Dodaj do ulubionych

moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość

30.01.05, 21:14
Witam,
jesteśmy małżeństwem 12 lat, pobraliśmy się z wielkiej miłosci zaraz po
maturze, gdyz w drodze było nasze 1 dziecko. małżeństwo było udane,raz lepiej
raz gorzej, wspólne zainteresowania, dużo zabawy, szalone studia. A potem
praca. I własnie gdzieś 2 lata temu, gdy juz zaczynaliśmy być "ustawieni" ,
mążzdobył wysoką zawodową pozycję zaczęło coś się psuć.Z człowieka , który
lubił dom, syna i przebywanie znami przeistoczył sie w pracoholika, który
trylko poswięca sie pracy. Jednocześnie zapewniał,ze kocha, że to dla nas
robiize chce jeszcze mieć 2 dziecko. i teraz mamy 8 miesięczną córkę , a ja
widzę ,że to ja mam to dziecko( ukochane, przeslodkie i wyczekane). Mąż
asystował przy porodzie, widział przyjście na świat naszej córeczki, ale z
drugiej strony widział mnie podczas aktu porodu i mysle sobie ,że stałam się
dla niego w tym momencie matką jego dzieci. Przestał zauważać mnie jako
kobietę, kochaliśmy się 3 razy od porodu i to jakos tak beznamietnie. Mąż
wraca z pracy o 22-23 w weekendy tez pracuje ,a dom traktuje jak spalnię,
pralnię i kuchnię. ciagle robię mu awantury,chcę porozmawiać , ale on nie
widzi problemu. powiedziałmi tylko,żebym nieliczyła ,że będzie jak podczas m-
ca miodowego.
Czuje ,że nie jestem dla niego już atrakcyjna, wie,ze z 2 dzieci nie odejdę
i generalnie w tym momencie wie,ze jestem od niego uzależniona finansowo. Po
powrocie z macierzyńskiego dostał m-c później wypowiedzenie i w chwili
obecnej nie pracuję . Szukam pracy, ale dobrej.
Może dlatego ,że jestem zestresowana cała tą sytuacja , poza tym przestałm
czuć się kochan- on nie lubi wracać do domu o wczesnej porze. A dla mnie
trudno pogodzic sie z tym,ze jestem sama, że czuję sie samotna. Zaczynam go
nieznosić. Czuję z sobie złość i żal. Mam dopiero 31 lat , a czuję ,że dla
niego jestem jak stary mebel- jest bo jest, przywykł do krajobrazu. A ja chcę
byc kochaną , przytuloną,szczęśliwą kobietą.A najgorsze jest to ,że nie wiem
jak z tego wybrnać, a walczyc o niego juz mi się nie chce. Jestem zbyt dumna
by prosić go by mnie kochał.
Juz mi troche lepiej, gdyż mogłam sie wyżalić. Przy dzieciach trzymam formę,
by niczego nie zauważyły.
miło mi będziedostać jakies rady, komentarze.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • opelvectra Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 30.01.05, 21:35
      Nie czuje sie na silach udzielac Ci porad, jestem mlodsza i duzo pewnie nie
      wiem. Ale zainteresowal mnie Twoj list. Rozumiem Cie, ze czujesz sie z tym zle.
      Jedyne co mi przychodzi to probowac rozmawiac o tym z mezem, co nim kieruje, ze
      tak pozno wraca, moze i jego cos meczy i ucieka w prace. Z drugiej strony jesli
      tego jeszcze nie robisz - poswiec troche czasu dla siebie, znajdz sobie jakies
      fajne zajecie/hobby, ktore moglabys wykonywac w domu, idz na spacer i odstresuj
      sie. Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego, mam nadzieje, ze sie uda to
      naprawic.
    • Gość: .................. Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.dialup.sprint-canada.net 30.01.05, 21:39
      Chlodem niestety tu ciagnie. Rozumiem doskonale ze chcesz byc kochana,
      jednak sama nie chcesz go kochac. Moze zacznij najpierw od siebie,
      tzn. zmien sie troche, zmien podejscie, a kto wie czy on tez z
      czasem nie zmieni sie na lepszego meza.
    • ak30 Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 30.01.05, 21:55
      Też nie mam dla Ciebie fachowych rad...Ale może drobnymi kroczkami. Moja
      przyjaciółka tez miała podobny problem. I co sie stało? jej facet zaczął sie
      nią interesować ponownie dopiero wtedy, kiedy ona przestała nim. Nie tak do
      końca oczywiście. Przestała zadawać mu wiecznie pytania, zaczęła wychodzić sama
      z domu i "inwestować" w siebie. On zauważył te zmiany i poczuł się zaagrożony.
      Natychmiast wrócił do roli kochanka i adoratora. Rozumiem, że przy dwójce
      dzieci i wiecznie nieobecnym mężu nie będzie ci łatwo, ale trzymam za ciebie
      kciuki.
      • Gość: żonaty Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 22:44
        To poważny problem.Jedyne wyjście jakie widze w twojej sytuacji to popros męza
        żęby podjął prce taka dorywczą za 500zł albo na jakis zasiłek zRej.Urz.Pracy i
        niech siedzi w domu i przyglądajcie sie na siebie,Przeciez na 4 osoby 500zł to
        wcale nie tak mało? Ja pracuje po 15 godz.dziennie mam na utrzymaniu trojke
        dzieci i nie pracujaca żonę i zarabiam wcale nie za dużo.A co by było gdybym
        chciał się z żona tylko przytulac.Co nasze dzieci by jadły.Kobieto ty bredzisz
        .Czy mąż oddaje ci pieniądze,czy masz podejrzenia że cię zdradza.Pomyślałas ze
        dzis znależć prace jest bardzo ciężko.Sama szukasz ale dobrej.Dziś można
        pomarzyc o pracy sprzataczki.Coś mi się wydaje ze nie miałaś jeszcze
        biedy.Kobiety marza o facecie co to chce pracowac bo niektore maja takich co to
        stoja pod budka z piwem.To sa skrajności.Wiesz jak sie ma staz małzeński 12 lat
        to wypada też mieć rozum.A ty bys chciała mieć kasę i chłopa w domu.Trzeba by
        wyjść za mąż za hrabiego.Poprostu zle wybrałaś.
        • opelvectra Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 30.01.05, 22:58
          Przeciez jej nie chodzi o to, zeby maz sie calymi dniami do niej przytulal czy
          zeby zrezygnowal z pracy. Chodzi jej o cos co nie zastapi kasy polozonej na
          stol pod koniec miesiaca - odrobiny czulosci, zainteresowania z jego strony,
          seksu. PEwna czesc mezczyzn uwaza, ze wystarczy tylko zarobic pieniadze i to
          jest ich jedyna rola w malzenstwie. Gdyby maz pracowal po kilkanascie godzin
          dziennie i znalazlby minute w ciagu dnia na jakies mile slowo, pocalunek, na
          pewno autorka czulaby sie inaczej.
          • Gość: żonaty Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.05, 23:06
            Zebys wiedziała jak bardzo sie pragnie seksu po 15 godz,pracy i jeszcze na
            dodatek rozwrzeszczana baba w drzwiach .Wszystko opada tamto też.
        • Gość: .................. Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.dialup.sprint-canada.net 30.01.05, 23:42
          Dziekuje ci zonaty, ze uchwyciles "problem" raczej wlasciwie. Pisze
          raczej, bo blizej ich sytuacji nie znam. Jednak, znajac troche
          kobiety, im ciagle milosci brak(ogolnie powiedziane), bo zanim myslec
          rozumem, mysla wlasnie miloscia, i stad taki a nie inny bywa ich
          czasem "problem".Ach ta milosc.......gdzie ona jest?! Moze kobieta
          znajdzie z czasem ta "dobra" sobie prace i zejdzie bardziej na
          ziemie, z mysleniem tez.
          • ivi11111 Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 00:05
            Mysle, ze Twoj maz asystujac przy porodzie nabral do Ciebie respektu.On nie byl
            przygotowany na to.On w pewnym sensie boi sie Ciebie.Zadbaj o siebie.Kobiety "po
            dzieciach" czasem zapominaja,ze sa rowniez kobietami,nie tylko matkami.Badz
            odpowiedzialna za dwoje maluchow i jednego starszego.
    • Gość: IVAR Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.aster.pl 31.01.05, 00:33
      Powiem Pani tak. Mam 22 lata i doswiadczenie z malzenstwa zadne. Jednak bylem w
      4 letnim zwiazku i nauczylem sie jednej rzeczy. Do kazdego ale to kazdego
      zwiazku wejdzie NUDA. I tu macie dwa wyjscia- jedno proste, latwe i zarazem
      cholernie tchorzliwe- rozstac sie. Ale to kazdy potrafi. Tak samo jak zmienic
      partnera. Sztuką jest pielęgnować związek lub małżeńśtwo. Udoskonalać, zmieniac,
      zaskakiwac sie wzajemnie. Wiem ze to są banały i łatwo je wyglaszac. Jednak ja
      do dzis zaluje tego ze nie dbalem o moj poprzedni zawiazek. I wina byla
      obupolna. Jak zawsze.
      Prosze si enie podawac tylko zaczac przedewszystkim ROZMAWIAC. O pani strachu,
      pottezbac i oczekiwaniach- od zycia, sexu, wychowania dzieci. Ja marze by
      kobieta ktora obecnie kocham- a ona mnie nie- byla moja zona. Marze o dzieciach.
      I dalbym wszystko za to co Pani ma. Tylko to pielegnowac. Prosze walczyc.
      Przypomniec sobie te wspolne chwile. Zycze powodzenia i szczescia. Jestem z Pania

      • Gość: .................. Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.dialup.sprint-canada.net 31.01.05, 00:44
        Ta walka wcale nie jest czyms trudnym. Wystarczy tylko dla obu stron
        chciec zrozumiec sie ponownie.
        • Gość: `QVQ Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.mo-stlouis0.sa.earthlink.net 31.01.05, 04:50
          jak sie nie ma problemow to trzeba je stworzyc
          wydaje mi sie ze winna lezy po pani stronie
          • mamade Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 08:50
            Dziękuje wszystkim za komentarze te przychylne jak i te krytykujace.
            Owszem ,moznabyłoby sie porozumieć, ale do tego potrzebna jest wola dwóch
            stron. Ile czasu jeszcze to ja mam zabiegać, starać się ... Dlaczego kobiety
            mają mieć na głowie wszystko: pracę , dom, dzieci, własne zainteresowania,
            dbałość o siebie, o dom- a meżczyznom zostaje tylko praca ?I tak są
            zapracowani,ze nie maja juz siły porozmawiać z członkami rodziny? Mąż poprostu
            zagubił gdzies to co najważniejsze.Mi nie chodzi o pieniadze na stół co
            miesiąc .I też nie chcę by siedział wpatrzony we mnie godzinami, ale o jakieś
            gesty, czułośc czasami, bo ode mnie miał i uśmiech i czułość i wsparcie i
            uważał ,że mu sie to należy bez wysiłkuz jego strony. Natomiast jak jestem
            chłodna - to to zachowuje sie i tak tak samo.I mnie nie chodzi o namiętną
            miłośc , nie bujam w chmurach, ale jak mam "zejść na ziemię ",że tak już
            będzie dalej- ta ja dziękuje i chyba wysiadam z tego pociagu. Ja tylko marzę o
            normalnej,ciepłej rodzinie.
            • sagis Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 09:25
              Mężczyźni uważają, że miłość objawia się w czynach(czyli tutaj pewnie
              pieniądze, które przynosi do domu), a kobieta potrzebuje słów i obecności jego
              samego.
              Jeśli mężczyźni nie nauczą się dawać kobiecie to czego ona potrzebuje, to
              niestety tak to będzie kończyć się. Ale, oni wciąż uważają, że to kobieta za
              dużo wymaga:-)
              • sagis Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 09:32
                W prawdziwej miłości, jak chcemy coś otrzymać, to wystarczy, że damy komuś coś,
                czego ta osoba potrzebuje. Ona dostając to od nas, sama da nam to czego
                potrzebujemy. To jest automatyczna wymiana. Tak powinno być, ale nie zawsze
                rozumiemy to. Musimy wiedzieć czego druga osoba akurat potrzebuje i to właśnie
                jej dać.
    • sagis Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 09:03
      mamade napisała:

      A ja chcę byc kochaną , przytuloną,szczęśliwą kobietą.A najgorsze jest to ,że
      nie wiem jak z tego wybrnać, a walczyc o niego juz mi się nie chce. Jestem zbyt
      dumna by prosić go by mnie kochał.
      -------------

      To, co zamierzasz?
      Jeśli napiera się na mężczyznę, to on wycofuje się. Może za bardzo od niego
      chciałaś czegoś i on zaczął przed Tobą uciekać w pracę. Ty mówiłaś jemu, jak
      nie czujesz się kochana, a on myślał, że musi coraz więcej pracować i więcej
      pieniędzy przynosić. Mężczyźni tak starają się okazać miłość swojej rodzinie.
      Sami nie zdają sobie sprawy z tego. Tak, jak kiedyś musieli polować, aby
      przynieść zdobycz/żywność swojej rodzinie.
      Daj jemu spokój i zajmij się sobą i dziećmi. Zadbaj o siebie, abyś znowu czuła
      się atrakcyjna.
      Jeśli on stał się pracoholikiem dla Ciebie i Waszych dzieci, to ciężko będzie
      jemu zawrócić z tego. To jest jak nałóg. Są dwa rodzaje pracoholizmu. Jeśli on
      to robi, bo lubi pracować, to jest trudno zmienić jego przyzwyczajenia.
      Jedno nie naciskaj więcej na niego, a on może sam zorintuje się, że coś jemu
      brakuje. Jeśli jemu zależy na Was, to sam zacznie interesować się Wami.
      Jeśli nie to dobrze Wam zrobi terapia rodzinna. Przynajmniej zacznie mówić o
      tym, co czuje i swoich oczekiwaniach.
    • Gość: nancy Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: 193.111.166.* 31.01.05, 09:48
      Przepraszam, ale wygląda na to, że Twój mąż ma kogoś, stąd niechęć do
      przebywania w domu. Praca do 23? I w weekendy? Wątpię. Poza tym kochający mąż
      nawet wracając późno i zmęczony nie będzie stronił od przytulenia żony,
      powiedzenia kilku ciepłych słów. Prawdopodobnie nie zamierza (przynajmniej na
      razie) odejść, bo czuje się zobowiązany do bycia z Wami, ale ciągnie go do
      innej kobiety i dla Ciebie nie ma już czułości i namiętności. Moja rada jest
      taka - powiedz mu, że domyślasz się że ma kochankę i spytaj co zamierza. Ale
      koniecznie zrób to bardzo rzeczowo i spokojnie, bez awantur, histerii i
      wyrzutów. On oczywiście (na 99%) zaprzeczy, nie wymuszaj więc na nim zeznań.
      Jeśli nie chcesz narazie odchodzić, poczekaj na rozwój wypadków, zachowaj
      spokój, nie narzucaj mu się, postaraj się zająć sobą, nie odbieraj telefonów od
      niego (np. jeśli dzwoni w ciągu dnia do domu), ale nie pokazuj mu obrazy, po
      prostu zachowuj się, jakby nigdy nic i jakbyś miała w d... jego sposób
      zachowania wobec Ciebie. To jest bardzo trudne, ale w tej sytuacji awanturując
      się i żebrząc o miłość, tylko stracisz. Sądzę, że jeśli nie chcesz przrwać tego
      małżeństwa to jedyna taktyka - przeczekać.
      Chyba że otwarcie powie Ci, że zamierza ułożyć sobie życie z tamtą kobietą.
      Życzę wytrwałości i powodzenia.
      • Gość: Jurek Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.terminus.pl / *.terminus.pl 31.01.05, 09:56
        Moim zdaniem wina jest twoja. Pojawia sie dziecko ty zapewne skupiasz sie na
        dziecku a facet jak to facet chce zapewnic byt wiec haruje. Sila rzeczy bez
        winy sie oddalacie. Na taka sytuacje trzeba sie oboje starac. A jak Ty sie
        starasz? Wraca maz z pracy moze ma ochote Cie przytulac a ty bez powodu go
        opier.... ze pozno ze tamto ze sramto. I czar i chec na przytulenie pryska.
        Znam to z wlasnych doswiadczen. Chcesz milosci ale ja odpychasz bo jestes zbyt
        dumna. Pomysl o tym bo nie zdzwilbym sie jakby facet zaczal sobie szukac innej.
        On mysli pewno tak: "zapierdzielam ciezko pracujac by mieli wszystko wracam
        pozno chcem sie przytulic a tu pretensje". No bo ty jestes zbyt dumna.
        • sagis Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość 31.01.05, 10:15
          Przez czyjąś dumę niejedna miłość została zaprzepaszczona. W miłości trzeba
          schować dumę. Jak ktoś nie umie prosić o miłość, o coś w związku, to nic nie
          dostanie. Kobiety często mają coś takiego, że uważają, że coś im należy się.
          Sama nie raz słyszę w głosie takich żądanie. A, nikt nie ma prawa i obowiązku
          spełniać czyiś żądań. To przelewa się też na innych.
      • ak30 Do nansy... 31.01.05, 11:17
        NO świetnie Pocieszyć to ty potrafisz. Ciekawa jestem na jakiej podstawie
        węszysz tu obecność innej kobiety. Że pracuje do 22.00 i w weekendy? Wyobraź
        sobie, że mnie też się to zdarza i to dosyć często. W dzisiejszych czasach
        trudno o etat od 7.00 do 15.00. I zapewniam, że mimo iz niewiele czasu spędzam
        w domu, jestem kochającą żoną i matką.
        • Gość: nancy Re: Do nansy... IP: 193.111.166.* 31.01.05, 11:24
          Węszę na podstawie wielokrotnych obserwacji a także własnego smutnego
          doświadczenia. Praca pracą, ale skoro nawet już będąc w domu jest obcy i zimny
          to daje do myślenia, czyż nie? Wydawałoby się, że przebywając tyle czasu poza
          domem wróci raczej stęskniony, a nie odpychający i nieczuły.
          A co do pocieszania - nie odniosłam wrażenia, że autorce chodzi o pocieszanie,
          ale o rady i sugestie.
          A ja mam akurat takie. Czasem warto jednak przejrzeć na oczy i przestać się
          oszukiwać.
          • Gość: upss Re: Do nansy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 11:35
            Węszenie to twoja widać specjalność .Twoje doświadczenie nikomu tutaj nie pomoże
            wręcz przeciwnie.Widziałaś kiedys taka sytuacje że facet wraca z roboty po 14
            godz narobiony i w drzwiach wita go z gęba rozdarta od ucha do ucha jego
            partnerka -uważasz ze takiemu zbierze sie na amory.Chyba cie porąbało.Głupawe
            rady i sugestie zostaw sobie albo dla swoich potomnych bo nic dobrego nie
            wnosisz .Miłośc powinna byc pielęgnowana przez obojga partnerow całe
            życie.Kobiety jednak myśla inaczej ze to tylko facetowi powinno zalezec na tym
            zeby związek funkcjonował dobrze pod kazdym względem.
          • Gość: Martynika Re: Do nansy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 11:40
            Ja się zgadzam z Nancy. Sama obawiałąm sie pisać , że jej mąż ma romans.Bo to
            wiadomość jak grom z jasnego nieba, jęśli się ufa i kocha.Posłuchaj rad Nancy.
            • Gość: kobita Re: Do nansy... IP: *.smstv.pl / *.smstv.pl 31.01.05, 11:47
              to sie nie ma co zastanawiac czy facet po pracy jest czuly czy nieczuly, po
              tylui godzinach KAZDY byl by po prostu zmeczony.
              • Gość: nancy Re: Do nansy... IP: 193.111.166.* 31.01.05, 12:00
                Tak się składa, że jeśli facet kocha i pragnie kobiety, to zmęczenie nie ma tu
                nic do rzeczy. Był czas, że mój mąż handlował na stadionie, w związku z czym
                wstawał o czwartej rano, czasem wpadał po południu na obiad, gnał z powrotem i
                wracał około dziewiątej-dziesiątej. NIGDY w tym czasie nie odczułam aby - mimo
                zmęczenia, wyczerpania - stał się mniej czuły i kochający. Przeciwnie, po
                męczącym dniu tęsknił do przytulenia się i odpoczynku przy mnie. To było wtedy,
                kiedy mnie jeszcze naprawdę kochał.
                Potem miał pracę dużo lżejszą, mniej wyczerpującą, a jednak wtedy pojawił się
                dystans i chłód, który tłumaczył właśnie "zmęczeniem". "Zmęczenie" okazało się
                oczywiście inną kobietą. I dodam, że ten scenariusz jest tak banalny i zdarza
                się tak często, że naprawdę autorka powinna go wziąć pod uwagę.
    • Gość: cobieta Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 11:57
      Mialam 25 lat kiedy rozstawalismy sie z mezem a kiedy wlasciwie on odchodzil
      ode mnie.Mielismy 4letniego syna a nasz drugi syn byl w drodze(bylam w 7 mcu
      ciazy).Bylam zalamana a swiadomosc tego,ze zostaje sama z dziecmi ,wprawdzie z
      mieszkaniem ale bez pracy prawie mnie wyprowadzila z rownowagi.Okazalo sie
      jednak ,ze swietnie dalam sobie rade.Oczywiscie bardzo pomogli mi rodzice.W rok
      po rozstaniu znalazlam prace.Teraz jestem 5 lat po rozwodzie.Jestem niezalezna
      finansowo,samodzielna,niezle mi sie powodzi.mam dwoch cudownych i odchowanych
      juz synow,ktorzy-wiem to-czuja sie ze mna bezpiecznie.Przestalam bac sie
      zycia...poznaje nowych ludzi,jezdze z dziecimi na "tysiace"
      wycieczek,wakacje.Mysle nawet o nowym mezczyznie w moim zyciu.
      Najwazniejsze to zdac sobie sprawe z tego,ze jestes warta lepszego zycia,ze nie
      musisz byc niczyja niewolnica i ze czas leczy rany.Jestem pewna,ze sobie
      poradzisz.Pozdrawiam.
    • Gość: agniecha Re: moje małżeństwo wisina włosku i mam już dość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 12:40
      Witam,ja też mam 31 lat i jestem mężatką od 8 lat.W moim małżeństwie też nie
      zawsze było różowo.Mamy 2 dzieci 6 letniego syna i 14 miesięczną córkę.Mój mąż
      prowadzi usługi budowlane więc też go nie ma cały dzień w domu.Ja też nie
      pracuję tylko zajmuję się domem i dziećmi,więc jestem uzależniona finansowo.
      Był taki okres, że też nie potrafiliśmy się porozumieć.Na początku było
      cudownie ,poźniej zaczęło się coś psuć.Gdy była jakaś kłotnia zawsze ja byłam
      wszystkiemu winna.Mój mąż nigdy nie potrafił się przyznać do winy.Nigdy nie
      mówił "kocham Cię" uważał że jest to oczywiste wiec po co bez przerwy to
      powtażać.Ale bez przerwy mu tłumaczyłam że jak jest problem to nigdy nie ma
      winy po jednej stronie.I tak za każdym razem jak była kłutnia nie chowałam
      głowy w piasek tylko zawsze broniłam swojego zdania.Było tak kilka lat.Później
      powolutku zaczynało być coraz lepiej.A ostatnio zobaczył na gadu gadu jak
      chłopak pisał do mnie bardzo miłe słowka.Na początku się wkurzył i dogadywał
      bez przerwy aż się się rozpłakałam i powiedziałam że mam już tego dość bo nic
      takiego nie zrobiłam.A to że ktoś potrafi coś przyjemnego powiedzieć jest
      bardzo miłe.Później mnie przeprosił bo zrozumiał że przesadziłi przyznał się że
      był o mnie zazdrosny(co mnie bardzo zaskoczylo)że mógł by mnie stacić.I od
      tamtej pory jest wspaniale...Więc radzę Ci nie załamywać się,wziąść się w garść
      izadbać o siebie.Zeby zdał sobie sprawę że możesz się komuś podobać(albo
      doprowadzić do takiej sytuacij żeby był zazdrosny).Zeby docenił to że
      poświęciłas się domu i rodzinie.A jak to nie poskutkuje to powiedz że idziesz
      do pracy a obowiązki domowe dzielicie na pół.I cały czas próbuj z nim
      rozmawiać.Mam nadzieję że wszystko się ułoży.Z całego serca Ci tego
      życzę.Pozdrawiam Agnieszka
      • Gość: męzatka Re: mamade zacznij myśleć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.05, 12:51
        Zacznij działać i problem pozostaw sobie .Nie dziel sie z innymi bo sa tacy ze
        jak ci doradza to zanim sie opamiętasz to bedzie za póżno.Nie wszyscy maja
        czyste intencje.Niektórzy jak doradza to nie ma odwrotu a sa jeszcze tacy którym
        śietnie idzie podpuszczanie.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka