the_man
22.06.02, 20:33
Zainspirowany wątkiem o udawanych orgazmach, postanowiłem podzielić się z wami
wiedzą o tym, jak jest na prawdę z tym babskim orgazmem. MOje doświadczenia z
kobietami są bardzo obszerne i wiem na pewno, że lepsza kochanka to taka, która
okazuje, że ma przyjemność z seksu, nie ważne czy jest świeżo zarwaną laską,
prostytutką, czy żoną.
W ogóle problem babskiego orgazmu jest sztuczny, wytworzony przez feministki,
żeby odebrać facetom przyjemność z seksu. Feministki nie umieją czerpać radości
z oddawania swojego ciała w posiadanie mężczyźnie, dlatego wymyśliły że niby im
też należy się orgazm, żeby faceci tak, jak one stracili satysfakcję ze
współżycia i trzeba przyznać, że osiągnęły tu duży sukces. Od wieków wiadomo,
że jest to totalna bzdura, ponieważ kobieta czerpie przyjemność z
bezinteresownego dawania, a mężczyzna jest zdobywcą. Dla normalnej kobiety jest
to wystarczajaca satysfakcja, bywa że dodatkowo nagradza ją orgazm, stanowi on
jednak tylko dodatek, ekstra nagrodę za bycie prawdziwą kobietą. W żadnym razie
nie ma sensu dążyć do wywołania u niej orgazmu, zwłaszcza że w ten sposób tylko
się od niego oddalamy. Normalne współżycie polega na zaspokojeniu potrzeb
seksualnych mężczyzny przy udziale kobiety, a dobra kochanka to taka, która
zrobi WSZYSTKO i zgodzi się na WSZYSTKO dla mężczyzny, nagrodę może być dla
niej (chociaż nie musi) orgazm, jest to jednak WYŁĄCZNIE jej sprawa, a
okazywanie zadowolenia ze współżycia należy do obowiązków kobiety, jeśli jest
niezadowolona to jej problem, powinna być.