Dodaj do ulubionych

przemoc w pracy

21.08.02, 17:05
Chcialabym poruszyc problem, ktory jest w moim mniemaniu szczegolnie trudny i
delikatny, a mianowicie przemoc, czy tez jak to sie popularnie okresla -
molestowanie seksualne w pracy.
Jak ktos sie do ciebie przystawia na ulicy to mozesz nie przebierac w
srodkach. Ale co zrobic, kiedy napastnikiem jest twoj szef? Nie mozesz
przeciez tak po prostu dac mu w morde (chociaz podpitemu osilkowi na ulicy
tez bym pewnie nie dala).
Czy na kursach samoobrony naucze sie takze radzenia sobie w tego typu
sytuacjach?
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: przemoc w pracy 22.08.02, 12:24
      gosia.sz napisał(a):

      > Chcialabym poruszyc problem, ktory jest w moim mniemaniu szczegolnie trudny i
      > delikatny, a mianowicie przemoc, czy tez jak to sie popularnie okresla -
      > molestowanie seksualne w pracy.
      > Jak ktos sie do ciebie przystawia na ulicy to mozesz nie przebierac w
      > srodkach. Ale co zrobic, kiedy napastnikiem jest twoj szef?

      trudniej. Tym bardziej, ze to nie zawsze przybiera forme fizyczna. Czasem to sa
      uwagi, zdarza sie, ze na pozor przyjacielskie, ale takie ktore od razu stawiaja
      Cie w pewnej roli itd.

      > Nie mozesz
      > przeciez tak po prostu dac mu w morde (chociaz podpitemu osilkowi na ulicy
      > tez bym pewnie nie dala).
      > Czy na kursach samoobrony naucze sie takze radzenia sobie w tego typu
      > sytuacjach?

      w WSDP wieksza czesc treningu psychologicznego to jest trening asertywnosci
      ukierunkowany na sytuacje tworzone przez mezczyzn a problemowe dla kobiet,
      miedzy innymi wlasnie takie molestowanie i rozne sytuacje "niewyrazne". Moim
      ulubionym przykladem jest szef pewnej firmy, ktory mial taka zabawe, ze
      niespodziewanie wyciagal dziewczynom z wlosow spinki i je zabieral. Albo buty.
      Na przyklad bylo goraco, dziewczyna siedzac za biurkiem zdjela jeden but, a
      facet podchodzil z tylu i but podkradal, po czym z usmieszkiem chowal sie z tym
      butem do swojego gabinetu. Takie dzialania do ktorych ciezko sie przyczepic
      wprost nie prowokujac otwartego konfliktu, a jednoczesnie sa nieprzyjemne, w
      jakis sposob ponizajace itd. Cwiczymy takie rzeczy. Glownie na podstawie
      konkretnych problemowych sytuacji zglaszanych przez uczestniczki.

      Opowiedz moze jakas taka realna sytuacje, to sprobujemy o niej pogadac.

      Pawel Drozdziak
      • wojciech.kruczynski Re: przemoc w pracy 22.08.02, 12:35
        Główny problem z reagowaniem na molestowanie w pracy sprawia to, że nie chcesz
        tej pracy stracić. Powstają więc dwie możliwości do wyboru - pogodzić się z
        chamskim szefem albo się zwolnić. Może być tak, że szef jest chronicznie
        chamski i wtedy trzeba wybierać z tych dwóch możliwości. Za zwolnieniem się
        przemiawia fakt, że molestowanie może prowadzić do gwałtu, ponieważ tolerowanie
        i udawanie że nic się nie stało szef może odebrać jako przyzwolenie albo
        zachętę. Przecież on we własnym mniemaniu nie molestuje, tylko jest niezwykle
        uwodzicielski!
        Najczęściej jednak można znaleźć złoty środek i trzeba to zrobić jak
        najprędzej, bo im dłużej to ignorujesz, tym bardziej szef jest pewien swego.
        Pomocą są tu techniki asertywne. Asertywność to takie zachowanie, kiedy bronisz
        własnych granic, nie naruszając granic napastnika (czyli nie dając mu w mordę
        ani nie mówiąc mu, że jest świnia). Osoba, która zachowuje się asertywnie,
        zwykle traktowana jest z większym szacunkiem - szef poszuka słabszej ofiary.
        Przykład: Można powiedzieć takiemu "amantowi", że bardzo się źle czujesz, kiedy
        on TO robi, że jesteś przez to w ciągłym niepokoju. Czasem to wystarcza. Jest
        to najsłabszy rodzaj konfrontacji. Część "amantów" po prostu nie zdaje sobie
        sprawy z efektów swojej działalności i gdy je sobie uświadomią, po prostu
        przestaną. Po takiej próbie można odczekać i zobaczyć, jak zareaguje. Może się
        zdarzyć, że sam fakt, że sprawił Ci przykrość, da mu poczucie mocy i to mu
        wystarczy (być może właśnie dlatego molestuje, bo czuje się słaby i poszukuje
        nad kimś jeszcze słabszym kontroli).
        Gdy jednak będzie robić TO nadal, to znaczy że nie wynika to z jego
        nieświadomości i że może być naprawdę niebezpieczny. Kolejnym krokiem z Twojej
        strony może być następna konfrontacja, podczas której powtarzasz to, co mówiłaś
        ostanio plus zdanie: "Nie chcę, żeby pan to robił". W wypadku bardziej
        chamskich szefów może to być już pretekst do zwolnienia pracownicy (może szuka
        kochanki). To trzeba wziąć pod uwagę. Zanim podejmiesz ten drugi krok, poszukaj
        sobie innej pracy, zeby nie zostać na lodzie. Ale tak naprawdę to wielu szefów
        nie odbierze tego jako atak (wciąż przecież mówisz o sobie) i przestanie, nie
        chcąc ryzykować kolejnych konfrontacji. Bardzo często taka interwencja
        powoduje, że szef nabiera respektu i przestaje Cie traktować jako ciało,
        zauważa człowieka i nawet czasem przychodzi pytać o radę. Ludzie, którzy muszą
        molestować, by poczuć władzę czy po to, by dotknąć kobiety, są w rzeczywistości
        bardzo słabi i łatwo nimi manipulować. A manipulacja w tym przypadku to nic
        złego: to Twoja strategia samoobrony. Uczymy jej na naszych kursach poprzez
        odgrywanie realistycznych scenek, właśnie tego typu co powyżej.

        To na razie tyle. Oczywiście wariantów jest wiele i wszystkich nie da się
        przewidzieć. Trzeba tylko trzymać się zasady, że mówisz o własnych uczuciach i
        potrzebach. Nie mówisz, jaki on jest i czego mu nie wolno. Trzeba też pamietać
        o tym, że brak reakcji z Twojej strony szef odczytuje jako podjęcie przez
        Ciebie jego gry. Nie robiąc nic, skazujesz się na rolę ofiary.
      • gosia.sz Re: przemoc w pracy 22.08.02, 17:09
        pawel.drozdziak napisał:

        > sytuacje "niewyrazne".
        > dzialania do ktorych ciezko sie przyczepic

        Wydaje mi się, ze okreslenie „sytuacje niewyrazne” dobrze opisuje rodzaj
        zagrozenia, jakiego – mysle ze nie tylko ja – szczególnie się boje. Nie
        przydarzylo się mnie osobiscie na szczescie nic, co można by JEDNOZNACZNIE
        nazwac molestowaniem seksualnym. Wiele jednak było sytuacji, kiedy nie
        wiedzialam , czy granica nie zostala już przypadkiem przekroczona. Chcialabym
        umiec wychwycic „ten wlasciwy moment”.
        Często jest tak, ze facet (niekoniecznie szef) robi cos, co formalnie wydaje
        się niegrozne, mieszczac się w standardach dobrego wychowania - ja jednak nie
        mam na to cos ochoty. Nie mam na przyklad ochoty z kolesiem rozmawiac ani
        zwierzac ze swoich prywatnych spraw. Ale jest impreza, on się przysiadl, jest
        mily i pozornie nie można mu nic zarzucic – poza tym, ze jest natretny i nie
        daje się splawic. I co wtedy? Jak się pozbyc delikwenta nie rozjuszajac go przy
        tym?
        Albo taka sytuacja (może będzie miala wiecej wspolnego z glownym tematem):
        jade do firmy oddac pewne dokumenty. Przyjmuje mnie przypadkowy pracownik
        fizyczny (jest po 17:00, wszyscy inni już wyszli). Promienny usmieszek, jakas
        uwaga dotyczaca wygladu – ignoruje to, chociaz czuje uklucie upokorzenia.
        Przekazuje mu materialy, on stoi zdecydowanie za blisko mnie. Nie wiem, czy mam
        się odsunac, może się obrazi? W pewnej chwili on siega do mojej twarzy, odsuwa
        kosmyk wlosow, który niechcacy wszedl mi do ust. Mnie zatyka, nie wiem co
        zrobic – ten facet naruszyl moje terytorium! Tymczasem przez swoje wahanie
        przegapiam wlasciwy moment na reakcje. Wychodze upokorzona, przez caly dzien
        nie mogę myslec o niczym innym.
        Może to drobiazg, ale ja czuje, ze ktos zrobil ze mna cos, na co nie mialam
        ochoty i nie potrafilam temu przeciwdzialac.

        Przemoc to nie tylko gwalt jako taki. Przemoc czesto przybiera bardziej
        subtelne formy, przed którymi trudno się bronic bezposrednim atakiem, trudno je
        nawet na czas zauwazyc. Ja osobiscie bardziej się obawiam takiej
        wlasnie „krypto-przemocy”.
        Zreszta w ogole za malo się o nas o tym mowi, co sprawe jeszcze dodatkowo
        pogarsza.
        • pawel.drozdziak Re: przemoc w pracy 23.08.02, 01:07
          gosia.sz napisała:

          ) pawel.drozdziak napisał:
          )
          ) ) sytuacje "niewyrazne".
          ) ) dzialania do ktorych ciezko sie przyczepic
          )
          ) Wydaje mi się, ze okreslenie „sytuacje niewyrazne” dobrze opisuje r
          ) odzaj
          ) zagrozenia, jakiego – mysle ze nie tylko ja – szczególnie się boje.

          co wiecej ten problem jest tym dotkliwszy, ze czasem nawet go nie mozna nazwac.

          ) Nie
          ) przydarzylo się mnie osobiscie na szczescie nic, co można by JEDNOZNACZNIE
          ) nazwac molestowaniem seksualnym. Wiele jednak było sytuacji, kiedy nie
          ) wiedzialam , czy granica nie zostala już przypadkiem przekroczona. Chcialabym
          ) umiec wychwycic „ten wlasciwy moment”.

          to znaczy moment, kiedy juz nalezaloby jakos zareagowac?

          ) Często jest tak, ze facet (niekoniecznie szef) robi cos, co formalnie wydaje
          ) się niegrozne, mieszczac się w standardach dobrego wychowania - ja jednak nie
          ) mam na to cos ochoty. Nie mam na przyklad ochoty z kolesiem rozmawiac ani
          ) zwierzac ze swoich prywatnych spraw. Ale jest impreza, on się przysiadl, jest
          ) mily i pozornie nie można mu nic zarzucic – poza tym, ze jest natretny i
          ) nie
          ) daje się splawic. I co wtedy? Jak się pozbyc delikwenta nie rozjuszajac go
          przy tym?

          to znaczy chodzi o taka sytuacje, kiedy szef dosiada sie na imprezie, na
          przyklad na integracyjnej imprezie firmowej, i zaczyna kobiecie zadawac pytania
          na przyklad o takie rzeczy jak to czy ma partnera, czy on nie jest zazdrosny o
          sluzbowe wyjazdy, czy nie miala klopotow ze znalezieniem mieszkania w obcym
          miescie (jesli przyjechala do pracy skadinad) itd.? Sa to takie pytania
          zmierzajace do skrocenia dystansu. Maja wywolac wrazenie, ze jestescie blizej
          niz w rzeczywistosci jestescie. Pozornie te pytania sa forma przyjacielskiej i
          rownorzednej rozmowy z pracownikiem w ramach ogolnej integracji zalogi, do
          ktorej niby to firmy daza, ale jednak kiedy to sie dzieje czuje sie kiedy jest
          to zwykla rozmowa a kiedy jest to taka rozmowa ktora by sie nie mogla wydarzyc
          pomiedzy pracownikami na rownorzednych stanowiskach. Ze w jakis subtelny sposob
          dochodzi tu do wykorzystania przewagi.
          Zdarza sie, ze ten szef z gory wie, ze nic mu nie wyjdzie z podrywu, wiec chce
          przynajmniej miec te przyjemnosc, ze sobie intymnie z ta kobieta pogada, ale
          tez naprawde czesto zdarza sie, ze taka rozmowa jest elementem fazy testowania.
          Sprawdzanie jak daleko mozna sie posunac. Cofanie wlasnej granicy coraz
          bardziej i bardziej moze sie tu okazac naprawde niebezpieczne, bo jak gosc
          dojdzie do wniosku ze moze sie posunac naprawde daleko i pojdzie na calosc, a
          kobieta wtedy dopiero postawi bariere to on poczuje, ze sie kompletnie zblaznil
          i moze dojsc do prawdziwej konfrontacji. Dlatego wazne jest, zeby granice
          postawic od razu tam, gdzie sami ja czujemy i sie z niej nie cofac.

          Tyle, ze faktycznie mowienie szefowi wprost, ze nie masz ochoty z nim gadac nie
          jest najlepszym pomyslem.
          A co powiesz na pomysl odplacenia ta sama moneta? Na przyklad na pytanie o to
          jak partner znosi sluzbowe wyjazdy mozna rownie rozkosznym glosem spytac jak to
          znosi jego partnerka. Jego reakcja od razu pokaze, czy ta rozmowa byla naprawde
          rozmowa na rownej stopie :-) Generalnie na jego pytania odpowiadac
          analogicznymi pytaniami wchodzac w jego sfere na tyle, na ile on wchodzi w
          Twoja.

          ) Albo taka sytuacja (może będzie miala wiecej wspolnego z glownym tematem):
          ) jade do firmy oddac pewne dokumenty. Przyjmuje mnie przypadkowy pracownik
          ) fizyczny (jest po 17:00, wszyscy inni już wyszli). Promienny usmieszek, jakas
          ) uwaga dotyczaca wygladu – ignoruje to, chociaz czuje uklucie upokorzenia.

          no bo jestes pracownikiem merytorycznym, a nie ozdobnym stojakiem na parasole,
          nie? To tez sa proby skrocenia dystansu. Testowanie. Jednoczesnie jest to proba
          sprawdzenia poziomu Twojej samoakceptacji. Jesli jestes czula na komplementy
          latwo bedzie Toba manipulowac. Poza tym komplement to jak prezent o ktory sie
          nie prosilo. Ktos Ci cos daje, wiec od razu jakby cos mu sie w zamian nalezy.
          To jest proba wpuszczenia w kanala zasady wzajemnosci. Taki jest glowny cel
          komplementowania.
          Proponuje podobna metode - odplacanie tym samym. W zamian za niechciany prezent
          dajesz prezent rownie niestosowny. Na przyklad na "ale ma pani ladne nogi"
          odpowiadasz "pan tez ma ladne nogi. Nie wiem, czy nie ladniejsze".

          ) Przekazuje mu materialy, on stoi zdecydowanie za blisko mnie. Nie wiem, czy
          ) mam się odsunac, może się obrazi?

          no wlasnie na tym to polega. On tworzy sytuacje, a Ty bierzesz na siebie
          odpowiedzialnosc za Was oboje. On nie zastanawial sie, czy Ty sie nie obrazisz
          kiedy stawal za blisko. To Ty sie zastanawiasz, czy on sie nie obrazi ze sie
          odsuniesz.

          Zdecydowanie i bez najmniejszych watpliwosci odsunac sie. Mozesz to zrobic
          jakby mimochodem jesli nie chcesz robic tego wyraznie. On czesto nawet sam nie
          zauwaza, ze sie przysunal. To sie dzieje podswiadomie i on podswiadomie ten
          sygnal odbierze. A jesli swiadomie sie zblizyl, to tym bardziej wrecz
          m u s i s z sie odsunac. Niektorzy ludzie w tym momencie sie przysuwaja raz
          jeszcze. Drugi raz jeszcze mozna sie znowu odsunac, ale za trzecim razem juz
          nie ma to sensu, bo widac, ze facet po prostu Cie goni, nawet sam o tym moze
          nie wiedziec, ale nie czuje Twojej granicy.
          Albo dlatego, ze nie czuje wlasnej albo dlatego, ze Cie testuje.
          Jesli sie przysuwa mozesz powiedziec mu, ze Ci to nie odpowiada. Jesli uklad
          jest delikatny i nie chcesz tego mowic wprost mozesz powiedziec to niby zartem
          mowiac np. "oj panie Franku, dwa metry to najmniej ode mnie bo straszna grype
          mam" czy cos w tym rodzaju. Jednoczesnie zdecydowany powstrzymujacy gest reki.
          Ale najczesciej jest tak, ze bez najmniejszych skrupulow mozesz mu wprost
          powiedziec "stoi pan za blisko, prosze stanac dalej".
          U nas sie cwiczy trzymanie dystansu w roznych sytuacjach, bo to jest trudna, a
          zarazem bardzo istotna umiejetnosc.

          ) W pewnej chwili on siega do mojej twarzy, odsuwa
          ) kosmyk wlosow, który niechcacy wszedl mi do ust.

          Czyli nie odsunelas sie? Testowanie. Na tym to polega. Facet podchodzi za
          blisko i czeka co zrobisz. Jesli nic nie robisz on to traktuje jako sygnal
          uleglosci, bo wie, ze nie chcesz zeby stal tak blisko a jednoczesnie widzi, ze
          robisz ustepstwo. No i idzie dalej. A jesli nadal nic nie zrobisz on pojdzie
          jeszcze dalej.

          ) Mnie zatyka, nie wiem co
          ) zrobic – ten facet naruszyl moje terytorium!

          ewidentnie tak. Ale jeszcze i tak nie jest najgorzej, bo sie zatrzymal.
          Widocznie widac bylo po Tobie wscieklosc na tyle wyraznie, ze go to zatrzymalo,
          albo zatrzymalo go cos innego. Ale gdybys postanowila nie pokazywac po sobie
          zdenerwowania ta przygoda moglaby sie nieciekawie skonczyc. Zreszta wcale nie
          jest powiedziane, ze kiedys nie bedzie kolejnej proby. Zdecydowanie w takim
          momencie nalezy wyartykulowac swoje niezadowolenie i dokladnie okreslic czego
          sobie nie zyczysz, zeby robil. Konkret. Panie Franku, absolutnie nie zycze
          sobie, zeby mnie pan dotykal. Ale podstawowa zasada jest taka - im wczesniej
          zareagujesz na testowanie, tym to dla Ciebie bezpieczniejsze i skuteczniejsze
          zarazem. Najgorsze co mozna zrobic to dopuscic goscia bardzo daleko broniac sie
          tylko jakimis aluzjami, polslowkami itd. i nastepnie nagle sie wzburzyc.
          Granica powinna byc wyraznie zaznaczona i wtedy jej naruszenie czyni sytuacje
          odrazu tez bardzo wyrazna.

          ) Tymczasem przez swoje wahanie
          ) przegapiam wlasciwy moment na reakcje. Wychodze upokorzona, przez caly dzien
          ) nie mogę myslec o niczym innym.
          ) Może to drobiazg, ale ja czuje, ze ktos zrobil ze mna cos, na co nie mialam
          ) ochoty i nie potrafilam temu przeciwdzialac.

          takich sytuacji sie nie spodziewamy i dzialamy w nich odruchowo.
          Bezrefleksyjnie. Dopiero pozniej przychodzi zastanowienie czemu sie nie zrobilo
          tego czy tamtego. Dobrze
          • pawel.drozdziak Re: przemoc w pracy 23.08.02, 02:14
            jest wtedy przemyslec, przypomniec sobie cala sytuacje raz jeszcze i zaplanowac
            przyszla reakcje w sytuacjach podobnych. Nastepnym razem jeszcze moze nie
            wyjsc, ale prynajmniej predzej pomyslisz co powinnas zrobic, a w koncu za
            ktoryms razem to zaczyna wychodzic. Dobrze jest dac sobie w takim momencie
            sekunde czasu na zastanowienie, zeby nie zadzialac odruchowo tylko swiadomie.
            Najlepiej takie techniki opanowuje sie na regularnym treningu. To daje baze do
            pracy nad tymi sytuacjami. Narzedzia.
          • senanna Re: przemoc w pracy 09.09.02, 18:07
            W zasadzie drobiazg, ale:

            „no bo jestes pracownikiem merytorycznym, a nie ozdobnym stojakiem na parasole,
            nie? To tez sa proby skrocenia dystansu. Testowanie. Jednoczesnie jest to proba
            sprawdzenia poziomu Twojej samoakceptacji. Jesli jestes czula na komplementy
            latwo bedzie Toba manipulowac. Poza tym komplement to jak prezent o ktory sie
            nie prosilo. Ktos Ci cos daje, wiec od razu jakby cos mu sie w zamian nalezy.
            To jest proba wpuszczenia w kanala zasady wzajemnosci. Taki jest glowny cel
            komplementowania(...)”

            hmm...nie rozumiem?
            Komplement może być też spowodowany chęcią sprawienia komuś przyjemności na
            przykład bez powodu, albo w celu zapewnienia sobie zwykłej życzliwości, albo
            mieć inne niewinne źródło, jeżeli nie miało się ochoty go usłyszeć, spłacenie
            obojętnym dziękuję i przejście do sprawy z którą się przyszło jest chyba
            najprostszym rozwiązaniem? Gdzie tu jest miejsce dla szukania drugiego dna?
            Chyba, że to ja jestem wyprana z wrażliwości na subtelne sygnały i próby
            manipulacji... :)

            Anna
            • wojciech.kruczynski Re: przemoc w pracy 09.09.02, 19:34
              > hmm...nie rozumiem?
              > Komplement może być też spowodowany chęcią sprawienia komuś przyjemności na
              > przykład bez powodu

              Tak. Czasem jest to wyraz uczuć czy zachwytu kimś.
              Tyle, że mężczyźni rzadko są do tego stopnia ekspresyjni. Co prawda, nie mam na
              to żadnych wyników badań, ale z lektury różnych forów kobiecych wynika, że
              kobiety nie dostają tyle komplementów, ile by chciały. Mężczyźni raczej myślą
              coś w tym rodzaju "po co mam jej mówić, że ładnie wygląda - przecież jak
              spojrzy w lustro, to sama to zauważy". No i w ten obszar łatwo dostają się
              manipulatorzy. Komplement jest tani i skuteczny. Najczęściej komplementujący
              oczekuje czegoś w zamian. Jak już dostanie, to często mu chęć do
              komplementowania przechodzi - czyż nie?

              To zahacza o inny temat, jakim są źródła samooceny u kobiet. Najczęściej jest
              to męska akceptacja - albo z racji wyglądu, albo z racji sprawnego wywiązywania
              się z obowiązków godpodyni domowej. Dlatego komplement jest niebezpieczną
              bronią wobec kobiet. Powoduje wzrost sympatii do komplemenciarza.


              > albo w celu zapewnienia sobie zwykłej życzliwości,

              To już podpada pod zasadę wzajemności.
              Zresztą, można sytuację odwrócić: zdarza Ci się mówić mężczyznom, że mają np.
              ładne nogi? A jeśli tak, to w jakich okolicznościach?


              > mieć inne niewinne źródło

              Jakie? :)


              > jeżeli nie miało się ochoty go usłyszeć, spłacenie
              > obojętnym dziękuję i przejście do sprawy z którą się przyszło jest chyba
              > najprostszym rozwiązaniem? Gdzie tu jest miejsce dla szukania drugiego dna?

              Prawdopodobnie Twoja samoocena jest względnie mocna. Przeciętna kobieta może Ci
              pozazdrościć. Wiele kobiet rozpamiętuje takie wydarzenia jako
              traumatyczne. "Ten prostak powiedział, że ładna d... ze mnie. Jak on śmiał??!!
              Dlaczego nic mu nie odpowiedziałam?!" itp.
              • senanna Re: przemoc w pracy 10.09.02, 16:51
                „> mieć inne niewinne źródło
                Jakie? :)”

                Zwyczajnie, zdarza mi się powiedzieć komuś coś miłego bez żadnych podtekstów,
                oczekiwania rewanżu, bo widzę, że ktoś ma doła i chcę poprawić mu humor,
                sprawić przyjemność, albo chcę aby jakieś dobre słowa padły, kiedy atmosfera
                wokół jest ukiszona, powodów mówienia miłych rzeczy bez powodu jest mnóstwo :)
                Doszukiwanie się w ludzkich działaniach chęci manipulacji- przy takich
                drobiazgach- odebrałoby mi możliwość cieszenia się z małych miłych rzeczy. :(
                Wyszło chyba troszkę poza temat główny. ops
                Anna
            • pawel.drozdziak Re: przemoc w pracy 09.09.02, 19:56
              Czy zgodzisz sie z tym, ze jest cos takiego jak sympatyczne uwagi o naszym
              wygladzie ze strony osob ktore lubimy i jest cos takiego jak
              lepkie uwagi gosci ktorzy sie slinia na Twoj widok i od ktorych
              robi sie niedobrze?
              • senanna Re: przemoc w pracy 10.09.02, 16:49
                „Czy zgodzisz sie z tym, ze jest cos takiego jak sympatyczne uwagi o naszym
                wygladzie ze strony osob ktore lubimy i jest cos takiego jak
                lepkie uwagi gosci ktorzy sie slinia na Twoj widok i od ktorych
                robi sie niedobrze?”

                Masz ci babo placek :)
                Jestem kobietą więc komplementy sprawiają mi przyjemność. Otrzymane od
                niektórych osób, oczywiście większą. Ale poprawia mi czasem humor przypadkowo
                usłyszana sympatyczna uwaga na temat mojego wyglądu, uśmiechnę się też słysząc
                miły komentarz od pana stojącego z piwem pod sklepem. Komplementy zbyt
                nachalne, takie na które nie mam ochoty po prostu ucinam i więcej do tego nie
                wracam. Nie robi mi się niedobrze, zwyczajnie nie przywiązuję do nich wagi.
                Problem stanowią uwagi wulgarne, ale to już inny temat.
                Zdziwił mnie po prostu problem.
                Anna
                • pawel.drozdziak Re: przemoc w pracy 10.09.02, 18:49
                  senanna napisała:

                  > „Czy zgodzisz sie z tym, ze jest cos takiego jak sympatyczne uwagi o nasz
                  > ym
                  > wygladzie ze strony osob ktore lubimy i jest cos takiego jak
                  > lepkie uwagi gosci ktorzy sie slinia na Twoj widok i od ktorych
                  > robi sie niedobrze?”

                  > Masz ci babo placek :)

                  w czym problem?
                  :-)

                  > Jestem kobietą więc komplementy sprawiają mi przyjemność. Otrzymane od
                  > niektórych osób, oczywiście większą. Ale poprawia mi czasem humor przypadkowo
                  > usłyszana sympatyczna uwaga na temat mojego wyglądu, uśmiechnę się też
                  słysząc
                  > miły komentarz od pana stojącego z piwem pod sklepem. Komplementy zbyt
                  > nachalne, takie na które nie mam ochoty po prostu ucinam i więcej do tego nie
                  > wracam. Nie robi mi się niedobrze, zwyczajnie nie przywiązuję do nich wagi.
                  > Problem stanowią uwagi wulgarne, ale to już inny temat.
                  > Zdziwił mnie po prostu problem.

                  Jesli jakies zjawisko wystepuje nagminnie to z czasem przyzwyczajamy sie do
                  niego i moze potrzebna jest pewna zmiana perspektywy zeby to dostrzec.
                  O istnieniu powietrza tez nie od razu ludzie wiedzieli :-)

                  Problem z komplementami jest tak naprawde duzo glebszy, bo chodzi o to, na czym
                  opierac sie ma Twoja pozycja w grupie nie "jako kobiety" tylko jako czlowieka.
                  Sa takie sytuacje, na przyklad w pracy albo podczas uprawiania sportu, kiedy
                  kobieta moze miec ochote zeby na nia patrzono troszke przez inny pryzmat, niz
                  przez pryzmat wygladu, czy ogolniej - atrakcyjnosci dla facetow.
                  Niezaleznie od tego, ze w innej sytuacji ta sama uwaga moglaby byc mila w tej
                  sytuacji ona jest proba sprowadzenia tej osoby do roli ozdoby salonu, czyli
                  odmawia sie tej osobie kompetencji w tym co dla niej wazne.

                  Wyobraz sobie na przyklad, ze wchodzisz na egzamin ustny, a egzaminator
                  zamiast zadac pytanie kaze Ci sie przejsc do konca sali i z powrotem, przy czym
                  lustruje Cie wzrokiem i mowi "no, niezle. Gdyby pani lepiej krecila biodrami
                  bylaby piatka, a tak bedzie tylko czworka". To jest autentyk z jednej z
                  warszawskich uczelni. Ja wiem, ze mozna i to potraktowac jako dowcip i nawet
                  usiasc facetowi na stole itd., ale
                  jesli ktos podchodzi do swoich studiow powaznie i wlozyl duzo pracy w
                  przygotowanie sie, to moze juz tak szczesliwy
                  nie byc, bo to jest sprowadzanie doroslej, inteligentnej osoby
                  do poziomu barbi.

                  Jesli na przyklad w pracy wydajesz facetowi polecenie sluzbowe, a on za kazdym
                  razem przed wykonaniem go przez kilka sekund sobie Ciebie oglada, to nie wiem
                  jak dla Ciebie jako kobiety, ale dla mnie jako dla faceta sprawa jest jasna.
                  Nie w tym rzecz, zeby Ci sprawic przyjemnosc, tylko chodzi o to, zeby Ci
                  pokazac zebys nie byla taka wazna, bo i tak wiemy, ze
                  "tak naprawde" to jestes tylko kobieta i uwielbiasz kiedy Cie klepia po tylku.
                  Oczywiscie nie kazde spojrzenie czy uwaga musi w zalozeniu naruszac Twoja
                  przestrzen, ale z doswiadczenia wiem, ze wiekszosc kobiet nie ma zadnego
                  problemu ze zrozumieniem o co chodzi jesli sie poda kilka przykladow z zycia.
                  Mysle, ze GosiaSz nie wymyslila sobie tej sytuacji z biura. My takich opowiesci
                  mamy po kilkadziesiat na kazdej grupie.
                  • senanna Re: przemoc w pracy 12.09.02, 14:08
                    „(...)Mysle, ze GosiaSz nie wymyslila sobie tej sytuacji z biura. My takich
                    opowiesci
                    mamy po kilkadziesiat na kazdej grupie.”

                    Nie sądzę, że to wymyślony problem, no bo i po co?
                    Faktycznie, może i nie zauważałam powietrza. :-)
                    Zwykle spotykałam się z odwrotnym potraktowaniem sprawy. O profesorze który
                    potraktuje studentkę jak barbi, powie się, że ma kłopot z zaakceptowaniem
                    obecności kobiet w swojej dziedzinie wiedzy :) . ON ma problem. A ja cel
                    osiągnęłam, egzamin jest zdany, prawda? Gorzej jeżeli wykładany przez niego
                    przedmiot jest dla mnie ważny, a facet jest jedynym dostępnym mi autorytetem.
                    Jeżeli chcę np. aby właśnie ten człowiek był promotorem pracy dyplomowej. Wtedy
                    trzeba udowodnić, że jest się zdeterminowanym, łaknącym wiedzy, etc. Nie jest
                    to aż takie trudne. A jeżeli mi nie zależy, to co właściwie mnie obchodzi on i
                    jego opinia? (tak na marginesie, musiałam trochę poczekać, aż mój promotor
                    przestanie się uśmiechać z politowaniem na mój widok- też nie bardzo wierzył w
                    kobiety :-)))) )
                    Myślę, że takie postawienie sprawy- on ma problem, a ja lekką niedogodność z
                    tego powodu jest całkiem wygodne:)
                    Zapewne nie zrozumiem do końca o co chodzi, dopóki sama nie stanę przed
                    problemem tego typu.
                    Albo jestem niekumata, albo odporna na zjawisko. :)
                    Ale dzięki za łopatologię...:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka