maeveen
03.05.05, 01:03
Hej. Po przeczytaniu kilku artykułów z tej strony stwierdziłam, że też coś
sama napiszę.
Mam 14 lat, chodzę teraz do 1 klasy gimnazjum... Przeniosłam się do
innej szkoły niecały tydzień temu, który to tydzień spędziłam w domu, i nie
wyściubiałam nosa nawet za bramę. Nie chciałam się z nikim spotykać, byłam
rozdrażniona, na wszystko asertywnie nastawiona. I w tej chwili jest tak
również, lecz w trochę mniejszym stopniu. Mam nerwicę szkolną, która
prawdopodobnie jest połączona z depresją.
Żeby cokolwiek napisać o tym, co się ze mną dzieje, muszę napisać coś
na temat mojej przeszłości. Zawsze byłam niegrzecznym dzieckiem, praktycznie
nie było obiady, żeby mój tata nie dał mi kary (bo właśnie, w przeciwieństwie
do mojej mamy, stosuje ten chory system karania). Kiedyś stawałam w koncie,
później nie mogłam oglądać telewizji, gdy w domu już nie było telewizji (od 5
lat) był zakaz korzystania z internetu, ), wyjścia z przyjaciółmi, grania na
komputerze (teraz gier już żadnych nie mam, nie denerwuje mnie to, staram się
to zrozumieć, a internet sporadycznie, godzinę dziennie, a w weekend trochę
więcej. Mieszkam mniej więcej 25 kilometrów od Krakowa, więc zawsze, od kiedy
pamiętam, musiałam jechać codziennie kawał drogi do szkoły. Liczcie 50 min na
dojazd. Moi rodzice są wielkimi przeciwieństwami. Układ absolutnie
patriarchalny: Tata – tak zwany Ojciec Rodziny – ona zarabia więcej, on
rządzi, on ustala wszelkie zasady. Mama – raczej Potulna Myszka, jak tata ma
zły humor, zawsze albo mu się podlizuje: „Krzysieńku, może to, może tamto, oh
Krzysiu...”. Ale to nie przeszkadza im w kłóceniu się. Nawet nie liczę, ile
razy przeprowadzałyśmy się z mamą, a to się bardzo pokłócili, a to moja
starsza siostra pewnego dnia spotkała mojego tatę w knajpie z jakąś młodą
laską... To mnie bardzo zabolało. Ale moja mama zawsze wracała do niego. Ma
niesamowitą zdolność do manipulowania ludźmi. Również najbliższymi sobie.
Do końca życia w mojej głowie będą się pojawiać sceny: kiedy moja
mama była chora, miała zapalenie płuc, bardzo się kłócili. O wszystko, moja
mama nie miała pieniędzy, a mój tata nie chciał jej dać. Potrzebowała na
lekarstwa. W domu byłam ja, moja siostra (19) i mój przyszywany brat (20).
Mama musiała iść do apteki po antybiotyk, więc wzięła z taty torby portfel i
włożyła go do szafki nocnej w sypialni, przy łóżku. Tata strasznie się
zdenerwował, wpadł w furię, moja mama płakała, ja z moją siostrą też, bo
stałyśmy podczas tej sceny w drugiej części sypialni rodziców, i z
przerażaniem obserwowałyśmy to co się dzieje. Mój tata powiedział, ze jeśli
moja mama nie odda mu portfela, to weźmie jej rzutnik (na który sama
zarobiła, koszt: ok. 10.000 zł) i go rozwali. Mama powiedziała, że nie odda
mu portfela, bo potrzebuje pieniędzy na lekarstwa. Poszedł po rzutnik i
rozwalił go o ziemię, Rozbił się. Ta scena staje mi w pamięci tyle razy,
ilekroć nie mam jakiegoś zajęcia wymagającego myślenia. Kiedy mam wolną
głowę. Nie mogę się przez to uczyć. To było w lutym tamtego roku.
Do marca tego roku tylko ta scena sprawiała mi ból. Jednak to się
zamieniło na coś dla mnie znacznie gorszego, coś, co nie pozwala mi spać,
uczyć się, cieszyć się życiem, i przez co wszystkie podstawowe czynności
wykonuje z wielką niechęcią, wręcz czasem mam wrażenie, że jak moja mama
prosi mnie o włożenie naczyń do zmywarki, mam ochotę popłakać się ze złości.
Z takiego bzdurnego powodu. Kiedy moja mama pojechała do Francji pracować, na
dwa tygodnie, zostałam sama w domu (siostra wyprowadziła się już w tamtym
roku) tylko z tatą i babcią, która przeprowadza się do nas w zimie. Mama
mojego taty, snobka, bardzo jej nie lubię, i spokojnie mogę powiedzieć, że
również nie kocham. Ją i mojego dziadka a jej męża winię za zrobienie z
mojego taty człowieka, który żyje w skorupie, nie umiejąc okazywać uczuć. Mój
dziadek bił mojego tatę.
Bardzo często mam ochotę powiedzieć mojemu tacie, jak bardzo go
nienawidzę, jak bardzo winię go za rozpad rodziny, mimo, że moja mama nie
chce się z nim rozstać. Winię go za spieprzone dzieciństwo. Za to, że nigdy
się mną nie zajmował, nigdy nie przytulał, i nie przytula, a jak już mu się
to zdarzy, to tylko przy znajomych, i mam wtedy ochotę go odepchnąć, splunąć
na niego i powiedzieć, co o nim myślę. Minęło kilka dni od wyjazdu mamy.
Coraz bardziej narastały we mnie negatywne emocje, których nie mogłam w żaden
sposób wypuścić z siebie, wiedziałam, że jak tak się stanie, nie będę miała
komputera, nie wyjdę gdzieś z moimi przyjaciółmi, chłopakiem. Tak to się we
mnie burzyło, i burzyło, aż pewnego wieczoru...
Siedziałam w pokoju, i rozmawiałam przez telefon z Mateuszem, moim
chłopakiem. Było koło 21, a ja od przyjścia ze szkoły nie zaglądnęłam do
żadnej książki (zazwyczaj udaję, że się uczę). Najpierw przyszła moja babcia.
Zapytała, co robię (jak by nie widziała, że rozmawiam przez telefon, ona
naprawdę nie próbuje mnie ani zauważyć, zrozumieć). Odpowiedziałam, że gadam
przez telefon. Powiedziała, żebym usiadła do książek. Na odwal się,
powiedziałam, że zaraz to zrobię i poszła sobie. Za 20 min (ja dalej
rozmawiałam) przyszedł do mojego pokoju tata, i powiedział, żebym kończyła
gadać i zaczęła się uczyć. Odpowiedziałam tak samo jak jego mamie. Po dwóch
minutach, podczas mojej dalszej rozmowy, kiedy z Mateuszem poruszyliśmy ważny
dla nas temat, usłyszałam krótkie „pi pi pi”. To mój tata odłączył centralę
telefoniczną. Przerwał mi ważną rozmowę, co mnie bardzo zdenerwowało. Wyszłam
na korytarz i powiedziałam mu, że co on sobie myśli, nie będzie mi takich
myków robił. Odpowiedział słynnym „jak ty się zwracasz do ojca, nie masz
komputera do końca tygodnia”. Strasznie zła, odpowiedziałam, że mam to
gdzieś, że mi wcale na komputerze nie zależy. Powiedział, że skoro tak, to
nie mam komputera najpierw: przez dwa tygodnie, miesiąc, a potem: do
odwołania. Tak było również z palmtopem i komórką. Po tym, zamknął się w
sypialni. Przez drzwi, mówiłam do niego przez przynajmniej 15 minut, że go
nienawidzę, że na miłość trzeba sobie zasłużyć, i on sobie nie zasłużył, że
mam dość podlizywania się mu, a kiedy po raz trzeci pod rząd powiedziałam do
niego „pieprzę cię, pieprzę cię, pieprzę cię i cały ten twój chory świat”
wyszedł z pokoju, popchnął mnie z całej siły na ścianę, uderzył w twarz
bardzo mocno, tak, że aż upadłam na podłogę. Krew lała mi się z obu dziurek,
a on jeszcze raz mnie uderzył, dorzucił „posprzątaj potem podłogę, żeby nie
było ż a d n e g o śladu, i odłączywszy telefon z powrotem, poszedł do
swojego biura piętro wyżej. Byłam w szoku, przez 5 minut leżałam na podłodze,
krew lała mi się z nosa, a ja nie byłam w stanie czegokolwiek powiedzieć,
ruszyć się. Potem zbiegłam na dół, do pokoju mojej babci. Na to, że
powiedziałam jej, że tata mnie uderzył, powiedziała „widocznie sobie na to
zasłużyłaś”. Było 2:1, nie miałam siły, po 10 minutach wypertraktowałam od
babci komórkę (telefon domowy nie działał). Mojej siostry nie było w domu,
mama w Paryżu, pomyślałam: dziadkowie, powiem im, żeby po mnie przyjechali,
Ale mój tata był szybszy, zadzwonił do nich, i pomanipulował nimi tak, że jak
do nich zadzwoniłam, usłyszałam: „widocznie sobie na to zasłużyłaś, nie
przyjedziemy po ciebie”. Koniec rozmowy, Mam ochotę się teraz rozpłakać.
Płaczę.
Z samego rana pojechałam do mojej siostry do mieszkania. Zostałam tam
aż do przyjazdu mamy. Otrzymałam od niej duże wsparcie. Było mi naprawdę
ciężko. Bardzo ciężko. A wczoraj, kiedy znów nerwy mi puściły, i powiedziałam
tacie, że to nie ja powinnam się teraz starać i podlizywać, tylko on mi, bo
wyrządził mi o wiele większą krzywdę uderzając mnie, odpowiedział, że o to mu
chodziło, żeby mi to teraz stawało w pamięci na każdym kroku. Załamałam się,