Dodaj do ulubionych

jego rodzice

20.06.05, 14:56
to moze nie jest jakis wielki problem dla mnie ale ta sytuacja trche zaczyna
mnie juz denerwowac. mam chlopaka od ponad 3 lat, duzo wskazuje na to ze juz
razem bedziemy. sprawa jest taka, ze jego rodzice sie prawie wcale do mnie
nie odzywaja, nigdy mnie nie zapraszaja do siebie, nie pytaja co u mnie
slychac (nawet jesli wiedza, ze np. u mnie w domu jest nieciekawie). przez
jakis czas mialam dosc trudna sytuacje bo zwalily nam sie na glowe rozne
nieszczescia : operacja mamy, pozar w domu, smierc dziadka, ja w tym czasie
pisalam prace licencjacka, robilam dyplom, ogolnie sporo sie dzialo.
jezdzialam do mojego chlopaka rzadko, bo mialam malo czasu ale jak juz bylam
u niego w domu to jego rodzice wiedzac o tym wszystkim nawet nie zapytali czy
dajemy sobie rade itd. zero gadki ze mna na jakikolwiek temat. tu nie chodzi
o to, ze oni mnie nie lubia, bo nie maja za co, nawet mnie dobrze nie znaja.
zastanawiam sie jaka jest przyczyna tego, ze nie potrafia ze mna rozmawiac,
przeciez kazdy rodzic chce chyba poznac dziewczyne swojego syna...? moze ja
czegos tu nie rozumiem. prosze o opinie jesli widzicie jakies sensowne
wytlumaczenie dlaczego zachowuja sie w taki sposob i ew. rady co zrobic aby
to jakos zmienic.
Obserwuj wątek
    • scania81 Re: jego rodzice 20.06.05, 15:02
      Ja miałam tak z pierwszym chłopakiem, dawno, dawno temu, okazało się, że jego
      rodzice byli pewni tego, że nie będziemy razem, więc mnie olewali, swoją drogą,
      jak przejrzeli na oczy, że jednak już dwa lata mijają jak jesteśmy razem, to tak
      fajnie wszystko zorganizowali, że koniec końców się rozstaliśmy.
      Druga wersja jest taka, że może nie potrafią rozmawiać, a to źle wróży, bo
      pewnie syna też nie nauczyli dialogu, ale to ty powinnaś się wtym najlepiej
      orientować.
      Potraficie spędzać czas na rozmowach o wszystkim i o niczym, czy cześć, cześć,
      co słychać? ok. to co? pogadaliśmy, hop do łóżka? :) to taki kawał;)
      Powodzonka, życzę wyczucia klimatu:)
      • bajka228 Re: jego rodzice 20.06.05, 15:09
        to prawda, ze na poczatku on nie bardzo potafil pogadac tak o wszystkim i na
        luzie. teraz jest zupelnie inaczej, mozemy powiedziec sobie o wszystkim. tez
        myslalam o tym, ze oni poprostu wogole nie umieja rozmawiac i nie chodzi tu
        konkretnie o mnie (ze mnie nie lubia czy cos w tym stylu). podobno jak mnie nie
        ma to mowia o mnie pozytywnie i karza mojemu chlopakowi mnie b. pilnowac, bo
        juz druga taka fajna i ladna dziewczyna mu sie nie trafi, ze dbam o niego i ze
        sensowanie mysle (nie jest roztrzepana itd.). nie wiem do konca czy to prawda,
        moge miec tylko taka nadzieje (wierze mojemu chlopakowi), bo przeciez od nich
        osobiscie to w zyciu nie uslysze zadnej pochwaly. no ale to mi nie wystarcza,
        chce zeby sie przemogli i zaczeli mnie lepiej traktowac.
        • mokra_jane Re: jego rodzice 20.06.05, 16:22
          a może nie rozmawiają z Toba o Twojej trudnej sytuacji, bo np.uważają że to
          niezręczne poruszać takie tematy, że mogłoby Ci się przykro zrobić. A może sama
          rozpocznij z nimi rozmowę na jakiś teamt, zapytaj o nich, zainteresuj się, może
          odpowiedzą tym samym czego Ci życzę:)
          • bajka228 Re: jego rodzice 20.06.05, 16:38
            szczerze mowiac to ja sie staram jakos rozpoczac rozmowe ale oni rzadko kiedy
            podchwytuja temat. cokolwiek bym nie powiedziala to to jest wymiana gora kilku
            zdan. z reszta wiecie jak to jest, trudno jest byc takim wygadanym jak sie jest
            u kogos i na dodatek czuje sie wlasnie taka blokade z ich strony. jedyna rzecza
            o ktora mnie czasem pytaja (glownie matka, bo ojciec to juz wogole nic nie ma
            do powiedzenia) jest medycyna. jestem ratownikiem medycznym, wiec jesli ktos w
            ich otoczeniu ma jakies problemy zdrowotne to zazwyczaj laca z tym do mnie
            zebym cos poradzila... i to wszystko, reszta ich nie interesuje.
    • liss.ek Re: jego rodzice 20.06.05, 16:43
      Może nie chcą być posądzeni o wścibstwo albo nietakt?
      Moja mama była zawsze bardzo zachowawcza w stosunku do moich znajomych (a z
      natury jest dość towarzyska i lubi ludzi) i kiedy pytałam, dlaczego nigdy do
      nich nie zagada, odpowiadała: "Przecież przychodzą do ciebie, myślę, że mają
      ciekawsze zajęcia niż gadanie ze starą babą." Może być więc i tak.
      Grunt, że Cie lubią. Poza tym mi się wydaje, że i Ty mogłabyś przejąć
      inicjatywę, sprowokować sytuację, w której np. spotkasz się z matką w kuchni i
      coś do niej zagadasz. Jesteś gościem ich syna, ale przychodzisz do domu
      rodziców. To Tobie powinno zależeć, żeby zrobić dobre wrażenie i nawiązać
      kontakt, nie im. Jeśli oni uważają podobnie (a mają do tego prawo we własnym
      domu), to możecie jeszcze przez długie lata niczego do siebie nie powiedzieć,
      czekając na tę dugą stronę.
      Powodzenia!
      • liss.ek Re: jego rodzice 20.06.05, 16:44
        Właśnie przeczytałam Twój kolejny post. Ale próbuj dalej, naprawdę :)
    • bajka228 Re: jego rodzice 20.06.05, 17:58
      jeszcze jedna rzecz - nasi rodzice do tej pory sie nie znaja, nigdy sie nie
      widzieli. nie wiem czy to dobrze... pytalam nawet o to mojego chlopaka,
      chcialam zeby wybadal sytuacje co sadza o tym jego rodzice ale on nic w tym
      kierunku nie zrobil. jesli chodzi o moich starszych to nie ma najmniejszego
      problemu, oni sa na wszystko otwarci. z reszta nawet jak moj chlopak jest u
      mnie w domu to zawsze gada z moimi rodzicami na luzie, moze z nimi pozartowac i
      ogolnie czuje sie u nas duzo swobodniej niz u siebie. to glupie ale tak to
      wlasnie wyglada. u siebie jest sztywniakiem a u mnie na luzie. chcialabym zeby
      nasi rodzice wreszcie sie poznali, bo bedzie bardzo glupio jesli beda sie
      musieli poznawac przed kosciolem albo w innej tego typu sytuacji. dlatego
      prosilam go zeby ich zapytal, bo ja bym chciala wiedziec czy wogole jest szansa
      na takie spotkanie.
      • magdzie Re: jego rodzice 20.06.05, 18:04
        bez sensu jest to, ze twoj facet nie chce jakos zorganizowac tego spotkania. z
        pewnoscia warto.
        np.mojemu facetowi trudno rozmawia sie z moimi rodzicami, i to nie dlatego, ze
        sa trudnymi ludzmi, ale on z gruntu, jest troche niesmialy a moi rodzice
        powiedzieli, ze na razie nie beda jakos na niego naciskac pod wzgledem rozmow
        itd. i chyba dobrze robia.

        ja z kolei zlapalam ekstra kontakt z rodzicami mojego faceta, mimo to, iz on ma
        z nimi 'sredni' kontakt, tzn. nie najlepiej im sie uklada. ale ja tymr azem
        jestesm, w przeciwienstwie do Niego, bardzo otwarta osoba.
        • magdzie Re: jego rodzice 20.06.05, 18:07
          dodam, ze pozniej moze byc jeszcze ciekawiej. spotkanka jednych i drugich
          rodzicow na grillu itp;))
    • bajka228 oni sa wogole dziwni 20.06.05, 18:32
      czasem czuje sie jak w jakiejs komedii <<poznaj moich rodzicow>>. teraz to ja
      wogole przestalam do nich jezdzic, tlumacze sie tym ze nie mam czasu, bo mam
      sesje itd. jestem tam moze raz w mies., bo poprostu juz tak jestem tym
      wszystkim zniechecona. kiedy jego mama zaprosila mnie przez niego (bo przeciez
      nie osobiscie) na swoje imieniny. na drugi dzien kazala mu powiedziec, ze
      jednak odwoluje to zaproszenie, bo nie bedzie dla mnie miejsca, ona ma za malo
      krzesel i tyle. dodam, ze maja dom a nie mieszkanie w bloku. no i jak ja mialam
      sie wtedy poczuc...?
      inna historia jest taka, ze kiedys dorwalam krzyzowke lezaca u nich na stole w
      kuchni. u mnie to jest normalne, ze leza rozne pisma, krzyzowki itd. i kazdy
      moze sobie poczytac, porozwiazywac, poogladac. w kazdym razie zaczelam
      dopisywac hasla, bo te krzyzowki (kazda jedna) miala najwyzej po 3-4 rubryczki
      wypelnione i zostawione. no i tak calkiem nieswiadomie rozwiazalam im kilka
      kartek w calosci. od tamtej pory juz nie leza nigdzie zadne krzyzowki u nich,
      przynajmniej jak ja jestem. niezle co? :))
      takich akcji to oni maja sporo, az sie boje pomyslec co jeszcze mnie czeka. nie
      sadze zebysmy kiedykolwiek doszli do jakiegos porozumienia i znalezli wspolny
      jezyk. to nie znaczy, ze bede sie poddawac ale to naprawde zniecheca.
      • alterna Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 18:59
        U mnie podobnie, ale połowicznie.:)

        Z przyszłą teściową mam super kontakt, bo ona w ogóle jest bardzo fajną osobą.
        Czasami sobie siedzimy i obgadujemy "synusia":))) Jestem zachwycona, że trafi
        mi się taka bezproblemowa mamusia numer 2. Mówię nawet swojemu chłopakowi że
        jego Mama jest jedną z jego największych zalet:PPP

        Za to schody zaczynają sie przy tatusiu... To straszny człowiek, zamknięty w
        sobie i swoim pokoju, od 2 lata trwania mojego związku nie rozmawialiśmy ani
        razu... Czasami tylko dzień dobry a i to nie zawsze. On ma także bardzo zły
        kontakt z całą swoją rodziną - moim chłopakiem, jego siostrą i matką. To
        nieprzyjemny, bardzo zarozumiały (i bogaty o zgrozo) człowiek. Wiem, że nigdy
        nie będę mieć z nim żadnego kontaktu. I juz się z tym niestety pogodziłam.

        A zawsze marzyłam o dobrym i przyjaznym teściu :((. Nie mam ojca i liczyłam na
        tego przyszywanego tatę. Eh taki już mój los. I trudno.

        Alterna


        • bajka228 Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 19:07
          dziwi mnie bardzo fakt, ze oni sa z tego co mi sie wydaje bardzo towarzyscy ale
          tylko w gronie swojej rodziny. ciagle jezdza w odwiedziny, na jakies
          uroczystosci itd. jesli ja jestem z zewnatrz, to nie traktuje sie mnie jak
          kogos wartego wiekszej uwagi. tak to wyglada na dzien dzisiejszy.

          ps. matka czasem sie odzywa ale gadka z nia jest bardzo ogolnikowa. ojciec nie
          odzywa sie do mnie prawie wcale.
          • alterna Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 19:10
            No dobrze, a co na to chłopak??
            Rozmawiałaś z nim o tym, jak to odbierasz? On wie, że Ciebie to martwi?
            Chyba w nim tkwi klucz do sprawy - on jest łącznikiem między Toba a jego
            rodziną. Może on sam nie chce żeby nawiązał się między wami kontakt? Czy on
            mysli o Tobie poważnie?
            • bajka228 Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 19:20
              on mysli o mnie bardzo powaznie. ja juz jakis czas temu probowalam sie z nim
              rozstac, bo mielismy troche problemow. tak strasznie blagal mnie zebym nie
              odchodzila, ze mi sie serc kroilo. calkowicie go to rozbilo. po jakims czasie
              <<oddechu>> postanowilam dac mu jeszcze szanse, bo przykrosci jakie mnie
              spotykaly nie byly tylko jego wina (ale m.in. jego rodzicow). nie chcialam zeby
              on zbieral za to kare. wyjasnilismy sobie wszystko, jestesmy nadal razem i jest
              nam jak narazie dobrze.
              to prawda, ze on jest lacznikiem i powinien starac sie zeby jego rodzice
              zaczeli mnie bardziej akceptowac ale on nic w tym kierunku nie robi. mysle, ze
              jest przez nich zdominowany i boi sie cokolwiek powiedziec. z reszta nikt go
              nie nauczyl w tej rodzinie normalnej rozmowy, wiec on jest taki troche
              <<glupek>> pod tym wzgledem. wiele razy mowilam mu, ze zle sie czuje w jego
              domu i mam wrazenie jakby nikt mnie tam nie chcial. kiedys nawet sie zaparlam i
              przestalam tam bywac, to prawie sie <<tesciowa>> obrazila, ze juz ich nie
              odwiedzam. sami sobie zaprzeczaja - no dziwacy i tyle.
              • alterna Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 19:31
                A może tacy to po prostu ludzie? taki gatunek - mało się odzywają, sprawiają
                wrażenie obojętnych i oschłych, ale tak naprawdę akceptują cię? Skoro się
                teściowa chciała obrażać, że Cię nei widuje, to znak że ZAUWAŻA Cię i fakt
                Twojej nieobecności odbiera jako negatywny. To Bardzo Dobrze! Mogłaby przecież
                nawet nie zauważyć, że przestałaś przychodzić (jak ojciec mojego lubego:/)
                Myślę że to już coś.
                A jaki kontakt z rodzcami ma Twój chłopak? Rozmawiają ze sobą? Bywają gdzieś
                razem poza mijaniem się w drzwiach?
                Acha - w jakim jesteście wieku (Ty i chłopak, nie rodzice:)
                Może jak się oficjalnei zaręczycie, to coś się zmieni? Ja licze właśnie na to w
                stosunku z moim "teściem".
                • bajka228 Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 19:43
                  on ma wiekszy kontakt z moimi rodzicami niz ze swoimi. u niego w domu nikt go
                  nawet nie zapyta co w szkole, pracy, jakie mamy plany na wakacje, itd.? no nic
                  totalnie. z tego co zauwazylam to oni tylko ciagle czegos od niego wymagaja -
                  jedz z samochodem do warsztatu, skos trawe na placu, jedz po zakupy, przywiez
                  towar do sklepu, tylko takie rzeczy. on od nich slyszy tylko polecenia.

                  ps.
                  ja mam niecale 23 lata a on jest ode mnie 2 lata starszy.

                  jesli chodzi o te zareczyny, to mi sie nie spieszy. uwazam, ze zareczenie sie
                  jest juz rzecza zobowiazujaca a my jestesmy jeszcze dosc mlodzi. chce zebysmy
                  najpierw oboje pokonczyli szkoly, ustawili sie jesli chodzi o prace, mieszkanie
                  i moze wtedy. moze to tez troche kole w oczy jego mame, bo ona majac 19-20 lat
                  go urodzila i byla juz mloda mezatka. ale chyba powinna zrozumiec, ze czasy sie
                  zmienily i teraz ludzie chca najpierw <<cos miec zeby ze soba byc>>.
                  • alterna Re: oni sa wogole dziwni 20.06.05, 20:07
                    Skoro w taki sposób traktują własnego syna, to czego Ty chcesz? Żeby Ciebie
                    traktowali lepiej?:)) Tacy ludzie i tyle. tacy też bywają. Niestety.
                    Należy przywyknąć.
                    Szkoda tylko że nie masz wsparcia w swoim chłopaku w tej sprawie. W sumie jak
                    się chce, to można pogadać z własną rodziną, jakiekolwiek by nie były w niej
                    relacje. tak mi się wydaje.
                    Ale co tam, nie przejmuj się. tesciowie to tylko tesciowie. Ciesz się że ty
                    masz fajnych rodziców:) To najważniejsze.
                    Pozdrawiam i życzę pozytywnego myslenia:)
                    Alterna
                    • bajka228 Re: oni sa wogole dziwni 21.06.05, 07:12
                      dzieki za slowa otuchy.

                      ps. wczoraj zostalam przez mojego chlopaka poinformowana, ze sa imieniny jego
                      siostry. no spoko - zapytalam czy ona z tej okazji cos wyprawia. wiec
                      uslyszalam , ze nie wyprawia ale moze gdzies razem wyjdziemy (pub albo
                      kawiarnia). nie wierze w to, mysle, ze ona to odwola albo porostu pominie jakby
                      nic wczesniej nie mowila. siostrzyczka tez jest dobra agentka : rozpuszczona,
                      zarozumiala i niczego jeszcze sama nie zorganizowala (zawsze ja ktos musi
                      wyreczac - ksiezniczka taka).

                      naprawde nie jest mi latwo zlapac z nimi jakikolwiek lepszy kontakt. mam
                      wrazenie, ze to w koncu doprowadzi do tego, ze nawet moj chlopak sie od nich
                      osdeparuje jak tylko sie wyprowadzi. szczerze mowiac to mu nawet wspolczuje w
                      pewnym sensie, ze ma taka pokrecona rodzine, ja bym w kazdym razie w takim domu
                      nie wytrzymala.
                      • x-kasix Re: oni sa wogole dziwni 21.06.05, 09:41
                        dziewczyno, czym ty sie przejmujesz. ja nie mam kontaktu z moimi tesciami
                        wcale. ex mojego M jest ich sasiadka i mamusia wciaz - po 7 latach- ma
                        nadzieje, ze bedzie jego synowa! z tego wzgledu mnie nie toleruje. tatus
                        pantoflarz bywa czasem u nas, ale boi sie przyznac do tego. a braciszek
                        rozpuszczony zazdrosci wszystkiego wszystkim i miesza. dalam ignora,
                        ustalilismy zasady jak z tym zyc i jest super.
                        przestan kreowac sobie problemy, zaakceptuj co masz i uloz zycie tak jak mozesz
                        najlepiej dla siebie.

                        powodzenia.
    • yoma Re: jego rodzice 20.06.05, 19:00
      A czemu ci zależy, żeby to zmieniać? Przynajmniej masz spokój.
      • bajka228 Re: jego rodzice 20.06.05, 19:03
        faktycznie teoretycznie moglabym to olac. jednak wole zebysmy, jesli kiedys
        mamy byc rodzina, mieli ze soba lepszy kontakt.
    • zona_wojtka Re: jego rodzice 21.06.05, 08:27
      Faktycznie może to być zastanawiające, ale wierz mi, jak się wpieprzają za
      bardzo to jest jeszcze gorzej...
      Nie bierz do głowy.
      To, że spytają jak dajecie sobie radę i tak nic nie pomoże.
      Trzym sie mocno. Jak trzeba to gałęzi.
    • wiosenna2 Re: jego rodzice 21.06.05, 10:33
      hej bajeczko dokladnie tez tak mialam i teraz jest jeszcze gorzej ten potwor-
      czyt.tesciowa nie raczyla/li poznac moich rodzicow,oni sa winni pogorszeniu sie
      choroby i to duzo mojego ojca.....nikomu nioe zyczylam nigdy smierci ale jej
      tak!
      • bajka228 Re: jego rodzice 21.06.05, 15:19
        o rety... szczerze teraz wspolczuje wszystkim dziewczynom , ktore maja duzo
        lepsze jazdy z tesciami i przyszlymi tesciami. nie chcialam zeby wyszlo , ze
        sobie wymyslam problemy, pisalam na poczatku, ze nie jest dla mnie jakas wielka
        sprawa ale jednak mimo wszystko kazdy chce byc akceptowany.
        przykre, ze te mamuski i tatusiowie naszych facetow maja takie dziwne poglady.
        czasem sie az zastanawiam jak to jest moj facet jest taki normalny w porownaniu
        z nimi, bo przeciez sa jedna rodzina.
        pozdrowki dla wszystkich i dzieki za dodanie otuchy :)
    • sagis Dlaczego myślisz,że trzeba kogoś lubić za coś? 21.06.05, 17:22
      Lubi się w ogóle ludzi, ale można właśnie stracić do kogoś sympatię przez coś.
      Jesteście już długo ze sobą i zwykła grzeczność wymaga, aby oni jak spotkacie
      się, spytali się Ciebie, co słychać. Co np. u Twoich rodziców?
      To jest kwestia, czy ktoś w ogóle jest pozytywnie nastawiony do ludzi i czy zna
      podstawowe zasady kulturalnego zachowania.
      Oni może myślą, że jeśli jeszcze ich syn nie ożenił się z Tobą, to do niczego
      ich to nie zobowiązuje. Ale, o ich kulturze, to nie świadczy.
      Ważne jest, jakie ma się relacje z rodzicami swojego ukochanego i jak oni też
      starają się je zbudować. To będzie później bardzo ważne.
      Co na ten temat myśli Twój facet?Jak on też Ciebie w tym widzi?
      • bajka228 Re: Dlaczego myślisz,że trzeba kogoś lubić za coś 21.06.05, 20:13
        niestety dla nas (dla mnie i mojego chlopaka) to jest temat tabu. wczesniej sie
        wiecej <<buntowalam>> i staralam sie mu jakos powiedzec, ze dobrze by bylo zeby
        ta sytuacja ulegla zmianie, bo jak sie nie zmieni teraz to potem napewno nie
        bedzie lepiej. liczylam na to , ze on wezmie to do siebie. no ale jak widac
        moge tak sobie czekac w nieskonczonosc. on w tym kierunku nic nie zrobi.

        moj facet twierdzi , ze ja zle to odbieram. mowi mi, ze jego rodzice mnie
        lubia. tylko dlaczego mowia to za moimi plecami, gdyby powiedzieli taka rzecz
        do mnie osobiscie to ja bym sie pewniej poczula. a tak... to cholera wie o co
        im tak naprawde chodzi...? mowia, ze mnie lubia, ze jestem sympatyczna... ale
        ich zachowanie mowi co innego.
        nie mam juz sily i ochoty ciagle poruszac z moim facet tego tematu, zwyczajnie
        nie chce sie juz narzucac. on niby wie, ze dla mnie zachowanie jego rodzicow
        jest przykre ale nie podejmuje zadnych krokow zeby to zmienic.

        ps. ja tez wlasnie tak to odbieram, ze skoro znamy sie ponad 3 lata to
        chociazby przez grzecznosc mogliby zaineresowac sie czasem co u mnie slychac.
        nie jestem osoba tego pokroju, ktora potraktowalaby takie pytanie jako
        wscipstwo czy nie wiem sama co... bardzo bym sie ucieszyla gdyby zaczelo ich
        wreszcie interesowac to co dzieje u dziewczyny ich syna.
    • kol.3 Re: jego rodzice 21.06.05, 20:00
      Ja uważam, że sytuacja nie jest taka najgorsza. Piszesz, że jego rodzice nie
      znają Twoich rodzicow. Jeśli nie jesteście jeszcze zaręczeni, to na
      zapoznawanie się rodziców jest za wcześnie. Z tego co piszesz trudno na 100
      procent wywnioskować jaki jest stosunek rodziców chłopaka do Ciebie. Myślę, że
      skoro jesteście niezdecydowani,czy będziecie razem, to nie ma się co dziwić, że
      oni utrzymują dystans. Ja bym poczekała z ocenami.
      • bajka228 Re: jego rodzice 21.06.05, 20:17
        mozliwe, mam nadzieje ze masz racje.
        trudno jest mi jednak wyobrazic sobie taka nagla zmiane jego rodzicow jak tylko
        bedziemy po slubie. nie wiem jakie znaczenie ma dla nich ten <<papierek>>, (ew.
        pierscionek zareczynowy) i co moze w relacjach miedzy nami zmienic?
        • an802 Re: jego rodzice 22.06.05, 09:29
          niestety mam podobny problem, JEGO rodzice mnie bardzo lubia ale...ale obchodza
          sie ze mna jak z jajkiem - typu zaglaskac kota na smierc i traktowanie jakbym
          byla ksiezniczka albo cos w tym stylu a nie narzecona ich syna i normalan mloda
          wesola dziewczyną / mam 26 lat/ - jestem luzna w rozmowie z nimi a oni z
          drzeniem w ustach wymawiaja moje imie zeby tylko nie urazic czy cos w tym stylu
          ze do mnie na Ty maja mowic!!! chore to starsznie ale przez cos takiego nie
          wyobrazam siebie zebym kiedykolwiek do nich mowila MAMO i TATO!!!nie daj boze
          zamieszkac z nimi... never...ps znamy sie 3 lata a nasi rodzice sie w zyciu nie
          poznali, dodam ze moi rodzice sa super i moj facet sie u nas super czuje ,
          wyjezdzamy razem na grile wakacje itp wiec maja super kontakt a ja z jego
          rodzicami tylko dziendobry co slychac do widzenia!!! porazka, nie chce takiego
          zycia z takimi tesciami...CO ROBIC??????
          • hanulka80 Re: jego rodzice 22.06.05, 11:17
            U mnie jest tak: moj chlopak ma starszego brata, ktory juz sie ozenil. Kiedy
            ten brat byl ze swoja dziewczyna jeszcze dosyc krotko (pol roku, rok), rodzice
            jednych i drugich juz sie spotykali na grile, imieniny i tak bez okazji
            (wczesniej sie nie znali). I mama mojego opowiadala mi zawsze, jakich to jej
            przyszla synowa ma fajnych rodzicow i ze lepsza swatowa jej sie trafic nie
            mogla.
            Moj chlopak jest ze mna juz 4 lata i mimo zaproszen mojej mamy, jego mama nigdy
            nie chciala nas odwiedzic. Mieszkamy ok. 180 km od siebie, dosyc czesto moj
            chlopak przyjezdzal z mama i bratem/bratowa zalatwic cos w naszymi miescie,
            zawsze zapraszalismy ich do nas na jakas kawe czy herbate (problemow lokalowych
            nie mamy), ale jego mama zawsze konsekwentnie odmawiala, tlumaczac, ze "to nie
            wypada" (czemu?). Ostatnio zrobila nawet tak, ze zalatwili w miescie swoje
            sprawy, moj chlopak zawiozl ich do centrum handlowego, sam wrocil do miasta,
            zeby mnie odwiedzic, za 15 minut mama zadzwonila, ze juz sobie wszystko
            poogladali, moj chlopak moze po nich przyjechac i beda wracac do domu.
            Na poczatku moja mama myslala, zeby osobiscie zadzwonic do jego mamy i zaprosic
            na kawe (jestesmy 4 lata razem i to praktycznie 24h na dobe, bo studiujemy i
            mieszkamy od niedawna razem), ale potem doszla do wniosku, ze jak nie to nie.
            Na pewno jest jej przykro, mnie w kazdym razie jest, ale nic na to nie
            poradzimy.
            Kiedys sie pytalam mojego chlopaka czemu tak jest, ale on nie widzi w tym nic
            dziwnego. Sam tez bardzo chetnie chodzi do tesciow brata na grile (beze mnie).
            Natomiast kiedy moj chlopak przyjezdza do mnie czasem latem, siedzi dwa
            tygodnie na garnuszku moich rodzicow (nikt mu bron Boze nie wypomina!), to
            wtedy jego mama nic nie mowi, nawet go zacheca, zeby jak najdluzej zostal. A
            mnie sie wydaje, ze jesli juz cos nie wypada, to predzej wysylac swoje dziecko
            do obcych w zasadzie ludzi na 2 tygodnie darmowych wakacji niz samemu wpasc na
            pol godziny na kawe.
            Niedlugo moj chlopak zostanie ojcem chrzestnym, ja nie mam ochoty sie tam
            pojawic (tym bardziej, ze matka chrzestna bedzie jego byla, z ktora on do dzis
            utrzymuje kontakt) i wydaje mi sie, ze powiem wtedy, ze moja mama uwaza, iz
            chrzest jest na tyle osobista i rodzinna uroczystoscia, ze mi tam "nie wypada"
            byc.
            Wybaczcie moj dlugi monolog, ale nie mam sie komu wygadac, a juz dawno sie u
            mnie nie uklada.
            Pozdrawiam, Hania.
    • bajka228 <<dziewczyny>> mozecie sie wygadac 22.06.05, 12:12
      moj watek zaczelam od tego, ze zasatanawialam sie dlaczego rodzice mojego
      chlopaka tak dziwnie sie wobec mnie zachowuja. ale jesli macie ochote to
      mozecie sie tutaj <<wyzalic>> i opowiedziec o swoich sytuacjach.

      pozdrawiam
      • rrudaa Re: <<dziewczyny>> mozecie sie wy 27.06.05, 23:45
        ale ja zuważyłam,że to tak właśnie jest...Mój facet też z moimi rodzicami jest
        na luzie,gadają z nim,wypytują,wpada do nas non-stop a ja do niego raz na ruski
        rok bo sie tam źle czuję...tak nieswojo!!I dla mojego faceta taka atmosfera
        jest wporządku!Ciekawe...Moi rodzice są bardzo otwarci i ja też jestem tak
        nauczona żyć a jego to tylko rodzina i nikt z poza..no chyba,że dziewczyna jego
        brata!!
        • an802 Re: <<dziewczyny>> mozecie sie wy 28.06.05, 10:33
          i u mnie TO SAMO!!! ja nie wytzrymam z takimi tesciami a dla mojego faceta to
          chyba norma mimo ze z nim juz o tym gadalam..on uwaza ze jest OK bo w koncu
          mnie bardzo lubia! to dlaczego sa tacy dzicy???? moi rodizce sa super a moj
          facet lubi ich i przebywac z nimi...co jest?
          • bajka228 Re: <<dziewczyny>> mozecie sie wy 28.06.05, 19:06
            widze, ze jednak sporo dziewczyn odczuwa to w podobny sposob. staram sie w
            dalszym ciagu coraz wiecej rozmawiac z rodzicami mojego chlopaka ale to nadal
            dosc trudne.
            nie wiem dlaczego jemu nie przeszkasza taka sytuacja - mam wrazenie jakby bal
            sie rozmawiac z wlasnymi rodzicami. ostatnio jego mama zapytala go o dosc wazna
            rzecz dotyczaca siostry i jej chlopaka (Turka). z tego co ja wiem i w jaki
            sposob moj facet opowiada o tym Turku (ja tez go z reszta znam i mi sie do
            konca nie podoba jego mentalnosc) to cala rodzina ma jakies watpliwosc co do
            niego. moj chlopak nawet nie potrafil wlasnej mamie odpowiedziec szczerze co
            mysli o tym Turku, zaczal cos krecic, wymigiwac sie od odpowiedzi. dla mnie to
            jest poprostu idiotyczne.
            • kinky5 to ja sie tez wyzale.... 28.06.05, 20:23
              To chyba jest jakas pokoleniowa sprawa....moja mama mowi ze rodzice faceta
              zazwyczaj sa gorsi niz rodzice dziewczyny. Moze to kwestia zemsty za zle
              traktowanie przez swoich wlasnych tesciow?
              Moj maz jest obcokrajowcem wiec od jego rodziny dziela mnie "lata swietlne".
              Poczatkowo tesciowa (wtedy przyszla) bardzo mi sie podobala- byla taka..cool.
              z czasem zaczelam odczuwac jej prawdziwy charakte:obgadywanie innych (nawet
              czlonkow rodziny- w szczegolnosci swoja pasierbice),manipulowanie innymi,
              wywolywanie wyrzutow sumienia (jej specjalizacja)i....moglabym ciagnac latami.

              Pierwsze zdanie jakie uslyszalam gdy sie zareczylismy to:"przykro mi z powodu
              twojej matki ale wasze dzieci beda sie wychowywac tutaj." (to zdanie wiernie
              oddaje jej charakter-ona narzuca i nie znosi sprzeciwu).Pozniej byly
              przepychanki o slub (dzien w dzien namawiala mnie, zmuszala, zostawiala abym
              rozwazyla) slub koscielny. Byla tak zdesperowana ze chciala zorganizowac nam
              slub cywilny w ...KAPLICY (tutaj jest taka mozliwosc ze mozesz miec slub w
              jakimkolwiek miejscu).Gdy powiedzielismy nie- byla bardzo rozzalona ( bo nie
              wazne ze ja chcialam miec slub koscielny w swoim kraju aby cala moja rodzina
              mogla uczestniczyc w tym wydarzeniu- wiec wymyslila ze ona dzwonila do parafii i
              KSIADZ powiedzial ze mozna dwukrotnie brac slub koscielny (!!!)dodam ze sama
              jest po rozwodzie- pierwszy huczny (300os) koscielny slub zakonczyl sie szybkim
              rozwodem- po ledwo 2 latach i 2 ciazach pozniej.(nawet tak dbala abym nie zaszla
              w ciaze przed slubem ze chciala mi oddac swoje pigulki antykoncepcyjne ktorych
              juz nie uzywala- ona ma 47 ja wtedy 25.Po slubie oczywiscie sytuacja sie
              zmienila bo... zapowiedziala ze mam 5 lat na dziecko (juz zegar mi tyka wiec
              tylko 4).
              W swieta nie moge wg. niej isc do polskiego kosciola bo teraz mieszkam tu i
              powinnam zyc wedlug tutejszych zwyczajow (choc oni ida tez do katolickiego
              kosciola tylko chodzi o to aby rodzina byla razem). Ale od mojego meza np.wymaga
              ze jezeli bedzie kiedys mieszkal w innym kraju to bedzie zachowywal tutejsze
              zwyczaje bo przeciez byl wychowywany w taki a nie inny sposob (te zdania padly
              podczas jednej i tej samej rozmowy mojego meza z ta krowa).

              nasza metoda na te i inne jej zachowania bylo ograniczenie kontakotw- to
              zaczela mnie molestowac ze ja was tak rzadko widze, musicie miec telefon
              (ukrywamy przed nia moja komorke bo mialabym codziennie godzinna rozmowe- to
              jest jej narzedzie kontroli wiec bez telefonu czuje sie troche niepewnie).
              sprawy zaszly tak daleko ze podczas klotni mojego meza z nia (obrazila mnie po
              raz kolejny- malzonek chcial jej grzecznie powiedziec ze to sie nam nie
              podobalo)uslyszal biedak (w skrocie) ze ja tak wlasciwie jestem przyczyna
              wszelkiego zla w tej rodzinie. (zmieniles sie, wszyscy to mowia, ona cie ciagnie
              do europy,ona jest zimna i niesympatyczna etc.etc). Skonczylo sie tak ze mam
              problemy ze zdrowiem (nerwica, bardzo opoznine okresy- okolo 14 dni).
              plusem tego jest ze moj maz jest calkowicie po mojej stronie- sam zreszta ucieka
              od niej na kilometr- za co oczywiscie mi sie oberwalo ze ja odciagam jego od
              rodziny choc robil to duzo wczesniej przed poznaniem mnie.Ale zawsze wini sie
              obcego.
              MORAL dla Ciebie, Bajko-
              Daj sobie spokoj. Jesli oni sie nie zmienia to przynajmniej bedziesz dobrego
              zdrowia i moze nikt nie bedzie ci "dupy obrabiac przed reszta wspanialej familii
              malzonka"(sorry za dupe).
              Oddalabym wiele za spokoj.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka