Dodaj do ulubionych

wspólne mieszkanie

IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 15:45
Tyle się słyszy o tym, jak to kobiety zmieniają się po ślubie czy wspólnym
zamieszkaniu. Te stereotypowe wałki na głowie, golenie nóg na oczach lubego,
przydeptane kapcie, oglądanie telenowel itp...A oni, mężczyźni?
Mieszkamy ze sobą od czterech miesięcy. Bardzo nam na sobie zależy, mamy
wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru. Byłoby świetnie, gdyby nie
pojawiły się typowo "małżeńskie problemy". Kłótnie o kasę ( jak się kończy,
jestem oskarżana, że za dużo wydaję), o obowiązki domowe ( to ja chodzę po
zakupy, ja gotuję, płacę rachunki, dzwonię po hydraulika, bo on ma dwie lewe
ręce do napraw, a nie mogę doczekać się z jego strony umycia podłogi, o które
proszę od dwóch dni. Dodam, że ja dorabiam wieczorami, a on przez większość
czasuy jest w domu). Przestaliśmy gdziekolwiek razem wychodzić, czasem tylko
wpadną znajomi. Ja oczywiście wychodzę nadal, uwielbiam kino, operę,
knajpki...Dla niego szczytem szczęścia jest telewizor, piwko, internet,
książka i chipsy. I te wymagania! Obiad nie może być z mrożonki, bo
niezdrowo, bułki nigdy nie są wystarczająco świeże. Moja propozycja, by sam
prasował swoje t-shirty bardzo go zdziwiła.
Nie mamy ślubu, jesteśmy ze sobą stosunkowo krótko (ponad rok). Wiecie,
naprawdę go kocham, jest świetnym facetem, tylko czy ja podpisywałam jakiś
cyrograf, zobowiązywałam się do wzięcia na barki tego cyrku i kieratu? Kto i
kiedy za mnie zadecydował? Czasem wyglądam przez okno i zastanawiam się, co
tu w ogóle robię...
Obserwuj wątek
    • spaldi Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 15:50
      jak to co robisz?
      odrabiasz panszczyzne!!!!!!


      kto powiedzial, ze zniesiono niewolnictwo?
      to my, niewolnice;)
      • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 15:53
        Rzecz w tym, że nie chcę jej odrabiać, wszystko się we mnie buntuje. To już nie
        te czasy niby, żeby kobieta była kucharką, praczką i kochanką w jednym ( no i
        jeszcze zarabiała), ale w mentalności ludzkiej to się chyba niespecjalnie
        zmieniło. Zwłaszcza w męskiej.
        Chciałabym kiedyś dostać śniadanie do łóżka albo choć wrócić do domu i
        zobaczyć, że jest posprzątane i pozmywane...takie małe mam ostatnio marzenia.
        • spaldi Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 15:56
          Tez kiedys mialam takie proste i nieskomplikowane marzenia.
          To, jak sie mezczyzna czuje i zachowuje w zwiazku, w duzej mierze zalezy od jego
          wychowabnia przez matke.
          Moze twoj jest maminsynkiem? To by wszystko tlumaczylo.
          • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 15:58
            Nie jest, ma własne zdanie, ale ze swoją mamą dobrze się rozumieją, są sobie
            bliscy. Ona się nad nim zbytnio nie trzęsła nigdy, ale fakt, że miał mało
            domowych obowiązków, zanim ze mną zamieszkał.
        • pinup Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 09:35
          świetny facet? a co w nim świetnego bo jakoś nie załapałam z twojej wypowiedzi.
          i za co go tak kochasz? i jakie wspolne zainteresowania? dziewczyno! w twojej
          jednej wypowiedzi jest tyle sprzeczności! i jak to nic sie nie zmienilo
          w 'mentalności ludzkiej' a 'zwlaszcza meskiej'??? przeciez to TY to wszystko
          robisz i TY sie na to godzisz. to w TWOJEJ mentalności nic sie nie zmienilo! u
          mnie wszystko wyglada inaczej ale ja sie nie godze na to co mi nie pasuje. masz
          dwa wyjscie: 1. obudz sie i zmykaj lub zacznij walczyc i wychowywac faceta 2.
          przestań narzekac i pogodz sie z sytuacja jezeli tak gladko dalas sie w nia
          wpedzic.
          chcialabys to czy tamto. i dobrze i masz prawo, ale robiac i myslac w ten
          sposob daj sobie spokoj. po co marzyc o czyms co sie nie wydarzy.
          • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 16.12.04, 21:25
            Świetny naprawdę, choćby dlatego, że inteligentny, zabawny, czuły i można z nim
            porozmawiać o tym, co lubię. Wady, mam nadzieję, da się wykorzenić :-)
            Masz do pewnego stopnia rację, pozwoliłam na taką sytuację, ale nie z powodu
            braku zmian w mentalności. Wiem, jak chciałabym, by wyglądał mój związek. Rzecz
            w tym, że nie umiem tego egzekwować. Ale zaczęłam mówić o tym głośno. Mimo to
            podłoga nadal nie umyta, atmosfera dużo gorsza, a w telewizji Newcastle gra z
            kimś tam i to jest najważniejsze...Zobojętniałam, mam dość. Zostawiłam gary z
            zlewie. Mało warta demonstracja, bo on nawet tego nie zauważył.
            • pinup Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 21:50
              boszeee. naprawde szkoda bo dobra babka z ciebie skoro sie na to wszystko
              zgadzasz. ale czy warto? zrob duza demonstracje - nie zmywaj wcale a jak
              zabraknie garów to nie ugotujesz i powiesz ze nie mialas w czym a prosilass
              zeby pozmywal. chociaz dla mnie to i tak zadna demonstracja... nie gotuj, nie
              pierz, nie sprzataj, nie prasuj. zobaczysz jego reakcje i to co w tobie widzi -
              partnerke czy sluzaca. jezeli zrobi awanture niech ci wytlumaczy dlaczego TY
              powinnas to robic. no bo niby dlaczego? nietrudno byc zabawnym, inteligentnym i
              czulym jak sie nie ma nic na glowie i sluzbe ktora wszystko zalatwi. tylko ze
              ty staniesz sie coraz bardziej zmeczona, sfrustrowana, klotliwa i marudna. w
              koncu tak bedzie bo nie dasz rady wszystkiego ciagnac - tym bardziej ze juz
              dzis widzisz co jest nie tak jak powinno. a on? a on jak przestaniesz mu
              uslugiwac i zaczniesz marudzic znajdzie sobie kogos radosniejszego i mniej
              zmeczonego zyciem od ciebie. nie bedzie mu trudno bo przeciez jest taki "
              Świetny naprawdę, choćby dlatego, że inteligentny, zabawny, czuły i można z nim
              porozmawiać o tym, co lubię". nie daj sie wykiwac sunny
    • clk Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 16:06
      Witam!
      od niecalego miesiaca mieszkam ze swoim facetem. Jest roznie. Raz zaskakuje
      mnie, ale .... Wlasnie czeka na mnie mieszkanie do posprzatania po wizycie jego
      kolegi. Do pracy wstaje o 6tej gdy on spi do 12 albo i dluzej. Owszem, pierze,
      czasem sprzata, zmywa ale... Siedzimy non stop w domu. Ja jestem nowa tutaj w
      miescie, nie znam nikogo, a jemu sie nie chce wychodzic. piwko, telewizor ale
      on glownie przy komputerze siedzi. A mnie szlag jasny trafia....
      Jest milo, kocham go, ale czasem...
      • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 16:11
        clk, widzę, że jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji...Też jestem nowa w tym
        mieście, przeniosłam się tu dla niego. Studiowałam gdzie indziej, tam zostali
        znajomi, tutaj znam tylko parę osób. Od rodziny również jestem bardzo daleko.
        Co zrobić, żeby dostrzegli nasze potrzeby i włączyli się aktywniej w domowe
        życie? Próby rozmów są u mnie traktowane jako "fochy".
        • clk Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 16:20
          @sunny:
          ja tez studiowalam gdzie indziej, przenioslam sie na 2 koniec polskiw miasto,
          ktore znalalam tylko z wizyt u niego (sklepy, centrum). procz niego znam tutaj
          2 osoby, z ktoymi nie mam kontaktu (kolega, kolegi od kolegi kolegi). Mi juz
          mniej chodzi o te domowe zycie, o ile w ogole podejscie jego do mojego zycia
          tutaj. W ogole zero zauwazania, ze procz niego moge porozmawiac ze sciana. Ja,
          ktora zawsze bylam super aktywna siedze w domu i ogladam m jak milosc czy na
          wspolnej, aby nie mylslec o tym, ze zaraz zwariuje.
          Inna sprawa, to taka, ze ja kompletnie nie znam trojmiasta a on... nawet nie
          pomyslal o tym, aby mi pokazac. kiedy chodze na rozmowy kwalifikacyjne (prace
          dorywcza juz mam) to chodze z mapa, bo on nawet nie zaproponuje tego, ze mnie
          zawiezie (a ma czas itd).
          Proby rozmowy - ja sie czepiam, on musi byc wolny. Wiec odpada.
          Przywyklam do radzenia sobie sama. ale nie powiem, nie jest lekko.
          • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 16:40
            Też byłam bardzo aktywna i też mi tego brak. Przez cały rok planowaliśmy to
            wspólne mieszkanie, a teraz myślę, że może lepiej byłoby poczekać, aż on
            dorośnie ( ale czy w ogóle?), bo wszystkie problemy, jakie mamy wynikają z
            tego, że razem zamieszkaliśmy...I też nie pomyśli o tym, że mógłby gdzieś mnie
            zaprosić, coś pokazać.
            • clk Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 17:15
              Moze sie cos zmieni, chociaz sadze, ze raczej nie za bardzo.
              Nie jest zle, tylko inaczej, moze i ja i on musimy sie przyzwyczaic do nowej
              sytuacji...
            • pinup Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 10:01
              jakie lepiej??? ratunku! najlepiej za 5 lat, po slubie jakby juz klamka zapadla
              i nic nie chcialoby sie nawet zmieniac po tylu zainwestowanych w ten zwiazek
              latach??? ratunku! przeciez on ma cie centralnie gdzies!
          • Gość: Rozi Re: wspólne mieszkanie do clk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 12:38
            Wiesz czytam to co napisałaś i szlak mnie trafia ze nie potrafisz
            działać.Rozumiem uczucie jet uczuciem ale normalny człowiek oprocz tego ma
            jeszcze inne potrzeby.Weż się w garść bo jesli bedziesz ulegać jk wrzodowi na
            przysłowiowej pupie to marnie skończysz.Przeciez to nie zycie to
            egzystencja.Nie moge ci podpowiadac co powinnas zrobic bo nie znam twojego
            partnera.Zreszta kazdy inaczej odbiera najlepsza rade.Dziewczyno szkoda czsu
            dla takiego co w tej chwili juz prezentuje soba.A co bedzie dalej jak przyjda
            dzieci.Zaharujesz sie na smierc.Pozdrawiam
    • heure Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 16:09
      ...ja bym sie zaczęła pakować...no chyba ze odpowiada Ci noszenie wszystkich
      spraw na swoich barkach przez cale zycie...z tego co piszesz facet wyglada na
      srednio zaradnego....i jeszcze do tego maruda...nie znam dobrze sprawy ale po
      tym co przeczytalas wzięłabym nogi za pas i już ;-)
      • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 15.12.04, 16:15
        tylko, że on oprócz tych wad ma cholernie dużo dobrych cech...jest miły,
        zabawny, inteligentny. Ale kiedy po raz kolejny słyszę :"znowu nie kupiłaś
        szynki" mam ochotę wyjechać na biegun północny.
        Najgorsze jest to, że gdzieś tam we mnie czai się wpojony przez
        rodzinę/kulturę/społeczeństwo stereotyp, który mówi, że "prawdziwa kobieta"
        jest świetną gospodynią, dba o dom, obskakuje męża i zgaduje wręcz jego
        życzenia. I kiedy kolejny raz coś mi się nie udaje albo sznaowny pan jest
        niezadowolony czuję się, jakbym się nie starała, nie umiała
        sprostać...Straszne. Czas pomyśleć o sobie.
        • heure Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 16:23
          Jasne że ma dużo wspaniałych cech, przecież coś musialo Cie w nim zafascynowac
          ale musisz sobie zdawac sprawe z tego ze jesli chodzi o wspolne zycie to ten
          facet bedzie sie staral Ciebie obarczyc wszelkimi problemami i obowiazkami. I
          nie daj sie stłamsić, jak jest niezadowolony to niech bierze siateczkę,
          portfelik i sam maszeruje po szynkę. I niech nie zapomni kupić i dla Ciebie, a
          Ty w tym czasie się zwyczajnie porelaksuj ;-)
        • pinup Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 10:08
          swietne cechy ale jak dla przyjaciela. od faceta powinno wymagac sie troche
          wiecej nie sadzisz? z tego co piszesz to po prostu prymitywny cham, ktory ma
          cie za sluzaca. co nie wyklucza bycia zabawnym i inteligentnym. mily? mily to
          moze byc dziadek sasiad z przeciwka a nie twoj facet!!! on powinien cie
          szanowac i kochac a to sie czyms przejawia najczesciej! poza tym zaczynam
          myslec ze te 'dobre' cechy to chyba twoja wyobraznia desperacko probujaca
          zachowac zludzenia. wiesz, taka ochrona przed zmianami. niektorzy tak maja,
          chociaz ty przeprowadzajac sie zmienilas duzo. wiec skad ten strach? za samo
          to, ze rzucilas swoje dotychczasowe zycie dla niego powinien cie nosic na rekach
          • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 16.12.04, 21:33
            Wiesz, pinup, ja zwykle, w każdym związku miałam tendencję do podkładania się.
            Nie umiałam dyktować warunków, wymagać bez kompromisu, mimo że w innych
            kwestiach jestem często nieprzejednana. Zgadzałam się na wiele, by w końcu
            zostać porzuconą. Chyba zbyt wiele daję.
            Nie wiem, spodziewałam, że się, że będzie inaczej. Dopóki się nie
            przeprowadziłam układało się idealnie.
            Wkurza mnie, ale to fakt, że przyjacielem jest wspaniałym. Potrafi gadać o
            problemach i robi to tak, że o nich zapominam. Często jednak myślę, że na
            faceta się na dłuższą metę nie nadaje. Kłopot w tym, że jeszcze nie spotkałam
            takiego, który by się nadawał...
            • pinup Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 22:03
              otoz to. ja tez sie czasem zastanawiam czy ten z ktorym jestem to WLASNIE TEN.
              nikt nie jest doskonaly ale pewne rzeczy sa fundamentalne np. szacunek w
              zwiazku, ktory wyraza sie sluchaniem i odgadywaniem potrzeb i oczekiwan tej
              drugiej osoby. a on nawet nie realizuje tych o ktorych ty mowisz wprost, o
              ktore prosisz. moj facet nie jest moze do konca taki jak bym chciala (chociaz
              fakt ze ja oczekuje zawsze i od wszystkich - lacznie ze soba - duzo i trudno
              temu sprostac) ale na 200% mnie szanuje i nigdy nie pozwolilby na to zebym
              robila cos za niego. partnerstwo to podstawa zwiazku jezeli obydwoje pracujemy
              i zarabiamy, nie ma nas w domu tyle samo itd. bo dlaczego mialoby byc inaczej?
              sama widzisz ze rezygnacja ze swoich warunkow do niczego nie prowadzi i jestes
              porzucana. dlaczego cie to niczego nie nauczylo?
              a gadanie o problemach? nie chodzi o to zeby o nich gadac, tylko je
              rozwiazywac. on gada (bo to latwe) a ty rozwiazujesz (bo do tego trzeba
              wysilku)... eh. zrob cos bo bedziesz kiedys zalowac
    • Gość: stina Re: wspólne mieszkanie IP: *.ump.pl / *.pl 15.12.04, 16:23
      moim zdaniem on cię wypróbowuje - na ile może sobie pojeźdźić tobą, sprawdza
      cię ile wytrzymasz, przeciąga granicę maksymalnie ile się da, wszystko po to by
      cię urobić i wychować. dziewczyno, postaw się!!! niech on sam raz pójdzie po
      zakupy, niech sobie upierze, wyprasuje. na początek zrób tak jak jedna babka w
      w książce - zrobiła sobie coś do jedzenia, on zapytał zdziwiony co to ma być i
      gdzie jego porcja, a ona posilając się spokojnie rzekła, że teraz żywi się
      królowa, a jak zostanie jakaś resztka to truteń sobie podje!
      • miang Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 10:28
        piękne! a co to była za książka?
    • dori7 Re: wspólne mieszkanie 15.12.04, 23:34
      Sama mu na to pozwolilas, to sie przyzwyczail i teraz trudno to odkrecic :((

      Skoro TY pracujesz wieczorami, to On powinien czekac z obiadem lub ciepla
      kolacja, a chocby i z mrozonki!!
      • Gość: keiko Re: wspólne mieszkanie IP: 5.2.* / *.chello.pl 16.12.04, 00:20
        Dziewczyny po to właśnie jst wspólniemieszkanie przed ślubem.
        Aby poznać faceta,na co go stać.
        Ale też aby wypracować wspólnie z nim zasady pożycia :-)
        Ja z moim mieszkam od lipca.Na początku było super, sielanka, noszenie na
        rękach i w ogóle. Potem przyszły wszystkie typowe problemy, o których wyżej
        pisałyście.Powoli, powoli uczymy się wspólnego mieszkania a do tego trzeba
        cierpliwości i ochoty z obu stron.
        Będzie dobrze! Powodzenia.
        • penelopa.pitstop Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 08:07
          Niektorzy nigdy sie nie zmieniaja i raczej nie nalezy sie tego spodziewac po nich.

          A oto antyprzyklad jak moze byc po wspolnym zamieszkaniu bez walczenia o wszystko:
          -zakupy robimy razem raz na tydzien
          -do pracy wychodzimy razem
          -ja dbam o czystosc lazienki, on kuchni (wyszlo naturalnie nikt nie ustalal kto
          sie czym zajmie)
          -gotujemy albo sami dla siebie jesli druga osoba nie ma ochoty akurat na to samo
          albo on gotuje dla obojga (wychodzi mu to lepiej)
          -pranie robi osoba, ktora akurat stwierdzi ze trzeba zrobic pranie albo razem
          stwierdzamy, ze trzeba to zrobic. W koncu zrobienie prania to drobnostka.
          Innymi drobnymi obowiazkami tez jakos naturalnie sie podzielilismy.
          Nigdy nie ma rozmow o tym, ze ktos za duzo wydal na cos, wieksze wydatki
          planujemy razem, zawsze jak mam wrazenie, ze moze wydam za duzo na jakies swoje
          zachcianki to sie pytam czy nie ma nic przeciwko (do tej pory nie mial ani razu,
          bo moje zachcianki nie sa kosmiczne).
          I tak sobie zyjemy juz pare lat w spokoju ducha. Moj partner ma swoje wady ale
          widze je i juz dawno sie z nimi pogodzilam, z niektorymi nie ma sensu walczyc.
          Ja tez mam na pewno swoje wady i on tez je jakos zaakceptowal nawet jak czasami
          go lekko denerwuje swoim zachowaniem w jakiejs tam sytuacji.

          Penelopa.
          • kociamama popieram Penelopę 16.12.04, 09:16
            U nas jest podobnie. Tez mieszkam z facetem juz prawie 3 lata i dzielimy sie
            obowiazkami. Z reszta w ogole malo myslimy na temat obowiazkoww, bo szkoda,
            zeby taki temat nas dzielil...

            Generalnie jestemy balaganiarzmi, wiec nie mamy do siebie pretensji, ze gdzies
            jest za malo pedantycznie. Czasem nas nachodzi na sprzatanie, albo jedna osobe
            i wtedy sprztamy/jedna osoba sprzata. Generalnie sprzata ten, kogo szybceij
            balagan wkurzy, albo kto potrzebuje, zeby bylo porzadnie, bo np. zaprasza sobie
            jakiegos bardziej formanego goscia i wstyd, zeby byl syf totalny.

            Zakupy robimy roznie, razem, albo po drodze do domu, ten kto ma kase/ochote.
            Jak nie ma nic do jedzenia na kasie, to zamawiamy pizze i tez dobrze.

            A pranie robi ten, kto wlasnie ma wiecej brudow, albo ma na to ochote (ot,
            wielka filozofia wlaczyc pralke...)

            Tak, ze droga Autorko Wątku, albo sobie odpusc ambicje bycia super gospodynia z
            wysprzatanym na blysk mieszkankiem i nie czuj sie tak zobligowana do zywienia
            swojego faceta, albo nie mieszkajcie razem, albo znajdz sobie innego faceta, z
            ktorym ci sie bedzie mieszkalo wygodniej. Albo nie narzekaj;)

            Pozdrawiam,
            KOciamama.
            • Gość: ROZI Re: popieram Penelopę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 09:27
              To wyobrażam sobie twoj dom.Nie ma nic gorszego jak baba jest tez
              bałaganiarą.Nie jest ważne czy sie mieszka z facetem czy tez nie,ale kobieta
              powinna miec w mieszkaniu jak w pudełku bo to świadczy niestety o niej.Nie
              chwal sie bo nie ma czym.
              • miang Re: popieram Penelopę 16.12.04, 10:29
                jedne mają poukładane w mieszkaniu inne za to w głowie.......
                • Gość: Rozi Re: miang IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 12:26
                  Dobrze zeby u kobiety wszystko o czym mówimy szło w parze.Bo niestety jaki dom
                  taka kobieta i odwrotnie.
                  • odrey kobieta sercem domu 16.12.04, 12:42
                    zaściankowe myślenie kobiety wyznającej kult domowego zacisza. Ot co! z Twojej
                    wypowiedzi wynika, że czysciutki porządny dom- czyściutka porządna kobieta.
                    bałagan - kobieta brudna i niepoukładana ( ?? )
                    A mężczyźni sobie głowę zawrcają od wieków jak się na nas poznać! A tu wszystko
                    jak na dłoni! A jest wersja męska tego uproszczenia???
                    Zraniło mnie to, bo zajmuję się amtorsko rzemiosłem artystycznym i mam dwa psy.
                    Stan mojego mieszkania, a jednocześnie pracowni nie odpowiada charakterowi i
                    osobowości. Z cechami roztrzepanej bałaganiary nie pracowałabym tam gdzie
                    pracuję :) pozdrawiam
                    • miang Re: kobieta sercem domu 16.12.04, 12:54
                      Ty masz twórczy nieład a nie bałagan ;)
                  • kociamama Re: miang 16.12.04, 17:22
                    Gość portalu: Rozi napisał(a):

                    > Dobrze zeby u kobiety wszystko o czym mówimy szło w parze.Bo niestety jaki
                    dom
                    > taka kobieta i odwrotnie.


                    Swieta prawda! Pededantyczny dom czesto idzie w parze z osoba bez wyobarazni,
                    scisle podporzadkowana konwenansom i stereotupom, a takze czesto o
                    malostkowosci...

                    POzdrawiam,
                    Kociamama.
              • kociamama Re: popieram Penelopę 16.12.04, 17:20
                Gość portalu: ROZI napisał(a):

                > To wyobrażam sobie twoj dom.


                NIe wyobrazaj sobie, nie wysilaj sie, bo moze to przeróść twoją pedantyczną
                główkę;)


                Nie ma nic gorszego jak baba jest tez
                > bałaganiarą.

                O wiele gorsze od bałaganiarstwa jest, jak baba przejmuje sie za bardzo
                stereotypami (np. ze powinna byc dobra gospodynia), i jest przez to
                nieszczesliwa.


                Nie jest ważne czy sie mieszka z facetem czy tez nie,ale kobieta
                > powinna miec w mieszkaniu jak w pudełku bo to świadczy niestety o niej.

                Nie
                > chwal sie bo nie ma czym.

                nie chwale sie, ale i sie nie wstydze. Mam lepsze rzeczy na glowie, np.
                ksiazeczka, net, seks, glaskanie kota, spotkania z przyjaciolmi itd. niz
                szorowanie podlog na blysk. Zazdroscisz??;)))

                Pozdrawiam,
                KOciamama.

                • Gość: Rozi Re: Kociamama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 17:43
                  Obawiam sie że kiedys ktos sie w twoim domu przyklei lub ktos do ciebie sie
                  przyklei w autobusie.Niczego ci nie zazdroszcze moge sie tylko
                  brzydzic.fefefeeee.
                  • kociamama Re: Kociamama 16.12.04, 18:02
                    Gość portalu: Rozi napisał(a):

                    > Obawiam sie że kiedys ktos sie w twoim domu przyklei


                    NIe obawiaj sie, tym kims na pewno nie bedzies Ty;))

                    lub ktos do ciebie sie
                    > przyklei w autobusie.

                    NO wiesz, w autobusie kleja sie czasem faceci, az sie nie moge opedzic.



                    Niczego ci nie zazdroszcze moge sie tylko
                    > brzydzic.fefefeeee.

                    Mozesz sie brzydzic, jak nie masz nic lepszego do roboty. albo lepiej umyj
                    dokladnie lazienke, ze trzy razy, zeby miec pewnosc, ze sie mezus do niczego
                    nie przyklei, jak bedzie gazetke rano opracowywac, a ty mu sniadanko pichcic...

                    POzdrawiam,
                    KOciamama.
                  • Gość: Rozi Re: Kociamama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 18:19
                    Wiesz moja droga ze nie mam tego problemu bo moj maz tez jest osoba pedantyczna
                    i niczego nie musze za niego robic.Nie mniej jednak nie wstydze sie mojej
                    czystosci ani nie jestem jej niewolniczka.Porostu kazde z nas dba o to.Dzieci
                    rowniez sa nauczone porzadku i rowniez dbaja o niego.A gazety czytamy
                    rowniez,kotka persa tez mamy i wyobraz sobie gdyby przy takim kocie nikt nie
                    dbal o czystosc to po tygodniu nie weszłabys do takiego domu.Z całym szacunkiem
                    nie chciałam cie obrazic to była przenośnia z tym przyklejeniem
    • alpepe świetny wątek, świetne kobity tu się wypowiedziały 16.12.04, 17:36
    • amelia1 Re: wspólne mieszkanie 16.12.04, 20:04
      I te wymagania! Obiad nie może być z mrożonki, bo
      > niezdrowo, bułki nigdy nie są wystarczająco świeże. Moja propozycja, by sam
      > prasował swoje t-shirty bardzo go zdziwiła.

      Wiesz tak naprawde to masz to, na co sama pozwolilas. A on sie po prostu
      przyzwyczail do tego, ze wzielas te wszystkie obowiazki na siebie i teraz
      egzekwuje od ciebie ich staranne wypelnianie :D.

      Nie pasuje mu obiad z mrozonki? Niech ugotuje cos lepszego. Chyba ma dwie
      raczki? Nieswieze bulki? Niech ruszy tylek do sklepu. T-shirty? Nie proponuj,
      zeby sam je prasowal, w ogole nie poruszaj tej kwestii, w momencie kiedy
      otworzy szafe i nie bedzie mial sie w co ubrac, sam wezmie sie za zelazko.

      > pojawiły się typowo "małżeńskie problemy". Kłótnie o kasę ( jak się kończy,
      > jestem oskarżana, że za dużo wydaję)

      On Cie utrzymuje? Bo tylko w takiej sytuacji moge zrozumiec takie oskarzenia i
      wymagania. Jesli nie, skladajcie sie na jedzenie i oplaty, a reszta wlasnych
      pieniedzy dysponujcie samodzielnie. Wtedy nie bedzie pretensji.

      > Nie mamy ślubu, jesteśmy ze sobą stosunkowo krótko (ponad rok). Wiecie,
      > naprawdę go kocham, jest świetnym facetem, tylko czy ja podpisywałam jakiś
      > cyrograf, zobowiązywałam się do wzięcia na barki tego cyrku i kieratu?

      Hmmm swietnym facetem? Jakos z opisu zupelnie to nie wynika, ale nie bede sie
      spierac...
      • Gość: sunny Re: wspólne mieszkanie IP: *.elsat.net.pl / 217.173.160.* 16.12.04, 21:42
        Nie, absolutnie mnie nie utrzymuje. Jego utrzymują rodzice, ja daję korepetycje
        i robię tłumaczenia, ale zwykle mam miesięcznie mniej, niż on. Kasę wkładamy do
        wspólnego pudełka i każdy bierze, mówiąc na co. Oddzielnie odkładamy jakieś
        nadwyżki, on na monitor, ja na nowe łóżko.
        Gotować to on gotuje - i nieźle mu idzie. Z tym, że bierze się do tego rzadko,
        no i jego kuchenna aktywność obejmuje tylko gotowanie - nie interesują go
        brudne naczynia, kuchenka, które po sobie zostawił, śmieci do wyniesienia itd.
        Chyba zastosuję metodę radykalną i przestanę się przejmować, mimo że dziś kilka
        razy przyczepiłam się po tej osławionej nieumytej podłogi. Poczekam.
        • Gość: 33 Re: wspólne mieszkanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 22:09
          Kupcie zmywarke to po 1 .a po 2 czy slyszalas co to takiego zajezdzanie?Jak cie
          zajedzie to bedziesz posluszna jak baranek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka