Dodaj do ulubionych

moj mąż odszedł bo...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 19:33
Tydzień temu mój maz sie wyprowadził, zauroczony koleżanką z oddziału swojej
firmy z miasta odległego o ponad 400km od nas...tak sie zauroczył ze zostawił
mnie po roku i 2 miesiącach po ślubie...odszedł bo jak mi powiedział nie
wierzy ze mogłoby sie dać to naprawić, ze ja bym mu nie wybaczyła tego nigdy
co zrobił, ze nigdy bym mu nie zaufała, nie dal nam szansy spróbować, sam
zdecydował...a mnie jest tak zle i tak mi go brakuje i mimo ze wiem ze
starałam sie ratować ten związek po tym jak go przyłapałam i w końcu sie
przyznał po 2 miesiącach ukrywania i kłamania...nie liczyły sie nasze plany,
nasze wspólne zycie, my bo pojawila sie ONA, pani, z którą spotkał sie na
kilku wyjazdach służbowych a przez ostatnie dwa miesiące smsował mailował i
telefonował...jak to wszystko boli i nie wiem jak sobie z tym poradzić,
dopóki o tym nie myślę to sie jakoś trzymam, ale nie da sie o tym nie myśleć
wcale, nie dociera do mnie że to już koniec, że nie ma go w moim życiu :(
Obserwuj wątek
    • Gość: panna Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 19:38
      Hej! długo byliście razem przed slubem? to teraz nagle stał się taki kochliwy?
      Współczuję Ci, wyobrażam sobei ze żadne słowa nie są pocieszeniem ale trzymaj
      się moze się okaże że spotkasz kogos kto jest Ciebie wart.
      Pozdrawiam ciepło
      • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 21:36
        Przed slubem mieszkalismy razem 3 lata a spotykalismy sie od 5 lat.
        Nigdy czegos takiego bym sie po nim nie spodziewala, nigdy nie bylo nic co
        wzbudzilo by we mnie niepokoj, byl dla mnie wzorem odpowiedzialnego faceta,
        zreszta dla wszystkich naszych znajomych i teraz wszyscy sa w mega szoku
        • Gość: panna Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 23:24
          Mogę powiedzieć brzydko? O nim? To jest GNÓJ, bo choćby przez wzgląd na to ze
          nie jesteś pierwszą lepszą podfruwajką i jesteście razem długo powinien
          rozmawiać a on zadecydował, wybrał sobie sam, bezproblemowy gość
          Pozdrawiam cię ciepło, trzymaj się :-)))
    • Gość: Martynka mam do ciebie takie pytanie IP: *.block.alestra.net.mx 13.12.04, 19:46
      Oczywiscie tylko z ciekawosci i jesli w twoim stanie nie masz ochoty odpowiadac
      to oczywiscie bedzie zrozumiale.

      Czy lepiej byloby gdybys o zdradzie sie nigdy nie dowiedziala? Powiedzmy on cie
      zdradzil ale po jakims czasie ona mu sie znudzila i wszysko wrocilo do normy?
      Czy lepiej nie wiedziec i z tego powodu nie cierpiec, zakladajac ze bez
      odkrycia on nigdy by nie odszedl, czy moze lepiej wiedziec bez wzgledu na
      konsekwencje?
      • Gość: :( Re: mam do ciebie takie pytanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 21:37
        Twraz wydaje mi sie ze lepiej nie wiedziec jesli maz trzezwieje z oduzenia i
        sytuacja wraca do normy. Mnie w tej chwili bardziej boli to ze zrezygnowal ze
        mnie, przestal mnie kochac, nie probowal ratowac naszego zwiazku niz sam fakt
        zdradt :(
    • ishtar-7 Re: moj mąż odszedł bo... 13.12.04, 19:46
      hej,
      też przez coś podobnego przechodziłam i wiem że zadne słowa nic nie pomogą.
      Musisz sama znaleźć powód dla którego warto żyć. my byliśmy ponad 2 lata po
      slubie, znalismy się prawie 9 lat, planowaliśmy dziecko, zauroczył się swoją
      nauczycielką. dziś już znowu umiem się smiać i zorganizować sobie życie, ale
      trwało to długo. Najważniejsi ą w tym czasie przyjaciele. Porozmawiaj z kimś
      komu ufasz i nie bądź w domu sama, wtedy tylko chce się płakać. Ale tak
      naprawdę to trzeba to wypłakać, trzeba aby zacząć znowu żyć.
      • Gość: I M A T Re: wartości ma się w sobie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 19:55
        Cyferki nic nie dadzą Ona była rok po slubie, TY 2 lata a ( lat się znaliście i
        zdrada była.

        Wszystko zależy nie od czasu i lat a ludzi, ich wartości, które noszą w sobie a
        nie na ustach...
        Współczuje kazdej z was:(
    • Gość: Asia Nie placz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 20:08
      pomysl sobie ze mogl to zrobic za 30 lat. Dzis jestes mloda, piekna i cale
      zycie przez Toba. Ja mysle, ze On jeszcze wroci - takie panienki z pracy sa
      fajne na odleglosc 400 km - tylko czy Ty wtedy jeszcze bedziesz chciala?
    • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 21:40
      Porzucenie, odtracenie - boli bardzo i cale szczescie ze mam wspanialych
      przyjaciol i rodzine, ktorzy wspieraja mnie jak moga.
      To na pewno wymaga czasu...tylko teraz jest tak cholernie ciezko, gdy wszystko
      kojarzy sie z nim...
      • ishtar-7 Re: moj mąż odszedł bo... 13.12.04, 21:44
        i niestety długo będzie się kojarzyć, a moze zawsze ? tylko wierz mi, za jakiś
        czas już po prostu to tak nie boli, już można wspominac i nie płakać. Ja kilka
        miesięcy temu też nie myślałam że to możliwe. A jednak tak jest. I rzeczwyiście
        masz rację nie zdrada boli najbardziej. Dla mnie i naszych rodzin i znajomych
        też to jest szok. uchodziliśmy za wzorowe małżeństwo. jeszcze dwa dni przed
        jego wyprowadzka byliśmy u przyjaciół i planował dziecko (to on nalegał, nie ja)
        • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 21:48
          Moj maz w lipcu strasznie namawial mnie na dziecko, a gdymiesiac temu
          probowalam z nim rozmawiac co sie z nami dzieje,czemu tak sie oddalamy to
          stwierdzil ze czuje presje zebysmy mieli dziecko a on tego jeszcze raczej nie
          chce :(

          Wiekszosc naszych przyjaciol nie moze uwierzyc w to co sie stalo :( Do mnie
          chyba tez to dociera falami, nagle lapie sie na mysleniu o czyms i dopiero
          pochwili dochodzi do mnie ze jego juz przeciez nie ma :(
          • ishtar-7 Re: moj mąż odszedł bo... 13.12.04, 21:55
            wiesz, że ja pomimo tych miesięcy też czasami czuję się jakby pojechał w
            delegację, to podobno normalne. jeśli chcesz komnuś bezstronnemu opowiedzieć
            (bo trzeba się wygadać - to naprawdę pomaga) to polecam psychologa. Ja nie
            chciałam o tym słyszeć, ale moja przyjaciółka najzwyczajnie w świecie wsadziła
            mnie do samochodu i zawiozła. Można lepiej zrozumieć nie tylko męża ale i
            siebie. psycholog pomógł mi uświadomoć sobie, że tak jak ktoś tu napisał -
            pewne wartości człowiek ma w sobie (wynosi z domu?)- mój mąż pochodził z
            rozbitej rodziny, rozpieczony przez mamę i dla niego nie jest problemem
            zostawienie zony, dla niego takie jest życie. Dziś nie mam nawet żalu do niego
            o to że nie próbował.
            • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 22:00
              Myslalam o psychologu, ale chyba jeszcze zbyt wczesnie..
              Moj maz tez pochodzi z rozbitej rodziny, w wieku 6 lat stal sie odpowiedzialny
              za mlodszego brata i matke w depresji po tym jak ojciec odszedl do innej, a
              teraz zrobil mi to samo, mimo ze patrzyl jak matka cierpiala. Tlumacze sobie ze
              to lepiej ze stalo sie to teraz, gdy nie mam dzieci jestem mloda ... ale to nie
              pomaga zbytnio. Znalam go tyle lat i takiej nieodpowiedzialnosci i
              szczeniackiego zachowania nigdy bym sie po nim nie spodziewala :(
              • ishtar-7 Re: moj mąż odszedł bo... 13.12.04, 22:04
                gdyby nie to że twój mąż ma brata to jeszcze bym pomyślała że to ten sam
                mój całe życie potępiał swojego ojca, i zawsze twierdził że rodzian jest dla
                niego najważniejsza, a przed ślubem (przy jego mamoie) go spytałam a co będzie
                jak ty mnie zrobisz to samo?
                to się na mnie obraził, jak ja mogę go o to podejrzewać, przecież on tak mnie
                kocha i nigdy nie zrobi tego co ojciec, bo wie co przeżyła jego mama. Jak
                pokazało życie długo nie musiałam czekać. i co dziwne to jego ojciec mu
                tłumaczył, żeby zastanowił się co on robi
                • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 22:07
                  Mnie sam sie przyznal ze nie rozumie dlaczego robi mi to, ze przeciez widzial
                  jak cierpiala jego matka...i co z tego... jego tata tez z nim probowal
                  rozmawiac :(
                  • ishtar-7 Re: moj mąż odszedł bo... 13.12.04, 22:10
                    bardzo podobna sytuacja,
                    mój naprawdę miał przeróżne powody -począwszy od tego że sam nie wie, że nie
                    dorósł do małżeństwa, że to dla mojego dobra po różne dziwne i idiotyczne, nie
                    chciałabym tutaj pisać więcej
                    jeśli masz ochotę to napisz ishtar-7@gazeta.pl moze masz gg ?
              • Gość: Notes Re: moj mąż odszedł bo...NIE BYL SZCZENIAKIEM IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.12.04, 22:19
                Mysle ze sama czesciowo odpowiedzialas sobie wlasnie tym ostatnim postem na
                pytanie :dlaczego odszedl?. Czytalam kolejno twoje posty i bylam pelna sympatii
                i wspolczucia dla twojego cierpienia, juz chcialam zaczac cie pocieszac ale nie
                po tym jak doszlam do ostatniej linijki gdzie napisalas: "znalam go tyle lat i
                takiej nieodpowiedzialnosci i szczeniackiego zachowania nigdy bym sie po nim
                nie spodziewala". Widzisz po pierwsze nie zawsze te dlugie znajomosci przed
                slubem sa dobra wrozba na przyszlosc, po drugie ty traktujesz go jak malego ,
                glupiego i nieodpowiedzialnego chlopca a nie doroslego, madrego mezczyzne. Nie
                dziwie sie ze od ciebie w takiej sytuacji uciekl. Ktoz chcialby byc tak
                traktowany? Napewno tamta kobieta widzi w nim mezczyzne, widzi rowniez wiele
                jego pozytywnych cech, ktore dla ciebie po tych latach znajomosci staly sie juz
                taka normalka ze uwazasz ze nalezy ci sie wszystko jak "psu zupa".
                • mist3 Re: moj mąż odszedł bo...NIE BYL SZCZENIAKIEM 13.12.04, 22:38
                  Drogi Notesie - czytaj ze zrozumieniem. Jeśli ona napisała, że takiego
                  szczeniackiego i nieodpowiedzialnego zachowania nigdy by się po nim NIE
                  spodziewała - to znaczy że uważała go za człowieka odpowiedzialnego i
                  dojrzałego, a jego zachowanie ją zaskoczyło.

                  Jeśli chodzi o :( - wiem że to teraz rzeczywiście marne pocieszenie, że jesteś
                  młoda i świat przed Tobą. Ale po pewnym czasie (życzę Ci, żeby był jak
                  nakrótszy) - na pewno tak na to spojrzysz- dobrze, ze teraz a nie za parę lat
                  (może z dziećmi i problemami) postanowił mnie zostawić.
                  Nie zamykaj się w sobie, przyjaciele na pewno chętnie Ci pomogą. Odezwało się tu
                  parę pań w podobnej sytuacji (które już jednak to w sobie jakoś poukładaly) - na
                  pewno warto z nimi porozmawiać na privie.
                  Pozdrawiam Cię. Trzymaj się na przekór wszystkim :)
                  • Gość: Notes CHOWANIE GLOWY W PIASEK... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.12.04, 23:26
                    Wlasnie widzisz ja czytam z duzym zrozumieniem i wyczuciem w przeciwienstwie do
                    ciebie i to nie tylko to co jest napisane czarno na bialym. Jesli ktos uzywa
                    takiego sformulowania jak "szczeniece zachowanie" to mnie sie to automatycznie
                    kojarzy z tym ze to musialo juz byc wczesniej uzywane, po drugie takie
                    okreslenie nie wnika w rzeczywiste przyczyny rozstania, zdrady itp. lecz zamyka
                    jakakolwiek dyskusje. No bo jesli jedna strona jest szczenieca i
                    nieodpowiedzialna to znaczy ze druga jest dorosla , odpowiedzialna i bez winy.
                    A to napewno nie jest prawda. Napewno zanim nastapila zdrada i wyprowadzka
                    musialy byc prawdziwe problemy, ktore legly u podstaw rozpadu i kwitowanie
                    wszystkigo czyims"szczeniecym zachowaniem" to chowanie glowy w piasek. Ps.
                    mist3 -Zanim napiszesz komus cos rownie obrazliwego jak "czytaj ze
                    zrozumieniem" zastanow sie czy aby twoje myslenie nie jest aby ograniczone i
                    duzo glupsze niz ci sie wydaje.
                • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo...NIE BYL SZCZENIAKIEM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.04, 22:46
                  wybacz, ale ja zmienilam o nim zdanie po tym jak sie zachowywal gdy go
                  nakrylam, jak podchodzil do problemu i jak to sie toczylo, wczesniej uwazalam
                  go za super faceta, odpowiedzialnego, rozsadnego, takiego prawdziwego mezczyzne
                  w ktorym znajduje sie oparcie...
                  • Gość: Notes Re: moj mąż odszedł bo... BYL SZCZENIAKIEM IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.12.04, 23:40
                    Sluchaj nie chce abys czula sie gorzej niz sie czujesz. Oczywiscie ze ci
                    wspolczuje i nie uwazam ze takie odejscie szczegolnie tuz przed Swietami jest w
                    porzadku.Ale nie wierze rowniez ze nie bylo zadnych znakow przed tym ze dzieje
                    sie zle miedzy wami. Moze to szczeniackie zachowanie nazywa sie zupelnie
                    inaczej, moze to jest brak..... czegos w waszym zwiazku. Nie wiem czego bo was
                    nie znam. Zreszta nie chce juz niczego analizowac bo chyba nie to jest dla
                    ciebie najwazniejsze w tym momencie. Najwazniejsze jest to ze musisz zadbac
                    teraz o siebie. Jesli masz wokol siebie kogos bliskiego: rodzine, przyjaciolke
                    to porozmawiaj z nimi. Nie siedz sama w domu, moze idz do kina na jakas
                    komedie. Naprawde nie zrozum mnie zle, nie chce abys czula ze ktos ciebie
                    obwinia za rozpad. Moze rzeczywiscie nie pasowaliscie do siebie, moze w ten
                    sposob masz szanse znalezc kogos wlasciwego dla siebie, kto cie pokocha
                    szczerze , mocno i goraco i nie bedzie szukal rozwiazania wspolnych problemow
                    poza zwiazkiem. Przesylam gorace pozdrowienia i usciski. Glowa do gory.
                    • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... BYL SZCZENIAKIEM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 11:16
                      Dziekuje za twoje słowa.
                      Oczywiscie ze zdaje sobie sprawe ze jak kazdy zwiazek i nasz mila swoje
                      problemy i ze ja mialam w tym swoj udzial, jednak bolene jest to, ze moj maz
                      nie probowal rozwiazac ich zaczynajac od rozmowy ze mna tylko ... (nie wiem jak
                      to nazwac) szukal czegos poza naszym zwiazkiem.
    • Gość: Gal Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.konstancin.net 13.12.04, 22:34
      Gość portalu: :( napisał(a):

      > odszedł bo jak mi powiedział nie
      > wierzy ze mogłoby sie dać to naprawić, ze ja bym mu nie wybaczyła tego nigdy
      > co zrobił, ze nigdy bym mu nie zaufała,

      i miał rację... cokolwiek myślisz, to pozostałoby między Wami na całe życie.
      Tak jest zawsze.

      Pzdr.
      Gal
    • piwonia555 Re: moj mąż odszedł bo... 14.12.04, 01:05
      mój też odszedł bo ciągle mubyłoźle w domu, dzieci go nie słuchaly, nie było
      obiadu na czas,bałagan w domu.Kto nas znał to wiedział,że to głupoty bo ja
      byłam prawie doskonała- tak mnie wytrenowal, ale i tak był ciągle
      niezadowolony, wymagania rosły,a ja ciągle sie starałam więcej, a mój mąż co
      raz częściej mi powtarzał,że jestem do niczego pod każdym względem.Ja jednak
      jak ten narkoman lgnełam do niego i zabiegałam o odrobinę choćby
      miłości.Mój "niedouczony"mądrala rzucał mi jakieś "Ochłapy" czułości a ja już
      byłam w "siudmym niebie" Tak było prawie od początku naszego małżeństwa, przez
      25 lat.Tak bardzo przyzwycziłam się,że nawet o odrobinę miłości trzeba
      zabiegać,że robiłabym to chyba do końca życia ciągle zmniejszając swoje
      wymagania, i pozwalająć swojemu "władcy" zwiększać wymagania wobec mnie.Tak się
      jednak nie stało bo mój mąż mnie zostawił, znudził się mną,z przepracowania i
      ze stresu nie byłam już w stanie za nim nadążyć.Nie chciało mi się jeździć z
      nim na wycieczki turystyczne, wchodzić na szczyty- bo On dla mnie nic już nie
      miał poza obojętnością. Mineło zaledwie 7 miesięcy a ja wiem, że Pan Bóg w
      końcu zrobił z tym moim małżeństwem porządek bo ja sama nie potrafiłam.
      Pamiętam rozrywający ból serce gdy sobie uświadomiłam,że teraz muszę żyć dla
      siebie nie dla niego. Boże jak trudno żyć dla siebie !!! Jak żyć ja przez 25
      lat wymagano ode mnie ciągłej troski dla kogoś innego a dla mnie już często
      brakowało chęci i sił.Wychowałam dwie cudowne córki i teraz mam cudownego 12
      miesięcznego wnuczka. Uczę się żyć dla siebie i cieszyć się życiem. Nie mogę
      zrozumieć jak mogłam godzić się przez tyle lat na takie jałowe , nie godne mnie
      życie, często nie godne człowieka. Jestem inteligentną i elegancką kobietą a
      przy moim mężu często czułam się jak stary kapeć ale i tak nie potrafiłam z nim
      zerwać. Pan Bó mi pomógł i jestem Mu za to ogromnie wdzięczna.Pozwoliłam
      zmarnować sobie najlepsze lata życia - więc Ty nie żałuj, bo pewnie to
      najlepsze co mogło Ci się przydarzyć skoro Go stać na takie zachowania. Teraz
      mam czas dla siebie i zaczynam odczuwać krew z żyłach i czuję często co to
      znaczy żyć - chociaż jestem sama i nie wiem czy będę miała drugą sznsę w
      życiu.Pomimo to uważam,że porzucenie mojego męża za błogosławieństwo dla
      mnie.Pozdrawiam K.
      • katja Re: moj mąż odszedł bo... 14.12.04, 01:33
        Slicznie i madrze napisane. Czasami tak ma byc i w tym cale bogactwo zycia. I
        lzy i radosc.
      • Gość: Notes ty tez zaslugujesz na milosc IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.12.04, 01:40
        Dlaczego piszesz ze nie wiesz czy bedziesz miala druga szanse w zyciu? Przeciez
        ty wlasnie ja dostalas droga Piwonio. Masz wspaniale dzieci i slodkiego wnuka,
        jestes jeszcze ciagle mloda i napewno piekna tak jak na zewnatrz tak i w
        srodku. To wlasnie dobrze ze przestalas zyc dla niego, a zaczelas zyc dla
        siebie jako dla czlowieka, dla kobiety godnej czyjegos zainteresowania ,
        szacunku, milosci. Pamietaj nigdy nie wiesz co nastepny dzien przyniesie.
        Gdybys nadal zyla z mezem raczej nie moglabys juz liczyc na to wszystko. A tak
        masz szanse. Badz pogodna i szczesliwa, choc dzisiaj mozesz to odczuwac jak
        smierc kogos bliskiego to tak naprawde to jest dla ciebie jak obudzenie sie z
        letargu. To nowe zycie , ktore moze przyniesc ci cos dobrego, a moze i wielka
        milosc jeszcze. Czego ci zycze z calego serca pozdrawiam cie i sciskam
        serdecznie.
        • piwonia555 Re: ty tez zaslugujesz na milosc 16.12.04, 10:20
          Dziękuję za słowa, ktore na pewno płyną z głębi serca. Teraz wiem ilu dobrych
          ludzi chodzi obok mnie trzeba tylko ich zobaczyć i uslyszeć. Na pewno Ty do
          nich należysz. Jeszcze raz dziękuję i jestem wdzięczna ,że mi pokazała w
          komputerze to forum.Można tutaj tak szczerze porozmawiać i wesprzeć siebie w
          biedzie.Pozdrawiam wszystkich na forum i dziękuję jeszcze raz.K.
          • Gość: :( Re: ty tez zaslugujesz na milosc IP: 81.210.66.* 16.12.04, 14:58
            ja owniez ciesze sie ze istnieje takie miejce, w ktorym mozna sie wygadac i
            usłyszec od innych co o tym myslą, a przy tym okazuje sie ze jest tylu
            madrych , ciplych ludzi.
            Pozdrawiam :(
      • Gość: Max Do Piwoni IP: *.dyn.optonline.net 14.12.04, 02:25
        Kazda kobieta powinna przeczytac twoj post.
        Pozdrowienia i wyrazy podziwu
        max
        • piwonia555 Re: Do Piwoni 18.12.04, 19:25
          Jeżeli tak myślisz to znaczy,że są jeszcze prawdziwi męższczyźni na świecie
          tylko ja nie miałam dostatecznie dużo cierpliwości i wiary żeby takiego
          szukac.Cieszę się jednak i podziwiam każdą parę i małżeństwo, którzy pomimo
          trudnych chwil ( bo takie są wszedzie)po prostu trwają i są razem na dobre i na
          złe, wtedy Pan Bóg wspiera i pomaga.Ufam,że ty jesteś takim facetem i kobiety
          traktujesz jak należy. Pozdrawiam .
      • sagis dużo radości:-) 14.12.04, 09:16
        piwonia555 napisała:
        --------
        Wspaniale to napisałaś.
        Miłość musi być wzajemna. Miłość należy dawać, ale też brać. Twój były mąż
        tylko ją brał.
        Szkoda, że sama wcześniej nie potrafiłaś o siebie zadbać. Ale, lepiej później
        niż wcale.

        Dużo szczęścia i radości Ci życzę.
      • Gość: koko Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.autocom.pl 14.12.04, 10:30
        Bardzo krzepiące, to co napisałaś
        Pozdrawiam
        koko
      • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 11:21
        Dziekuje Ci za te słowa, to piekne co piszesz i pozwala mi wierzyc, że moze to
        dobrze ze tak sie stalo, zę moze czeka mnie inne ale moze lepsze zycie. Jeszcze
        raz bardzo Ci dziekuje za Twoja opowieść.
        • piwonia555 Re: moj mąż odszedł bo... 18.12.04, 19:39
          Witaj !!1 To Ty sprawiłaś,że po przeczytaniu Twojego postu po prostu usiadłam
          i napisałam co ja przeżyłam.Teraz wiem,że warto dzielić sie swoimi
          doświadczeniami, człowiek sam korzysta bo czuje się mniej samotny i okazuje się
          że inni też w tych słowach znajdują coś dobrego dla siebie. Cieszę,że moja
          córka pokazała mi tę stronę,jest to ta dobra strona cywilizacji i
          komputeryzacji.Przed nami trudne chwile, wigilia, oplatek, i....
          wspomnienia...Ufaj gorąco,że nad tym światem naprawdę Pan Bóg czuwa i nad Tobą
          też i zobaczysz,że będzie Ci całkiem nie źle może nawet będziesz szczęśliwa bo
          będziesz dumna z siebie ,że sobie radzisz i nie rozpaczasz.Ja teraz uczę się
          cenić każdą chwilkę bo przecież straciłam 25 lat a nie wiem ile przede mną i
          szkoda mi na smutek i daremne wspomnienia nawet sekundy.Co innego użalenie sie
          trochę nad sobą, jak nad malutkim dzieckiem, to przynosi ulgę i nie wstyć się
          płakać, łzy to ludzka rzecz, gdy łzy z oczu płyną to serce mięknie i myślę, że
          tak ma być. Nie ma nic gorszego niż człowiek o twardym sercu i taki co nigdy
          nie płacze... Tak więc droga Przyjaciółko w niedoli głowa do góry, śpiewaj
          kolędy rodzinie , smaż karpia, ugotuj pyszny barszczyk i wiedz , że czlowiekowi
          na prawdę do szczęścia nie wiele potrzeba. Gorąco pozdrawiam i życzę wesołych i
          pogodnych świąt. Pa pa
          • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: 81.210.66.* 22.12.04, 10:05
            Dziękuję bardzo za wszystkie Twoje tak mądre i cieple słowa. Cieszę się ze
            potrafię radzić sobie z tym i funkcjonuje prawie normalnie, bez rozpaczania i
            użalania sie nad sobą. Oczywiście nadal bardzo mnie to boli i jest mi przykro i
            wieczorami napływają mi łzy do oczu, ale to chyba naturalne...na to chyba
            trzeba czasu.
            Na szczęście mam wspaniała rodzinę, cudownych przyjaciół, którzy bardzo mi
            pomagają we wszystkich trudnych chwilach i na szczęście sa takie osoby jak Ty,
            które tu potrafiły podnieść mnie na duchu - dziękuje bardzo.
            Życzę Ci radosnych, rodzinnych i spokojnych świąt oraz samych szczęśliwych dni
            w Nowym Roku.
            pozdrawiam serdecznie
    • sagis Re: moj mąż odszedł bo... 14.12.04, 08:26
      Ciężko Ci jest teraz. Pomyśl, że dobrze stało się to teraz. Lepiej wcześniej
      niż później, jak byście mieli więcej ze sobą zobowiązań. Więcej Was łączyłoby i
      jeszcze trudniej byłoby Ci.
      Widać nie jest to facet godny zaufania i odpowiedzialny, z którym można przejść
      przez życie i założyć rodzinę. Szybko po ślubie znalazł sobie inną. Widocznie
      taki wieczny łowca. Musi ciągle zdobywać kobietę. A, Ciebie już miał:-)
      Może teraz nie przyjmiesz moich słów, ale za jakiś czas pomyślisz podobnie.
      A, jak jeszcze spotkasz tego, z którym przjdziesz przez życie i będziesz ufać
      jemu cały czas to ucieszysz się, że tak szybko wyszło, jaki był Twój pierwszy
      mąż.
      Nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie. Później to zauważysz, jak miną Ci
      już te złe emocje związane z tym.
      • Gość: Śmierć Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.ctm.com.pl / 62.29.160.* 14.12.04, 09:40
        zgadzam się, nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło! I jeszcze jedno dość
        oklepane przysłowie: tego kwiata to pół świata!:)- znajdziesz nasteppnego,
        napeno 100 razy lepszego!
    • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 19:04
      Jak tak sobie wszystko logicznie tlumacze, to wiem, że moze tak bedzie lepiej,
      że lepiej teraz niż poźniej, ze jestem mloda i mam szanse na lepsze zycie...
      ale to nie zmienia faktu, ze bardzo boli bycie porzuconą kobieta :(
    • male29yld Re: moj mąż odszedł bo... 14.12.04, 19:17
      odszedł i dobrze i krzyżyk na drogę. nieżałuj , niewarto - bydlak. będzie
      dobrze. czas jakiś poboli i przejdzie. pzdr serdecznie.
      P.S. jak znam życie to za jakiś czas się skruszy i będzie chciał wrócić. POGOŃ
      GO W PIZDU
      • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 21:24
        Mam nadzieje ze jesli nadejdzie taki czas ze bedzie chcial wrocic, to wtedy gdy
        ja juz bede na tyl silna aby moc mu odmowic ...
        • Gość: mixi Re: moj mąż odszedł bo... IP: 213.192.80.* 16.12.04, 15:46
          No wlasnie o tym chcialam napisac- czy autorka watku bedzie miala sile, zeby
          zawalczyc o swoje zycie i odzrucic tego drania- szczerze watpie niestety- bo do
          tego, ze z podkulonym ogonem zapuka do jej drzwi nie mam najmniejszych
          watpliwoscie. Znam taka historie- niecale póB roku po slubie ona dowiaduje sie,
          od niego, a jakze, ze sie ZAKOCHAL. Poznal kobiete swojego marnego zycia- ona
          zraniona i motywowana urazona duma zazadala rozwodu- chociaz rodzina i
          przyjaciele mówili zastanów sie- moze jeszcze jest sznasa. Nie i nie. Szybki
          rozwod, on zdazyl wziac slub z KOBIETA SWOJEGO ZYCIA. A ona widac bylo, ze zyje
          na przydechu, tylko czeka na "przypadkowe" spotkanie z nim. I tak
          nim "zakrecial", ze go odbila tej kochance,a aktualnie zonie. Teraz rozmansuja
          za plecami tej trzeciej i przeprowadzaja rozwód. Pranoja. Tzn. nie mam nic
          przeciwko przebaczeniu zdrady- to zalezy naprawde tylko od samych
          zainteresowanych i nikomu nic do tego. I lepeij jest sie w ogóle nie rozstawac
          pod publiczke, niz tylko czekac kiedy on wroci i przyjac go takiego
          zeszmaconego z powrotem. On wróci to pewne i ona go przyjmie, tylko miejmy
          nadzieje zmieni stosunek do niego, realnie oceni ich szanse. Bo jesli nie to
          facet bedziemial otwarta furtke do nieliczenia sie z nia, i bedzie jej fundowl
          takie akcje co dwa tygodnie
          • Gość: :( Re: moj mąż odszedł bo... IP: 81.210.66.* 16.12.04, 15:49
            Mam nadzieje ze jesli bedzie chcial wrocic bede juz na tyle silna ze bed
            umiala trzezwo ocenic sytuacje i ze bede miala sily aby mu odmowic jesli nie
            bede pena mojego uczucia. Ale najbardziej bli mnie to ze skonczyl nasz zwiazek
            bez proby naprawienia go :(
    • Gość: consolator Re: moj mąż odszedł bo... IP: *.acn.waw.pl 19.12.04, 00:13
      Jeszcze wróci na kolanach i będzie błagał, żebyś mu darowała. Zobaczysz.
    • Gość: obierzyna niech szlag trafi..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.04, 10:22
      ...wszystkich bezmyslnie pozostawiajacych tych, ktorzy ich kochaja!
      czy ludzie mysla, ze beda zyc setki lat? albo, ze ktos inny moze dac im jeszcze
      wiecej milosci? ktos powie, lepiej odejsc wczesniej niz za pozno. a ja powiem,
      ze lepiej sie dobrze zastanowic, zanim sie odejdzie. bo tak naprawde wszyscy
      jestemy tacy sami. to tylko nasza wyobraznia maluje nam naiwne obrazy, jak
      mogloby byc z tamta , inna osoba. a po jakims czasie splywa farba z tego obrazu
      i zostaje golo plotno.
      Opuszczona - przezyjesz to , bo nie masz innego wyjscia. ale nie przyjmuj go,
      prosze, kiedy po roku uzna, ze tamta to byla pomylka, a wlasciwa osoba jestes
      jednak Ty. mimo wszystkozycze Ci wesolych swiat wsrod bliskich:)
      • Gość: :( Re: niech szlag trafi..... IP: 81.210.66.* 22.12.04, 10:30
        Dziekuje za zyczenia :)
        Mysle ze nia ma juz szans dla nas dwojga, teraz musze sie skupic na sobie i zyc
        dalej.
        Nie potrafilabym juz z nim byc, tak mi sie wydaje...
        • Gość: kangurek Re: niech szlag trafi..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 10:43
          skoro juz sobie poszedł nie pozwól mu wrócić, bo zadręczysz się że zrobi znów to samo. szkoda życia
          • Gość: :( Re: niech szlag trafi..... IP: 81.210.66.* 22.12.04, 13:05
            Zgada sie, mam nadzieje ze bede miala sily sie z tym zmierzyc :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka