Dodaj do ulubionych

umieranie....

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 13:07
wiem,ze to dziwne,ale nie mam kogo teraz zapytac....skad wiadomo,ze ktos
odchodzi?czy to,ze do tej pory nie mial boli nowotworowych , a teraz ma,to
znak?jesli nie pomagaja plastry przeciwbolowe/a nie mozna ich z niczym
laczyc/nie da sie przeciez morfiny...pytam bo jestem w domu z tata ,nie ide na
zajecia...bol trwa od tygodnia,a lekarze nic nie mowia w takich
przypadkach....moze ktos wie,prosze...
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: umieranie.... 14.12.04, 13:10
      jak to nie można leczyć morfiną?
      Mój teściu cierpiał strasznie przez jakiś miesiąc przed śmiercią. Tylko leki
      łagodziły ból.
    • grubaska20 Re: umieranie.... 14.12.04, 13:10
      be strong.. zmówię za was dzisiaj paciorek
      • Gość: alkestis Re: umieranie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 13:13
        plastrow nie mozna z niczym laczyc!a wiem ,ze i morfina nie zawsze
        dziala...modlitwy tez...
        • grubaska20 Re: umieranie.... 14.12.04, 13:16
          rybeńko, ale o co ty właściwie pytasz..?
          • Gość: alkestis Re: umieranie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 13:29
            wlasciwie chyba o nic...tak sobie stukam...Bog jeden wie kiedy to nastapi,nam
            zostaje czekanie...no matter
            • grubaska20 ... 14.12.04, 13:38
            • alpepe Re: umieranie.... 14.12.04, 14:09
              nie tylko, czekanie ale także zapamiętywanie sobie wszystkich chwil, abyś
              kiedyś nie miała wyrzutów, że kochałaś zbyt mało. To ważne!!!
              • grubaska20 Re: umieranie.... 14.12.04, 14:18
                ..z tym zapamiętywaniem, to chyba nie do końca tak jest.. wydaje mi sie, ze to
                co miała zapamiętać, już minęło. widzisz, ja w swoim krótkim zyciu pokonałam
                nowotwór, nie chciałam żeby ludize zapamiętywali mnie w okresie choroby,
                chciałam, żeby pamietali tą osobę przed ogłoszeniem dioagnozy, żywiołek,
                miliony pomysłów na sekundę, jak pędzący pociag, zawsze uśmiechniętą..
                rozumiesz co mam na myśli..
                • alpepe Re: umieranie.... 14.12.04, 14:25
                  rozumiem, co Ty masz na myśli, mnie umierała najpierw babcia, potem teściu,
                  więc piszę ze swojej perspektywy. Wiem jak to jest, kiedy się już nie ma ani
                  sił ani cierpliwości do bliskiej Ci osoby. Wiem jak to jest, kiedy się wyłamuje
                  w nocy palce z bólu, bo się jest bezsilnym. A mimo to wg mnie trzeba
                  towarzyszyć bliskiej Ci osobie do końca.
    • Gość: Siostra Leonilla Re: umieranie.... IP: 80.53.160.* 14.12.04, 14:01
      Moim obowiązkiem jest poinformowac Panią o potrzebie przyjęcia sakramentu
      spowiedzi i namaszczenia chorych by móc pojednac sie z bogiem w ostatniej
      chwili zycia proszę z tym nie zwlekać Sakrament namaszczenia chorych nie jest
      sakramentem tylko dla umierajacych jak to ludzie błędnie uważaja.
      • alpepe tak pisze siostra? z bogiem...? 14.12.04, 14:07
        Moim obowiazkiem jest poinformować, że Bóg pisze się w odniesieniu do boga
        wyznawanego przez chrześcijan z dużej litery.
        • Gość: Siostra Leonilla Re: tak pisze siostra? z bogiem...? IP: 80.53.160.* 14.12.04, 18:10
          Dziekuję bardzo za poprawienie mnie i przepraszam za swój błąd i za to że
          obraziłam czyjeś uczucia religijne
    • nina37 Re: umieranie.... 14.12.04, 14:10
      Plastry sa chyba przedluzona forma aplikacji leku przeciwbolowego.
      Lekarz powinien zweryfikowac ilosc lub rodzaj srodka-z bolem ponoc mozna
      skutecznie walczyc.Stereotypy o uzaleznieniu wydaja sie byc w tym przypadku
      lekko nie na miejscu.
      Gon albo dzwon do waszego lekarza; sama jestem (gosciem na szczescie) raz w
      miesiacu na oddziale onkologicznym i widze, ze pacjenci zalatwiaja takie sprawy
      ze swoimi lekarzami.
      Glowa do gory.
      Pozdrawiam.
    • Gość: obierzyna Re: umieranie.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 14:53
      kochanie, a nie lepiej zalatwic hospicjum? moj ojciec tez umieral na raka,
      niestety w szpitalu, bo w domu nie mialby sie kto nim zajac, zreszta codziennie
      mu sciagano wode z pluc, wiec kto mialby to robic w domu. to bylo juz dawno,
      ale pamietam, ze mimo podawanej mu morfiny i tak cierpial. i ten dziki,
      zalękniony wzrok...
      nie dasz sama rady, szczegolnie w ostatnim stadium choroby. lepiej codziennie
      chodzic do hospicjum niz dzien i noc czuwac. ojcu juz nie pomozesz, a sama
      mozesz popasc w chorobe.
    • dziki-imbir Re: umieranie.... 14.12.04, 16:19
      Idz z tata do najblizszej poradni leczenia bolu. Plastry na pewno mozna laczyc z
      innymi lekami (nie wiem, czy morfina), ale sa leki, ktore wspomagaja dzialanie
      przeciwbolowe fentanylu w plastrach (jezeli to plastry durogesic). Poza tym
      mozna zwiekszac dawki plastrow. Powinien to ustalic lekarz z poradni.
      Jezeli tata nie da rady dojsc do poradni, to wezwijcie pogotowie, zeby
      przewiezli go do szpitala.
      Przy obecnym poziomie medycyny, niewielu chorych musi cierpiec na bole
      nowotworowe. Z reguly mozna cos zrobic, zeby je chociaz zlagodzic.
      Mieszkacie w Warszawie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka