Gość: charles_bukowski
IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.*
05.01.05, 13:16
... a jak˝e, uda?o si´ panu, chyl´ czo?o przed pa?skim zwyci´ztwem. uda?o si´
panu utrzeç mi nosa, a zarozumia?o?ç i pych´ moj? poskromiç szlifuj?c
znacznie jej ostrze. zdemaskowa? pan, ˝e nie taki ze mnie drapie˝nik, za
jakiego uchodziç bym mog?a. che che che. winszuj´, zbyt wyrafinowanym,
uroczym i wprawnym przeciwnikiem si´ pan okaza?. mo˝e i ja godnym
przeciwnikiem bym by?a, gdybym cynizmem si´ szczelnie przykry?a, gdybym
naiwno?ci? swoj? nie zgrzeszy?a, gdybym bezgraniczn? ufno?ci? swoj? wbrew
rozs?dkowi pana nie obdarzy?a. no tak, ale taka moja uroda, nadmierna
szczero?ç i przekonanie, ˝e cierpieç nigdy nie b´d´, nieco moj? czujno?ç
zag?aska?y... no i cholern? desperatk? z natury jestem... ale pan o tym
wiedzieç nie musia?, prawda?
doprawdy twarda z pana sztuka. brawo za brawur´ i nanszalancj´. i tak sobie
my?l´, ˝e to cudownie, bo chyba nie cierpi pan zbyt cz´sto. pana system
immunologiczny jest po prostu doskona?y. che che che. to musi byç mi?e, tak
trwaç w owym stanie, jakie˝ to weso?e i beztroskie. ale ja chyba tak nie
potrafi´.
jestem ran? i no˝em jednocze?nie (to za baudelairem, je?li by to pana
interesowa?o)
i jestem teraz tak? pana z?aman? r´k? po pa?skich akrobacjach w stylu adama
ma?ysza, czy jak to tam by?o... tak si´ przynajmniej czuj´. a w odczuwaniu,
na moje nieszcz´?cie niestety, pa?eczk´ pierwsze?stwa dzier˝´. ale zawsze
mnie si´ wydawa?o, ˝e to dobrze, ˝e taki ze mnie pieszczoch losu, co to
tkliwo?ci? i nadwra˝liwo?ci? si´ szczyci. ˝e to dobrze, ˝e nie jestem
emocjonalnie zacofanym kopciuszkiem, ˝e przez stworzenia takie jak ja ?wiat
pi´kniejszy si´ staje. b??d. fatalny b??d. no tak, ale mój dobry przyjaciel
od dawna mi ju˝ mówi?, ˝e dla kogo? takiego jak ja uzasadnienia w
rzeczywisto?ci absolutnie byç nie mo˝e. hmmmm, i pewnie mia? racj´.
jak˝e ku..ko z?a jestem, ˝e tak si´ podda?am (ale musi pan przyznaç, ˝e
dzielnie walczy?am!!!!), ca?? sob?, tak po ludzku, bez wyrachowania, bez
wstydu, bez kalkulacji, z ufno?ci? dzieci´c? i niewinnie. ale jak ju˝
mówi?am, u mnie psyche od soma oddzieliç si´ nie da (czyta? pan mo˝e ?narcyza
i z?otoustego? hessego?). pewnie swoje mo˝liwo?ci przeceni?am. rzeczywi?cie
nie pana w tym wina, pan uprzedza? i prawie skutecznie mnie do siebie
zniech´ca? po tej naszej dzikiej, wroc?awskiej dobie. do tego stopnia
zniech´ci?, ˝e nawet person? non grata si´ poczu?am..., i takim elementem
starannie opracowanej strategii prowadz?cej do ?ci?le okre?lonego celu si´
tak˝e poczu?am. brrrrrrr!!!!!!!! i po trosze instrumentem. a szkoda.
i zabawne jest to, ˝e mimo pa?skich stara?, bym si´ w panu nie zakocha?a -
wyznam szczerze, ˝e nie zakocha?am si´ w panu, znacznie gorzej - pokocha?am
pana jednak ca?? sob?. moj? wra˝liwo?ci? i zmys?ami, subtelno?ci? i przekor?,
biodrami i j´zykiem, dum? i rozumem...
j´zyk pana wstydu pozbawiony sprawi?, ˝e si´ zapomnia?am. usta delikatne
u?pi?y moj? czujno?ç i rozwag´... a gdy d?onie pana chwyci?y moje ko?ci
biodrowe i poczu?am w sobie t´ pana gor?c bezlitosn? - tak, chyba w?a?nie
wtedy si´ podda?am. tak okrutnie pragn´?am, by chwila gdy figlarne stworzonko
we mnie pulsowa?o w niesko?czono?ç trwa?a... no ale sko?czyç si´ musia?a. no
i sko?czy?a si´. pan to wiedzia? od pocz?tku, wi´c ju˝ z gruntu mia?
przewag´. i chyba w?a?nie tego znie?ç nie mog´.
a potem to ju˝ tylko u?miechem figlarnym si´ demaskowa?am, przez samo
wspomnienie pana g?owy na moich kolanach. i moich palców we w?osach pana
b??kaj?cych. i pana ust, j´zyka i z´bów po moim ciele w´druj?cych. i
radosnego stworzonka do ˝ycia si´ budz?cego. i pana po?ladków na mój oddech
reaguj?cych. no i tych wszechogarniaj?cych dreszczy, które za ka˝dym razem
moim drobnym cia?em szarpa?y, gdy tylko zbli˝a? si´ pan do mojego karku.
policzy?am ze wzruszeniem i przekorn? rado?ci? wszystkie siniaki i
zadrapania, które jedyn? pami?tk? po kochaniu z panem mi pozosta?y (nie
licz?c utrudnie? w chodzeniu, które kilka dni mi towarzyszy?y, che che che).
tak sobie my?l´, ˝e bogowie musieli u?miechaç si´ istnienie pana planuj?c. a
potem w bystre, ?liczne oczy wyposa˝yli, we wra˝liwo?ç niebywa??, umys?
lotny, i zwinne stworzonko... no i ten cynizm. a swoj? drog?, czy pan si´ nie
obawia, ˝e ów bro? pana co si´ cynizmem zowie rzeczywi?cie kiedy? w
zgorzknienie si´ nie zmieni i przeciwko panu obróci? tak sobie my?l´, ˝e
je?li pozwoli pan, by ów cynizm wype?ni? pa?sk? psyche i soma, to za kilka
lat, choç na przegubie pana lewej r´ki b´dzie b?yszcza? z?oty Patek, a w
lodówce b´dzie si´ ch?odzi? Moet-Chandon 1966 roku, b´dziesz plu? ˝ó?ci?, a
rozgoryczenie i ˝yciowe rozczarowanie sprawi, ˝e b´dzie pan krzycza? na
dzieci graj?ce w pi?k´ 100 metrów od pana posesji.
mój bo˝e, jak˝e melodramatyczna si´ sta?am... wystarczy. id´ zapaliç i ju˝
ko?cz´ pie..ç.
ale kaw´ i tak z ogromn? przyjemno?ci? w pa?skim towarzystwie wypij´. i
zapal´ z panem. i pewnie piegi dam policzyç... (mo˝e nad morzem, na bardziej
neutralnym gruncie? nie wiem, pomy?l´ o tym jutro). bo widzi pan, u mnie taka
patologiczna sk?onno?ç: przywi?zuj´ si´ do ludzi i ich nie wyrzucam jak te
ulubione sukienki, o które kiedy? pan pyta?. i nie znosz´, gdy tak po prostu
znikaj?... nie znosz´ i ju˝!
i pewnie dalej si´ martwiç o pana b´d´, czy ˝yw pan i czy w jednym kawa?ku.
i pewnie dalej do pana pisaç b´d´, bo przyjemno?ci tak˝e odmawiaç sobie nie
mog´.
no ale taka ju˝ moja uroda...
uf! ale˝ mnie ul˝y?o.
mag
p.s. to z huxleya (czyta? pan?): ?kobiety, którym mi?o?ç przes?oni?a ?wiat,
mog? si´ staç czym? straszliwie nudnym...?. fajne, co?
p.ss. i tylko podzi´kowaç panu jeszcze pragn´, bo jednej m?drej rzeczy si´
nauczy?am. otó˝ spó?kowanie owszem (strasznie mnie bawi to s?owo, wol´ jednak
bzykanie, bo brzmi bardziej dynamicznie), ale tylko w kontek?cie mi?o?ci. bo
ja naprawd´ w ni? wierz´, w jakiejkolwiek konfiguracji by nie istnia?a i
jak?kolwiek krzywd´ wyrz?dziç by mi mog?a. i naprawd´ j? uwielbiam, bo
inspiruje, kreuje i niszczy, bawi i nudzi, wyzwala i zniewala, ect. niech pan
pomy?li tylko, jak ku..ko ja?owe jest ˝ycie wszystkich tych, którzy
wyrzekaj? si´ mi?o?ci!!!!!!!!! i pokus rzecz jasna.
p.sss. wie pan co? jeszcze nad jedn? kwesti? g?ow´ sobie ?ami´. otó˝
wyt?umaczenia szukam, kto lub co sprawi?o, ˝e tak nagle i gwa?townie zjawi?
si´ pan w moim ˝yciu. bo to musi mieç swoje uzasadnienie, prawda?