Dodaj do ulubionych

Czy odważyłybyście się ...???

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:10
Proszę o szczere odpowiedzi.
Czy miałaybyście odwagę odbic faceta kobiecie, z któa jest np.kilka lat.Co on
musiałby miec w sobie żeby tak postapić.Czy może w takich romansach
najbardziej kręci, to że trzeba sie czaić
Obserwuj wątek
    • Gość: mania Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:12
      a może zdarzyło sie którejś z Was wkręcic swojego faceta, sprawdzic jego
      szczerość uczuć ??
      • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:16
        chyba jestes stuknięta jak masz takie myślenie :>
        • Gość: BABCIA ZDRADZAĆ, ODBIJAĆ, PORZUCAĆ, NIC SIĘ NIE SZCZYPAĆ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 10:59
    • Gość: mania Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:22
      nie jestem stuknieta,piszę z perspektywy tej ewentualnie rzuconej, dlatego
      interesuja mnie pobudki takich decyzji i działań
      • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:24
        ewentualnie rzuconej.....ćwiczysz jak na poligonie??? moze rzuci moze nie?
        • Gość: Truskawka Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.kki.krakow.pl 13.12.04, 15:27
          No trochę to przekombinowane. A ja myślałam, że to ja dziś mam tendencje do
          motania. A nie lepiej by było jakbyś po prostu pogadała ze swoim facetem?
          • Gość: mania Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:31
            widzisz,właśnie rozmawiałam, twierdzi, że wszystko jest ok,ale ja tam i tak
            wiem swoje(dęte to trochę chyba)ale jestem z natury podejrzliwa
            • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:43
              przez to "ja swoje wiem " uwazaj zebys czegos nie straciła...upierdlisz mu
              życie i co???
              • Gość: mania Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:49
                Podoba mi stwierdzenie "upierdlic komuś życie":), a tu swoja droga masz rację
                • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:52
                  troche zyje na tym świecie i wiem jak łatwo jest to czasem zrobić i to
                  bezwiednie a co dopiero z namysłem bo... "ja wiem swoje" :))
            • Gość: Truskawka Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.kki.krakow.pl 13.12.04, 15:48
              No tak, ale coś tam piszesz o wkręcaniu faceta i sprawdzaniu go w ten sposób.
              To takie trochę dziwne zachowanie. Jeśli swoje wiesz to postaw sprawę jasno bez
              manipulacji. A jeśli chodzi o twoje pytanie: Nigdy nie miałam do czynienia z
              już zajętym facetem i nie wiem co by sie musiało stać, żebym sie takim poważnie
              zainteresowała. Ja to mam tendencję do wybujałego poczucia winy, więc pewnie
              bym umarła z wyrzutów sumienia.
              • Gość: mania Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:55
                Widzisz,mało jest takich Truskawek.A to, że "wiem" to tylko moje podejrzenia,na
                które potrzeba dowodu.Sama nie wiem może sama sie nakręcam,Facet wychodzi z
                siebie jak mu robie takie jazdy.Mówi do rzeczy w zasadzie,ale mnie oczywiście
                palma bije.Chyba sie zbadam.
                • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 15:59
                  czyli upierdlasz mu zycie;-)) a oni tego nie lubią,zreszta postaw sie w jego
                  sytuacji i co??chciała byś tak?ja o mały włos bym cos takiego zrobiła i wyła
                  bym dzis jak bóbr,az mi sie myslec o tym nie chce.
                  • Gość: Truskawka Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.kki.krakow.pl 13.12.04, 16:08
                    Za mało danych, żeby ocenić twojego faceta, jego ewentualna zdradę i udzielać
                    rad. Ale mm ma rację, uważaj żeby nie popsuć czegoś ważnego. Ja, jak mi coś
                    leży na żołądku, to miendolę to w nieskończoność, więc trochę cię rozumiem. Ale
                    ja dalej nie rozumiem czy ty masz podejrzenie konkretne i co z tym wkręcaniem.
                    To ty go chcesz wkręcić i nie jesteś pewna jakby z tego wyszedł? Bo jeśli tak
                    to głupio...
                • ishtar-7 Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 19:30
                  może się nie nakręcasz. mój mąż (wraz z moją teściową) też twierdził że
                  zrobiłam się zazdrosna i zwariowałam, i że chyba wystarczająco mi pokazuje jak
                  mnie kocha. Więc w końcu doszłam do wniosku że może rzeczwyiście ze mną coś nie
                  tak. no i niestety okazało się że kobieca intuicja jest ok. Miał kogoś i to tą
                  osobę którą podejrzewałam. Choć podobno to było tylko zauroczenie. nie jest
                  dziś z nią, a my się rozwodzimy.
                  • Gość: Aga Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: 212.160.172.* 14.12.04, 11:11
                    w moim małżeństwie a raczej jego rozpadzie teściowa miała również swój podobny,
                    znaczący udział ;)
                    pozdrawiam Cię serdecznie i zyczę powodzenia
    • allabamma Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 16:24
      Tak. Gdyby na przykład było mu z nią źle. Co on musiałby mieć w sobie? Musiałby
      być moim partnerem, dopasowanie, idealny dla mnie, taki, jakiego bym chciała i
      bez tej jego kobiety :-), musiałabym go traktować powaznie i on mnie też,
      przyjaciel, no.
      Myślę, że to nie kręci, myślę, że to jest trudne.
      Wiem.
    • Gość: JohnMalkovitch Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.toya.net.pl 13.12.04, 18:21
      Tydzień, czy dwa temu była gdzieś na tym forum akcja potępiająca ludzi, którzy
      obwiniają kobietę o rozbicie związku żonatego mężczyzny.
      Było tam napisane mniej więcej, że winny jest tylko sam facet, bo przecież się go do niczego nie zmusi...
      Czy to już nie prawda, czy może cud błogosławionej niepamięci obraca to wszystko w niebyt..?
      • Gość: Lolek Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.devs.futuro.pl 14.12.04, 10:52
        Johny,
        Wiekszosc mezczyzn jest na to za leniwa.
        Jest akcja, bedzie reakcja.
        Wlasna inicjatywa, to nie w stylu meza.

        Forum to nie wykladnia moralnosci.
    • Gość: ANNAI Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.12.04, 19:23

      Czy zastanowilas sie co zrobis?? Zabierajac innej kobiecie faceta nie
      miej,zadnej pewnosci,ze tobie tego nie zrobi inna. I tak kolo sie zamyka. Wez
      to pod uwage,ze na jej nieszczesciu wlasnego szczescia nie zbudujesz nigdy bo
      los i zycie bywa przewrotne. I zemsci sie w niedlugim czasie, wierz mi takie
      jest zycie i cos o tym wiem. I nie wierz,ze nic go z nia nie laczy??
      Bo gdyby tak bylo juz dawno nie byli by razem. Przemysl to o czym piszesz.
      • karmarys Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 20:22
        odpowiadam na bzdury Anny, bo wiem, ze takie myslenie jest powszechne a poza tym
        jest ona z Wroclawia, wiec sie czuje odpowiedzialny ;)
        To czy facet Cie pusci dla innej nie ma zwiazku z tym, czy robil to juz
        wczesniej. Wrecz przeciwnie: jesli poswieca dla Ciebie wieloletni zwiazek
        (poukladane zycie) to znaczy, ze musisz byc dla niego naprawde wazna. Gryzac
        z drugiej strony, to ze znalazlas sobie wolnego faceta w najmniejszym stopniu
        nie gwarantuje CI jego wiernosci. Tak wiec, nie ma tu zadnego kola, ktore by sie
        moglo zamknac.
        POza tym facet nie jest flakonikiem czy zastawa stolowa, ktora sobie mozna
        zabrac. Jest tak samo osoba jak Ty posiadajaca wolna wole. Za zwiazek
        odpowiedzialni sa ludzie w nim pozostajacy i nikt poza tym. To oni wykonali
        mniej lub bardziej formalna umowe spoleczna , ktorej sie moga sprzeniewierzyc.
        Twoje poglady oczywiscie pasuja do obecnej moralnosci, sprytnie poukladanej
        przez facetow tak, ze np. prostytutki sa be a faceci sa OK. Nie ma czegos
        takiego jak rozbicie zwiazku. Udanego zwiazku nie da sie rozbic a nieudany....
        jesli jest nieudany to moze mu robisz wrecz przysluge?
        • Gość: sara Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.olsznet.ec.pl 14.12.04, 00:53
          Zejdź na ziemie człowieku. Wierzysz w to co piszesz? Niebywałe.

          > To czy facet Cie pusci dla innej nie ma zwiazku z tym, czy robil to juz
          > wczesniej. Wrecz przeciwnie: jesli poswieca dla Ciebie wieloletni zwiazek
          > (poukladane zycie) to znaczy, ze musisz byc dla niego naprawde wazna.

          Bullshit pełną parą. Jeśli mężczyzna/kobieta zdradzi raz, jest dwa razy większe
          prawdopodobieństwo, że zrobi to ponownie. To jest jak choroba, "alkocholikiem"
          jest się już przez całe życie...
          Zejdź z dziewczyny seksisto, ma rację w tym co pisze. Facet, który zostawił
          jedną kobietę dla drugiej nie jest wart zaufania, zdradzi po raz kolejny
          prędzej czy później, a próba odbicia - podkreślam "próba(!!) jest dla każdego
          dobrym sprawdzinem lojalności, uczciwości i charakteru. Nie jest wart
          przeprowadzenia w większości przypadków, jeśli miało by się okazać, że partner
          jest w porządku.

          Odnośnie kobiet, które piszą, że zdobyły by się na odwagę i odbiły faceta... To
          żałosne. Co to ma wspólnego z odwagą? Takie działanie umotywowane jest obłudą,
          egoizmem, zawiścią/zazdrością, chorą żądzą... To nie kobiety, to te suczki z
          piosenki Ascetoholix. Zdrada to wrzód na tyłku każdego społeczeństwa... jeden z
          wielu...

          Tak na koniec, bardziej współczuję "suczkom", niż tym porzuconym, bo teraz to
          te psiaczki mają na głowie "zużytego" faceta, no i dobrze, niech się kiszą w
          swoim sosie, są siebie warci.
          • karmarys Re: Czy odważyłybyście się ...??? 14.12.04, 03:56
            Jeśli mężczyzna/kobieta zdradzi raz, jest dwa razy większe
            >
            > prawdopodobieństwo, że zrobi to ponownie.

            rozumiem, ze dysponujesz badaniami na ten temat jesli tak dokladnie potrafisz
            okreslic prawdopodobienstwo kolejnej zdrady (czyli recydywy po prostu). Jest
            tez pewna roznica miedzy po prostu zdradzaniam czyli saypianiem z innymi
            kobietami (prostytutkami czy nie, bez roznicy) co mysle mezowie robia dosc
            regularnie (zwlaszcza jak juz raz im sie zdarzy) a co innego porzucenie jednej
            kobiety dla drugiej.
            Seksisto? Bo uwazam ze faceci w wiekszosci to niezaspokojone psy a kobiety sa
            ostracyzowane za nieswoje winy. Niech bedzie.
            Gdyby to bylo takie oc zywiste, ze facet, ktory zostawil raz , zostawi i
            nastepny to by nie bylo tematu, bo chyba kobiety nie sa az takie glupie, zeby
            sie pakowac w cos co ze startu jest skazane na niepowodzenie. Wiec moze jednak
            nie masz racji.
            "Odbijanie" mezow ma to wspolnego z odwaga, ze to "odbijajace" kobiety sa
            potepiane i uznawane za wstretne kreatury, ktore odbijaja biednych , zagubionych
            i nieswiadomoych zagrozenia samczykow. To ze cos tam przysiegal ten pan a nie ta
            okropna hydra ma juz raczej drugorzedne znaczenie.
          • allabamma Re: Czy odważyłybyście się ...??? 14.12.04, 11:21
            Gość portalu: sara napisał(a):

            > Bullshit pełną parą. Jeśli mężczyzna/kobieta zdradzi raz, jest dwa razy
            > większe prawdopodobieństwo, że zrobi to ponownie.
            To jest dopiero bullshit.
            Wyliczyłas to z jakiegoś wzoru, Siostro?

            > Takie działanie umotywowane jest obłudą,
            > egoizmem, zawiścią/zazdrością, chorą żądzą...
            Tak po prostu czasem się dzieje. Nie miałas tego nigdy? Ciesz się. Nawet nie
            wiesz, jakie to jest trudne. Tak, wymaga odwagi i determinacji. Żeby spróbować.
            A czasem się opłaca. Dzieki temu mam fantastycznego męża. Tak się składa, ze on
            miał wcześniej dziewczynę (wiele lat), ja faceta. No i poszło. Obłuda? Egoizm?
            Chora żądza? Nie wiesz, o czym piszesz, dziewczyno.

            > To nie kobiety, to te suczki z piosenki Ascetoholix.
            Przykro mi, ale głupia po prostu jesteś.

            > Tak na koniec, bardziej współczuję "suczkom", niż tym porzuconym, bo teraz to
            > te psiaczki mają na głowie "zużytego" faceta, no i dobrze, niech się kiszą w
            > swoim sosie, są siebie warci.
            Nie masz mi czego współczuć. Tworzymy świetny związek niezaleznie od tego, jaką
            ilością jadu na niego plujesz.
    • Gość: J A Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.186.71.143.res-str.ptd.net 13.12.04, 19:26
      Tak Maniu , odwazylabym sie to uczynic. Z kilku powodow:
      po pierwsze skoro on jest toba zainteresowany to znaczy ze nie jest
      zainteresowany swoja obecna partnerka.
      Po drugie rzeczy wydarzja sie dla jakis powodow - wszystko ma swoja przyczyne!
      I po trzecie nigdy nie zostawiaj niczego za soba, walcz o swoje szczescie,
      jesli to zostawisz tak jak jest kiedys mozesz tego zalowac.
      Czajenie sie i pokatne romanse to nie ma sensu. Jako dorosli ludzie powinniscie
      zadeklarowac swoje uczucia , a co za tym idzie wiernosc jednej tylko osobie.
      Oszustwa to obrzydliwa sprawa!!!!
    • Gość: mm Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.12.04, 21:45
      mnie się to zdarzyło, ale inicjatywa była jego. Teraz żałuję, że ten romans
      miał miejsce, ale bynajmniej nie z powodu wyrzutów sumienia. Moim zdaniem
      odpowiedzialność spoczywa na obu stronach
    • alpepe Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 21:49
      gdyby to nie było małżeństwo i gdyby nie mieli dzieci, to nie miałabym
      skrupółów.
    • aruana Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 22:26
      Mi zabrala faceta po 5 latach udanego zwiazku, zwykla i prosta "dupa". Mieszala
      nim strasznie przez pare miesiecy, on sie wzbranial, az w koncu postanowil
      sprobowac. Na pozegnaniu powiedzial mi, ze to tylko przelotny romans, ze nic dla
      niego ona nie znaczy, ale pracuja razem, wiec przebywaja ze soba wiecej czasu
      niz on ze mna. Ona jest nowoscia, kobieta, ktora po prostu sie nadstawila, a nie
      znam faceta, ktory by z takiej okazji nie skorzystal. Wiecie, nie rozumiem, jak
      mozna zyc ze swiadomoscia, ze spotykasz sie z czlowiekiem, ktory ma w sobie tyle
      z innej kobiety, ktora gdzies tam bardzo cierpi. A moze prosci ludzie nie maja
      takiej swiadomosci?
      • Gość: Ewunia 28 Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 00:04
        Aruano chyba troszke sie oszukujesz, ze to byl udany zwiazek- jesli by byl udany to by trwal...Co to znaczy mieszala Nim?? Coz Twoj mezczyzna to bezwolny golem?? Czy mezczyni to takie maszynki, ktore mysla tylko o jednym? Tak ich postrzegasz? Piszesz o tej kobiecie bardzo brzydko- rozumiem, cierpisz. Ale nie pogardzaj Nia!!!Co to znaczy prosci ludzie? jak Ona moze byc prosta, skoro Ty piszesz, że "po prostu sie nadstawila"? Co to za jezyk, co to za poziom?
        Aruano pozbieraj sie i zacznij sie cieszyc wolnoscia. To piekny stan, czasem niedoceniany. Milosc nowa sama przyjdzie:-)
        • aruana Re: Czy odważyłybyście się ...??? 14.12.04, 10:31
          Tak wiem, furia mnie zaslepia, kajam sie teraz... Niestety tak bylo, przez pol
          roku ona go kusila, uwodzila, mamila, mowila do niego "mezu", a on "biedny
          misiaczek" nie umial nad tym zapanowac. Nie chcial sobie psuc stosunkow w pracy.
          Mialam z nia do czynienia, wiec wiem co mowie, jest bardzo nieskomplikowana
          kobieta. Moj facet, wlasciwie juz byly facet, mial zawsze bardzo marne poczucie
          wartosci. Widocznie nie udalo mi sie sprawic, aby czul sie przy mnie tak
          komfortowo, jak tego potrzebowal.
          Musze sie przyznac, ze pogardzam kobietami, ktore wbrew wszystkiemu pra do
          wyrwania mezczyzny ze zwiazku. Mozna inaczej, bo nie wyobrazam sobie, jak mozna
          wskoczyc z jednego zwiazku w drugi, tak z dnia na dzien.
          Zbieram sie z wielkim trudem, bo w tygodniu, w ktorym mnie zostawil snulismy
          jeszcze plany na przyszlosc...
          Dziekuje za slowa przywracajace mnie do pionu! Pozdrawiam!
      • Gość: Magda Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 10:00
        Nawte nie pisz takich głupich rzeczy. Prosta bo prosta ale ci go zabrała, czyl
        ijakby nie patrzec chce być z nią, a nie z tobą. Widocznie cie nie kocha i
        kropka, i musisz się z tym pogodzić. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla
        ciebie. I lepiej, ę po 5 latach a nie po 20.
        Trzymaj się i powodzenia w kolejnych związkach
      • Gość: ENZO czas na zmiane otoczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 10:46
        "...sie nadstawila, a nie znam faceta, ktory by z takiej okazji nie
        skorzystal." dziewczyno zmień otoczenie bo faceci których spotykasz to
        zwykli "bazarowi dresiarze"
    • Gość: zdradzana Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 22:28
      Nie radzę tego robić. Kiedyś miałam romans z żonatym mężczyzną będąc sama
      mężatką - tak dla "sportu". Potem mój mąż najprawdopodobniej mnie zdradził.Może
      to był jego odwet? Jedna i druga sytuacja pozostaje w pamięci- nie można jej
      niczym wymazać. Moje sumienie teraz cierpi, a każdy wyjazd męża, telefon od
      tamtej kobiety do niego, to potencjalna jego zdrada. Ciężko jest tak żyć. I
      niech mi nikt nie mówi, że najlepij się rozwieść - bzdury!! Pozdrawiam
    • Gość: Janek Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.klc.vectranet.pl 13.12.04, 22:37
      Ja moze nieco zbocze z tematu i napisze ,ze za nic w swiecie nie tknąl bym
      dziewczyny innego faceta. ani przenigdy nie zdradzil bym swojej.. uwazam to za
      swietosc i za sprawe honoru.
      • Gość: pati Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 22:42
        janku ....gratulujee..to niezwykłe.masz partnerke?obecnie?
        • Gość: janek Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.klc.vectranet.pl 13.12.04, 23:16
          tak :) przepiekna i przekochana anie! jest dla mnie calym swiatem , kocham ja i
          wiem ze bedziemy do konca swiata razem!
          • Gość: Bolek Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.12.04, 10:48
            brachu ! masz racje ! Ania jest the best ! no i ten pieprzyk poniżej pępuszka ,
            ach!
      • czajek76 Re: Czy odważyłybyście się ...??? 13.12.04, 22:58
        Podpisuje sie obiema rekami.
        Predzej sobie siurka obetne!
      • Gość: lolo Janek Janek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 11:02
        Czy Ania to twoja lewa czy prawa ręka :-)
    • Gość: Cheops Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.12.04, 23:11
      Z męskiej persperktywy kilka zdań:
      Po pierwsze "po co podrywać znajomej (przyjaciółce, koleżankce etc,
      niepotrzebne skreślić). Tzn. co się zyska w zamian ? Jakoś tego nie rozumiem.
      Z innej perspektywy:
      Czy podrywanie komuś partnera jest "w porządku" ?
      Ale również mężczyzna: jeżeli kocha (jak się mówi: napradę kocha) to nie
      pozwoli sobie na "bycie poderwanym" bo byłoby to nie wporządku w stosunku do
      kochanej osoby.
      No, a jeżeli - mimo to - daje się zabrać innej, to może jednak nie kocha ?
      Ktoś pisał tu, że trzeba walczyć, ale trudno walczyć o drewaniany kołek. Miłość
      to, moim zdaniem, dwie rzeczy:
      po pierwsze - służba, czy daj z siebie więcej niż spodziewać się dostać (nie za
      dużo, ale jednak),
      po drugie - zaufanie, czy wewnętrzne głębokie przekonanie, że mój
      partner/parnertka (mąż, żona - niepotrzebne skreślić) robi to co jast najlepsze
      dla naszego związku.
      No, ale takie zasady powinny obowiązywać obie strony. Jeżeli tego nie
      przestrzegać to może nie ma miłości ?
      A co jest? Zauroczenie ? Chęć posiadania ? dowartościowanie siebie
      samego/samej ? Stańcie przed lustrem i powiedzcie sobie głośno: dlaczego z
      nim/z nią żyję ? do czeko jest mi potrzebny/potrzebna ?
      Jaka będzie odpowiedź ?
      • Gość: xy2 Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: .48.213.* / 80.51.176.* 13.12.04, 23:14
        ktos normalny
    • Gość: adrianna Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.12.04, 23:25
      Jezeli o tym myslisz to nawet nie wiesz jakie to cierpienie dla dziewczyny
      partnera.
      • Gość: adrianna Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.12.04, 23:26
        Ty sie swietnie bawisz a ona cierpi!
    • Gość: ja Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.tvp.pl 13.12.04, 23:27
      Zrobilam to,ale nie do konca.Mamy uklad-on nie zostawi swojej rodziny i ja sie
      z tym pogodzilam.Kreci mnie strasznie,zawsze szukalam takiego faceta. Na
      poczatku mial to byc niewinny flirt ale trwa to juz 2 lata.
      • Gość: cheops Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.12.04, 23:59
        taki układ nie ma przyszłości i jest świństwem, bo oznacza, że JA i MOJE
        potrzeby są najważniejsze, nawet kosztem innej - rozbitej - rodziny. A czy
        pytałaś tantą czy taki koszt chce ponieść.
        Bo, to, że Ty masz korzyść, to oczywiste (żadnych zobowiązań, he, he, sama
        czysta przyjemność), że ma korzyść Twój parter to też jest dla mnie jasne. Ale
        NIE MA NIC ZA DARMO.
        Jak myślisz kotku, kto za to płaci ?
        • Gość: sara Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.olsznet.ec.pl 14.12.04, 00:31
          alleluja...
      • Gość: dydy Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.238.101.200.adsl.inetia.pl 14.12.04, 00:47
        Jestem mężatką.Mamy dzieci.Facet się zagubił w wielkiej firmie.Najpierw z dużo
        młodszą.Przypłaciłam to głęboką depresją.Pewnie nie byłam szczególnie
        atrakcyjną w tym czasie,a i On nie mógł sobie poradzić z poczuciem winy.I
        znalazła się pociszycielka.Wspólne przeżycia pracowe i ktoś dla kogo jestem
        wspaniały...tak myślę.Od dwóch lat pracują blisko siebie.Nie współżyjemy ze
        sobą od roku.Codziennie dyskretnie staram się i jestem odrzucana.Droga do
        pokory...Nie odchodzi.Nie wie czy chce ze mną być.
        • Gość: sara Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.olsznet.ec.pl 14.12.04, 00:56
          A ty? Chcesz z nim być? Jesteś tego absolutnie, bezprzecznie, 100% pewna, że
          chcesz z nim być nadal?
          • Gość: dydy Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.238.103.145.adsl.inetia.pl 14.12.04, 01:44
            jestem.kocham Go.Wierzę ,że przysięgamy nie tylko na dobre.Na złe również.Z
            jakiegoś powodu ludzie wymyślili przysięgę.Mam wrażenie,że ludzka natura nie
            zmienia się od wieków.
            • Gość: koko Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.autocom.pl 14.12.04, 10:16
              Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Mój też nie wie czego chce.
              Z tym, że "uzywa" mnie do seksu.
              Ponieważ to już kolejna koleżanka z pracy, z którą się "zaprzyjażnił" i ponieważ
              to juz trwa ponad rok - mimo, że go kocham i chciałabym z nim być - zaczynam się
              zastanawiać, czy warto.
              Powoli staje się gotowa do rozstania.
              Nie mogę znieść tej sytuacji, tego jego znudzenia domem i dziećmi, oglądania tv,
              czytania gazet i spania; byle nie patrzeć mi w oczy.
              Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam
              koko
              • Gość: xx Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.12.04, 11:35
                stwierdzsz że mąż używa cię do seksu? Używa się pzredmiotu a nie człowieka. Co
                z twoją godnością? a dzieci przecież rosną i świetnie potrafią wyczuć napięcia
                panujące między rodzicami, czasami dociekają przyczyn i co wtedy gdy zaczną
                zadawać niewygodne pytania? Wydaje mi się że czas pomyśleć o wszystkim i
                przeprowadzić z mężem rozmowę która wyjasni wiele spraw. Cierpienie z czsem
                ustąpi, a i ty poczujesz się lepiej.
        • Gość: Agga Nie będzie Ci lekko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 11:23
          Przeszłam przez to samo przez co Ty teraz przechodzisz. Ja - z wyboru
          strażniczka ogniska domowego cóż, że bardziej rzutka i energiczna - miałam
          świadomość, że on dusiłby sie w domu. Ktoś musiał ustąpić, aby był sens
          zakladać dom. On przystąpił do wyścigu o karierę i pieniądze. Firma oprócz
          wyjazdów "integracyjnych" zaproponowała przeniesienie do Warszawy. Ja z
          dzieckiem dalej strzegłam ogniska domowego. Karmiłam piersią dziecko do 2 lat 8
          miesiecy z powodu skazy białkowej. Mąż był wiecznie zmęczony, senny albo w
          ciagu dnia robił aferę o nic, żeby wieczorami nie zbliżać się do mnie. Ta
          trzecia - z panieńskim dzieckiem, po romansie z szefem, po uwiedzeniu kumpla,
          który byl za cienki na takie akcje i wpakował sie pod ciężarówkę - odpuściła
          sobie po 1,5 roku ten romans biurowy, aby w ciągu kilku miesiecy wyjść za mąż
          za kolegę z liceum - wreszcie ktoś chciał jej założyć obrączkę. Mój głupi mąż o
          wszystkim mi opowiedział. Uratowało mnie tylko to, że ostro zażądałam milczenia
          na temat szczegółów. No i cóż dalej - mimo, że to była i jest nasza najwieksza
          miłość w życiu , to trudno o taką kompletną bliskość. Ja w łóżku ciągle czuję
          obecność tej trzeciej (nawiasem mówiąć, że też moja obecność tamże nie
          przeszkadzała?). Mój mąż chodzi na palcach, adoruje z cierpliwością anioła, ale
          to ja byłam dłużej tym aniołem. Chciałabym tylko jednego - móc zapomnieć o
          upokorzeniach, które mnie dotknęły. Kochać to także zrozumieć. zawsze
          rozumieliśmy się świetnie. Cieszy mnie powrót chwil, które kiedys spowodowały,
          że świat zawirował - tylko dlatego jestem z nim dalej. Pamietaj - łatwiej
          wybaczyć płatną dziwkę (to tak jakby sie zmasturbował) trudniej zdradę uczuć.
    • Gość: zebra Czy warto zniszczyć cudze szczęście dla... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.12.04, 23:58
      zrealizowania własnej, egoistycznej, bardzo niepewnej wizji szczęścia? Tak
      brzmi Twoje pytanie przetłumaczone "na nasz". Proszę o szczereodpowiedzi.
    • Gość: listek_a Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 07:37
      Mnie to nie kręci! Jakaś drętwa jestem chyba:))
      • Gość: EVI Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 09:08
        Mój facet też miał przygodę. Chciał nas (ja + córcia) zostawić. Prosiłam,
        płakałam - nie tylko tamta. Gdy byłam już w depresji spotkałam świetną
        kobietę i ona mną potrząsła aż do bólu. W ciągu jednego dnia obowiązkowy
        fryzjer, nowy ciuch inny makijaż i spotkanie w pubie z dawno nie widzianą
        kumpelą. Nie pomagało więc musiałam sobie wmówić że ten człowiek to bliźniak
        mojego męża który chwilowo mieszka z nami. Zaczeliśmy się mijac - nie
        patrzyłam, nie pytałam udawałam że życie nabiera innych barw i zaczyna mi
        sie to podobać. Zmieniłam zupełnie pory posiłków i menu. Wchodziłąm
        częściej i co 3 tygodnie wytrzymał - wrócił jak zbity pies, i tym razem to on
        płakał. Do prawie roku ciągle jeszcze naprawia to zniszczył a ja się
        wszystkiemu przyglądam i ciągle jeszcze niedowierzam.
    • Gość: novika Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.mos.gov.pl 14.12.04, 09:08
      Jeżeli chodzi o romanse z żonatymi to wiem,że absolutnie nie można wierzyć w
      zapewnienia typu "moje małżeństwo jest już martwe", bo to tylko wygodna
      bajeczka, żeby zamydlić oczy. Przeczytałam gdzieś, że "jeżeli facet mówi, że
      jego była chciała go kiedyś przejechać samochodem, to prawdopodobnie nadejdzie
      dzień,kiedy będziesz żałowała, że jej się to nie udało":)))
      • Gość: aga Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 09:28
        POdoba mi sie to z tym samochodem!!!
        Sadze,ze prawda jak zawsze lezy po srodku - bp przeciez do tanga trzeba dwojga -
        mam 30.i przystojnego meza - jest u Niego w pracy mloda girl (max 25 lat)
        ktora straszliwie "drapie" jak kotka - a wie,ze ma zone dziecko -
        dzwoni,zaprasza na imprezy -czujecie to???- Bogu dzieki maz mi o tym mowi - ale
        to pokazuje,ze dziewczyny teraz tez sa bez skrupulow - oczywiscie nie chce
        generalizowac
        • Gość: missmag Re: Czy odwaz˙y?ybys´cie sie˛ ...??? IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.* 14.12.04, 10:04
          nie ma co sie oszukiwac, faceci maja zupelnie inne spojrzenie na kwestie zdrady
          i chocbysmy ze skory wychodzily, niczego tu nie zmienimy. ale jednoczesnie
          faceci (wciaz mowie o tych w miare niepopapranych) sa leniwi. jesli jest mu z
          toba dobrze, to nie mysli o diametralnej zmianie w swoim zyciu. flirt i owszem,
          w koncu to go potwierdza, ale nie chce mu sie rozwalac zwiazkow. to kobiety
          potrafia stanac na rzesach, by swa ofiare, bez wzgledu na to, czy ona jest
          wolna, czy nie, miec na wlasnosc. ot co!
      • Gość: magi Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: 198.155.189.* 14.12.04, 10:03
        A ja mam taki sam problem, poznałam faceta który ma zone i dziecko. z jednej
        strony śnie o nim po nocach, a z drugiej wiem ze on ma juz rodzine i na dłuzsza
        mete nic z tego niebedzie. Ja tez niewiem co robic, serce niesługa!
        • Gość: mamdylemat biedniutka magi... IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.* 14.12.04, 10:29
          ... spac malenstwo nie moze po nocach... hmm... proponuje w ramach terapii
          chwycic za slownik ortograficzny jezyka polskiego. nie z czasownikami pisze sie
          oddzielnie. no, ale rozumiem, ze to przez te bezsennosc z milosci a nie z
          powodu umyslu rozmiaru zielonego groszka!
          • alpepe Re: biedniutka magi... 14.12.04, 12:43
            ale za to ma dziewcze serce am rechten Fleck :)
        • Gość: Fate Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: 217.153.119.* 14.12.04, 10:32
          Mam podobną sytuację - tyle, że ja się nie zakochałam. Ale on jest dla mnie
          kims ważnym. Zero szans i perspektyw, bo on kocha żonę, zresztą, ja nie
          miałabym na tyle wyrachowania, zeby rozbijać szczęśliwy związek. Co nie zmienia
          faktu, ze czasami żałuje, że nie spotkaliśmy sie wcześniej.
          NIe potrafiłabym wdać się w romans z żonatym facetem, bo jestem egoistka i
          chciałabym mieć go tylko dla siebie, a nie dzielic sie z inną. A gdyby on
          mówił, ze mnie kocha... Uwierzyłabym dopiero, gdyby tamtą zostawił. Na dobre.
          Bo inaczej... przeciez zawsze mógłby do niej wrócić... :(
      • Gość: easy rider Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.12.04, 10:45
        mylisz sie, małżeństwo może być martwe... tak jak moje było przez ponad rok
        przed rozwodem, mimo, że przez cały czas żadne z nas nie miało nikogo na boku,
        to dalsze życie razem nie miało sensu...
      • Gość: Aga Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: 212.160.172.* 14.12.04, 10:55
        Mądra kobieto! Pani, która raczyła uwolnić mnie od mojego (byłego) męża, sama
        niedługo będzie płakać. Mogę jej tylko życzyć powodzenia ;) Trafiła drania,
        jakich mało. A ja się wtedy pośmieję. I wcale, ale to wcale nie będzie mi jej
        żal ;)))
    • Gość: skarpeta Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.chello.pl 14.12.04, 10:32
      moim zdanie to nie kwestia odwagi tylkoniskich pobudek.Kazdy facet jest troszke
      poligamista bez wzgledu na milosc,ktora czuje do kogos.I kazdy bedzie
      twierdzil,ze z zona juz od paru lat nic go nie laczy.To nic krecacego zabierac
      komus faceta.wyzej cenie znalezienie sobie wlasnego :)
      • Gość: lei Re: Czy odwaz˙y?ybys´cie sie˛ ...??? IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.* 14.12.04, 10:48
        zgadzam sie absolutnie z tym, ze warto znalezc swojego faceta, a nie zabawiac
        sie cudzymi, tyle ze my, babki, mamy powany problem: otoz z reguly wierzymy w
        to, co chcemy wierzyc i jesli facet mowi, ze jest w separacji z zaona, ze ona
        go nie rozumie i nic ich nie laczy, to oczywiscie widzimy w niej skonczona
        picz, ktora terroryzuje bednego meza! mialam podobna historie. zakochalam sie
        na amen. cudnie z nim bylo w lozku i poza nim do chwili, gdy jego zona nie
        zadzwonila do mnie i nie ustawila mnie do pionu. rzekla mi przede wszystkim, ze
        jej maz to patologiczny poligamista i jestem jedna z wielu, ze ich malzenstwo i
        owszem miewa kryzysy, ale on do niej zawsze wraca, bo maja dziecko, dom, i ten
        facet ma za duzo do stracenia. szybko siue odkochalam a zonie mojego
        pokreconego kochanka dziekuje za kubel zimnej wody!
      • Gość: vesna karmarys masz rację! IP: *.torun.mm.pl 14.12.04, 11:06
        Też mnie wnerwia to, że winna jest osoba z zewnątrz. Jak mozna mówić o swoim
        facecie, że "oni wszyscy tacy są i wiadomo, że spróbują czegoś nowego"? Czyli
        żyć z bezwolnym, posługującym się tępym instynktem samcem? Rany, to przecież
        facet zdradza w takiej sytuacji. To on łamie obietnice, to on krzywdzi. Że
        jakaś laska ciągle miesza? Łasi się? Podrywa? Jakby jej raz powiedział, żeby
        spadała na drzewo, bo on jest w związku i nie chce go kończyć, to by się
        odczepiła. Jeśli związek jest dobry i szczęśliwy, to nic go nie rozbije.
        Ale chciałabym odgraniczyć różne rzeczy. Bo nie próbowałabym podrywać żonatego
        faceta. Przywiązuję wagę do sakramentu i małżeńskiej przysięgi i w żadnym
        wypadku związek z rozwodnikiem by mnie nie cieszył. I czym innym jest zdrada, a
        czym innym "odbicie". Bo to drugie zakłada budowanie nowego, monogamicznego
        związku. Dopóki nie ma bariery ślubu - walczyłabym, choć to się jeszcze nie
        zdarzyło.
        I na koniec chaotycznej wypowiedzi - egoistyczne, niskie pobudki to ma facet,
        który wybiera przypadkowy seks zamiast wierności partnerce. A nie kobieta,
        która próbuje walczyć o swoje szczęście.
        Aha, sama zostałam "odbita" z trzyletniego związku. W którym zresztą było mi
        źle, ale ciągle się łudziłam, że będzie lepiej. Gdyby mój T., który wiedział o
        moim facecie, nie zaczął o mnie walczyć, nie byłabym teraz taka szczęśliwa, nie
        kochałabym tak głęboko. I to jest akurat przykład, w którym nikt świnią nie
        jest. Bo gdyby nie stało się tak, jak się stało, całą trójką bylibyśmy
        nieszczęśliwi. Mój były też.
        • Gość: bo Re: karmarys masz rację! IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.12.04, 12:19
          Uważam że nie można winić tylko tzw. 3 osoby za rozpad związku. Mężczyni
          jeżeli są szczęśliwi ze swoimi partnerkami nie szukają pocieszenia u innych
          kobiet tak jak i kobiety nie są skłnne do zdrady. Najpierw wypadało by
          porozmawiać z mężem, spojrzeć jego oczmi na wasz związek i zorjentować się co
          się dzieje. Nikt nie jest w stanie zatrzymać woli człowieka, natomiast każda
          osoba decyduje o tym jak ma dalej postępować.Mężczyzna który myśli poważnie o
          kobiecie najpierw układa swoje sprawy osobiste a nie wdaje się w romanse raniąc
          wszystkich dookoła. Zapomiałam dodać,że od kikunastu lat wychowywałam samotnie
          2 dzieci.Kilka lat wcześniej poznałam męzczynę "zajętego" który próbował
          przedstawić mi pewne propozycje i został odprawiony.
          Obecnie ten sam mężczyzna rozwiązał swoje problemy osobiste i próbuje ułożyć
          sobie życie na nowo.
      • Gość: kaśka Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 11:08
        pewna panienka z Opola urządziła sobie wraz z moim mężem koridę z życia mojego
        i dzieci. 6 grudnia dowiedziałam się o ich wielkiej miłości, tego samego roku
        spędził z nią CAŁE święta Bożego Narodzenia i pięć dni sylwestra (mieszkamy w
        różnych miastach).Umierałam z rozpaczy, swoją rozpaczą zniszczyłam swięta
        całej swojej rodzinie.Panienka w reakcji na moje próby odzyskania męża i ojca
        nazwała mnie starą k....rwą. Gdy się otrząsnęłam - pół roku- wniosłam sprawę o
        rozwód. Było to rok temu, ................mam dla niej w imieniu swoim i
        dzieci życzenia , ale nie tylko dla niej , również dla jej rodziny, która
        zaakceptowała ich związek : "nic na to nie poradzę , oni się kochają" - to
        słowa jej matki. ......ja go kochałam.
        • Gość: eXe Re: Czy odważyłybyście się ...??? IP: *.localdomain / 65.124.173.* 14.12.04, 11:25
          W moim przekonaniu nie ma mowy o czyjejś winie, a już na pewno o tym ze leży
          ona po jednej stronie(zwykle po stronie faceta). Odpowiedź na pytanie dlaczego
          facet zdradza to odpowiedź prosta pod warunkiem ze odrzucimy wszelkie
          stereotypy na temat miłości, poligamii facetów itp....kilka razy w zyciu
          spotkałem niesamowite kobiety, inteligentne, mające w sobie to "coś" co jest
          ważniejsze od dużych...i dugich odnóży i pięknej buźki....i nigdy nie myślałem
          o seksie...to akurat rezerwuję dla swojej kobiety z która jestem od 7 lat i
          jest nam coraz lepiej(chociaż czasu mniej dla siebie mamy, ale to już temat na
          odrębne forum)...Jesli kiedykolwiek sptrkacie fantastycznego faceta, a będzie
          on męzaty i dzieciaty to nie spieszczie się i dokładnie go słuchajcie i
          obserwujcie...może się okazać ze warto powalczyć, bo byc może świat zyskałby
          dwóch szczęsliwych ludzi...POzdrawiam
    • capa_negra Re: Czy odważyłybyście się ...??? 14.12.04, 11:57
      Czy odważyłybyście się ...???

      To chyba żle postawione pytanie - chyba, że rozważamy sytuację "wyrwania"
      zonatego mężczyzny "dla sportu", ale taka sytuacja to zwykłe qrestwo i może
      faktycznie potrzeba do tego odwagi.

      Wydaje mi się,(co oznacza że moge sie mylić), że zupełnie inaczej ma sie sprawa
      gdy w grę wchodzi milość.
      Życie jest przewrotne i zarówno ludziom będącym w związku zdarza sie zakochac ,
      jak i wolnym zakochac w tych zajetych.
      Gdybym to ja była wolna i zakochała się w zonatym facecie to ...walczyłabym o
      niego.
      Gdyby mój mąz zakochał sie w innej to tez walczyłabym o niego...tylko inaczej.
      Teoretyzując...w pierwszym przypadku dlaczego miałabym sie kierowac dobrem
      innej kobiety skoro blizsze jest mi moje własne ?????
      Dlaczego ja bym sie miala tym przejmować skoro jej mąż o tym nie pomyslał, a
      chyby on pierwszy powinien bo przede wszystkim on, a nie ja ma w stosunku do
      niej zobowiązania???
      W drugim przypadku, gdybym to ja była ta zdradzaną, a nie tą z która się
      zdradziło ...no cóż to by zależało od moich uczuć.
      Kochając męża starałabym się dojść gdzie popełniłam bład i co powinnam w sobie
      zmienic, co w naszym związku , nie kochając męza rozważałabym opcje - jak
      zmienic męża :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka