsze czuła, absolutnie nim
            zachwycona, ja - to codzienność. Dzięki za miłe słowa.
        • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 23.11.04, 12:41
          Powiem tak...najbardziej wkurzyla mnie mysl ze jestem w tej chwili na z góry
          straconej pozycji.Tamta na pewno go zawsze rozmunie,ma dobry humor,zawsze czas
          dla niego...Wiecie jak to jest.Czasami pisac jest o wiele latwiej niz mówic.Jak
          łatwo komus sie zwierzyc,opowiedziec o swoich slabostkach , dowartosciowac, a
          tamta strona dziwnym trafem zawsze pocieszy i powie ze "doskonale cie rozumiem"
          lub cos w tym rodzaju.W tej chwili jestem wsiekla i nie mam sily na ratowanie
          czegokolwiek,braku lojalnosci nigdy nikomu nie wybacze(oczywiscie nie mam
          jeszcze 100% pewnosci),dam sobie troche czasu i pomysle czy walczyc czy
          zostawic.
          • agata.z3 Re: Banalna historia 23.11.04, 12:48
            wcale nie jesteś na straconej pozycji, to jest Twój mąż i Ty masz PRAWO wymagać
            od niego lojalności i UCZCIWOŚCI.
            A jasne postawienie sprawy jest i żądanie konkretnej decyzji jest właśnie w tym
            momencie uczciwe.
            Pomyśl sobie, że tak naprawdę, to on ma więcej do stracenia... bo co może
            zyskać? Wirtualną rzeczywistość?
            To Ty masz nad nim przewagę.
            Tylko najpierw sama musisz zdecydować się czego chcesz.
            Trzymam kciuki.
          • Gość: Ja Re: Banalna historia IP: 62.148.92.* 24.11.04, 12:53
            życzę powodzenia (jeżeli zdecydujesz się walczyć), wiem jak ciężkie to jest,
            ponieważ też przez to przeszedłem. Moja połowa znalazła kogoś kto ją "lepiej"
            chwilowo rozumiał, kto był "idealny" (skoro tak, to ciekawe dlaczego rozpadło
            się jego małżeństwo), kto jako niezwiązany ma dużo czasu i oczywiście jest
            tylko na spijanie śmietanki (bo co go obchodzą nasze rachunki na opłacenie
            których ja muszę sobie,w czasie gdy oni randkują, żyły wypruwać?). Właściwie
            gdyby nie dziecko to chyba bym sobie darował, chociaż z drugiej strony, nikt
            nie jest idealny i każdy zasługuje na drugą szansę. Z pewne perspektywy powiem
            Ci, że nie jest łatwo. Trzeba odbudować szacunek i zaufanie, ale jak można po
            czymś takim? Trzeba naprawdę być silną osobowością aby być w stanie wznieść się
            ponad to. Z drugiej strony wcale nie ma gwarancji, że kolejny związek z nowym
            partnerem/ką byłby szczęśliwszy (wiele osób żyje w tym złudzeniu).
            Trochę mi lżej bo się wygadałem
            pozdrawiam
      • viola2 Re: Banalna historia 23.11.04, 12:23
        jak dla mnie to dziwne ze na haslo a Ty go nie znasz
        Ja znam mojego meza hasla piny kody itd, i tak samo on moje,a co do rozmow na
        GG mowilam mu ze nie chce zeby z pewnymi osobami rozmawial, bo nie chce i tak
        samo on, i jest oki, niczego nie zahaslowujemy bo nie mamy nic do ukrycia.
        Wzcesniej zdarzalo sie ze sie obrazalam, jak gadal w czasie gier online z
        laskami, a teraz zdarza sie ze siedzimy obok siebie i gramy razem, czasami
        piszemy czasami nie, a nawet jak on gada czy ja na GG to czesto siadam mu na
        kolana albo on zerka mi pzrez ramie. Moze to i smieszne, ale teraz jestem
        zlupelnie spokojna. Smsy tez mi daje zebym odczytala, bo mu sie nie chce:)
        • viola2 Re: Banalna historia 23.11.04, 12:27
          dodam jeszcze ze po slubie jestemy 9 lat, ale mielismy ponad 2 lata przerwy i
          teraz jestesmy od lipca razem. Bylo mi ciezko, ale teraz ciesze sie ze wszystko
          mu mowilam, jak cos mi sie nie podobalo. Mysle ze osiagnelam to co chcialam
          jesli chodzi o te "internetowe i smsowe" sprawy.Na poczatku maz sie wkurzal ale
          kiedy powiedzialam mu jak sie czuje przestakl sie wkurzac i sam mowil o czym
          gada z kims czy posze smsy. Serdecznie Was pozdrawiam, i sie trzymajcie
          dziewczyny
      • conveyor Re: Banalna historia 23.11.04, 20:45
        Przeczytanie archiwum bez znajomosci hasla, jesli ma sie do dyspozycji komputer na ktorym jest zainstalowane GG jest bardzo proste, jakby co moge sluzyc linkiem do instrukcji, ale nie na forum...
        • Gość: żona (jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.zpigichp.edu.pl 23.11.04, 20:51
          Rzecz w tym, że nie chciałabym Mu grzebać w komputerze, w komórce. Fakt,że
          gdybym nie zajrzała do komórki, to romans by kwitł i nie wiadomo jak by się
          skończył; więc może warto... Chciałabym PEWNOŚCI. A jak teraz zaufać? Jak
          odbudować to wszystko?
          • conveyor Re: Banalna historia 23.11.04, 20:55
            Prawde mowiac zajalem tu stanowisko, li tylko w kwestiach technicznych ale Twoim postem poczulem sie wywolany do tablicy. Nigdy nie bylem w takiej sytuacji, to ze wiem jak to zrobic nie zaowocowaloby by regularnym a nawet nieregularnym przegladaniem archiwum. Pytasz mnie jak zaufac? Nie wiem... Jesli wybralas odbudowe zwiazku postaraj sie nie pielegnowac w sobie negatywnych odczuc...
            POzdrawiam
            • Gość: żona (jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.zpigichp.edu.pl 23.11.04, 21:00
              Dzięki. Chcę odbudowy związku i nie chcę negatywnych uczuć. Ale na razie one
              SĄ. Stąd też moja obecność w tym wątku.
              • Gość: agata.z3 Re: Banalna historia IP: *.swk.med.pl 24.11.04, 11:07
                oczywiscie, że negatywne uczucia w Tobie tkwią, trudno by bylo inaczej w
                sytuacji zawiedzionego zaufania.
                Ale to nie tylko Tobie musi zależeć na odbudowie związk, również jemu.
                A może nawet bardziej JEMU.
                I to ON musi się zdecydować czego chce i ewentualnie starac się naprawic to co
                zepsuł.
              • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 24.11.04, 11:28
                Ja nie jestem zoną,byc moze dlatego wiecej we mnie zlosci niz
                smutku.Podejrzewam ze wszytskie tego typu znajomosci sa bardzo
                uzalezniające.Czym kieruja sie kobiety po tej drugiej stronie wiedzac ze ten
                ich rozmowca ma kobiete,zone....sypia z nia itd,itp.Moze to kwestia
                checi "posiadania"...nie wiem.
                Ja czekam na rozwoj sytuacji z nadzieja ze sie bardzo nie zawiode.
        • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 24.11.04, 09:24
          Stawiam chyba wszytsko na jedna karte,mozesz mi podac ten link?
          • conveyor Re: Banalna historia 24.11.04, 12:05
            Ok, ale podaj maila. Nie bede go wklejal na forum. Ewentualnie napisz na moj adres gazetowy...
            Pozdrawiam
    • Gość: Liloo Ja jestem po drugiej stronie IP: *.kom / *.kom-net.pl 23.11.04, 21:55
      Ze mną pisze żonaty mężczyzna...
      • Gość: Ewa Re: Ja jestem po drugiej stronie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.04, 22:38
        to po co z nim piszesz?
        wiesz wielu mezow pisze z jakimi panienczkami z netu, ktore zawsze rozumieja,
        jak zle sa zony owych facetow, jak starsznie ich ograniczaja, nie rozumieja, itd
        nienawidze takich panienieczek, co to maja nadzieje
        • Gość: Liloo Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.crowley.pl 24.11.04, 12:43
          Ja też jestem mężatką...
          • Gość: Zona (jeszcze) Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.rabka.sdi.tpnet.pl 24.11.04, 12:55
            To może Ty romansujesz z moim mążem... On też trafił na mężatkę. Nie rozumiem
            ludzi takich jak Ty. Nie rozumiem takich kobiet. Zamiast budować własny
            związek, oszukujesz swego męża, podkopujesz małżeństwo innej kobiety.
            Krzywdzisz siebie, swojego męża i dwie inne osoby. Po co?!!! Po prostu robisz
            świństwo!
            • Gość: Liloo Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 19:20
              Z Twoim na pewno nie-sądząc po IP kompa. Nie oceniaj mnie jeśli nie znasz mojej
              sytuacji...Tak łatwo rzucić kamieniem...
              • Gość: Ewa Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 19:29
                nie wiemy jaka Ty masz syuacje, ale wiemy, jak budujesz w domu faceta, z ktorym
                gadasz sobie ukratkiem
                • Gość: Liloo Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 20:38
                  On ma tak i ja-jego małżeństwo umiera...
                  • Gość: Ewa Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 20:43
                    jeszcze nie slyszalam, aby bylo inaczej. Tylko potem jakos zwykle urzeec nie
                    potrafi. wezcie rozwody a potem skupcie sie na nowych partnerach. Tak
                    najlatwiej zona (maz) w domu a poza nim jakas idealna istota.
                    • Gość: Liloo Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 20:56
                      A ile jesteś po ślubie, ze tak wszystko świetnie wiesz? Bo ja 11 lat a w sumie
                      18. I wiem kiedy coś umiera śmiercią naturalną. Ale jak się ma dzieci to nie
                      jest takie proste...
                      • Gość: Zona (jeszcze) Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.zpigichp.edu.pl 24.11.04, 21:29
                        Jak się ma męża i dzieci, to ratuje się własny związek, a nie ucieka w
                        wirtualną rzeczywistość, podkopując równocześnie inne małżeństwo. I nadal
                        twierdzę, że to co robisz nie jest w porządku. Zbyt dużo osób krzywdzisz.
                        • Gość: Liloo Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 21:56
                          Tu juz nic sie nie da zrobic. Jestem w wielkiej kropce...
                          • Gość: Zona (jeszcze) Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.zpigichp.edu.pl 24.11.04, 22:19
                            Może zbyt szybko się poddałaś... I nigdy nie zrozumiem tego, że dodatkowo
                            rozwalasz małżeństwo kogoś innego.
                            • Gość: V Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak IP: *.eranet.pl 25.11.04, 11:09
                              Witam
                              Tak sobie to czytam i czytam i kilku rzeczy nie rozumiem.
                              Każdy z nas ma jakiś przyjaciół. Chodzimy na imprezy, do kina, wyjeżdżamy na
                              wakacje, czy inne wyjazdy. Poznajemy ludzi. Wstępujemy w jakieś związki.
                              Przecież nie zmusimy naszej drugiej połówki do tego, aby polubiła naszych
                              przyjaciół i odwrotnie, przyjaciół nie zmusimy do polubienia naszej połówki.
                              Jedyne co powinniśmy wymagać (i co powinno być oczywiste dla pozostałych) to
                              przyjęcie do wiadomości fakt istnienia przyjaciół (przez połówkę) i istnienie
                              połówki (przez przyjaciół). Przecież nie zrezygnuję ze spotykania się z kimś
                              tylko dlatego, że go nie trawi moja połówka. Oczywiście to działa i w drugą
                              stronę. Ona ma znajomych, za którymi ja nie przepadam, ale czy to powód aby ją
                              więzić i zakazać jej się z nimi spotykać? Mogę ją tam nawet podwieźć. Włos mi
                              od tego z głowy nie spadnie. To jest chyba normalne i nie podkopuje związku?
                              Normalne jest też to, że na jakiejś imprezie ona sobie zatańczy z kimś a ja w
                              tym czasie w jakimś ciemnym koncie poplotkuję z przyjaciółką o tym co jej i mi
                              na duszy leży. Co nas wkurza w naszych partnerach i co można z tym zrobić. Czy
                              to jest dla was OK? No bo dla mnie jest OK. I naprawdę, nie rozumiem dlaczego
                              gadanie z kimś przez net kto przedstawia się jako "Ania gorąca dwudziestka" i
                              możecie z nią porozmawiać tak po prostu ma być podkopywaniem i rozwalaniem
                              związku czy małżeństwa? Poza tym skąd pewność, że Ania, że gorąca i że ma
                              dwadzieścia lat? Skąd pewność, że to w ogóle jest kobieta? A nie 90 letni
                              facet, który się nudzi, a z domu już ruszyć się nie może?
                              No więc? Proszę o wyjaśnienie jaka jest różnica pomiędzy gadaniem w świecie
                              rzeczywistym z koleżanką z pracy, która wygląda tak, że zdrowemu facetowi ślina
                              na jej widok z ust leci, a majtki robią się za małe, a "Anią gorącą
                              dwudziestką" przez net, której na oczy się nie widziało.
                              Plis tylko w prostych żołnierskich słowach, bo ja prosty facet jestem i żadnych
                              aluzji nie zrozumiem ;)

                              Hm Czy to że czytam to forum, ba nawet na nie piszę już rozwaliło mój związek i
                              unieszczęśliwiło moją połówkę?
                  • agata.z3 Re: Ja jestem po drugiej stronie-to nie tak 24.11.04, 20:55
                    a może to wcale nie tak, może to tylko kryzys??
                    Kto ci dał prawo wydawac sądy w tej sprawie nie znając opinii drugiej strony??
    • boski.zawodowiec wyjdz na balkon i machaj cyckami 24.11.04, 09:39
      jak usłyszysz gwizdy to zawołaj meza czy faceta co kolwiek to jest.
      • trzydziecha1 Re: wyjdz na balkon i machaj cyckami 24.11.04, 11:20
        Atuknij łbem w monitor, jak zobaczysz gwiazdki, to znaczy że jesteś w USA ;)))
    • lezaza Re: Banalna historia 24.11.04, 21:36
      Nie pozwolilabym
      Net netem, real life prawdziwym zyciem, nie ma lekko
      maja telefony? czemu? zreszta bym nie dociekala = ucielabym mu ... za cos
      takiego
      • Gość: Zona (jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.zpigichp.edu.pl 24.11.04, 22:12
        Trywializujesz i upraszczasz.
        • Gość: Liloo Re: Banalna historia IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 22:16
          Zawsze są dwie strony medalu.
          • Gość: Zona (jeszcze) Re: Banalna historia IP: *.zpigichp.edu.pl 24.11.04, 22:22
            Ładowanie się w cudze małżeństwo, gdy nie umie się utrzymać swojego, po to by
            poprawić sobie samooczucie, oceniam jednoznacznie jako świństwo
          • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 25.11.04, 09:11
            hmmm...dobrze Liloo,postanowilam Cie nie oceniac.Powiedz mi jak bardzo musisz
            sie meczyc ze swoim facetem ,mezem...ze juz nie chcesz z nim usiasc i
            porozmawiac o swoich klopotach,bo zakladam ze sa one bardzo powazne a
            rozwiazanie ich jest trudne.Jak mocno trzeba byc zniecheconym zeby caly
            sprzyjajacy czas spedzac przy kompie i rozmawiac z nieznajomym.Moze marnujesz
            ten czas,moze powinnac go zainwestowac w swoje zycie prywatne,ktore kiedys
            przeciez wybralas....Kolko sie zamyka,Wy rozmawiacie ze soba,"romans" kwitnie,
            w malzenstwach zle sie dzieje, bo niby jak ma byc dobrze skoro wasi partnerzy
            widza jak sie oddalacie.Paranoja...
            • Gość: Liloo Re: Banalna historia IP: *.crowley.pl 25.11.04, 11:25
              Figo, niejednokrotnie próbowałam, wierz mi-rozmawiac, tłumaczyć, proponowac
              rozwiązania-w tym jest sęk, że tylko ja widzę potrzebę zmian, druga strona
              uważa, że jest dobrze i w ogóle o co Ci babo chodzi? A to, ze piszę z kimś to
              taka moja namiastka odrobiny normalności. Której nigdy nie miałam...
    • an_ni Re: Banalna historia 25.11.04, 10:13
      nie ma mowy o jakis podchodach facet jest bezczelny ty jestes obok a on w sodku
      nocy sobie gada na gg z inna i nie ma czasu na rozmowe z toba???
      szczyt bezczelnosci
      potraktuj go ostro albo skonczy z tym albo ty z nim skonczysz
      szkoda czasu na niego
      • e-xtaza Re: Banalna historia 25.11.04, 10:52
        Dobra dziewczyny większośc z nas tu obecnych spędza dość dużo czasu przy kompie
        mamy również swoich facetów, może powiedzmy jak to jest w naszych związkach czy
        uważamy że jest to nasze prawo do prywatności i wara samcą od tego czy nie mamy
        przed nimi tajemnic i wice versa? Jeśli chodzi o mnie to dogaduję się na
        zasadzie kompromisu choć czasami bywają zgrzyty.
        • e-xtaza Re: Banalna historia 25.11.04, 10:55
          Jeszcze jedno czy jesteście zazdrosne o to że oni siedzą przed kompem, czy to
          wy macie dosyć ich ciągłych uwag dotyczących tego że za dużo czasu spędzacie z
          wirtualnymi znajomymi
          • Gość: Figa Re: Banalna historia IP: 212.160.106.* 25.11.04, 12:22
            Jak dotąd nie bylo zadnego problemu,jego siedzenie przed kompem traktowalam
            jako moment kiedy moge zajac sie swoimi sprawami.Poniewaz nie siedział calymi
            dniami i nie bylo to w jego przypadku jakims "uzleznieniem" ja tym samym nie
            zauwazalam zadnych zmian.Az do momentu, o ktorym napisalam na samym poczatku.
            Sama mam znajomych,z ktorymi rozmawiam od czasu do czasu.....ale nie jest to
            bynajmniej ten jeden wybrany!Moze to kwestia charakteru ,nie wiem ,nie jestem
            az tak ufna ludziom zeby im opowiadac o sobie....a moze takiego tutaj nie
            spotkalam.Caly czas sie nad tym zastanawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka